dzis zrobilam i podalam malej pierwsza zupke wcinala az jej sie uszy
trzesły

, az milo bylo na nia patrzec, chcoc nie powiem ze jakos przykro mi
troche i smutno jak sobie pomyslalam ze juz sie skonczyly czasy "wylacznosci"
nmojego mleczka, hm czy ja jakas dziwna jestem?
no nic wracajac do tematu zrobilam zupke z polowki marchwewki i ziemniaczka i
wyszla mi cala miseczka, mala zjadla jej pol wiec pozostala polowke wstawilam
do lodowki i zamierzalam jej jutro ja ponownie podac, i tu sie zaczyna ale!
Bowiem jak powiedzialam o tym mamie a nastepnie babci to zakrzyczaly mnie, ze
absolutnie tak nie wolno, ze tak male dziecko musi jesc codziennie swieza
zupke a nie stara z lodowki. Hm wydaje mi sie ze nic jej nie bedzie jak zje
jutro ta wczorajsza, ale slowa mamy i babci wzbudzily we mnie watpliwowsci i
zglupialam juz zupelnie. Maz oczywiscie tez popiera stanowisko bardziej
doswiadczonych i nakazuje mi jutro ugotowac swieza zupke, a ja sie jeszcze
motam?
A jak Wy robicie he?