Dodaj do ulubionych

Nóż się w kieszeni otwiera...

09.10.09, 22:08
Jak czytam: "stoję murem za moim dzieckiem", "pani jest niekompetentna itp.
Pracuję w gimnazjum i widzę tych głupich rodziców. Przykładowo złapałam
uczennicę z papierosem w buzi, wzywam ojca a ten: "moja córka nie pali!" A
skąd pan wie? - pytam. "Bo nie skłamałaby mi a mówi, że nie pali"
Łatwo zrzucać winę na nauczycieli za brak kultury własnych dzieci, ale
poprawkę biorę na to, że matki w Polsce w ciąży piją i te dzieci po prostu
mają dziury w mózgu jak i poprzednie pokolenia tych rodzin. Wszak niedaleko
pada jabłko od jabłoni.
Obserwuj wątek
    • marghe_72 Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 10.10.09, 01:31
      asidoo napisała:

      widzę tych głupich rodziców.

      matki w Polsce w ciąży piją i te dzieci po prostu
      mają dziury w mózgu jak i poprzednie pokolenia tych rodzin. Wszak
      niedaleko pada jabłko od jabłoni.

      Rozumiem, że z siebie jestes bardzo dumna..
      • ewkos Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 28.10.09, 12:00
        witam !!
        pracowałam w przedszkolu prywatnym, zajmowałam się administracją i . . . kontaktem z rodzicami. czesto pełniłam funkcję pośrednika pomiędzy salą a rodzicem. mielismy fantastycznych rodziców, gdy pojawiały się problemy z dziećmi ustalaliśmy wspólny sposób działania, żeby to dobrze funkcjonowało musi być ta wspólpraca i kontynuacja działań i w przdszkolu/szkole i w domu.
        zdarzają się nauczyciele, którym nie zależy albo się nie chce ale rodzice też bywają okropni - ślepo zakochani w swoich dzieciach, nie widzą co taki maluch potrafi i jak już na wczesnym etapie nimi manipuluje. czasami aż przykro było patrzeć jak czterolatek tłucze ojca, albo pięciolatek nie potrafi zdjąć kurtki.
        są głupi rodzice,są tacy którzy nigdy nie powinni mieć dzieci, jak i są okropni nauczyciele, którzy nigdy nie powinni trafić do tego zawodu.
        mam nadzieję, że jako rodzić nigdy nie zgłupieję oraz, że będę trafiać na mądrych nauczycieli, którzy beą szukali ze mną kontaktu gdy coś niepokojącego zauważą i wspólnie się zastanowimy nad wyjściem najlepszym dla dziecka. przecież to o dzieci tu chodzi, nie o nas rodziców i nauczycieli.
    • allija Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 10.10.09, 02:48
      Nie daj Boze trafic na taka nauczycielke jak ty, chyba że jednak
      nauczycielka nie jesteś a post to zwykła prowokacja.
      Nie wiem jak nauczyciel mógłby w podobny sposób wyrażać sie o
      rodzicach i swoich uczniach. Przy czym ktos kto nie ma szacunku dla
      innych nie ma go też dla siebie.
      • iwonka_h Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 10.10.09, 17:33
        Ja też jestem belfrem, tylko na poziomie "wyższym"
        jedną z zalet mojej obecnej pracy jest brak kontaktów z rodzicami (choć
        sporadycznie zdarza się i na tym poziomie że rodzic przychodzi ze mną pokonwersować)
        Koronny argument rodziców "ja znam moje dziecko i ono nigdy... bla ba"
        w zdecydowanej większości oszukują samych siebie, uważają że nauczyciele wzywają
        ich do szkoły aby zatruć im życie, pognębić ich cudowne, jedyne i wyjątkowe
        pociechy, nie chcą dostrzec problemu bo sami nie wiedzą jak go rozwiązać.
        Rodzice którzy stoją murem za swoja pociechą wbrew oczywistym faktom, rodzice
        którzy przychodzą roszczeniowo negocjować stopnie dzieci, albo załatwiać za nie
        wszystkie szkolne problemy i konflikty działają na szkodę swoich dzieci. A jeśli
        o szacunku mowa to tego brak zupełnie w kontaktach rodzic-nauczyciel więc
        później zdarza się że 9-latek wygarnie pani że jej nie lubi (oczywiście to
        wersja soft, bo już 15-latek powie f**k OFF)
        • tata.kasi Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 10.10.09, 17:42
          Akurat ja nie wierzę w tezę, że znam moją córkę. W tym sensie, że
          wiem, że nie wszystko mi będzie mówić i to już niedługo. I dobrze, ma
          prawo do własnej prywatności (w sensownych granicach).
          Ale wierz mi, są różni nauczyciele. Tacy, co trafili z przypadku i
          postanowili na tyle się napinać na ile im płacą (czyli w domyśle
          program minimum) też są. Ja też już słyszałem od nauczycielki (w
          prywatnej rozmowie), że "ona głąbów uczyć nie będzie" i "jak w domu
          nie wychowali, to jej nie płacą za wychowywanie". Różnie bywa.
        • asidoo Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 10.10.09, 17:49
          Właśnie o to mi chodzi, że pewni ludzie mają takie a nie inne dzieci. Brak
          szacunku do nauczyciela to tylko szczyt góry lodowej. Rodziny, z których
          pochodzą tacy uczniowie mają zwykle swoje problemy. Najczęściej takie dzieci
          pochodzą z rodzin pijących. Kto drinkuje sobie, zamiast zająć się dzieckiem,
          będzie miał problemy. Nie szanując swojego dziecka nauczy je, że innych można
          również nie szanować.

          Pytanie, czym są dziury w mózgu? Dokładnie nie wiem, bo nie jestem patologiem,
          ale dzieci pijących ludzi mają zmiany w mózgu jak i oni sami. Później wcale mnie
          nie dziwi niedostosowanie społeczne całych rodzin, ich chamstwo, roszczeniowa
          postawa wobec świata.

          A co do mojej oceny - pisałam o konkretnym przypadku rodzica. Mogłabym podać
          jeszcze kilkanaście podobnych przypadków. Kto wziął to do siebie, znaczy że albo
          jest neurotykiem albo pije i w ciąży też się piło. Dużo zła widzę w alkoholu,
          choć w mojej najbliższej rodzinie nie ma alkoholizmu. Teorię swoją podpieram
          obserwacjami - mieszkałam na osiedlu, które obfitowało w alkoholizm i inne
          patologie (m.in. mój kolega tkwił w kazirodczym związku z matką i siostrą).
          Napatrzyłam się w dzieciństwie, patrzę teraz i nie zamierzam pudrować prawdy.

          Myślę, że nauczyciele wzywają rodzica do szkoły w celu dialogu, ale trudno o
          dialog z ludźmi, którzy od razu naskakują i nie chcą wysłuchać, po co
          rzeczywiście jest rozmowa.

          • jola_ep Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 10.10.09, 20:09
            Rozumiem Ciebie. I w zasadzie popieram. Tak naprawdę nauczyciel bez wsparcia rodziców niewiele może.

            Ale, z drugiej strony, po pierwsze w razie konfliktu na linii rodzic-dziecko, to gdybym została wezwana, to raczej na 100% strałabym się stać murem za dzieckiem. Beton po prostu (raz byłam blisko tej syutacji). Bo ja mam zwyczaj takie sprawy załatwiać w domu. To, że popieram moje dziecko w szkole nie oznacza, że nie poniesie konsekwencji.

            Po drugie...
            > Pytanie, czym są dziury w mózgu? Dokładnie nie wiem, bo nie jestem patologiem,
            > ale dzieci pijących ludzi mają zmiany w mózgu jak i oni sami.

            Cóż. Mój ojciec był alkoholikiem. Prawdziwym. Chwilami wyglądał jak wrak człowieka. Swoje przeszłam. Choć o prawdziwy dramat tylko się otarłam. Dziur w mózgu jednak nie mam. Tak przynajmniej mi się wydaje. Mam też wrażenie, że rodzina, którą teraz tworzę jest normalna. Dzieciaki są pozytywnie odbierane poza domem (wzorowe zachowanie, świadectwa z paskiem).

            Dramatem jest to, że tak naprawdę nikt nie ma pomysłu, ani środków i możliwości, aby pomóc dzieciakom z patologicznych rodzin. W gimnazjum już jest raczej zbyt późno. Zresztą sam pomysł gimnazjów był poroniony. Myślę, że wcześniejsze rozwiązanie było zdecydowanie lepsze...

            Moja mama - wieloletnia nauczycielka matematki, od dawna na emeryturze - wspominała ostanio o czwórce swoich wychowanków z 8-klasy. W szkole, w której przejściowo pracowała było różne "towarzystwo", niektórzy z wyrokami. Tych czterech było niemal spisanych na straty. Moja mama jakoś się z nimi podobno dogadywała. Jakoś. Myślę, że było jej wtedy naprawdę trudno, skoro pamięta ich po tylu latach.

            Niedawno spotkała jednego z nich: pracował na poczcie, rozwoził paczki. Pozdrowił ją i cieszył się ze spotkania ze swoją dawną wychowczynią. Przeprowadził się, ma pracę, założył rodzinę. Różnie w życiu bywa smile

            Pozdrawiam
            Jola
          • easyblue Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 10.10.09, 21:24
            > Myślę, że nauczyciele wzywają rodzica do szkoły w celu dialogu,
            Dobrze by byłosmile

            Ja nasłuchałam się o nauczycielach, którzy przekręcają-ośmieszają
            nazwisko ucznia. OK, dziecko może być głupie /to bez złośliwoścismile/,
            ale głupi nauczyciel to już naprawdę porażka. A niestety o takich
            dość łatwouncertain
            Nasłuchałam się o nauczycielach, którzy nie potrafią zapanować nad
            klasą i uciekają się do nigdy niezrealizowancyh gróźb. Efekt?
            Uczniowie mają ich serdecznie gdzieś, nic sobie nie robiąc z ich
            uwag i odgrażania się.
            Albo nauczycielka, która powinna odbyć leczenie w zakładzie
            zamkniętym - serio. Nie ma w tym mojej złośliwości. Kobieta jest
            niezrónoważona i to poważnie. Osobiste problemy ją przerosły, ale że
            to koleżanka innych nauczycielek, stoją za nią murem. Przecież "nie
            będą robić krzywdy biednej kobiecie, którą mąż olewa a teściowa
            gnębi". A baba wyżywa się na dzieciakach, wszak w domu to na niej
            się wyżywają, a to musi znajdować gdzieś ujście. Ja rozumiem, ze
            uczniowie i ich rodzice bywają durni jak stołowe nogi, ale
            nauczyciele? Jej wyżywanie się jest ważniejsze niż dobro kilkuset
            dzieci /uczy tak kilka lat z roczną przerwą, która nic nie dała/?
            Przedszkole. Które dzieci są forowane? Ano te "lepsze", czyli dzieci
            tzw. artystów. One mówią wierszyki, występują, są przyjmowane w
            pierwszej kolejności. Ale to tak na marginesiesmile
            Moje 6 letnie dziecię dostało niedawno niezłą reprymendę /ode mnie/.
            I to jeszcze na placu zabaw. Pozwoliłam wziąć jej do przedszkola
            gazetkę. Już wcześniej ją zabierała i było ok. A tu nagle dowiaduję
            się/od niej/ ze zabroniła komuś pooglądać, bo "palcował"! No mało
            mnie szlag nie trafił! Ale nie robiłam tego przy dzieciach czy
            nauczycielce. Bo co innego reprymenda, a co innego poniżanie
            dziecka. Nie wiem, jak będzie w szkole. Ale jeżeli nauczyciel powie,
            ze moje dziecko zrobiło to czy tamto, to zanim je osądzę, pierw
            porozmawiam z nim. Na pewno nie uwierzę nauczycielce na słowo!
            Mojego chrześniaka oskarżono w szkole o kłąmstwo - poskarżył się zę
            pobił go kolega. A kolega na to: Ależ Jeremiaszku, jak mozęsz,
            przecież ja ci nnic nie zorbiłem! Nauczyciele zbaranieli i zaczęli
            patrzeć na młodego jak na największego kłamczucha szkoły. Chyba
            wiesz, jak można się czuć w takiej chwili. Bo kto mu wierzył? Nawet
            własna matka zaczęła się wahać. Kilka dni później prawda wyszła na
            jaw i sami nauczyciele przyznali, ze zrobili błąd wierząc w winę
            młodego.
            Tak więc podstwą jest dobry kontakt z dzieckiem i zaufanie do niego.
            Nie chcę się tu wypowiadać o rodzicach, którzy np. twierdzą, ze "ja
            się nie uczyłem angielskiego i dobrze sobie radzę to mój syn też nie
            musi" bo to zwykłe barany są i tyle. Pomijam alkoholików, bo to tez
            odrębna bajka.


            > Kto wziął to do siebie, znaczy że albo
            > jest neurotykiem albo pije i w ciąży też się piło.
            Przyznam, że w moich oczach dyskredytuje Cię to jako nauczycielkę.
            Raz - nie potrafisz wyrażać się precyzyjnie. Coś piszesz, potem masz
            pretensje, ze nikt się nie domyślił, o co Ci chodziło i jeszcze
            obrzucasz za to wyzwiskami i oskarżasz o alkoholizm. Naprawdę
            nieprofesjonalne zachowanie. Bardzo. Skoro więc popełniasz tak
            elementarne błędy, czy masz prawo oskarżać innych?
            • asidoo Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 10.10.09, 22:06
              Zaraz dyskredytuje. Bez przesady. Czytanie ze zrozumieniem nie jest trudne i nie
              mam zamiaru tłumaczyć się szczegółowo z każdego zdania. Na każde mam jednak
              poparcie w rzeczywistości.
              Uważam, że ludzie często nie radzą sobie ze swoimi dziećmi i do szkoły mają
              pretensję, że ich dzieci się w szkole nie podobają. Sami są sobie winni zwykle.
              Znam tylko jeden wyjątek wspaniałej kobiety z okropnym dzieckiem, ale zrobiła je
              z łachudrą i tamte geny przeważyły. Coraz wyraźniej to widać i niestety
              konsekwencje błędu zaważyły na jej osobistym szczęściu.
              Mniejsza o to!
              Inaczej byś w każdym razie śpiewała, gdybyś widziała to, co ja widzę, ale pewnie
              do ciebie i tak nic nie dotrze.
              • morekac Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 10.10.09, 23:39
                Znam tylko jeden wyjątek wspaniałej kobiety z okropnym dzieckiem, ale zrobiła je
                z łachudrą i tamte geny przeważyły. Coraz wyraźniej to widać i niestety
                konsekwencje błędu zaważyły na jej osobistym szczęściu.

                To co w końcu jest ważniejsze: geny łachudry czy wychowanie w pijackiej melinie?
                • iwonka_h Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 11.10.09, 09:31
                  a znam parę miłych ludzi z okropnym dzieckiem - mama pedagog nomen
                  omen
                  niestety na swoje dziecko cieżko czasem spojrzeć krytycznym okiem a
                  to niestety bolesne ale konieczne
              • pam_71 Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 13.10.09, 12:35
                Znam tylko jeden wyjątek wspaniałej kobiety z okropnym dzieckiem, ale zrobiła je
                z łachudrą i tamte geny przeważyły.

                I to pisze pedagog ... o mamo wink
                spiskowa teoria genowa powraca ;-p
              • maadzik3 Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 13.10.09, 19:38
                I ta wypowiedz Cie dyskredytuje. Jednym slowem tylko Ty sie napatrzylas i tylko
                Twoje doswiadczenia sie licza (inni to ich pewnie nie maja), a poza tym piszesz
                ze do interlokutorki "i tak nic nie dotrze". Powiedz mi jaki sens ma dialog z
                kims kto uwaza ze ma racje a jak ktos ma inne zdanie patrz punkt pierwszy? I
                raczej w szkole tak prezentujacych sie nauczycieli nie szanuje sie, zwlaszcza
                wsrod starszych uczniow. Bo skoro rodzice ucza (jak ja moje dziecko) ze kazdy
                moze nie wiedziec albo sie mylic, ale do bledu trzeba sie przyznac, cudze
                poglady szanowac, a cudzego zdania wysluchac to co moze taki kilkunastolatek
                pomyslec o nauczycielce ktora mowi o kims kto jej nie potakuje ze "ja mam racje,
                a do niego/ niej i tak nic nie dotrze".
            • asidoo Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 10.10.09, 22:07
              czy masz prawo oskarżać innych?

              Mam.
              • easyblue Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 11.10.09, 09:04
                Na takiej samej zasadzie oni mają prawo twierdzić, że kłamiesz
                wmawiając im, że ich córka pali.
                Pojęcia nie masz, jakie to rodziny, jakie maą problemy i z czym się
                borykają. Oskarżasz, porównujesz do alkoholików.
                Daj Boże, by moje dziecko nie musiało być "uczone" przez tak
                aroganckiego i chamskiego nauczyciela.
          • iwonka_h Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 11.10.09, 09:29
            głupoty opowiadasz tym razem asidoo
            zapewniam cie ze problemów wychowawczych nie sprawiaja tylko czy
            nawet przewaznie dzieci z rodzin patologicznych, rodzin alkoholików.
            bardzo czesto sa to dzieci z tzw. dobrych domów, gdzie pozornie
            wszystko jest w porządku
            i problemy z dziećmi nie są spowodowane tylko "dziurami w mózgu',
            chamstwo i roszczeniowość bierze się ze złego wychowania przez
            rodziców a nie z zespołu FAS. Może zamiast obserwacji idź na jakiś
            kurs doszkalający w wybranej dziedzinie - oferta dla nauczycieli
            jest spora
          • mim288 Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 13.10.09, 17:42
            Moja babica, która w ciąży nie piła i trójkę dzieci (bez dziur w
            mózgu o ile można sądzić) wychowała zwykła była mówieć, że "na
            szacunek to sobie trzeba zasłużyć" i dotyczy to rownież nauczycieli.
            Byważe ktoś ma etat w szkole, ale prowadzi mega nudne zajęcia, nie
            potrafi swych uczniów niczym zaiteresować, przez co oni się
            smiertelnie nudzą, nie potrafi dać sobie rady z klasą, ale bardzo
            chciałby "szacunku"... pytanie tylko za co ten tak ogromny szacunek
            miałby mu przysługiwać - przedtawicieli innych zawodów nikt
            specjalna estymą nie obdarza jeśli sa kiepscy w pracy.
    • grace.4 Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 10.10.09, 04:47
      troche razi twoj post. rozni bywaja rodzice, o historiach szkolnych
      mozna ksiazke napisac,ale wolalabym,zebys mojejgo dziecka nie
      uczyla. jestes sfrustrowana,moze pora na wakacje albo zmiane pracy.
      na kogos zawsze sie latwiej zwala wine,no ale zeby tak od razu
      wszystkich pakowac do jednego wora?
      jesli chodzi o picie to naprawde wzburzajace jest twoje porownywanie
      alkoholiczek do zwyklych mam, ktore wypija kropelki czerwonego wina
      zalecane przez lekarzy (ja akurat nie korzystalam,bo patrzec nie
      moglam). dzieci nie maja dziur w mozgach tylko swoje widzimisie i
      inne osobowosci. ciesze sie,ze mialas tyle szczescia i masz idealna
      rodzine.
    • undomestic_goddess Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 10.10.09, 10:37
      Czesto sie z Toba nie zgadzam, ale mysle, ze ten post wynika z tego,
      ze widzisz, ze rodzice, gdy ich wzywasz w sytuacji wymagajacej
      reakcji, traktuja Cie jak poslanca niosacego zle wiadomosci. Albo
      wroga ich dziecka.

      Jedna rzecza jest stanie murem za dzieckiem, a druga nie przyjmowanie
      faktow, ktore zostaly stwierdzone. No przepraszam, dziecko zlapano z
      papierosem, a rodzic zamiast reagowac rozsadnie rzuca sie werbalnie
      na nauczycielke. To co ona ma robic nastepnym razem? Nie reagowac?

      Nie mozna byc kompletnie bezkrytycznym wobec wlasnego dziecka. Jasne,
      ze rozmawiac i wierzyc mu trzeba, ale tez uwaznie sluchac. No i
      czasem ktos z boku ma inny oglad sytuacji, ktory czasem dopelnia
      obrazu. Zadna sytuacja nie zwalnia z myslenia i brniecia w zaparte,
      ze moje dziecko nie klamie.
      • easyblue Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 11.10.09, 15:17
        > dziecko zlapano z
        > papierosem, a rodzic zamiast reagowac rozsadnie rzuca sie
        > werbalnie na nauczycielke
        Wiesz, jak czytam posty autorki to odnoszę wrażenie, że nie potrafi
        rozmawiać z rodzicami. I że ich reakcja wynika z jej przekazywania
        takich wiadomości. I chyba to pierw ona "rzuca się na nich
        werbalnie". Zauważ, jaki ton mają jej odpowiedzi. Ona wie lepiej,
        tłumaczyła nie będzie, jak rodzić głupi to pewnie alkoholik...
        Naprawdę ręce opadają na takiego "pedagoga"uncertain
        Jeżeli chciałabym zwrócić uwagę rodzicowi na niestosowne zachowanie
        jego dziecka, zrobiłabym to tak, by ów rodzic nie poczuł się
        osaczony, by miął prawo do obrony dziecka i czas, by porozmawiać o
        sytuacji z dzieckiem.
        Jak juz ktoś radził - kursy doszkalające dla autorki wątku. I to
        szybko.
    • tata.kasi Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 10.10.09, 11:15
      Rozumiem twój punkt widzenia, zresztą w wątku o 9-latku nielubiącym
      nauczycielki (wezwanie - zresztą jeszcze nie wiemy o co chodziło,
      więc trudno dalej rozważać) napisałem, ze po pierwsze, to trzeba
      porozmawiać i wyjaśnić.....tak, ze rozumiem, bo to zapewne częsta
      postawa "Swojego bronić wbrew faktom". Cóż - rodzicielska miłość jest
      jedna z głupszych, tak, że Ty ze swoimi uwagami jesteś bardzo cenna,
      bo pozwalasz rodzicowi odegrać swoją rolę, a dodatkowo cementujesz
      jego poczucie wspólnoty z dzieckiem. W tym celu możesz być nawet
      posądzana o stronniczość, złośliwość i czepianie się - taki lajf smile.
      Zgadzam się też z tym, co napisałaś poniżej - rodzice nie tłumaczą
      dzieciom, że szkoła to miejsce, które funkcjonuje w sposób
      ustrukturalizowany, gdzie panują pewne normy społeczne.
      Można za nimi nie przepadać, uważać, że tłamszą dziecko, ale w sensie
      sprawności funkcjonowania organizacji nikt nie wymyślił nic lepszego.
      Polacy w ogóle mają szalone problemy z funkcjonowaniem w granicach
      norm społecznych i zasad, trudno się dziwić, że ich dzieci też mają
      smile
    • oldrena1 Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 10.10.09, 13:50
      asidoo napisała:
      > Łatwo zrzucać winę na nauczycieli za brak kultury własnych dzieci,
      > ale poprawkę biorę na to, że matki w Polsce w ciąży piją i te
      > dzieci po prostu mają dziury w mózgu jak i poprzednie pokolenia
      > tych rodzin. Wszak niedaleko pada jabłko od jabłoni.

      Pojechałaś po bandzie. I to bardzo mocno. Nie wiem, co cię uprawnia do obrażania wielu rozsądnych rodziców, będących wsparciem dla swoich dzieci.
      Czuję się wywołana do tablicy, bo chyba ja pierwsza w wątku o "nie lubię pani" wspomniałam o staniu murem za dzieckiem.

      Może w takim razie zdefiniujmy, co to oznacza? Dla ciebie jest to zaprzeczanie faktom i bronienie dziecka w każdej - nawet ewidentnie dowiedzionej - sytuacji. Tak?
    • allija Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 10.10.09, 14:07
      Naprawdę nikogo nie razi że pani nauczycielka nazywa rodziców
      głupkami i obraża polskie rodziny uważając je za upośledzone
      umysłowo bo jak inaczej mozna odebrać te dziury w mózgu?
      Gimnazjum to chyba najtrudniejsza ze szkół, w sensie wychowaczym,
      bowiem uczniowie są akurat w wieku buntu, negacji świata dorosłych
      i poszukiwania własnych dróg, eksperymentowania. Od nauczyciela
      gimnazjum wymagane są szczególne predyspozycje których pania
      nauczycielka zupełnie nie posiada. Może jest doskonałym nauczycielem
      merytorycznym, pedagogiem natomiast żadnym, że o kulturze
      osobistej /tym razem nauczycielki, nie mojego dziecka/ nie wspomnę.
      Najlepiej zmienić zawód, swoja wiedze można wykorzystać
      niekoniecznie w szkole, z korzyścią dla tej ostatniej zresztą.
      Żeby uczyc i wychowywać dzieci to trzeba je lubić, ty ich nie lubisz
      zwyczajnie, chyba w ogóle ludzi, tak wynika z postu.
      Moje dzieci są już po gimnazjum, zresztą po szkole średniej także.
      Ciesze się że nie trafiły tam na pedagoga podobnego formatu.
      • kkokos Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 10.10.09, 17:50
        allija napisała:

        > Naprawdę nikogo nie razi że pani nauczycielka nazywa rodziców
        > głupkami i obraża polskie rodziny uważając je za upośledzone
        > umysłowo bo jak inaczej mozna odebrać te dziury w mózgu?

        mnie zupełnie nie razi. przykład rodzica-debila, który podała, całkowicie
        usprawiedliwia jej frustrację i złość wylewane na forum - lepiej, by wylewała je
        na swoich uczniów i ich rodziców? a gdzieś musi. ja się nie poczułam obrażona,
        bo to zupełnie nie o mnie i nie do mnie - a ty tak? czyżby były jakieś powody?
        dotknęła jakiejś twojej czułej struny?

        ja jej mogę tylko współczuć, jak zresztą wszystkim nauczycielom gimnazjów.

        • allija Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 12.10.09, 01:44
          owszem, dotknęła czułej struny - chamstwo którego organicznie nie
          cierpię. A kiedy wychodzi z ust nauczycielki to jest to żałosne i
          straszne zarazem.
      • makurokurosek Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 10.10.09, 19:39
        Ja również nie czuję się urażona, dodam jeszcze że niejednokrotnie spotkałam się
        z rodzicami debilami, którzy na jakikolwiek sygnał ze strony nauczyciela
        reagowali agresją.
    • makurokurosek Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 10.10.09, 19:34
      Całkowicie zgadzam sie z twoja wypowiedzią. Kilka lat temu miałam okazję
      kilkukrotnie być na wywiadówkach młodszego brata. To co zobaczyłam było żenujące
      i irytujące. Głos najczęściej zabierały roszczeniowe matki " stojące murem " za
      swoimi idealnymi dziećmi. Dzięki jednej z takich mamuś jej synek mimo dużego
      potencjału jest totalnym matematycznym debilem nie potrafiącym logicznie myśleć,
      ale cóz jeżeli na każdą uwagę mamusia wyskakiwała z atakiem w kierunku
      nauczycieli. Nie dziwie się postawie nauczycieli, to nie ich dzieci i jeżeli
      jedna z drugą mamusię nie potrafi wychować i rozpatrzyć uwag nauczycieli to
      niech sama z głąbem sie męczy
    • hankam Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 10.10.09, 21:13
      A ja akurat zazdroszczę rodzicom, którzy potrafią murem stać za
      dzieckiem.
      Bo ja nie potrafię. Wiem, że moje dziecko potrafi być okropne i
      zawsze mam poczucie winy...
      • chlumy Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 11.10.09, 00:41
        grace.4 napisała:
        >jesli chodzi o picie to naprawde wzburzajace jest twoje
        >porownywanie
        >alkoholiczek do zwyklych mam, ktore wypija kropelki czerwonego wina
        >zalecane przez lekarzy
        a mnie się nóż w kieszeni otwiera jak słyszę, że lekarze zalecają
        picie nawet kropelki czerwonego wina w ciąży. Ludzie czy wy nie
        wiecie, że nawet kropelka może uszkodzić płód? Lekarze zalecają, bo
        baby chlają i w ciąży nie mogą przestać, dlatego lekarze mówią, że
        można chociaż lampkę wina, bo gdyby takim tłumokom zakazali zupełnie
        to te by lekarza zmieniły.
        Co do nauczycieli to mam o nich jak najgorsze zdanie.
        • protozoa Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 11.10.09, 14:38
          Nauczyciele są rózni. O części mam jak najgorsze zdanie, o części jak najlepsze.
          Jak w zyciu.
        • easyblue Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 11.10.09, 15:10
          > czy wy nie
          > wiecie, że nawet kropelka może uszkodzić płód?
          A to nowośćsmile)) A czego kropelka??? Bo chyba nie masz na myśli
          alkoholusmile


          > baby chlają i w ciąży nie mogą przestać, dlatego lekarze mówią, że
          > można chociaż lampkę wina
          ?????
          Każdy fanatyzm jest zabójczy. Także podobne poglądy.
    • lolinka2 Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 11.10.09, 09:53
      Myślę, że mogę być obiektywna w tej materii: pracowałam w szkole parę
      ładnych lat (w tym 2 lata w gimnazjum i rok w szkole
      ponadgmimnazjalnej), plus mam dziecko w wieku szkolnym (zdolne, a
      więc takie, które polski system szkolnictwa z rozkoszą skróciłby o
      głowę...).
      Głupotę nauczycielską należy tępić. To zdecydowanie. Pokazać
      nauczycielowi inne rozwiązania, które wykraczają poza jego skalę
      pojęciową, również należy. Dla dobra wszystkich zainteresowanych
      stron.
      Dziecku z założenia należy wierzyć (bo zarzucanie mu kłamstwa na
      dzień dobry jest patologią), ale jeżeli powtarzają się sygnały, że
      jest coś nie-halo, warto się temu przyjrzeć...

      Myślę, że to nie kwestia szukania winnych etc., bardziej szukania
      rozwiązań...
      A wychowanie swoją drogą, od najmłodszego dzieciństwa wszczepianie
      mądrych zasad, empatii, szacunku dla innych jak najbardziej wskazane.
    • protozoa Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 11.10.09, 14:36
      Elementarne zasady wychowania są, niestety, obce wielu, wielu osobom. Stoje
      murem za dzieckiem i......nie przyjmuje do wiadomości, że dziecko może nie miec
      racji, może komus zrobic przykrość, krzywdę, cos zniszczyć, przeszkadzać. Nie!
      Stoje murem i ktos kto zwróci dziecku uwagę ( lub rodzicowi0 w szkole,
      przychodni, sklepie, restauracji, samolocie, na ulicy jest smiertelnym wrogiem.
      Trzeba go opieprzyć, zniszczyc, donieść a jesli nie to chcociaz wyżyć sie na
      forum. Bezpiecznie bo anonimowo.
      Zawsze wychodziłam z założenia, ze trzeba posłuchac obu stron konfliktu -
      niewazne czy dziecko-dziecko czy dziecko-nauczyciel czy dziecko-obcy człowiek.
      Nie zawsze MOJE dziecko musi miec racje, może czasem trzeba sprawić, żeby
      zrozumiało swój błąd, potrafiło przeprosić? Ale nie! Stojące murem za dzieckiem
      zrozumieją to wtedy, gdy ukochane "zywe sreberko" zacznie pokazywac rogi, ćpac,
      podkradac pieniądze, kłamac w żywe oczy itd.
    • nangaparbat3 Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 11.10.09, 15:04
      Wszystko zalezy od tego, co w Twojej wypowiedzi dostrzegą rodzice: troske o ich
      dziecko i pragnienie wspolnego z nimi przeciwdzialania, czy pretensje, ze są
      zlymi rodzicami.
    • inguszetia_2006 Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 11.10.09, 15:57
      Witam,
      Wielką sympatię wzbudzają we mnie rodzice, którzy zawsze stoją murem
      za dziećmi, mimo absurdalności takiego stania. To jest bardzo fajne
      wiedzieć, że rodzic zawsze uratuje ci tyłek. Mój tata był taki i
      podziwiam go za to, bo narażał się matce. Narażał się potrójnie, bo
      mam dwóch braci;-D
      Pzdr.
      Inguszetia
      • woman-in-love Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 11.10.09, 17:10
        rodzice broniący swoich dzieci postępują zgodnie z instynktem rodzicielskim
    • vivall Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 11.10.09, 22:58
      ja zauważyłam, że rodzice dzieci w wieku przedszkolnym robią ze swoich pociech
      "ideały". one są naj-mądrzejsze, piękniejsze, najwspanialsze. jak pani
      nauczyciel zwróci uwagę, tzn. że się czepia, uwzięła się, nie jest dobrym
      pedagogiem, nie zna się na rzeczy. np.
      - nauczycielka zwróciła uwagę rodzicom, że ich dzieciątko jest nadpobudliwe,
      żeby zrobili mu badania w kierunku ADHD - odpowiedź:on jest grzeczny, cudowny,
      wspaniały. pani się czepia. po 2 latach potwierdzone ADHD, dziecko na prochach
      - pani n. zwróciła uwagę, że chłopiec X ciągle chodzi na palcach, nigdy na
      pięcie. pani się czepia. zwracała uwagę na ten stan 3 razy. rodzice poszli do
      lekarza, okazało się, że synek ma przykurcz ścięgien, powinien ćwiczyć, ale że
      nie lubi tego to rodzice nic nie robią. i niech pani się już go nie czepia.
      - wychowawczyni zwróciła uwagę, że dziecko ma problemy z pisaniem, żeby zbadano
      wzrok. pani się czepia. dziecko bardzo dobrze widzi - z daleka zobaczyło nr
      autobusu.
      rodzice przyprowadzają dzieci do przedszkola i już z progu wołają: to jest
      geniusz. on/ona bardzo dużo umie". a potem co się okazuje? dziecko stoi jak to
      ciele i nawet nie umie mówić. 5-latkowi trzeba robić papki, bo nie umie gryźć,
      trzeba karmić, ubierać, tłumaczyć każdą czynność. rodzice z byle gównem
      przylatują (siniak, zadrapanie, czy dziś dziecko zrobiło kupę?)

      teraz praca nauczyciela jest niewdzięczna, wręcz odrzucająca.
      nauczyciel przemęczy się z takim "dzieckiem" przez okres edukacji, ale to potem
      rodzice będą zbierali żniwa swojego postępowania.
      • nangaparbat3 Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 11.10.09, 23:16
        Wiesz co?
        Ja tez jestem nauczycielką, ale mnie sie noż w kieszeni otwiera kiedy czytam tak
        jadowite nauczycielskie teksty jak Twoj.
        Nauczyciel nie jest od rozliczania odzicow ani od "zwracania im uwagi".
        nauczyciel, jesli niepoki go coś w zachowaniu sie dziecka, powinien sie tym
        niepokojem z rodzicami podzielic, aby wspolnie z nimi szukac rozwiazania. Tyle i
        tylko tyle.
        • vivall Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 12.10.09, 10:05
          to nie jest jadowity tekst tylko rzeczywistość.
          nikt tu nie rozlicza rodziców. a zwrócenie uwagi na pewne zachowania dziecka nie
          jest niczym obraźliwym. nauczyciel w przedszkolu przebywa z dzieckiem 8h i
          wyłapie pewne zachowania, ruchy, które może przeoczyć rodzic.
          jeżeli nie zrozumiałaś mojego tekstu, to ci wytłumaczę jak chłopu na miedzy -
          nauczycielkę zaniepokoiło zachowanie dziecka. powiedziała rodzicom o tym. raz,
          drugi, trzeci. rodzice stwierdzili, że nic niepokojącego się nie dzieje. i
          tyle.... koniec tematu dziecka, bo przecież pani się czepia.
          teraz pani nauczyciel zrozumiała kontekst wypowiedzi?
          • iwonka_h Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 12.10.09, 13:25
            to niestety prawda ze rodzice sukcesy wychowawcze przypisuja sobie
            a porazki nauczycielom
            to prawda ze rodzice oczekuja ze to szkoła rozpozna problem dziecka,
            zdiagnozuje go i rozwiaze najlepiej poza swiadomoscia rodziców bo
            jak tu sie przyznac przed samym soba ze dziecko pije, pali, cpa albo
            ma ADHD.
            z drugiej strony wsród nauczycieli zdarzaja sie osoby
            niekompetentne, wypalone, sfrustrowane, z problemami które to osoby
            moga byc potencjalnym zagrozeniem dla dzieci
            prawda jak zwykle lezy po srodku
            z mojej krotkiej kariery nauczyciela na poziomie gimnazjalnym
            pamietam ze łatwiej dogadac sie z dzieciakami, nawet tymi
            niesfornymi, niz z rodzicami
            • pam_71 Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 13.10.09, 12:49
              "z mojej krotkiej kariery nauczyciela na poziomie gimnazjalnym
              pamietam ze łatwiej dogadac sie z dzieciakami, nawet tymi
              niesfornymi, niz z rodzicami"

              Moja Mama zawsze tak twierdziła wink A przepracowała w szkolnictwie 30 lat
              (głównie LO).
              Pozdr
          • nangaparbat3 Vivall 12.10.09, 20:25
            Widac jestem głupsza niz chlop na miedzy, bo nie rozumiem, co znaczy
            "wylapywanie zachowań i ruchow" przedszkolaka, ktore "moze przeoczyc rodzic".
            I nigdy nie sądzilam, ze nauczyciel jest od "wylapywania" czegokolwiek.

            A jako nauczycielka (sformulowanie "pani nauczyciel" to kolejny problem dla mego
            niedorozwinietego móżdżku) owiem Ci tylko tyle, że do kompetencji nauczyciela
            nalezy tak rozmawiac z rodzicami, by byli w stanie to co im mowisz zrozumiec,
            przyjąc do wiadomosci i razem z Tobą zastanowic się nad sposobem zaradzenia
            sytuacji - jesli tego wymaga.
            • vivall Re: Vivall 13.10.09, 08:29
              to życzę Tobie nauczycielko abyś była tak kompetentną nauczycielką, byś umiała
              zrozumiale rozmawiać z każdym rodzicem.
              widać Pani nauczyciel nie ma takich kompetencji i po prostu czepia się tych
              biednych dzieci.
              a jeżeli nie rozumiesz sedna słów "wyłapywanie zachowań i ruchów" - cóż, twój
              problem..........
      • smerfeta7 Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 12.10.09, 14:43
        vivall napisała:
        > nauczyciel przemęczy się z takim "dzieckiem" przez okres edukacji,
        ale to potem
        > rodzice będą zbierali żniwa swojego postępowania.


        Nie rozumiem, dlaczego inni martwia sie wychowaniem obcych dzieci.
        Moze sprawe wychowania dzieci, nalezy pozostawic rodzicom.
        Dziwne, że nauczyciele martwia sie o wychowanie dzieci, a
        jednoczesnie nie potrafia wychować swoich.
        Jeżeli nauczyciel jest w pozycji atakującego, to może rodzic staje w
        pozycji obrony. Ale nie o to przeciez chodzi.
        Z nauczycieli, z ktorymi ja mam i mialam doczynienia, zawsze
        przybierali postawę roszczeniowo-atakującą poza jedna pania
        nauczycielka z ktora wspólpraca przez rok, była przyjemnością i
        zawsze obie strony były zadowolone, na czym korzystało oczywiście
        dziecko i to duzo.
        Postawa rodzica zalezy od postawy nauczyciela i to bardzo.
      • morekac Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 13.10.09, 21:48
        vivall napisała

        > rodzice przyprowadzają dzieci do przedszkola i już z progu wołają: to jest
        > geniusz. on/ona bardzo dużo umie".

        Małe dzieci są słodkie i takie bystre...
        Wiekszość dzieci z wątków wczesnoszkolnych to nadal geniusze... Dopiero w
        gimnazjum robią się z nich jakieś straszne bachory, tudzież gnojstwo... Ktoś
        może ma ideę, jak to działa?
    • smerfeta7 Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 12.10.09, 09:00
      asidoo napisała:
      > Nóż się w kieszeni otwiera...

      Jeżeli nauczyciel pisze taki tekst, to bardzo współczuję uczniom i
      rodzicom.
      Wypalenie zawodowe dopada kazdego. Pisząc cos takiego na forum,
      swiadczy o tym, że nie potrafisz sobie radzić jako nauczyciel.
      Jak ja bym taki tekst uslyszala od nauczyciela, to nawet bym z nim
      nie rozmawiała.
      Rada jest jedna, zmień zawód. Na to nigdy nie jest za późno.

    • alabama8 Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 12.10.09, 11:31
      Nóż się w kieszeni otwiera kiedy czytam, że pedagog (przez małe p)
      tak myśli o ludziach. A gdzie podstawa - życzliwość?
      Dzieciaki spędzają w szkole większość czasu, spędzają ten czas w
      grupie rówieśników która im imponuje - jaki wpływ na to czy dziecko
      zapali czy nie mają jego rodzice? Mogą ewentualnie trzymać dzieciaka
      na smyczy w domu, czy to pomoże? Nie.

      A mogłaś rozmawiać z tym rodzicem inaczej, nie napastliwie, nie w
      karzącym tonie, nie oskarżycielsko, ale Życzliwie - zauważyłam
      problem i myślę że powinniśmy wspólnie się zastanowić co zrobić.
      Pochwalić uczennicę za wyniki nauki, osiągnięcia sportowe,
      koleżeńskość, zaangażowanie, cokolwiek, a dopiero potem powiedzieć o
      papierosach. Nauczyciel i rodzic powinni współpracować, a nie
      walczyć.
      • morekac Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 12.10.09, 21:05
        A mogłaś rozmawiać z tym rodzicem inaczej, nie napastliwie, nie w
        > karzącym tonie, nie oskarżycielsko, ale Życzliwie - zauważyłam
        > problem i myślę że powinniśmy wspólnie się zastanowić co zrobić.

        Ale tak samo mogliby rodzice podchodzić do rozmowy z nauczycielem-
        życzliwie i nienapastliwie.
        • nangaparbat3 Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 13.10.09, 19:55
          Rodzice sa skrajnie zaangazowani emocjonalnie. Czuja sie odpowiedzialni za
          dziecko. Przypisuja sobie - niesłusznie, ale tak to dziala - wine za wszystkie
          wady i niedoskonalosci dziecka. I są przeraźliwie bezradni- wiec sie bronią, jak
          umieją. Często agresją - ale, jak juz miałam przyjemnośc wczesniej, to my,
          nauczyciele, powinnismy umiec tak z nimi rozmawiac, by się dogadac.
          potrafia to już konsultanci róznych firm, wiem cos o tym, bo parę razy musieli
          poradzic z moją - urażonej klientki - furią - i robili to rewelacyjnie, byłam
          pod wrażeniem, a w panu Pawelku prawie sie zakochalam. Skoro oni potrafią -
          nauczyciela tez się wyuczy.
          • morekac Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 13.10.09, 21:51
            Mam hipotezę, że działać to może również na zasadzie, że jeśli zostanie
            stwierdzony u dziecka jakiś problem, to coś trzeba będzie z tym zrobić.
            • nangaparbat3 Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 13.10.09, 23:02
              Najczęściej rodzice wiedzą o problemie, ale nie umieją "czegoś z tym zrobic".
              Jeśli nauczyciel przekona ich, ze jemu tez zależy, i ze by pomóc dziecku (i
              rodzicom)jest gotów zrobic to, tamto i owo - wszystko sie uklada.
          • verdana Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 13.10.09, 21:53
            Problem w tym, ze wielu nauczycieli - nie wszyscy oczywiscie - ie
            wzywaja rodziców, aby rozwiazac sytuacje, ale po to, aby poskarzyc
            się na dziecko, a wlasciwie - objechac rodzicow. Ile to razy
            zdarzylo mi się slyszeć, ze dziecko "nie umie i pani musi cos z tym
            zrobić", "rozmawia na lekcjach i prosze dziecko pouczyc", "nie
            przynosi zeszytow i prosze dopilnowac" - z czego wynikalo, ze
            dziecko jest glupie i leniwe, a ja je zanidbuję.
            Raz tylko natrafilam na nauczycielke, ktora wzywajac mnie (dziecko
            nie miało podrecznika, zeszytu, dlugopisu i dzienniczka) miala plan,
            co zrobić w takiej sytuacji, byla pelna zrozumienia i jeszcze
            zagrozila mi, ze jak ukarze dziecko, to będe miała z nią do
            czynieniasmile I oczywiscie stał się cud - plan zadzialal, po tygodniu
            bylo po problemie. A ja wyszlam ze świadomoscia, ze kogos interesuja
            nie błędy dziecka i moje, ale to, aby uczniowi pomoc i czegos go
            nauczyć.
            • nangaparbat3 Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 13.10.09, 22:59
              No i właśnie.
              Choc czasem bywa naprawde cięzko - pamietam matkę, która prędzej by chyba sobie
              dala oko wylupic, niz pochwaliła swego syna (a bylo za co).
              Albo ojca, ktory każdą wywiadowke zaczynal od nawrzucania mi za to, ze Polska
              wstępuje do Unii.
    • mila.85 Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 12.10.09, 18:18
      Po postach asidoo widzę, że na studiach chyba miała inne zmartwienia niż nauka...
      Kobito, największy współczynnik dzieci potocznie nazywanych niewychowanymi
      gó...arzami pochodzi z dobrych domów z dwójką rodziców, którzy poza swoimi
      dziećmi świata nie widzą. Właśnie dlatego. Jesteś bardzo nie na czasie jeśli
      uważasz, że problemy sprawia młodzież z rodzin patologicznych - bez wyjątku,
      tylko i wyłącznie. Bardzo, bardzo nie na czasie.
    • maadzik3 Re: Nóż się w kieszeni otwiera... 13.10.09, 19:30
      Jezeli nie jestes trolem to byle z daleka od takich nauczycieli. Wypowiedzi
      pelnej pogardy dla dzieci i ich rodzicow. Jasne, kazda matka niegrzecznego
      ucznia pila w ciazy, a rodzice jak wiadomo zbiorczo sa inteligentni inaczej
      (sama na pewno dzieci nie masz bo z postu wynika ze za glupich uwazasz rodzicow
      a siebie za madra). Jednym slowem chron nas Panie przed takimi pogardzajacymi
      ludzmi, zadufanymi nauczycielami i - pozal sie Boze - wychowawcami.
      A "stanie murem za dzieckiem" to wg Ciebie dopuszczenie mozliwosci ze nauczyciel
      sie myli/ mija z prawda. A taka mozliwosc istnieje (tak jak ta ze dziecko
      klamie/ myli sie), a wszak w opisanym przykladzie rodzic mial slowo przeciw
      slowu, bez dowodow. Przy czym jesli swoja pogarde i poczucie wyzszosci
      demonstrujesz rodzicom swych uczniow nic dziwnego ze do Twych slow podchodza z
      rezerwa

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka