Dodaj do ulubionych

"Jak mówić żeby dzieci nas słuchały..."

24.05.06, 11:30
Jestem zachwycona udzelanymi w niej wskazówkami, jak mam słuchać dziecka, jak
dobierac słowa, postepując według tych wskazówek, widze zmiane u mojej 3-
letniej córeczki, widze jak patrzy na mnie i samo jej spojrzenie "mówi mi"
dziekuje mamo ze to powiedziałaś...
Gorąco ją polecam!!!
Obserwuj wątek
    • jozia12 Re: "Jak mówić żeby dzieci nas słuchały..." 25.05.06, 09:41
      Są także warsztaty pod tym samym tytułem,
      wzorowane na tej książce.
      Prowadzą je dwie panie - bezpłatnie.
      W Warszawie organizuje je przedszkole na ul. Chrzanowskiego.
      • lena99 Re: "Jak mówić żeby dzieci nas słuchały..." 25.05.06, 10:22
        A nie wiesz może czy są także w innych miastach np. w Poznaniu?
        pozdr.
    • ja_on_line Re: "Jak mówić żeby dzieci nas słuchały..." 25.05.06, 21:08
      Sporo się nasłuchałam dobrego o tej książce. A nie wiecie czy jest może wersja
      elektroniczna tej książki ?
      pozdrawiam
      Ewa
      • mamaemilii Re: "Jak mówić żeby dzieci nas słuchały..." 26.05.06, 13:43
        Wersja elektroniczna tej książki byłaby zwykłym piractwem. Książka kosztuje ok.
        25 zł i warto w nią zainwestować - przydaje się nawet przy nastolatkach!
    • iljana Re: "Jak mówić żeby dzieci nas słuchały..." 26.05.06, 00:38
      oj, popieram - książka jest świetna. Uczy nie tyle jak postępować z dziećmi,
      ale jak manipulować sobą by osiagnąć od nich to czego oczekujemy smile) Mam wiele
      pozycji o tego typu tematyce. Polecam!
      • jozia12 Re: "Jak mówić żeby dzieci nas słuchały..." 26.05.06, 14:03
        Do Leny99.
        Niestety nie wiem czy są takie warsztaty w Poznaniu.
        W Warszawie mało osób o nich wie.
        Mnie zapisała na nie Pani Dyrektor przedszkola, do którego
        chodzi moje dziecko.
        Zapytaj w swoim przedszkolu.
        Warsztaty - 10 spotkań raz w tygodniu.
        • edytka_73 Re: "Jak mówić żeby dzieci nas słuchały..." 26.05.06, 23:38
          Zapytaj w Poradni Pscyhologiczno-Pedagogicznej, niektóre prowadzą takie
          zajęcia. Są super, świetnie umożliwiają refleksje nad swoim sposobem
          wychowywania i dają konkretne rozwiązania (wypracujesz na sobie!).
          • mysian33 Re: "Jak mówić żeby dzieci nas słuchały..." 29.05.06, 22:29
            Witam.Ja jestem po tych warsztatach, wychowuje trójke dzieci.Te zajecia są(dla
            mnie)raczej były bezcenne. Inaczej patrze na moje pociechy i najważniejsze
            mozna sie z nimi dogadac bez krzyku, szanujac sie na wzajem. Dodam, że jestem
            ze wsi i u nas w szkole były organizowane te zajecia na nasza, czyli rodziców
            prosbe.Super,mozna sie takze wiele dowiedziec i o sobie samym
      • ksaga do iljana 31.05.06, 12:46
        które ksiązki uwazasz jeszcze za równie świetne?
    • ana_mama_patrycji Re: "Jak mówić żeby dzieci nas słuchały..." 30.05.06, 12:32
      Czy to jest ta książka??? Gdzie mogę ją kupić jeszcze online??

      wysylkowa.pl/ks249361.html
      • verdana Zwyczajnie... 30.05.06, 12:53
        A ja mam alergie na tę książke i jej porady.
        O ile pewne zalecenia ogólne są rzeczywiscie niezłe, to pomysł, aby prowadzić
        rozmowy wg. z góry określonego schematu wydaje mi się morderczy dla
        spontanicznych kontaktów z dzieckiem.
        Czt wyobrażacie sobie podrecznik na temat "Jak rozmawiać z mężem" gdzie podane
        jest jak i co trzeba mowić? Przeciez po roku okazałoby sie, ze normalna rozmowa
        jest niemożliwa.
        Wydaje mi się, ze lepiej czasem popełnić błąd i powiedzieć "coś nie tak" niż
        posługiwac się schematami, rozmawiając z własnym dzieckiem. Z dzieckiem trzeba
        rozmawiać normalnie, tak jak z innymi ludźmi - inaczej nie będzie ono miało
        wlasnej matki, tylko robota.
        • mamaemilii Re: Zwyczajnie... 30.05.06, 15:06
          Verdano, czy Ty zakładasz, że po przeczytaniu tej książki posługujemy się tymi
          schematami i czekamy na te same odpowiedzi, które na jej stronach są
          prezentowane?

          Z mojego doświadczenia powiem, że wystarczy nastawić się na inny tok
          postępowania/rozumowania i zacząć rozmowę od podanych przykładów. A potem samo
          leci. Wyłamanie się czy nawet popełnienie "błędu" ma wtedy też zupełnie inny
          rezultat.

          Mi to było naprawdę potrzebne, by nauczyć się pewnych schematów - właśnie na
          początek. Bo nie wyniosłam z domu umiejętności rozwiązywania problemów w
          racjonalny, kulturalny i pozytywny sposób. A te metody przydają się także w
          rozmowach z dorosłymi.
        • jola_ep Re: Zwyczajnie... 30.05.06, 17:37
          > A ja mam alergie na tę książke i jej porady.

          Mi się spodobała, bo większość rad już stosowałam intuicyjnie w praktyce (a może to po prostu rzeczy wyniesione z domu).

          Parę pomysłów wykorzystałam i bardzo sobie je chwaliłam - np. rozwiązywanie sytuacji problemowych za pomocą kartki - zadziałało i dało niesamowite efekty.
          Inna sprawa, że nigdy przedstawionych schematów nie trzymałam się na sztywno - to raczej było źródło mojego natchnienia.

          Pozdrawiam
          Jola
      • mamaemilii Re: "Jak mówić żeby dzieci nas słuchały..." 30.05.06, 14:59
        Tak, to jest ta książka, na pewno do kupienia w innych miejscach.
        • mysian33 Re: "Jak mówić żeby dzieci nas słuchały..." 30.05.06, 19:30
          Ta ksiazka "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały.Jak słuchać,żeby dzieci do nas
          mówiły"napisana przez Adele Faber i Elaine Mazlish to moim zdaniem żródło
          wiedzy. Nie wyobrazam sobie jak mozna by było powtarzac słowo w słowo z ksiazki
          przeciez sytuacje są różne a i dziecko kazde inne.Ja w kazdym badz razie goraco
          ja polecam
    • dagu75 Re: "Jak mówić żeby dzieci nas słuchały..." 31.05.06, 21:47
      a ja czytam i nie umiem. To znaczy nie umiem sobie poradzić z agresja, którą we
      mnie wzbudza jęczenie mojego dziecka. I krzyczę. Mam doła.Umiem z nia
      rozmawiać, ona mówi mi wiele rzeczy, zauważam, że postępuję tak, jak polecają
      autorki , niemniej nie umiem się wyrwać z tego kręgu. Jak?
      • scher Re: "Jak mówić żeby dzieci nas słuchały..." 01.06.06, 01:44
        dagu75 napisała:

        > a ja czytam i nie umiem. To znaczy nie umiem sobie poradzić z agresja, którą
        > we mnie wzbudza jęczenie mojego dziecka.

        Na jęczenie jest prosty sposób: NIE reagować na prośby dziecka wyrażane
        jęczącym tonem.
        - Powiedz to normalnym tonem. Wtedy usłyszę.

        Sz.
    • iljana Re: "od iljana dla ..." 01.06.06, 23:17
      Nie wiem czy zapytanie do mnie ma formę "złośliwą" czy nie ale odpowiem. Przed
      wszystkim ja chwalę sobie te ksiazki, bo choc, nie non stop wykorzystuję pewne
      metody, to jednak one porządkują moje zycie i zycie dzieci. Jak każde dziecko,
      maluchy zachowują się raz dobrze raz źle. Przy czym, ja jako osoba nerwowa i
      krzykliwa nie zalatwiam z nimi spraw, tak jakbym sobie tego życzyła, mimo ze
      jestem dorosła. Niepotrzebnie się unoszę, ale to dlatego ze czuje sie bezsilna.

      Tyle ze to juz przeszłość. Dzięki tym książkom nauczyłam sie postępować z
      zachowaniem moich dzieci i swoim podejsciem - modyfikując je. I cale szczęscie,
      bo powielałam schemat zachowania jaki representowała moja mama w stosunku do
      mnie.

      Polecam więc to, co sama mam w bibliotece, i choć tematyka jest bardzo
      zblizona, nic się nie pokrywa.
      1.janet poland - trudne dziecko
      2.jane nelsen - pozytywna dyscyplina
      3.robert mackenzie- kiedy zabronic? kiedy pozwolic?
      4.adele faber i .. - wyzwolone dzieci wyzwoleni rodzice
      5.adele faber i.. - jak mówić? jak sluchac?
      6.adele faber i elaine mazlish- rodzenstwo bez rywalizacji

      Przeczytałam je wszystkie i często jeszcze zaglądam. Łatwiej wychowuje mi się
      moje maluchy, i lepiej je rozumiem. Dzieci stały się spokojniejsze i dosłownie
      grzeczniejsze. Jeśli maja "wybuch" wiem co zrobić by minął.

      Szkoda, ze moja mama postępowała i wciąz postępuje odwrotnie niż zaleca się w
      książkach... przez to duzo się kłócimy.

      pozdr.
      PS. Mirra52 - u mnie jest to samo smile
      • ksaga Re: "od iljana dla ..." 02.06.06, 10:17
        Iljana - absolutnie moja prosba nie miala zlosliwej formy, bardzo ci dziekuje
        za tytuly,

        odbierz prosze e mail gazetowy
        pozdrawiam
      • bri Re: "od iljana dla ..." 02.06.06, 11:10
        A w jakim wieku masz dzieci? Lubię takie lektury ale wydaje mi się, że dotyczą
        starszych dzieci niż moja 14-miesięczna córeczka.
        • monibiel Re: "od iljana dla ..." 02.06.06, 14:26
          Jeśli masz czas, czytaj już teraz. Przyda się bardzo szybko. A może znacie
          ciekawe pozycje o wychowaniu jedynaków? Bardzo by mi się coś takiego przydało.
        • iljana Re: 02.06.06, 23:12
          Moje chłopaki są w wieku 2 i 4,5 lat. Są same z siebie wspaniałymi dziecmi,
          są "nowiutcy" i mozna w ich utrwalić dobre cechy, a złe szybciutko
          wyeliminować. Nprzez nieumiejętnośc postępowania unieszczęśliwiamy nasze
          wymarzone dzieci, organizując im marne wychowanie, pełne "szamotaniny". I
          bardzo szybko widac efekty naszych zaniedbań - pyskatość, bunt, wrzaski,
          obrażanie się, teksty "mamo jesteś glupia", czy "nie kocham cię". Trzeba sporo
          pracy by naprawić to co popsuliśy, bo dzieci z natury rodzą sie milutkie,
          posłuszne, ugrzecznione - dkuję, przpesiam, ceść, papa. Ale wszystko daje sie
          zrobić.

          Na placach zabaw często mamy chwalą moich chłopaków, że tacy ulozeni i
          sluchający się. Nie mam awantur na podwórkach, dzieci robią chętnie wszystko o
          co poproszę, przy czym uznaję ich prawo do złoszczenia się. W końcu każdy ma
          złe dni.
          Zdaję sobie też sprawę, że wraz z ich dorastaniem muszę zmieniać "metody na
          moje dzieci", ale sukcesy jakie odnoszę... zachęcają mnie do szukania
          wymyślnych sztuczek manipulacji.
          • verdana Re: 02.06.06, 23:58
            Opieranie wychowania na manipulacji?
            Nie.
            Własnie to mi sie nie podoba. Dziecko to drugi czlowiek, a z nim należy mówic
            szczerze, zwyczajnie i bez wymyślnych sztuczek. Jak bedzie trochę starsze, to
            zauważy te manipulacje, to że mama inaczej zwraca sie do niego, a inaczej do
            innych osób - a wtedy bedzie kłopot. Bo szczerość i naturalność w komunikacji
            juz zaginęła.
            • aniawroclaw1 Re: 03.06.06, 11:20
              Verdena, zawsze lubiłam Cię czytać i uważam Cię za mądrą babeczkę. Ale nie
              zawsze my rodzice możemy zaufać naszej tylko intuicji. Nie chodzi aby z książek
              kropka w kropka wcielać wszystko w życie.
            • lena99 Re: 03.06.06, 12:38
              verdana napisała:

              > Opieranie wychowania na manipulacji?
              > Nie.
              > Własnie to mi sie nie podoba.

              Zgoda -smile

              >Dziecko to drugi czlowiek, a z nim należy mówic
              > szczerze, zwyczajnie i bez wymyślnych sztuczek.

              Teoretycznie masz rację. Co jednak zrobić, gdy 3-latek upiera się żeby zjeść
              np. banana, a żadne szczere i zwyczajne argumenty typu "nie mamy banana w
              domu", "sklep jest już zamkniety" nie działają? U nas świetnie działało w tym
              momencie "wyczarowywanie" wzięte właśnie z książki Faber. I wcale nie uważam,
              że to manipulacja. To fajna zabawa, która rodzicom umożliwia niespełnianie nie
              zawsze słusznych zachcianek dziecka.

              Pozdrawiam

              • iljana Re: 03.06.06, 13:15
                I to jest dla mnie własnie manipulacja. I nie widzę w tym nic zlego. Polecam.
                Sprawdza sie także na dorosłych!
                • verdana A co chcemy osiagnąć? Spokój? 03.06.06, 14:29
                  Co to znaczy "nie działają?" To chyba znaczy, ze dziecko nadal płacze i się
                  banana domaga. Ja mowiłam "Nie ma banana, więc go nie dostaniesz" - i tyle.
                  Ryczało dziecko - no to ryczało. Mnie to nie bardzo wzrusza w takich wypadkach.
                  Kiedy dzieci się przekonały, ze nie ma oznacza "definitywnie nie ma" dosyć
                  szybko pojęły, że banana rykiem nie wyczarują. I zaakceptowaly prosty fakt, że
                  nie dostaje się wszystkiego, na co sie ma ochotę.
                  O ile pamiętam książka zaleca mówienie czegoś w rodzaju "Ja tez bym chciała,
                  aby banan był, jakbym mogła "czarować" to bym go zaraz stworzyla" (Oczywiscie
                  niedokladnie tak..). Problem w tym, ze ja bym banana nie stworzyła - no, może
                  banana to jeszcze, ale np. nie cukierka czy kolejnej zabawki na pewno nie.
                  Owszem, to bardzo skuteczna metoda na uspokojenie dziecka. Ale czy to dobra
                  metoda na nauczenie dziecka, że pewnych rzeczy po prostu nie dostanie, bo ja
                  nie chcę, zby je dostało? Albo do nauczenia akceptacji tego, ze jak nie ma, to
                  po prostu nie ma? Do nauczenia rezygnacji bez sztucznej "pociechy" - nie uwazam
                  bowiem, by należalo zawse pocieszać dziecko, które czegos nie dostaje i
                  tłumaczyć mu, że gdyby to ode mnie zależalo, to na pewno juz bym mu to
                  stworzyla.
                  Akurat wlasnie ta "manipulacja" wyjątkowo nie przypadła mi do gustu.
                  • lena99 Re: A co chcemy osiagnąć? Spokój? 03.06.06, 15:10
                    verdana napisała:

                    > Co to znaczy "nie działają?" To chyba znaczy, ze dziecko nadal płacze i się
                    > banana domaga. Ja mowiłam "Nie ma banana, więc go nie dostaniesz" - i tyle.
                    > Ryczało dziecko - no to ryczało. Mnie to nie bardzo wzrusza w takich
                    wypadkach.

                    Tak, to znaczy, że dziecko nadal płacze i się tego banana domaga. I coraz
                    bardziej się "nakręca", rozumiesz , na zasadzie - im bardziej banana nie ma,
                    tym bardziej będę ryczał.


                    > Kiedy dzieci się przekonały, ze nie ma oznacza "definitywnie nie ma" dosyć
                    > szybko pojęły, że banana rykiem nie wyczarują. I zaakceptowaly prosty fakt,
                    że
                    > nie dostaje się wszystkiego, na co sie ma ochotę.

                    Przecież ja też prawdziwego banana nie wyczaruję (a szkodabig_grin). I tez dziecko
                    nie dostanie wszystkiego na co ma ochotę. IMO w tej metodzie chodzi o
                    przerwanie tego ryku, odwrócenie uwagi, o uspokojenie oczywiście też.


                    > O ile pamiętam książka zaleca mówienie czegoś w rodzaju "Ja tez bym
                    chciała,
                    > aby banan był, jakbym mogła "czarować" to bym go zaraz stworzyla" (Oczywiscie
                    > niedokladnie tak..). Problem w tym, ze ja bym banana nie stworzyła - no, może
                    > banana to jeszcze, ale np. nie cukierka czy kolejnej zabawki na pewno nie.

                    No ale przecież NIC nie możesz wyczarować, więc co za różnica czy to banan czy
                    cukierek? Ja to traktuję jako zabawę, mogę "wyczarować" wszystko, nawet coś co
                    nie istnieje w rzeczywistości. To trochę na zasadzie spełnienia marzeń przez
                    złotą rybkę.

                    > Owszem, to bardzo skuteczna metoda na uspokojenie dziecka. Ale czy to dobra
                    > metoda na nauczenie dziecka, że pewnych rzeczy po prostu nie dostanie, bo ja
                    > nie chcę, zby je dostało? Albo do nauczenia akceptacji tego, ze jak nie ma,
                    to
                    > po prostu nie ma?

                    Nie wiem czy to dobra metoda. U nas działała bardzo dobrze. Teraz, gdy syn ma
                    5,5 roku nie jest już potrzebna, sam rozumie, że jak czegoś w domu nie ma, to
                    tego nie dostanie. Bo teraz docierają do niego normalne, logiczne argumenty.

                    >Do nauczenia rezygnacji bez sztucznej "pociechy" - nie uwazam
                    >
                    > bowiem, by należalo zawse pocieszać dziecko, które czegos nie dostaje

                    Dlaczego nie? Przecież nawet nam dorosłym zdarza się czegos nie dostać i wtedy
                    szukamy pocieszenia u innej bliskiej osoby.

                    >i
                    > tłumaczyć mu, że gdyby to ode mnie zależalo, to na pewno juz bym mu to
                    > stworzyla.
                    > Akurat wlasnie ta "manipulacja" wyjątkowo nie przypadła mi do gustu.
                    >
                    • verdana Re: A co chcemy osiagnąć? Spokój? 03.06.06, 15:28
                      Mogę Ci to wytłumaczyc - na przykładzie tego właśnie cukierka.
                      Nie jest mi wszystko jedno, czy dziecko uważa, że ja tego cukierka chętnie bym
                      mu dała, gdyby był, czy też że cukierka nie ma i nie będzie - bo ja nie życzę
                      sobie, by te cukierki jadło. Wtedy "czarowanie" jest z mojej strony nie tylko
                      kłamstwem (przecież gdyby były w domu, to i tak by nie dostał), ale i uczeniem
                      dziecka, że wszystko co chce, tak naprawdę mu się nalezy. Jeśli tego nie ma -
                      to nie dostaje, ale w gruncie rzeczy "powinno" dostać.
                      Takich rzeczy jest cała masa. Co robić, gdy rzecz, jakiej domaga sie dziecko
                      jest dostępna, ale i tak nie powinno jej mieć? Jak wytumaczę następnym razem,
                      ze banan wprawdzie jest, ale nie dla niego?
                      Wolę zdecydowanie ryk dziecka - nie przeszkadza mi, że się "nakręca" - może
                      nakreca się dlatego, ze wie, iz czasem coś uda się osiagnąć - choćby
                      zainteresowania mamy. Więc musi wiedzieć, ze jego ryk idzie w próżnię.
                      oczywiscie nie, gdy ryczy, bo ma istotny powód - ale gdy ryczy, by coś wymusić.
                      Moje wyjące w takich sytuacjach dzieci pozostawiałam samym sobie. Mnie wyciem
                      do niczego żadne dziecko nie zmusiło. Mam twarde serce.
                      • lena99 Re: A co chcemy osiagnąć? Spokój? 03.06.06, 15:58
                        verdana napisała:

                        > Mogę Ci to wytłumaczyc - na przykładzie tego właśnie cukierka.
                        > Nie jest mi wszystko jedno, czy dziecko uważa, że ja tego cukierka chętnie
                        bym
                        > mu dała, gdyby był, czy też że cukierka nie ma i nie będzie - bo ja nie życzę
                        > sobie, by te cukierki jadło.

                        Wiesz co, moje dziecko też doskonale zdawało sobie sprawę, że pewnych
                        wyczarowanych rzeczy i tak by nigdy nie dostało. Bardzo często czarowaliśmy
                        właśnie rzeczy, których nie mógł jeść typu tort z bitą śmietaną, czekoladę albo
                        super auto z napędem na 4 koła (to może bym i kupiła, ale za drogie). Zresztą
                        często czarujemy też rzeczy dla mniesmile.

                        >Wtedy "czarowanie" jest z mojej strony nie tylko
                        > kłamstwem (przecież gdyby były w domu, to i tak by nie dostał), ale i
                        uczeniem
                        > dziecka, że wszystko co chce, tak naprawdę mu się nalezy. Jeśli tego nie ma -
                        > to nie dostaje, ale w gruncie rzeczy "powinno" dostać.
                        > Takich rzeczy jest cała masa. Co robić, gdy rzecz, jakiej domaga sie dziecko
                        > jest dostępna, ale i tak nie powinno jej mieć?

                        Ale ta metoda chyba nie dotyczy takiej sytuacji. O ile pamiętam.

                        >Jak wytumaczę następnym razem,
                        > ze banan wprawdzie jest, ale nie dla niego?
                        > Wolę zdecydowanie ryk dziecka - nie przeszkadza mi, że się "nakręca" - może
                        > nakreca się dlatego, ze wie, iz czasem coś uda się osiagnąć - choćby
                        > zainteresowania mamy. Więc musi wiedzieć, ze jego ryk idzie w próżnię.
                        > oczywiscie nie, gdy ryczy, bo ma istotny powód - ale gdy ryczy, by coś
                        wymusić.
                        >
                        > Moje wyjące w takich sytuacjach dzieci pozostawiałam samym sobie. Mnie wyciem
                        > do niczego żadne dziecko nie zmusiło. Mam twarde serce.

                        Mam teraz drugiego malucha (1,5 roku) i póki co stosuję
                        właśnie "przeczekiwanie" ryków. Bardzo dobrze działa. Ale gdy podrosnie to
                        zaczniemy "czarować".
                        Pozdrawiam
                  • jola_ep Re: A co chcemy osiagnąć? Spokój? 03.06.06, 18:11
                    > O ile pamiętam książka zaleca mówienie czegoś w rodzaju "Ja tez bym chciała,
                    > aby banan był, jakbym mogła "czarować" to bym go zaraz stworzyla"

                    O ile pamiętam (ale dawno ją czytałam) książka zaleca, aby "odczarować" sytuację - zmienić ją w coś absurdalnego, wyolobrzymić, odrealnić i jak się da - rozśmieszyć.
                    Czy to manipulacja? Pewnie tak.
                    Czy jest czymś złym? To zależy w jakim zakresie i jakim celu ją stosujemy.
                    Ja uważam, że taka technika czasem przydaje się w życiu. Ot, jak choćby nasz domowy żart: czyli szorowanie podłogi wink
                    Mój brat opowiadał, że mieszkał kiedyś (krótko) na stancji u starszego małżeństwa. Pani domu wstawała _codziennie_ o piątej rano i szorując podłogi głośno wypominała mężowi zdradę sprzed... 20 lat wink
                    Więc jak czasem sytuacja zaczyna ocierać się o kłótnię z piorunami, to wspominamy to szorowanie podłogi - choćby "no to będzisz miała mi co wypominać przy szorowaniu podłogi", albo westchnienie "muszę ci wybudować z metr parkietu" I jak wyobrażę sobie tę sytuację, to nagle orientuję się że cały problem zostaje sprowadzony do realnego wymiaru i okazuje się zwykłym drobiazgiem smile Bo czy niewyniesione śmieci wink są warte tego szorowania? smile))

                    Owszem, czasem musimy być kamiennie spokojni i przetrwać złość dziecka, bo czegoś tam zabroniliśmy. Ale czasem jest tak, że odpowiednio dobrane słowa potrafią rozładować sytuację i pomogą naszemu dziecku przetrwać np. rozczarowanie.

                    Pozdrawiam
                    Jola
                    • verdana Re: A co chcemy osiagnąć? Spokój? 03.06.06, 18:54
                      Żarty - tak. To zresztą zupełnie co innego, niż opisywana technika. Ale żarty
                      nie zawsze i nie ze wszystkiego.
                      Stosowanie takiej techniki zbyt często, sprowadzanie rzeczy dla dziecka
                      powaznych do absurdu, to nie najlepsza droga. Jesli dziecko nie może dostac
                      samochodu, bo jest za drogi, to "wyczarowywanie" go mówi mu tylko jedno - taki
                      samochód właściwie powinien mieć. Nie ma, bo jest za drogi, ale własciwie
                      wszyscy marza o tym, by taki samochód dziecko dostało... Albo przy
                      wyolbrzymianiu mowi "Twoje marzenia sa smieszne i absurdalne". Nie chciałabym,
                      aby w ten sposób ktos potraktował moje marzenia...
                      Dlaczego nie można zwyczajnie i zgodnie z prawda powiedzieć "Nie kupię, bo jest
                      za drogi". Dziecko może bedzie rozczarowane. I dobrze. Rozczarowania, drobne
                      zmartwienia tego typu sa częścią zycia, elementem wychowania, uczuciem przed
                      którym dziecka naprawdę chronic nie nalezy.
                      Mam wrażenie, że ta technika służy bardziej rodzicom niz dzieciom. Służy temu,
                      aby rodzice mieli spokój, zeby nie było im przykro, ze dziecku jest przykro.
                      Ale czy to dobre dla dzieci? Wątpię...
                      • niepytana Re: A co chcemy osiagnąć? Spokój? 03.06.06, 19:23
                        Verdana, bardzo ale to bardzo sie z Toba zgadzam. Nie pierwszy raz z reszta.
                        Gdyby nie nick to bym myslala ze sama to napisalam wink Mnie tez draznia te
                        manipulacje i ta sztucznosc... Trzeba sobie raz na zawsze wytlumaczyc ze
                        dziecko powolalismy na taki a nie inny swiat. Nie jest on zawsze perfekcyjny;
                        taki jaki bysmy chcieli by byl dla naszego dziecka. Nie mozna dziecka zamknac w
                        szklanej bance. Z wiekiem musi ono sie nauczyc ze zycie jest radosne,
                        szczesliwe, pelne milych niespodzianek; ale rowniez jest ono czasem smutne,
                        niesprawiedliwe i pelne niemilych rozczarowan. Nie znaczy wcale ze placzace czy
                        smutne dziecko trzeba ignorowac, ale... ja tu jednak bardziej wierze w dobra
                        wole i intuicje rodzicow niz roznorakie ksiazki. NIE WOLNO DZIECKA OKLAMYWAC
                        ANI NIM MANIPULOWAC. Manipulacje to zostawmy dealerom uzywanych samochodow.
                        Verdana ma absolutna racje. Z dzieckiem trzeba rozmawiac szczerze uzywajac
                        stosownej do jego wieku logiki i jezyka. Naprawde nie lubie przeginania i
                        skrajnosci. Najpierw klapsa porownuje sie do znecania sie nad dzieckiem, teraz
                        to juz rowniez krzyknac nie wolno. A wlasnie ze wolno. To jest emocja. Kocham
                        dziecko, mocno je przytule, krzykne z radosci, ze strachu, z nerwow. To sa
                        wszystko emocje i negatywne i pozytywne takie z jakimi dziecko i tak pozna sie
                        w zyciu. Jestesmy ludzmi i wlasnie pokazujemy emocje, mamy serce i dusze, nie
                        jestesmy obojetne. Dlaczego mamy uczyc dziecka bycia ozieblym, obojetnym
                        robotem. Czy nie jest to dla Was normalne ze inaczej powiemy do dziecka za
                        pierwszym razem "Poloz ksiazeczke na miejsce." a inaczej za piatym razem, a
                        jeszcze inaczej powiemy za pierwszym razem "Nie dotykaj!!!" naprzyklad kubka z
                        wrzaca woda. A czasami poprostu zachowamy sie "niewychowawczo" i mrukniemy cos
                        do dziecka bo akurat boli nas glowa. Takie zycie. Wazne zeby zachowac umiar i
                        zeby dziecko wiedzialo zawsze ze kochamy je ponad wlasne zycie. Trzeba pokazac
                        dziecku w nas kochajacego niekoniecznie perfekcyjnego czlowieka a nie
                        monotonnego, ozieblego eksperta od wychowywania dzieci.
                        • lena99 Re: A co chcemy osiagnąć? Spokój? 03.06.06, 20:02
                          Zgadzam się z Tobą.
                          Ale to nie wyklucza korzystania z poradników wychowania. I wyboru niektórych
                          metod.
                          Chyba nie myslisz, że na każde zdanie dziecka mam wyuczoną kontretną odpowiedź.
                          Po prostu czasami pewne metody, a nawet, tak, pewne zdania, pozwalają mi
                          inaczej spojrzeć na problem. Czasami ułatwiają podjęcie rozmowy albo przerwanie
                          niekończących się płaczów albo znalezienie wyjścia z "zaułka" w który zapędzili
                          się rodzice i dziecko. I tylko tyle. Albo aż tyle.
                      • lena99 Re: A co chcemy osiagnąć? Spokój? 03.06.06, 19:48
                        A dlaczego nie można powiedzieć "Nie kupię samochodu, bo jest za drogi, ale
                        mogę ci go wyczarować"? -smile
                        • triss_merigold6 Re: A co chcemy osiagnąć? Spokój? 03.06.06, 20:35
                          Bo to nieprawda. "Wyczarowany" samochód ma się nijak do realnego, takiego który
                          dziecko może dotknąć i pobawić się.
                          Ucieszyłabyś się jakby Ci ktoś sprzedał tekst "Nie dam Ci kasy na buty ale mogę
                          je wyczarować?"
                          • lena99 Re: A co chcemy osiagnąć? Spokój? 03.06.06, 20:42
                            triss_merigold6 napisała:

                            >
                            > Ucieszyłabyś się jakby Ci ktoś sprzedał tekst "Nie dam Ci kasy na buty ale
                            mogę
                            >
                            > je wyczarować?"

                            Dobrebig_grinDDD

                            Ja to "czarowanie" traktuję w kategorii "marzeń". A marzyc każdy może. Ja np.
                            marzę o super terenówce i moje dziecko raz po raz mi ją "wyczarowuje" smile. I
                            naprawdę nie widzę w tym nic złego, nie jest to dla mnie manipulacja ani
                            okłamywanie.
                            • triss_merigold6 Re: A co chcemy osiagnąć? Spokój? 03.06.06, 21:32
                              Wydaje mi się, że dzieci świetnie rozróżniają kategorie marzeń. Są marzenia
                              realne: Barbie, lego, konkretny ciuch, topowe naklejki i marzenia bajkowe z
                              cyklu "chciałabym być perską księżniczką/delfinem Umem/treserem dzikich
                              zwierząt". O tych bajkowych można czarować, to jak zabawa w teatr i dzieci
                              kojarzą zabawową konwencję. Te realne są dotykalne i pragmatyczne, dziecko WIE,
                              że mogłyby być spełnione tylko - z różnych powodów - rodzice ich spełnić nie
                              mogą lub nie chcą.
                      • jola_ep Re: A co chcemy osiagnąć? Spokój? 03.06.06, 22:22
                        > Żarty - tak. To zresztą zupełnie co innego, niż opisywana technika.

                        Upss, bo ja właśnie tak odebrałam tę technikę. Ma sens tylko wtedy, gdy obie strony wiedzą, że wkraczają w sferę absurdu. Śmieszne bo absurdalne.

                        Z drugiej strony czarowanie i świat nierealny jest bliski dzieicom. Często poruszają się w sferze marzeń, wyobraźni. Same zresztą, jak są małe, "zaczarowują" sobie często jakieś przykre przeżycia i rozczarowania. Moja córa miała np. Dobrego Wilka który wspierał ją i pozwalał na to, na co nie pozwalali rodzice wink

                        > Ale żarty
                        > nie zawsze i nie ze wszystkiego.

                        Tak samo jak rady z tej książki. Nie wszystkie IMHO do stosowania non-stop. Niektóre są zarezerwowane na szczególne okazje.

                        Ułatwiają nam zrozumienie psychiki dziecka. Są tam pewne techniki, po które możemy sięgnąć. Takie źródło natchnienia. Dlatego lubię tę książkę smile

                        Już pisałam, jak bardzo pomocny okazał się sposób z rozwiązywaniem problemów na kartce. Miałam parę takich sytuacji, gdy bez nich nie mogłam sobie poradzić m.in. lęk córki przed zabiegiem podcinania wędzidełka. Technika zadziała błyskawicznie. Po 10 minutach sztywne wcześniej z przerażenia dziecko wkroczyło do gabinetu niemal z uśmiechem.
                        Ale z drugiej strony nie jest to sposób do korzystania zawsze i wszędzie. Zazwyczaj zwykła rozmowa wystarcza smile

                        Pozdrawiam
                        Jola
                  • welwal Re: banan? 04.06.06, 08:55

                    Moje gdy chce banana, którego nie mam, zazwyczaj nie rozumie że "nie ma". I tak
                    się domaga, złosci i czasem krzyczy. Wtedy mówię: A ja chcę gwiazdkę z nieba?
                    Wtedy dzieciaczek cichnie, śmieje się i mowi: "nie mam". A ja mu na to: "a ja
                    nie mam banana". jest po sprawie.

                    Czasem wpada na pomysł i wyciąga pustą rękę i mowi: "proszę", wtedy ja wyciągam
                    swoją i też mówię "proszę". śmiejemy się, i jest ok.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka