Witajcie dziewczyny!
Dotychczas nie miałam większych problemów wychowawczych z moimi dziećmi.
Najstarszy syn ma 6 lat, młodszy - 4 i od trzech miesięcy mają siostrę.
Chłopcy zawsze byli energiczni, ruchliwi i głośni. Jakoś nad nimi panowałam
Kiedy urodziła się im siostra szybciej przystosował się do tej sytuacji
starszy syn. Chciał ją przytulać, przebierac, kąpać... Nie wiem czy od tego
momentu (może to tylko przypadek), ale zaczął być naprawdę starszym bratem
w negatywnym tego słowa znaczeniu... Zmienił się wobec młodszego brata.
Zawsze się bili o wspólne zabawki itp, ale teraz biją się o to kto ma rację.
Starszy ciągle pilnuje młodszego, poucza go i bije przy każdej różnicy zdań.
Dochodzi do tego, że gdy ja rozmawiam z młodszym synem starszy się wtrąca i
krzykiem próbuje udowodnić, że to on ma rację. Rozmowy z nim nie przynoszą
rezultatów. Trudno mi z nim rozmawiać. Ostatnie jego teksty to np: "
zachowujemy się tak, bo my jesteśmy dziećmi a nie dorosłymi", "mogłaś nie
rodzić Mateusza, ja go nie kocham i chce mieć tylko siostrzyczkę". Dodam, że
zajmowanie się trójką dzieci przy prawie zawsze nieobecnym mężu sprawia, że
częściej ostatnio na nich krzyczę i zdarzaja mi się dawanie im klapsów. Kary
są na porządku dziennym i chyba przestały na nich robić większe wrażenie. Mój
syn woli nie jeść słodyczy niż myć zęby. A najgorsze jest to, że teraz gdy
mówię mu, że ma umyć zęby lub się ubrać to on mówi NIE, pytam dlaczego - BO
NIE. Każę mu iść na 5 min na łóżko za karę a on na to - NIE. Nie skutkują
kary, nagrody ani żadne tłumaczenie. Nie chciałabym teraz popełnić jakiegoś
wielkiego błędu wychowawczego, który mógłby nas oddalić jakoś od siebie i
przyznaję, że naprawdę nie wiem co robić. Jeszcze nigdy tak demonstracyjnie
mi się nie buntował.