Dodaj do ulubionych

Wychowanie, a tresura dziecka?

17.01.09, 09:15
Przeczytalam kilka watkow o problemach wychowania dzieci i czesto padaja takie
oskarzenia jakoby rodzice zamiast wychowywac, pouczac..tresuja wlasne dzieci,
bo synek nie chcial podziekowac, wiec odebrano mu nagrode, corka nie chciala
zalozyc kapci i za kare przesiedziala 2h w lazience (!!). Wiec gdzie znajduje
sie granica??
Czy ja proszac 2,5 latke o pozbieranie porozrzucanych ksiazeczek z podlogi i
za kare sadzajac ja na fotelu-ze jesli nie pozdbiera to nie bedzie sie bawic,
jesc slodyczy, nie wyjdzie z pokoju...zaczynam ja tresowac, czy nadal jest to
jakas forma wychowania??
Moje dziecko jest strasznie uparte-uwierzcie mi... ze jeszcze nigdy w swoim
zyciu nie spotkalam tak upartego czlowieka i nigdy nie myslalam ze bedzie to
moja corka. O co jej nie poprosze zawsze odpowiada, "nie stane w koncie", "
nie chce jogurtu", "nie bede sie kapac"..ja do niej "uspokoj sie i zlap mnie
za reke bo idziemy przez ulice-nie chce zlapac za reke" i tak mija mi kolejne
zielone swiatlo, bo musze dyskutowac ze swoja corka o samochodach itp(nie
dyskutuje tylko wtedy gdy mam wolne od zakupow rece). Zawsze wracamy do domu z
placzem, bo corce cos sie nie spodobalo, nie zabrala lizaka ze straganu itp
Jest jeszcze jedna sprawa...od wrzesnia '08 mieszkam chwilowo z corka u
rodzicow (dzieki Bogu juz w marcu wracamy do Ie), przez co mala ma sredni
kontakt z tata, wiec od maudzenia, proszenia, kar jestem ja...a moje
"stanowsiko" zburza moja mama. I tak dzisiejsza kara z siedzeniem na
fotelu(jw) nie powiodla sie bowiem babcia poszla do pokoju i poprosila wnusie
o pozbieranie zabawek, po czym wnusia teraz bardzo kocha babcie i to do niej
sie przytula, wczoraj miala stac w koncie bo nie mam ochoty sie z nia szarpac,
klocic...babcia zamiast wyjsc w tym czasie do sklepu, stala i mowila, ze zaraz
wroci-zegnala sie jakby miala jechac na drugi koniec swiata, a nie isc do
sklepu po kawe.
Szlag mnie trafia, bo nie umiem sobie poradzic z wlasna corka, ktora jest
naprawde fajna i kochana dziewczyna, potrafi powiedziec ze kocha, przytuli
sie, zrobi show piosenkowe, opowie bajke...ma dwie twarze-jak to blizniak, a
do tego bacia wpindala sie niepotrzebnie i traktuje mnie jak gowniare.
Czy mozecie polecic jakies fajne ksiazki o powyzszym problemie?
Dzieki i pozdrawiam. smile
Obserwuj wątek
    • buk.a Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 17.01.09, 09:58
      Nie ma nic gorszego od babć i dziadków wpieprzających się w wychowanie dziecka.
      Moim zdaniem powinnaś jasno zakomunikować rodzicom, że Ty wychowujesz swoją
      córkę i żeby nie wiem co się działo, nie wolno im się wtrącąć. Jeśli Ty każesz
      jej pozbierać książeczki, to żeby nie wiem jak wrzeszczała i kombinowała, babcia
      nie ma prawa wejść do pokoju i wnuczce coś mówić, prosić o coś czy cokolwiek.
      Nawet gdybyś miała stać przy drzwiach pokoju i pilnować, żeby nikt tam nie wszedł.
      Żelazna konsekwencja przede wszystkim.
      Takie zachowanie dzieci to testowanie rodziców, na ile mogą sobie pozwolić.
      Nigdy nie zamykaliśmy Małego w łazience. Nigdy nie stosowaliśmy karnych jeżyków,
      kącików itp. Komunikat jest jasny: pozbieraj zabawki. Jeśli tego nie zrobisz,
      nie będziesz dziś wieczorem się bawił lub nie obejrzysz dobranocki.
      Oczywiście Mały ma prawie 8 lat to inaczej, ale kiedy był młodszy, stosowaliśmy
      te metody i zawsze się sprawdzało. Był płacz, a jakże. Ale nie ustępowaliśmy.
      Trzymam kciukismile
      • angrusz1 Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 20.01.09, 22:00


        Proces tresury i wychowania nakłada się na siebie .

        Ale lepiej mieć dobrze wytresowane dziecko a potem go wychowywać a
        nie odwrotnie .
        • nangaparbat3 Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 20.01.09, 22:07
          angrusz1 napisał:

          >
          > Ale lepiej mieć dobrze wytresowane dziecko a potem go wychowywać a
          > nie odwrotnie .

          Że co? Bo nie rozumiem.
          • angrusz1 Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 22.01.09, 11:23

            Do nangaparbat3 :

            To tej co nie zrozumiała .

            Wolę by dziecko było wytresowane tak , że nie wychodzi się , nie
            wybiega, na drogę a potem mogę wyjaśniać dlaczego .
            Wolę by dziecko było wytresowane , że gdy idzie w grupie - klasa -
            to idzie parami po prawej stronie chodnika a nie chmarą po całej
            powierzchni .
            Wolę by po prostu miało pewne nawyki wytrenowane , podczas tresury ,
            tak jak zwierze a potem niech dopiero to stara się zrozumieć ( o ile
            w pewnym wieku może ).

            To można nazwać tresurą , jak kto woli , a ja nazywam to wpajaniem
            pożytecznych nawyków .

            Tak jak dobrym , grzecznym nawykiem jest mówić z nauczycielem nie
            trzymając rąk w kieszeni albo nie robiąc " młynka " kluczem na tzw
            smyczy .
            A to mi się zdarzyło .
            Gostek był bardzo zdziwiony , że się czepiam .

            No cóż w jego przypadku nie dokonano wstępnej tresury a potem
            zapomniano o wychowaniu .
            I niestety tak się dzieje coraz częściej .
            Dlatego lepiej nie pleść " postępowych " głupot na forum tylko
            żmudnie tresować swoje dzieci ( również dla ich bezpieczeństwa ) .
        • marcysia51 Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 28.01.09, 23:18
          Moim zdanie dziecko jest ja szczeniak ,jego charakter kształtuje sie od
          najwcześniejszych dni.
          Dlatego dobra tresura nie jest zła smile
          Niestety u nas w domu treser (ja) miał zbyt słaba siłe przebicia niż antytreser
          (mąż) i przez to teraz moje dziecko nie jest wytresowane a zestresowane brakiem
          jakicholwiek zasad w domu.
          Mam nadzieje,że niektórzy zrozumieli.
      • camel_3d Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 22.01.09, 16:48
        > Nie ma nic gorszego od babć i dziadków wpieprzających się w wychowanie dziecka.
        > Moim zdaniem powinnaś jasno zakomunikować rodzicom, że Ty wychowujesz swoją
        > córkę i żeby nie wiem co się działo, nie wolno im się wtrącąć.


        moim zdaniem nie ma nic gorszego od debilnych rad. Rpdzine po to sie ma zeby z
        nimi rozamwaic a nie im komunikowac. Z tego wychodza tylko problemy, a taka
        komunikujaca osoba staje sie smeiszna.
        Lepsza jest rozmowa od komunikowania.

        wyobraz sobie ze kiedys twoje dziecko ci zakomunikuje zeby sie odpindolil od
        wychowania wnuczka...wow..jak sie poczujesz?

    • fogito Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 17.01.09, 10:07
      No cóż. Potrzebna jest konsekwencja, cierpliwość i najlepiej, żeby
      babcia się nie 'wpindalała', bo podważa twój autorytet i trudno się
      potem dziwić, że cię własne dziecko nie słucha. Co do samych kar, to
      ja raczej nie stosuję, a mój syn ma już 5 lat. Zdarzyło mu się raz
      siedzieć 5 minut w odosobnieniu jak nie chciał przestać skakać po
      kanapach u babci i już myślałam. że sobie kark skręci. Ja raczej
      stosuję zasadę ponoszenia konsekwencji za własne czyny. Czyli jak
      nie posprząta pokoju to nie włączę bajki itp... Wprowadzenia takiej
      zasady od samego początku owocuje tym, że on z automatu robi pewne
      rzeczy i nie ma problemu np. z utrzymaniem porządku w swoim pokuoju
      czy tez podawaniem ręki na ulicy - wręcz sam się domaga.
      Życzę powodzenia.
      • emilly4 Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 17.01.09, 10:37
        W takim razie poczekam do tego marca. Ta kobieta ma i musi miec zawsze racje, a
        nie ma sensu wprowadzac jakichs zmian na polowe dnia i nie chce mi sie z nia juz
        klocic bo to i tak nie ma sensu.
        Tak samo bylo z nauka usypiania malej w samotnosci-wiecie opowiadanie bajki,
        calowanie i wychodzenie z pokoju...jak tylko corka zaczela wyc, to matka juz sie
        wiercila na krzesle i mowila ze maltretuje dziecko i tak sie nie robi....bla,
        bla, bla..a probowalam jej tego nauczyc, bo babcia kiedy byla u nas w Ie
        nauczyla dziecko zasypianaia w ten sposb ze ktos z doroslych siedzi z nia w
        pokoju, albo lezy w lozku i pozniej mialam klopot, a nie maialm na to wplywu bo
        bylam w pracy.
        Pewnie przez to probuje tak postawic na swoim i zamiast wychowywac zaczynam juz
        tresowac wlasne dziecko.
        Poczytam sobie watki ze strony i odetchne z ulga kiedy bedziemy juz tylko we 3.
        smile
        • mruwa9 Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 17.01.09, 11:56
          emilly4 napisała:

          >...jak tylko corka zaczela wyc, to matka juz si
          > e
          > wiercila na krzesle i mowila ze maltretuje dziecko i tak sie nie
          robi....

          i IMHO babcia ma racje, bo tak sie nie robi...ten sam efekt mozna
          osiagnac bardziej pokojowymi metodami, bez znecania sie nad wlasnym
          dzieckiem.
          A w ogole kary w stylu zakaz slodyczy (to juz zupelne kuriozum) czy
          siedzenie na fotelu to totalne nieporozumienie, nie maja zadnego
          zwiazku przyczynowo-skutkowego z wina i trudno,zeby maluch
          zrozumial, o co w tym wszystkim chodzi.
          • scher Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 17.01.09, 18:16
            mruwa9 napisała:
            CytatA w ogole kary w stylu zakaz slodyczy (to juz zupelne kuriozum) czy siedzenie na fotelu to totalne nieporozumienie, nie maja zadnego zwiazku przyczynowo-skutkowego z wina i trudno,zeby maluch zrozumial, o co w tym wszystkim chodzi.
            Moje jakoś rozumiały. Mam wyjątkowe dzieci? Ja jestem wyjątkowy? Twoja teoria jest nieprawdziwa? wink
            • catriona Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 20.01.09, 09:43
              scher napisał:

              > mruwa9 napisała:
              > CytatA w ogole kary w stylu zakaz slodyczy (to juz zupelne kuriozum) czy sied
              > zenie na fotelu to totalne nieporozumienie, nie maja zadnego zwiazku przyczynow
              > o-skutkowego z wina i trudno,zeby maluch zrozumial, o co w tym wszystkim chodzi
              > .

              > Moje jakoś rozumiały. Mam wyjątkowe dzieci? Ja jestem wyjątkowy? Twoja teoria j
              > est nieprawdziwa? wink
              >
              Jesli sa zastosowane naychmiast po wybryku,to pewnie zadzialalyby, w koncu to
              podstawowy behawioryzm.

              TYlko zastanawia mnie to co napisal ktos na gorze - o tym ze jak nie posprzataja
              pokoju to nie obejrza bajki czy nie dostana slodyczy - w stosunku do dziecka
              ponizej 6 lat, to takie cos wedlug mnie nie zadziala.

              Nie wiem jak sie po polsku mowi na koncept defrred gratification (odroczenie
              przyjemnosci?) to tez taki bazowy koncept psychologii jak i to behawiorystyczne
              "tresowanie" - z tego co wiem, to dzieci do 6 roku zycia sobie z takim
              odraczaniem przyjemnosci nie radza, wiec dlatego nie ma sensu go stosowac - to
              jest tylko teoria ktorej ja sie uczylam, nie stosowalam w praktyce bo nie mam
              dzieci.
              • lenkaaa Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 28.01.09, 21:57
                catriona napisała:

                > scher napisał:
                >
                > > mruwa9 napisała:
                > > CytatA w ogole kary w stylu zakaz slodyczy (to juz zupelne kuriozum) cz
                > y sied
                > > zenie na fotelu to totalne nieporozumienie, nie maja zadnego zwiazku przy
                > czynow
                > > o-skutkowego z wina i trudno,zeby maluch zrozumial, o co w tym wszystkim
                > chodzi
                > > .

                > > Moje jakoś rozumiały. Mam wyjątkowe dzieci? Ja jestem wyjątkowy? Twoja te
                > oria j
                > > est nieprawdziwa? wink
                > >
                > Jesli sa zastosowane naychmiast po wybryku,to pewnie zadzialalyby, w koncu to
                > podstawowy behawioryzm.
                >
                > TYlko zastanawia mnie to co napisal ktos na gorze - o tym ze jak nie posprzataj
                > a
                > pokoju to nie obejrza bajki czy nie dostana slodyczy - w stosunku do dziecka
                > ponizej 6 lat, to takie cos wedlug mnie nie zadziala.
                >
                >
                Moja corka ma 3lata i 7 miesiecy. Po raz pierwszy zastosowalam zakaz slodyczy 2
                dni temu. Byla tak niegrzeczna w niedziele (ignorowala polecenia i nie sluchala
                co sie do niej mowilo, lacznie z ucieczka od nas w hali przylotow podczas
                odbierania bagazu - mozecie sobie wyobrazic te dzikie tlumy a ona biegla nie
                ogladajac sie za siebie), ze zapowiedzialam jej, ze nastepnego dnia nie dostanie
                slodyczy. Byla niegrzeczna wieczorem tego dnia. Gdy nadszedl dzien bez
                slodyczowy, pytala sie jakies 6 razy czy dostanie slodycze i za kazdym razem
                odmawialam, przypominajac jej dlaczego. Milczala w odpowiedzi i sluchala.
                Dlatego smiem twierdzic, ze dziecko ponizej 6-tego roku zycia doskonale rozumie
                kare nawet o dzien odroczona.
                • scher Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 28.01.09, 22:45
                  lenkaaa napisała:
                  CytatByla niegrzeczna wieczorem tego dnia. Gdy nadszedl dzien bezslodyczowy, pytala sie jakies 6 razy czy dostanie slodycze i za kazdym razem odmawialam, przypominajac jej dlaczego. Milczala w odpowiedzi i sluchala. Dlatego smiem twierdzic, ze dziecko ponizej 6-tego roku zycia doskonale rozumie kare nawet o dzien odroczona.
                  Oczywiście! Trzeba obserwować dzieci, a nie słuchać teoretyków.
                  • jola_ep Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 29.01.09, 08:48
                    > Oczywiście! Trzeba obserwować dzieci, a nie słuchać teoretyków.

                    Osobiście myślę, że jest różnica między 3,5 latkiem, a 2,5 latkiem - o którym tu
                    rozmawiamy. Piszę to na podstawie obserwacji moich dzieci smile
                    Z praktyki zauważyłam też, że wszelkie kary "oderwane" sprawiają, że moje dzieci
                    po prostu starają się broić wtedy, gdy nie widzę. Mój synek posunął się nawet do
                    tego, że gdy nie mógł się doczekać braku mojej uwagi zażądał-poprosił "mama nie
                    patrz". He, he... Wtedy nawiasem mówiąc przemyślałam mój zakaz, ustaliłam nowy,
                    zrozumiały dla młodego i tego już przestrzegał. (synek miał wtedy 3,5)

                    Dużo trwalsze są wszelkiego typu naturalne konsekwencje. Oczywiście - czasem
                    dziecka trzeba po prostu dopilnować. Zawsze zaś warto zrozumieć motywy jego
                    postępowania , zawsze warto MYŚLEĆ.

                    Wciąganie zaś słodyczy to systemu kar i nagród to moim zdaniem nie jest dobry
                    pomysł. W ten sposób wzmacniamy ich znaczenie - podobny trick jak u McDonalda i
                    Happy Meal - dzieciom było miło, więc jako dorośli chętniej tu wrócą.

                    Lubię słodycze: nie odmówię dobrej czekoladzie smile Ale równie mocno kocham owoce.
                    Są dla mnie tak samo smaczne. I szybciej przeżyję bez słodyczy, niż bez owoców.
                    Dlaczego nie zakazujemy dzieciom jedzenia owoców? wink Dlaczego nie nagradzamy je
                    pomarańczą?

                    Mój synek kochał jako maluszek słodycze całym sobą. Dlatego postanowiłam, że to
                    będzie element neutralny, nie nagroda, a ich brak nie będzie karą. Chyba mi
                    wyszło, bo jak starszy dzieciak robi tak jak ja: nie odmówi czekoladzie, ale
                    równie pyszne są owoce big_grin

                    Pozdrawiam
                    Jola
      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Jaka konsekwencja? 20.01.09, 12:29
        > Ja raczej
        > stosuję zasadę ponoszenia konsekwencji za własne czyny. Czyli jak
        > nie posprząta pokoju to nie włączę bajki

        Nie rozumiem: Oglądanie bajki nie wiąże się w żaden logiczny,
        przyczynowo-skutkowy sposób z posprzątanym pokojem. To jest tresura, a nie
        konsekwencja.

        Konsekwencja to by była, gdyby z powodu nieposprzątania pokoju dziecko nie mogło
        czegoś znaleźć, a rodzic powiedziałby: ja ci nie pomogę szukać, sam sobie
        zabałaganiłeś, to teraz widzisz że opłaca się sprzątać.
    • mama303 Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 17.01.09, 14:51
      emilly4 napisała:

      >Czy ja proszac 2,5 latke o pozbieranie porozrzucanych ksiazeczek z
      podlogi i
      > za kare sadzajac ja na fotelu-ze jesli nie pozdbiera to nie bedzie
      sie bawic,
      > jesc slodyczy, nie wyjdzie z pokoju...zaczynam ja tresowac, czy
      nadal jest to
      > jakas forma wychowania?
      Moim zdaniem to już tresura ale wychowanie ma niestety wiele
      elementów z tresury. Staram sie tego unikać jak ognia bo ja ogólnie
      cenią luz i wolność drugiego człowieka w jego domu /mam na tym
      punkcie obsesję/ale z drugiej strony czasem sie niestety nie
      obejdzie i trzeba być trochę policjantem dla własnego dziecka.Pamięć
      tylko nalezy że kary to ostateczność i że dziecie tez czasem na
      prawo powiedzieć NIE.

      > Moje dziecko jest strasznie uparte-uwierzcie mi... ze jeszcze
      nigdy w swoim
      > zyciu nie spotkalam tak upartego czlowieka i nigdy nie myslalam ze
      bedzie to
      > moja corka. O co jej nie poprosze zawsze odpowiada, "nie stane w
      koncie" nie chce jogurtu", "nie bede sie kapac"..

      Pewnie Twoja córka dobrze wie, co na Ciebie działa jak płachta na
      byka wink ja mojego uparciucha czesto przechytrzam sprytem.

      > do tego bacia wpindala sie niepotrzebnie i traktuje mnie jak
      gowniare.

      Babcie często staraja sie łagodzić konfliktowe sytuacje i mają
      rację. Szkoda życia na pielęgnowanie kłótni domowych. Więcej luzu,
      humoru i dystansu np. do nieposprzatanych zabawek czy jogurtu wink
      • daga_1 Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 20.01.09, 14:08
        A może by tak zaproponować córce, malutkiej przecież jeszcze, że posprzątacie
        razem. Takie wymagania, to dla 6,8- latka a nie dla dwulatka. Czy wy drogie mamy
        nie za szybko wymagacie pewnych zachowań od swoich dzieci? I do tego jeszcze te
        kary, których dziecko pewnie nie rozumie i sprząta nie dlatego, zeby był
        porządek tylko dlatego, ze będzie kara.
        • owocoskala Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 20.01.09, 15:42
          Takie wymagania, to dla 6,8- latka a nie dla dwulatka. Czy wy drogie
          mam
          > y
          > nie za szybko wymagacie pewnych zachowań od swoich dzieci?
          Zgadza się. To naprawde przesada z tymi karami. Codziennie ile razu
          karzesz tak małe dziecko? To jest najgorszy moment w rozwoju, bunt
          dwulatka. Potem za rok będzie znacznie lepiej. Jak dwulatek czegoś
          nie chce to po prostu bierze się go pod pachę i przenosi przez ulicę
          itd. Ze starszymi owaszem kary w postai nieoglądania dobranocki,
          niejedzenia słodyczy czy niegrania na komputerze. Ograniczeni musza
          byc a to chyba lepsze niż bicie czy krzyki. Co do usypiania samemu
          Superniania jest za tym żeby nie zwracac uwagi na płacze i
          zawodzenia i wiem że to działa, ja bym tak jednak nie mogła i
          dziecko wie że ma we mnie oparcie. A de facto tresura jest
          wychowywaniem tyle że zwierząt.
    • ik_ecc Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 17.01.09, 16:25
      emilly4 napisała:

      > Czy ja proszac 2,5 latke o pozbieranie porozrzucanych ksiazeczek z
      > podlogi i
      > za kare sadzajac ja na fotelu-ze jesli nie pozdbiera to nie bedzie
      > sie bawic,
      > jesc slodyczy, nie wyjdzie z pokoju...zaczynam ja tresowac, czy
      > nadal jest to
      > jakas forma wychowania??

      Tresura. Stosujesz bardzo konfrontacyjne metody, podczas gdy to samo
      mozna zalatwic w sposob pokojowy, zabawowy, itd. W danym przypadku
      robisz ze sprzatania Koszmarne Wydarzenie kiedy mama sie wscieka i
      bredzi od rzeczy.

      > O co jej nie poprosze zawsze odpowiada, "nie stane w koncie",

      big_grinDDDD

      Oczekujesz ze odpowie z usmiechem na ustach "juz pedze do kata pani
      matko, dziekuje ze moge w nim postac!" ?

      > "nie chce jogurtu",

      No bo pewnie nie chce. Ja tez nie chce.

      > "nie bede sie kapac".

      Jak mnie ktos bezsenswonie zmusza, to tez "cos" mi sie robi i nie
      chce.

      > ja do niej "uspokoj sie i zlap mnie
      > za reke bo idziemy przez ulice-nie chce zlapac za reke"

      Bo kazdy 2,5 latek bierze poslusznie matke za reke. Z usmiechem na
      ustach. I dziekujac ze w ogole moze.

      Dziewczyno, masz normalne dziecko. Spusc troche z odgornego tonu i
      bezustannego wydawania rozkazow, zrob z tego zabawe, odwroc uwage
      dziecka kiedy trzeba, uzyj troche empatii, staraj sie zrozumiec
      dziecko.


      > i tak mija mi kolejne
      > zielone swiatlo, bo musze dyskutowac ze swoja corka o samochodach

      Jesli dyskutujesz z 2,5-latkiem na temat samochodow, to mysle, ze
      jeszcze mozesz kolejnychkilka lat podyskutowac.

      > Zawsze wracamy do domu z
      > placzem, bo corce cos sie nie spodobalo, nie zabrala lizaka ze
      > straganu itp

      No to ja pozaluj. "Chcialas lizaka, chcialas lizaka, taki fajny
      lizak, ty lubisz lizaki, teraz jest ci smutno". Nazwij jej uczucia.
      Wloz w slowa to co ona chce powiedziec. Pokaz jej ze ja ROZUIMIESZ -
      nie znacyz to ze sie musisz z nia zgadzac i jej ulec, ale pokaz jej
      ze ja rozumiesz.

      > fotelu(jw) nie powiodla sie bowiem babcia poszla do pokoju i
      poprosila wnusie
      > o pozbieranie zabawek, po czym wnusia teraz bardzo kocha babcie i
      to do niej
      > sie przytula, wczoraj miala stac w koncie bo nie mam ochoty sie z
      nia szarpac,
      > klocic...

      Zrobilabym tak samo jak babcia.

      > sie, zrobi show piosenkowe, opowie bajke...ma dwie twarze-jak to
      > blizniak, a

      Moja corka tez blizniak. Nie ma dwoch twarzy. Moze daltego,z e nikt
      ja nie przyciska ciaglymi rozkazami, grozbami, zastraszaniem i
      karami.

      > Czy mozecie polecic jakies fajne ksiazki o powyzszym problemie?

      "Jak mowic zeby dzieci sluchaly i jak sluchac zeby dzieci mowily".
      To o troche starszych dzieciach, ale juz mozna pewne rzeczy stosowac.
      Jesli znasz ang moge Ci podac tytuly ksiazek ang.
      • woman-in-love Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 17.01.09, 16:43
        dlaczego nie powiedzieć: "a teraz razem pozbieramy książeczki?"
        IMHO - babcia ma rację. Zamiast mocować się z dzieckiem - lepiej zastosować
        miękkie metody. Prawdopodobnie jesteś oschła i wydaje Ci się, że tędy droga.
        Zamiast szukać "mądrości" w książkach - porozmawiaj z mamą - jak widzi problem
        uporu córeczki. Z pewnością usłyszysz mądre wyważone zdanie kochającej osoby.
        Jak myślisz, dlaczgo wszyscy tak kochają swoje babcie? Bo są one mądre i dobre.
        • verdana Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 17.01.09, 18:21
          babcia, niestety ma racje. To co robisz, jest szantażem - jesli
          zabraniasz dziecku wszystkiego, póki nie wykona polecenia - to go
          nie wychowujesz. Bedzie cos robilo wyłącznie ze strachu przez Toba i
          przed karą. W pewnym momencie albo będziesz miala zastraszone,
          potulne dziecko, albo dziecko, ktore zacznie się buntować, gdy
          bedzie starsze i tak latwo go nie zaszantazujesz.
          babcia stara się namowić dziecko do zrobienia czegoś - bardzo
          dobrze. Ty walczysz, ktora z Was jest bardziej uparta i silniejsza.
          Na razie Ty. Ale za pare lat - na pewno dziecko.
    • nangaparbat3 Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 17.01.09, 21:03
      Sprobowalam kiedys przeczekac wycie dziecka (przewiniete, nakarmione, zdrowe -
      dwa miesiace chyba), ktore nie chcialo spac - zastosowalam ktorąs z
      "książkowych" metod. Po 5 (lub mniej minutach) moja mama wstala, poszla do jej
      pokoju, przyniosla malą do nas.
      Jestem mamie wdzieczna do dzisiaj, i nigdy nie przestane.

      Dwuipołlatki nie uczy sie sprzątania groząc karą, tylko sprzątajac razem z nią.
      I musisz sobie odpowiedziec na pytanie: czy chcesz wychowac dziecko posłuszne
      (wtedy bedzie posluszne KAŻDEMU, nie tylko Tobie) lub zbuntowane (takie skutki
      koniec końcow daje tresura), czy odpowiedzialne niezaleznie od kary czy nagrody,
      ktora je czeka.
    • truscaveczka Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 18.01.09, 12:08
      Podam prosty przykład - kiedy mój mąż wyłącza dziecku bajki, Młoda dostaje
      histerii i wrzeszczy wniebogłosy. Kiedy ja to robię - jest spokojna.
      Jaka jest różnica?
      Mąż do wyłączenia bajek dorzuca monolog umoralniający i opieprz że tak długo
      oglądała.
      Ja mówię "Ale było przyjemnie oglądać bajki, a teraz chcę cię poprzytulać" - i
      półminutowym obściskiwaniem i łaskotaniem załatwiam sprawę.
      To nie tylko doraźne ułatwienie - mam nadzieję wyrobić w niej skojarzenie, ze
      wyłączenie bajek to nie koniec świata, a po prostu jeden z wielu zwykłych
      faktów, ba, nawet wyłączenie bajek może być przyjemne.
      Nie lubię tresury i moralizatorstwa i generalnie jestem zwolenniczką dogadywania
      się z dzieckiem, jakkolwiek wrogiem bezmyślnego ulegania dla doraźnej wygody.
      • nangaparbat3 Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 18.01.09, 12:54
        truscaveczka napisała:

        > Podam prosty przykład - kiedy mój mąż wyłącza dziecku bajki, Młoda dostaje
        > histerii i wrzeszczy wniebogłosy. Kiedy ja to robię - jest spokojna.
        > Jaka jest różnica?
        > Mąż do wyłączenia bajek dorzuca monolog umoralniający i opieprz że tak długo
        > oglądała.
        > Ja mówię "Ale było przyjemnie oglądać bajki, a teraz chcę cię poprzytulać" - i
        > półminutowym obściskiwaniem i łaskotaniem załatwiam sprawę.

        Genialne, choc ja bym jeszcze dodała, ze po przytulaniu będziemy robic to a to,
        inaczej to jednak troche manipulacja smile
        • truscaveczka Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 18.01.09, 15:23
          Nie wiem, czy manipulacja smile Przytulanie to sposób na spędzenia czasu, obie
          bardzo mizialne jesteśmy wink
          • woman-in-love Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 18.01.09, 18:50
            Jednym słowem, wychowuje się miłością, czułością i akceptacją, a tresuje
            oschłością, próbą sił i - właściwie - przemocą.
            • truscaveczka Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 18.01.09, 20:30
              Oczywiście przez akceptację nie rozumiemy pozwalania na wszystko, a po prostu
              pokazywanie, że są inne sposoby niż walka.
        • mama303 Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 18.01.09, 21:57
          nangaparbat3 napisała:

          > Genialne, choc ja bym jeszcze dodała, ze po przytulaniu będziemy
          robic to a to,
          > inaczej to jednak troche manipulacja smile

          To bardzo sensowna manipulacja. sto razy lepsza niz walka z
          dzieciakiem.
          • kocianna Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 18.01.09, 23:04
            Wydaje się, że warto też dzielić się z dzieciakiem swoimi uczuciami. Po kryzysie
            z mężem trafiliśmy na Spotkania Małżeńskie, gdzie uczono nas właśnie wyrażać
            uczucia. I kiedyś bez specjalnej nadziei na sukces powiedziałam swojej
            dwuletniej wówczas córce że BOJĘ się, kiedy ona nie idzie za rękę przez jednię.
            A ona - wtedy po swojemu - odpowiedziała coś w rodzaju "boisz się? to daj mi
            rączkę, przeprowadzę cię". Od tej pory (a ma już 4 lata) ZAWSZE bez proszenia
            "przeprowadza" mnie (lub aktualnego opiekuna) przez ulicę.
            • emilly4 Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 19.01.09, 22:35
              Dziekuje za wszystkie rady smile
              Macie racje,nalezalo spuscic troche z tonu i jest poprawa.
              A ksiazki sa mi potrzebne nie do tego, aby w 100% brac z nich przklad, a troche
              lepiej poznac psychike malego dziecka, co czuje, jak mysli..moim problemem jest
              to, ze nie traktuje jej jak 2,5 latki, a co najmniej 6 latki..ta starsza
              wiedzialaby jak szybko posprzatac, a moje dziecie potrzebuje jeszcze pomocy...
              smile
            • nangaparbat3 piekne:))) 19.01.09, 22:43
              kocianna napisała:

              I kiedyś bez specjalnej nadziei na sukces powiedziałam swojej
              > dwuletniej wówczas córce że BOJĘ się, kiedy ona nie idzie za rękę przez jednię.
              > A ona - wtedy po swojemu - odpowiedziała coś w rodzaju "boisz się? to daj mi
              > rączkę, przeprowadzę cię". Od tej pory (a ma już 4 lata) ZAWSZE bez proszenia
              > "przeprowadza" mnie (lub aktualnego opiekuna) przez ulicę.
              • truscaveczka Re: piekne:))) 25.01.09, 09:01
                Dla mnie mało piękne - dziecko NIGDY nie powinno przejmować roli
                rodzicielsko-opiekuńczej wobec dorosłego poza świadomą zabawą.
                • nangaparbat3 E tam 25.01.09, 11:42
                  "Nigdy", "zawsze" - tak sie nie da. Jeśli przejmuje opiekę w tej jednej
                  konkretnej sytuacji, świat sie nie zawali.
    • a_lucka Trening Skutecznego Rodzica 20.01.09, 09:35
      Czesc. Ja Ci polecam Trening Skutecznego Rodzica metoda Thomasa
      Gordona (w ktorym sa podreczniki i dyplom). Wiecej o tym treningu
      mozesz znalesc na www.gordon.edu.pl Jesli bys nie mogla brac w nim
      udzialu, mozesz kupic jeden podrecznik "Wychowanie bez porazek"
      Thomasa Gordona. Pozdrawiam
      • scher Re: Trening Skutecznego Rodzica 20.01.09, 10:23
        Gordon jako uwrażliwienie rodziców na potrzeby i odczucia dziecka - tak. Gordon jako samodzielna koncepcja wychowawcza zastępująca tradycyjne wychowania - zdecydowanie nie.
      • camel_3d dyplom??? 22.01.09, 16:54
        kurde, to juz trezba dyplomy dostawac, zeby rodzicem byc?


        > udzialu, mozesz kupic jeden podrecznik "Wychowanie bez porazek"
    • catriona Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 20.01.09, 09:47
      Emilly4,
      piszesz ze Twoja corka ma 2.5 roku, tutaj (pewnie w Irlandii tez) nazywa sie
      dwulatki "Terrible Twos" dlatego ze wlasnie przechodza okres negowania
      wszystkiego i mowia "Nie" caly czas. To normalny okres rozwoju. Skoro mieszkalas
      w Irlandii, to poszukaj sobei jakichs stron angielskojezycznych na temat
      wychowania dzieci, moze to pomoze.
    • titta Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 20.01.09, 11:34
      Dla mnie jest to tresura. Czy my sami zawsze wszystko robimy
      natychmiast? Czy podobalo by sie nam gdyby np. maz przychodzil i
      stwierdzal: pozmywaj talezrze, a potem robil cyrk i awanture, ze nie
      rzucilas wszystkiego i nie pobieglas robic? Czy takie stanie w
      drzwiach i pilnowanie, nie sa metoda na "zlamanie" dziecka? Taka
      troche gestapowska?
      Dwulatki maja to do siebie, ze wszystko jest na nie. I jedyny sposob
      w rzart obrucic, zmienic obowiazek w zabawe itp. No chyba, ze sie
      gdzies wychodzi, przechodzi przez ulice itp. wtedy tlumaczy sie raz
      i wykonuje dana czynnosc na sile. Niech beczy. na tlumaczenie czas
      bedzie potem.
      Za to wiele innych rzeczy, np. (zalozenie kapci) mozna w ogole
      odpuscic.
      Ja swietnie pamietam swoje dziecinstwo i swoje uczucia. I wiem, ze
      poproszona z usmiecham i zachecona potrafilam zrobic znacznie wiecej
      (co nieznaczy, ze zawsze natychmiast i z ochota) niz jak mi kazano.
      A bylam uparta i honorowa sztuka: i zlamac sie mnie nie dalo - ani
      grozba, ani glodem wink Wiec rodzice w koncu musieli sie nauczyc ze
      dziecko to nie rzolnierz, ktory ma slepo sluchac polecen.
      • titta Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 20.01.09, 11:42
        Ps. przepraszam za ortografie.
    • carwszechrusi Pisze się w KĄCIE 20.01.09, 13:09
      Konto masz w banku
      • nangaparbat3 Re: Pisze się w KĄCIE 20.01.09, 22:08
        Ale blizsza ciału koszula.
      • dorotamakota1 Re: Pisze się w KĄCIE 21.01.09, 15:55
        Piękna sygnaturka. W 100% wyraża Twoje podejście do kobiet?
    • dawidok A nie pomyślałaś by dać klapsa porządnego córce? 20.01.09, 19:25
      bo moje dziecko nie miewa foch i nie jest uparte. Powiem raz i posłucha a jeśli
      musiałbym powtórzyć to drugi raz to kończy się to klapsem i córka już wie żer
      zrobiła źle więc ogólnie nie potrzebuję stasować głupich kar.
      • mama303 Re: A nie pomyślałaś by dać klapsa porządnego cór 20.01.09, 19:31
        a Czemu Twoje dziecko nie może powiedzieć NIE?
        • dawidok oczywiście że mówi nie, są sytuacje kiedy mówi nie 20.01.09, 21:28
          i ma rację. ale kiedy trzeba przejść przez ulicę to nie będę udawał matoła i
          prosił dziecko by przeszło. ale zabrać coś bo nie powiedziało dziękuję!!!
          żałosne, to jest tresura. ja nie mówię to czemu ono ma mówić? jak coś stłucze to
          też nie można krzyczeć lub bić bo gdy my coś stłuczemy to małżonek bierze pasa i
          nas bije? więc czemu karać dziecko za coś co nam uchodzi płazem. ja wiem to
          tylko forum a życie to co innego.
      • marwika63 Re: A nie pomyślałaś by dać klapsa porządnego cór 21.01.09, 19:35
        Uważaj, bo jak przeforsują pewien paragraf, to policzą Ci te
        wszystkie klapsy. Jeden klaps = 1 miesiąc odsiadki wink
    • yoko0202 Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 20.01.09, 21:44
      o upartych dzieciach to ja coś wiem, niestety nie mija z wiekiem smile)

      Moim zdaniem po pierwsze ty jej o nic nie proś, ewentualnie nie
      używaj tonu proszącego tylko wydawaj polecenia, szczególnie w
      kwestiach bezpieczeństwa jak przejście przez ulicę - albo może nie
      mów, że ma ci dać rękę tylko weź jej rękę. Dziecko niezbyt dobrze
      reaguje na setki próśb czy poleceń słyszanych non stop jak dzień
      długi. Na ewentualne odmowy w ogóle nie reaguj.

      Nie bardzo widzę sens kary typu siedź na fotelu czy nie jesz
      słodyczy za nieposprzątanie zabawek - brak słodyczy to akurat
      mogłabyby być konsekwencja niezjedzenia posiłku itp.; więc może
      niech po prostu siedzi sobie w pokoju sama, dopóki zabawek nie
      posprząta, zęby zaciśnij i wytrzymaj, nawet jakby to trwało 3
      godziny.

      odnośnie Babci - to nic raczej nie da się zrobić, ale rozumiem, że
      niedługo się wyprowadzasz?smile
      • jola_ep Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 21.01.09, 08:59
        > o upartych dzieciach to ja coś wiem, niestety nie mija z wiekiem smile

        Dlaczego "niestety"? Nazwijmy "upartość" konsekwencją i okaże się, że to zaleta smile
        Tylko moim zdaniem warto te dzieciaki nieco inaczej wychowywać. Sprawy "sporne",
        w których wymagamy bezwzględnego posłuszeństwa ograniczyć do minimum. A poza tym
        przekonywać, uczyć, pokazywać konsekwencje. Jeśli będziemy "uparci" jak dziecko
        (tylko u dorosłych to się nazywa konsekwencja) i zawsze będziemy wymuszać
        posłuszeństwo, nawet przy największych bzdurach, to rzeczywiście, wtedy
        wychowuje się trudno...

        > brak słodyczy to akurat
        > mogłabyby być konsekwencja niezjedzenia posiłku itp.

        Jestem zdecydowanym przeciwnikiem wciągania słodyczy do systemu kar i nagród. A
        w tym przypadku to słodycze niby miały być nagrodą za zjedzenie posiłku? Bo tak
        to się kojarzy, a to już byłaby bzdura totalna.

        > więc może
        > niech po prostu siedzi sobie w pokoju sama, dopóki zabawek nie
        > posprząta, zęby zaciśnij i wytrzymaj, nawet jakby to trwało 3
        > godziny.

        Rozmawiamy o 2,5-latce. Z moim pierwszym dzieckiem tak próbowałam.
        Konsekwentnie, nieugięcie. Jak nie posprzątała przed dobranocką, to nie było
        dobranocki itp. W rezultacie w wieku czterech lat sprzątała, ale był to dla niej
        przykry obowiązek, którego wykonanie musiałam nadzorować. I nasze główne źródło
        konfliktu. Gdyby sprzątanie nie istniało, to miałabym bardzo grzeczne dziecko uncertain

        Potem urodził się mój synek. (to te konsekwentne dziecko). Do sprzątania
        podeszłam inaczej. Nie jak do czegoś, co mam nadzorować i wymagać. Ja mam go
        tego uczyć i pomagać mu w tym smile Patrzyłam na dziecko "z dłuższej perspektywy".
        Widziałam, że choć nam wydają się takie duże i mądre, to przecież jeszcze przed
        nimi dużo nauki smile

        Sprzątanie jest zupełną abstrakcją dla 2,5 latki. Po co ma sprzątać? Z zabawkami
        na podłodze jest ładniej smile
        Ja przekonywałam mojego młodego m.in. tym, że mogę się poślizgnąć na zabawce,
        nadepnąć, rozdeptać, zniszczyć (zdarzyło mi się, więc to był dla niego argument).
        Po drugie była to rzecz, którą się po prostu robiło. Na początku robiliśmy to
        razem. Dość szybko wpadłam na pomysł zamiany sprzątania w zabawę. Fakt, wymagało
        to ode mnie dużo wysiłku i pomysłowości, wcale nie było też szybciej. Ale mój
        synek "załapał" i wkrótce miał własne fajne pomysły smile

        Wciągałam go do sprzątania wtedy, gdy nie był zmęczony. Wieczorne
        robiłam sama, albo przy jego niewielkiej pomocy. Zbieraliśmy zanim się zrobił
        wielki bałagan- po skończonej zabawie, gdy np. wybieraliśmy się na spacer.

        I oczywiście ograniczałam mu "dostępne" zabawki, sprzątaliśmy do wielkich pudeł
        itp. byle szybko i łatwo.

        W rezultacie w wieku czterech lat mój synek zbierał swoje klocki (a bawił się
        głównie wieeelkim pudłem malutkich klocków lego) bez mrugnięcia okiem smile Dla
        niego było to jeszcze jedna czynność, którą się wykonuje. A ja byłam zachwycona,
        że nie muszę nadzorować, kontrolować i wyciągać konsekwencji smile

        > odnośnie Babci - to nic raczej nie da się zrobić, ale rozumiem, że
        > niedługo się wyprowadzasz?smile

        A może czasem zwyczajnie tej babci posłuchać? Ona ma coś ważnego: patrzy z
        dłuższej perspektywy. Wiem, że to trudne. Sama miałam taki okres, że wszystko co
        powiedziała moja teściowa było bez sensu (na szczęście mieszkaliśmy daleko).
        Dopiero potem, gdy okrzepłam w moim macierzyństwie, a może wtedy gdy zdobyłam
        więcej doświadczenia, zrozumiałam, że zamiast odrzucać, warto czasem przemyśleć
        i zastanowić się, czy to MY nie robimy źle...

        Pozdrawiam
        Jola
    • mlody-inwestor emilly4 - bierz przyklad z dziadkow 20.01.09, 23:22
      emilly4 - bierz przyklad z babci. Ona jakos ma znakomity kontakt z twoja corka. TO jest taki ciekawy ewenement - dziadkowie maja czesto zawsze lepszy kontakt z wnukami niz ze swoimi dziecmi (i w druga strone). Czas zaczac brac przyklad. dajmy na to: dziadkowie nigdy nie krzycza i nie bija dzieci.

      prawda ze ciekawe ?
      • paskudek1 Re: emilly4 - bierz przyklad z dziadkow 21.01.09, 16:17
        bo dziadkowie mogąs porozpieszczać dziecko bez konsekwencji. A rodzic ma przewidziec konsekwencje swojeg o idziecka działania. od tego jest.
        Nie wiem czemu uznajecie kare siedenia na fotelu za znęcanie się? Oczywiście mowa tutaj o krótkim siedzeniu. Dla dwulatka czas 5 minu to są wieki.
      • paskudek1 Re: emilly4 - bierz przyklad z dziadkow 21.01.09, 16:17
        bo dziadkowie mogąs porozpieszczać dziecko bez konsekwencji. A rodzic ma przewidziec konsekwencje swojeg o idziecka działania. od tego jest.
        Nie wiem czemu uznajecie kare siedenia na fotelu za znęcanie się? Oczywiście mowa tutaj o krótkim siedzeniu. Dla dwulatka czas 5 minu to są wieki.
    • urszulka_84 Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 21.01.09, 04:23
      Obecnie wychowuję młodszą siostrę i również mam z nią problemy wychowawcze.
      Często jest tak jak opisujesz - na wszystkie prośby odpowiada "nie". Ale często
      skutkuje rozmowa - długa i wyczerpująca, ale w końcu odniosę pożądany skutek.
      Jeśli natomiast nie możemy dojść do konsensusu, mówię: dobrze, zgadzam się - nie
      musisz tego robić, ale jak przyjdziesz do mnie po cokolwiek, nie oczekuj, że ja
      się tobie podporządkuję. I czekam, aż przyjdzie - wtedy mówię: a pamiętasz jak
      nie chciałaś tego, czy tamtego zrobić? Teraz ja nie muszę wcale ciebie słuchać i
      odwracam się plecami jakby nigdy nic. To skutkuje. Tyle, że trzeba z milion razy
      powtarzać jedno i to samo, aż wbije sobie w nawyk "jak Ty mnie tak ja Tobie".
      Bardzo często powtarzam: "kochanie - mieszkamy razem i musimy sobie pomagać,
      żeby było nam łatwiej. Dzisiaj Ty mi pomożesz, a jutro ja Tobie, bo widzisz -
      przyszłaś do mnie dzisiaj, a ja Cię olałam, tak samo jak Ty wczoraj mnie".
      A i radzę jeszcze porozmawiać z mamą - ona nie będzie na co dzień wychowywać
      Twojej córki, więc nie powinna w żaden sposób podważać Twojego autorytetu. Jak
      ma jakieś uwagi w stosunku co do wychowania Twojej córki, to powinna poprosić
      Cię na bok i zgłosić te uwagi (ważne, żeby nie odbywało się to przy dziecku).
      Zanim wzięliśmy pod opiekę moją siostrę, to uzgodniliśmy z moim partnerem, że w
      żaden sposób nie podważamy autorytetu - jak mamy uwagi, mówimy sobie jak
      zostajemy sami, nigdy w życiu przy dziecku, bo to pogorszy całą sytuację.
      Szczególnie, że mój partner pracuje dużo czasu poza domem, a ja zostaję sama z
      dzieckiem.
      Życzę powodzenia w wychowaniu i mam nadzieję, że moje rozwiązania się w jakiś
      sposób przydadzą. I proszę dużo rozmawiać z córką, ponieważ jest w takim wieku,
      że ją wszystko na około interesuje. Czasem zapyta 5 razy co to?? i trzeba 5 razy
      odpowiedzieć na to samo pytanie. Mam nadzieję, że córka trochę ulegnie smile
      Pozdrawiam
      • moninia2000 Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 21.01.09, 12:13
        Dobrze, ze zrozumialas, ze oschlosc i tresura nie sa droga do celu...
        Natomiast odnosnie ostatniej wypowiedzi (urszulka) nie wydaje mi
        sie, zeby bylo to dobra metoda takie mowienie "oko za
        oko"....dziecku malemu.
        Wydaje mi sie to raczej przykre, sama nigdy bym tego nie
        zastosowala, dziecko nie pamieta, jest za male, nagle spotka sie z
        odpowiedzia od rodzica, ze jak ty mi tak ja tobie i...czego go to
        uczy?
        Msciwosci?
        Bo konsekwencji raczej nie.
        Zgadzam sie z opiniamii, iz malemu dziecku trzeba pomoc sprzatac, ze
        powoli, wszystko w swoim czasie. Nie poblazac, nie zgadzac sie na
        wszystko, ale boze, to sa maluszki!
        Spodobal mi sie watek o przechodzeniu przez jezdnie, o tym, ze
        mama "boi sie" i dziecko jej daje reke. To jest sposob, ladny.
        Wiekoszsc rodzicow malych dzieci ma z tym problemy. Pamietam jak
        nasza wrecz wybiegala na jezdnie czasami, a moja siostra i jej maz
        tylko nas krytykowali, wciaz krytykuje, ze jestesmy zbyt poblazliwi
        czy mieczaki... Tymczasem nasza coreczka zalapala swietnie z czasem,
        ze trzeba uwazac przy ulicy, za raczke itp, jest szczesliwym
        dzieckiem i radosna na codzien, malo z Nia problemow, nie bijemy Jej
        oczywiscie, ani nie zmuszamy. Ona ma prawo mowic NIE i zawsze
        sluchamy, gdy wyraza uczucia starajac sie Jej pomagac.
        Wazne, by sluchac dziecka i rozumiec, iz jest male, pozostaje mu
        tyyyyle do nauczenia wciaz i wszystko w swoim czasie.
        Na nic, moim zdaniem, wytresowane w strachu dziecku, ktore slucha
        jak zegareczek, ale ze strachu wlasnie, ze dostanie klapsa czy nie
        bedzie moglo bawic sie/jesc slodyczy itp bzdury...
      • nangaparbat3 Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 21.01.09, 21:35
        >Jeśli natomiast nie możemy dojść do konsensusu, mówię: dobrze, >zgadzam się - nie
        musisz tego robić, ale jak przyjdziesz do mnie po cokolwiek, nie oczekuj, że ja
        >się tobie podporządkuję. I czekam, aż przyjdzie - wtedy mówię: a >pamiętasz jak
        >nie chciałaś tego, czy tamtego zrobić? Teraz ja nie muszę wcale >ciebie słuchać i
        >odwracam się plecami jakby nigdy nic. To skutkuje. Tyle, że trzeba >z milion razy
        >powtarzać jedno i to samo, aż wbije sobie w nawyk "jak Ty mnie tak >ja Tobie".



        "Zgadzam się, ale sie zemszczę"? Bo to tak wyglada.

        Nie piszesz, ile Twoja siostra ma lat, ale im mniej, tym gorzej.
        Jedna z pierwszych rzeczy, jakich musi sie dowiedziec dziecko jest, że zeby nie
        wiem co sie stało, zeby nie wiem co zrobiło, zawsze jest ktoś, kto go nie
        opusci. Bez takiej świadomosci trudno jest zyc.
        To oczywiscie nie znaczy, ze musisz sie na wszystko zgadzac - jednak "olewanie"
        dziecka jako metoda wychowawcza jest fatalnym pomysłem.
        • pantajemniczy wychowanie ma uczyc madrosci, tresura tej madrosci 22.01.09, 01:29
          zabrania... i tu by sie miescila cala moja refleksja
          • janonet4 Re: wychowanie ma uczyc madrosci, tresura tej mad 22.01.09, 10:51
            nie wychowywać ,niech dzieci same wychwyja ,tak najlepiej na
            ulicy!!!!!
    • camel_3d Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 22.01.09, 16:46

      > do tego bacia wpindala sie niepotrzebnie i traktuje mnie jak gowniare.

      a...zastanowilas sie..za np moze wlasnei tak sie zachowujesz? Nie znam cie wiec
      nie wiem..ot tak teoretycznie sie pytam.


      > Czy mozecie polecic jakies fajne ksiazki o powyzszym problemie?

      Zadna ksiazka nie zastapi ci rozmowy z matka (babci twoje coreczki), zebys nie
      wiem ile zjadla poradnikow to i tak nic nie da, jezeli nie bedziesz potrafila
      sie dogadac z wlasna matka... przeciez chyba ciebie dobrze wychowala nie?
      • ariana1 Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 23.01.09, 18:44
        camel_3d napisał:
        > Zadna ksiazka nie zastapi ci rozmowy z matka (babci twoje
        coreczki), zebys nie
        > wiem ile zjadla poradnikow to i tak nic nie da, jezeli nie
        bedziesz potrafila
        > sie dogadac z wlasna matka... przeciez chyba ciebie dobrze
        wychowala nie?


        Zastąpić nie zastąpi, ale pomoże jej zrozumieć ten problem i
        przygotować sie do takiej rozmowy. Gratuluję uszczypliwości.
        Do autorki wątku - i owszem polecam ci świetną książkę: Kevin
        Steede "10 błędów popełnianych przez dobrych rodziców". Znajdziesz
        tam odpowiedzi na swoje pytania dotyczące kłopotów wychowawczych z
        córką. Dobra jest też: Martin Herbert "Co wolno dziecku", ale ta
        pierwsza najlepsza. Gordon jest bardzo ciężki i momentami
        niezrozumiały IMO.
        • emilly4 Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 24.01.09, 23:49
          Widze, ze watek stale sie rozwija-to chyba dobrze. Niektorzy z was maja fajne
          pomysly, a czesc kompletnie niezrozumiala problemu.
          Nadal nie rozumiem np dlaczego najbardziej znana w Polsce S. Niania proponuje
          karnego "jezyka" na 2-3min, a coponiektorzy uwazaja to za kompletne zlo, brak
          cukierka za niespelnienie mojej prosby (nie nagroda za zjedzenie obiadu)...ile
          razy slyszalam i czytalam, ze lepiej zostawic malucha na chwile samego w pokoju
          niz wyladowywac na nim swoja frustracje. A co zlego jest w sprzataniu zabawek,
          dlaczego corka ma robic balagan w kazdym miejscu mieszkania?? Kiedy ja bylam
          taka mala, zawsze robilam balagan i tata "pokazywal" mi jak sie
          sprzata...jeszcze dlugo potem nabieralam go na te "pokazy". Oczywiscie wielu z
          was ma na mysli forme sprzatania jako zabawy.
          Kazde z was ma swoje odrebne "sposoby" na swoje dzieci, ktore na jedengo
          zdzialaja, a drugie dziecko kompletnie to oleje.
          To samo tyczy sie rad matek, czy tesciowych-te rady sa tylko wtedy skuteczne,
          kiedy mama odwiedza nas raz na tydzien, albo nie widzimy sie przez kilka
          miesiecy i tylko i wylacznie rozmawiamy przez telefon. Wtedy takie rady uznaje
          za obiektywne, nie wypowiedziane ze zlosci do mnie, czy mojego partnera.
          Podwazanie mojego autorytetu (jaki by nie byl), podchodzenie do dziecka i
          rozmawianie z nim, kiedy problem jest miedzy mna, a corka jest nie fair.
          Dziecko zawsze bedzie myslalo, ze matka/ojciec sa wyrodzni, a babcia
          ok...pozniej bedzie to wykorzystywac..tak robi kiedy babcia jest zla na wnuczke
          bo ta cos tam zrobila i kiedy placze(udaje) wola mnie i mowi "maaaaaamooooo ja
          tuuuuu plaaaczeeeee".
          Co innego kiedy maluch jest tylko i wylacznie z rodzicami i ma jasno okreslone
          zasady-tego nie dotykamy bo parzy, tutaj sa rzeczy mamy/taty itp, a co innego
          kiedy wkracza babcia i robi cos calkowicie przeciwko mnie, nie myslac o tym, ze
          za miesiac juz nas nie bedzie w domu ( smile ). Babcie sa fajne i kochane, maja
          wiele cierpliwosci i mase doswiadczenia, dzieci przy nich zachowuja sie jak
          aniolki, ale nie cierpie kiedy przy wlasnym dziecku traktowana jestem jak
          dzieciak..i to nie dlatego, ze sie tak wlasnie zachowuje...
          Pozdrawiam
          • jufalka Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 25.01.09, 01:18
            Niektórzy popierają tą babcie, Twoją matkę. Możliwe, że ma rację w
            niektorych sprawach, ale to nie istotne, bo
            nawet GDYBY Twoja matka miała rację w jakiejś sprawie, GDYBY
            wiedziała z doświadczenia jak lepiej poradzic sobie z dzieckiem, to
            POWINNA udzielać Ci takich rad czy przemyśleń gdy dziecko NIE
            SŁYSZY! - w spokojnej rozmowie, bez ataku tylko z chęcią pomocy.
            Jeśli PRZY DZIECKU mówi Ci że robisz źle, i sama idzie załatwiac
            sprawe za Ciebie mimo, że nikt jej nie prosi - to nie jest dobre,
            podważa Twój autorytet. Ty może nie wiesz jako młoda matka jak sobie
            poradzic najlepiej, ale CHCESZ DOBRZE, więc potrzebujesz -byc może-
            pomocy a nie ataku, krytyki. Dlaczego tak się zachowują liczne
            babcie?? Nie wiem. Może myślą, że właśnie tak pomagają - to wersja
            optymistyczna. Albo po prostu chcą POKAZAĆ, że ONE lepiej sobie
            radzą, a że matki sobie nie radzą - oby nie, ale tak to wygląda i
            tak jest przez matki odbierane.
            • mruwa9 za daleko szukasz 25.01.09, 02:50
              jufalka napisała:
              po prostu chcą POKAZAĆ, że ONE lepiej sobie
              > radzą, a że matki sobie nie radzą - oby nie, ale tak to wygląda i
              > tak jest przez matki odbierane.


              Nie, moze po prostu nie potrafia patrzec bezczynnie, jak cierpi
              dziecko- ofiara eksperymentow pseudowychowawczych swoich (dziecka)
              rodzicow.
              • oczarowana_ulegloscia Re: za daleko szukasz 25.01.09, 09:51
                Poleciłabym Tobie zacząć od siebie i sięgnięcia po książki, żeby nie powiedzieć
                sięgnięcia po słownik ortograficzny.
                Fakt, że piszesz, iż babcia - cytuję - "wpindala się..." już o czymś świadczy.
                Powodzenia w wychowywaniu dziecka życzę.
                • emilly4 Re: za daleko szukasz 25.01.09, 13:09
                  "Poleciłabym Tobie zacząć od siebie i sięgnięcia po książki, żeby nie powiedzieć
                  sięgnięcia po słownik ortograficzny.
                  Fakt, że piszesz, iż babcia - cytuję - "wpindala się..." już o czymś świadczy.
                  Powodzenia w wychowywaniu dziecka życzę. "

                  "Uwielbiam" takie przemadrzale paniusie, co to juz wszystkie rozumki pozjadaly i
                  wypowiadaja sie tylko i wylacznie przeortograficzna i niezwykle skladna
                  polszczyzna rodem z Mickiewicza-warto czasami posluchac prof. Miodka...i przejsc
                  raczej na forum o bledach ortograficznych, albo lepiej o neologizmach, a nie
                  wypowiadac sie na temat wychowania!
                  smile...
                • truscaveczka Re: za daleko szukasz 07.02.09, 13:29
                  oczarowana_ulegloscia napisała:

                  > Poleciłabym Tobie zacząć od siebie i sięgnięcia po książki, żeby nie powiedzieć
                  > sięgnięcia po słownik ortograficzny.

                  Polecam przed rozpoczęciem pouczania innych wytężoną pracę nad własnymi zasobami
                  umysłowymi. Każdy, kto zna język polski na poziomie upoważniającym do pouczania
                  innych, potrafi odpowiednio stosować zaimki (w tej pozycji w zdaniu należało
                  użyć "ci" a nie "tobie") oraz zna prawidłowe zastosowanie wielkich liter -
                  zaimki piszemy wielką literą wyłącznie w listach. Nie wspominam już o połączeniu
                  "poleciłabym (...) sięgnięcia", bo to chyba halucynacje - uważasz się za znawcę
                  języka i popełniasz takie koszmarki?

                  Nie sądźcie, bo będziecie sądzeni.
            • nangaparbat3 Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 25.01.09, 11:47
              W domu moioch rodziców panowala niepodważalna zasada dbania o autorytet
              dorosłych - nigdy sie nie zdarzyło, zeby jedno z rodzicow przy dzieciach
              zwrociło drugiemu uwagę, ze źle postępuje.
              I jeśli mam o cos zal do mojej mamy, do dzisiaj, to własnie o to, ze nigdy PRZY
              MNIE nie powiedziala memu ojcu "tak nie wolno".
              Krzywdzone dziecko potrzebuje świadka i obroncy, i nie ma co robic z rodzica
              świetej krowy.
              • jufalka Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 25.01.09, 13:27
                Krzywdzone dziecko potrzebuje świadka i obroncy, i nie ma co robic z
                rodzica
                > świetej krowy.

                a czyli należy przy dziecku robić z rodzica oprawcę, który krzywdzi,
                jasne to na pewno przyczyni się do dobrych relacji dzicka z
                rodzicem!

                Jesli babcia widzi że dziecku dzieje się krzywda wg niej to niech
                porozmawia z matką na osobności, wytłumaczy swój pogląd - to na
                pewno będzie bardziej skuteczne i nie nastawi dziecka przeciw
                rodzicowi, który chce przecież dobrze


                • jufalka Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 25.01.09, 13:32
                  bo to nie jest przypadek maltretowania, nawet nie bicia,
                  poniżania.... ta matka po prostu robi cos co wg niej jest najlepsze,
                  żeby wychowac dziecko... Nie mówie, że to co ona robi jest dobre,
                  ale to co robi babcia te z nie jest dobre
                  • oczarowana_ulegloscia Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 25.01.09, 16:37
                    Nie dziwię się, że nie umiesz poradzić sobie z własną córką ( co sama
                    podkreślasz ). Trzeba zacząć od siebie, od ułożenia własnej emocjonalności,
                    panowania nad sobą ( także nad językiem ), aby dziecku dać przykład, a nie
                    stosować zasadę kija i marchewki, tudzież kar i nagród.

                    Na marginesie dodam, że nie jestem paniusią - ani dla Ciebie, ani dla nikogo
                    innego. Naucz się szacunku do drugiego człowieka, nawet jeżeli jest to anonimowy
                    forumowicz, bo Twoje wypowiedzi i Twoja postawa świadczą o Tobie, a każdym
                    słowem potwierdzasz obraz kogoś, kto najzwyczajniej w świecie do wielu spraw nie
                    dorósł.

                    Miłego dnia Tobie życzę, a Twojemu dziecku cierpliwości, bo nie wątpię, że
                    bardzo się jemu przyda - dziecku owa cierpliwość oczywiście.
            • camel_3d Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 28.01.09, 23:04
              > to
              > POWINNA udzielać Ci takich rad czy przemyśleń gdy dziecko NIE
              > SŁYSZY!

              pytanie..czy autorka gotowa jest na rozmowe.. (takei czysto teoretczne)...moze
              tak, a moze nie... moze autorka ma gdzies dobre rady bo w poradnikach jest
              inaczej, a moze to babcia jest beznadziejna i stara sie udowodnic ze autorka
              jest kiepska matka..roznie bywa.
              • kocianna Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 28.01.09, 23:17
                A dlaczego dziecko nie powinno opiekować się nikim dorosłym? I do jakiego wieku?
                Czy to znaczy, że dorosły nie ma prawa do okazywania słabości?
                Czy popełniłam jakiś błąd, kiedy miałam 39,8, a moje czteroletnie dziecko
                przyniosło mi termometr i wodę, a potem komórkę, żebym zadzwoniła po kogoś, kto
                się nią zajmie (cyt. bo ja się nudzę, kiedy ty jesteś chora)?
                • camel_3d Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 29.01.09, 09:18
                  hmm..nie wiem co to ma wspolnego z moja odpowiedzia, ale uwazam, ze dziecko
                  powinno pomagac w domu, nawet jezeli jest to opieka nad odoba dorosla, zrobienie
                  herbaty itd..
        • mar_ina.pl Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 25.01.09, 19:04
          Ksiązki,poradniki.... i inne duperele.
          Ciekawe, że nasze mamy, babcie, ojcowie i dziadkowie nie
          potrzebowali żadnych "poradników" żeby dobrze dziecko wychować.
          I jakoś im się udawało wychować dziecko na.... człowieka.

    • polka-on-line Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 27.01.09, 14:25
      Serdecznie polecam te pozycję...

      Dowiedz się, jak pomóc swojemu dziecku osiągnąć sukces i sprawić,
      aby było szczęśliwe
      Jesteś już rodzicem? A może dopiero będziesz? Opowiem Ci więc pewną
      historię. Doczytaj ją do końca, a dowiesz się, jak "ABC Mądrego
      Rodzica: Droga do Sukcesu" zmieni życie zarówno Twoje, jak i Twojego
      dziecka.
      Chcesz dowiedzieć się więcej kliknij w ten link:
      dziecko.zlotemysli.pl/kaya.php
    • sebas.4 Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 05.02.09, 14:31
      Może Twoja córka tak się zachowuje ponieważ widzi że babcia ma inne
      zdanie niż ty? Moja mama swego czasu zachowywała się w ten sposób że
      udzielała mi upomnień i usiłowała dyskutować przy dziecku. Skończyło
      się to po pważnej rozmowie jaką swego czasu z nią przeprowadziłem.
      Wydaje mi się że w wychowaniu dziecka należy wykazać się
      konsekwencją i wysyłać jasne komunikaty. W połączeniu z elementarną
      sprawiedliwością z Twojej strony powinno to wystarczyć. Przynajmniej
      na początkusmile
      Należy mieć świadomość że dzieci w różnych okresach swojego życia
      przechodzą tzw. bunty. I nie jest to związane z żadnym ADHD czy
      brakiem wychowania. Pierwszy pojawia się ok 2-go roku życia,
      następny ok. 5-go roku. Wiąże się to ze wzrostem samoświadomości ale
      także możliwości dziecka. Wtedy konsekwencja powinna być szczególna,
      ale także należy się wtedy zastanowić czy dziecko nie dorosło już na
      tyle aby coś zmienić np. pozwolić na pewne rzeczy które wcześniej
      były zakazane czy nałożyć pewne(nawet drobne)obowiązki.
      Pamiętaj, nie musisz być matką idealną, wystarczy że będziesz
      matką "dość dobrą".
    • sebas.4 Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 05.02.09, 14:41
      Co do opozycji: wychowanie-tresura, to myślę że procesy te jest
      bardzo trudno w praktyce rozgraniczyć i każde wychowanie, jeśli ma
      być dobre to musi zawierać pewne elementy tresury. Wydaje sie że
      zasadnicza różnica polega na podejściu. Jeśli do dziecka Będziesz
      podchodzić jak do człowieka (a szczególnie człowieka którego kochasz)
      to będzie to wychowanie natomiast jeśli będziesz je traktować jak
      istotę niższego rzędu to będzie to tresura.
    • wsb123 Re: Wychowanie, a tresura dziecka? 07.02.09, 10:54
      ja mam jedna zasade
      spokoj polaczony z zasadami ze np po wstaniu z lozka idzie sie umyc a nie grac
      na kompie w pizamie i z zelazna konsekwencja we wprowadzniu i egzekwowaniu ale
      na spokojnie niestety ponioslem porazke gdyz problem jest w tym ze rodzice nie
      potrafia trzymac jednego frontu tak bylo u mnie w domu i jest teraz w moim
      zwizaku efekt jest taki jaki zamiescielem na forum pod tytulem 5latek tornado
      taki jest efekt braku zasad i konsekwencji i spokoju w domu ale to rodzice
      powinni trzymac jeden front a nie tata a mama b
      pozdrawiam

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka