Dodaj do ulubionych

Konstruktywnie do Macia

03.12.03, 22:21
Maciu, pozwól, że w nowym watku, bo tamtego mi sie już nie chce otwierać.
Dostrzegłam pewien problem. Piszesz:

"w przyszłości nie zawaham się i jeśli ocenię, że jest potrzeba przylać to
przyleję. I to tak, że córunia poczuje i zapamięta.

Ot taki ze mnie niedobry ojciec będzie."

Isnieje realne niebezpieczeństwo, że bicie dzieci zostanie niedługo
spenalizowane. Domyślam się, że dla dobra dziecka będziesz gotów pójść do
więzienia. Tylko, że będąc w więzieniu nie można bić dzieci z powodów już
czysto technicznych. Czyli kwadratura koła, a w konsekwencji dramat - córka
będzie niewychowana!

Więc zakładaj stowarzyszenie w obronie swojego prawa do wychowania jak je
teraz rozumiesz albo może wczytaj się w to, co te śmieszne baby wypisują. A
nuż coś sensownego znajdziesz i uratujesz dziecko......
joanna


pozdrawiam wszystkie "stresowe" i "bezstresowe",
Maciej

Obserwuj wątek
    • macio72 Re: Konstruktywnie do Macia 04.12.03, 02:59
      >Isnieje realne niebezpieczeństwo, że bicie dzieci zostanie niedługo
      >spenalizowane. Domyślam się, że dla dobra dziecka będziesz gotów pójść do
      >więzienia. Tylko, że będąc w więzieniu nie można bić dzieci z powodów już
      >czysto technicznych. Czyli kwadratura koła, a w konsekwencji dramat - córka
      >będzie niewychowana!

      Świetny pomysł, a dziecko do domu dziecka. To dopiero opieka państwa nad
      dzieckiem. Jakiż to geniusz nad takim prawodawstwem musiał jakże długo mysleć?

      Jeżeli taki, wydaje mi się, nierealny scenariusz zrealizowałby sie w
      rzeczywistości, to sprawa napewno zakończyłaby się w ETPC w Sztrasburgu. A
      jesli to by nie pomogło to pozostają dwie drogi....

      Pozdrawiam,
      Maciej
      PS
      A o przedwczorajszym spagetti to nawet nie wspominam bo dostaję ślinotoku...
      • joannab-o Re: Konstruktywnie do Macia 04.12.03, 08:07
        Oj Maciu, a już miałam nadzieję, że nie walkę polityczną wybierzesz....
        joanna
        P.s.
        jednak w polityce też potrzebna jest orientacja, a Ty nie wiesz, że w Szwecji
        taki zakaz obowiazuje już od pokolenia. (Zdaje się, że ETPC się tym nie oburzał)
        joanna
        • macio72 Re: Konstruktywnie do Macia 04.12.03, 17:27
          I ktoś już siedzi za klapsa? I piękne państwo Szwecja wzięła pod swe skrzydła
          osamotnioną latorośl?


          Maciej
          • joannab-o Re: Konstruktywnie do Macia 04.12.03, 18:35
            Wiesz, ktoś popełniający przestepstwo sam skazuje dziecko na kłopoty. I nie ma
            różnicy czy pobicie popełniasmile czy kradzież.
            Ale dramaty dzieci uwięzionych przestepców to juz chyba na nowy wątek materiał.
            joanna
            Acha! Statystyk nie znam, to w końcu nie ja mam sie zajmowac protestowaniem,
            ale Szwedzi to praworządny naród, pewnie niewielu było skazanych.
            • macio72 Re: Konstruktywnie do Macia 10.12.03, 02:04
              No to jak w końcu z tym jest, droga emamo?
              Czy porządny klaps to przemoc fizyczna?
              Czy porządne suszenie głowy to przemoc psychiczna?

              Bo może się okazać, że rodzic nie ma już żadnych narzędzi wychowawczych?
              (oprócz rózgi oczywiście).

              Maciej

              • joannab-o Re: Konstruktywnie do Macia 10.12.03, 10:06
                >
                > Bo może się okazać, że rodzic nie ma już żadnych narzędzi wychowawczych?
                > (oprócz rózgi oczywiście).

                Maciu, drogą do takiego scenariusza jest właśnie używanie rózgi. Kiedy sie już
                jej zacznie używac, to w krótkim czasie nie pozostaje nic innego niż to. Trzeba
                w dodatku walić coraz mocniej, bo i bicie sie dewaluuje, tak samo jak
                bezsensowne "strzępienie jęzora".
                Naprawdę musisz uwierzyć w swój autorytet (no, najpierw zrozumieć na czym on
                polega i samemu go nie nadwyrężać). Dziecko potrzebuje Twojej siły psychicznej
                i moralnej i odwdzięczy Ci sie za nią na pewno. A fizycznej naprawdę nie
                potrzebuje.
                joanna
                • macio72 Re: Konstruktywnie do Macia 10.12.03, 11:40
                  Wiedziałem smile. Rózga działa jak płachta na byka. Może moje dwa pytania były za
                  trudne?

                  > Trzeba
                  > w dodatku walić coraz mocniej, bo i bicie sie dewaluuje, tak samo jak
                  > bezsensowne "strzępienie jęzora".

                  Czy masz na myśli na przykład - tortury?

                  > A fizycznej naprawdę nie
                  > potrzebuje.

                  Hmm... Moja ośmiomiesięczna dzidzia jak narazie bardzo potrzebuje mojej siły
                  fizycznej. Zauważam to szczególnie wtedy gdy zanosi się śmiechem jak ją bujam
                  na różne sposoby... Mamunia tak nie umie.

                  > Naprawdę musisz uwierzyć w swój autorytet...

                  Skąd to Joasiu posiadłaś wiedzę, w co ja już wierzę a w co jeszcze nie?
                  To taki drobny błąd w dyskusji (który opisywany jest chyba w każdej książce od
                  logiki) gdzie argumentem staje się przytyk do osoby bądź atak na osobę
                  (zauważyłem to szczególnie u rozmówczyni Grazynka13). Ale jak już pisałem: może
                  moje dwa pytania były zbyt trudne...

                  Pozdrawiam,
                  Maciej
                  • mamongabrysi RE: Niekonstruktywnie do Macia 10.12.03, 13:00
                    Ekhm...Ale ja też zadawałam Ci kiedyś pytania które chyba okazały się zbyt
                    trudne, bo pozostały bez odpowiedzi... Ponadto nie zrozumiałeś chyba które były
                    poważne, a które były zaczepką słowną...
                    Możesz pozostawić ten post bez odpowiedzi. Jeśli nie masz nic do powiedzenia na
                    temat to może lepiej nic nie mówić...
                    Pozdrawiam
                    Ania
                  • joannab-o Re: Konstruktywnie do Macia 10.12.03, 13:00
                    Maciu! Punkt dla Ciebie!. Dałam sie nabrać, że chcesz poważnie porozmawiać o
                    wychowaniu...
                    Ja też lubię logikę i uważam, że każda taka osoba (więc i Ty), która liczy sie
                    z tym, że będzie musiała się odwoływać do siły fizycznej w procesie
                    wychowaniasmile nie wierzy, że jej (tej osoby znaczy) autorytet będzie
                    wystarczający w każdej sytuacji.
                    Rozumowanie to oparłam na prostym założeniu, że używanie siły fizycznej
                    ze "stosowaniem" autorytetu co najmniej nie ma nic wspólnego, o ile nie jest do
                    niego przeciwstawne.
                    Co było do udowodnienia.
                    joanna
                  • mamongabrysi Re: Niekonstruktywnie do Macia 10.12.03, 13:03
                    Ekhm... Ty też nie odpowiedziałeś kiedys na moje pytania, być może były zbyt
                    trudne. Ponadto nie rozróżniłes pytań poważnych od typowych zaczepek słownych.
                    Lubisz siać zamęt, prawda?
                    Możesz ten post pozostawić bez odpowiedzi.
                    Pozdrawiam
                    Ania
                    • macio72 Konstruktywnie czy też niekonstruktywnie... 10.12.03, 13:39
                      Uwielbiam siać zamęt i ferment - to przecież prowokuje do myślenia a w życiu do
                      zmian. Nie ma co za bardzo potakiwać. To czasem jest bolesne.

                      I muszę się przyznać: nie odpowiadałem na wszystkie pytania bo nie znałem
                      odpowiedzi, bądź wydały mi się zbyt trudne, mogłem tez jakieś przeoczyć bądź
                      potraktowac jako mniej istotne. W zasadzie to wyrażając swoją opinię bądź
                      odpowiadając na jakiś post czuję się na tym forum dość swobodnie a nie jak na
                      obronie czy w odpowiedziach do redakcji (gdzie należy ustosunkować sie do
                      wszystkich zarzutów czy pytań recenzenta).

                      Nie wiem też wszystkiego i dlatego zadałem te dwa trudne pytania. Byłem bardzo
                      ciekawy jakie odpowiedzi otrzymam. Jednak dyskusja bardzo zbacza z tematu. Tak
                      to już jest... W zasadzie to nie nalegam, tak tylko zapytałem.

                      Nie stawiałem tez nowego topiku, bo uważałem, że mozna takie pytania zadać w
                      tym.

                      pozdrawiam serdecznie,
                      Maciej
                      • grazynka13 Re: Konstruktywnie czy też niekonstruktywnie... 10.12.03, 15:20
                        macio72 napisał:

                        > Uwielbiam siać zamęt i ferment -

                        Maćku, to chyba nie miejsce na takie zabawy. Ludzie tu się nie chcą kłócić
                        (choć może czasami dyskusja staje się zbyt "kańciasta"), tylko poważnie
                        porozmawiać o poważnych sprawach. Czasem z przymrużeniem oka, czasem z
                        uśmieszkiem, ale bez siania fermentu, podpuszczania i bezcelowego zawracania
                        innym głowy ...
                        Grazka
                  • ann_mart Re: Konstruktywnie do Macia 12.12.03, 10:57
                    Oki, uważasz, że klaps czy jak piszesz "przylanie" (nb - czy to jakaś
                    kwalifikowana forma klapsa?) jes dobrą metoda wychowawczą. Podajesz przykłady
                    dzieci, wobec których metody "ustne" nie skutkują (nb - te dzieci w ogóle nie
                    były moim zdaniem wychowywane - szczególnie przykład z sikaniem do talerza o
                    tym świadczy, tylko zagadywane) - sam więc widzisz, że na niektóre dzieci te
                    metody nie działają.
                    A co jeżeli twój klaps nie podziała (bo zły klucz do tego konkretnego dziecka,
                    np wliczy lanie w koszty, lub pokusa zbyt silna lub zapomni lub coś tam
                    innego). Co wtedy - zastosowałeś metodę ostateczną i nie działa. Będzie
                    eskalacja czy nie? a jak mocniejszy klaps nie zadziała, a potem mocniejszy i
                    mocniejszy i ... Czy przypadkiem efekty nie będą takie same jak przy metodach
                    ustnych.
                    Odczytuję w twoich postach założenie, że bicie pomoże w każdym przypadku -
                    rozwiąże problem, dziecko będzie grzeczne, to chyba jest duże uproszczenie.

                    I jeszcze pytanko (nie retoryczne): dlaczego uważasz, że ci którzy włozyli
                    nauczycielowi kosz na głowę to akurat bici nie byli. Czy masz jakieś dojścia?
                    Bo w mediach chyba aż tak dokładnie nie analizowano ich życiorysów.
                    Gdybym chciała być złośliwa powiedziałabym, że może to są dzieci (???), które
                    właśnie za pomocą bicia zostały nauczone "nie podoba ci się coś to walnij,na
                    pewno będzie grzeczniejszy"wink))))
                    Ale nie jestem złośliwasmile))))))
                    Pozdrawiam
                    Anka
                    • macio72 Re: Konstruktywnie do Macia 12.12.03, 12:02
                      > I jeszcze pytanko (nie retoryczne): dlaczego uważasz, że ci którzy włozyli
                      > nauczycielowi kosz na głowę to akurat bici nie byli. Czy masz jakieś dojścia?

                      Przecież to jest jasne. W szkole obowiązuje bezwzgledny zakaz stosowania kar
                      cielesnych i z tego to wnioskuję. A jak zapewne wiesz dziecko doskonale wie
                      gdzie i jak może sie zachowywać.

                      > A co jeżeli twój klaps nie podziała (bo zły klucz do tego konkretnego
                      dziecka,
                      > np wliczy lanie w koszty, lub pokusa zbyt silna lub zapomni lub coś tam
                      > innego). Co wtedy - zastosowałeś metodę ostateczną i nie działa

                      Jasne, że może się zdarzyć, że klaps/przylanie nie podziała. I napewno są takie
                      przypadki. Ale chwilę wczesniej, to znaczy jeszcze przed przylaniem, było
                      tłumaczenie, które najwyraźniej również zawiodło. Jak dla mnie klaps/przylanie
                      nie jest środkiem ostatecznym. Ostateczna kara, ale taka na naprawdę krnąbrne
                      dziecko, już po dyskusji i po przylaniu, które nie pomogły, ma być bardziej
                      bolesna (a lanie przecież nie jest najbolesniejszą karą).

                      Uważam też, że kara cielesna/klaps/przylanie wcale nie uczy dziecka złego
                      spojrzenia na świat czy złej postawy do słabszych. Napewno pokazuje, że
                      silniejszy może więcej - ale to jest własnie prawda o tym świecie. Silniejszy
                      pokona słabszego, bogatszy biedniejszego, mądrzejszy głupszego, sprytniejszy
                      mniej sprytnego itd...
                      Po co wmawiać swoją postawą, że jest inaczej?

                      Taki już jest ten świat,
                      z którego pozdrawia,
                      Maciej
                      • wieczna-gosia Re: Konstruktywnie do Macia 12.12.03, 14:27
                        > Przecież to jest jasne. W szkole obowiązuje bezwzgledny zakaz stosowania kar
                        > cielesnych i z tego to wnioskuję. A jak zapewne wiesz dziecko doskonale wie
                        > gdzie i jak może sie zachowywać.

                        maciu nie wysuwaj przykladow absurdalnych czyli nauczyciela fajtlapy plus
                        calej bandy fajtlapow w szkole ktora nie dala sobie rady przez okolo pol roku
                        z tym przypadkiem a jak juz prawda wyszla na jaw to przejechano sie
                        spektakularnie po uczniach. Przykro mi ze pani cie w szkole bila wink Mnie tez
                        jakas trzepnela fletem i po latach trzymam sie raczej tezy ze byla furiatka a
                        nie nie dobra nauczycielka. To o czym tu piszesz to lata negatywnej selekscji
                        w zawodzie ze wszech miar potrzebnym z ktorego w dodatku wszyscy jak tu
                        jestesmy skorzystamy. To grubszy problem na zupelnie inna dyskusje a nie tam
                        wychowanie dzieci.

                        Ostateczna kara, ale taka na naprawdę krnąbrne
                        > dziecko, już po dyskusji i po przylaniu, które nie pomogły, ma być bardziej
                        > bolesna (a lanie przecież nie jest najbolesniejszą karą).
                        dwa lania. Kablem. albo sztacheta. Gorzej jak i to nie pomoze wink
                        A moze zsykla do domu dziecka?

                        > Uważam też, że kara cielesna/klaps/przylanie wcale nie uczy dziecka złego
                        > spojrzenia na świat czy złej postawy do słabszych. Napewno pokazuje, że
                        > silniejszy może więcej - ale to jest własnie prawda o tym świecie.
                        Silniejszy
                        > pokona słabszego, bogatszy biedniejszego, mądrzejszy głupszego, sprytniejszy
                        > mniej sprytnego itd...
                        > Po co wmawiać swoją postawą, że jest inaczej?

                        aaaa.... tu cie mam. Zakladasz ze osoba ktora tlumaczy i motywuje nie
                        wystepuje z pozycji silniejszego. A na jakiej postawie to wnioskujesz?
                        Przeciez rodzuic ze swej definicji jest silniejszy to sie autorytet nazywa.
                        Rzecz w tym ze autorytet naturalny u dzieci jest szalenie silny- do pewnego
                        wieku rodzice sa bogiem. Potem z pozycji boga spadaja na leb na szyje, ale
                        poczytaj sobie emame ile tam cierpien jedynie z tego powodu ze rodzice niby
                        nie sa juz nasza wyrocznia, no a jadnek szuka sie ich akceptacji a ich krytyka
                        boli.
                        To ze nie trzasne dziecka przez tylek nie znaczy ze czasami z pozycji sily nie
                        wyjde. Sa takie sprawy jak wychodzenie na snieg w skarpetkach, wbieganie na
                        ulice, wkladanie raczki do gniazdka, sikanie do zupy, i pewnie jeszcze kilka
                        rzeczy sytuacyjnych, o ktorych nie bede z dzieckiem dyskutowac. Tylko powiem
                        nie wolno i przytrzymam reke. zaloze buty, nawet sila. Zabiore zupe i nie dam
                        nastepnej. Im mniejsze dziecko tym takich sytuacji wiecej, jesli cofniemy sie
                        do noworodka to w zasadzie tylko z pozycji sily sie do niego wychodzi. Ubiera,
                        karmi, zabiera na spacer- o wszystkim decydujac arbitralnie. Ale o ile
                        roczniakowi zakaze dotykania kontaktu i zaloze zaslepki- trzylatkowi moge
                        wytlumaczyc dlaczego tego sie nie robi. 5 latkowi zakaze dotykania kuchenki- 7
                        latka zaczne uczyc jej obslugi.
                        Zadna z nas, jak juz 100 razy bylo mowione nie darzy do wychowania
                        bezstresowego. A zakaz stresowy jest.
                        Teraz kwestia tortur psychicznych. Pewnie ze z tlumaczenia i rozmowy mozna
                        zrobic parodie pt "jestes durniem i bekartem, zaluje ze cie urodzilam i
                        blablabla przez 3 godziny". O czym mamy w koncu dyskutowac o kwestii klepania
                        po pupie czy o laniu sztacheta? Bo lanie sztacheta jest odpowiednikiem tortur
                        psychicznych pod plaszczykiem tlumaczenia i rozmowy.
                        Wiec albo obie strony sie trzymaja rozsadnych postepowan, albo sobie pogadamy
                        o biciu 6 tygodniowych dzieci i wpedzaniu w choroby psychiczne przez tortury
                        umyslowe.
                        • macio72 Re: Konstruktywnie do Macia 14.12.03, 02:21
                          > maciu nie wysuwaj przykladow absurdalnych czyli nauczyciela fajtlapy plus
                          > calej bandy fajtlapow w szkole ktora nie dala sobie rady przez okolo pol roku
                          To nie przykład jest absurdalny tylko podejście do tych „dzieci”. Znam jeszcze
                          dwa z doświadczenia moich znajomych:
                          1. W Zielonej Górze nauczyciel zauważył, że dziecko wyrzuca z klasy przez okno
                          kredki. Oczywiście tłumaczenie nie pomogło, zatem nauczyciel wziął chłopaka za
                          rękę i zaprowadził aby je pozbierał i to też stało się powodem wniesienia
                          oskarżenia do prokuratury przez rodziców. Nauczyciel matematyki, podobno dobry
                          pedagog, został zawieszony. Ciekawe, że rodzic ma czas na sądy, a nie ma czasu
                          na wychowanie dziecka.
                          2. Mojej koleżance nauczycielce „dziecko” z trzeciej klasy wyrzuciło torebkę
                          przez okno. Ja bym nie mógł być nauczycielem w obecnej szkole.
                          Zatem bezwzględny zakaz używania kar cielesnych uważam za bardzo nierozsądny.
                          A obwinianie nauczycieli, ze są bezradni? Co mają zrobić jak odbiera im się
                          niektóre narzędzia wychowawcze (mam na myśli ukaranie laniem czy jakiś inny
                          rodzaj „dyscypliny” (patrz *** poniżej)). Rośnie nam nowe pokolenie – co to
                          będzie? Strach się bać... To już widać dookoła. A widziałaś tego „zabawnego”
                          dwunastolatka, który trzęsie całą miejscowością (zapomniałem jaką)? Wyobraź
                          sobie cos takiego 20 lat temu. No cóż ale postęp w dziedzinie pedagogiki musi
                          kosztować...

                          > dwa lania. Kablem. albo sztacheta. Gorzej jak i to nie pomoze wink
                          > A moze zsykla do domu dziecka?
                          Ojej! Co za pomysły. Chyba nie na poważnie? Przecież wystarczy przyżeganie
                          ogniem...

                          > Zakladasz ze osoba ktora tlumaczy i motywuje nie
                          > wystepuje z pozycji silniejszego
                          Ja tak zakładam? Czy chodzi o mnie - Macia72?

                          > Wiec albo obie strony sie trzymaja rozsadnych postepowan, albo sobie
                          pogadamy
                          > o biciu 6 tygodniowych dzieci i wpedzaniu w choroby psychiczne przez tortury
                          > umyslowe.
                          No właśnie, też tak uważam.
                          *** Cały czas mam na myśli rozsądne postępowania, jeżeli z moich postów wynika
                          inaczej to jest to mylne wrażenie.

                          pozdrawiam,
                          Maciej
                          • wieczna-gosia Re: Konstruktywnie do Macia 14.12.03, 05:04
                            Nauczyciel matematyki, podobno dobry
                            > pedagog, został zawieszony. Ciekawe, że rodzic ma czas na sądy, a nie ma
                            czasu
                            > na wychowanie dziecka.
                            Owszem ciekawe. Jeszcze ciekawsze ze nauczyciel zostal zawieszony, z tego co
                            pamietam pan molestujacy chorzystwo w Poznaniu calkiem dlugi czas zawieszony
                            nie byl. Mimo wszystko uwazam to za przyklad absurdalny- jak rodzice TAK
                            reaguja na zachowanie dziecka, to myslisz ze pomoglaby mu dyscypinka w szkole?
                            A pomoglaby owemu panu od angielskiego? Ja stawiam raczej ze przy tak biernym
                            zachowaniu szkoly raczej dostalby nie kosz na glowie ale dyscyplina po
                            tylku wink)
                            Mojej koleżance nauczycielce „dziecko” z trzeciej klasy wyrzucił
                            > o torebkę
                            Ale zauwaz ze caly czas pisesz o jednostkach. Postulujesz zas ze bicie w
                            procesie wychowawczym jest niezbedne w stosunku do 90% dzieci. A ja ci
                            przypominam ze w Poslce 80% rodzicow przyznaje sie do stosowania kar
                            fizycznych, a mozna zalozyc ze jeszcze pare % sie nie przyznaje wink) bo to
                            jednak powszechny model wychowania. Ja bym wiec jednak watplila czy takie
                            zachowania dowodza o wychowawczosci bicia. Predzej juz raczej dowodza jak
                            niewychowawcze jest bicie gdy poza nim nic juz nie ma.
                            Ja zaliczylam dwa razy klasy 1-3, jako mama domowa obsluguje wszelkie
                            wycieczki i zielone szkoly. To zwykla publiczna podstawowka na warszawskim
                            blokowisku. Dzieci sa rozne. Natomiast obserwacje mam zgola inne od twoich.
                            1. przy dobrym pedagogu, przygotowanym do pracy z dziecmi ( a z malymi dziecmi
                            trudniej sie pracuje niz z duzymi, moze ciocia do malych sie nie nadawala?)
                            dzieciaki w klasach 1-3 wspolpracuja cudownie. Pewnie ze widac roznice poiedzy
                            tymi z ktorymi mama lekcje odrabia a tymi ktorych mama stoi pod budka z
                            piwem wink) ale generalnie wtedy sie szkole lubi. Jesli dzieci wiedza ze pani
                            nie ruca grozb na wiatr i w wypadku zlego zachowania potrafi wyciagnac
                            konsekwencje, a jednoczesnie nie ma do uczniow stosunku olewczego, tylko
                            entuzjastyczny- ida za nia jak w dym. Ja, chociaz jestem tylko mama do
                            pilnowania jakos sobie radze. Moje corki mialy kilka tych pan 1-3 i wyraznie
                            widac byo, ktora poszla na pedagogike bo egzaminow akurat nie bylo wink))
                            W starszych klasach widac to jeszcze lepiej a juz najlepiej w okresie cielecym
                            chlopakow, czyli 12- 13 lat. Sa nauczyciele u ktorych muche w klasie slychac
                            (np pan od muzyki, co ciekawsze), sa i tacy, ktorzy na zebrana rodzicielskie
                            potrafia przyjsc poopieprzac rodzicow za dzieci. Szkola to ciezki kawalek
                            chleba. Pojawia sie w koncu narzedzie czyli stopnie. Szkola wbrew pozorom
                            narzedzi przymusu ma sporo. Co z tego jesli przez podstawowke przepychani sa
                            wszyscy, bo szkola nie jest zupelnie przygotowana na radzenie sobie z tymi co
                            to torebki przez okna rzucaja, oraz mowia do nauczycielki per "dziwka" i
                            faktycznie ich arogancja rosnie.
                            Ja staram sie autorytetu nauczycieli moich corek nie podkopywac. Niestety do
                            szkoly jestem nastawiona wybitnie krytycznie i coraz trudniej mi jest bronic
                            autorytetu jakis nawiedzonych idiotek, o ktorych moje dziecko mowi "jest
                            glupia". No jest fakt, ale to twoja pani wink) Z jednej strony- o nauczycielu
                            mowiac sie tak nie powinno, z drugiej nie bede stawac sie niewiarygodna wobec
                            dziecka wmawiajac mu ze idiotka glupia nie jest wink)
                            Ten 12 latek to juz absurd do kwadratu. No sorki wies sie go boi? Cala wies?
                            Ja tu widze zupelnie inny problem. nie wiem czy pamietasz ale za czasow naszej
                            mlodosci jak sie czlowiek w wieku szkolnych przeszwedal w godzinach szkolnych
                            po dworzu to mial duza szanse napodkac wscibska pania, co sie go spytala czemu
                            nie w szkole. Jesli chlopcy pod blokiem halasowali zaraz ktos sie wychylal
                            opieprzal, ewentualnie znal chlopcow i matce kablowal. I to bylo dobre. Bo to
                            sie nazywa wychowanie obywatelskie. W tej chwili wyhcowanie obywatelskie
                            skurczylo sie do sytuacji ktora 3 wieki temu w tamtym dlugim poscie opisala
                            Wioletta- dziecko sie rzuca na ziemie, zmeczone a tlum sie patrzy i za plecami
                            rosnie presja "przywal mu w maske zeby sie zamknal", ale nie zeby sie ktos
                            ruszyl i zagadal, moze pomogl- gdzie tam. Ostatnio niestety i ja musialam
                            zahaczyc o sklep ze zmeczonymi dziecmi i w dodatku wrocic autobusem bo
                            samochod nam ukradli crying( Dostalam opieprz ze dzieci bawia sie na trawniku, na
                            moja uwage ze trawa jest w tej chwili zwiedla wink) i okres jesienno wiosenny
                            jest jedynym okresem kiedy na trawnikach bawic sie bezkarnie wolno (chyba ze
                            sa tam psie kupy, ale to temat na inna opowiesc) pani wygarnela mi za zle
                            zachowanie dzieci. Z pewnoscia dwa zmeczone potwory ryczace na przystanku pod
                            wiata podzialalayby na nia lepiej niz dwa zmeczone potwory nie ryczace tylko
                            bawiace sie na trawniku 20 metrow od wiaty zeby ludziom nie przeszkadzac.
                            Gdyby byl snieg- pewnie nie byloby tematu i panie nie zauwazylaby ze tam jest
                            trawnik wink)) Z jednej strony- mysle sobie ze tez zmeczona byla wink) i miala
                            ochote sie przyczepic wink) Z drugiej mysle ze gdyby umiala z internetu
                            korzystac i znala to forum- wysmarowalaby post podobny w tonie do postu
                            Wioletty- nie radzila sobie matka co to za pokolenie nam rosnie.
                            > Ojej! Co za pomysły. Chyba nie na poważnie? Przecież wystarczy przyżeganie
                            > ogniem...
                            nie no serio pytam, poszerz mi wyobraznie wink)

                            Z jednej strony- twoje przyklady nawet we mnie wywoluja odruch no faktycznie w
                            dupe mu, nie da sie inaczej. Z drugiej strony zdaje sobie sprawe z paru rzeczy.
                            1. te dzieci jak jeden maz i jedna zona nie sa wychowywane w ogole, lub prawie
                            wcale. A jako wychowanie rozumiem calosc zachowan rodzicow. To co robimy
                            swiadomie czyli kary, nagrody, lanie- to pewnie 10% wychowania, to jakis model
                            zachowan. Jesli bede cale zycie klamac, cwaniakowac, bede klotliwa baba, to co
                            z tego ze wleje corce za klamstwa? Rozumiesz o co mi chodzi? Uwazam ze we
                            wszystkich podanych tu przypdkach lanie zalatwialoby sprawe sumienia doroslych-
                            zrobilismy wszystko nawet w dupe dalismy i nic. Tzn- recydywa. I spokoj.
                            Mysle ze dyscyplina w szkole SZCZEGOLNIE Z TA KADRA wywolalaby te sama
                            reakcje. Jesli szkola posiadajac caly system kar i nagan z wydaleniem ze
                            szkoly wlacznie nie radzi sobie z krnabrnym uczniem to pomoglby mu pasek? eeee
                            tam.... I wiesz to mnie przeraza bardziej. Ze przy coraz bardziej swiadomych
                            rodzicach ktorzy costam czytaja i chociazby na forum sie pokloca- istnieje
                            zastraszajaco spora grupa tych ktorzy nie dosc ze zupelnie sobie nie radza to
                            oczekuja ze ktos sobie poradzi za nich i nawet nie ma sensu na ich dzieci sie
                            skarzyc bo i tak wiadomo ze dostana w tylek.
                            Boze ale mi referat wyszedl wink))
                            Sklaniam sie wiec do tezy ze jesli nawet istotnie sa takie dzieci ktorych bez
                            klapsa ani rusz- to jest to predzej 10% nie 90%. Bo smutna prawda jest taka ze
                            na 80% dzieci w Poslce bitych, wiekszosc z nich nie obrywa po tlumaczeniu i
                            innnych srodkach przymusu, tylko wg niezbadanych wyrokow rodzicow i zamiast
                            tlumaczenia wink)
                            > Ja tak zakładam? Czy chodzi o mnie - Macia72?
                            takie wlasnie odnioslam wrazenie wink)
                            • adzia_a Tratatata Gosia ;-)))) 15.12.03, 09:43
                              ...możesz sobie pisać i pisać. Podawać przykłady z zycia Twoich starawych już
                              dzieci wink trąbić, że jest więcej możliwości wyboru niż tylko bicie albo nie
                              bicie. Że czasem rodzice dają dziecku tak zły przykład, że żadna dyscyplinka
                              nie pomoże.

                              Pisz sobie pisz. Na zdrowie. Zgodzą i przyklasną ci, którzy się zgadzają. Cała
                              reszta walnie slogankiem o wychowaniu bezstresowym, ponarzeka na współczesną
                              młodzież, której do prostego kręgosłupa moralnego brakuje tylko i wyłącznie
                              proządnego lania, poda ze cztery przykłady rozwydrzonych bachorów z sasiedztwa
                              (którym brakuje już tylko...jw.) i będzie święcie przekonana, że całe zepzucie
                              tego świata bierze się z niebicia dzieci.

                              Po czym zaaplikuje metodę w odpowiednim momencie i będzie święcić wychowawcze
                              triumfy, widząc, ze trzylatek już nie rzuca się na ziemię w supermarkecie.
                              Hallelujah. Proces zakończony. Juz nic więcej nie potrzeba.
                              • wieczna-gosia Re: Tratatata Gosia ;-)))) 15.12.03, 11:25
                                Co ja moge adzia ze idealizm mam we krwi i mi go tatko chyba tylko bez
                                przypadek z glowy nie wybili wink))
                                A ty to niby co robisz? Ile razy se obiecywalas ze juz sie nie odezwiesz?
                                ty kotle (co garnkowi przygania) wink)
                                • adzia_a Re: Tratatata Gosia ;-)))) 15.12.03, 12:00
                                  A co myslisz, też jestem sfrustrowana tym, że ludziska chętniej odpowiadają na
                                  wycieczki osobiste, niż na konstruktywne argumenty wink tak najłatwiej...

                                  A co ja robię? Czekam na poród, więc się nudzę, więc ludzi zaczepiam wink minęły
                                  mi już dwa terminy, dzisiaj mija trzeci, pojutrze czwarty. A potem to już będę
                                  taka upierdliwa że się ode mnie nie opędzicie wink)))
                      • ann_mart Re: Konstruktywnie do Macia 15.12.03, 08:53
                        > Przecież to jest jasne. W szkole obowiązuje bezwzgledny zakaz stosowania kar
                        > cielesnych i z tego to wnioskuję. A jak zapewne wiesz dziecko doskonale wie
                        > gdzie i jak może sie zachowywać.


                        Jaki ten świat jest prosty - skoro nie wolno to nikt tego nie robi. W kraju
                        obowiązuje zakaz kradzieży - ergo nikt nie kradnie.


                        > Jasne, że może się zdarzyć, że klaps/przylanie nie podziała. I napewno są
                        takie
                        >
                        > przypadki. Ale chwilę wczesniej, to znaczy jeszcze przed przylaniem, było
                        > tłumaczenie, które najwyraźniej również zawiodło. Jak dla mnie
                        klaps/przylanie
                        > nie jest środkiem ostatecznym. Ostateczna kara, ale taka na naprawdę krnąbrne
                        > dziecko, już po dyskusji i po przylaniu, które nie pomogły, ma być bardziej
                        > bolesna (a lanie przecież nie jest najbolesniejszą karą).

                        A skąd wiesz, że lanie nie jest najboleśniejszą karą (dla mnie akurat było - i
                        nie mówię w sensie fizycznym), jednocześnie było najmniej skuteczną.
                        Z tego co napisałeś schemat widzisz taki: tłumaczenie, potem klaps potem co? No
                        właśnie jaka kara będzie boleśniejsza?

                        A może oprócz tłumaczenia, a przed biciem poszukać innego klucza?
                        Widzę tu zresztą nowe podejście - do tej pory raczej mówiono, że bicie to
                        ostateczność, jak inne środki zawiodą, Ty zaś twierdzisz, żę to dopiero metoda
                        pośrednia... Rany....

                        >
                        > Uważam też, że kara cielesna/klaps/przylanie wcale nie uczy dziecka złego
                        > spojrzenia na świat czy złej postawy do słabszych. Napewno pokazuje, że
                        > silniejszy może więcej - ale to jest własnie prawda o tym świecie. Silniejszy
                        > pokona słabszego, bogatszy biedniejszego, mądrzejszy głupszego, sprytniejszy
                        > mniej sprytnego itd...
                        > Po co wmawiać swoją postawą, że jest inaczej?

                        O rany.... Mam nadzieję, że to tylko wsadzanie kija w mrowisko. Bo co będzie
                        jak tego nauczysz własne dziecko a ono potem będzie od Ciebie silniejsze,
                        mądrzejsze, bogatsze itp?

                        Pozdrawiam
                        Anka

    • adzia_a Konstruktywnie o klapsie 10.12.03, 13:28
      Nie, Maciu, klaps nie jest znęcaniem ani zbrodnią.

      Nie jest też jednak tym, czym chciałbyś, żeby był - czyli metodą wychowawczą.

      Bywa za to metodą na szybką pacyfikację. I tylko tym.
      Bywa, że się sprawdza. Ale wartości wychowawczych nie niesie ŻADNYCH.

      A dodatkowo stwarza pokusę pt. "skoro wtedy zadziałało, to i teraz zadziała,
      skoro wtedy mogłem, to i teraz mogę " - i tak sobie człowiek przesuwa granice.
      Zobaczysz - to właśnie tak jest. Pokusa, żeby pozwolić sobie na coraz więcej i
      więcej...

      Ja poważnie o tym piszę, bo to znam i z tego powodu już nie daję klapów dziecku.
      Wiem, że fajnie Ci się kokietuje babki w tym wątku wink)))) ale teoria nie
      zastąpi praktyki. A Ty praktyki nie masz. Zresztą - sam zobaczysz.
      • wieczna-gosia Re: Konstruktywnie o klapsie 11.12.03, 11:35
        O cholela adzia,
        jak ja nie lubie jak nam sie mozgi lacza wink napisalam wlasciwie dokladnie to
        samo w dokladnie tym samym czasie tylko w tym dluzszym watku wiec jest
        dluzej wink))
        • adzia_a Jeszcze jeden przykład z zycia... 15.12.03, 10:09
          ...na poparcie argumentu, ze niebicie szkodzi zdrowiu.

          Syn doktora Benjamina Spocka popełnił mianowicie samobójstwo.
          Sam se doktorek winien, no nie? Gdyby przylał kiedy trzeba zamiast propagować
          inny model wychowania, na pewno nie doszłoby do tej tragedii...

          PS. To nie ja jestem taką mistrzynią w wyciąganiu wniosków - to jest cytat z
          pewnej wypowiedzi nie wiem kogo, którą kiedyś ktoś cytował na forum. Genialna
          ścieżka rozumowania, prawda? Rodzic nie przylał - dziecko się stoczyło - znaczy
          trzeba lać...
    • odalie Re: Konstruktywnie do Macia 15.12.03, 10:20
      Ponieważ moje zapytanie do Macia utonęło w tamtym niesłąwnym wątku, pozwolę je
      sobie tu zacytować, w nadziei, iż ktoś mi wreszcie (Macio preferowany smile)) )
      odpowie:

      > porażka rozmawiania, tłumaczenia – bo użyty klaps dowodzi, że te metody
      > zawiodły

      Nie wiem, czemu, ale już tak jest, że zwolennicy bicia jako metody wychowawczej
      przeciwstawiają bicie/klapsy - nieskutecznemu t ł u m a c z e n i u i
      r o z m o w i e.

      To jest mylenie pojęć.

      Dziecko nie działa na tłumaczenie, na dorosłą logikę smile

      Powiedzenie "nie wolno!" albo "nie dam ci białej kiełbaski, bo w domu nie mam,
      a sklep już zamknięty" (przykład z naszego domowego życia wzięty) nie działa i
      nie podziała.

      Trzeba dobrze, spokojnie pomyśleń, jak by tu dziecko p o d e j ś ć.

      Jaką znaleźć metodę, jaki fortel, jaki sposób zgodny z konstrukcją psychiczną
      dziecka. I tu okazują się przydatne rozmaite poradniki, jak mój
      ulubiony smile)) "Jak mówić..." - podawane są tam proste a skuteczne patenty na
      rozwiązywanie rozmaitych konfliktów bez agresji i dominacji.

      Jak kto myśli, że samym gadaniem (nawet nie przykładem, a gadaniem) coś
      zdziała, to jest w błędzie. Odwrotnie - dzieci nie przepadają za gadaniną-
      gderaniną (a kto by to lubił?) i najczęściej, im mniej słów tym lepiej. Także i
      do nastalotka gadać za wiele nie powinno się, zamiast nastolatkoi "truć" trzeba
      konsekwentni ustalać granice, a ich przekroczenie owszem karać - choć według
      mnie nie biciem, a po prostu egzekwowaniem ponoszenia skutków czy
      też "dokręcaniem śrubki" (nie jesteś w porządku? to trudno, widać na mniej
      wolno tobie pozwalać).

      ....................

      A podane przez Ciebie przykłady porażek wychowawczych świadczą jak zwykle o
      braku pomysłu na wychowanie rzeczonych osobników, o braku konsekwencji. Sorri
      Winetou, ale nie na tym polega model wychowania jaki ja propaguję smile
      • macio72 Zatem odpowiadam... 17.12.03, 02:06
        >Ponieważ moje zapytanie do Macia utonęło w tamtym niesłąwnym wątku, pozwolę
        je
        >sobie tu zacytować, w nadziei, iż ktoś mi wreszcie (Macio preferowany smile)) )
        >odpowie:

        Nie mogę znaleźć tego pytania!

        >Nie wiem, czemu, ale już tak jest, że zwolennicy bicia jako metody
        wychowawczej
        >przeciwstawiają bicie/klapsy - nieskutecznemu t ł u m a c z e n i u i
        >r o z m o w i e.

        No tak, mozna to tak zinterpretować. Ale nie przeciwstawiam bicia tłumaczeniu.
        Uważam, że rózga to jedno z narzędzi wychowawczych.

        > Trzeba dobrze, spokojnie pomyśleń, jak by tu dziecko p o d e j ś ć.

        > Jaką znaleźć metodę, jaki fortel, jaki sposób zgodny z konstrukcją
        psychiczną
        > dziecka. I tu okazują się przydatne rozmaite poradniki, jak mój
        > ulubiony smile)) "Jak mówić..." - podawane są tam proste a skuteczne patenty na
        > rozwiązywanie rozmaitych konfliktów bez agresji i dominacji.

        Własnie. I jeśli to podziała to po co komu rózga?

        > Jak kto myśli, że samym gadaniem (nawet nie przykładem, a gadaniem) coś
        > zdziała, to jest w błędzie

        Przykład jest najwazniejszy. Jesli klnę to trudno aby dziecko nie klneło.

        > Także i
        > do nastalotka gadać za wiele nie powinno się, zamiast nastolatkoi "truć"
        trzeba
        > konsekwentni ustalać granice, a ich przekroczenie owszem karać - choć według
        > mnie nie biciem, a po prostu egzekwowaniem ponoszenia skutków czy
        > też "dokręcaniem śrubki" (nie jesteś w porządku? to trudno, widać na mniej
        > wolno tobie pozwalać).

        Tak też uważam. W pewnym wieku klaps już przestaje pełnic funkcję kary. I
        wiadomo, że zabranie na miesiąc komórki nastolatkowi o wiele bardziej go
        zaboli...

        > A podane przez Ciebie przykłady porażek wychowawczych świadczą jak zwykle o
        > braku pomysłu na wychowanie rzeczonych osobników, o braku konsekwencji.

        Przynajmniej dwa przykłady nie są wynikiem zaniedbań, tylko, uważam, brakiem
        rózgi. Co do pozostałych - zgadzam się. Nie wliczam w to przykładów ze szkoły,
        gdzie brakuje tejże rózgi. Bo ci co chcą coś umieć rzadziej powodują rozróby,
        natomiast na tych, których szkoła nie obchodzi, rzadko podziała uwaga w
        dzienniczku czy jedynka czy też zachowanie nieodpowiednie a nawet rozmowa z
        dyrektorem czy innym świętym. Co najwyżej porysuje gwoździem samochód jakiemus
        nauczycielowi...

        > Sorri
        > Winetou, ale nie na tym polega model wychowania jaki ja propaguję smile

        Jak najbardziej - ja też. Howgh!

        Maciej
        • wieczna-gosia Re: Zatem odpowiadam... 17.12.03, 10:12
          > Tak też uważam. W pewnym wieku klaps już przestaje pełnic funkcję kary. I
          > wiadomo, że zabranie na miesiąc komórki nastolatkowi o wiele bardziej go
          > zaboli...

          no wlasnie
          to mnie zastanawia, juz drugi raz piszesz o tym magicznym wieku. Najpierw w
          kontekscie corki- ustanowiles mglista dolna granice wedle ktorej ona jest
          jeszcze za mala. Teraz sie okazuje ze mozna byc rowniez za duzym na branie w
          tylek, rownie mgliscie zaznaczone...
          Chcialam wiec zwrocic uwage ze owo przykrecanie sruby o ktorym pisze odalie w
          tym kontekscie wydaje sie byc duzo bardziej uniwersalne. Rzucasz piaskiem-
          zamiast cie walic zabieram z piaskownicy i konczymy spacer, nie sprzatasz w
          pokoju-nie ma dobranocki, czy cos w tym stylu, nie wracasz z imprezy o
          ustalonej porze- nastepnym razem cie nie puszcze itd.Upraszczam oczywisciewink))

          Jak wiec mozna mowic o metodzie czy narzedziu wychowawczym, ktore jest nie
          dosc ze ograniczone wiekowo, to zupelnie nieelastyczne (srube mozna kazdemu
          dziecku przykrecic wedlug jego charakteru dostosowujac indywidualnie co go
          zaboli). A co z laniem-potrafisz okreslic np jak dotkliwe
          powinno byc- do pierwszego placzu, czy przyznania sie do winy, obietnicy
          poprawy? Jakie mocne powinno byc?
          Jesli dokrecam srube zakazujac dziecku pojscia na impreze- powiedzmy, a ono
          przyjdzie wynegocjowac ze mna rozejm, nie wiem obieca mi ze wykona kare
          zastepcza, ale prosi o danie szansy- mam mozliwosc bez straty twarzy
          przemyslec kare. Mam mozliwosc, jesli tak to mozna okreslic- byc
          wspanialomyslna. Oczywiscie ryzykuje tym ze dziecko sprobuje jeszcze kiedys
          zagrac mi na tej wspanialomyslnosci. Ale- jesli nie zdalam egzaminu, czy szef
          skrytykowal moje wyniki- to czy nie pojde do profesora z prosba o jeszcze
          jedna sznse? Albo do szefa? Tu akurat pisze absolutnie z wlasnego
          doswiadczenia, gdyz dzieci zaczynaja mi imprezowac smile)) Zgodzilam sie kare
          zlagodzic i nie zaluje.
          Lanie ostrecza mnie gdyz wymaga od rodzica nieomylnosci. A wg mnie sila
          naturalnego autorytetu jest takze w tym, ze kiedy trzeba mowi- sorry. Nie
          mialam racji. Jesli dokrece srube nieslusznie- moge ja odkrecic. jesli dam w
          tylek- moge przeprosic ale tylek juz boli....
          • macio72 Re: Zatem odpowiadam... 17.12.03, 15:42
            > Teraz sie okazuje ze mozna byc rowniez za duzym na branie w
            > tylek, rownie mgliscie zaznaczone...

            Oczekujesz konkretnego wieku? 11 lat, a może 12 i 3 miesiące - już gdzies o tym
            pisałem... Taki wiek przychodzi dla każdego kiedys tam. Na przykład (sądzę po
            sobie), że klaps, dany mi teraz przez mojego Ojca, mógłby mnie pewnie
            rozsmieszyć, 15 lat temu rozzłościć a 25 lat temu wychować...

            > A co z laniem-potrafisz okreslic np jak dotkliwe
            > powinno byc- do pierwszego placzu, czy przyznania sie do winy, obietnicy
            > poprawy?

            Przeciez to zależy od konkretnej sytuacji, czyli od tego wszystkiego co
            ma/miało wpływ na to co się wydarza. Czy mam tu podawać jakieś przykłady -
            musiałbym wymyslić takowe. A może jakieś ogólne zasady - pierwsza (ale nie
            jedyna) to rozsądek. Druga (wcale nie mniej ważna) to wiedza (zdobywam ją np.
            tutaj od Was). I napewno mozna by coś jeszcze dodać.

            > Jakie mocne powinno byc?

            Mniej więcej 1kPa, chyba, że na gołą skórę to troszke mniej (o jakieś 20 do
            30%). 1kPa rozumiany w sensie wywoływanego naprężenia podczas uderzania. Mogę
            się mylić - liczyłem w pamięci.

            > narzedziu wychowawczym, ktore jest nie
            > dosc ze ograniczone wiekowo, to zupelnie nieelastyczne

            Nie zgadzam sie z tą opinią. Czasem jest jedynym, które jest skuteczne.

            > Ale- jesli nie zdalam egzaminu, czy szef
            > skrytykowal moje wyniki- to czy nie pojde do profesora z prosba o jeszcze
            > jedna sznse? Albo do szefa?

            Zawsze daj drugą szansę - uważaj przy trzeciej ale czwarta, piąta?. Oczywście
            zawsze może być ta ostatnia szansa a potem ostatnia ostatnia szansa i już
            naprawdę ostatnie ostatnia szansa... Ile tych szans dawać?

            > Lanie ostrecza mnie gdyz wymaga od rodzica nieomylnosci.

            Ale jesteśmy omylni, i napewno zdarzy sie, że kara bedzie niesłuszna,
            nieadekwatna do winy. I to nie tylko kara jako klaps.

            > Jesli dokrece srube nieslusznie- moge ja odkrecic. jesli dam w
            > tylek- moge przeprosic ale tylek juz boli....

            Ale przecież dokręcasz śrube nie w gwint charakteru tylko w tworzywo
            charakteru, zatem slad pozostaje nawet i po odkręceniu...

            A znasz to, chyba arabskie, przysłowie, że rózga nabija sińce a język łamie
            kości? Ot taka sobie starożytna mądrość ludowa, a teraz mamy przecież 21 wiek i
            zdobycze pedagogiki... Taka dygresja.


            Pozdrawiam,
            Maciej
            • odalie Re: Zatem odpowiadam... 17.12.03, 23:10

              > Zawsze daj drugą szansę - uważaj przy trzeciej ale czwarta, piąta?. Oczywście
              > zawsze może być ta ostatnia szansa a potem ostatnia ostatnia szansa i już
              > naprawdę ostatnie ostatnia szansa... Ile tych szans dawać?

              No dobrze. Na moje wyczucie - jedna szansa ekstra to za mało, dwie - akurat, ta
              trzecia to już super ekstra gratis smile - no, żartuję - ale znowu, powiedz mi
              Maciu, czemu odpowiedzią na złamanie słowa/niewywiązanie się/przekroczenie
              zakazu nie może być dopilniowanie, aby dziecko poniosło konsekwencje - staranne
              dopilnowanie, bez taryfy ulgowej?

              Czemu to musi być bicie?

              Czemu nie można usiąć przy stole, z jakąś aromatyczną herbatą, i spokojnie
              rozpisać na kartce za i przeciw, moje zdanie-twoje zdanie, moje sugestie-twoje
              sugestie - i wspólne wnioski...?

              Powtarzam - wychowanie to nie jest coś, co się wyczarowywuje gdy nastoletniej
              pocisze sypie się wąs czy pęcznieją piersi - i zaczyna brykać. To jest
              długofalowy, żmudny proces, pełen potknięć i wysiłków, aby je przezwyciężać -
              wymaga wysiłków z obu stron. Nie wmówisz mi, że szczęśliwe, dobrze komunikujące
              się z rodzicami, spełnione, pewne siebie, otwarte na świat, odpowiedzialne
              dziecko wybryknie coś straszliwego z całkowitego nienacka smile


              > > Jesli dokrece srube nieslusznie- moge ja odkrecic. jesli dam w
              > > tylek- moge przeprosic ale tylek juz boli....
              >
              > Ale przecież dokręcasz śrube nie w gwint charakteru tylko w tworzywo
              > charakteru, zatem slad pozostaje nawet i po odkręceniu...

              Jaki ślad, jaki ślad?

              O czym my mówimy? O znęcaniu się psychicznym, czy o traktowaniu dziecka jak
              człowieka, jak partera, jak przyjaciela?

              No i doskonale Maciu, że zostaje ślad.

              Ja bym sobie bardzo życzyła, aby moja córka zapamiętała, jak pokojowo i bez
              agresji, poniżeń, złości rozwiązywałyśmy konflikty!
              • wieczna-gosia Re: Zatem odpowiadam... 18.12.03, 00:13
                > Jaki ślad, jaki ślad?
                >
                > O czym my mówimy? O znęcaniu się psychicznym, czy o traktowaniu dziecka jak
                > człowieka, jak partera, jak przyjaciela?
                >
                > No i doskonale Maciu, że zostaje ślad.
                >
                > Ja bym sobie bardzo życzyła, aby moja córka zapamiętała, jak pokojowo i bez
                > agresji, poniżeń, złości rozwiązywałyśmy konflikty!

                No dzieki odalie wink)
                Czuje sie jakbysmy o stolarce nagle zaczeli rozmawiac i wierceniu w drewnie.
                Jak w moim dziecku zostanie slad takowy ze sie zraptusowalam, po czym
                zmitygowalam, po czym pogadalysmy sobie pokojowo i od serca i zweryfikowalysmy
                stanowiska i ogolnie jest OK a temat zamkniety, to super. I jesli moje dziecko
                sie zraptusuje, pokloci, po czym, w zwiazku ze sladem- przyjdzie i powtorzy
                procedure- to jeszcze lepiej. Co wiecej- moje dziecko tak robi. Coraz czesciej
                chociaz rozwiniete piersi i zwiniety mozg robia swoje wink)))
            • odalie Re: Zatem odpowiadam... 17.12.03, 23:11
              > Zawsze daj drugą szansę - uważaj przy trzeciej ale czwarta, piąta?. Oczywście
              > zawsze może być ta ostatnia szansa a potem ostatnia ostatnia szansa i już
              > naprawdę ostatnie ostatnia szansa... Ile tych szans dawać?

              No dobrze. Na moje wyczucie - jedna szansa ekstra to za mało, dwie - akurat, ta
              trzecia to już super ekstra gratis smile - no, żartuję - ale znowu, powiedz mi
              Maciu, czemu odpowiedzią na złamanie słowa/niewywiązanie się/przekroczenie
              zakazu nie może być dopilniowanie, aby dziecko poniosło konsekwencje - staranne
              dopilnowanie, bez taryfy ulgowej?

              Czemu to musi być bicie?

              Czemu nie można usiąć przy stole, z jakąś aromatyczną herbatą, i spokojnie
              rozpisać na kartce za i przeciw, moje zdanie-twoje zdanie, moje sugestie-twoje
              sugestie - i wspólne wnioski...?

              Powtarzam - wychowanie to nie jest coś, co się wyczarowywuje gdy nastoletniej
              pocisze sypie się wąs czy pęcznieją piersi - i zaczyna brykać. To jest
              długofalowy, żmudny proces, pełen potknięć i wysiłków, aby je przezwyciężać -
              wymaga wysiłków z obu stron. Nie wmówisz mi, że szczęśliwe, dobrze komunikujące
              się z rodzicami, spełnione, pewne siebie, otwarte na świat, odpowiedzialne
              dziecko wybryknie coś straszliwego z całkowitego nienacka smile


              > > Jesli dokrece srube nieslusznie- moge ja odkrecic. jesli dam w
              > > tylek- moge przeprosic ale tylek juz boli....
              >
              > Ale przecież dokręcasz śrube nie w gwint charakteru tylko w tworzywo
              > charakteru, zatem slad pozostaje nawet i po odkręceniu...

              Jaki ślad, jaki ślad?

              O czym my mówimy? O znęcaniu się psychicznym, czy o traktowaniu dziecka jak
              człowieka, jak partera, jak przyjaciela?

              No i doskonale Maciu, że zostaje ślad.

              Ja bym sobie bardzo życzyła, aby moja córka zapamiętała, jak pokojowo i bez
              agresji, poniżeń, złości rozwiązywałyśmy konflikty!
        • odalie Re: Zatem odpowiadam... 17.12.03, 14:28

          > Własnie. I jeśli to podziała to po co komu rózga?

          Ale, ale, czy ja się mylę, czy Ty Maciu aby nie zakładasz a priori, że
          zastosujesz bicie jako środek wychowawczy?

          A priori zaliczasz bicie do arsenału środków wychowawczych (którym bicie według
          mnie nie jest, ale nie bawmy się w dygresje), zanim w ogóle pozostałe techniki
          zostaną wykorzystane.

          A powinny być wykorzystywane:

          - spójnie (systemowo)

          - konsekwentnie

          - długofalowo

          Jak więc tu się mieści bicie?

          Oj, nie rozumiem smile))))
          • macio72 Re: Zatem odpowiadam... 17.12.03, 15:46
            > Ale, ale, czy ja się mylę, czy Ty Maciu aby nie zakładasz a priori, że
            > zastosujesz bicie jako środek wychowawczy?

            Nie, nie zakładam. Tak samo jak programuję, nie zakładam odrazu których
            narzędzi użyję. Ale wszystkie są pod reką...

            > A powinny być wykorzystywane:

            > - spójnie (systemowo)

            > - konsekwentnie

            > - długofalowo

            > Jak więc tu się mieści bicie?

            W "konsekwentnie".

            Pozdrawiam,
            Maciej
            • odalie Re: Zatem odpowiadam... 17.12.03, 22:45
              > > Jak więc tu się mieści bicie?
              >
              > W "konsekwentnie".

              Otóż nie. Mylisz, Maciu, pojęcia.

              "Konsekwentnie" oznacza świadome i celowe przestrzeganie pewnego zakresu
              jednych i tych samych zasad (czyli inaczej - systemu zasad).

              Jeśli wykluczam bicie, bicie nie mieści się w spójnym systemi. Nijak. Jest od
              systemu odstępstwem.

              Odnoszę wrażenie, że miłośnicy bicia smile, krytykując wychowanie bez bicia
              (według modelu a la Adzia, Wieczna Gosia, etc. smile)))) - odnoszę się to
              propagowanego tu na eDziecku modelu mocno inspirowanego m.in. "Jak mówić...")
              nie bardzo wiedzą, o czym piszą. Np. wielokrotnie pojawiał się
              motyw "tłumaczenie nic nie pomogło!" albo przytaczane są mrożące krew w żyłach
              historię, ewidentnie zaniedbanych wychowawczo, puszczonych na żywioł dzieci. W
              gruncie rzeczy, j e ś l i się stosuje metody wychowania bez bicia - ale
              n a p r a w d ę stosuje - to bić nie potrzeba, bo i po co - kogo bić? -
              pogodne, przyjacielskie, samodzielne, odpowiedzialne, inteligentne dziecko, z
              którym mamy doskonały kontakt?


              A teraz zadanie domowe smile))))


              Podaj mi Maciu przykłady sytuacji, w których uznałbyś, że warto zlać Twoje
              dziecko.

              Bardzo jestem ich ciekawa.

              I bardzo, ale to bardzo jestem ciekawa, czy w podanych przez Ciebie sytuacjach
              nie byłoby możliwości zapobieżenia eskalacji problemu czy też innego wyjścia z
              sytuacji.

              Jak mi wyłożysz, że nie byłoby, to się zdziwię smile)))) choć jak śpiewali Lady
              Punk, wszystko się może zdarzyć.

              ................

              > > Ale, ale, czy ja się mylę, czy Ty Maciu aby nie zakładasz a priori, że
              > > zastosujesz bicie jako środek wychowawczy?
              >
              > Nie, nie zakładam. Tak samo jak programuję, nie zakładam odrazu których
              > narzędzi użyję. Ale wszystkie są pod reką...

              A ja, pisząc - dajmy na to, esej w języku angielskim - używam słów języka
              angielskiego zgodnie z angielską gramatyką oraz interpunkcją (a ściślej mówiąć,
              jej "wysoką" odmianą brytyjską).

              Po rosyjsku wtedy wtrętów nie robię - jeśli się już przerzucamy przykładami
              zawodowymi smile)))))))

              Pytanie - dlaczego chcesz mieć pod ręką metodę (bicie) deprecjonującą Twoje
              dziecko, odbierająca mu godność, uszkadzającą psychicznie a na dodatek bolesną,
              już najzupełniej fizycznie (bardzo namacalnie)?

              A nie warto wysilić się i zrobić coś z a m i a s t, z a w c z a s u?

              ...............

              No to czekam na przykłady dobre dla zlania dupska.
              • macio72 Re: Zatem odpowiadam... 18.12.03, 01:05
                Odrazu na dwa Twoje posty. Jak szaleć to szaleć.

                > Czemu to musi być bicie?

                Nie musi być bicie. Przeciez są różne sposoby. Czytam tutaj o wielu.

                > Czemu nie można usiąć przy stole, z jakąś aromatyczną herbatą, i spokojnie
                > rozpisać na kartce za i przeciw, moje zdanie-twoje zdanie, moje sugestie-
                twoje
                > sugestie - i wspólne wnioski...?

                Można. Chyba jednak ze starszym dzieckiem.

                > Powtarzam - wychowanie to nie jest coś, co się wyczarowywuje gdy
                nastoletniej
                > pocisze sypie się wąs czy pęcznieją piersi - i zaczyna brykać

                Ależ - przeciez ja jestem czarodziejem smile

                > Nie wmówisz mi, że szczęśliwe, dobrze komunikujące
                > się z rodzicami, spełnione, pewne siebie, otwarte na świat, odpowiedzialne
                > dziecko wybryknie coś straszliwego z całkowitego nienacka smile

                Tak, to by była rzadkość. Ale nie wmówisz mi, że jest to niemożliwe.

                > O czym my mówimy? O znęcaniu się psychicznym, czy o traktowaniu dziecka jak
                > człowieka, jak partera, jak przyjaciela?

                No właśnie. Przeciez nie o znęcaniu. Nie przyklejajcie więc szanowne emamy
                znęcania do klapsa (nawet mocnego i bolesnego).

                > Ja bym sobie bardzo życzyła, aby moja córka zapamiętała, jak pokojowo i bez
                > agresji, poniżeń, złości rozwiązywałyśmy konflikty!

                Ja równiez tak bym sobie życzył. I zawsze to milczące założenie, że klaps
                zostaje dany z: agresji, w celu poniżenia, ze złości...


                ***


                > Jeśli wykluczam bicie, bicie nie mieści się w spójnym systemi. Nijak. Jest
                od
                > systemu odstępstwem

                A jeżeli nie wykluczam bicia to miesci sie w systemie (jak to nazwałaś).

                > Odnoszę wrażenie, że miłośnicy bicia smile,

                Miłośnik bicia - co to oznacza? Sadysta? Czytałaś moje posty, uważam bicie za
                jedno z narzedzi wychowawczych. Czy stolarz, pracując nad czymś, może byc
                miłosnikiem młotka albo piły? I teraz na forum "Stolarstwo" rozgożeje dyskusja
                nad wyższością młotka nad piłą, oba narzędzia służą do kształtowania
                materiału, do pracy, i każde działa w inny sposób na rzeczywistość. I tak samo
                tutaj - po zbrojeniu czegoś przez dziecko, inaczej działa rozmowa, inaczej
                łajanie, inaczej bicie a jeszcze inaczej długoterminowa kara. Ale wszystkie te
                środki maja ten sam cel - kształtować postawę i charakter...

                > Po rosyjsku wtedy wtrętów nie robię - jeśli się już przerzucamy przykładami
                > zawodowymi smile)))))))

                Ja również przy programowaniu nie używam wyżynarki. Czasem wolę młotek smile

                > No to czekam na przykłady dobre dla zlania dupska

                Czy mam napisac tutaj opowiadanie "Za co leję dzidzię pasem" ?

                pozdrawiam,
                Maciej
                • odalie Re: Zatem odpowiadam... 18.12.03, 14:40
                  Odnoszę niemiłe wrażenie, że nie odpowidasz na moje posty, ale na swoje
                  wyobrażenie o moich postach smile)))

                  No nic to, ostatnie podejście smile))))

                  > > Czemu to musi być bicie?
                  >
                  > Nie musi być bicie. Przeciez są różne sposoby. Czytam tutaj o wielu.

                  Pytam dlaczego to może być także bicie.

                  Czemu musisz mieć także bicie w swoim repertuarze?
                  >
                  > > Czemu nie można usiąć przy stole, z jakąś aromatyczną herbatą, i spokojnie
                  >
                  > > rozpisać na kartce za i przeciw, moje zdanie-twoje zdanie, moje sugestie-
                  > twoje
                  > > sugestie - i wspólne wnioski...?
                  >
                  > Można. Chyba jednak ze starszym dzieckiem.

                  Można i z dwulatkiem, i z czterolatkiem (wypróbowałam, wiem, zadziałało), można
                  i z siedmiolatkiem - zapytaj mam takich jak Wieczna Gosia. Oczywiście młodsze
                  dziecko nie wypunktuje swoich racji odręcznie na kartce papieru. Można jak
                  najbardziej porozmawiać, ustalić - to jest zadnie mamy, a jakie jest twoje? -
                  można sporządzić rysunek (dziecko potrafi świetnie oddać rysunkiem swoje
                  emocje, swoje potrzeby), można zapisać ważne ustalenia czy obietnice (np. "nie
                  kupię ci tej zabawki teraz na miejscu w sklepie, ponieważ nie umawialiśmy się
                  na kupowanie zabawek, ale zapiszemy w notesiku, że chciałaś taką zabawkę, w ten
                  sposób o tym nie zapomnimy i przed urodzinami wybierzesz sobie z notesu, co
                  kupisz").
                  > > Nie wmówisz mi, że szczęśliwe, dobrze komunikujące
                  > > się z rodzicami, spełnione, pewne siebie, otwarte na świat, odpowiedzialne
                  >
                  > > dziecko wybryknie coś straszliwego z całkowitego nienacka smile
                  >
                  > Tak, to by była rzadkość. Ale nie wmówisz mi, że jest to niemożliwe.

                  Ależ wcale nie mam zamiaru wmawiać.

                  Jednak wszelkie problemy, katastrofy i tragedie łatwiej i prościej opanować
                  współpracując z dzieckiem samodzielnym, odpowiedzialnym i te de, niż z wypchaną
                  watą marionetką pociąganą za sznurki (krótkie).
                  > Nie przyklejajcie więc szanowne emamy
                  > znęcania do klapsa (nawet mocnego i bolesnego).

                  Nigdzie nie napisałam, że sporadyczny klaps to znęcanie się.

                  Natomiast wielokrotnie pisałam w wielu miejscach, iż:

                  - klaps nie jest metodą wychowawczą

                  - jest oznaką bezsilności, jest porażką, a nigdy sukcesem

                  - uwłacza godności dziecka, narusza jego przestrzeń prywatną, zaburza poczucie
                  bezpieczeństwa

                  Co jeszcze?

                  Mogę z r o z u m i e ć klapsa strzelonego przez przemęczoną, sfrustrowaną
                  mamą, z kupą poważnych problemów do załatwienia na wczoraj (zrozumieć nie
                  znaczy usprawiedliwić).

                  Ale nie akceptuję postawy polegającej na ś w i a d o m y m odrzuceniu
                  alternatywnych metod wychowania (bez bicia) - zwłaszcza jeśli wyraźnie widać,
                  że rodzice bladego pojęcia o tych alternatywnych metodach nie mają.

                  Nie akceptuję bicia penitencjarnego, na zimno, z wyrachowania.

                  > I zawsze to milczące założenie, że klaps
                  > zostaje dany z: agresji, w celu poniżenia, ze złości...

                  Klaps ma sprawić ból fizyczny, prawda?

                  Inaczej nie byłby klapsem a pieszczotą, prawda?

                  Ma zaboleć - nie mylę się?

                  Dziecku ma również odczuć dyskomfort psychiczny - być ukarane.

                  Nie jest to kara naturalna ("rozlałeś sok, posprzątaj", "nie zadzwoniłaś gdzie
                  jesteś, dziś nie wychodzisz do koleżanek"), nie wiąże się z sytuacją, z
                  odpowiedzialnością za własne czyny - jest narzucona z zewnątrz, bazuje na
                  dominującej pozycji rodzica jako silniejszego fizycznie (nie leje się
                  siedemnastolatków).

                  Nie pisz mi, z jakiej przyczyny klaps był d a n y.

                  Napisz mi Maciu, jak Ty sądzisz, jak został o d e b r a n y?

                  ...............

                  > > Odnoszę wrażenie, że miłośnicy bicia smile,
                  >
                  > Miłośnik bicia - co to oznacza? Sadysta?

                  Maciu drogi, z Tobą powiem wprost nie da się dyskutować.

                  Smiley'a nie widzisz?

                  Nie wyświetlił się na monitorze?

                  Jak sądzisz, czy jeśli opatruje się wypowiedz smiley'em to traktowana jest ona
                  śmiertelnie poważnie?

                  > > No to czekam na przykłady dobre dla zlania dupska
                  >
                  > Czy mam napisac tutaj opowiadanie "Za co leję dzidzię pasem" ?

                  Owszem.

                  Bo Ty cały czas tylko teoretyzujesz.

                  Podczas gdy mamy o alternatywnych poglądach podają wiele konkretnych
                  przykładów. Ot, nawet w tym poście trochę wyżej masz przykłąd na poradzenie
                  sobie z mamolnym naciąganiem na badziewne zabaweczki.

                  Podaj wreszcie jakiś konkret.

                  Jakiś argument.

                  No, chyba że nie masz żadnych...
                  • wieczna-gosia I ja tez i ja tez ;)) 18.12.03, 15:47
                    Podpisuje się pod postem odalie i tez poprosze o wypracowanie. Bo widzisz, my
                    może misie o małym rozumku jesteśmy, ale jakos trudno nam jest sobie wyobrazic
                    przestępstwo takiego kalibru (popełnianie przez przeciętne kochane dziecko, a
                    nie puszczonego na żywioł 12- latka) żeby z zimna krwia walnac w tylek, w lape
                    czy po twarzy. Na razie dyskusja przebiega wg modelu: my piszemy z wlasnego
                    doświadczenia o rzeczach które znamy i przerobiliśmy, ty piszesz z niewlasnego
                    doświadczenia wymieniając wyłącznie przykłady na niekorzyść niepicia, w
                    dodatku strasznie skrajnie i co najgorsze nie mamy pewności czy sa to
                    przykłady na niekorzyść niepicia czy niewychowania w ogole. Ja wiem ze nie
                    bije wink odalie tez wink

                    Ale tak w ogole to mam wrazenie ze zaczynasz się platac w zeznaniach.
                    Pare postow wyzej piszesz:
                    „Uważam też, że kara cielesna/klaps/przylanie wcale nie uczy dziecka złego
                    spojrzenia na świat czy złej postawy do słabszych. Napewno pokazuje, że
                    silniejszy może więcej - ale to jest własnie prawda o tym świecie. Silniejszy
                    pokona słabszego, bogatszy biedniejszego, mądrzejszy głupszego, sprytniejszy
                    mniej sprytnego itd...
                    Po co wmawiać swoją postawą, że jest inaczej?”

                    Po czym w odpowiedzi na post dalie piszesz:
                    „> Ja bym sobie bardzo życzyła, aby moja córka zapamiętała, jak pokojowo i bez
                    > agresji, poniżeń, złości rozwiązywałyśmy konflikty!

                    Ja równiez tak bym sobie życzył. I zawsze to milczące założenie, że klaps
                    zostaje dany z: agresji, w celu poniżenia, ze złości...”

                    Uwazam ze nie da się jednoczesnie uczyc dziecka prawdy o tym swiecie ze
                    słabszy dostaje w tylek od zycia i jednoczesnie go nie poniżać. To Se Ne da
                    pane Havranek. Mysle ze swiat w odpowiednim momencie nauczy nasze dziecko
                    prawd o swiecie- swiat Se poradzi wink) a jak nie nauczy- to smiem twierdzic ze
                    tym lepiej wink
                    Ja chce nauczyc moje dzieci ze niezależnie od tego jaki jest swiat, pani w
                    szkole i Kaska z podworka, niezależnie od tego jak nabroja i jakie głupstwo
                    zrobia- to jest ich dom i ich rodzice. Którzy nie uchronia od konsekwencji
                    czynow karalnych, ale poradza, skrytykuja, ale wysłuchają, wespra.

                    Piszesz ze „A dlaczego uważam, że klaps w 90% na pewno okaże się niezbędny?
                    Ano z
                    obserwacji tego świata /ciach/

                    A potem: > narzedziu wychowawczym, ktore jest nie
                    > dosc ze ograniczone wiekowo, to zupelnie nieelastyczne

                    Nie zgadzam sie z tą opinią. Czasem jest jedynym, które jest skuteczne.”

                    To czasem czy w 90%? Bo dla mnie to jakos nie jest tożsame wink tez raczej
                    sprzeczne wink

                    A to odalie:
                    „Nie jest to kara naturalna ("rozlałeś sok, posprzątaj", "nie zadzwoniłaś
                    gdzie
                    jesteś, dziś nie wychodzisz do koleżanek"), nie wiąże się z sytuacją, z
                    odpowiedzialnością za własne czyny - jest narzucona z zewnątrz, bazuje na
                    dominującej pozycji rodzica jako silniejszego fizycznie (nie leje się
                    siedemnastolatków).

                    Nie pisz mi, z jakiej przyczyny klaps był d a n y.

                    Napisz mi Maciu, jak Ty sądzisz, jak został o d e b r a n y?”

                    Już gdzie napisałeś ze w pewnym wieku klaps wychowuje w pewnym złości a w
                    pewnym rozsmiesza. Będę się czepiac bo naprawde nie wiem w jakim wychowuje.
                    Wcale nie uwazam ze nad wyjącym na podłodze dzieckiem w supermarkecie czy
                    takim które spralo koleżankę na placu zabaw i się rzuca trzeba stanac z
                    łagodnym wyrazem twarzy rannej lani i cierpliwie tłumaczyć ze tak nie wolno,
                    ze mamusi przykro i lala itd. O takich 2-3 latkach powiedzmy pisze. Uwazam ze
                    wrecz przeciwnie na tłumaczenia wtedy nie czas i nie pora, ze można delikwenta
                    wynieść na pobocze wink (wynoszenie się raczej z sila fizyczna wiaze) czy
                    wywieźć wozkiem. Ze można mu dobitnie i wyraznie ale bez zbedlych ruchow wink
                    dac do zrozumienia ze jeśli ktos na mnie wrzeszczy to ja z nim nie gadam po
                    prostu. Ale w pelni się zgadzam ze z tymże dwu czy trzylatkiem po tym jak już
                    się uspokoi można sprawe załatwić, omowic (nie pieprznac mu mowke, ale raczej
                    zaprosic do dyskusji) i ustalic pewne reguly- wycie w sklepie i rzucanie się
                    po polkach nie powoduja ze mama podwija ogon pod siebie i leci po lizaka wink))
                    i nastepnym razem znowu zastosowac te sama procedure (bo dzieci lubia
                    sprawdzac czy mama mówiła serio wink) i pewnie starczy. A jak nie starczylo- to
                    może rozmowa odbyla się za pozno po wydarzeniu a może była za trudna? A nie a
                    to gnoj się nie slucha w tylek go.
                    Uwazam również ze dziecko musi się nauczyc dyskutowac od kogos. Jeśli do
                    pewnego wieku stosujemy tłumaczenie krotka pilka plus lanie- to niby dlaczego
                    w pozniejszym wieku dziecko ma z nami zaczac dyskutowac? Niby umie jak? Przez
                    osmoze przyswoilo? Niby dlaczego ma oczekiwac wysłuchania i nie daj Boze
                    przyznania racji?

                    No to tyle mi się nasunęło. O szkole rozuiem nie rozmawiamy az zal wink)))

                    papa
                    • macio72 Re: I ja tez i ja tez ;)) 19.12.03, 01:21
                      Aż dwa długie posty. To fajnie smile
                      No to jadziem z tym koksem...


                      *** odalie ***

                      > No nic to, ostatnie podejście smile))))

                      Ojejku, no przeciez Ciebie nie zmuszam...smile)))

                      > Pytam dlaczego to może być także bicie.

                      Jeżeli rozmowa nie dociera, jezeli tłumaczenie nie dociera, jezeli przykład
                      nie dociera, ponieważ "nie bo nie" to wtedy stosujemy karę. I tu uważam, że
                      klaps jest często mniej bolesna karą niz szlaban na dobranockę przez pewien
                      czas czy inna tego rodzaju kara.

                      > Czemu musisz mieć także bicie w swoim repertuarze?

                      nie musze, mogę. I nie widzę powodów aby pozbawiać się tego środka
                      wychowawczego.

                      > Można i z dwulatkiem, i z czterolatkiem (wypróbowałam...
                      ...
                      > ...sposób o tym nie zapomnimy i przed urodzinami wybierzesz sobie z notesu,
                      co kupisz").

                      I bardzo dobrze, zawsze czerpię wiedzę na przyszłość z takich przykładów. Co w
                      dalszym ciągu nie oznacza, że odrzuciłem lanie.smile

                      > Jednak wszelkie problemy, katastrofy i tragedie łatwiej i prościej opanować
                      > współpracując z dzieckiem samodzielnym, odpowiedzialnym i te de, niż z
                      wypchaną
                      > watą marionetką pociąganą za sznurki (krótkie).

                      Masz rację. Tutaj w domyśle masz to że dziecko staje się "wypchaną watą
                      marionetką" poprzez przylanie jej jak jest niegrzeczne, czy tak?

                      > - klaps nie jest metodą wychowawczą

                      Ależ jest. I to nie jedyną.

                      > - jest oznaką bezsilności, jest porażką, a nigdy sukcesem

                      Zgadzam się w stu procentach wtedy gdy przylejesz z: agresji, złości, w celu
                      poniżenia...

                      > - uwłacza godności dziecka, narusza jego przestrzeń prywatną, zaburza
                      poczucie
                      > bezpieczeństwa

                      Godności może uwłaczać raczej smietnik na czyjejś głowie, ale nie przylanie za
                      karę. Oczywiście, że narusza przestrzen prywatną - ma taki cel. A poczucie
                      bezpieczeństwa może zaburzyc raczej kłótnia między rodzicami ale nie klaps.
                      Klaps wychowuje.

                      > Ale nie akceptuję postawy polegającej na ś w i a d o m y m odrzuceniu
                      > alternatywnych metod wychowania (bez bicia) - zwłaszcza jeśli wyraźnie
                      widać,
                      > że rodzice bladego pojęcia o tych alternatywnych metodach nie mają.

                      Czy masz na myśli mnie? Czy ja coś odrzuciłem?

                      > Nie jest to kara naturalna

                      Uświadom mnie prosze co to jest "kara naturalna"? Nasuwa mi sie na mysl jakies
                      trzęsienie ziemi albo erupcja jakowaś...
                      Czy kara naturalna to jest to kara pochodzenia naturalnego? To znaczy taka
                      która sama przyszła? A może w jej przyjściu rodzic jakos pomógł? Może pomógł
                      paskiem smile?

                      > nie wiąże się z sytuacją, z odpowiedzialnością za własne czyny

                      Dziecko rozum ma i kojarzy odległe i abstrakcyjne fakty. Ja nauczę trzy
                      miesięczne szczeniaki gdzie maja miskę i co mają zrobić jak chcą jeść smile.

                      > - jest narzucona z zewnątrz,

                      Tak

                      > bazuje na dominującej pozycji rodzica jako silniejszego fizycznie (nie leje
                      się
                      > siedemnastolatków).

                      Tak

                      > Napisz mi Maciu, jak Ty sądzisz, jak został o d e b r a n y?

                      Jak każda kara. A każde dziecko odbierze to oczywiście na swój sposób.


                      > Maciu drogi, z Tobą powiem wprost nie da się dyskutować.
                      > Smiley'a nie widzisz?
                      > Nie wyświetlił się na monitorze?

                      Czyli nie mogę komentować zdań ze smajlejem? Nie wiedziałem... sad

                      > Jak sądzisz, czy jeśli opatruje się wypowiedz smiley'em to traktowana jest
                      ona
                      > śmiertelnie poważnie?

                      Może nie śmiertelnie powaznie raczej życiowo poważnie smile

                      > Bo Ty cały czas tylko teoretyzujesz

                      Owszem, i to wystarczy, żeby zabrac głos w dyskusji, nieprawdaż?

                      > Podaj wreszcie jakiś konkret.
                      > Jakiś argument.

                      Wychodzą w dyskusji. Co jakiś czas.


                      *** wieczna-gosia ***

                      > jakos trudno nam jest sobie wyobrazic
                      > przestępstwo takiego kalibru (popełnianie przez przeciętne kochane dziecko,
                      a
                      > nie puszczonego na żywioł 12- latka) żeby z zimna krwia walnac w tylek, w
                      lape
                      > czy po twarzy.

                      Rozumiem pewne trudności niemniej jednak jest to możliwe.

                      I jeszcze o sprzecznościach mi wytkniętych.

                      Gdzie tu sprzeczność, może sie nie rozumiemy, może niejasno cos napisałem,
                      może za mało napisałem?
                      Najpierw piszę o tym, że kara pokazuje kto rządzi, a potem, że wolałbym
                      pokojowo rozwiązywac konflikty. Ot co.

                      > Uwazam ze nie da się jednoczesnie uczyc dziecka prawdy o tym swiecie ze
                      > słabszy dostaje w tylek od zycia i jednoczesnie go nie poniżać.

                      W tym miejscu mamy odmienne zdania. Może jakiś konstruktywny konkrecik? smile))
                      Konstruktywny - popularne tutaj ostatnio słowo rozpropagowane przez niejaką
                      Grazynkę...

                      > Ja chce nauczyc moje dzieci ze niezależnie od tego jaki jest swiat, pani w
                      > szkole i Kaska z podworka, niezależnie od tego jak nabroja i jakie głupstwo
                      > zrobia- to jest ich dom i ich rodzice. Którzy nie uchronia od konsekwencji
                      > czynow karalnych, ale poradza, skrytykuja, ale wysłuchają, wespra.

                      Mianowicie tu się nie różnimy. Uff wreszcie coś smile)))

                      > To czasem czy w 90%? Bo dla mnie to jakos nie jest tożsame wink tez raczej
                      > sprzeczne wink

                      W 90% PRZYPADKÓW będzie potrzebne bo CZASEM każdy z tych 90% okaze się w danym
                      momencie odporny na pozostałe środki. Rzeczywiście byc może niejasno sie
                      wyraziłem za co przepraszam.

                      > Już gdzie napisałeś...
                      ...
                      > ... to gnoj się nie slucha w tylek go.

                      I mam szczerą nadzieje, że taki sposób podziała. Bo co wtedy gdy złe
                      zachowanie powstaje ze złośliwości albo dziecko jest odporne na tłumaczenie?
                      Mozna tłumaczyć dalej. Ja biorę rózgę.

                      > Uwazam również ze dziecko musi się nauczyc dyskutowac od kogos

                      Jasne, a najlepiej na przykładzie rodziców, rozmów z nimi itd... Może też
                      obserwować jak mamusia czy tatus załatwiają sprawy w różnych miejscach.

                      > Jeśli do
                      > pewnego wieku stosujemy tłumaczenie krotka pilka plus lanie- to niby
                      dlaczego
                      > w pozniejszym wieku dziecko ma z nami zaczac dyskutowac? Niby umie jak?
                      Przez
                      > osmoze przyswoilo?

                      Już prędzej przez odwróconą osmozę smile)
                      Jesli nie ma przykładu ze strony rodziców to i brak klapsa nie pomoże, Jedno i
                      drugie ma mały związek. Poza tym w pewnych kwestiach dyskusja jest
                      wykluczona. "Ale ja chce dotknąć ten kabelek!!! Nie możesz synku tam jest prąd
                      i on gryzie. Ale ja chce dotknąć ten kabelek!!!" I co, sztuczny scenariusz -
                      za bardzo teoretyczny? I zaleznie jak sie rozwinie taka sytuacja tak tez
                      potoczy się kwestia kary.

                      > O szkole rozuiem nie rozmawiamy az zal wink)))

                      Możemy porozmawiac o szkole.


                      pozdrawiam Was serdecznie,
                      Maciej
                      • odalie Re: I ja tez i ja tez ;)) 19.12.03, 02:20
                        ) ) Pytam dlaczego to może być także bicie.
                        )
                        ) Jeżeli rozmowa nie dociera, jezeli tłumaczenie nie dociera, jezeli przykład
                        ) nie dociera, ponieważ "nie bo nie" to wtedy stosujemy karę.

                        Znowu pomijasz "haczyki" czyli pomysły nie będące tłumaczeniem, ani rozmową,
                        ani przykładem - metody takie jak zabawa w wyobrażanie ("chciałabym wyczarować
                        tobie caaałą górę frytek" - gdy maluch żąda frytek a w domu ich brak/nie
                        powinien ich dostać) czy odgrywanie ról ("a teraz ja jestem kocią mamą i
                        zanoszę kotka do kojca" - gdy dziecko nie chce iść do łóżka).

                        Ciekawe, czemu znowu to pomijasz? Krótka pamięć czy nie zauważyłeś, jak ja i
                        inne osoby w tym wątku o takowych pisały? A może niewygodne te przykłady?

                        ) I tu uważam, że
                        ) klaps jest często mniej bolesna karą niz szlaban na dobranockę przez pewien
                        ) czas czy inna tego rodzaju kara.

                        Zapytaj zbitego dziecka.

                        ) ) Czemu musisz mieć także bicie w swoim repertuarze?
                        )
                        ) nie musze, mogę. I nie widzę powodów aby pozbawiać się tego środka
                        ) wychowawczego.

                        No, że nie widzisz, to ja już zauważyłam smile))) ale nadal dopytuję się o
                        bardziej konkretne przyczyny?

                        ) Tutaj w domyśle masz to że dziecko staje się "wypchaną watą
                        ) marionetką" poprzez przylanie jej jak jest niegrzeczne, czy tak?

                        Och, zgadłeś smile))))

                        Ale powiedz mi jeszcze, co to znaczy "niegrzeczne"?

                        Bo nie wiem, czy Ty wiesz, że dziecko nie ma jakiegoś zaimplementowanego
                        obrazu "grzeczności" - np. że w sklepie nie należy ściągac towarów z pułek, to
                        trzeba wyjasnić zawczasu i często przypominać. Nie mówi się: "bądź grzeczny"
                        tylko "zostaw towary na swoich miejscach" (jakbyś zauważył, nie stosując formy
                        przeczenia z "nie"). Ale to taka dygresja smile
                        )
                        ) ) - klaps nie jest metodą wychowawczą
                        )
                        ) Ależ jest. I to nie jedyną.

                        I tu się rozmijamy. Całkowicie.
                        )
                        ) ) - jest oznaką bezsilności, jest porażką, a nigdy sukcesem
                        )
                        ) Zgadzam się w stu procentach wtedy gdy przylejesz z: agresji, złości, w celu
                        ) poniżenia...

                        Zawsze. Ponieważ można osiągnąć ten sam cel innymi metodami. Jedynie wyborem
                        rodzica - bezwzględnej konieczności nie ma - jest bicie.
                        )
                        ) ) - uwłacza godności dziecka, narusza jego przestrzeń prywatną, zaburza
                        ) poczucie
                        ) ) bezpieczeństwa
                        )
                        ) Godności może uwłaczać raczej smietnik na czyjejś głowie, ale nie przylanie
                        za
                        ) karę. Oczywiście, że narusza przestrzen prywatną - ma taki cel. A poczucie
                        ) bezpieczeństwa może zaburzyc raczej kłótnia między rodzicami ale nie klaps.
                        ) Klaps wychowuje.

                        Ojojoj, znowu ten przykład ze szkoły wzięty, ażeś się uparł smile))) W szkole nie
                        realizuje się preferowanego przeze mnie modelu wychowania więc o czym my znowu
                        wspominamy?

                        Co do innych aspektów - zapytaj dziecka.

                        To dla Ciebie, według Ciebie klaps wychowuje.

                        Według dziecka...?

                        Odrobinę empatii.
                        )
                        ) ) Ale nie akceptuję postawy polegającej na ś w i a d o m y m odrzuceniu
                        ) ) alternatywnych metod wychowania

                        ) Czy masz na myśli mnie? Czy ja coś odrzuciłem?

                        Napisałam, że Ciebie?

                        Nie napisałam.

                        Ale wiesz, tak - teraz to już tak smile))) - model "bez bicia z biciem" to nie
                        jest model bez bicia. Odrzuciłeś.

                        Przekonałeś mnie przy okazji, że jesteś kolejną osobą, której drzewa zasłaniają
                        las, czyli literki słowa. Najwyraźniej czepiasz się sformułowań, fraz i
                        wyrazów, anie odczytujesz sensu.
                        )
                        ) ) Nie jest to kara naturalna
                        )
                        ) Uświadom mnie prosze co to jest "kara naturalna"?

                        Znowu krótka pamięć...?

                        Eee, przesadzasz, Macio. Zdaje mi się że nawet w cytowanym przez Ciebie moim
                        poście podałam przykład kary naturalnej.

                        Inne?

                        Voila.

                        - rozlałeś sok - posprzątaj/poczekaj bez wspólnej zabawy, ponieważ ja jestem
                        teraz zajęta sprzątaniem - przyczyna-naturalny skutek

                        - wrzeszczysz na ulicy, ciągniesz mnie za rękę - oki doki, biorę cię pod pachę
                        i niosę tam, gdzie się wybieraliśmy (to o dwulatkach z "buntem dwulatka") -
                        przyczyna-naturalny skutek - i owszem fizyczna interwencja, ale nie bicie,
                        tylko reakcja - naturalna, bezpośrednia, spokojna ale skuteczna

                        I tak dalej, przejrzyj posty powyżej i na wątku Mamyizy, to znajdziesz sobie
                        więcej.

                        ) Czy kara naturalna to jest to kara pochodzenia naturalnego?

                        To kara, w sposób oczywisty wypływająca z sytuacji jako dlaszy ciąg,
                        konsekwencja zachowań.

                        ) To znaczy taka
                        ) która sama przyszła?

                        Oj, właśnie tak, albo z angielska - dokładnie!

                        ) A może w jej przyjściu rodzic jakos pomógł?

                        Pomóg tym, że pomyślał.

                        Myślenie nie boli.

                        Uwierz.

                        )
                        ) ) nie wiąże się z sytuacją, z odpowiedzialnością za własne czyny

                        Dziecko sprzątając rozlane mleko uczy się, że sprzątanie jest absorbujące a
                        także, przy okazji, jak się sprząta rozlane mleko. Zlane, zapamięta że bolało -
                        mama chciała, żeby bolało, chciaż ból jest czymś strasznym (w sensie - wyzwala
                        strach) i... że mama/tata chyba nie wiedzą, gdzie jest ścierka i płyn do
                        dywanów. Jakby to powiedzieć - wolę wariant z posprzątaniem.


                        ) ) Napisz mi Maciu, jak Ty sądzisz, jak został o d e b r a n y?
                        )
                        ) Jak każda kara.

                        Nie.

                        Mama spokojnym głosem wyjaśnia, że teraz reanimuje dywan ("zostaniesz w
                        łóżeczku, bo ja muszę sprać tę plamę"). Dziecko wie, że zabawy nie będzie z
                        powodu plamy. A plama powstała z powodu powiedzmy chęci prowokacji 2,5-latka -
                        a co się stanie, jak wyleję to mleko.

                        Dziecko zlane poczuje po pierwsze i przede wszystkim żal do mamy.

                        ) A każde dziecko odbierze to oczywiście na swój sposób.

                        I tu też się znacząco różnimy. Ciebie, jak wynika z Twoich postów, najwyraźniej
                        nie obchodzi, jak dziecko się poczuje.
                        ) Czyli nie mogę komentować zdań ze smajlejem? Nie wiedziałem... sad

                        Komentować możesz wszystko, mamy wolność słowa, fora dyskusyjne smile ale jakby Ci
                        to powiedzieć - nie ośmieszaj się. Zdanka ze smiley'em nie są na poważnie. Nie
                        są to argumety do opierania, jakieś zarzuty - ot, było zdanie o miłośnikach
                        bicia, w zamyśle dla rozładowania sytuacji.

                        Jeśli zajmujesz się dość serio odpieraniem zdań z emotikonem "śmiech", to jest
                        to raczej... chybione.

                        A propos teorii...

                        ) Owszem, i to wystarczy, żeby zabrac głos w dyskusji, nieprawdaż?

                        Ale my tu baby na forum jesteśmy takie ciekawe Twoick rzetelnych argumentów!

                        A tak poważniej - teoretyzujesz. Nie potrafisz pokazać doświadczenia, nie
                        podajesz logicznych argumentów a jednocześnie wspirasz bardzo, ale to bardzo
                        paskudną - że nie powiem parszywą - teorię, że nie da się współistnieć z
                        drugiem człowiekiem, słabszym i zależnym od nas, bez bicia.

                        Ja uważam tę teorię za szkodliwą.

                        Wyjątkowo szkodliwą.

                        Więc mam ostanio takie hobby - zwalczam ją tongue_out

                        )
                        ) ) Podaj wreszcie jakiś konkret.
                        ) ) Jakiś argument.
                        )
                        ) Wychodzą w dyskusji. Co jakiś czas.

                        Eee, wychodzą i nie wracają, pewnie dlatego ich nie widać smile)))))

                        Nie masz żadnych. Argumentów, nie gdybań.

                        ....................

                        ) Poza tym w pewnych kwestiach dyskusja jest
                        ) wykluczona. "Ale ja chce dotknąć ten kabelek!!! Nie możesz synku tam jest
                        prąd
                        ) i on gryzie. Ale ja chce dotknąć ten kabelek!!!" I co, sztuczny scenariusz -
                        ) za bardzo teoretyczny? I zaleznie jak sie rozwinie taka sytuacja tak tez
                        ) potoczy się kwestia kary.

                        Oj Maciu, czyżbyś miał problemy z czytaniem ze zrozumieniem? Eee, nie sądzę,
                        nie sądzę, chociaż, kto tam Cię wie smile))))

                        Sporo dziewczyn pisało o podobnych do tej powyżej akcjach. Są sytuacje, gdy
                        jasno mówi się: "nie, nie wolno" i kategorycznie wymaga (spójrz na post Mamy
                        Muminka w tym drugim wątku - czapki na spacerze zimą jej dziecko nie może zdjąć
                        i tyle - to jest wynegocjowane żądanie mamy - może za to zdejmowac rękawiczki -
                        to jest obszar swobody dziecka).

                        Nie ma dyskusji, gdy w grę wchodzi bezpieczeństwo.

                        A dziecka się wtedy nie karże. Dziecko bierze się pod pachy i przestawia w inne
                        miejsce.

                        No i powiedz mi, Maciu, czemu ten kabelek (nieosłonięty czy jak?) tam sobie w
                        ogóle wisi? Oj, niefrasobliwi ci rodzice, niezabepieczyli kabelka.

                        • macio72 Re: I ja tez i ja tez ;)) 19.12.03, 03:51
                          > Ciekawe, czemu znowu to pomijasz? Krótka pamięć czy nie zauważyłeś, jak ja i
                          > inne osoby w tym wątku o takowych pisały? A może niewygodne te przykłady?

                          Co ja pomijam, jakieś przykłady? Niewygodne komu - rodzicom do stosowania czy
                          mi do przeczytania/skomentowania? Ale o co chodzi? Poza tym ja lubię czytać te
                          przykłady. Stawiam zwykle siebie w takich sytuacjach i wyobrazam sobie co ja
                          mógłbym zrobić. To pouczające.
                          Aha, rzeczywiście mam krótka pamięć - na 18 urodziny dostałem nawet specjalne
                          zyczenia, w których był przytyk do tegosmile

                          > Ale powiedz mi jeszcze, co to znaczy "niegrzeczne"?
                          Niegrzeczne - w potocznym znaczeniu tego słowa, takim ogólnie przyjetym. Taki
                          mały rojberek czy huncwocik jest niegrzeczny jak broi...

                          > Zapytaj zbitego dziecka.
                          > Co do innych aspektów - zapytaj dziecka.
                          > Według dziecka...?

                          Otóż to nie dziecko sie wychowuje tylko rodzic je wychowuje. Mogę je o te
                          sprawy zapytać ale co to zmieni, czy dziecko ma decydować o swojej karze - to
                          wybierze czekoladki smile

                          > Bo nie wiem, czy Ty wiesz, że dziecko nie ma jakiegoś zaimplementowanego
                          > obrazu "grzeczności" - np. że w sklepie nie należy ściągac towarów z pułek,
                          to
                          > trzeba wyjasnić zawczasu i często przypominać. Nie mówi się: "bądź grzeczny"
                          > tylko "zostaw towary na swoich miejscach" (jakbyś zauważył, nie stosując
                          formy
                          > przeczenia z "nie"). Ale to taka dygresja smile

                          Jasne, skąd ono ma o tym wszystkim wiedzieć jak nie od rodzica.

                          > Zawsze. Ponieważ można osiągnąć ten sam cel innymi metodami. Jedynie wyborem
                          > rodzica - bezwzględnej konieczności nie ma - jest bicie.

                          Może można, a może i nie. Wybór po stronie rodzica - zgadzam się.

                          > Ale wiesz, tak - teraz to już tak smile))) - model "bez bicia z biciem" to nie
                          > jest model bez bicia. Odrzuciłeś.

                          To znaczy, że odrzuciłem rozmowę i tłumaczenie i zostawiłem sobie tylko lanie?

                          > Myślenie nie boli.

                          Oj czasem boli. I to jak.

                          > Dziecko sprzątając rozlane mleko uczy się, że sprzątanie jest absorbujące a
                          > także, przy okazji, jak się sprząta rozlane mleko.

                          Przy założeniu, że sie za to sprżatanie wogóle weźmie...

                          > Zlane, zapamięta że bolało -
                          > mama chciała, żeby bolało, chciaż ból jest czymś strasznym (w sensie -
                          wyzwala
                          > strach) i... że mama/tata chyba nie wiedzą, gdzie jest ścierka i płyn do
                          > dywanów.

                          Zbyt daleko kontynuujesz te rozważanie. Na pewno zapamieta, że bolało.
                          Przeciez ma zapamiętać.

                          > Ciebie, jak wynika z Twoich postów, najwyraźniej
                          > nie obchodzi, jak dziecko się poczuje.

                          I znowu się czegos dowiedziałem o sobie. To jest taki argument?

                          > nie ośmieszaj się. Zdanka ze smiley'em nie są na poważnie.

                          Nie denerwuj się smile)))))))))))
                          Jak narazie emotikony, nawet nawymyślniejsze, nie zastępują tonu wypowiedzi.
                          Mozna sie go tylko domyślać. Czy to znaczy, że mogę komus zwymyslać i postawic
                          na końcu "dwukropek zamknij nawias" i jest ok? Zbaczamy z tematu.

                          > A tak poważniej - teoretyzujesz. Nie potrafisz pokazać doświadczenia, nie
                          > podajesz logicznych argumentów a jednocześnie wspirasz bardzo, ale to bardzo
                          > paskudną - że nie powiem parszywą - teorię, że nie da się współistnieć z
                          > drugiem człowiekiem, słabszym i zależnym od nas, bez bicia.

                          To przytyk do mnie - troche słaby argument w dyskusji.
                          Ja mam podobne odczucia w drugą strone tylko ich jeszcze nie zwerbalizowałem.
                          Masz rację, przerzucamy sie przykładami - potwierdzającymi to, przeczącymi
                          tamtemu. To, że o czyms twierdzisz, że jest słuszne albo nie słuszne, nie jest
                          jeszcze dla mnie wiążącym argumentem.
                          Fajnie, że masz takie hobby, a nuż mnie przekonasz? Wtedy bedziemy nawracac
                          innych Maciów. Ale póki co...

                          Może tu wyrażę jeszcze raz swoje zdanie aby było ono jasne:

                          Jezeli dziecko otrzyma kare w postaci klapsa/przylania to uważam, że nie
                          wyrządza mu to żadnej szkody na psychice czy charakterze, tak długo dopóki
                          kara ta wymierzona jest bez agresji, złości czy zdenerwowania. Zakładam przy
                          tym, że dziecko rozumie co sie do niego mówi i kojarzy fakty (nawet odległe).
                          Powiem wiecej, kara taka ma swoją wartość wychowawczą. I dodam, że nie uważam,
                          że jest to jedyny rodzaj kary jaki istnieje.

                          pozdrawiam nocną odalię,
                          Maciej
                          • ann_mart Re: I ja tez i ja tez ;)) 19.12.03, 08:00
                            macio72 napisał:

                            >Jezeli dziecko otrzyma kare w postaci klapsa/przylania to uważam, że nie
                            > wyrządza mu to żadnej szkody na psychice czy charakterze, tak długo dopóki
                            > kara ta wymierzona jest bez agresji, złości czy zdenerwowania. Zakładam przy
                            > tym, że dziecko rozumie co sie do niego mówi i kojarzy fakty (nawet odległe).
                            > Powiem wiecej, kara taka ma swoją wartość wychowawczą. I dodam, że nie
                            uważam,
                            > że jest to jedyny rodzaj kary jaki istnieje.

                            No cóż Maciu, ztym to akurat mogę dyskutować z własnego doświadczenia. Nie
                            byłam lana, po prostu czasami dostawałam klapsy za karę - bez agresji, złości
                            czy zdenerwowania. I powiem CI, że właśnie taka "kara" wyrządza najwięcej
                            szkód. Bo dana "na zimno". I dal mnie byłą to najboleśniejsza kara, poniżająca.
                            I powiem Ci, że w tym wypadku nie jest istotne czy Ty lub ktokolwiek uważa, że
                            kara nie wyrzadza trwałych szkód psychicznych. Ważny jest obiektywny stan
                            rzeczy. Może u jakiegoś dziecka nie wyrządza, a u innego (jak u mnie) wyrządza.
                            Problem polega na tym, że kiedy się człowiek zorientuje, że jego dziecko nalezy
                            do tej drugiej kategorii, jest już za późno.
                            Mój ojciec, jak się teraz po latach dowiedział jak ja odbierałam jego klapsy,
                            to - choć poczatkowo uważał, że przesadzam i bronił się do upadłego - potem
                            mamie powiedział, że gdyby wiedział jak to na mnie działa nigdy by mnie nie
                            uderzył.
                            Bo kalps, drogi Maciu nie jest metodą wychowawczą (tak jak wojna). Jest metodą
                            zastraszania i wymuszenia posłuszeństwa. A to jednak nieco inne pojęcia.
                            I powtórzę to co pisałam, dla mnie był najboleśniejszą karą jaką ktokolwiek
                            mógłby wymyślić. I zupełnie nieskuteczną.
                            Pozdrawiam
                            Anka
                            • odalie a może jednak nie karmić trolla? 19.12.03, 08:21
                              A ja proponuję EOT

                              Ile by nie pisać, nie wklejać cytatów, Macio i tak nie doczyta, nie zapamięta.

                              Miałam do Macia pytanie - oj, już dawno temu, kilka dobrych postów powyżej -
                              czemu przytacza jako argument za dopuszczeniem bicia do użytku (że tak powiem)
                              wyłącznie nieskuteczność tłumaczenia - werbalnego - oraz działania przykładem.
                              Dlaczego pomija te, jak to nazywam "haczyki", metody na wykorzystanie
                              naturalnych (a tak, naturalnych) mechanizmów dziecięcej psychiki. Nie
                              odpowiedział mi i nadal nie zauważa tych niewygodnych dla jego toku myślenia
                              przykładów - dalej powtarzając, że skoro tłumaczenia nie pomogły, zostaje
                              bicie, i tak w kółko Macieju smile))))

                              Tak samo nikt tu nie zobaczył faktycznego przykładu zachowania dziecka,
                              negatywnego zachowania, po którym nie ma absolutnie innego wyjścia, żadnego
                              innego wyjścia jak tylko i wyłącznie wlepić klaps - Macio nie podał.

                              Nie zapamiętał przykładów na kategoryczne i bezpardonowe działanie gdy
                              zagrożone jest zdrowie/życie dziecka (gdy nie ma dyskusji, tylko błyskawiczna
                              reakcja całkowicie zależna od rodzica) - padały takie, wiele razy, a Macio nie
                              raczył ich dostrzec.

                              Z tego typu gierkami słownymi nie da się dyskutować.

                              Ja o kapuście, a on o grochu. Więc szkoda słów.

                              EOT
                          • wieczna-gosia Re: I ja tez i ja tez ;)) 19.12.03, 10:44
                            > Niegrzeczne - w potocznym znaczeniu tego słowa, takim ogólnie przyjetym.
                            Taki
                            > mały rojberek czy huncwocik jest niegrzeczny jak broi...
                            W potocznym slowa znaczeniu dzieci sa grzeczne kiedy siedza bez ruchu,
                            usmiechaja sie, nie mowia niepytane, nie bawia sie halasliwie, robia porzadek
                            w pokoju, codziennie robia kupe, nie rozlewaja jedzenia itd. Slowem w
                            potocznym znaczeniu dziecko zywe srebro, wesole, rozgadane, majace cos do
                            powiedzenia, niezdarne, i z zatwardzeniem jest niegrzeczne. Wczoraj spalam u
                            tesciow. Zaznaczam ze tesciowa jest ok wink) ale tesc... "nie chcesz jesc? - ale
                            jestes niegrzeczna" "idz juz psac (godzi 18)- niegrzeczna", "zjedz platki.
                            nie? Niegrzeczna" Dziadek wlazi w polowie filmu i przelacza- dzieci w krzyk-
                            niegrzeczne. I tak dalej, jakbym go tak sluchala i jak go nie slucham
                            poszlabym sobie zyly podciac wink)) Tesciowa tez, bo ona juz wychowala trojke
                            niegrzecznych dzieci, ktore byly bite sporadycznie, jak nie widziala wink))

                            > Otóż to nie dziecko sie wychowuje tylko rodzic je wychowuje. Mogę je o te
                            > sprawy zapytać ale co to zmieni, czy dziecko ma decydować o swojej karze -
                            to
                            > wybierze czekoladki smile

                            ja wiem ze to dziwne dla wszystkich bijacych rodzicow, ajk rowniez dla mnie
                            bylo niepojete, jako bitego dziecka. Ale- mysle ze odalie potwierdzi- wlasnie
                            ze nie czekoladki!!! Dziecko wychowane w poczuciu takim ze rodzice kary
                            przydzielaja na bardzo jasnych zasadach, a nie z wypadkowej kalibru
                            przestepstwa, PMSu mamy, klopotow w pracy taty czy przegranej reprezentacji
                            polski itd, ze rodzice dokladnie tlumacza ( w dowolnym momencie niekoniecznie
                            przydzielania kary) za co, dlaczego taka, ile bedzie trwala i jakie sa
                            okolicznosci lagodzace- umie samo wywnioskowac jaka bedzie kara, czy jaka sie
                            nalezy. Ba, co wiecej w przypadku rozlewanego mleka np czy rozbitego kubka
                            kara przestaje byc kara- dziecko samo lapie za sierke czy szufelke (no... z
                            szufelka to pozniej, pozniej, ale scierke podtrzymuje). To jaka to kara?
                            Ale- mam wlasnie w domu delikwentke co ma szlaban na telewizje, delikwentka ma
                            4 lata. Szlaban ma bo najpierw uzgodnila ze pol godzinki, dostala timere3k
                            (kiedy timerek dzwoni ogladamy do konca ogladanej bajki i wylaczamy) po czym
                            jak zadzwonil i bajka sie skonczyla nie chciala wylaczyc wpadla w histerie,
                            zaczela pluc i lapac itd. Wyleciala do pokoju i po zazegnaniu histerii (bez
                            bicia jednakze) zaczelam z nia rozmowe. Dlaczego tak bylo, czemu tak czula,
                            przeciez wie ze tak sie nie robi itd. olu, mowie, musze cie ukarac, wiesz o
                            tym. Tak (chlip). No i co myslisz ze zrobimy. Cisza po czym (hehe maciu
                            czekoladki?)- nie pozwolisz mi ogladac. No mowie- nie pozwole. Nie pozwole ci
                            ogladac telewizji do piatku. A w sobote pomyslimy ok? OK. Acha jedyna rzecz
                            jaka wolno ci ogladac jest kaseta z angielskiego (wczoraj szlysmy do babci,
                            babcia jako jedyna ma wideo, szkoda stracic okazje i nie poogladac), OK? ok. I
                            co? wybrala czekoladki? Nie. Co wiecej do babci pojechala w czasie mojej
                            nieobecnosci, weszla i zakomunikowala babci ze ma szlaban na telewizje z
                            wyjatkiem angielskiego. Dzisiaj ostatni dzien kary wink) Ale Ola wiedziala ze
                            poniewaz histeria i krzyki byly zwiazane z telewizja- taka bedzie kara.
                            Wiedziala tez ze dlugosc tej kary zalezy w duzym stopniu od niej. Zgodzila sie
                            na taki wymiar. Postarala mi sie opowiedziec dlaczeo tak bylo- okazalo sie ze
                            nastepna bajka miala byc jakas fajna. Mam nadzieje ze nastepnym razem Ola
                            zamiast wpasc w histerie sprobuje mnie przekonac ze ona by chciala bardzo te
                            nastepna bajke, ale np jutro w ogole nie bedzie ogladac- bo takie rozwiazanie
                            jej podsunelam. Co wiecej- musze ci maciu powiedziec ze dzieci wychowywane na
                            tego rodzaju karach sa strasznie praworzadne- bo kary sa ich zdaniem
                            sprawiedliwe. Totez Ola, chociaz posiada dwojke rodzenstwa ktora oglada
                            cos wink) (ula jest za mala i nie oglada w ogole) kiedy wchodzila do kuchni
                            gdzie mamy TV- prosila o wylaczenie. Albo mowila ze nie moze wejsc bo ma kare.
                            Czekoladki hehe wink)
                            Moje starsze dzieci- 13 i 12 latka- juz dyskutuja dluzej niz taka Ola (z
                            drugiej strony, krew nie odplywa im z twarzy nie wala sie na podloge i nie
                            pluja) ale tez po wspolnej negocjacji kar, oczywiscie sa lekko naburmuszone,
                            czy ciezko- ale sie stosuja. Co wiecej potrafia po ochlonieciu przyjsc z lista
                            argumentow na kartce i podjac renegocjacje. I to wszystko odbywa sie normalnym
                            tonem i przy herbacie. Potrafia wynegocjowac zmiane kary, ale nauczyly sie ze
                            jesli kara ma byc zmieniona- trzeba sie poswiecic i zaproponowac bardziej
                            pasujaca (ale to dziwnie o karze brzmi) ale za to dluzsza czy intensywniejsza
                            (na zasadzie- uchylasz sie od zmywania- kara- bierzesz dyzury po obiedzie
                            przez tydzien- po negocjacjach- przez trzy dni dzieco zmywa non stop, a przez
                            kolejne 4 nie po obiedzie ale po kolacji- kto lubi myc garnki).
                            • ann_mart Re: I ja tez i ja tez ;)) 24.12.03, 09:51
                              Gosiu chyba będziesz moim guru!!!
                              Pozdrawiam
                              Anka
                      • wieczna-gosia to ja tez po raz ostatni ;)) 19.12.03, 10:01
                        Ech rozumiem ze wypracowania o tym w jakich sytuacjach bicie jest lepsze niz
                        zakaz ogladania dobranocki. "czasami" ma mi wystarczyc.

                        > Klaps wychowuje
                        o tym mowimy kiedy? Domagamy sie konkretnej odpowiedzi od mniej wiecej 10
                        posotw wink)

                        Ja nauczę trzy
                        > miesięczne szczeniaki gdzie maja miskę i co mają zrobić jak chcą jeść smile.
                        tak nauczysz, bo stawiasz przy misce, bo miska stoi w tym samym miejsciu, bo
                        zawsze jest tam jedzienie. Nie nauczysz szczeniaka gdzie jest miska i do czego
                        sluzy przez najpierw cierpliwe mu tlumaczenie a jak tlumaczenie nie poskutkuje
                        to przylanie mu. Nie nauczysz kota sikania w kuwete (akurat w kotach mam
                        wieksze doswiadczenie wink) jesli bedziesz mu cierpliwie ylumaczyl co to jest i
                        do czego sluzy ale jak zleje ci sie na dywan- zbijesz go. Nadal nie bedzie
                        widzial do czego sluzy. Za to jesli sikajacego kota do tej kuwety wstawisz,
                        jesli wrzucisz mu papierki pachnace jako siuskami, a kiedy sam zrobi-
                        pochwalisz- zalapie natychmiast. Zadnego kota nie uczylam dluzej niz dzien wink)
                        i jakos udalo sie bez bicia wink) a dzieci jednak sa od kotow bystrzejsze wink))

                        Najpierw piszę o tym, że kara pokazuje kto rządzi, a potem, że wolałbym
                        > pokojowo rozwiązywac konflikty. Ot co.
                        no to sie roznimy co do ce,u kary. Ja widzisz mam u dzieci autorytet.
                        Wspolczuje rodziciom ktorzy go nie maja, bowiem dziecko, kiedy sie rodzi uwaza
                        rodzicow za caly swiat. Za bostwa nieomal. Mama ZAWSZE pomoze, mama ZAWSZE ma
                        racje, tata WSZYTKO wie i umie. Ba, dziecko posuwa sie do takich absurdow, ze
                        krzywdzone, i to nie klapsem ale naprawde krzywdzone rodzicow nadal kocha,
                        bardzo dlugo sklonne jest im wybaczyc WSZYSTKO byle tylko samo poczuc sie
                        kochane. Czyli rodzic, ktory musi udowodnic swojemu dziecku kto tu rzadzi- na
                        wlasne zyczenie gdzies po drodze stracil ten autorytet. I faktycznie pokaze
                        sie mu kto tu rzadzi ale to rzadzy autokraty beda, a te jak wiadomo sa dosyc
                        niepewne wink)
                        No wiec u mnie w domu wiadomo kto rzadzi. Ja nie musze wykorzystywac sily
                        fizycznej jak lwy albo wadera wink)) Kara zas ma uswiadomioc mojemu dziecku pare
                        rzeczy: ze zrobilo zle, ze to zlo ma konsekwencje, i ze trzeba je poniesc.
                        Oraz ma sluzyc pewnego rodzaju katharsis- zrobiles zle, ale naprawisz,
                        przeprosic i bedzie dobrze. Moj maz jest leszcze lepszy, bo nie przypominam
                        sobie by glos kiedykolwiek podniosl, a polecenia na ogol wydaje tonem lekko
                        kpiarskim, a jednak wspolczynnik skutecznosci ma wiekszy, szczegolnie u
                        starszych dzieci wink) Z drugiej strony jednak ja z dziecmi wiecej czasu spedzam
                        wiec mysle ze troche dziala na zasadzie nowosci wink) zazdroszcze mu niemniej
                        jednak wink)

                        > > Uwazam ze nie da się jednoczesnie uczyc dziecka prawdy o tym swiecie ze
                        > > słabszy dostaje w tylek od zycia i jednoczesnie go nie poniżać.
                        >
                        > W tym miejscu mamy odmienne zdania. Może jakiś konstruktywny konkrecik? smile))
                        > Konstruktywny - popularne tutaj ostatnio słowo rozpropagowane przez niejaką
                        > Grazynkę...
                        konsruktywny konkrecik byl w poscie z ktorego to wyciales. Jesli moje dziecko
                        ma do mnie przychodzic ze swoimi slabosciami- nie moze dostawac ode mnie
                        informacji ze tak to juz jest ze slaby zawsze w dupe dostanie. Tzn- ja moge to
                        zwerbalizowac, powiedziec, widzisz swiat taki jest, czy cos, ale jednoczesnie
                        musze mu dac te pewnosc ze jesli przyjdzie i powie wiesz mama- dostalem, lufe,
                        zdradzilem dziewczyne i nie wiem co mam robic- to ja nie powiem aaaaa, stary
                        to bedzie lansko. Jasne ze czlowiek w wieku zdradzania dziewczyn w tylek nie
                        dostanie wink) ale zanim do tego wieku dorosnie- nauczy sie tego czego nauczylam
                        sie ja- przestepstwa dziela sie na takie, ktore rodzice wykryja i na takie
                        ktorych starzy nie wykryli. Jak nie wykryli- jest OK, jak wykryli, no to w
                        tylek czy tam mowka i po krzyku. Ja teraz z doroslej perspektywy wiem, ze i
                        jedne i drugie byly zle. I stad mysle ze rodzice mnie dobrze wychowali bo
                        system wartosci mam wink) w miare spojny i w mysl dekalogu wink) Ale moim zdaniem
                        to za malo. I nie o to w wychowaniu chodzi.

                        > I mam szczerą nadzieje, że taki sposób podziała. Bo co wtedy gdy złe
                        > zachowanie powstaje ze złośliwości albo dziecko jest odporne na tłumaczenie?
                        > Mozna tłumaczyć dalej. Ja biorę rózgę.

                        Ja nie tlumacze dalej. Ja dociekam przyczyn dlaczego moje dziecko jest
                        zlosliwe badz oporne na tlumaczenie. Moze nie kuma o co ja sie czepiam. Moze
                        ja robie z igly widly w jego mniemamiu. W kazdym razie uwazam ze na dziecko
                        zlosliwe i oporne na tlumaczenie trzeba sobie zapracowac to nie zaraza co
                        spada z nieba. Moja corka najstarsza raz w zyciu byla zlosliwa i oporna i raz
                        z zyciu dostala. Z perspektywy czasu rozmow i wlasnych przemyslen uwazam ze
                        owszem byla ostro prowokacyjna, natomiast ja zagralam wedlug jej regol. Klaps
                        ten nie byl wychowawczy mysle ze gdybym przestala z nia wtedy rozmawiac i
                        wyszla- osiagnelabym to samo wink) ale to najstarsza corka, niestety poligon
                        doswiadczalny wink)) Od tamtego czasu minelo troszke, ona bywa oporna, ja wtedy
                        wychodze i jakos tak sie dziwnie sklada ze to jednak on w koncu przychodzi do
                        mnie a nie ja zasuwam za nia wink) stad wnioskuje ze autorytet mam wink)

                        Poza tym w pewnych kwestiach dyskusja jest
                        > wykluczona. "Ale ja chce dotknąć ten kabelek!!! Nie możesz synku tam jest
                        prąd
                        > i on gryzie. Ale ja chce dotknąć ten kabelek!!!" I co, sztuczny scenariusz -
                        > za bardzo teoretyczny? I zaleznie jak sie rozwinie taka sytuacja tak tez
                        > potoczy się kwestia kary.

                        zgadzam sie z toba. Ale widzisz- dziwne mam pewnie jakies dzieci, ale w
                        moim domu zakazow jest z 5 dla maluchow- nie dotykamy kabli, kontaktow,
                        kuchenki... no skonczyla mi sie koncepcja, bo reszta jest pochowana, zadne
                        srodki niebezpieczne nisko nie stoja, o, kuwety nie dotykamy... i jakos
                        wystarczylo zabazpieczenie kabli, kontaktow i kuchenki- to jedna sprawa, a
                        druga- odstawienie w inne miejsce z komunikatem nie wolno. Komunikatu nie
                        wolno uzywam baaardzo zadko, moze dlatego dziala. A swoja droga o takie rzeczy
                        dbam gdyz jesli dziecko jest wyjatkowo upierdliwe- jest szansa ze nawet po
                        laniu dotknie, urwie czy zapali- nie chce sprawdzac co sie wtedy dzieje. Bo
                        widzisz, uruchamiajac skojarzenie- nie wolno dotykac bo ojciec da w tylek,
                        dziecko moze pojsc opisanym przeze mnie schematem czyli nie zauwazy= nie da w
                        tylek. Docierajac do dziecka z faktycznym przeslaniem czyli nie wolno bo jest
                        to niebezpieczne, bo mama i tata nie dotykaja bo stanie sie cos strasznego-
                        niejako zabazpieczamy sie przed nasza nieobecnoscia. Oczywiscie dziecko i tak
                        moze chciec sprawdzic. Dlatego w kontaktach mam zaslepki, w kuchni zakrecony
                        gaz kiedy nie gotuje i wylaczony z pradu piekarnik, a kable w ochraniaczach. I
                        tak bezkonfliktowo docieramy do wieku kiedy dziecko FAKTYCZNIE zaczyna jarzyc
                        pojecie niebezpieczenstwawink) Polecam wink)

                        Może też
                        > obserwować jak mamusia czy tatus załatwiają sprawy w różnych miejscach.
                        nie chce byc operowania przez chirurga ktory obserwowal. Nie chce dyskutowac z
                        dzieckiem ktore obserwowalo, wole dyskutowac z nim do upadlego az sie nauczy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka