Dodaj do ulubionych

"E" w jedzeniu

IP: *.* 24.09.01, 14:34
Kiedyś czytałam tu o danonkach (podawać czy nie - opinie były podzielone) Przed chwilą znalazłam stronkę z wyszczególnionymi E. Wiecie, że np: " Agar (E406)Bardzo popularny składnik galaretek, lodów i wielu leków. W praktyce weterynaryjnej agar jest środkiem przeczyszczającym dla psów i kotów." Zgroza. I co wy o tym myślicie?
Obserwuj wątek
    • Gość: guest Re: "E" w jedzeniu IP: *.* 24.09.01, 15:02
      A co to jest ten agar. Sam fakt, że podają go psom i kotom to jeszcze dla mnie zbyt mało, aby uznać go za obrzydliwy lub szkodliwy dla zdrowia. Myk, już mam:Agar, agar-agar, polisacharyd zbudowany głównie z agarozy i agaropektyny, galaretowata, koloidalna substancja otrzymywana z glonów (krasnorostów występujących w Oceanie Indyjskim i w zachodniej części Oceanu Spokojnego). Rozpuszcza się w gorącej wodzie, w zimnej pęcznieje. Agar, w postaci proszku, włókien i krążków, używany jest m.in. w przemyśle spożywczym (zamiast żelatyny), kosmetycznym, farmaceutycznym oraz w bakteriologii jako składnik pożywek bakteryjnych.Nadal obrzydliwy? Wodorosty są przysmakiem w kuchni japońskiej (sushi)Wśród E jest wiele substancji naturalnych, które otrzymały swój symbol, wg którego są klasyfikowane. Ostatnio w TV jeden mądry pan mówił, że fakt, iż substancja ma symbol E oznacza wręcz, że jest zdrowa, bo została zbadana i dopuszczona do użycia w przemyśle spożywczym jako niegroźna dla zdrowia.Ja tam nie panikuję w tych sprawach. Zwłaszcza nie lubię szumu wokół czegoś, czego istoty nie znamy tak naprawdę.
      • Gość: guest Re: "E" w jedzeniu IP: *.* 24.09.01, 16:00
        Zgadzam się, że agar jest OK. Ale jest mnóstwo innych E-costam, które już nie są obojetne ani dobre dla zdrowia. Podobno bardzo popularny kwasek cytrynowy jest substancją rakotwórczą (podało kiedys "Dziecko alergiczne"). A z doswiadzczenia, moje dzieci na sztuczne barwniki w pożywieniu reagują przeraźliwą wysypką, ja na benzoensan sodu kilkudniową migreną.
        • Gość: guest Re: "E" w jedzeniu IP: *.* 24.09.01, 16:05
          Oczywiście, są ludzie uczuleni na różne rzeczy, które są nieszkodliwe dla innych. Mnie chodzi o to, że w ogóle nie wnikając w istotę problemu wyrabiamy sobie opinię o różnych rzeczach. Także o "E". Wydaje mi się, że takich składników, jak agar jest wśród nich więcej. Powołałam się na opinię fachowca, bo lubię wierzyć, że jednak naukowcy nie dążą do zagłady świata, a firmom produkującym art. spożywcze, tudzież tym, którzy wydają atesty produktom nie zależy na unicestwieniu ludzkości, bo kto by wtedy kupował ich produkty.Taką mam słabośc. Staram się nie panikować na zapas.
    • Gość: Diana Re: "E" w jedzeniu - uzywajmy zdrowego rozsadku... IP: *.* 24.09.01, 22:27
      Czesc Justyna,Jestem mama 15-sto miesiecznego Michasia. Od dawna wiedzialam, ze bede starala sie karmic mojego malucha zdrowo. Robie dla niego co moge, ALE nie za wszelka cene. W przypadku jogurtu tu gdzie mieszkam (USA) jest bardzo duzy wybor i zauwazylam ciekawa regole: opakowania jogurtow dla dzieci sa bardzo kolorowe i zachecajace, ale lista skladnikow zajmuja 3 centymetry kwadratowe powierzni. Ja wybieram taki jogurt, ktory ma w skladzie: pelnotluste mleko, zywe kultury bakterii i ewentualnie owoce. Pewnie gdybym nie miala wyboru kupilabym jogurt z konserwantami. Jak sobie czlowiek pomysli co jeszcze nasze maluchy zjadaja to ten jogurt od czasu do czasu pewnie nie jest najgrozniejszy...PS. Ja osobiscie za jedna z najgrozniejszych rzeczy w diecie niemowlat i dzieci uwazam cukier.
      • Gość: guest Re: "E" w jedzeniu - uzywajmy zdrowego rozsadku... IP: *.* 25.09.01, 08:15
        Jak Ci się udaje unikanie cukru w diecie dziecka? A co gdy będzie starsze, rówiesnicy będą objadać się słodyczami?Ja swoim dzieciom nie podaję cukru w żadnej postaci, ale jest to bardzo trudne ze względu na otoczenie.
        • Gość: guest Re: "E" w jedzeniu - uzywajmy zdrowego rozsadku... IP: *.* 25.09.01, 15:39
          Czesc Maria!Jak unikac cukru? Pytanie za 10 punktow! Na wstepie powiem ci dlaczego mam takie zdanie o slodyczach. Po pierwsze oprocz milosci do slodyczy wynioslam z domu w dziedzictwie brzydkie zeby. Tutaj w Stanach, gdzie ludzie maja swira na punkcie pieknego usmiechu jest to szczegolnie widoczne. Po drugie, wg. badan, dieta ludzi jest tzw. zachowaniem modelowanym czyli to co ci bedzie w przyszlosci smakowac i jaki bedziesz miala gust w jedzeniu jest kodowane w mlodosci przez nawyki i otoczenie. Ja np. mieszkam bardzo blisko Meksyku, gdzie dzieciom od malenkosci podaje sie bardzo duze ilosci fasoli i niemilosiernie pikantne potrawy i wyrastaja one na ludzi z nieslychana tolerancja dla pikantnych przypraw. Mnie Polke, taka dieta by wykonczyla.Wracajac do tematu cukru. Jako mama Michasia biore pelna odpowiedzialnosc za jego wychowanie i oczekuje ze moi przyjaciele i rodzina beda w pelni respektowac moje decyjze. I ja i moj maz zgadzamy sie w tym temacie wiec jest to o tyle latwiejsze. Michas chodzi do zlobka, wiec porozmialam z pania dyrektor i zrobilam jej liste rzeczy, ktorych Michas nie moze jesc. Np. nie pija on nic oprocz mleka i wody. Po porownaniu wartosci odzywczej sokow z jednej strony i ilosci rafinowanego cukru, jaki one zawieraja zdecydowalam, ze jedzenie swierzych owocow jest dla mojego malego o wiele zdrowsze. Poza tym Michas uwielbia wode i pije ja litrami. Ma swoj maly kubeczek, ktory zawsze przy sobie nosi i jak mu sie skonczy to prosi o dolewke. Obserwujac go oceniam, ze wypija co najmniej litr wody dziennie. Jezeli chodzi o inne slodycze to maly nie ma szansy zjesc nic slodkiego, bo po prostu nic w domu nie mamy. Ja nie pieke ciast, nie kupujemy czekolady ani cukierkow. Poprosilam tez przyjaciol by nie dawali malemu w prezencie slodyczy tylko ksiazeczki. Moze raz na miesiac zaszalejemy I kupimy paczke ciastek to Michas zje kilka kesow.Maria, zapomnialam wspomniec, ze mam dwie inne przyczyny dla wojny z cukrem: prawie wszyscy w mojej rodzinie maja cukrzyce, wiec zdrowe nawyki za mlodu sa krytyczne no i w koncu nadmiar cukru wplywa na pobudliwosc u dzieci a ja mam z Miskiem urwanie glowy i bez tych dodatkowych podniet!Maria, mam nadzieje, ze nie przdstawilam siebie jako "anty-cukrzanej fanatyczki", ja zdaje sobie sprawe, ze w pewnym momencie nie bede mogla kontrolowac kazdego kesa jaki on je, ale mam nadzieje, ze za kilka lat malemu utrwali sie apetyt na warzywa i owoce ktore w tej chwili uwielbia.Pozdrawiam, Diana z Texasu.
      • Gość: guest Re: "E" w jedzeniu - uzywajmy zdrowego rozsadku... IP: *.* 25.09.01, 08:35
        Z tym cukrem i słodyczami to rzeczywiście jest problem. Ja ostatnio zostałam obdarzona pełnym dezaprobaty spojrzeniem, ponieważ stwierdziłam, że ze słodyczy moje dziecko je tylko czekoladę i ewentualnie ciasta i to raz w tygodniu. Dysuksja została wywołana przez próbe podania mojemu dziecku lizaka i ogromne zdziwienie, że 1,5 roczne dziecko nie wie, co się z tym robi.ATA
        • Gość: guest Re: "E" w jedzeniu - uzywajmy zdrowego rozsadku... IP: *.* 25.09.01, 10:37
          Nie ma się czym przejmować, moja Karolinka (2,4) też jest antysłodyczowym dzieckiem. Kiedyś jadła Kinder Czekoladki (jedną małą kosteczkę dwa, trzy razy w tygodniu), a teraz to najwyżej ciasto ze śliwkami lub jabłkami (własnego wyrobu) i to na tyle. Wiele razy spotkałam się ze zdziwieniem jak dziecko może nie jadać słodyczy. Fakt jest taki, że ponieważ ja nie za bardzo przepadam za łakociami, to Maluch ich też często nie dostaje, ale zawsze coś tam się w domu znajdzie. Natomiast jestem zdecydowaną przeciwniczką częstowania obcych dzieci jakimikolwiek słodyczami lub innymi "zapychaczami" (tak nazywa moja mama chipsy i inne takie). Moje dziecko jest usatysfakcjonowane, jak kupię jej wafelka po czym ona mnie nim nakarmi (bo przecież trzeba się dzielić).Pa, pa :-)
          • Gość: guest Re: "E" w jedzeniu - uzywajmy zdrowego rozsadku... IP: *.* 25.09.01, 11:22
            No to jesteśmy przeciwniczkami tego samego. Ja tez nigdy nie daje obcemu dziecku czegokolwiek bez zgody rodziców, a ostatnio się wkurzyłam, bo bylismy u znajomwych, było tam sporo ludzi, wydawało mi sie odpowiedzialnych, więc nie chcąc byc kwoką puściłam małego w obieg od czasu do czasu zerkając, co on robi i co z nim robią. I w pewnym momencie, o zgorzo, zobaczyłam, że cos międli w buzi. Na pytanie, co ma w buzi odpowiedział; "Am, am" i nie dał sobie wyciagnąć. Do dzis nie wiem, co to było a byłam wnerowiona, czego nie ukrywałam, i nikt sie nie przyznał, co dał mojemu dziecku. A co by było, gdyby był alergikiem uczulonym akurat na to co ktoś mu (moze i w dobrej wierze) dał ?ATA
            • Gość: guest Re: "E" w jedzeniu - uzywajmy zdrowego rozsadku... IP: *.* 25.09.01, 13:43
              Najgorsze jest jednak to, jak ktoś częstuje, a ja grzecznie ale stanowczo mówię: "dziękuję bardzo, ale my nie jadamy takich ...", zazwyczaj patrzą na mnie jak na idiotkę. Dowiedziałam się nawet, że to jest niegrzeczne, tak komuś odmówić. Zastanawiające jest również to, że często są to osoby w moim, naszym wieku, zdawałoby się rozsądne i logicznie myślące, a jednak ... Wszędzie trąbi się, że cukier, chipsy, ogólnie słodycze są niezdrowe, a ja obserwuję, że dzieci po prostu są faszerowane tego typu jedzonkiem - wszędzie to widać.Pozdrawiam wszystkie "dietetyczne" e-mamy :-)
              • Gość: guest Re: "E" w jedzeniu - uzywajmy zdrowego rozsadku... IP: *.* 25.09.01, 14:11
                Oczywiście każdy odpowiada za swoje dziecko i ja nie robię żadnych uwag mamom, które daja swoim dzieciom słodycze, chipsy itp. To ich sprawa, ale robię się niegrzeczna, jesli ktoś wbrew mojemu zdaniu wpycha dziecku coś, czego sobie nie życzę. Ostatnio ciocia (wiek 80 lat) siedziałą z moją tesciową (teściowej musze oddać sprawiedliwość - respektuje moje zdanie), jadły ciacha i ciocia mówi: "chodż, Ksawerku dam ci ciasteczko", na co ja: "Prosze mu nie dawać. On nie je słodyczy", a ciocia "Nic mu nie będzie. Co mu żałujesz." i wpycha dziecku ciastko. Na co ja zabrałam małego (cioca została z ciastkiem w ręce) i powiedziałam stanowczo: "Lubie ciocię i chciałabym, żeby tak pozostało więc proszę pamiętać, że to ja decyduję, co on będzie jadł". Cioci szczęka z lekka opadła ale sądzę, że będzie o tym pamietać. Ta metoda zdała już egzamin w innych przypadkach. Niestety, nalezy twardo egzekwować repspektowanie swoich praw. Ma się tę opinię upartej, może niegrzecznej i źle wychowanej, bo podobno się nie odmawia itp. ale efekt jest.PozdrawiamATA
                • Gość: guest Uzywajmy zdrowego rozsadku...ach te babcie!!! IP: *.* 25.09.01, 15:55
                  Ata, Politea,Sledzilam wasza dyskusje i watek na temat osob krytykujacych wasze metody wychowywania maluchow. Wiem jak sie czujecie bo nawet ja, ktora uwazam siebie za osobe bardzo stanowcza i nie przyjmujaca latwo komentarzy musialam wymyslic klamstwo na potrzeby mojej mamy. Moja mama jest typowa polska babcia, ktora mysli, ze wnoczek ja bedzie bardziej kochal jak mu da garsc cukierkow. Nie mysli przy tym w ogole jak taka ilosc slodyczy jest dla niego niezdrowa! Moje klamstwo jest wiec takie: poniewaz mamy w rodzinie historie cukrzycy, przestraszylam ja, ze pani pediatra mojego Michasia tu w Stanach, po analizie najnowszych badan, przestrzegala nas przed slodyczami, ktore moglyby wplynac na rozwiniecie sie cukrzycy u malego. Jest to niegrozne klamstwo, ale niestety musialam sie do niego uciec, bo mam mame, ktora mi przytakuje, mowi, ze rozumie, a za moimi plecami dalaby malemu torbe cukierkow? Moze to ja troche ostudzi w jej szalenstwie kupowania milosci malego za slodycze?.
                  • Gość: guest Re: Uzywajmy zdrowego rozsadku...ach te babcie!!! IP: *.* 25.09.01, 21:05
                    Właśnie, właśnie ach te babcie. Kiedy widzę jak moja mama pasie słodyczami dzieci mojej siostry (3 i 1,5 roku) to aż mi włos na głowie jeży !!! Mój maluszek ma dopiero 8 miesięcy więc jest jeszcze pod ochroną. Ale ja również nie chcę przesadzać z cukrem szczególnie tym niepotrzebnym w postaci góry łakoci. Mój dzieciaczek narazie cukru nie jada- nie słodzę mu herbatek i soczków i staram się kupować deserki i kaszki bez cukru. Może nie zawsze się to uda ale staram się. Moja mama oczywiście płacze biedne dziecko. Ale ja uważam, że tak będzie dobrze. I staram się być konsekwentna wobec obydwu babć. Ale aż stach pomyśleć co będzie kiedy dziecko nauczy się mówić "daj"Pozdrawiam wszystkie mamusie Aga
                    • Gość: guest Re: Uzywajmy zdrowego rozsadku...ach te babcie!!! IP: *.* 26.09.01, 07:57
                      Własnie! Czy któras z Was ma dziecko w wieku przedszkolnym, które juz samo chce decydować o tym co je? Moje starsze dziecko (6 lat), uczone od małego, że mu nie wolno brać jedzenia od innych, potrafi zdecydowanie odmówić lizaka w przedszkolu (teraz już w szkole), ale dlaczego cały swiat serwuje mu tortury w rodzaju: wszystkie dzieci jedzą teraz czekoladkę? Czy jest jakas szansa na to, że zamiast częstowania dzieci słodyczami, będziemy częstować owocami, orzechami? Albo przynajmniej żeby był wybór, a nie: dziecko nie je słodyczy, to nic nie je.Mój młodszy syn (4 lata) już nie jest taki silny, żeby odmówic słodyczy.Pozdrawiam
                  • Gość: guest Re: Uzywajmy zdrowego rozsadku...ach te babcie!!! IP: *.* 26.09.01, 09:36
                    Ja też wymyśliłam malutki fortel, ale niestety działał on bardzo krótko. Ponieważ Karolinka miała problem z żołądkiem , jelitami i no zasadzie nie wiadomo czym, miała robione różne dziwne badania i między innymi testy wątrobowe. Pani doktor powiedziała, że dopóki nie wiadomo co jest grane to ścisła dieta i absolutnie żadnych słodyczy, nie wspominając o chipsach, schabowym i kapuście. Puściłam wiadomość w obieg i działało...do chwili jak Maluchowi się polepszyło, a wyniki wyszły w normie. Tak więc kochana babcia (teściowa) biegnie do sklepu i kupuje pączki i inne świństwa i częstuje Karolinę. Na szczęście Maluch nie daje się skusić na tego typu rewelacje smakowe. Po prostu mówi "nie dobre to jest". Moje dziecko zamiast herbatnika po prostu preferuje suchą bułkę, jak jest dobry dzień to ewentualnie maślaną, a tak to zwykłą.
    • Gość: guest Re: "E" w jedzeniu IP: *.* 26.09.01, 13:36
      Justyna napisała/ł:> " Agar (E406)Bardzo popularny składnik galaretek, lodów i wielu leków. W praktyce weterynaryjnej agar jest środkiem przeczyszczającym dla psów i kotów." > Zgroza. > I co wy o tym myślicie?wiadomo, że substancje które ludzie jedzą nie muszą koniecznie służyć innym zwierzętom. ziemniaków psom sie nie daje na przykład.mnie bardziej zniesmacza pochodzenie żelatyny...E nie znaczy z gruntu podejrzaności (vide chociażby kwas cytrynowy, też E oznaczany)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka