Pewnie większość z Was z radością oczekuje na dziecko. Ja sama niestety
straciłam ciążę. Dlatego chciałabym napisać kilka słów, które budzą niepokój,
ale mogą komuś pomóc.
Przede wszystkim - nie chcę straszyć. Trzeba myśleć pozytywnie, że wszystko
się uda. Tylko jednocześnie przewidzieć ten trochę gorszy scenariusz, bo
czasami przychodzi bardzo znienacka. Poza tym nie każde krwawienie oznacza
poronienie. Może to być poronienie zagrażające (nie rozpoczęte). Mogą założyć
Wam jakiś szew na szyjke macicy i dzidziuś spokojnie doczeka 9 miesięcy.
A więc kilka rad (może ktoś dopisze następne):
1. Podstęplujcie książeczkę ubezpieczeniową, a jeśli zmieniłyście nazwisko,
zadbajcie o nowy dowód osobisty i nową książeczkę. Jeśli zmieniłyście adres,
dowiedzcie się, czy zmieniłyście także kasę chorych i do jakiej aktualnie
należycie.
2. Dowiedzcie się, który szpital jest dobry. W razie nagłego zdarzenia nie
będzie czasu wybierać. Tutaj na eDziecko jest forum Szpitale.
3. Z każdym najmniejszym plamieniem lećcie do lekarza (nie zwlekajcie i nie
pozwólcie sie umówić na wizytę za tydzień!). Jeśli nastąpi krwawienie, trzeba
jechać do szpitala.
4. W takiej sytuacji, jeśli jesteście w domu, połóżcie sie spokojnie i niech
mąż spakuje Wasze rzeczy (dokumenty, koszula, szlafrok, skarpetki, papcie,
ręcznik, przybory do mycia, papier toaletowy, kubek i sztućce - śmieszne, ale
nie uświadczycie ich w każdym szpitalu). Jeśli nie jestescie w domu, nie
przejmujcie sie pierdołami, tylko od razu jedźcie do szpitala.
5. Niech do szpitala odwiezie Was mąż lub taksówka. Pogotowie w
ostateczności. W przypadku pogotowia nie macie możliwości wyboru szpitala!
6. W szpitalu - nie pozwólcie się spławić! To jest rada, którą usłyszałam
niezależnie od dwóch osób: mojej teściowej (byłej pielęgniarki) oraz od
swojego lekarza. Oni mają limity z NFZ i oszczędzają, stąd czasami na wyrost
odsyłają pacjentki. Gdy usłyszycie "Odmowa", trzeba żądać odmowy na piśmie.
Pacjent ma prawo żądać na piśmie uzasadnienie odmowy. I powiem Wam coś: to
działa, jak czary! Naprawdę! Od razu Wam zrobią wszystkie badania i w razie
czego bez ociągania przyjmą na oddział.
7. Jeśli coś nie będzie grało, zażądajcie aby Wasz mąż był przy Was na izbie
przyjęć przy badaniach. Też na swojej skórze sprawdziłam, że działa. Lekarze
zupełnie inaczej wówczas z Wami gadają!
8. Jeśli już nie daj Boże dojdzie do najgorszego, dowiedzcie się, czy
będziecie miały łyżeczkowanie pod małą narkozą (znieczulenie ogólne), czy na
żywca (znieczulenie miejscowe). Słyszałam, że gdzieniegdzie robią ze
znieczuleniem miejscowym. Nie dajcie się na to nabrać, bo boli! Chyba, że coś
z sercem jest nie tak, czy coś w tym rodzaju - wówczas może nie ma innego
wyjścia. Ale pamiętajcie - jesli ogólnie jesteście zdrowe, to nie musi nic
boleć! Dopilnujcie tego, aby nie dać sobie zrobić krzywdy.
Może sie wydawać, że piszę to na wyrost, ale u mnie od pierwszego
niepokojącego objawu do łyżeczkowania, minęło zaledwie kilka godzin.
Na koniec wszystkim Wam życzę, aby te rady zupełnie się Wam nie przydały
Pozdrawiam serdecznie!