Jestem w 5 tc, zawsze byłam nerwus i huśtawkowiec, ale teraz to już sama nie
wiem, co się dzieje. W jednej chwili jestem przeszczesliwa, ciesze sie na
dzidziusia i caly swiat bym obcałowała (nie wpsominając już o tatusiu
fasolki

, a chwilę później mam ochotę płakać, wszystko mnie denerwuje, nie
mam pewności czy chcę tej ciązy (bu) i wieszam psy na wszystkich, a zwłaszcza
na tym biednym tatusiu... Czy tak już będzie całą ciąże? Ja tak nie chcę
Nie chcę mieć takich wahań, nie chcę "nie chcieć" być w obecnej sytuacji...
Bo przecież tak naprawdę bardzo się cieszę... Czy Wami te tak husia...? Jeśli
tak, to jak sobie z tym radzicie?