17.10.05, 13:43
Moja zona ma bulimie.Teraz wyjechala za granice.Obawiam sie,ze tam pod
wplywem samotnosci,braku bliskiej osoby bedzie sie z tym zmagac i bedzie
przegrywac!Bardzo ja kocham i chce Jej pomoc!Co moge zrobic majac z Nia
kontak tylko przez sms lub ew.telefon?Czy ktos byl w takiej sytuacji?Dziekuje
za pomoc!
Obserwuj wątek
    • kwiatuszek999 Re: BULIMIA 17.10.05, 14:45
      Twoja zona nie jest mala dziewczynka, ze trzeba jej pilnowac na kazdym
      kroku,jesli jej zalezy na wyzdrowieniu to sama powinna o to walczyc. Ty mozess
      jej tylko okazywac milosc,cieplo,czulosc...najlepiej nie poruszac tematu
      choroby.
      Ja tez teraz jestem sama, bez rodziny,przjaciol i radze sobie,wreszcie ucze sie
      odpowiedzialnosci za siebie i swoje czyny.
      • onajestnaj Re: BULIMIA 17.10.05, 14:48
        Dziekuje za Twoja odpowiedz!Moze dzieki odpowiedziom na tym forum zrozumiem
        istote tej choroby?Pozdrowienia!!!
    • divina Re: BULIMIA 17.10.05, 20:29
      Nie zgadzam sie z opinia zeby nie poruszac tematu bulimi z zona!!!...wlasnie
      chodzi o to zeby rozmawiac o tym jak najwiecej!!! i nie traktowac tego tak
      temat tabu...
      ja sama choruje od kilku lat...miewam lepsze i gorsze okresy i z doswiadczenia
      wiem ze najlepsza metoda jest ROZMOWA. Czasem jest mi bardzo trudno o tym
      mowic, a zwlaszcza zaczac rozmowe na temat choroby i tego co czuje, ale pozniej
      jest mi znacznie lepiej!!! ze moge wyrzucic z siebie negatywne uczucia nie
      korzystajac z kibelka...
      Ja tez jestem za granica i bylam rok temu przez jakis czas rowniez...i
      rzeczywiscie pod wplywem samotnosci bylo ze na znacznie gorzej :((( Jednak
      teraz juz nie jestem samotna, jest przy mnie moj kochany i to on zaprowadzil
      mnie do lekarza. Porozmawiaj z zona aby zglosila sie za granica do specjalisty
      (potrzebny jest dowod lub paszport oraz wniosek E111) bo mamy prawo do leczenia
      rowniez psychiatrycznego za granica. Ja w przyszlym tygodniui ide na pierwsza
      wizyte, bo dzieki temu ze NIE JESTEM SAMA uswiadomilam sobie ze tak dalej byc
      nie moze, ze chce spedzic reszte zycia z bliska mi osoba a nie z bulimia!!!
      Rozmawiaj z nia...nie daj jej odczuc ze jest sama i nikomu niepotrzebna...bo
      sama nie da sonie rady na pewno!!!
      • kwiatuszek999 Re: BULIMIA 17.10.05, 21:58
        no tak ROZMAWIAC O UCZUCIACH,ale nie objawach, z tym sie zgodze.
        • dlaczegoj Re: BULIMIA 18.10.05, 09:36
          A o czym rozmawiac jesli sie nie potrafi odnalezc tego uczucia albo go nazwac??
          • ainik Re: BULIMIA 18.10.05, 10:23
            trzeba rozmawaić..o tym co boli najbardziej
            ja zaczełam w zeszłym tygodniu, trzymam się do dziś i nie mam zamiaru przestać
            walczyc z tą okropną choroba, która naprawde zabiera całe życie.
            Opowidzenie psychologowi mojej historii pomogło - wyrzuciłam z siebie wszystko
            co mnie bolało a on tylko słuchał ...nastepne spotkanie mam w piątek - do tego
            czasu walcze sama, ale dam radę!!
            • dlaczegoj Re: BULIMIA 18.10.05, 13:20
              Zycze powodzenia.Ja mowie otwarcie o tym wszystkim co czuje.O tym co mnie
              boli,co mi przeszkadza,ale tez o tym z czego sie ciesze co mi sprawia radosc.
              Mowie to nie psychologowi ale najblizszym(na psychologach sie juz nieraz
              przejechałam wiec zrezygnowalam z terapii).Niestety u mnie to nie przynosi
              pozytywnych skutków.Non stop tylko pozniej słysze ze wszystko jest przeze mnie
              albo przez moja chorobe.mama prawie za wszystko wini moja chorobe-nie zrobi
              tego bo ja mam problem,a ona czuje sie za mnie odpowiedzialna...
              Tak naprawde to tylko głupie gadanie bo gdyby była taka odpowiedzialna to
              byłaby przy mnie,bo wie jak bardzo jej potrzebuje
              • onajestnaj Re: BULIMIA 19.10.05, 09:38
                Napisz mi proszę - jeśli możesz! - czego oczekiwała byś KONKRETNIE od bliskiej
                Ci osoby w związku z Twoją chorobą!Dzięki!
                • ainik Re: BULIMIA 19.10.05, 11:44
                  Zeby mi dawała poczucie bezpieczeństwa i zrozumienie, dużo przytulała, bo dla
                  mnie kontakt fiz. jest naprawdę ważny - to daje mi mój chłopak, ale nie moi
                  rodzice
            • onajestnaj Re: BULIMIA 19.10.05, 09:36
              W jakimś sensie ja też walczę:z myślami,z postanowieniami,z uczuciami...I może
              ktoś z Was powiedzieć,że co ten facet bredzi!Otóż nie - oświadczam,że CHCĘ i
              MUSZĘ zrozumieć istotę bulimii by móc pomóc ŻONIE w walce z tą chorobą!Dlatego
              piszcie o naturze tej choroby!O "słabych" stronach bulimii,które osoba z
              zewnątrz ( mąż,narzeczony,przyjaciel...)może wykorzystać do walki,do pomocy
              Ukochanemu Człowiekowi!Pozdrawiam!
      • onajestnaj Re: BULIMIA 19.10.05, 09:33
        Dziękuję Ci za odpowiedź!NIGDY nie zostawię ŻONY samej z Jej problemami - w tym
        przpadku z Jej bulimią!I Ona i ja mamy już świadomość,że jest to choroba
        charakteryzująca się nawrotami...Sęk w tym,że nie wiem,czy jak zacznę pierwszy
        rozmowę z ŻONĄ na ten temat, to czy to nie spowoduje to dwrotnego skutku niż
        zamierzam?Cóż...Jak nie spróbuję,to się nie przekonam,prawda?Wszelkimi
        możliwymi sposobami przekazuję ŻONIE słowa otuchy,znaki,że jestem i, że nie
        jest sama!Dziękuję Ci jeszcze raz!!!
    • mykaaa Re: BULIMIA 18.10.05, 13:27
      Ja się skutecznie staram chować z własną chorobą, dlatego nikt nie wie, że
      jestem chora. Chyba dlatego wypowiadam się tu, jeśli nie rodzinie, chłopakowi i
      przyjaciołom.
      • well_ania Re: BULIMIA 18.10.05, 18:25
        Po przeczytaniu i zanalizowaniu objawów ja tez mogę stwierdzić, iż jestem chora
        na bulimie. Wiem o tym i nic nie mogę zrobić, tzn. sama nie mogę sobie z tym
        poradzić. Ta choroba w znacznej mierze oddziałowuje na moja psychikę.Miewam
        wahania nastroju, często bywam przygnebiona, ogólnie myśl o jedzeniu jest
        zawsze ze mną. Bywaja dni, że staram się jesć normalnie, zdrowo, malo ale
        wiekszośc moich posiłków( przeważnie dzieje się to w okolicach późnych godzin
        popołudniowych) są zwracane. Jem, a wręcz najadam się i potem wymiotuje
        puszczając w łazience kran, aby nie było słychać wymuszania wymiotów,
        krztuszenia się itp.
        Ten sposób na zachowanie wagi odkryłam już Ok 2-3 lat temu(teraz mam18),
        natomiast wtedy uważałam, że to tylko chwilowe w wypadku, gdy się na jem, że
        mogę nad tym zapanować. Oglądając w telewizji programy o tej chorobie nie
        dopuszczałam do siebie myśli, że mnie w przyszłości to także może dotyczyć.
        Silniejszą formę tej choroby mam od roku, ponad roku. Wymiotuję codziennie,
        zdarza się, że nawet kilka razy dziennie. Stało się to pewnego rodzaju
        rytuałem. Codziennością. Odskocznią od rzeczywistości, smutków. Nie mam
        chłopaka, także choroba nie mogła być spowodowana zawodem miłosnym. Nie jestem
        osobą szczupłą, ale też nie otyłą. Większość uważa ze moja figura jest"ok". Ja
        tak nie uważam wciąż dążę do tego, aby być szczuplejsza, a jednak wymiotowanie
        wcale mi nie pomaga, nie chudnę. Nawet ostatnio przytyłam. Zauważyłam tez
        skutki tego, co robię; kiedyś miałam gęste i grube włosy, które teraz stały się
        słabe, suche i wypadają więcej niż zwykle, bardzo psują mi się zęby, mam
        brzydką, szorstką cerę, słabe paznokcie, problemy gastryczne-zaparcia.
        Dość długo chowałam się z tym, co robię, ale od jakiegoś czasu zaczęłam o tym
        mówić. Najpierw przyjaciółce, od której naiwnie oczekiwałam wsparcia, a
        usłyszałam tylko słowa" to przestań ", kuzynce, innej koleżance i wkoncu mamie,
        której reakcja zaskoczyła mnie. Mama powiedziała, że o tym wie i uważa 3 to za
        histerię młodzieńczą. Mama wie, że jedzenie, które znika z lodówki nie robi
        tego samo. Wie, że to ja. Ostatnio strasznie się najadłam i potem perfidnie
        poszłam do toalety i bez włączonego kranu wymiotowałm-mama krzyczała ze sama
        sobie wmawiam chorobę. Ja porostu się boję, szukam ciepła i wsparcia
        szczególnie z jej strony. Nie mam tego. Mama jest zajęta swoimi problemami i
        nie dopuszcza do siebie myśli jak poważny jest ten problem.

        prosze o radę.....Ania...kraków 18
        • ainik Re: BULIMIA 19.10.05, 11:50
          Aniu
          znjadz psychologa , najlepiej przy szpitalu psychiatrycznym - takąosobę której
          musisz się wygadać - ja mam ten sam problem - mojamam widzi tylko swoje
          zmartwienia i chyba uwaza że nikt inny po za nia ich nie ma ...
          muszi koniocznie się wygadac - mówić o uczuciach!!!!!
      • well_ania Re: BULIMIA 18.10.05, 18:31
    • ewka-marchewka201 Re: BULIMIA 19.10.05, 10:25
      hej
      ja choruje na ane bulimiczna kolo7lat
      bylam w Sztokholmie ponad 2 miesiace
      dzien w dzien wymiotowalam a pozniej nic nie jadlam
      schudlam bardzo
      nastepnego lata polecialam do stanow na pol roku
      tam to samo
      rano wyrzerka wymioty a pozniej nic nie jadlam
      znowu bardzo schudlam
      leczyli mnie na ane
      nie mialam okresu ponad 7 miesiecy dzieki hormonom go mam
      wygladalam bardzo zle
      jadlam z samotnosci
      zeby jakos sobie zorganizowac czas
      bylo mi zle i smutno
      wszyscy byli razem w plsce a ja sama
      rozmawialam za pomoca skype
      dzieki temu jakos te 6miesiecy zlecialo
      porozmawiaj z Zona koniecznie
      mi wlasnie tego brakowalo szczerej pomocy na temat ed
      kiedy juz nie moglam wytrzymac ze soba
      chcialam porozmawiac o tym z chlopakiem
      on powiedzial ze panikuje ze gadam i robie to zeby zwrocic jego uwage na siebie
      olewal totalnie moje problemy moje potzreby
      a ja bardziej tkwilam w chorobie

      sporobuj zainstalowac skype
      to sa rozmowy za pomoca internetu za darmo
      potzrebujecie tylko mikrofofy
      wspieraj zone jak mozesz
      rozmawiaj z nia
      ona musi wiedziec ze niejest sama
      czuc Twoja obecnosc
      Twoja milosc
      dlatego powtarzaj jej ze ja kochasz i tesknisz ze jest piekna...
      powodzenia
      • onajestnaj Re: BULIMIA 19.10.05, 10:39
        Dzięki!Staram się jak mogę,ale...za mało się staram!!!Chcę się starać bardziej!
        Dlatego poprzez tak prymitywną formę jak sms czy e-mail staram się,by czuła,że
        jestem blisko...Że myślę o Niej,że nie jest sama!Tak naprawdę nie zdawałem
        sobie sprawy,że bulimia ma takie głębokie podłoże psychiczne czy też
        psychologiczne...Gdybanie nic nie da,ale gdybym bardziej się starał;gdybym
        więcej czytał lub też wczesniej odnalazł to forum,to być może teraz sytuacja
        wygladałaby zupełnie inaczej!Moje uczucie względem żony jest tak silne,że żadna
        choroba tego nie jest w stanie zmienić!Mogę się jedynie zmienić ja:więcej
        rozmawiać;więcej okazywać uczucia;więcej okazywać czułości i serdeczności!Nie
        wiem,jak to się wszystko potoczy - wiem,że muszę wspierać żonę jak tylko dam
        radę!I dziękuję Ci za Twój list!Dziękuję Ci za szczerość!Oprócz tego,że są
        ludzie chorujący na anoreksję czy bulimię jest jeszcze ogromna rzesza tych,"co
        obok"...Tych,co chcieliby pomóc a nie wiedzą jak to zrobić!Jestem jednym z
        nich...Dlatego Ci dziekuję!I napisz innym,by się dzielili swoimi
        przemyśelniami,bo może to właśnie uratuje choć jednego chorego człowieka!
        Dziękuję jeszcze raz i pozdrawiam!Życzę Ci sił do walki i OSTATECZNEGO
        zwycięstwa nad chorobą!!!
        • sabina36 Re: BULIMIA 23.10.05, 15:07
          jestem kolejna z osob ktore stoja "obok"...i to mnie przeraza!!!moja
          przyjaciolka choruje od 6 lat ale dopiero od roku zaczela o tym mowic.na
          poczatku jak sie dowiedzialam nie przejelam sie za bardzo bo tak naprawde nikt
          kto ma z nia i mail jakikolwiek kontakt nie uwierzylby w tpo ze a usmiechnieta
          dziewczyna moze miec bulimie...ze moze byc tak powaznie chora!!!aktualnie moim
          jedynym marezniem jest jej pomoc...nawet nie wyobrazacie sobie co przezywaja
          ludzie ktorzy widza na codzien objawy waszej choroby...wiem ze leczenie nie jest
          latwe i ze bardzo ciezko jest wyjsc z tego ale pomyslcie przede wszystkim o tych
          wszystkich ktorzy was kochaja!!!bardzo duzo z was pisze o tym ze rodzice was nie
          rozumieja ale moja przyjaciolka tez nie ma zadnego wsparcia w radzicach ktorzy
          nawet nie probuja jej pomoc...ma chlopaka ktory od trzech lat nie zrobil nic...a
          ja patrze jak dostaje ataki w szkole...drzy na calym ciele nie moze chodzic jest
          totalnie oslabiona...i mimo ze tak bardzo chce jej pomoc to nie wiem jak!jestem
          jedyna osoba poza jej chlopakiem i rodzicami ktora wie o jej problemie i musze
          wam powiedziec ze mnie to przeraza!!!tak sie boje!!!blagam wass pomozcie
          mi!!!jak moge jej pomoc?na razie byla na kilku wizytach u psychologa ale ne wiem
          czy to cos pomoze bo u niej jest to baaardzo zaawansowane...nie chce jej
          stracic!!!tak bardzo ja kacham i potrzebuje!!!do czasu jej choroby mowilysmy
          sobie o wszystkim a teraz jest coraz gorzej jezeli chodzi o kontakty miedzy
          nami...urywaja sie powoli bo tak naprawde na pierwszy plan zawsze wysuwa sie jej
          choroba...rozumiem to i dlatego pisze tutaj ale przy okazji nie chce jej
          stracic!!!jest dla mnie w koncu jak siostra!!!wiem ze moze do konca was nie
          rozumiem bo ten problem nie dotyczy mnie bezposrednio ale licze na to ze ktos z
          was da mi jakas rade.prosze o pomoc:)!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka