justyska34only
06.08.08, 16:45
ostatnio powiedziałam chłopakowi, w sumie sam się domyślał trochę, bo wiedział
o chorobie kiedyś, jeszcze jak ze sobą nie byliśmy (przyjaźnimy się od 4 lat),
teraz choroba wróciła, tak okropnie się czuję i to widać:( on mówi, że mnie
kocha i mnie nie opuści, że damy rade... ale tak naprawdę nie zdaje sobie z
niczego sprawy. nie potrafię z nim o tym rozmawiać a mnie to tak okropnie boli
ostatnio... to już nie ja, to choroba, wszystkie moje myśli są przez nią
ogarnięte, a ja się czuję taka bezradna:( jak przyjdzie do mnie i widzi że coś
jest nie tak to pyta, przytula się do mnie, a ja nie potrafię wykrztusić
słowa, stoję taka sztywna, co najwyżej pokręcę lub pokiwam głową, a mam tyle
myśli, takie palące... i jedyne co potrafię to płakać, nie mogę się
powstrzymać, bo to tak boli... a on czuje się bezradny,boli go to, nie wie co
czuję i jak ma mi pomóc, bo skąd? a ja bym tyle chciała powiedzieć, tylko
włącza mi się taka blokada... jak bym połknęła język. czasami denerwuje mnie
swoim zachowaniem, nie rozumie mnie, nieświadomie rani... a ja ranię jego,tzn
nie ja, ja go kocham... ale to ona... ta moja chora część chce żeby nie
wytrzymał ze mną i mnie zostawił, bo wtedy będę mogła sobie spokojnie
cierpieć, a ja już nie mogę tak, nie chcę go stracić bo to jest chyba
najlepszy człowiek jakiego znam, kocha mnie, ja jego, ale tak bardzo mnie nie
rozumie, a mnie to tak bardzo boli... ze nie potrafi mi pomóc, a to przecież
moja wina, wczoraj się popłakałam przy nim, on wiedział że nic nie powiem,
przytulał mnie i mówił do ucha, że mnie nie zostawi, a ja czułam się jak
dziecko z autyzmem... jedyne co mi przechodziło przez myśl to że ja na niego
nie zasługuję, że on nie powinien się ze mną męczyć... a z drugiej strony
czuję na niego taką złość momentami...już nie wiem co mam zrobić,
postanowiłam się leczyć znowu, ale leczenie trwa latami, a przez ten czas tyle
razy zdążę go zranić, siebie też