eyemakk Zwierzątka eyemakka - cz.1 'Jenot' 28.09.02, 20:15 JENOT - ssak z rodziny surrealnych, zamieszkujący Europę od wschodnich terenów Polski aż po środkową Anglię; jego nazwa ma swoje zrodlo wlasnie w języku polskim i angielskim, a jest zbitką polskiego słowa "je" oraz angielskiego słowa "NOT", czyli "nie". Swą nazwę zawdzięcza temu, iż jest zwierzęciem nocnym, przyrodnicy podglądający go doszli do wniosku, że prawie nigdy nie je (sami bowiem w nocy spali, nie mogąc dostrzec jego polowań; historia tych dzielnych, acz nieudolnych naukowców to temat na osobny wykład). Ulubioną rozrywką Jenotów jest układanie szyszek w stożki, na szczycie leży zawsze zdechła wiewiórka (zdechła z przyczyn naturalnych). Wyszukiwanie zdechłych wiewiórek to podstawowe zajęcie jenotów. Nie jest dla nich przyjemnoscią, lecz jedynie obowiązkiem poprzedzającym przyjemność. Jenoty żywią się korzeniami dębu, motylami bielinkami oraz młodymi kuropatwami i kogutopatwami (samcami kuropatw). Zyją około 5-6 lat, z tym, że jak do ukończenia 1 roku życia jenotowi nie uda się zbudować piramidy z szyszek ze zdechłą wiewiurką na szczycie - umiera nagle z niewyjasnionej dotąd przyczyny. Odpowiedz Link Zgłoś
icharyd Re: Zwierzątka eyemakka - cz.1 'Jenot' 28.09.02, 23:04 Mam w dupie jenoty Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: eyemakk grzeczna odpowiedz IP: *.toya.net.pl 29.09.02, 19:08 a ja mam w dupie zniewiescialych gdanszczan :P Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dos Mollendos Re: Zwierzątka eyemakka - cz.1 'Jenot' IP: 212.191.74.* 30.09.02, 11:02 Za dużo skromnem mem zdaniem języków Ci się drogi kolego Cuzamen do Kupy Zamenhof. Skromnem mem zdaniem przynajmniej suka jenota (bo z psowatych on jest!) ma na imię Anoreksja (je?not!!!) a wielki w związku z tem ma bul-imia swego. I bulwary, gdy się młode rodzą czyli defekuje potomkiem, a dla kuzynki owej pociotkiem. Pizdrawiam - Huan M. Odpowiedz Link Zgłoś
eyemakk Zwierzątka eyemakka - cz.2 'Borsuk' 29.09.02, 22:13 BORSUK - ssak z rodziny surrealnych, zamieszkujący bory i lasy Europy a właściwie tylko bory, i te lasy, w których występują bory. Mam na myśli oczywiście termin oznaczający zbiorowisko leśne z udziałem sosny, świerka i jodły, rosnące najczęściej na kwaśnych, ubogich glebach bielicowych. Dziad Borowy powinien wiedzieć o czym mówię. Jego nazwa (borsuka, nie Dziada Borowego) oznacza po prostu "Suka mieszkającego w borze". Suk to rodzaj męski suki. Suki to samochody policyjne. Samochód policyjny marki VW "Bora" jest równiez "Borsukiem" a raczej "Borsuką", czyli samica borsuka. Niestety, częśc borsuków preferuje mechaniczne partnerki, w postaci suk "Bora", co jest dla nich zgubne, gdyż większość borsuków robiacych wypad na łowy w pobliże komisariatów policji ginie w miłosnym amoku, czasem pod kołami samochodów, a czasem od kul policyjnych. Borsuki żywią się wszystkim co popadnie. Żywia i bronią. Pistoletami zabranymi policjantom. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dos Mollendos Re: Zwierzątka eyemakka - cz.2 'Borsuk' IP: 212.191.74.* 30.09.02, 11:08 Co do Borsuka to polecam monografię Pana Piotra Sumińskiego pod nośnym tytułem "Borsuk". Jest tam n.p. wyjaśnione, że zbitka Bor-suk oznacza także zaangażowanie owego w za przeproszeniem organa Biura Ochrony Rządu. Tu jest Pies pogrzebany (too, yess, pajs graveyaard tobstone). Jarek, może byś poszedł do lekarza? (Jarosław-Przemyśl-Medyka). Haha - Guanito Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dos Mollendos Re: Zwierzątka eyemakka - cz.2 'Borsuk' IP: 212.191.74.* 02.10.02, 10:18 Drogi Eyemakku! Z niecierpliwością oczekuję kolejnych Odcinków z Cyklu. Pisz-EyeMakku oPiż-Makku, o Gronostajach na dróg rozstajach, o łasicy w przyłbicy, o kunie na diunie... CZYTELNIK Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: eyemakk potrzebuje weny IP: *.toya.net.pl 02.10.02, 17:15 a wena jest czyms nieuchwytnym. jak nieuchwytny cel, nieuchwytny cwel i nieuchwytna jest mgła. a wena jest kobietą, tak poza tym Odpowiedz Link Zgłoś
aard Re: potrzebuje weny 02.10.02, 17:22 Gość portalu: eyemakk napisał(a): nieuchwytny cwel a wena jest kobietą, tak poza tym "Ona jest pedałem, parararararam, właśnie się dowiedziałem..." Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: eyemakk to sie nazywa zdanie wyjęte z kontekstu/no txt IP: 212.191.66.* 03.10.02, 10:29 Odpowiedz Link Zgłoś
aard A ja bym, Eyemakku, chciał przeczytać... 04.10.02, 09:36 Gość portalu: Dos Mollendos napisał(a): > Drogi Eyemakku! > Z niecierpliwością oczekuję kolejnych Odcinków z Cyklu. Pisz-EyeMakku > oPiż-Makku, o Gronostajach na dróg rozstajach, o łasicy w przyłbicy, o kunie na > > diunie... Opis oposa. Odpowiedz Link Zgłoś
cruach C52 30.09.02, 09:58 OMNIA MEA MECUM PUNCTO Nie zdawałem sobie sprawy, że tyle punktów wokół. Punkt A - w umowie prawniczej Punkt A - patrz: Punkt B Punkt AK - inaczej punkt-ak, do trasowania (a działacze z AK mieli swoje punkty) Punkt AKU punkt URA Punkt B - do którego zmierza pociąg, co wyruszył z ww. Punktu A Punkt CO2 - kompensacyjny Punkt D - pojemny nad podziw. W D można mieć jenota albo zniewieściałego gdańszczanina. Punkt G? - w niewieście (niekoniecznie z Gdańska). Punkt G - w kobiecie. Punkt J - w elektrokardiografii (medtech.eti.pg.gda.pl/pakiet10/pkt_10_7.html Punkt K - gdzie indziej niż punkt G, ale też na ciele. (W zdrowym ciele zdrowy punkt.) Punkt K - skoczni narciarskiej, czyli punkt K jak wyżej, tylko niżej, przy zeskoku Punkt O sobliwy w matematyce Punkt O sowiały w sowie (jeśli ktoś jest osowiały, najczęściej zamyka się w sowie) Punkt Omega - zawłaszczony przez Tiplera Punkt P - czyli typograficzny (podejrzewa się, że drukiem o niewielu punktach typograficznych, czyli tzw. drobnym drukiem pisuje się umowy prawnicze [patrz Punkt A], punktczas gdy chwytliwe powieści prawnicze drukuje się co najmniej nonparelem) Punkt ma Baran. Punkt ma rosa. Punkt ma Arosa Seat wtryskowy. Punkt czai się w każdym teutońskim adresie emailowym Punkt ośmiela się bywać niepełny! Na ten przykład w judo: waza ari (bo pełny to ippunkt) Punkt nąć można się w głowę. Punkt nąć można się też o leżące na ziemi grabie i punkść jak długi na ryj. Zanim będzie za późno zarezerwuję dla siebie punkt C. Punktualnie teraz. A potem zdam sobie sprawę, że przecież punkt de facto nie istnieje. Nie ma więc kobiet, nie ma prawników, nie ma skoczni, nie ma pociągów. (Nie ma mnie.) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dos Mollendos Re: Punkt Zet IP: 212.191.74.* 30.09.02, 11:16 Karateka=akta sprawy Karnawał=polskie sądy przez rok cały Lokata=trwała Kontakt=naga prawda o naszych oszczędnościach zdeponowanych Kontrakt=całkiem ubrana. W TV oznaczona niebieskim kółeczkiem Największą radością dla Surrealisty jest stracić wątek wypowiedzi :-))) Żułan (=Ułan z Żuław) Odpowiedz Link Zgłoś
cruach C53 30.09.02, 11:54 aard napisał: > Zed's dead, baby, Zed's dead... W związku z licznymi wątpliwościami naszych aardiosłuchaczy zwracamy się do Raardia Zet o powtórkę słuchowiska zed tytułem Punkt Fiction. Odpowiedz Link Zgłoś
aric Początek życia we mgle 30.09.02, 12:09 Jak codzień rano podnoszę się z łóżka i już wiem. Znów nie bedę widział normalnie. Bedzie biało, bedzie dziwnie. Ale powoli sie przyzwyczajam do ogólnego zobojetnienia. Mgła przed oczami a ja żyje w mgle. Ale czy tylko ja? Jestem przekonany, że podobnych mi ludzi jest miliony, a może wszyscy żyjemy we mgle. I kiedy znajdziemy oświecenie? Nic za darmo. Bódzimy sie i zdążamy, zdążamy i nie osiągamy celu. Co nam przeszkadza? Mgła, nie widzimy wszystkiego. Ale przecież gdyby jej nie było to moglibysmy się przestraszyć otaczającego nas świata. Ja się czasem zatrzymuję, macham rekami i próbuje rozproszyć te opary unuszące się wokół mnie. Czasm pomaga, ale męczę sie przy tym okropnie. Czy jest sposób na przejrzenie na oczy? Jest, ale nikt nie chce go stosować. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dos Mollendos Re: Początek życia we mgle IP: 212.191.74.* 30.09.02, 16:58 Arik, ty leniu, wstań, powiedz nie jezdem sam, to są Opary Absurdu! Lub pozostałości z Piór-Nonsensu tych co latały Ci za oknem kiedy czytałem. Gdy sprzątam nie lubię żartować. Gdy wycieram Kurze - nie znoszę jaj. Zaś życzenia dla Wszystkich Jajarzy mogą się won czas ułożyć w następujący Czterowiersz: Niech Jądra do stóp Waszych sięgną i padną! Niech stopy sięgną Jądra Ziemi!! A niech Ziemia się spod tych stóp nie usunie!!! Bo stać w próżni na jajkach kurwa niewygodnie Odpowiedz Link Zgłoś
eyemakk Re: Wątek surrealistyczny 30.09.02, 16:15 Gdy uruchamiamy na kolejowej makiecie więcej niż jedną lokomotywę, pojawia się problem jednoczesnego sterowania kilkoma pociągami. Zabawa jest atrakcyjna przy ruchu wielu pojazdów, ale jedna osoba może kierować tylko jedną lokomotywą. W sterowaniu pozostałymi lokomotywami pomogą urządzenia automatyczne. Naszym zadaniem będzie więc tylko programowanie przejazdów przez stacje oraz kierowanie lokomotywami manewrującymi, a ruch na liniach i mijankach będzie się odbywał samoczynnie. Podstawowymi układami takich auto matów są tzw. odcinki izolowane. Mają one za zadanie dostarczenie informacji o położeniu pociągów (inaczej : o zajmowaniu poszczególnych fragmentów toru). Układy sterujące na podstawie tych informacji wyświetlą odpowiednie światła na semaforach oraz ustawią zwrotnice. Dlatego budowę urządzeń samoczynnych należy rozpocząć od dokładnego poznania układów opisanych w dalszej części artykułu. W układach tych zastosujemy przekaźniki elektromagnetyczne, w które można zaopatrzyć się w sklepach: przekaźnik dla kolejki TTwr 8410 lub S617/545/119 , a stosowany zastępczo przekaźnik dla kolejki HO Piko" nr 5617/5/1. Przekaźnik 8410 będzie wygodniejszy, ze względu na większą liczbę zestyków. Przy zakupie przekaźników należy zwrócić uwagę na to, czy dołączone są do nich instrukcje obsługi i połączeń wewnętrznych. Układy zależnościowe i sterujące zbudujemy z przekaźników neutralnych dowolnego typu przystosowanych do zasilania napięciem 6-20 V, np. MT6, MTl2 lub z przekaźników kontaktronowych z samodzielnie nawiniętymi cewkami. Dla blokady liniowej będzie można użyć gotowych zestawów semafor-przekaźnik "Piko" nr 5270/5/19, po niewielkiej przeróbce. Ze względów ekonomicznych i plastycznych (na powierzchni makiety nie ma przekaźników) można samodzielnie wykonać zestawy dla blokady z własnoręcznie zbudowanego semafora (wzór jak dla PKP) oraz przekaźnika 8410. Jeżeli ilość zestyków, które powinny być w jednym przekaźniku, przekracza liczbę zestyków w posiadanych przekaźnikach, wtedy stosujemy równoległe podłączanie odpowiedniej liczby przekaźników. 1. Sygnalizacja kolejowa Ruch pociągów rządzi się nieco innymi prawami niż na przykład ruch drogowy. Te inne prawa wynikają z warunków technicznych działania kolei. Szybkość osiągana przez pociągi dochodzi do 140 km/h, ciężar składu do 2,5 ' 10 % N (ok. 2500 t), długość składu do 800 m i droga hamowania do 1000 m. Dlatego człowiek kierujący lokomotywą nie jest w stanie zatrzymać pociągu w czasie od spostrzeżenia sygnału do minięcia semafora, lecz musi być odpowiednio wcześniej ostrzeżony o wskazaniu ograniczającym szybkość. Każdy semafor swoimi światłami wskazuje dopuszczalną prędkość jazdy na odcinku położonym bezpośrednio za nim oraz na od cinku za następnym semaforem. W ten sposób maszynista otrzymuje na każdym semaforze dwie informacje. Każda z tych informacji pojawia się na dwóch kolejnych semaforach - pierwszy raz jako ostrzeżenie, drugi raz jako nakaz ograniczenia prędkości. Rys. 1 przedstawia powiązanie wskazań semaforów i prędkości jazdy dla kolejnych odcinków. Jako ograniczenia prędkości przyjęto na PKP następujące wielkości : 0 km/h, 40 km/h, 60 km/h, 100 km/h i Vmax. Kiedy stosuje się takie ograniczenia? 0 km/h - "stój", jazda zabroniona, 40 km/h - jazda po rozjeździe na od gałęzienie lub z odgałęzienia. 60 km/h - jazda na lub z odgałęzienia po rozjeździe nowej konstrukcji, 100 km/h - jazda na wprost po rozjeździe krzyżowym, skrzyżowaniu lub po łuku zewnętrznym rozjazdu łukowego, Vmax- jazda z największą prędkością dla danego odcinka określoną przepisami (od 40 do 140 km/h). Odpowiadające tym prędkościom wskazania na semaforze pokazane są na rys. 2. Każdy z sygnałów b1 - b4 może wystąpić z dowolnym sygnałem spośród a1 - a4; natomiast sygnał c występuje zawsze samodzielnie. Semafor stacyjny składa się z 2-5 komór i ewentualnie wskaźnika, tzw. pasa zielonego lub żółtego. Rozmieszczenie komór pokazuje rys. 3a. Sygnał zezwalający na jazdę składa się zawsze z jednego z górnych świateł (wskazania b1 - b4) i zależnie od ustawionej drogi jazdy pociągu ze świateł dolnych (wskazania a1 - a4). Sygnał "stój" jest podawany jako jedno czerwone światło (wskazanie c). Ilość możliwych kombinacji wskazań jest następująca : (b1 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dos Mollendos Re: Wątek surrealistyczny IP: 212.191.74.* 30.09.02, 16:46 A co to jest zwrotnica? Ano jest to miejsce, gdzie wszystkim kolejarzom już niedobrze i przepadła kolejka... Odpowiedz Link Zgłoś
zygfryd_ Do eyemakka 11.10.02, 10:26 Widze, ze wyciagnales z szafy makiete kolejki, ktora ci tatus kupil na piate urodziny. Nie majac weny TFUrczej postanowiles sie posilkowac instrukcja do niej. Gratuluje i czekam na ciag dalszy Odpowiedz Link Zgłoś
cruach C54 01.10.02, 10:23 Skoro może Mann tłumaczyć teksty, to i ja mogę. Mam pod ręką Derridę i słowniczek. Starczy. Uwiąd. Pierwszą transzeją pójdzie piosenka Georga Jerzego Harrisona GOT MY MIND SET ON YOU Błyskotliwe swe tłumaczenie podaję w nawiasach kwadratowych szczęk. Komentarz pod asteriksem *. I GOT MY MIND SET ON YOU I GOT MY MIND SET ON YOU I GOT MY MIND SET ON YOU I GOT MY MIND SET ON YOU [JA DOSTAŁEM SWOJE SŁUCHAWKI NA CIEBIE.] * Czasownik "to set" ma w angielskim tyle znaczeń, że można go sobie darować. Pieśniarz ma pewnie na myśli "head set" czyli słuchawki ("head" oraz "mind" są w idiomatyce angielskiej bardzo bliskoznaczne). Podmiot nazbyt liryczny to szpieg, co dostał rozkaz z Centrali, żeby podsłuchiwać swoją kochankę. Więc daje jej słuchawki. Agent ma problem z koncentracją albo się jaka, skoro czterokrotnie powtarza zdanie. A może kochanka jest przygłupia? przygłucha? A może to kochanek? A nie uprzedzajmy faktów. Tym bardziej, że�Nie wykluczam alternatywnego tłumaczenia: [JA ZAŁOŻYŁEM SWOJE SŁUCHAWKI NA TOBIE] * To wersja mniej cenzuralna. Agent siedzi na kochance ale nie przestaje słuchać komunikatów Centrali. W tej wersji agent się nie jąka, tylko ma słabe pasmo nadawania i odbioru. BUT IT'S GONNA TAKE MONEY [ALE TO IDZIE ZABRAĆ PIENIĄDZE] * Nie wiadomo na razie, co to jest TO, jak z tytułu wiadomego horroru. Ale idzie po pieniądze. Stawiam na innego szpiega, który szantażuje naszego bohatera. A WHOLE LOTTA SPENDING MONEY [CAŁE PIENIĄDZE LOTTY SPENDING] * Czy Lotta Spending to kochanka naszego agenta? Może szantażysta ma zdjęcia bohatera w koicji z Lottą? Może Lotta to "kret" ze Stasi? (niemieckie imię!! por.: Lotta Rosie). Atmosfera się zagęszcza. IT'S GONNA TAKE PLENTY OF MONEY [TO IDZIE ZABRAĆ DUŻO PIENIĘDZY] * Albo zdjęcia są wyjątkowo świńskie, albo Lotta na pewno jest ze Stasi. TO DO IT RIGHT CHILD [ŻEBY ZROBIĆ TEMU PRAWE DZIECKO] * Wyjaśnia się. TO czyli szantażystka jest żoną agenta. Nie życzy sobie rywalki Lotty. Cyka jej zegar i domaga się dziecka. Prawego czyli ślubnego. IT'S GONNA TAKE TIME [TO ZABIERZE CZAS] * Odpowiada agent. (Teraz przyszło mi do głowy, że może agent rozmawia z żoną szantażystką przez ww. słuchawki). A żeby nie to "prawe dziecko", to "dużo pieniędzy" oznaczałoby zapewne alimenty takie że się męska szowinistyczna świnia nie pozbiera(łaby). A WHOLE LOT OF PRECIOUS TIME [CAŁĄ DZIAŁKĘ CENNEGO CZASU] * Wers jasny. Dziecko robi się długo. Możliwe podteksty narkomańskie ("działka"). IT'S GONNA TAKE PATIENCE AND TIME, UMMM [TO ZABIERZE CIERPLIWOŚĆ I CZAS, UMMM] * Szantażowany agent jeszcze się opiera, że niby nie ma cierpliwości, że nie ma czasu - lecz końcówka ("ummm") dobitnie wskazuje, że zabrał się do roboty. Robienia dziecka. Nie wiadomo na razie komu. TO DO IT, TO DO IT, TO DO IT, TO DO IT, TO DO IT, [onomatopeiczne synkopowanie frykcji prorodzinnych] TO DO IT RIGHT CHILD I GOT MY MIND SET ON YOU [x4] AND THIS TIME I KNOW IT'S FOR REAL [I TYM RAZEM JA WIEM ŻE TO JEST NAPRAWDĘ =W REALU] * Albo agent robił to tylko wirtualnie (wtedy słuchawki są zestawem Nintendo), albo pierwszy raz robi to w sklepie Real (co dodaje obrazkowi pikanterii), albo pierwszy raz nie udaje seksu małżeńskiego. THE FEELINGS THAT I FEEL [UCZUCIA CO JA CZUJĘ] * Jakieś truizmy nasz agent bełkoce. Pewno w ekstazie. UWAGA! Od tego miejsca będzie coraz sprośniej. Dzieci uprasza się o przerwę w lekturze. I KNOW IF I PUT MY MIND TO IT [JA WIEM ŻE JEŻELI JA WŁOŻĘ GŁOWĘ DO TEGO] * Bez ochyby seks oralny z żoną szantażystką. I KNOW THAT I REALLY CAN DO IT [JA WIEM, ŻE JA NAPRAWDĘ MOGĘ TO ZROBIĆ] * Agent stosuje tzw. pozytywne myślenie. Rozumiem go: środek sklepu Real, wokół pełno ludzi, nad nim lub pod nim kochanka ze Stasi, gdzieś w tym wszystkim słuchawki, żona szantażystka domaga się zrobienia dziecka oralnie. Surrealizm pełną, excusez le mot, gębą. Agent musi myśleć pozytywnie. Zamknij oczy, myśl o ojczyźnie, skup się na czymś, ten cały seks musi się przecież skończyć! Skup się! I GOT MY MIND SET ON YOU [SKUPIŁEM SWÓJ UMYSŁ ZE SŁUCHAWKAMI NA TOBIE.] * Błąd! Błąd! Za dużo obiektów! Skup się dokładniej! Na pojedynczym obiekcie!! SET ON YOU [SKUPIŁEM NA TOBIE] * Dalej źle! Agent niby a taki niekumaty! Nie można się koncentrować na wrogu, ehem, na żonie szantażystce. Wybierz inny obiekt! I GOT MY MIND SET ON YOU [JA DAŁEM SWOJE SŁUCHAWKI NA CIEBIE] * No pięknie. Nie dość, że szantażystka chce dziecka, alimentów, wygnania Lotty, to jeszcze słuchawki jej oddaj. Cepie ty. SET ON YOU [SKUPIŁEM NA TOBIE] * Na mnie się nie skupiaj. Ja mam ciebie dość. BUT IT'S GONNA TAKE MONEY �itd.�itd.�da capo al fine ==================================== Tłumaczenie to twardy kawałek chleba. TRUACHLASTING SERVICES spółka niejawna Cruach Kreator Dyrektywny Odpowiedz Link Zgłoś
aard Z cyklu roślinaarda - KAKTUS 01.10.02, 10:53 Kaktus (gr. káktos ) roślina z rodziny surrealistycznych (Surrealeae), której 2000 gatunków (co stawia je nawet przed wódką) pochodzi ze strefy tropikalnej i subtropikalnej obu Ameryk, sucholubna; niektóre mają piękne duże kwiaty lub jadalne owoce; drobne odmiany są stosowane jako doniczkowe rośliny ozdobne. Jeszcze drobniejsze bywają zasadzane na małych trzonkach i stosowane w niektórych krajach (np. Boliwia) jako szczoteczki do zębów. Najdrobniejsze używane są przez agentów w czerni (organizacja KKF - Kościół Katolicki Forever) do sabotowania fabryk prezerwatyw. Z kolei kolce odmian ogromnych, np. Cactus Wielgus, znajdują zastosowanie w przemyśle zbrojeniowym krajów rozwiających się. Kaktusy to prawdziwe magazyny mody. Stroją się w miejscach, gdzie podczas pory pokazów odbywa się ich miesięcznie ok. 3000. Przymierzają najnowsze kolekcje na swoich grubych łodygach. Ich liście zamieniły się w kolce, żeby było na czym ciuszki udrapować. Kaktusy wiele razy ratowały życie wędrowcom, zagubionym na pustyniach machając do nich swoimi sukienkami i przemawiając czule słowami otuchy i nadziei. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dos Mollendos Re: Z cyklu roślinaarda - KAKTUS IP: 212.191.74.* 02.10.02, 10:22 A czy są brera? Odpowiedz Link Zgłoś
aard Kamieniec Podolski z serca 01.10.02, 16:00 Że Eyemakk ma jednak dostęp do kompa na którym można coś zrobić. To znaczy - jeden służy mu do ściągania poczty, drugi do jej odczytywania, trzeci do gg, a czwarty do drapania się po głowie. Z kolei piąty i szósty myją mu zęby. Nie napisał, czy ma jakiś do myślenia. A może chociaż to robi sam...? Odpowiedz Link Zgłoś
aard Z cyklu roślinaarda - TYTOŃ 02.10.02, 09:24 Tytoń (Nicotiana), roślina z rodziny psiankowatych (Aardae), ponad 100 gatunków i ok. 1000 pod(łych)gatunków, głównie z Nowego Świata i Nowego Targu (New Market). Tytoń szlachetny (Nicotiana tabacum) jest ważną ekonomicznie i ekumenicznie (używaną w wielu obrządkach religijnych) rośliną uprawną, używkową i jak najbardziej użytkową, zawierającą w liściach alkaloid nikotynę, o działaniu pobudzającym system nerwowy, w większych dawkach trujący. Nazwa TYTOŃ została wywiedziona właśnie od tej jej cechy. Pierwsi użytkownicy korzystali bowiem bez opamiętania i po przedawkowaniu padali bez życia, co kojarzyło się z tonięciem. Jak widać geneza nazwy nawiązuje do znacznie późniejszego chronologicznie, acz wcześniejszego nomenklaturowo (co jest możliwe dzięki zjawisku surrealistycznego zakręcenia przestrzeni) narodzenia Tytusa de Zoo. Uprawa tytoniu szlachetnego Tytoń używany był od dawna przez Indian, zwyczaj palenia tytoniu został wprowadzony w Europie w XVI w. (murarz J. Nicot), zwany też Jasiem Nicotynkiem od jego zwyczaju palienia podczas tynkowania. Obecnie tytoń uprawiany jest w wielu odmianach i uszlachetniany przy pomocy prądu odmiennnego. Tytoń bakun, służacy do bakania, czyli machorka (Nicotiana rustica - jak sama nazwa wskazuje pochodzi z Rosji) jest rzadszy w uprawie (co oznacza, że krzaki rosną w większych wzajemnie odległościach) , stosowany głównie do produkcji insektycydów i kaktusocydów. Warto bowiem dodać, że największym szkodnikiem upraw tytoniu jest kaktus, który złośliwie dziurawi kolcami jego liście i nasącza je zgromadzoną w swych łodygach wodą tak, że stają się niepalne (o kaktusach czytaj tu: www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=3132917 ). Powiązania: Tabaka, jest to sproszkowany tytoń - ulubiona potrawa proszkaków (zwykle z odmiany Kentucky lub z machorki, radziej muchomorki), przeznaczony do wciągania przez nos. Jest to czynność niezwykle wciągająca, jako że wywołuje kichanie. Dla zainteresowanych tematem, o związach tytoniu z edukacją: www.wiedzaizycie.pl/98062300.htm Hasło powstało na podstawie: wiem.onet.pl/wiem/00e947.html Uprzystępnił i spłycił Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dos Mollendos Re: Z cyklu roślinaarda - TYTOŃ IP: 212.191.74.* 02.10.02, 10:26 A pal ma? Odpowiedz Link Zgłoś
aard Coś o markizach i kotletach 02.10.02, 09:46 www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=3141690 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dos Mollendos Re: Coś o markizach i kotletach IP: 212.191.74.* 02.10.02, 11:01 Jestem Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek.Andym Warholem Literek. Podpisano: Andym Warholem Literek. Odpowiedz Link Zgłoś
aric John Matrix 02.10.02, 10:12 John Matrix (ur 1984) na potrzeby filmu Commando. Bohater nietuzinkowy, który zasłynął tym, że nie kończyła mu się amunicja. Kim własciwie dla mnie jest John Matrix. Jest inspiracją i natchnieniem, prowadzącym do kultu jednostki. Bez przyporządkowania, bez szuflatkowania. Jest jeden jedyny. Poteżny, bez skrupółów, bez obiekcji, prostolinijny. Zabija bez mrógniecia okiem, ale nie bez powodu. 190 wzrostu i masa miesniowa przekraczająca 100 kg pozwala mu na bezpieczne stworzenie wokół siebie aury niebezpieczeństwa. Unikają i boją się go ludzie zwykli, a on tylko z miłosci do swojej córki pragnie rozpierduchy. Zastanawiając się nad fenomenem tego bohatera dochodzę do wniosku, że jego nazwisko stało się punktem wyjścia do dalszego postrzegania swiata przez zarówno ludzi ze swer twórczych jak i ludzi zwykłych, szukajacych oderwania od rzeczywistości w innej rzeczywistości. Matrix. Nic dodać nic ująć. I gdy zapytany pod koniec jego przecudownej akcji na wyspie Val Verde, trzymając córke na ręce, choć postrzelony w nią okrutnie, o to czy wróci jeszcze do akcji, odpowiada, żeby na to nie liczyć, łezka się w oku kreci. Po czym odchodzi w kierunku czekojącego na nich hydroplanu z dreptajacą w pobliżu maszyny stewardesą o czekoladowym kolorze skóry. Twradość bije z ekranu niczym młot kowala napierdalajacego w kowadło. Odpowiedz Link Zgłoś
aard Jon Markiz 02.10.02, 11:09 aric napisał: > Jon Markiz de Sadek von Kotleciński (ur. 2084) na potrzeby firmy Copulando. Bohater nietuzinkowy, bo ponadtrzytuzinkowy (dokładnie 371 mm w pełnym stanie gotowości bojowej), który > zasłynął tym, że nie kończyła mu się amunicja ani animusz. > Kim własciwie dla mnie jest Jon Markiz. Jest inspiracją i natchnieniem, > prowadzącym do kultu jednostki w wielu połówkowych osóbkach. A dokladnie wielu milionach osóbek o połowicznym materiale genetycznym. Bez przyporządkowania, bez szufladkowania, za to z pełnym okresem ochronnnnym (ang. preservative period). Jest > jeden z jodyny. Poteżny, bez skrupułów, bez obiekcji, bez ablucji, bez abolicji i polucji. Zabija bez > mrugniecia okiem, po prostu zakładając odpowiedni przyrząd na odpowiedni narząd. Dochodzi w kierunku czekającego na nich hydroplanu z dreptajacą w pobliżu > maszyny stewardessą o czekoladowym kolorze skóry, gotową nieść pomac w każdej postaci, jak również bezpostaciowo, tj. amorfologicznie (z łac. bezzewnętrznie, a zatem przy pomocy samego wnętrza). Twradość bije z ekranu niczym > młot kowala napierdalajacego w kowadło i jest to twardość ponadtrzytuzinkowa. Ochman chciał seksu. Odpowiedz Link Zgłoś
aard Do całego brokerstwa Rzeczypospolitej! 02.10.02, 15:03 Dziś w pracy (a pracuję w firmie ubezpieczeniowej) miałem m.in. za zadanie spłodzić pewien tekst. Oto, co z tego wyszło i przez Prezesa podpisane zostało! "Do całego Brokerstwa Rzeczypospolitej! My, [nazwa firmy] ogłaszamy piórem herolda naszego, iż zaniedługo odbędzie się wielki Zjazd Braci Brokerskiej na Zamku Wielkiego Mistrza Zakonu Najświętszej Marii Panny w dumnym mieście Malbork. Cuda niezwykłe będą Zjazdowi owemu towarzyszyć, a najpierwszym z spośród nich Prześwietne Zapasy Rycerskie będą. Każden z przybyłych będzie mógł sprawdzić się w zadaniach rozlicznych, a gdy mu Bóg i szczęście sprzyjać będą, wówczas przed nim widoki na morze korzyści ścielić się będą. Najlepszym przypadnie bowiem w udziale wielki a ogromny krzyżacki skarb, a wszyscy na biesiadę do Wielkiego Mistrza zaproszonymi będą. Przybywajcie przeto, Braci Brokerska na Malborski Zamek w dniu [...] miesiąca października roku Pańskiego 2002, by uciechom ducha i ciała się oddawać, a obecnością swą oczy wielkiego Mistrza, a takoż i nasze wielce ucieszyć." Życie jest makrelą, co? Odpowiedz Link Zgłoś
aard Wata w uszach i co z tego wynikło... 02.10.02, 15:14 www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=3145707&a=3145707 Odpowiedz Link Zgłoś
aard Ciekawe, czy kiedyś znudzi mi się... 02.10.02, 16:42 ... pisanie samemu całe dnie na WS. I tylko zmienianie sygnaturek. Odpowiedz Link Zgłoś
aard My name is Marion, Pig Marion 03.10.02, 08:55 W aktach operacyjnych przez wiele lat figurował wyłącznie pod pseudonimem: krzaklewski, pisane specjalnie z małej litery, żeby wtajemniczeni w zasady wiedzieli, że nie jest to prawdziwe nazwisko. Ono samo brzmiało natomiast Pig Marion. Jego rodzice byli ortodoksyjnymi Żydami zamieszującymi południową część Virginii, a on był nieplanowanym (a ojciec podejrzewał nawet że nie jego własnym) dzieckiem. Jednak religia zabraniała im aborcji, więc żeby choć w ten sposób wyłądować swój gniew i podkreślić jego "niekoszerność" dali mu na imię Pig. Wychował się od trzeciego roku życia w domu dziecka (matka zmarła, a ojciec nie chciał w domu trzymać bękarta, jak go nazywał). Tam oczywiście wszystkie dzieci strasznie się nad nim znęcały z powodu jego imienia. Kiedy opuścił sierociniec w wieku 17 lat miał tylko dwie rzeczy: złamaną osobowość i dołek na brodzie. c.d.n. Pomóżcie mi napisać dalszą część tej historii... Odpowiedz Link Zgłoś
aard Prezent od Iana Usha 03.10.02, 09:07 UTWÓR P.T. SOCIALISMO O SALVADORE!!! choć to niezwykłe a jednak - dali! : górnikom dali hutnikom dali spawaczom dali skrawaczom dali dekarzom tokarzom stolarzom murarzom zaprawdę wszystkim salwador dali Do użytku dowolnego - pozdrawiam - G.T. Odpowiedz Link Zgłoś
aric Snake Plisken 03.10.02, 10:40 Snake Plisken (ur. 1981) zasłynął mając tylko jedno oko i węża na brzuchu. Człowiek o twardosci skały i zwinności grzchotnika. Ciagle ucieka. Uciekł juz dwa razy i planuje trzecią ucieczkę. Wszyscy myslą że umiera a on życje dalej. Szybuje, serfuje, gra w koszykówke i walczy na ringu. Jego wyczyny, umiejętnośc wychodzenia z opresji i pomysłowość są znane w kregach jako jedyne w swoim rodzaju. Ciągle kiwa swoich zleceniodawców, a ostatnio zgasił świat, sprowadzając wszystkich do sredniowiecza. Zapalając papierosa powiedział: Witaj raso ludzka. Mój sentyment co do jego osoby polega na tym, że jest on bohaterem mojego dzieciństwa i stanowił inspiracje dla mojej wczesnej prozy. Odpowiedz Link Zgłoś
cruach C55 03.10.02, 11:31 UCIECZKA Z NOWEGO ARICU Can Pilsner (ur. w starym browarze) zasłynął, że wyciąga z pijącego trzecie oko a węża z kieszeni. Chmiel o twardości wody i pienności Wełtawy. Czasem zasyczy. Uciekł mi dwa razy, uciekiem na kimono. Wszyscy myślą, że nigdy brewerii dość a tu sięgamy dna. Mój sentyment do piwa nie polega. Bo poległ dawno temu. Pilsner dla mnie umarł. Dead Can't Dance. Dziś nie Can ale kanka, nie Pilsner ale pyza. Pyza na polskich dróżkach nie była heroiną mego dzieciństwa, nie inspirowała. Za szybko szwendała się po ekranie. Heroiną bywał za to papieros, PaParis mon amour. Raz, zapalając papierosa (heroinę moją) powiedziałem: witaj, smutku. Był to papieros Manhattan King Size, syf tak straszliwy, że oddałem całą paczkę bezdomnemu. (Nadal nie wiem, czy to był dobry czy zły uczynek.) Z syfem miałem też okoliczność na policzkach. Kto popalił papierochy z Wietnamu, temu żadne Gitanesy nie były straszne, i bez ustnika. Ratowaliśmy się w klubie wesołego pilsnera metodą ustnik-ustnik: a gdy bez ustnika, to lufka parzyła łapy i przyklejała się do warg. Dziewczyny się nie kleiły chociaż też parzyły. Cóż, towaru zawsze mało. Skręty robiło się z najdziwniejszych bibuł. Można ich było szukać w kibelku. Leżał na przykład numer Cat, tak już uwalany śluzem i tym co to wiecie pochodzenia organicznego, że człowiekowi źle się robiło w metempsychorze. Nic to, nałóg silniejszy. No a potem kawałek cycka puszczał się z dymem - a skwierczał, to jasne, bo ludzkie ciało skwierczy płonąc, nagie a sprofanowane. Ależ odyseja samicy ze skandynawskiego świerszcza!: poddasze, fotoreporter, rozkracz, prom, ponury kiosk w Polsce, poszukujący inspiracji studencik, który z naukowej stypy porno nabywa, wąchanie i kalanie przez pół akademika płci jednej, nie licząc waletek z rzadka poczwarkujących w damy, (s)krętactwo na głodzie, wreszcie ten oczyszczający płomień. Katharsis pełną gębą, pełną parą, pełną męską wargą, do której przylepiała się obrzmiała warga damska. Albo damski cycek. Powtarzam się. A cóż, nikt nam, przepraszam ja, nie obiecywał, że studia to sielan kał. Kał siał defetysta eklogik Wergiliusz jeden z drugim, a reszta jest milczeniem. I w tym milczeniu skręcaniu nałogu. Dziś już nie biorę skrętów do ust. W ogóle mało co biorę. Czasem, jak co ładne i warte i kształtne, to biorę do ust. Ale z zasady, co to, to nie. Rozmarzyłem się niepotrzebnie. Czas uciec do nowego dzionku. Za się precz: stare czasy, stare kobiety, i morze. Morze jakoś będzie. Odpowiedz Link Zgłoś
aard Re: Snake Plisken 03.10.02, 15:24 Któż twórcą owego bogadyra, Aricu? Z jakiej książki, jakiego filmu pochodzi? Odpowiedz Link Zgłoś
aric Re: Snake Plisken 03.10.02, 15:41 Toć to postać kultowa. Praca domowa. Poszukać, znaleźć obejrzeć filmy. Odpowiedz Link Zgłoś
cruach C56 04.10.02, 09:20 aric napisał: > Toć to postać kultowa. Praca domowa. Poszukać, znaleźć obejrzeć filmy. Podpowiedź jest w tytule C55. Odpowiedz Link Zgłoś
eyemakk Zwierzątka eyemakka - cz.3 'Norka' 03.10.02, 10:44 NORKA - ssak z rodziny surrealnych, zamieszkujący nory i norki Europy i Ameryki, jednak w Ameryce jest zdziczała i bardziej agresywna, podobnie jak ludzie. Norki są bardzo zamożne, gdyż każdą z nich stać na futro z norek. Norki chodzą więc w norkach i mieszkają w norkach, całe ich życie obraca się wokół norek. Norka zasiedla brzegi rzek, stawów i urwisk. Gatunek o ziemnowodnym trybie życia, podobnie jak płetwal błękitny dawno temu, bo w karbonie i permie. Norka doskonale pływa i nurkuje, a nawet norkuje. Odżywia się drobnymi rybami, rakami, płazami i wszystkim tym, co ludzie wywalają do rzek. Tryb życia nocny, dzień spędza w norkach. Jest altruistą, gdyż sprzedaje swoje futro latem, gdy jest ciepło, by zimą odkupić je po wyższej cenie, dając zarobić pośrednikom. Oprócz wspomagania przemysłu lekkiego, pomaga też górnikom i stoczniowcom - udostępnia im swoją norkę, by mniej płacili za mieszkanie w ciężkiej sytuacji recesji i bezrobocia. A żony takiego górnika, hutnika czy stoczniowca cieszą sie, że mają własną norke, a w środku norke na dodatek. -tekst powstał przy współpracy aarda- Odpowiedz Link Zgłoś
aard Suplement 03.10.02, 15:57 Zapomniałem dodać, że Eyemakk najdalej za dwa tygodnie będzie ze mną zasiadał po prawicu Wyborczego Ojca. A ja już od jutra... 1111 Odpowiedz Link Zgłoś
szprota1 Cały dzień czytałam... 03.10.02, 19:22 .. ale przeczytałam. Aard, pogratuluj. Twarz mi przecisnęło na drugą stronę głowy, a z oczu wystrzeliły dwie szypułki. Ciekawe co mi sie przyśni. Jeśli nic, to jutro to opiszę. A kontrolnie wątek podbiję przy okazji, a co! Odpowiedz Link Zgłoś
aard Hurra, hurrrra!! 04.10.02, 09:06 Witaj Szprotko (o wdzięcznym imieniu na K) z oczami z drugiej strony u nas! Tak się cieszę, że tu zajrzałaś! Pisuj jak najczęściej - z takim przenikliwym (przez czaszkę się przebił) organem wzroku będziesz tu pasować :-)) Odpowiedz Link Zgłoś
szprota1 ...A potem napisałam! 03.10.02, 20:52 Zajazd „Pod Zaśmierdłym Siodłem” prowadził ponury, małomówny Alchemik. Odznaczał się żywą niechęcią do innych przypraw niż majeranek, chorobliwą chudością, na widok której wszystkie elfki popadały w nieuleczalną anorek-sję i niewytłumaczalnym uporem w kwestii czystej pościeli. Jednym słowem, wzbudzał zaufanie i otuchę w sercach wędrowców. (FRAGMENT POMYSŁU NA WIĘCEJ A PÓKI CO ZEBY PODBIĆ) Odpowiedz Link Zgłoś
aard Re: ...A potem napisałam! 04.10.02, 09:10 szprota1 napisała: > > (FRAGMENT POMYSŁU NA WIĘCEJ A PÓKI CO ZEBY PODBIĆ) Podoba mi się zarówno pomysł, jak i filozofia stojąca za umieszczeniem teraz i tutaj jego fragmentu :-) Jak długo Ci się wątek ładuje? Nie zniechęca Cię to? Odpowiedz Link Zgłoś
szprota1 wątek mi się. 04.10.02, 15:24 wątek mi się ładuje idealnie na wypalenie jednego papierosa, trzech dziur w dywanie i miotnięcie ośmiu przekleństw pod adresem tego binarnego debila. Ale nic to, dzielnam i twardam! LiveLong&Prosper Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: eyemakk złota myśl IP: 157.25.164.* 04.10.02, 15:42 NIE MA BYTU BEZ ODBYTU. ps. ulubiona moja złota myśl okresu liceum, zaczerpnięta z pewnego opowiadanka s-f. Odpowiedz Link Zgłoś
zygfryd_ Re: złota myśl 11.10.02, 10:19 gratuluje ci takiej zlotej mysli. jesli to twoje motto zyciowe, to proponuje ci wsadzic sobie tam stodole i stonoge. Odpowiedz Link Zgłoś
eyemakk ciąg dalszy...? jeden z możliwych 04.10.02, 14:51 szprota1 napisała: > Zajazd „Pod Zaśmierdłym Siodłem” prowadził ponury, małomówny Alchemik. Odznaczał się żywą niechęcią do innych przypraw niż majeranek, chorobliwą chudością, na widok której wszystkie elfki popadały w nieuleczalną anoreksję i niewytłumaczalnym uporem w kwestii czystej pościeli. Jednym słowem, wzbudzał zaufanie i otuchę w sercach wędrowców. ... jak każdy alchemik, alchemik próbował przemienić coś w złoto. Był jednak filozofem i w trakcie głębokich przemyśleń doszedł do wniosku, że wszyscy próbuja osiagnąć złoto z ołowiu, to on spróbuje z czegoś innego (na całe szczęście, gdyby babrał sie jednoczesnie w ołowiu i jedzeniu dla gości zajazdu, tym ostatnim nie wyszłoby na zdrowie). Do produkcji złota postanowił użyć tego co miał pod dostatkiem, a więc resztek potraw ze stołów oraz tych, co upadły na ziemię (elfy i część ludzi gardziły czymś co upadło na podłogę, lecz np. orki czy hobgobliny zżerały to ze smakiem). Żył więc sobie Alchemik w spokoju i próbował stworzyć złoto z jedzenia jednak nie udawało mu się. Próbował też uzyskać niejaki "kamień fizjologiczny", również na opak wszystkim alchemikom. Uznał bowiem, że jako filozof, kamieni filozoficznych to on ma pod dostatkiem. Pewnego dnia jednak życie Alchemika się odmieniło. Do zajazdu zajechały na konikach dwie smukłe i piękne kobiety. Wyglądały jak elfki, a jednak nie do końca. Były od nich większe i nieco bardziej przypominały ludzi... Stajenny, mały i nieznosny nizioł Hub, wyszedł po konie. Alchemik, jako gospodarz, równiez wyszedl ze swojej pracowni. Od jakiegoś czasu nie miał gości, pracował więc nad zamianą ziemniaka w buraka (wg jego teorii był to wazny etap na drodze osiągnięcia złota). Alchemika przeszedł dreszcz, a potem kolejny ijeszcze jeden. Już kiedyś odwiedziła go półelfka i wiedział, co sie potem stało. Ale ona była tylko przez chwile, poza tym była z drużyną ludzi. A te dwie były same. I były dwie... c.d.n.? Odpowiedz Link Zgłoś
szprota1 eyemakku, glapiszon ze mnie nieziemski 10.10.02, 15:26 eyemakk napisał: > szprota1 napisała: > > > Zajazd „Pod Zaśmierdłym Siodłem” prowadził ponury, małomówny A > lchemik. > Odznaczał się żywą niechęcią do innych przypraw niż majeranek, chorobliwą > chudością, na widok której wszystkie elfki popadały w nieuleczalną anoreksję i > niewytłumaczalnym uporem w kwestii czystej pościeli. Jednym słowem, wzbudzał > zaufanie i otuchę w sercach wędrowców. > > ... jak każdy alchemik, alchemik próbował przemienić coś w złoto. Był jednak > filozofem i w trakcie głębokich przemyśleń doszedł do wniosku, że wszyscy > próbuja osiagnąć złoto z ołowiu, to on spróbuje z czegoś innego (na całe > szczęście, gdyby babrał sie jednoczesnie w ołowiu i jedzeniu dla gości zajazdu, > > tym ostatnim nie wyszłoby na zdrowie). Do produkcji złota postanowił użyć tego > co miał pod dostatkiem, a więc resztek potraw ze stołów oraz tych, co upadły na > > ziemię (elfy i część ludzi gardziły czymś co upadło na podłogę, lecz np. orki > czy hobgobliny zżerały to ze smakiem). > > Żył więc sobie Alchemik w spokoju i próbował stworzyć złoto z jedzenia jednak > nie udawało mu się. Próbował też uzyskać niejaki "kamień fizjologiczny", > również na opak wszystkim alchemikom. Uznał bowiem, że jako filozof, kamieni > filozoficznych to on ma pod dostatkiem. > > Pewnego dnia jednak życie Alchemika się odmieniło. Do zajazdu zajechały na > konikach dwie smukłe i piękne kobiety. Wyglądały jak elfki, a jednak nie do > końca. Były od nich większe i nieco bardziej przypominały ludzi... > > Stajenny, mały i nieznosny nizioł Hub, wyszedł po konie. Alchemik, jako > gospodarz, równiez wyszedl ze swojej pracowni. Od jakiegoś czasu nie miał gości > , > pracował więc nad zamianą ziemniaka w buraka (wg jego teorii był to wazny etap > na drodze osiągnięcia złota). > > Alchemika przeszedł dreszcz, a potem kolejny ijeszcze jeden. Już kiedyś > odwiedziła go półelfka i wiedział, co sie potem stało. Ale ona była tylko przez > > chwile, poza tym była z drużyną ludzi. A te dwie były same. I były dwie...Były w podróży od wielu dni. Nie rozmawiały ze sobą ani o jej celu, ani o tym, co może je spotkać na szlaku. Nie musiały. Były telepatkami. Teraz jednak cel został osiągnięty. Szybko dostrzegły, że wzbudzają zainteresowanie. Zwłaszcza Cordona. W miejscu takim jak to ustala się pewien fizyczny typ, smukły, wychudzony, zdradzający wieczne napięcie, na którym ciemnobure łachmany włóczęgów i jaskrawa czerwień sztucznego jedwabiu miały obowiązek wyglądać malowni-czo i dekadencko (inna rzecz, że szaty nie zawsze miały poczucie obowiązku i czasami zamiast malowniczości fundowały właścicielom żulerskość i nie-chlujność). Obiecująco pulchna sylwetka Cordony i gołębi błękit luźnej, wy-godnej szaty robiły na reszcie gości zajazdu takie wrażenie, jak kaczka po pekińsku na osobniku skazanym na dietę warzywno-owocową. Cordona nie wyglądała na osobę nękaną niemal wyłącznie strachem i tęsknotą. Jeśli ko-jarzyła się z jakimś uczuciem, to był to przesyt, jaki następuje po zjedzeniu zbyt dużej ilości chałwy z bakaliami w polewie czekoladowej wzbogaconej ajerkoniakiem i bitą śmietaną. Była zatem podręcznikowym przykładem oso-by niepogodzonej ze swoją prozaiczną cielesnością. Dunhillka była dużo bar-dziej niepozorna i niemal wtapiała się w tło. Nie musiały długo czekać, żeby odebrać sygnały napięcia i wrogości od stro-ny sąsiedniego stolika. Siedziały przy nim dwie osoby: człowiek, z ubioru wnosząc – mag, z zachowania zaś – niespełniony prekognita; oraz coś, co przypominało skrzyżowanie elfa, niziołka i przeoryszy klasztoru urszulanek. Obydwu najwyraźniej nieobca była Moc, na co mogły wskazywać lewitujące ponad stolikiem kufle z czymś, co w menu nosiło nazwę „piwo”, a w tutej-szym żargonie – „mocz wieloryba”. > > > > c.d.n.? Odpowiedz Link Zgłoś
pijaw zsunmy maga i to cós na dalszy plan, bo oto... 20.10.02, 00:39 szprota1 napisała: ) eyemakk napisał: ) ) ) szprota1 napisała: ) ) ) ) ) Zajazd „Pod Zaśmierdłym Siodłem” prowadził ponury, małomó ) wny A ) ) lchemik. ) ) Odznaczał się żywą niechęcią do innych przypraw niż majeranek, chorobliwą ) ) ) chudością, na widok której wszystkie elfki popadały w nieuleczalną anorek ) sję ) i ) ) niewytłumaczalnym uporem w kwestii czystej pościeli. Jednym słowem, wzbud ) zał ) ) zaufanie i otuchę w sercach wędrowców. ) ) ) ) ... jak każdy alchemik, alchemik próbował przemienić coś w złoto. Był jedn ) ak ) ) filozofem i w trakcie głębokich przemyśleń doszedł do wniosku, że wszyscy ) ) próbuja osiagnąć złoto z ołowiu, to on spróbuje z czegoś innego (na całe ) ) szczęście, gdyby babrał sie jednoczesnie w ołowiu i jedzeniu dla gości ) zajazdu, ) ) ) ) tym ostatnim nie wyszłoby na zdrowie). Do produkcji złota postanowił użyć ) tego ) ) co miał pod dostatkiem, a więc resztek potraw ze stołów oraz tych, co upad ) ły ) na ) ) ) ) ziemię (elfy i część ludzi gardziły czymś co upadło na podłogę, lecz np. o ) rki ) ) czy hobgobliny zżerały to ze smakiem). ) ) ) ) Żył więc sobie Alchemik w spokoju i próbował stworzyć złoto z jedzenia jed ) nak ) ) nie udawało mu się. Próbował też uzyskać niejaki "kamień fizjologiczny", ) ) również na opak wszystkim alchemikom. Uznał bowiem, że jako filozof, kamie ) ni ) ) filozoficznych to on ma pod dostatkiem. ) ) ) ) Pewnego dnia jednak życie Alchemika się odmieniło. Do zajazdu zajechały na ) ) ) konikach dwie smukłe i piękne kobiety. Wyglądały jak elfki, a jednak nie d ) o ) ) końca. Były od nich większe i nieco bardziej przypominały ludzi... ) ) ) ) Stajenny, mały i nieznosny nizioł Hub, wyszedł po konie. Alchemik, jako ) ) gospodarz, równiez wyszedl ze swojej pracowni. Od jakiegoś czasu nie miał ) gości ) ) , ) ) pracował więc nad zamianą ziemniaka w buraka (wg jego teorii był to wazny ) etap ) ) na drodze osiągnięcia złota). ) ) ) ) Alchemika przeszedł dreszcz, a potem kolejny ijeszcze jeden. Już kiedyś ) ) odwiedziła go półelfka i wiedział, co sie potem stało. Ale ona była tylko ) przez ) ) ) ) chwile, poza tym była z drużyną ludzi. A te dwie były same. I były ) dwie...Były w podróży od wielu dni. Nie rozmawiały ze sobą ani o jej celu, ani ) o tym, co może je spotkać na szlaku. Nie musiały. Były telepatkami. ) Teraz jednak cel został osiągnięty. ) Szybko dostrzegły, że wzbudzają zainteresowanie. Zwłaszcza Cordona. W miejscu ) takim jak to ustala się pewien fizyczny typ, smukły, wychudzony, zdradzający ) wieczne napięcie, na którym ciemnobure łachmany włóczęgów i jaskrawa czerwień ) sztucznego jedwabiu miały obowiązek wyglądać malowni-czo i dekadencko (inna ) rzecz, że szaty nie zawsze miały poczucie obowiązku i czasami zamiast ) malowniczości fundowały właścicielom żulerskość i nie-chlujność). Obiecująco ) pulchna sylwetka Cordony i gołębi błękit luźnej, wy-godnej szaty robiły na ) reszcie gości zajazdu takie wrażenie, jak kaczka po pekińsku na osobniku ) skazanym na dietę warzywno-owocową. Cordona nie wyglądała na osobę nękaną ) niemal wyłącznie strachem i tęsknotą. Jeśli ko-jarzyła się z jakimś uczuciem, ) to był to przesyt, jaki następuje po zjedzeniu zbyt dużej ilości chałwy z ) bakaliami w polewie czekoladowej wzbogaconej ajerkoniakiem i bitą śmietaną. ) Była zatem podręcznikowym przykładem oso-by niepogodzonej ze swoją prozaiczną ) cielesnością. Dunhillka była dużo bar-dziej niepozorna i niemal wtapiała się w ) tło. ) Nie musiały długo czekać, żeby odebrać sygnały napięcia i wrogości od stro-ny ) sąsiedniego stolika. Siedziały przy nim dwie osoby: człowiek, z ubioru wnosząc ) – ) mag, z zachowania zaś – niespełniony prekognita; oraz coś, co przypomina ) ło ) skrzyżowanie elfa, niziołka i przeoryszy klasztoru urszulanek. Obydwu ) najwyraźniej nieobca była Moc, na co mogły wskazywać lewitujące ponad stolikiem ) ) kufle z czymś, co w menu nosiło nazwę „piwo”, a w tutej-szym żargon ) ie – „mocz ) wieloryba”. ) Wtem cisze przerwał głośny jęk otwieranych kopniakiem odrzwi zajazdu i do środka wparowało ze śpiewem na tej części twarzy, gdzie ludzie i elfy mają usta, pół tuzina hemogoblinów. Dzwięki prastarej pieśni podróżnej flisaków z EERevanijja "Płynie gówno potokiem, patrzy brązowym okiem" zawisły w połowie 147 zwrotki i zastąpił ją ryk radości na widok dobrze zaopatrzonego baru. Pieciu przybyszy natychmiast skondensowało się i rzuciło ku ladzie wyciągając łapy po wywar gnojny z kminkiem zwany w starym hemogoblińskim buule-yak czyli muszą ambrozją. Szósty Goblin Czerwony (bo taka jest nazwa właściwa tego gatunku odkryta w szesnastym roku 153 kalendarza Dariusza*) zatrzymał swą masywną dwudziestocalową postać na środku sali, zadarł głowę i rozejrzał się powoli po twarzach obecnych. Naraz z pomiędzy zakamarków jego górnej części tułowia wychynął długi rząd zpróchniałych brązowych kłów symbolizujący uśmiech. ((((*Dariusz jest plemieniem drukarzy z północnej częsci gór Czci Onki (nazwa regionalna. Pełna nazwa brzwmi: Góry Usypane Ku Czci Bogini Onki). Sztukę opracowywania kalendarzy zwanych potocznie dariuszami opanowali do perfekcji. Jedynym problemem pozostaje to, że każde nowe pokolenie układa swój własny kalendarz, lepszy i dokładniejszy od poprzedniego, uprzednio paląc wszystkie nieaktualne w jego mniemaniu egzemplarze.)))) - och, co za spotkanie! Mistrz Velnany de Troll! widzę na twej wspaniałej siwej brodzie bojowe warkocze! Jeśli tylko potrzebujesz wsparcia... CHLAST! Odgłos owartej dłoni uderzającej w przybliżeniu w mejsce gdzie powinna znajdować się twarz hemogoblina rozbrzmiał donośnie jak pierd lodowego trolla. Rozbryzgły się lewitujące kufle, a ich uwolniona zawartość z dzikim piskiem "aaiiiiiiiich!" błyskawicznie skryła się w mrocznych przestrzeniach powały. Dachówki zerwały się przerażone i dołączyły do bezładnych kluczy wszelkiego ptactwa i hebli które w panice umykały we wszystkich kierunkach. - NIGDY WIĘCEJ NIE ZAGLĄDAJ MI POD SUKIENKĘ PRZESYMPATYCZNY AWIZYTORZE!!! Wszyscy obecni skamienieli (grupa poetycka myszoskoczków, która akurat trzymała wzniesione szklanice do toastu, skamieniała na dobre i do dziś pełni funkcję gustownych i niepowtarzalnych świeczników), a wolno latające heble zawisły zaskoczone w powietrzu i w tej chwili nieuwagi pochwycili je wędrowni stolarze. Dreszcz przebiegł po ciele Alchemika. nie słyszał on tego przekleństwa od czasu upadku królestwa Rud, gdy po wojnie wywołanej taką obelgą zniknął z powierzchni Morza Środkowego cały kontynent, a cywilizowane kraje surowo zakazały jej wymawiania. Zmyć tę najgorszą ze wszystkich znanych obelgę mogła jedynie bardzo powolna i bolesna śmierć wypowiadającego i całej jego rodziny do 30 pokoleń naprzód i wstecz. Hemoglobiny zza baru chwyciły swe bojowe grzebienie i tarcze piłowe i jednym skokiem uformowały szyk bojowy za który w osiemnastym roku 1296 kalendarza Dariusza otrzymały nagrodę główną na CCXXII Wszechświatowych Mistrzostwach Akrobatów w kategorii "to niemożliwe". Tarcze piłowe jęknęły i z miejsca zaczęły obracać się z niewiarygodną szybkością, jaką może jedynie zapewnić przerażony chomik młyński w kołowrotku, nad którym porusza się groźnie głowa węża wielkanocnego kierowana umiejętnie za pomocą systemu dźwigni przez zręcznego chochlika z prastarego rodu Battery. W przeciwnym rogu sali uniosły się tułowia dwóch dwudziestostopowych polielfów. Uklękli oni zgarniając przy tym swymi spiczastymi uszami całe pokolenia opalonych owadów które na miejsce swego ostatniego spoczynku wybrały wiszący u powały olbrzymi żyrandol zrobiony z koła fortuny i 500 świec typu "Saturn 5". W ułamku sekundy polielfy wyplątały wszystkie swe odnóża ze sterty kufli i szklanic i naciągnęły błyskawicznie wszyskie 16 Odpowiedz Link Zgłoś
pijaw jeszcze raz, bo cosik się urywa txt.. :( 20.10.02, 01:52 Wtem ciszę przerwał głośny jęk otwieranych kopniakiem odrzwi zajazdu i do środka wparowało ze śpiewem na tej części twarzy, gdzie ludzie i elfy mają usta, pół tuzina hemogoblinów. Dźwięki prastarej pieśni podróżnej flisaków z EERevanijja "Płynie gówno potokiem, patrzy brązowym okiem" zawisły w połowie 147 zwrotki i zastąpił ją ryk radości na widok dobrze zaopatrzonego baru. Pięciu przybyszy natychmiast skondensowało się i rzuciło ku ladzie wyciągając łapy po wywar gnojny z kminkiem zwany w starym hemogoblińskim buule-yak czyli muszą ambrozją. Szósty Goblin Czerwony (bo taka jest nazwa właściwa tego gatunku odkryta w szesnastym roku 153 kalendarza Dariusza*) zatrzymał swą masywną dwudziestocalową postać na środku sali, zadarł głowę i rozejrzał się powoli po twarzach obecnych. Naraz z pomiędzy zakamarków jego górnej części tułowia wychynął długi rząd zpróchniałych brązowych kłów symbolizujący uśmiech. ((((*Dariusz jest plemieniem drukarzy z północnej częsci gór Czci Onki (nazwa regionalna. Pełna nazwa brzwmi: Góry Usypane Ku Czci Bogini Onki). Sztukę opracowywania kalendarzy zwanych potocznie dariuszami opanowali do perfekcji. Jedynym problemem pozostaje to, że każde nowe pokolenie układa swój własny kalendarz, lepszy i dokładniejszy od poprzedniego, uprzednio paląc wszystkie nieaktualne w jego mniemaniu egzemplarze.)))) - och, co za spotkanie! Mistrz Velnany de Troll! widzę na twej wspaniałej siwej brodzie bojowe warkocze! Jeśli tylko potrzebujesz wsparcia... CHLAST! Odgłos owartej dłoni uderzającej w przybliżeniu w mejsce gdzie powinna znajdować się twarz hemogoblina rozbrzmiał donośnie jak pierd lodowego trolla. Rozbryzgły się lewitujące kufle, a ich uwolniona zawartość z dzikim piskiem "aaiiiiiiiich!" błyskawicznie skryła się w mrocznych przestrzeniach powały. Dachówki zerwały się przerażone i dołączyły do bezładnych kluczy wszelkiego ptactwa i hebli które w panice umykały we wszystkich kierunkach. - NIGDY WIĘCEJ NIE ZAGLĄDAJ MI POD SUKIENKĘ PRZESYMPATYCZNY AKWIZYTORZE!!! Wszyscy obecni skamienieli (grupa poetycka myszoskoczków, która akurat trzymała wzniesione szklanice do toastu, skamieniała na dobre i do dziś pełni funkcję gustownych i niepowtarzalnych świeczników), a wolno latające heble zawisły zaskoczone w powietrzu i w tej chwili nieuwagi pochwycili je wędrowni stolarze. Dreszcz przebiegł po ciele Alchemika. nie słyszał on tego przekleństwa od czasu upadku królestwa Rud, gdy po wojnie wywołanej taką obelgą zniknął z powierzchni Morza Środkowego cały kontynent, a cywilizowane kraje surowo zakazały jej wymawiania. Zmyć tę najgorszą ze wszystkich znanych obelgę mogła jedynie bardzo powolna i bolesna śmierć wypowiadającego i całej jego rodziny do 30 pokoleń naprzód i wstecz. Hemoglobiny zza baru chwyciły swe bojowe grzebienie i tarcze piłowe i jednym skokiem uformowały szyk bojowy za który w osiemnastym roku 1296 kalendarza Dariusza otrzymały nagrodę główną na CCXXII Wszechświatowych Mistrzostwach Akrobatów w kategorii "to niemożliwe". Tarcze piłowe jęknęły i z miejsca zaczęły obracać się z niewiarygodną szybkością, jaką może jedynie zapewnić przerażony chomik młyński w kołowrotku, nad którym porusza się groźnie głowa węża wielkanocnego kierowana umiejętnie za pomocą systemu dźwigni przez zręcznego chochlika z prastarego rodu Battery. W przeciwnym rogu sali uniosły się tułowia dwóch dwudziestostopowych polielfów. Uklękli oni zgarniając przy tym swymi spiczastymi uszami całe pokolenia opalonych owadów które na miejsce swego ostatniego spoczynku wybrały wiszący u powały olbrzymi żyrandol zrobiony z koła fortuny i 500 świec typu "Saturn 5". W ułamku sekundy polielfy wyplątały wszystkie swe odnóża ze sterty kufli i szklanic i naciągnęły błyskawicznie wszyskie 16 skrzydlatych łuków z ości kabałamarnicy obrzyna**. W powietrzu zawisło napięcie nie do wytrzymania. I ponieważ nie wytrzymało, opusciło salę w postaci widowiskowego wyładowania atmosferycznego, które powaliło przy okazji pielgrzymkę Dębów Kukara, które spieszyły na doroczny festiwal cza-czy "La Kukara cza" do krainy La. ((((** Kabałamarnica Obrzyna powstaje z fusów lawowych używanych do wróżenia przez Obrzyna Olbrzymiego - tajemniczą istotę zamieszkującą martwą wulkaniczną wyspę Rev-voll-verr na Morzu Środkowym. O samym Obrzynie niewiele wiadomo. Mag Roob Nicnie podczas swych wielu podróży w głąb wyobraźni i odmienne stany świadomości zanotował tylko, że jest to istota o kształcie blizej nieokreślonym, której jedyną strawą są ogromne ilości naparu z lawy wypływajęcej w pobliżu jego pieczary. Powoduje ona różowe zabarwienie na cielsku Obrzyna. Dlatego też czynność pochłaniania naparu - jakże odmienną od ogólnie przyjętego spożywania pokarmu, jeśli wierzyć magowi Roobowi - późniejsi skrybi nazwali wróżeniem.)))) Gnom, bo tak zwał się spoliczkowany hemogoblin, wciągnął z pasją woń napastnika w swe nozdrza zaciskając równocześnie sękatą ośmiopalczastą dłoń na automatycznym depilatorze - najbardziej śmiercionośnje broni ręcznej jaka powstała w kuźniach hemogoblinów (zaciśnięcie pięści powoduje szarpnięcie pętli na czułkach czterdziestu chochlikowych osiłków z rodu Battery, które szybko pedałując wprawiają w ruch posuwisto-zwrotno-obrotowy czterdzieści dziesięciocalowych noży przypominających do złudzenia piły łańcuchowe. Broń przeznaczona jedynie dla herosów o nadgoblinowych siłach, zważywszy, że średnia wielkość hemogoblina to około szesnaście cali). niezwykła woń przedarła się przez wiekowe pokłady flegmy i zaczęła drażnić dogorywajace resztki zszarzałych od kurzu komórek pod czaszką Gnoma. Przez pokłady brudu przedarła się iskra pamieci, która wychamowała unoszony depilator. Druga dłoń wyciągnęła z przepastnych otchłani zbroi dwa wypolerowane kryształy górskie przywiązane stalową nicią do szczypiec od węgla, które zacisnęła na nozdrzach hemogoblina. - CORDONA?? To TY?? iskra pamięci wywołała pod czaszką pożar w zapuszczonej krainie zdominowanej przez kurz i brud. To z kolei wywołało burze wspomnień u Gnoma. Jak wicher wróciły rozkoszne miesiące spędzone na statku trędowatych, który, wygnany ze wszystkich portów świata, błąkał się po Morzu Środkowym do czasu, aż wymarła cała załoga i zostali tylko oni: Gnom i Cordona, połączeni miłosny musciskiem od początku podróży trwali nierozerwalnie dopóki ich koja nie rozleciała się wraz z okrętem, gdy ten uderzył w rafę u brzegów EERevanijja. Cordona z rumieńcem wspominała potem, że koja uderzenie przetrwała, a pękła dopiero pod wpływem miłosnego spełnienia jej gorącego, choć niskiego kochanka. - Przez wzgląd na dawne czasy i mą wielką miłośc do Ciebie wybaczę Ci obelgę, lecz muszę również dbac o swój honor. Od tej pory bedziesz zmuszona podróżować samotnie, co pewnie będzie dla Ciebie dotkliwą stratą. To mówiąc wyrzucił do przodu dłoń uzbrojoną w depilator i ugodził nim w pierś Dunhillkę. - Zginęła szybko i prawie bezbolesnie... Rzekł przepraszająco, ale bez przekonania patrząc na porozrywane szczątki tego co jescze przed chwilą było piekną półelfką. Potężny wstrząs targnął ławami, gdy ciało omdlałej Cordony bezwładnie osunęło się na podłogę. -AAAARRGHHHHH!!!!! Wrzasnęły polielfy i puściły cięciwy. Świst strzał zgasił świece na stołach i żyrandolu, ale ciemnóść nie trwała długo, gdyż kilka z nich wybiło potężne dziury w murach zajazdu zabierając po drodze dwa hemoglobiny, trolla, dwunastu gnomów, elfa i człowieka. - CZESZ ICH!! Wrzasnęły pozostałe hemogobliny i rzuciły się w wir walki... Alchemik z niemałym trudem pociągnął za nogi Cordonę do kuchni, gdzie stał zawsze osiodłany wierzchowiec, tak na wszelki wypadek. Potężny ogier z niedowierzaniem spojrzał na półelfkę, ale natychmiast odetchnął widząc Alchemika prowadzącego wierzchowca Cordony. W chwili gdy potężny wybuch targnął okolicą, a zajazd „Pod Zaśmierdłym Odpowiedz Link Zgłoś
pijaw i końcófka, bo jej ciągle nie widzę :( 20.10.02, 01:55 W chwili gdy potężny wybuch targnął okolicą, a zajazd „Pod Zaśmierdłym Siodłem” dołączył do bogatej kolekcji księżyców, nieliczni świadkowie, którzy przeżyli opowiadali, że widzieli dwa obładowane wierzchowce oddalające się drogą w kierunku krainy La. C.D.N. Odpowiedz Link Zgłoś
pijaw przeciąg dalszy nastąpił :) 20.10.02, 15:26 Nadchodzący chłodny ranek przystanął na skraju drogi zafascynowany olbrzymim grzybem pyłu i cząstek magicznych unoszącym się nad zgliszczami zajazdu i nawet nie zauważył z przerażeniem, że chłód jego w rozgrzane popioły wnikł i padł ofiarą spragnionych rosy porannej żarów rozochoconych gorącą atmosferą jak zapanowała wieczorem. Krzyk wchłanianego chłodu poranka ponósł się głębokim echem, w które zapadła się okoliczna dolina i miała się z niego nie wydostać jeszcze przez tydzień. fala czasoprzestrzeni poruszona zapadającym się echem poranka obudziła nowy dzień. A ten nastał spodziewanie. Z wychłodzonych zliszczy zajazdu poczęły uciekać zwęglone resztki zastawy i zastawione resztki fantów, które zostawili zwęgleni miłośnicy tostowego pokera. Obserwujący całe zdarzenie draptak umknął z ulgą, gdy przekonał się, że ruchy zgliszcz wywołane były bynajmniej nie ich nagłym ożywieniem, lecz walczącą i dostęp do słońca bojową machiną - depilatorem. Wiele osób tweirdzi, ze czterdziestu chochlików, to rozrzutność Batterych, skoro można z powodzeniem zastosować w depilatorach ten sam mechanizm z chomikiem i kołowrotkiem, co w tarczach piłowych, lecz praktyka wykazała, że w warunkach bojowych chomiki często zdychają na zawał. Natomiast nawet utrata w boju trzydziestu dziewięciu chochlików pozwala na utrzymanie pozycji, a zabić chochlika Battery jest niezwykle trudno. Chochliki z tego słynnego rodu, ze względu na swe niewielkie rozmiary muszą pozostawać w ciągłym ruchu, przeciwnie ustają w nich procesy życiowe. Dlatego też chłodne poranki i zimowe wieczory są dla nich zabójcze. Bezruch na tyle zagraża ciągłości rodu, że chochliki nigdy nie śpią poza okresem niemowlęctwa, kiedy to szukają ciepła w brodach hemogoblinów, którym odwdzięczają się za opiekę nad młodymi pracując w ich bojowych machinach. Dużym zagrożeniem jest zaklinowanie się depilatora w ciele ofiary, gdyż niemożność poruszania nożami prowadzi do bezruchu chochlika. Aby temu zaradzić, chochliki zaczynają się bić z myślami, co z braku miejsca przeradza się szybko w bratobójczą walkę sąsiadujących Batterych. Jest to właściwie jedyną przyczyną śmierci Battery'ego na polu walki, poza zatruciem pokarmowym i smiercią ze starości. Śmierć ze starości następuje zwykle wtedy, gdy nigdy nie scinana broda chochlika zostaje zaplątana w tryby maszyny co prowadzi do uduszenia. Jest to naturalne u tego rodu i nie uchodzi za wypadek, dlatego też wdowom nie przysługuje dodatek wojenny do emerytury. Pnący się ku powierzchni zgliszcz depilator Gnoma przebił zapieczoną wierzchnią skorupę, obbrócił się kilka razy, aby wybrać kierunek i ruszył ile tylko sił w ostrzach w kierunku bliżej nieokreślonym, ale wyczuwalnym przez chochliki jako najbliższy domowi, którego nie posiadały, ciągnąc za sobą bezwładne ciało Gnoma z pięścią wciąż zaciśniętą na swej rękojeści. C.D.N. Odpowiedz Link Zgłoś
pijaw i znuf pociąg dalszy :) 20.10.02, 23:24 Widok ten jest dość częsty na polach walki, na które hemogobliny przychodzą dla rozrywki, jak inne ludy na mecze piramidy odnóżnej. Warto tu wtrącić, że istnieje wiele odmnian tego popularnego sportu, ale wszystkie polegają zgrubsza na umieszczeniu jak największej liczby faraonów w piramidzie jedynie za pomocą specjalnie zaprojektowanych odnóży. Gracze zakładają specjalne skafandry (każda rasa ma swój krój, gdyż uniewsalne, dobre dla człekokształtnych, powodowały wiele skarg, szczególnie ze strony mątew) do których doczepianych jest komisyjnie sześć odnóży. Następnie wypuszczane są specjalnie do tego celu chodowane faraony pustynne (ptaki drapieżne z rodziny strusiowatych). Zdarzały się wypadki, że niektórzy zawodnicy jak i kibice zostali porwani w ich potężne szpony i wynoszeni poza boisko, co było punktowane na korzyść faraonów. Gra dość niebezpieczna, ale bardzo widowiskowa. Niestety wysokie koszty boiska - ze zwględu na konieczność budowy piramidy - przyczyniiła się ostatnio do spadku jej popularności. Wrócmy jednak do hemogoblinów na polu bitwy, a w zasadzie do krajobrazu po bitwie. Pola bitewne hemogoblinów są o tyle unikalne, że nie ma na nich wszechobecnych na innych pobojowiskach padlinożerców. To znaczy są, ale głównie martwe. Co jakiś czas zdarza się jeszcze, że jakiś mnije rozgarnięty sęp tępogłów lub chichiena prubóją nieopatrznie skosztować hemogoblina. reszta starszych osobników przygląda się temu z politowaniem, gdyż czterdzieści zmarzniętych chochlików potrafi zrobić w kilka sekund pasztet nawet z trolla. Instynkt podpowiada im, ze aby przeżyć nalezy wykonać dwie rzeczy - ruszać się i ciąć nie-hemogobliny. Ta wierność innej rasie nieraz uratowała życie Gnoma. Choć w większości przypadków, podobnie jak i teraz nie był on tego świadomy. Brak zewnętrznych oznak świadomości nie oznaczał jednak oddalenia się jego duszy do krainy wiecznych wykopów. Pożar pod czaszką nadal tlił się i wywoływał coraz to starsze pokłady podświadomości. Przypomniał sobie swoje narodziny na polu walki podczas odbywającej się co każde trzysta lat świętej wojny z nie- hemogoblinami. Ostatnia trwała już sześćset siedemdziesiąty trzeci rok i hemogobliny zgubiły się w rachunkach z kim toczą sto siedemdziesiątą siódmą, a z kim sto siedemdziesiątą ósmą świętą wojnę i cała starszyzna rodu głowiła się nad tym, aby nikogo nie pominąć, gdyż niektóre inne rasy, na przykład polielfy czy genomy (gnomy z wadą wymowy) mogły się poczuć urażone. w trekcie jednogo z ostatnich walnych starć kilkunastu ras (wiele z nich wykorzystywało świętą wojnę hemogoblinów do załatwiania przy okazji własnych porachunków z innymi rasami, lub po prostu dla rozrywki) narodził się wyjątkowo czerwony hemogoblin. Pierwsze słowa jakie usłyszał pochodziły od jego matki, która zirytowanym basem, nie pozbawionym jednak czułości, wrzasnęła: - Właśnie rodzę przekrętny gnomie!!! Mam tylko jedną wolną rękę!! Poczekaj, aż odgryzę uchowinę, to ci pokażę!! Tak więc pierwszym słowem, które natychmiast po narodzinach wymówił nowy goblin, było słowo "Gnom". Pozostałe były dla niego na razie zbyt skomplikowane. Szczęśliwa matka położyła swym grzebieniem trzynastu gnomów aby uczcić to wydarzenie, a na jego pamiątkę nadała swemu dwieście osiemdziesiąt drugiemu synowi imię Gnom. I natychmiast o nim zapomniała, wybiegając na spotkanie czterem trójidom (są to byli druidzi, którzy osiągnęli wyższy poziom rozwoju emocjonalnego - przynajmniej w ich mniemaniu - i za pomocą nanogenetyki i wywaru z kości z serca nietoperza dorobili sobie kolejne członki, tak aby ich ilość zawsze była podzielna przez trzy). Małego hemogoblina Gnoma znalazła inna samica i została jego piastunką. Imie przylgnęło do niego na stałe, mimo że wywoływało nieraz wiele nieprozumień, często dosyć krwawych. Od dzieciństwa Gnom uczęszczał na zajęcia z metaloplastyki i sztuki pierdnięć z zaskoczenia do Miejskiego Koedukacyjnego Gimnazjum Wielorasowego. Po zajęciach chodził do pobliskiej tawerny razem z kolegami - goblinami, gnomami i trollami. Gdy zbyt długo nie wracał do domu troskliwa piastunka zaplatała brodę i wychodziła mu naprzeciw otwierając drzwi tawerny toporem i wrzeszcząc: - Natychmiast do domu zapijaczony, paskudny, nieletni Gnomie!!! Większość obecnych gnomów nie znała jeszcze młodzieniaszka z imienia, więc biorąc do siebie te impertynencje jako przejaw ksenofobii u hemogoblina, z ochotą stawała w obronie równouprawnienia ras do pobytu w lokalu po zmroku. W podobnych okolicznościach hemogoblin Gnom starcił swą piastunkę wraz z trzystu krewnymi podczas pożaru miasteczka akademickiego, który wybuchł gdy dyskusje na temat równouprawnienia tudzież wyższości którejkolwiek z ras doprowadziły do przewrócenia ulicznego lichtarza na skład bimbru gnojnego. Gnom uśmiechnął się w myślach na wspomnienie przymusowych czterech miesięcy wakacji dokóki nie odbudowano Gimnazjum sto dwadzieścia mil dalej. C.D.N. Odpowiedz Link Zgłoś
pijaw kolejna stacja :) 23.10.02, 01:12 Słońce wspinało się z mozołem coraz wyżej w swym ogromnym upale przeklinając tego, kto wymyślił reakcje termojądrowe jako sposób na istnienie gwiazd. Tuż nad drzewami przystanęło by złapać oddech i spojrzałoby pod nogi gdyby tylko je miało. Z braku nóg musiało zadowolić się spojrzeniem w bliżej nieokreśloną bliższą dal. Widok ruin zajazdu i losy niedobitków wieczornej jatki zaparły mu dech w bąblach wodoru gnanych ku powierzchni rozpalonego cielska. Południe widząc słoneczny postój nad lasem stwierdziło,ze jescze z godzinke w takim razie może pospać i wen sposób słoneczny ranek zawładnął doliną na czas wystarczający do opowiedzenia kolejnej historii. Gdy tylko promienie słoneczne zaczęły ciekawsko przygrzewać w opończę Alchemika, ten zrzucił ją jednym ruchem ramion. Obudzona nagłym szarpnieciem opończa zaskrzeczała obrażona, odbiła się od ziemi i unosząc się zaczęła zataczać kręgi nad wędrowcami w poszukiwaniu padliny, którą mogłaby się pożywić. Rumor ten wybił ze snu Cordonę. Wyprostowała się w siodle, nastawiła wybitą przez rumor szczękę i ziewnęła potężnie płosząc wciąż zagniewaną opończę. Rozejrzała się wokół powoli, ujrzała Alchemika i natychmiast wróciła pamięć ostatnich godzin w zajeździe. To znaczy ostatnich przed utratą przytomności. Ponieważ półelfy nie rozpatrują tego co minęło, bo zbyt je pochłaniają możliwości tego co będzie, Cordona poprawiła suknię i spojrzałą z zainteresowaniem przed siebie na drogę. - Daleko jescze do La? Alchemik wytrącony ze swoich myśli spojrzał na nią spode łba. Szybko jednak się opanował i przywdział na twarz ironiczny uśmiech. - Witam Panią, jakże się spało? Czy aby nie za twarde łoże? Głodnaś Pani? Tym razem Cordona popatrzyła spode łba. - Na mózg Ci padło? Wyciągnąłeś mnie nieprzytomną, więc jestem Ci bardzo wdzięczna, ale zadałam konkretne pytanie. Po obranym kierunku mniemam, że zmierzamy do krainy La. Bardzo miło bo mam tam ciotkę Cremonę. Kiedy będziemy na miejscu? Alchemik westchnął. Z Półelfkami było gorzej niż z ludzkimi rozwydrzonymi księżniczkami. Musiał to jakoś odreagować. Sięgnął w juki i wyciągnął pochrapującego nizioła Huba. Potrząsnął nim, a potem rzucił o drzewo. Nizioł zabełkotał, wstał, otrzepał się i hyłkiem ruszył w kierunku widocznej na horyzoncie termitiery. Z termitiery dochodził odległy dźwięk kuchennego gongu. Jeśli się pospieszy, załapie się może na resztki z obiadu. Alchemik popatrzył za nim ponuro, następnie spojrzał kątem oka na zawisłe w powietrzu pytanie, odchrząknął i stwierdził: - Jeśli słońce się nie ruszy jeszcze przez godzinę to na kolację w sam raz. A jeśli się ocknie, to przenocujemy w osadzie dębów Kukara dziesięć mil od granicy. - Byłeś kiedyś w La? To podobno przepiękna, śpiewająca kraina... - Byłem. Ale do twojej wiadomości: nazwa La nie pochodzi od nut. Właściwie jest to L.A. Nazwa pochodzi od Lewitujących A-monitów - pierwotnych mieszkańców tej krainy. - A-monitów? Co to za stworzenia? - To skorupiaki unoszące się nad ziemią dzięki tchawkom wypełnionym wodorem. Porozumiewają się za pomocą monitów wyświetlanych na monitorach wyrastających powyżej otworu gębowego. wszystkie wyrazy monitów zaczynają się na "A". Stąd nazwa: A-monity. - No to świetnie... Moja ciotka jest telewizyjnym ślimakiem z tendencją do samozapłonu... - Nikt nie jest doskonały. To rzekłszy Alchemik popędził wierzchowca. C.D.N. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dos Mollendos Re: Zwierzątka eyemakka - cz.3 'Norka' IP: 212.191.74.* 04.10.02, 12:16 ...i o łasicy w grasicy i o wyderce w lewej nerce i o lisku-syfilisku (to gdzieś, (Niczem szczeżuja) przyznam szczerze ja widziałem owo źwierze...) i o mewie w zlewie i o amebie w potrzebie i o okapi co się gapi i o antylopie w klopie i o jeżu w pancerzu (Aric, hehe) i o pancerniku w nocniku i o io io io io io io io io io io i oośle (doniośle!)... Odpowiedz Link Zgłoś
aard 4x3 04.10.02, 09:13 Wiadomość została usunięta ze względu na naruszenie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
aard ======= pUbLiKuJeMy w "wYbOrCzEj" !!! ======== 04.10.02, 09:17 HURRA, HURRA!!! Dziś ukazał się w "Fabryce" na str. 22 pierwszy surretonik (nie mogę oprzeć się używaniu tej nazwy, choć oficjalny nadtytuł brzmi "Wątek surrealistyczny" - znajomo prawda?) mojego autorstwa! Od dziś co tydzień można nas czytać w łódzkiej GW! Za tydzień Aric, potem Eyemakk i Yavorius, a potem znów ja, itd... Poczynajmy w imię Światacze!!! Odpowiedz Link Zgłoś
aard Jeszcze o naszej PUBlikacji 04.10.02, 09:30 Tutaj jest link do wątku na ten temat oraz do samego tekstu z GW. www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=3164298 Odpowiedz Link Zgłoś
aric John McClan 04.10.02, 09:35 John McClan (ur. 1988 - zdaje się) policjant który załynął tym, że zawsze znajdował się w niewłasciwym miejscu we własciwym czasie. Uwielbia obrywać po mordzie i wyjmować szkło ze swoich stóp. Wspina się, przewraca, spada, wysadzają go w powietrze, tłuką a on wciąż działa, połykając tony aspiryny. Wyciąga sobie druty stalowe z barku i otwiera nimi kajdanki. Surrealistyczny człowiek dostarczajacy rozrywki milionom. I na koniec jedno podsumowanie: jupi jajej fotherfucker (po naszemu wydymańcu). Odpowiedz Link Zgłoś
aard Re: John McClan 04.10.02, 09:53 aric napisał: > I na koniec jedno podsumowanie: jupi jajej fotherfucker (po naszemu wydymańcu). To przynajmniej kojarzę - "Taxi Driver". A John McClan to skąd? Odpowiedz Link Zgłoś
aard Surreal po zgiersku 04.10.02, 11:45 www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=445&w=1583828&a=1583828 Odpowiedz Link Zgłoś
aard Z cyklu roślinaarda - Sparmania (lipka pokojowa) 04.10.02, 12:26 Sparmania (Sparmannia aardiana), zwana też jeżatką afrykańską (hedgehogia ariciana), krzew z rodziny lipowatych (yavoriae), tj. istniejących tylko w nadrzeczywistoći (franc. surrealisme), pochodzący z płd. Afryki, o dużych, jasnozielonych, miękkoowłosionych liściach, kosmatych myślach i dużych, białych kwiatach zebranych w podbaldachy (są to specjalne baldachimy umieszczone pod pachami - charakteryzują się silnymi walorami estetycznymi i niezwykle intensywnym aromatem); w Polsce hodowana jako roślina do-niczkowa (używana do tworzenia nicków) i cieplarniana (zastępuje doskonale cieplar-nianię); inna nazwa, lipka pokojowa, uzasadnia się jej pozorną, acz chętnie manifestowaną niechęcią do wojny. W rzeczywistości nie jest to prawda (doskonale rośnie na glebach nawożonych ludzką krwią) i stąd pierwszy człon nazwy. Hasło opracowano na podst.: wiem.onet.pl/wiem/01be6c.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dos Mollendos Re: Z cyklu roślinaarda - Sparmania (lipka pokojo IP: 212.191.74.* 04.10.02, 15:45 Ja nie wiem, no ja po prostu nie wiem, czy przypadkiem to wszystko nie jest lipa?... Odpowiedz Aardzie - nie miej mnie w pogardzie. Jean Mollendieu Odpowiedz Link Zgłoś
aard wszystko jest lipą (oprócz moczu) 04.10.02, 15:49 Niestety, Yannicku Mollendashu... Odpowiedz Link Zgłoś