Przed wyjściem 7:30:
Cały czas mu mówiliśmy, że pójdzie się dziś bawić z dziećmi. Obudziłam go o
7:30, żeby zdążył dojść do siebie. Pobudka była ciężka, tzn. Kacperek oczów
nie chciał otworzyć, no ale jak mu powiedzieliśmy, że zobaczy "Olinka
Okrąglinka", to się ożywił. Zobaczył 2 odcinki, dostał kaszkę i wesoło
poszliśmy do żłobka (a właściwie pojechaliśmy, co też było dodatkową atrakcją,
bo lubi jeździć autem).
Wejście o 8:30:
Kacperek przywitał się z panią, ale nie chciał z nią wejść na śniadanko, bo
zobaczył dzieci i przyleciał do mnie. Pani zaproponowała mu samochody no i na
hasło autko Kacperek poleciał do drugiej sali, gdzie są zabawki, no a ja
wyszłam
Wyjście 11:45
Musiałam chwilkę poczekać, bo pani przyszła po bluzeczkę Kacperka, bo się
obiadkiem oblał. Zjadł 3/4 miseczki krupniku i 2 racuszki (w szoku jestem, bo
racuchów nie lubi). Wcześniej na drugie śniadanko mieli chrupki kukurydziane.
Podobno jadł sam i nawet zupą nie pozwolił się karmić tylko sam ją zjadł.
Jak mnie zobaczył to miał minę, jakby się zastanawiał czemu tak szybko
przyszłam, no ale nie protestował. Ubraliśmy buciki i wyszliśmy. Podobno był
bardzo grzeczny, ładnie się bawił i ani razu nie płakał ani nie wołał: mama.
Po dojściu do bramy uciekł mi z powrotem pod drzwi do jego sali

na szczęście
po moich prośbach jednak do mnie wrócił (drzwi są fajne, bo są na nich
wyklejone Teletubisie).
Trafił do grupy, gdzie jest tylko 14 dzieci (w drugiej jest 24). Cieszę się,
że jest w tej mniej licznej.
Do domu wracał wyraźnie zmęczony, w wózku. Na pytania jak jest w żłobku,
mówił: "mniam, mniam" no to chyba najbardziej mu się to samodzielne jedzenie
podobało, albo ten obiadek był tak smaczny
Dumna jestem z mojego syneczka i mam nadzieję, że jutro będzie równie dobrze
no i że za szybko choroby nie złapie.
Jak wróciliśmy do domku to usnął mi w 5 min. z uśmiechem na buzi.
Jak na razie same zalety:
1) nie płakał rano o bajki na DVD, bo nie miał kiedy

a musicie wiedzieć, że
mój synek jest telemaniakiem i najchętniej oglądałby cały dzień, a że nie może
to jest płacz i marudzenie
2) zjadł obiadek i nie muszę się głowić co mu ugotować, żeby mu smakowało i
żeby nie pluł
3) usnął o 12:30 co mu się praktycznie nie zdarza,
4) był na powietrzu (o 10:00 mają zajęcia na podwórku)
5) byłam na mieście i pozałatwiałam zaległe sprawy.
6) mamy całe popołudnie dla siebie, to będziemy szaleć na podwórku
Tak nam ten czas zleciał, że chyba ani on a ja na pewno nie zdążyłam
zatęsknić. Jak wrócę od października do pracy to mam nadzieję, że już będę
spokojna, że on nie ma tam źle.
Po pierwszym dniu cieszę się, że się zdecydowałam na ten żłobek. Mam nadzieję,
że szybko nie zmienię zdania. Trzymajcie kciuki za jutro.
Strasznie się rozpisałam, ale chciałam napisać jak to jest, bo ja się
strasznie bałam, a okazało się, że nie jest aż tak strasznie. Pewnie przy
pierwszej chorobie zmienię zdanie