bu-zia
07.01.11, 15:00
ja co prawda dopiero w fazie potwierdzenia diagnozy, ale tak mnie różne mysli nachodzą ......
Czy jesli by sie okazało, że moja wątroba jest w nie najgorszym stanie, sensownym byłoby nie podejmowanie decyzji o leczeniu?
Martwie sie glownie o jego skutki uboczne - moja sytuacja rodzinna nie jest najlepsza. W zasadzie jestem sama z moim 6-latkiem, nie mam żadnej babci/dziadka/cioci czy innej osoby mogacej mi pomóc. Do tego praca - nie moge sobie pozwolic na czeste L4, bo istotna część zarobku to premia uznaniowa, jesli nie bede pracowac premii nie dostane (że juz nie wspomne o fakcie, że moge byc wtedy po prostu zbednym/nieefektywnym pracownikiem) i zostane z ręka w nocniku. To nasze jedyne zrodlo dochodu.
Pytanie-czy są na forum osoby, które w ogole nie podjeły leczenia, obserwują "dziada" i w razie jakis istotnych zmian wątrobowych sa gotowi na wdrożenie leczenia?
Pewnie powiecie, że to głupie i ze powinnam zaczac najszybciej leczenie, ale wezcie przy tym pod uwage, że naprawde nie mogę sobie pozwolic na "wyłączenie" z zycia z powodu skutków ubocznych.