margop74
16.07.05, 01:57
Chciałabym prosić o wyjaśnienie pewnej kwestii związanej z marskością
wątroby. Wiem, że to forum poświęcone jest wirusowemu zapaleniu wątroby,
jednak na interesujący mnie temat nic nie znalazłam w żadnym innym forum i
mam nadzieję jeśli nie na wyjaśnienie, to chociaż na skierowanie mnie pod
właściwy adres.
Mój Ojciec ma marskość wątroby, która jest skutkiem długoletniego nadużywania
alkoholu. Jego stan jest b. ciężki. Lekarze twierdzą, że nie ma nawet 1/3
wątroby sprawnej... Nie mogę się jednak w tym wszystkim połapać... Od jednego
lekarza słyszę, że Ojciec jest umierający. Po czym po dwóch dniach z ERKI
przenosi się Go na zwykłą salę i twierdzi, że za 3 tygodnie wyjdzie do domu.
Jak to możliwe? Czy wątroba ma zdolność odnowy komórek? Wytworzenia nowych?
Jak długo można żyć nie mając tego minimum potrzebnego do życia? Ojcu
podawano już mrożone osocze...Miał krwawienia z przełyku. Ma skazę
krwotoczną...Czy w takim przypadku można liczyć na to, że Ojciec wyjdzie ze
szpitala i jakkolwiek będzie mógł przeżyć jeszcze kilka miesięcy pod opieką
bliskich? Czy może raczej powiniśmy szukać hospicjum? A może szykować się na
najgorsze w krótkim czasie?
Bardzo proszę o informację, bo jestem zupełnie zdezorientowana...
Czy słyszał ktoś o metodzie prof. Piotrowicza z Gliwic?
Dziękuję z góry za każdą odpowiedź.
M.