Dodaj do ulubionych

lęk przed końcem terapii

27.10.10, 21:00
Od dluzszego czasu chodze regularnie na terapie, jednak nie moge sobie poradzic z tym ze terapia nie jest moim zyciem prywatnym. Mam z tym duzy problem, bo czuje pustke w swoim zyciu. Przez czas terapii nie ulozylam sobie swojego zycia nie mam partnera, chociaz mam kolezanki, ale nie mam swojego srodowiska przyjaciol, bo wszyscy sa zajeci soba i czuje sie jak wyrzutek. Najgorsze jest to ze dopiero od niedawna uswiadomilam sobie ze terapia to tylko terapia a moje zycie to co innego. Czuje sie osamotniona nie moge sobie poradzic z tym, ze terapeuta ma swoje zycie a ja tak na prawde jestem tylko kolejnym numerem w kartotece pacjentow. Zastanawiam sie nad podjeciem kolejnej terapii, czy to by mi cos pomoglo? Teraz mam ciagle ochote czyms sie odurzyc. Do tego jest ten ciagly lęk przed zakonczeniem terapii. Bardzo prosze o powiedzcie mi co by bylo w mojej sytuacji najlepsze.
Obserwuj wątek
    • ligff Re: lęk przed końcem terapii 27.10.10, 21:19
      kartki, kurwa nie ma? serio nie ma? caly bilbord

      --

      "Nie miała Pani kartki "Ty, który się witasz, zegnaj się z nadzieją" jak Panią poznałem."
      • lucyna_n Re: lęk przed końcem terapii 27.10.10, 23:25
        a Tobie co się stało?
    • nielubieniedziel Re: lęk przed końcem terapii 28.10.10, 00:57
      idź na grupową
      przekonasz się, że nie tylko terapeuta ma cię gdzieś
      inni chorzy także

      im szybciej, tym lepiej

      tym mniej niepotrzebnych postów na forum zakończonych pytaniem co byłoby dla ciebie najlepsze
      a skąd do cholery mam to wiedzieć?
      • nielubieniedziel Re: lęk przed końcem terapii 28.10.10, 00:58
        lecz królewicz ją mocno przytulił
        i się razem z betonu odkuli


        znacie jakichś niezarobionych i niefochającychsię królewiczów?
    • nielubieniedziel Re: lęk przed końcem terapii 28.10.10, 00:59
      ale jak na nerwicówkę, to masz fajny nick
    • 36.a Re: lęk przed końcem terapii 03.11.10, 11:34
      Elementem terapii nie jest praca nad "co mam zrobić, aby wypelnić pustkę w swoim zyciu"?
      hmm
      • lucyna_n Re: lęk przed końcem terapii 03.11.10, 16:31
        elementem terapii jak tak ludzi słucham jest wszystko ...i nic.
        ja nie do konca wiezę że terapeuci widzą jasno cel swoich działan, jak dla mnie to oni pływają tak samo jak ich pacjenci, tyle że nie odczuwają na własnej skorze a obserwują efekty z zewnątrz i tak na dwoje babka wróżyła albo dopłyną albo nie dopłyną. Enigmatycznych tekstów na uciszenie ewentualnych pytań o konkrety mają zanadto. dla mnie to wszystko łowienie rybek w mętnej wodzie, i jak to kiedyś pewnie Ufo napisał pouczanie niekochanych przez kochanych jak być szczęśliwym. dla mnie psycholożki i psychologowie nazbyt często wyglądają na dzieci z dobrych domow co w zasadzie nigdy spod wlasnego klosza nie wyszli tylko teorii się ponauczali albo takie roztargane czupiradła ekscentryczne dziwaczne jakieś, a własnego ekscentryzmu mi zadość. Mi tam nie dogodzi jak nie charakter to wygląd mi nie pasuje i nie dam się spsychoterapeutyzować i będę chora do śmierci. amen.
        ps.to na wypadek jakichś prób przekonania mnie do celowości i sensowności terapii w moim przypadku.
        • 36.a Re: lęk przed końcem terapii 03.11.10, 23:32
          śmiech

          nieee, absolutnie nie zamierzam namawiać Cię na terapię. tylko co za pomysł czynić z pacjenta bezwolnej istoty i tak uzależniać od siebie pacjenta; ta pani przecież musi czuć, ze pacjentka oprócz jej niewiele ma w życiu... dobrze prowadzona terapia jest jak redbull - dodaje skrzyyyydel :-)
          • lucyna_n Re: lęk przed końcem terapii 04.11.10, 10:58
            chyba nie zrozumiałam wypowiedzi
            jaka pani jaka pacjentka?
            kto czyni z pacjenta bezwolną istotę, czy pacjent sam z siebie nie czyni czasem?
            • 36.a Re: lęk przed końcem terapii 04.11.10, 11:37
              nie skomentuję :-)
              • lucyna_n Re: lęk przed końcem terapii 04.11.10, 13:05
                szkoda, bo ja naprawdę nie zrozumiałam o co chodzi.
        • canoine Re: lęk przed końcem terapii 04.11.10, 06:33
          > ja nie do konca wiezę że terapeuci widzą jasno cel swoich działan, jak dla mni
          > e to oni pływają tak samo jak ich pacjenci, tyle że nie odczuwają na własnej sk
          > orze a obserwują efekty z zewnątrz i tak na dwoje babka wróżyła albo dopłyną al
          > bo nie dopłyną.

          a wiesz, po wczorajszej sesji wyszłam z nieco podobnymi odczuciami. stanęło na tym, że brak konkretów, brak odpowiedzi na pytanie "jak?", nie ma recepty, jest proces. czymkolwiek ten proces jest, jakkolwiek się dzieje i cokolwiek oznacza. naszły mnie na chwilę wątpliwości. ale tak mi się wydaje, że to też kwestia zaufania. bo ostatecznie - nie muszę rozumieć jak ten proces się dzieje, jakimi etapami przebiega i czym właściwie jest. wystarczy, że proces trwa i ja to widzę. nie wiem jak to działa, ale nie wszystko w życiu muszę rozumieć - ważne, że jakoś działa. ku mojemu zresztą zdziwieniu, bom dotąd zawsze sceptyczna mocno była. i tak sobie pomyślałam, wracając wczoraj późnym wieczorem przez miasto, że dobra, odpuszczam, recepty nie ma, procesu rozumieć nie muszę. na tyle ufam terapeucie, że nie muszę mieć tego rozpisanego w punktach i fachowych terminach. w tym całym płynięciu razem i tak mam wrażenie, że on nieco lepiej wie jak machać łapkami i kopytkami, by dopłynąć. dokądś. niech się więc dzieje, cokolwiek się dzieje. byle się działo.
          • lucyna_n Re: lęk przed końcem terapii 04.11.10, 10:55
            może to i racja
            że grunt żeby jakiś proces następował i coś się w danym temacie działo
            może też bym inaczej na to patrzyła gdyby droga do gabinetu nie byla dla mnie takim traumatycznym przeżciem i po prostu bilans zyskow i strat dramatycznei mi się nie domykał.
            W moim przypadku efektem było pogłębienie fobii i nic poza tym, wszelkie ewentualne wewnętrzne supełki potrzebują jednak więcej czasu i rozmowy niż ja mogłabym.
            no i zasadniczo nie trafiłam zbyt szczęśliwie, a ja się szybko zniechęcam.
            • nowoszkocka Re: lęk przed końcem terapii 04.11.10, 14:13
              a ja mam inny problem.
              kiedy jest niefajnie, to rozmowy z terapeutką pomagają

              ale kiedy jest w miarę dobrze
              czyli kiedy widzę jak jest
              i stosownie do tego staram się zachowywać
              to te spotkania zaczynają mi być cierniem w stoopie
              bo mi się na nich najzwyczajniej w świecie nudzi

              kiedy jestem szczęśliwsza i zdrowsza
              to czynię, a nie gadam o duperelach
              • lucyna_n Re: lęk przed końcem terapii 04.11.10, 23:39
                ja do terapeuty co prawda nie chodzę, ale sobie wiele rzeczy opisuję w starannie ukrywanym kajeciuku żeby nadmiernie nie udręczać otoczenia, i ostatnio przeglądając go też zauważylam taką tendencję że im lepiej tym dat mniej a im gorzej tym dłuższe wpisy i bardziej skłonna jestem nurzać się w przemyśleniach itd. Od razu wiem kiedy jest ze mną lepiej bo dni mi śmigają, z poniedziałku robi się piątek w jakichś niejasnych okolicznościach. Ja też chyba trochę próbuję i nadrobić i robić na zapas, za i na czarne godziny, działam zrywami, jak jest dobrze to wykorzystuję to maksymalnie żeby zdążyć jak najwięcej zanim sklęsnę. No i czas wtedy śmiga, a jak przestaje śmigać to szybko robi się nieciekawie i czas spowalnia nie do wytrzymania.
          • mskaiq Re: lęk przed końcem terapii 04.11.10, 13:32
            > i tak sobie pomyślałam, wracając wczoraj późnym wieczorem przez miasto, że
            > dobra, odpuszczam, recepty nie ma, procesu rozumieć nie muszę. na tyle ufam te
            > rapeucie, że nie muszę mieć tego rozpisanego w punktach i fachowych terminach
            Samo wybudowanie zaufania to terapeuty to wielki sukces terapii.
            Jesli odwazylas sie zaufac terapeucie to z czasem odwazysz sie
            zaufac innym.
            Zaufanie to bardzo trudna sprawa, powiedzialbym pozbawiona sensu.
            Jak mozna wierzyc kiedy jest sie nieustannie oszukiwanym ale z drugiej
            strony jak mozna zyc bez wiary ?
            Z czasem pojawia sie zrozumienie dlaczego ludzie oszukuja, wtedy ukladanka
            staje sie jasniejsza i latwiej wierzyc, a razem z tym swiat wokol staje sie
            o wiele bardziej przyjazny.
            Serdeczne pozdrowienia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka