0golone_jajka
16.09.10, 13:46
"Profesor Hawking twierdzi, że wszechświat powstał tylko wskutek działania praw fizyki. Ale skąd w takim razie wzięły się te prawa? Otóż jak najbardziej uważam, że stworzył je Bóg. Hawking nie likwiduje problemu, nie likwiduje Boga – przesuwa go tylko w porządku wyjaśniania o jeden stopień do przodu". "I jeszcze jedno – wtrącił McGrath, kiedy prowadzący program dziennikarz zapowiedział, że czas kończyć – Hawking nie udowodnił przecież, że Boga nie ma. Żadnemu naukowcowi się to nie udało i nie uda się nigdy".
Tutaj akurat – bez względu na ocenę poglądów McGratha – nie sposób się z nim nie zgodzić. I na tym właśnie polega problem.
Możliwość czajniczka
W istocie bowiem jest to truizm znany już starożytnym Grekom: nie da się udowodnić nieistnienia czegokolwiek. Do elementarnego logicznego savoir-vivre’u należy zasada, w myśl której to na tym, kto głosi, że coś istnieje, spoczywa ciężar dowodu. Profesor McGrath z pewnością to wie – mówiąc to, co mówi, stosuje po prostu pewien trik retoryczny. Już ponad pół wieku temu filozof i matematyk (a przy tym zdeklarowany agnostyk) Bertrand Russell zdemaskował ów trik w słynnym przykładzie porcelanowego czajniczka.
"Gdybym stwierdził – pisał Russell w 1952 roku – że gdzieś tam, pomiędzy Ziemią a Marsem, krąży wokół Słońca po eliptycznej orbicie porcelanowy czajniczek, nikt nie byłby w stanie zakwestionować prawdziwości tego twierdzenia (oczywiście, musiałbym być wystarczająco przewidujący, by dodać, że czajniczek jest zbyt mały, by dało się go dostrzec nawet za pomocą najpotężniejszych teleskopów). Gdybym jednak obwieścił, że skoro moich poglądów nie można zakwestionować, to przejawem absurdalnych i nieracjonalnych uprzedzeń jest odrzucanie ich przez innych ludzi, uznano by – skądinąd słusznie – że prawię nonsensy. Jednakże jeśliby istnienie czajniczka potwierdzały starożytne księgi, które jako uświęconą prawdę odczytywano by nam co niedziela i których treść wkładano by w dziecięce główki w każdej szkole, odmowa wiary w istnienie czajniczka uznana zostałaby za przejaw podejrzanej ekscentryczności, osobnika weń wątpiącego wysłano by zaś do psychiatry w czasach bardziej oświeconych, a oddano inkwizycji w epokach wcześniejszych".