Dodaj do ulubionych

Z czego sie bierze wielogodzinne gotowanie?

    • Gość: AQUA Re: Z czego sie bierze wielogodzinne gotowanie? IP: 77.236.0.* 11.10.09, 22:22
      Z nudów? Ja po dwudziestu latach gotowania nauczyłam się robić obiady w dwadzieścia minut - uszkodzona w kolanie noga nie pozwalała na dłuższe stanie przy garnkach. Ale to konieczność wymusiła. Lubię delektować się gotowaniem jeśli czas pozwala.
      • Gość: dorotkah Re: Z czego sie bierze wielogodzinne gotowanie? IP: 71.201.91.* 11.10.09, 23:51
        Wlasnie w zeszlym tygodniu robilam taki zestaw: kotlety z kurczaka
        (i to rozbite kupilam)panierowane w mace i jajku.Ziemniaki tluczone
        z kwasna smietana,natka i koperkiem,marchewka
        podgotowana,mizeria.Dwoje doroslych,dwoje dzieci.Kazda czynnosc
        pochlania czas.Robilam i myslalam wlasnie,ze co bym nie robila to i
        tak mi ponizej godziny nie wyjdzie.No niestety jestem z tych
        wolnych.A co do kotletow to dlaczego forum ma umierac ze smiechu?
        Wolowe, panierowane sa na swiecie bardzo popularne i w krajach
        latynoskich to "milanesa de rez".Cos pysznego.Ja akurat wieprzowiny
        to nie ten teges i wole kurczaka albo wolowine.
        • Gość: dorotkah Re: Z czego sie bierze wielogodzinne gotowanie? IP: 71.201.91.* 11.10.09, 23:54
          de res a nie de rez
    • lia.13 Re: Z czego sie bierze wielogodzinne gotowanie? 11.10.09, 23:33
      przedmówczyni nie chwaliła się, że czwórkę dzieci zrobiła, ale chciała
      podkreślić, że MAJĄC już te dzieci trzeba po pierwsze, więcej obiadu przygotować
      niż dla parki z jedynakiem, a po drugie, mając maluchy koło siebie, na które
      trzeba ciągle uważać, aby się wzajemnie czy też samodzielnie nie pozabijały,
      trzeba taki obiad możliwie szybko przygotować, bez specjalnej zabawy i ceregieli
      przy nim. Bo po prostu nie ma na to czasu.
    • Gość: basiag Re: Z czego sie bierze wielogodzinne gotowanie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.09, 09:11
      2 godziny to dużo, czy mało? Trudno ocenić, bo to zależy co gotujemy i
      na ile dań.Ugotowanie zupy i na przykład zrobienie pierogów dla 5-
      osobowej rodziny musi zająć co najmniej półtorej godziny. I tyle
      najczęściej zajmuje mi przygotowanie obiadu.Czasem jest to 2 godziny i
      to wcale nie świadczy o tym, że chcę podkreślić swoją wagę w rodzinie.
      Poi prostu takie są prawa fizyki, chemii i czego tam jeszcze.
    • Gość: Castorp Re: Z czego sie bierze wielogodzinne gotowanie? IP: *.kredytbank.pl 12.10.09, 09:32
      Chyba jednak ze złej organizacji pracy.
      Mojej mamie przygotowanie obiadu zajmuje pół dnia. I nie wynika to z
      jej wieku, gdyż pamiętam, że zawsze tak było. Pamiętam z dzieciństwa
      przygotowania do świąt, to moja mama prawie chyba nie sypiała. Całe
      dnie i noce w kuchni. Każda potrawa była przygotowywana osobno.
      Tymczasem ja potrafię przygotowywac kilka potraw jednocześnie.
      Najpierw ustalam wg jakiej kolejności, aby dobrze zorganizować
      pracę, a potem każdą potrawę też przygotowuję według określonego
      planu. Dzięki temu nie muszę poświęcać w kuchni pół dnia.
    • Gość: Jola Re: Z czego sie bierze wielogodzinne gotowanie? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.10.09, 09:59
      ... z braku organizacji i podzielnosci uwagi. Mam koleżankę która
      nie wyobraza sobie jak można podczas smażenia kotletów nastawić
      ziemniaki, przecież jak odwróci głowę od patelni to jej się przypalą
      kotlety :)
      • mhr-cs poradzic 12.10.09, 10:52
        no wlasnie jak by ziemniaki najpierw nastawila
        moglaby spokojnie smazyc kotlety,
        napewno jej tez tak poradzilas,
    • przeciwcialo Re: Z czego sie bierze wielogodzinne gotowanie? 12.10.09, 11:06
      W sumie nie wiem skąd się bierze. Mnie obiad zajmuje np. 30-40 min a
      mamie ze 2,5 godziny. Niczym się nie róznia. Różnią się nasze
      rachunki za gaz/prad.
    • Gość: Ana Re: A ile ciocia ma lat. Bo jak 50, to tak juz IP: *.chello.pl 12.10.09, 11:27
      jest. Z wiekiem jakoś ,człowiekowi idzie wszystko opornie. Ja 20 lat
      temu, to mało że w ciągu godziny ugotowałam obiad, to jeszcze w
      między czasie posprzątałam mieszkanie. A teraz już nie dam rady, i
      im bardziej się spieszę, tym wszystko idzie wolniej.
      • jagoda85 Re: A ile ciocia ma lat. Bo jak 50, to tak juz 12.10.09, 18:22
        Może nie przesadzaj z tym wiekiem.
        • Gość: klar Re: A ile ciocia ma lat. Bo jak 50, to tak juz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.10.09, 07:27
          jagoda85 napisała:

          > Może nie przesadzaj z tym wiekiem.

          Dlaczego pokpiwasz z czynnika wieku, sądząc, że nie ma on tu wpływu na spowolnienie ruchów, reakcji, chęci, szybkości, itd.? Ile masz lat? Sądząc po nicku dwadzieścia cztery. No to poczekaj drugie tyle - zobaczymy, co wtedy powiesz.
          • Gość: gość portalu do klar IP: *.acn.waw.pl 13.10.09, 08:15
            Ale nie wmawiaj że 48latek/tka to już "spowolnienie ruchów, reakcji, chęci,
            szybkości, itd"
            50 to pewnie tylko owinąć się w całun i czołgać na najbliższy cmentarz?
          • Gość: jagoda Re: A ile ciocia ma lat. Bo jak 50, to tak juz IP: *.chello.pl 13.10.09, 11:46
            Tak za bardzo to się tym nikiem nie kieruj, bo on nic nie mówi o
            wieku. Mam trchę więcej jak 50. I coś wiem na ten temat w
            przeciwiństwie chyba do ciebie. Pozdrawiam
    • Gość: Ana Re: "Gdy zobaczysz ciotkę swą to jej się kłaniaj" IP: *.chello.pl 12.10.09, 11:32
      Ty megasceptyku chyba nie gotujesz. Podejrzewam, że leżysz na
      kanapie i patrzysz jak żona już nie młoda uwija się jak w ukropie,
      żeby ci obiad podać na czas.
      • megasceptyk Re: "Gdy zobaczysz ciotkę swą to jej się kłaniaj" 12.10.09, 20:00
        Jestem młodziutki i sam gotuję pasjami.
        Babcię swoją podgladałem w kuchni
        i nie jedną starowinkę na wsi
        i upieram się przy swoim.
    • z_plus_z Re: Z czego sie bierze wielogodzinne gotowanie? 12.10.09, 19:02
      Dużo ciekawszy jest syndrom "nie możesz mi pomóc", który polega na tym, że osobie 'tracącej' w kuchni wiele czasu nie da się w żaden sposób pomóc. Tzn. ona pomocy nie chce lub nie umie wykorzystać, przez co traci bez sensu godziny.

      To zauważalne zwłaszcza przed świętami...
    • Gość: nan Re: Z czego sie bierze wielogodzinne gotowanie? IP: *.hsd1.il.comcast.net 12.10.09, 19:44
      A ja gotuje dlugo:-)Nawet tego kotleta schabowego:-)
      Jedzenie to dla mnie uczta, a nie nazrec sie byle jak przygotowanego
      schabowego.
      Ziemniaki powinny gotowac sie na malym ogniu. Wychodza smaczniejsze.
      Robie z nich puree, do ktorego dodaje sporo rozniastych skladnikow.
      Samo mieszanie i ubijanie troche zajmuje;-) jedzenie tluczonych na
      sucho ziemniakow to profanacja;-)

      Kotlety zanim obtocze w panierce , musza swoje, zanurzone w
      przyprawach
      i ziolach, w lodowce odstac(min pol godziny). panierka z samej bulki
      tez sie niezadowole. Surowka tez swoje musi odstac:-)

    • Gość: Iza Re: Nie można IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.09, 21:26
      Może Twoja Matka jest 'wielotorowa', może zasuwa jak perszing, ale weź
      pod uwagę, że ludzie są różni. Moja babcia ledwie stoi, ludzi w
      tramwajach nie przegania laską, a w kuchni sobie cichutko usiądzie i
      godzinami lepi najlepsze pierogi pod słońcem. Inne proste czynności też
      wykonuje dość wolno, a pomóc sobie nie pozwoli. Taki typ.

      Zanim nazwiesz kogoś 'dupą wołową' weź pod uwagę, że matka natura nie
      każdemu dała tyle samo energii i zdrowa.
      • megasceptyk Re: Nie można 13.10.09, 10:06
        Przecytaj co wcześniej napisałem o niepełnosprawności.
        Przypominam, że nie o tym toczy się dyskusja
        więc nie odbiegajmy od tematu.
    • Gość: Iza Re: Z czego sie bierze wielogodzinne gotowanie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.09, 21:34
      A mnie się generalnie w życiu nie śpieszy. Lubię wolno pracować
      (dlatego założyłam własną firmę), wolno spacerować i długo siedzieć w
      kuchni nawet nad najprostszymi potrawami. I nie wymagam z tego tytułu
      pokłonów jako matce Polce cierpiętnicy. Ot po prostu czerpanie
      przyjemności z prostych czynności. Chyba że jesteśmy wszyscy głodni -
      wtedy pół godziny i gotowe:)
      • senanque Re: Z czego sie bierze wielogodzinne gotowanie? 12.10.09, 23:58
        Iza, bratnia moja duszo:) Ja też tak mam. I przyznam, że lekko mnie przerażają
        te otaczające nas wulkany energii;)
        • Gość: Iza Re: Z czego sie bierze wielogodzinne gotowanie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.10.09, 00:19
          Witaj chainmailowa Księżniczko;)
          Jak milo wiedzieć, że z koleżankami po fachu łączy mnie coś więcej niż
          tylko sreberka:)
          • Gość: dosia Re: Z czego sie bierze wielogodzinne gotowanie? IP: *.fbx.proxad.net 13.10.09, 08:23
            O ludzie !
            Wyjechalam z Polski 25 lat temu i myslalam, ze zwyczaje kulinarne
            sie w Polsce zmienily a tu ciagle i nieodmiennie kroluja ziemniaki i
            kotlet panierowany.
            Czy niektorym nie przyszlo do glowy, ze ziemniaki mozna zastapic
            makaronami, ryzem, kasza oraz dziesiatkami innych warzyw ?
            A zamiast kotleta panierowanego mozna usmazyc na szybko rozne inne
            miesa i ryby i w ten sposob ma sie obiad w 15 minut.
            • Gość: mika Re: Z czego sie bierze wielogodzinne gotowanie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.10.09, 11:59
              Dosiu, nie przyszło nam to do głowy. Dzięki Tobie doznaliśmy oświecenia. Bo
              wiesz, my tu nadal chodzimy w łapciach z łyka i nie obcinamy kołtuna.
          • senanque Re: Z czego sie bierze wielogodzinne gotowanie? 13.10.09, 13:57
            Gość portalu: Iza napisał(a):

            > Witaj chainmailowa Księżniczko;)
            > Jak milo wiedzieć, że z koleżankami po fachu łączy mnie coś więcej niż
            > tylko sreberka:)

            :) Jak widać dłubanie w sreberkach jest odzwierciedleniem głębszej filozofii
            życiowej (czyli w moim przypadku po części ideologii dopisywanej do ogólnego
            flegmatyzmu:)
    • Gość: kokartka Re: Z czego sie bierze wielogodzinne gotowanie? IP: *.centertel.pl 13.10.09, 08:48

      > Z czego sie bierze wielogodzinne gotowanie prostych potraw?

      Może z tego, że to jednak nie jest wyścig na setkę? Czy naprawdę wszystko każdy
      musi robić szybko, byle jak, byle gdzie, byle do przodu? Chciałabym zobaczyć te
      szybko zrobione frytki... Aaaa, no chyba, że to z paczki - to wtedy nie można
      tego nazwać gotowaniem, niestety.

      I czy naprawdę wszyscy na tym forum wpieprzacie w tygodniu tylko te schabowe i
      surówkę? Dżizas, to gdzie ten kryzys?
    • magd.a Cóż..... 14.10.09, 19:56
      Cóż, w tygodniu gotują rzadko szybko i jednodaniowo. Więc albo spaghetti całość
      ok20minut, albo kurczak z ryżem też expresowo, albo duszone mięsa: np gdy wracam
      z pracy karczek pokrojony na cienkie porcje, oprószony przyprawami obsmażam
      solidnie na oliwie, dorzucam czosnek, cebulki, podlewam wodą i się dusi.
      Następnie obieram ziemniaki i jarzyny. Nastawiam ziemniaki na mały ogień,
      jarzyny kroję w grubą kostkę i wrzucam do mięsa. Dolewam maksimum wody do mięsa
      ile się zmieści na patelni a nie będzie kipieć i idę do łazienki wziąć kąpiel.
      Po pół godzinie wychodzę z łazienki a obiad jest właściwie gotowy. Jeszcze
      doprawić, jakaś surówka choćby pokrojony pomidor albo coś ze słoika i obiad jest
      i to na 2 dni. a "pracy" 20 minut nie wliczając oblucji.

      Ale
      jak jadę do rodziców to gotuję obiady nawet po 2 godziny, codziennie nowe bo nie
      ma w zwyczaju odgrzewać (fakt, obiady są dla większej ilości osób, samo
      obieranie ziemniaków zajmuje z 15 minut),
      najpierw nastawiam kości na rosół, obieram jarzynki, przysmażam do rosołu
      cebulkę na blasze dla smaku... no poezja to wszystko robić "jak bóg przykazał" i
      nie spiesząc się. Rownolegle owoce na kompot. Zaraz następnie nastawianie mięs
      -zalezy jakie, często przyprawione już dzień wcześniaj albo rano, gdy wszystko
      sobie pyrczy to wymyślanie surówki żeby dobrze przyprawiona nabrała mocy i
      "przegryzła się". 40 minut przed planowanym końcem na gaz wchodza ziemniaki.
      Potem siadam w kuchni i czytam gazetki delektując się kawą, z pół godziny
      wolnego się znajdzie, a potem sprint na końcówce, żeby wszystko było gotowe,
      kolorowe od koperków pietruszek i innych i przyprawione mniej więcej wtedy gdy
      ziemniaki skończą się gotować.
      Całość od wstawienia rosołu do wyłączenia gazu = ok 2-2,5 godziny.
      I co wam powiem to wam powiem ale wam powiem - te obiady u rodziców to palce
      lizać i czuje się, że to faktycznie obiad jest, a nie szybkodaniówka z
      sztucznego fileta z kurczaka z Tesco podrasowanego kostką rosołową.
      Druga sprawa - u siebie mam niedużą kuchnię, a w niej wszystko właściwie na
      wyciagnięcie ręki. U rodziców sama kuchnia jest duża choć trudno ustawna i
      kursowanie od kuchenki do lodówki do stołu do zlewu... przekształca się w
      kilometry, wiele produktów jest w dodatkowym pomieszczeniu gospodarczym gdzie
      się trzeba po nie przejść. Pietruszka zielona w ogródku więc znowu wycieczka. I
      nieraz to po tym gotowaniu mnie najbardziej nogi bolą bo nachodzić się trzeba
      solidnie by całośc obiadu wykończyć tak jak się chce.

      A co do argumentów wieku to też nie da się go podważyć czy wyśmiewać. Starsi
      ludzie tracą sprawność i siły na myslenie o kilku rzeczach jednocześnie i każa
      praca zaczyna iśc oporniej.
      Jeśli ma się czas - to po co się śpieszyć? Gotowanie jest fajne. To tradycyjne
      jest czasochłonne ale... smaczniejsze jeśli się i dusze w to wkłada.
      Jeśli się nie ma czasu to można i "gorący kubek" albo inne "danie w pięć minut"
      z torebki ;)
      • mhr-cs jak ktos lubi 16.10.09, 09:46

        byc w kuchni tyle czasu,to niech bedzie
        nie kazdy jada czosnek i tez jest w pozadku,
    • bubster Re: Nie można 17.10.09, 13:45
      Pobieżnie przeleciałaś wątek? Widać.
      Kotlety i ziemniaki są tu podawane jako przykład (łatwo porównać czas
      gotowania). NIKT nie napisał, że codziennie to je.
      Następnym razem przeczytał dokładnie, unikniesz kompromitacji.
    • very.martini Re: Nie można 18.10.09, 11:15
      > jak można CODZIENNIE wpieprzać ziemniaki?

      Można:)
      Po pierwsze - z miłości do ziemniaka, pewnie nieodwzajemnionej, ale
      trudno. No dobra, może nie codziennie, ale często.
      Po drugie - jestem na diecie bezglutenowej, makaron odpada. Są
      wprawdzie bezglutenowe zastępniki, ale są niedobre, a ugotować takie
      coś al dente to wyczyn. No i zawierają kukurydzę, którą też powinnam
      ograniczać. Są poza tym droższe od pszenicznych, dla wielu osób to
      argument numer jeden, tańszych zamienników brak. Pozostają kasze -
      ale gryczanej nie wezmę do ust, mam traumę z dzieciństwa.
      Po trzecie - ryżu nie mogę.

      Tak więc - Tobie może coś by wyszło bokiem, ale trochę przystopuj w
      tym świętym oburzeniu z powodu głupiej bulwy, ludzie nie mogą
      wzbogacić swojego menu z różnych względów, a bardzo by chcieli,
      uwierz mi.


      16%VOL
      22%VAT

      --
      takie tam... forum homeopatia
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka