posenerka
04.07.14, 19:10
A propos wątku o smutnych minach kelnerów... Zakładam nowy bo temat mimo wszystko inny.
Czy ktoś może uzasadnić dlaczego dajemy napiwki kelnerom? Albo dlaczego niektóre restauracje do rachunku doliczają 10% za serwis?
Od razu zaznaczę: ZAWSZE daję napiwek kelnerom, fryzjerkom, taksówkarzom itp. Chyba, że mnie wkurzą ale to się raczej nie zdarza, może kilku kelnerów nie dostało napiwku ale wyraźnie zasłużyli na brak gratyfikacji.
Dlaczego daję? Bo wiem, że wypada, że oczekują... I nawet jak wiem, że jestem w tym miejscu pierwszy i ostatni raz to dam napiwek... A jak mam zamiar wrócić to tym bardziej, szczególnie kelnerowi, żeby do zupy nie napluł. ;)
Ale o ile rozumiem dodatkowe wynagrodzenie fryzjerki (może sprawić że się sobie będziemy podobać lub nie) to kelner ma zwyczajnie obowiązek przynieść nam posiłek a taksówkarz donieść na miejsce. Nie ma przecież opcji samoobsługi w restauracji, kelner jest tam po to by donieść nam posiłki.
Czym się taki kelner różni od ekspedientki? Mam bardzo miłe panie w mięsnym, zawsze doradzą, kroją jak się chce, wybierają, przebierają... A im się napiwku nie zostawia.
Dlaczego kelnerzy oczekują napiwku? To ich zadanie dobrze nas obsłużyć... Jak dzwonię na jakąś infolinię z problemem to też oczekuję dobrej obsługi, za to ci ludzie mają płacone...
Strach, że kelner napluje do talerza nie wchodzi w rachubę, przynajmniej za pierwszym razem, bo skoro nas nie zna to nie wie czy zostawimy napiwek czy nie. ;) Niskie zarobki kelnerów też nie mogą być tłumaczeniem. Ekspedientki czy ludzie z infolinii też zarabiają mało. Jest mnóstwo zajęć, w których wymaga się uprzejmej i profesjonalnej obsługi ale nie daje się za to napiwków...
A już 10% serwisu dokładane do rachunku to kompletny absurd. Bo skoro nie mamy wyboru i musimy skorzystać z serwisu zamiast sobie samemu wziąć talerze z kuchni, to niech dodadzą 10% do wszystkich potraw, wyjdzie na to samo ale nie będzie udawania, że mamy jakiś wybór... Poza wyjściem z takiego miejsca.