Dodaj do ulubionych

Czy ja jestem normalna??

09.11.09, 20:12
Witajcie,

długo zastanawiałam się czy w ogóle tu napisać, kilka razy coś zaczynałam i po
chwili kasowałam wszystko.. bo tak naprawdę ciężko jest mi to wytłumaczyć i
ubrać w słowa.. ale nie mam z kim o tym porozmawiać bo ktoś uzna mnie za
wariatkę, przecież żyję , mam cudownego chłopaka, wspaniałą rodzinę i tak
naprawdę nigdy jeszcze nie przeżyłam śmierci bliskiej osoby ale...

moim problemem jest to że ja panicznie boję się śmierci !! nie swojej mam 20
lat i ogromną chęć do życia, mam tyle planów itp, ja boję się śmierci
najbliższych mi osób , na samą myśl o tym że mogłabym stracić najważniejsze
osoby w moim życiu płaczę ... twki we mnie tak ogromna wrażliwość że ja nawet
wczuwam się w stratę osób których w ogóle nie znałam a jednak wiem że zginęli,
przeżywam to co czują ich rodziny..

wszystko chyba zaczęło się od tego jak kiedyś przez przypadek(?) trafiłam na
You Tube na filmik poświęcony zmarłej młodziutkiej dziewczynie stworzony ku
jej pamięci przez jej chłopaka, gdy to obejrzałam to chyba tak naprawdę wtedy
coś we mnie pękło, utożsamiłam się z tym chłopakiem tak jak to bym ja straciła
najbliższą osobę w życiu a zarazem dziękowałam Bogu że ja to wszystko mam...
ale no właśnie teraz mam a przecież jest tyle wypadków, codziennie odchodzą
ludzie, umierają tak poprostu bez pożegnania zostawiająć po sobie jedynie
wspomnienia i ogromną tęksnotę :( to doprowadziło do tego że każda dłuższa
trasa moich bliskich samochodem doprowadza do paniki czy aby wszystko jest w
porządku, czy aby nie mieli wypadku, czy cali i zdrowi dojadą do miejsca
przeznaczenia !

ten lęk tkwi we mnie już od jakiś 2 lat, do tego stopnia że zaczyna momentami
władać moim życiem, ja poprostu nie mogę wręcz się z niego cieszyć i tkwię w
takim "memento mori"...

oczywiście nie zawsze , ja staram się sobie wmówić że przecież wszystko jest w
porządku muszę się cieszyć tym co mam i żyć dniem dzisiejszym ale są dni kiedy
mnie to poprostu wszystko przytłacza, ta niewiadoma losu mnie przeraża, to że
dziś jestem a jutro moze mnie nie być, że pozostawię po sobie tylko żal i
smutek, a być może ktoś pozostawi to mi :( ciągle myślę o ludziach którzy
przeżywają stratę ukochanych osób i czuję ich ból..

ja już zaczynam myśleć że jestem jakaś nienormalna, nie wiem jak sobie z tym
poradzić bo niedługo zwariuję....

o nikim z tym nie rozmawiałam, ja w ogóle jestem typem introwertyka wszystko
noszę w sobie, i tak naprawdę na co dzień jestem normalną osobą, wesołą,
uśmiechniętą ale czasami wieczorami, a szczególnie kiedy jestem sama te myśli
powracają .....


nie wiem po co to wszystko napisałam i na co w ogóle liczę ale musiałam to
komuś powiedzieć/napisać.

może ktoś to przeczyta, może mi coś doradzi, może powie jak mam sobie z tym
radzić ?
Obserwuj wątek
    • olaopolanka Re: Czy ja jestem normalna?? 09.11.09, 22:22
      Na pewno jestes normalna,choc bardzo wrazliwa,wrecz nadwrazliwa.Dobrze,ze
      napisalas o tym co Cie dreczy, niepokoi,niekiedy samo wypowiedzenie naszych
      lekow przynosi ulge.Nie wiem jednak czy potrafie Ci pomoc,choc wydaje mi sie,ze
      pod tym lekiem dot.smierci najblizszych kryje sie cos jeszcze innego,cos
      niewypowiedzianego przez Ciebie...Byc moze jest to jakas STRATA,ktorej w zyciu
      doswiadczylas,byc moze nie do konca czujesz sie kochana,akceptowana,a przede
      wszystkim takie mam wrazenie,ze nie masz poczucia bezpieczenstwa....Moze sie
      myle,ale skad te leki skoro wokol Ciebie tyle ludzi,skoro kochajacy chlopak? Nie
      wiem hoolyy,pozdrawiam Cie cieplutko
      • hoolyy Re: Czy ja jestem normalna?? 09.11.09, 23:06
        dziękuję Ci że odpowiedziałaś ,

        ja raczej mając to wszystko boję się że to nie będzie trwało wiecznie, że coś
        kiedyś musi się stać bo przecież byłoby za dobrze gdyby tak było wiecznie...

        staram się przestać o tym myśleć i żyć normalnie, swoim życiem a nie życiem
        innych ludzi, ale te myśli wracają jak bumerang, one pozwalają docenić to co mam
        ale męczą mnie już czasami...

        w ogóle wydaje mi się że większość ludzi wyznaje takie hedonistyczne zasady ,
        unikanie cierpienia itp. więc przyznanając się do myśli które zaprzątają mi
        głowie .. nie wiem ale chyba nikt by mnie zrozumiał

        co innego na tym forum

        chyba mówię bez sensu :| ale ciesze się że opisałam to co czuję i przeczytałam
        to później bo dzięki temu mam w końcu obraz samej siebie tak jakby z innej
        perspektywy
        • ylli Re: Czy ja jestem normalna?? 23.11.09, 20:17
          Wiesz Holly, raz na jakiś czas zaglądam na to forum... i dzisiaj trafiłem na twój post. I gdyby nie Twój podpis to pomyślałbym, że sam go napisałem. Od dłuższego już czasu męczy mnie wizja że stracę kiedyś nabliższych. Że stanie się coś nieodwracalnego, a moja tęsknota już nie zgaśnie. I wiem, że to nieuchronne - zasypiam z tą myślą. Jestem ogromnie związany ze swoją najbliższą rodziną, i na samą myśl że któreś z nich odejdzie szklą mi się oczy... Wśród znajomych mam opinie twardziela bo rzeczywiśćie nie dotykają mnie żadne rzewne historie, ale ta myśl o śmierci wywraca mnie na lewą strone.

          Dodatkowo dwa miesiące temu odeszła moja babcia. Osoba której mądrości w takiej równowadze życiowej nie odziedziczył nikt w rodzinie. I mam do siebie tyle żalu, że nigdy jej nie powiedziałem o tym jak bardzo ją szanuje, podziwiam, jak bardzo mi imponuje. I siędzą we mnie te obrazki z nią w roli głównej, więc musze naciągać coraz czesciej daszek z czapki na oczy w autobusach i na ulicy.

          Od tego czasu mam tez problemy ze snem. Boje sie snu - tego stanu nieswiadomosci zwanego "bratem smierci". Zazdroszcze innym osobom że zasypiają z myślą "jutro zrobie to ... i to ...". Ja zasypiam z mysla - "daj mi się obudzić...".

          Coraz częściej też myśle nad zmianą studiów na medycyne. Chyba tylko taki rodzaj pracy będzie mi dawał satysfakcje i poczucie walki ze śmiercią. Chciałbym osłaniać tą Edelmanowską świeczke nim zgasnie. Wierze w to że człowiek ze smierci bliskich powinien czynic punkty zwrotne swojego zycia. Cos zmieniac/naprawiac. I myśle że być może pchnięciem mnie w tę droge miałabyć ostatnia misja mojej babci, która notabene zmarła w wyniku błędu lekarza.

          Więc jest nas dwóch nadwrażliwych i nienormalnych ;-)
          • olaopolanka Re: ylli 23.11.09, 21:26
            Masz racje,ze smierc bliskich powinna byc punktem zwrotnym w naszym zyciu.Juz
            samo ich odejscie wywraca calkowicie nasze zycie,widze jak smierc mojej Mamy
            mnie zmienia,mam nadzieje,ze bede miala sily na to,aby byc lepszym
            czlowiekiem,wlasnie dla Niej,tyle rzeczy zaluje...
            Zawsze balam sie smierci,dopoki nie odeszlo przy mnie piec osob na OIMI-e na
            ktorym lezala Mama, wiesz mam w pamieci Ich Twarze, odchodzili tak cicho i
            spokojnie,w niedlugim czasie odeszla moja Mama,uwierz nie boje sie juz smierci...
            Ylli realizuj w zyciu to co cujesz, nawet jesli mialaby byc to zmiana studiow.I
            pamietaj- ten swiat potrzebuje wrazliwcow.
          • halas1961 Do holly i Ylli 23.11.09, 22:04
            Drodzy młodzi ludzie
            Mam 48 lat. W maju ubiegłego roku odeszła moja córka Agatka. Miała prawie 24
            lata. Jej odejście nie pozostało bez wpływu na zycie innych nawet obcych młodych
            ludzi, którzy wiem jak wiele zmienili w swoim życiu.
            Chciałabym Wam napisac ze to wspaniale ze są wsrod mlodych ludzi nadwrażliwcy,
            ja wciąz tez nieustannie takim nadwrażliwcem:) jestem i upływajace lata tego nie
            zmieniaja. Powiem Wam... nie bójcie się smierci, to jest tez część życia. Smierć
            to jest tez część życia. Bolesna, trudna do zaakceptowania, ale jego część.
            Powiem Wam tak realizujcie swoje marzenia, nie bójcie sie zmian. Ale przede
            wszystkim patrzcie zawsze sercem, kiedy poznajecie nowego czlowieka starajcie
            sie zawsze dostrzegac w nim to wszystko co dobre. Wierzcie, ze w każdym
            człowieku iskierka dobra i światła którym Bóg go obdarzył wciąz się tli. Nieraz
            tylko trzeba to odkryc, odkopać:) Mówcie ludziom spotkanym na swojej drodze to
            co miłego o nich sadzicie, mówcie tym ktorych kochacie o tym. Nie bójcie się że
            narazicie się na śmiesznsć. Nie odkładajcie tego na jutro, na później. Mówcie w
            tym momencie w którym pomyslicie. I żyjcie tak żebyście zawsze mogli bez wstydu
            spojrzec na siebie w lustrze. I nie bójcie sie ze starcicie kogos bliskiego, bo
            to sie zapewne kiedys stanie. Ale myslenie o tym z wyprzedzeniem nie zmieni nic.
            Nie przyśpieszy ani nie oddali tego czasu. To może nie będzie łatwe do
            wykonania. Ale sie postarajcie:)Pozdrawiam ciepło
            Halina-mama Agatki
            • tilia7 Re: Do holly i Ylli 26.11.09, 14:33
              A ja Wam odpowiem brutalnie:tak,Wasi bliscy NA PEWNO kiedyś umrą.I
              nie miejcie mi za zle tej brutalności,bo z dobrego serca ona
              płynie.Każdy umiera,każdy kto się urodził umrze.Kiedy to się stanie
              i w jakich okolicznościach nie wiemy i chocbyśmy się nie wiem jak
              bali,nie wiem jak kochali itd. to nic,zupełnie nic na to nie
              poradzimy.Więc zamiast czytac posty na forum o żałobie zajmijcie się
              ŻYCIEM póki ono trwa,zajmijcie się bliskimi,póki ich tu
              macie.Przestańcie czytac co my tu piszemy,bo Was to jeszcze nie
              dotyczy i bądźcie wdzięczne za to losowi.Nie wyszukujcie w
              internecie tekstów,piosenek i innych takich o śmierci.Nie bójcie
              się, ona i tak Was dopadnie,nie musicie jej szukac na siłę.A jak
              naprawdę nie możecie z tym normalnie zyc to zgłoście się na naprawdę
              dobrą psychoterapię.Wrażliwośc jest piękna,ale wrażliwośc która nie
              pozwala normalnie życ-zabija.

              I z takim podejściem nie mozna zostac lekarzem.Bo popada się często
              w manię i przekonanie,że jest się Bogiem i jak Bóg można wszystkich
              uleczyc.A nie można.Człowiek który chce pomagac innym,musi byc w
              stabilnym stanie psychicznym i sam sobie musi pomóc najpierw.W
              przeciwnym razie może ,wbrew swoim dobrym intencjom,zaszkodzic i
              innym i sobie.
              Pozdrawiam Was ciepło i jeszcze raz Was proszę ŻYJCIE póki
              ŻYJECIE.Śmierc i tak przyjdzie w swoim czasie.
    • kopciuszek125 Re: Czy ja jestem normalna?? 23.11.09, 21:39
      Witajcie jak czytam Wasze wypowiedzi to tak jak bym o sobie czytała. Też bałam i
      boję się śmierci najbliższych osób. Mąż w wieku 48 lat miał zawał to było
      straszne przeżycie, ale na szczęście przeżył tylko strach o jego życie jest
      teraz ogromny jak tylko coś się dzieje to ja juz jestem przerażona. Syn od
      urodzenia chory i ciągłe wizyty u różnych specjalistów różne diagnozy i ciągła
      walka o jego życia. Bardzo by dużo można na ten temat pisać, niestety świadoma
      co się ze mną dzieje udałam się swego czasu do psychiatry i jestem na lekach,
      może dzięki temu udało mi się przetrwać bardzo ciężko chorobę mojej kochanej
      mamy i jej odejście od nas. Na samym początku chwila ulgi że już tak strasznie
      nie cierpi a ja bezsilna nie mogę jej pomóc, ale po dwóch latach zamiast lepiej
      jest coraz gorzej. Jak nie przeżyło się śmierci tak bliskiej osoby jaką jest
      wspaniała mamusia to sobie trudno to wszystko wyobrazić, a teraz strach o życie
      ojca który jest schorowany i ma swoje lata. Nieraz się zastanawiam co to jest to
      moje życie które jest oparte na ciągłym lęku co dalej co się strasznego stanie.
      • edzia764 Re: Czy ja jestem normalna?? 23.11.09, 22:34
        Witam... pozwole się przyłączyc do WAS. Ja równiez żyłam w ciagłym
        lęku . 16 lat temu zmarła nagle Mamusia, cięzko było mi się z tym
        pogodzić, bo odeszła najlepsza moja przyjaciółka. Kiedy po dwóch
        latach okazało się, ze Tatus ma raka prostaty (złośliwego) nastapił
        jeszcze wiekszy stres, strach... kiedy to nastapi. Otoczylismy Go
        najlepsza opieką lekarską i przezył jeszcze dziewięć i pół roku. W
        2005 jednak przegralismy walke z nowotworem i On również odszedł. Po
        każdym z tych wydarzeń nastepował nowy etap naszego zycia. Rodzina
        powoli zaczęła sie "rozpadać". Kiedy myslałam, ze juz doszłam do
        równowagi psychicznej, jestem gotowa do kolejnego nowego etapu zycia
        otrzymałam kolejny cios ... zmarł nagle mój mąż. Zostałam sama
        (bylismy bezdzietnym małżeństwem) zupełnie nie przygotowana do
        takiego zycia ... ale musze życ, wracać do jakiejś normalności ...
        siedząc w tym cichym, pustym domu walczę ... i zadaję sobie
        pytanie ... co mnie jeszcze może spotkac ....
        • kopciuszek125 Re: Czy ja jestem normalna?? 23.11.09, 23:51
          Tak to prawda zmieniamy się radykalnie nasz tok myślenia. Z mamą byłam związana
          od zarania świata, do przedszkola nie chodziłam bo bym się tam chyba zapłakała.
          W pierwszej klasie mama siedziała ze mną w ławce, wyobrażacie to sobie. Potem na
          końcu klasy, potem na korytarzu. zawsze z rodzicami i z mamą, nawet jak wyszłam
          za mąż to tak szczęśliwie się ułożyło w moim życiu że mój mąż bardzo polubił
          moich rodziców, że mogliśmy być razem. Więc możecie sobie wyobrazić co się ze
          mną działo jak usłyszałam rak u mojej mamy. Była w tym wszystkim tak pogodna i
          dzielna, że to jest niewyobrażalne. Choroba po 10 latach zaatakowała ze zdwojoną
          siło i dane mi było przejść na świadczenie przed emerytalne i zaopiekować się
          nią. Zdawałam sobie sprawę z powagi sytuacji i nie zmarnowałam nawet minuty.
          Byłam córką, pielęgniarką, salową . W nocy nie mogła spać wołała mnie do siebie
          a ja kładłam się u jej nóg i rozmowom nie było końca. Jestem o tyle obecnie
          spokojna bo dane było mi przytulać, całować mówić jej jak bardzo dużo jej
          zawdzięczam i jak bardzo dużo mi w życiu pomogła.
          • olaopolanka Re: Czy ja jestem normalna?? 24.11.09, 18:37
            Kopciuszku, mialas tyle szczescia, ze moglas tyle Mamie powiedziec, za wszystko
            Jej podziekowac, zazdroszcze Ci tego. Mi nie bylo to dane,moze dlatego tyle we
            mnie niepokoju, goryczy, buntu i zalu...
            • kopciuszek125 Re: Czy ja jestem normalna?? 24.11.09, 19:02
              Olaopolanko masz racje miałam to szczęście że mogłam się moją mamą opiekować i
              robić koło niej wszystko, chociaż były momenty że ona płakała i mówiła tak się
              przy mnie napracujesz. Zawsze była bardzo samodzielna i wolała wszystko sama
              zrobić. Nawet jak była chora to siadała ubierała się żeby tylko nie leżeć. Jak
              widziałam że nie wstaje tylko leży to zdawałam sobie sprawę że jest źle.
              Siedziała w łóżku i robiła na drutach bo już na inne rzeczy nie miała sił.
              Wiecie jak to matka z córką nie zawsze miałyśmy jedno zdanie, ale ja ją zawsze
              słuchałam, nawet jak była trochę przykra w chorobie to i tak ją głaskałam,
              całowałam i przytulałam, a ona mówiła "muszę być taka marudna żebyś potem tak
              bardzo za mną nie rozpaczała". ja natomiast myślałam niech będzie jaka chce być,
              bo przyjdzie moment że jej nie będzie i co wtedy. Miała krótki blond włosy ja
              jej farbowałam obcinałam i kręciłam na wałki potem układałam fryzurę. Ona zawsze
              się pytała Jadziu zakręcisz mi włosy, a ja zawsze jej odpowiadałam mamo po co
              pytasz przecież wiesz że Ci zakręcę. Nigdy nie była dla mnie ciężarem byłam
              szczęśliwa że mogę się jej odwdzięczyć za to wszystko co dla mnie zrobiła ile
              mnie nauczyła i wpoiła taką mądrość życiową.
              • olaopolanka Re: Czy ja jestem normalna?? 24.11.09, 22:19
                Kopciuszku, mialas wspaniala Mame i Ty bylas dobra Corka...Pozdrawiam Cie cieplo.
                • alicja-dwa Re: Czy ja jestem normalna?? 25.11.09, 14:16
                  Witam i serdecznie pozdrawiam wszystkich którzy tutaj opisali swoje historie, chciałam i ja coś od siebie dodać ale nie wiem czy mi się to uda ponieważ cały czas łzy zalewają mi oczy i źle się tak pisze, ale spróbuję. Myślę, że śmierci nie można się bać ponieważ i tak kiedyś nas to nieuchronnie spotka, dletego musimy tak przeżyć to swoje życie aby móc być z siebie dumnym. Po stracie najbliższych mi osób tzn. rodziców długo nie mogłam do siebie dojść najpierw odeszła najukochańsza matka a po 13 latach ojciec, obecnie od roku jestem przy łóżku chorego na raka męża który bardzo cierpi i dopiero teraz dociera do mnie, że dla takiego chorego to jest okropna męka a ja jako najbliższa osoba choćbym nie wiem jak chciała pomóc to nie nie mam jak, mogę jedynie podawać zastrzyki przeciwbólowe.
                  A to, że boisz się śmierci to jest normalne będąc młodą osobą miałam silną depresję i miałam tak samo lęk przed śmiercią nie pomagały leki uspakajające aż w końcu wzięłam się za siebie i powiedziałam dosyć muszę sama się z tym uporać i udało się. Czego i Tobie z całego serca życzę.
                  • halas1961 Re: Czy ja jestem normalna?? 25.11.09, 14:43
                    Droga Alicjo
                    Masz racje, najgorsze co moze byc, to patrzeć na cierpienie ukochaej osoby i nic
                    nie mozesz zrobic , tylko podawac leki, lub kleic plastry....i być obok, byc
                    razem z Ta ukochana osoba...A potem juz inaczej sie i modlic zaczynasz...Juz nie
                    prosisz Boga o cud, juz nie prosisz Boga o zycie... Prosisz aby tylko nie
                    cierpiała..."Panie Boże, juz dobrze, juz dobrze nie bedę jej zatrzymywac, tylko
                    niech nie cierpi, niech moja córka juz nie cierpi... Panie Boże proszę Cię już
                    ja zabierz, Ona juz chce odejść, niech tylko nic ją nie boli, niech swobodnie
                    oddycha...Panie Boże.................................."
                    Mam gorączkę, skacze raz w dól, raz w gore...I tak klade sie, wstaje, zapadam w
                    drzemki i doznaje co jakis czas bardzo, bardzo przyjemnego uczucia...Spokoju,
                    wielkiego ogromnego spokoju, że nie mam miec watpliwości, ze napewno Agatka po
                    mnie kiedys wyjdzie...Zamykam oczy i widze jej usmiechnięta, spokojna twarz,
                    zamykam oczy i czuje jej dotyk i radość, ze sie spotkamy...Po raz pierwszy mam
                    naprawde te pewnosć....może gorączka...Nie...na pewno nie, myslę ze córka mnie w
                    czasie choroby w taki sposób uspokaja...Chciałabym tak zawsze zamykac oczy i
                    widziec ten obraz, czuc to co przed chwilą czułam, żadnego lęku, zadnej checi
                    pozostania tutaj, zadnego niepokoju przed nieznanym, tylko ta radośc, to
                    ukojenie....
                    Halina-mama Agatki
                  • 198-3mk Re: Czy ja jestem normalna?? 25.11.09, 16:22

                    Alicjo... Życzę Ci dużo siły, bo napewno jej potrzebujesz...
                    To, co robisz Alicjo, jest ważne...
                    Pomyśl, jeli Twój mąż nie miałby tak wspaniałej żony, leżał by
                    w samotności...
                    Ta okropna choroba-RAK-,która zabiera nam naszych bliskich,
                    nie zostawia nam wyboru... Jest bezwzględna...
                    Ale jednego nie może nas pozbawić... Nie może odebrac nam miłości
                    do naszych bliskich...
                    Nie możemy im pomóc od strony medycznej, ale możemy być obok...
                    Możemy im towarzyszyć w ich cierpieniu... Kochać ich... Opiekować
                    się nimi... Myślę, że jest to dla nich bardzo ważne...
                    Alicjo... Trzymaj się... Przed Tobą i Twoim mężem, trudna droga.
                    Ale kiedy uspokoimy serce, i nasze emocje, możemy dużo dać
                    tym, którzy odchodzą...

                    Pozdrawiam. Beata-mama Marcina.
                    • alicja-dwa Re: Czy ja jestem normalna?? 25.11.09, 17:19
                      Beato i Halino jesteście takie kochane, czytam i rozkleiłam się znowu to, co napisałyście jest piękne i dziękuję Bogu za to , że mogę być z moim mężem i nie muszę go dać do szpitala bo wiem , że tak jak w domu tam się mieć nie będzie , bo ja jestem na każde zawołanie a w szpitalu można wołać i niestety panie pielęgniarki choćby nie wiem jak się dwoiły i troiły to nie są w stanie być przy każdym chorym w każdej chwili. Trzymam się i będę silna do końca i nie podda, się.
                      • olaopolanka Re: Czy ja jestem normalna?? 25.11.09, 21:12
                        Alicjo jestem z Toba, jak moja Mama odchodzila to mowilam Jej- Mamo daje Ci moja
                        sile, bierz ja i walcz starczy dla Ciebie i dla mnie...Teraz chcialabym dac
                        Tobie moje wsparcie,Alicjo walcz, ale pamietaj tez o sobie Alicjo.
                        Halinko, rozumiem Twoja pewnosc, czuje to,Agatka jest przy Tobie.Rowniez nie
                        boje sie smierci-Mama wyjdzie mi na spotkanie...Ale bardzo ostatnio
                        cierpie,jutro mija dwa miesiace jak Mama odeszla,nie chce mi sie zyc.
                        • kopciuszek125 Re: Czy ja jestem normalna?? 25.11.09, 21:56
                          Moja kochana mamusia miała właśnie na imię Alicja piękne imię. Ja też się bardzo
                          zmieniła po jej śmierci. Wiele rzeczy są nie ważne i nie mają znaczenia. Jednego
                          czego się boję to cierpienia swoich najbliższych osób i swojego cierpienia.
                          Śmierci nie boję się wcale.
                          Tak jak piszecie zgadzam się z Wami ta bezradność wobec cierpiącej osoby. Co
                          robić jak już nic nie pomaga, plastry, tramal, czopki przeciw bólowe jak ulżyć.
                          Moja mama jak spała to ja w tym momencie byłam spokojna i mogłam patrzeć na nią
                          godzinami. Nawet jak przychodził czas pokarmu to tak żal było mi ją budzić.
                          Jednej rzeczy nie mogę za bardzo zrozumieć, a mianowicie. Była zawsze
                          uśmiechnięta i radosna, a jak poszliśmy się z nią pożegnać to miała taki wyraz
                          twarzy jaki nie znałam. Usta były tak ułożone jakby była zła, a przecież stało
                          się tak jak bardzo tego chciała czyli odejść na zawsze od cierpienia. Pozdrawiam
                          Wszystkich tu piszących codziennie Was czytam i jesteście dla mnie bardzo
                          bliskimi osobami Jadwiga
                          • kama0011 Re: Czy ja jestem normalna?? 26.11.09, 08:08
                            Kopciuszku,
                            Mój Tata równiez wyglądał zupełnie inaczej gdy ostatni raz się z nim
                            zegnałam. Nawet powiedziałam wtedy "że to juz nie jest mój Tata, mój
                            Tata żyje w moim sercu a to co widze to jest jakies opakowanie,
                            które bez tej iskry zycia jest zupełnie obce". Przez całą chorobę na
                            nic sie nie skarzył, ani na ból, ani na czekanie na lekarzy, na
                            niewygodę. Na nic. A wtedy ostatni raz zobaczyłam Tatę z z takim
                            grymasem bólu na twarzy :( Ten obraz mam cały czas przed oczami :(.
                            Nie pamiętam mojego Taty jak się usmiechał, żartował, jak przytulał,
                            jak rozmawialiśmy, na spacerze...Tylko pamiętam ten grymas. I to
                            jest okropne :( Bo On taki nie był :(
                            Śmierci się nie boję. Wiem, że gdy nadejdze mój czas przyjdą po mnie
                            moi Rodzice, razem, szczęsliwi. Ja czekam na ten moment z
                            utęsknieniem. Wiem, że i tak nastąpi, kiedyś stanę na progu życia i
                            smierci i to jest nieuniknione.
                            Jedno czego się boję to śmierci mojego dziecka.
                            I jeszcze jedno chcę Wam napisać. Czytam to forum codziennie i
                            dziękuje, że tu trafiłam. Nikt inny tylko Wy potraficie zrozumiec co
                            się dzieje w sercu i duszy człowieka gdy traci swoich najbliższych.
                            Dziękuję Wam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka