hoolyy
09.11.09, 20:12
Witajcie,
długo zastanawiałam się czy w ogóle tu napisać, kilka razy coś zaczynałam i po
chwili kasowałam wszystko.. bo tak naprawdę ciężko jest mi to wytłumaczyć i
ubrać w słowa.. ale nie mam z kim o tym porozmawiać bo ktoś uzna mnie za
wariatkę, przecież żyję , mam cudownego chłopaka, wspaniałą rodzinę i tak
naprawdę nigdy jeszcze nie przeżyłam śmierci bliskiej osoby ale...
moim problemem jest to że ja panicznie boję się śmierci !! nie swojej mam 20
lat i ogromną chęć do życia, mam tyle planów itp, ja boję się śmierci
najbliższych mi osób , na samą myśl o tym że mogłabym stracić najważniejsze
osoby w moim życiu płaczę ... twki we mnie tak ogromna wrażliwość że ja nawet
wczuwam się w stratę osób których w ogóle nie znałam a jednak wiem że zginęli,
przeżywam to co czują ich rodziny..
wszystko chyba zaczęło się od tego jak kiedyś przez przypadek(?) trafiłam na
You Tube na filmik poświęcony zmarłej młodziutkiej dziewczynie stworzony ku
jej pamięci przez jej chłopaka, gdy to obejrzałam to chyba tak naprawdę wtedy
coś we mnie pękło, utożsamiłam się z tym chłopakiem tak jak to bym ja straciła
najbliższą osobę w życiu a zarazem dziękowałam Bogu że ja to wszystko mam...
ale no właśnie teraz mam a przecież jest tyle wypadków, codziennie odchodzą
ludzie, umierają tak poprostu bez pożegnania zostawiająć po sobie jedynie
wspomnienia i ogromną tęksnotę :( to doprowadziło do tego że każda dłuższa
trasa moich bliskich samochodem doprowadza do paniki czy aby wszystko jest w
porządku, czy aby nie mieli wypadku, czy cali i zdrowi dojadą do miejsca
przeznaczenia !
ten lęk tkwi we mnie już od jakiś 2 lat, do tego stopnia że zaczyna momentami
władać moim życiem, ja poprostu nie mogę wręcz się z niego cieszyć i tkwię w
takim "memento mori"...
oczywiście nie zawsze , ja staram się sobie wmówić że przecież wszystko jest w
porządku muszę się cieszyć tym co mam i żyć dniem dzisiejszym ale są dni kiedy
mnie to poprostu wszystko przytłacza, ta niewiadoma losu mnie przeraża, to że
dziś jestem a jutro moze mnie nie być, że pozostawię po sobie tylko żal i
smutek, a być może ktoś pozostawi to mi :( ciągle myślę o ludziach którzy
przeżywają stratę ukochanych osób i czuję ich ból..
ja już zaczynam myśleć że jestem jakaś nienormalna, nie wiem jak sobie z tym
poradzić bo niedługo zwariuję....
o nikim z tym nie rozmawiałam, ja w ogóle jestem typem introwertyka wszystko
noszę w sobie, i tak naprawdę na co dzień jestem normalną osobą, wesołą,
uśmiechniętą ale czasami wieczorami, a szczególnie kiedy jestem sama te myśli
powracają .....
nie wiem po co to wszystko napisałam i na co w ogóle liczę ale musiałam to
komuś powiedzieć/napisać.
może ktoś to przeczyta, może mi coś doradzi, może powie jak mam sobie z tym
radzić ?