Dodaj do ulubionych

List do T.

11.07.10, 19:58
Kochana Tosiu.

Postanowiłam napisać do Ciebie list...
W pierwszą rocznice Twojej śmierci dotarlo do mnie, ze to nie sen :( ze to
jakis koszmarny matrix z którego nie ma wyjścia i ze to wszystko wydarzyło sie
naprawde :(
Tak bardzo na Ciebie czekałam... tak długo czekaliśmy wszyscy - ja, Twój tato,
dziadkowie, kuzynostwo - wszyscy... wszyscy się cieszyli, bo w koncu miala
urodzic sie w naszej rodzinie mala krolewna... Biegali, szaleli, kupowali,
wybierali imie.... tak bardzo sie cieszyli... I nagle czar prysl... Nie do
uwierzenia, ze w 21 wieku lekarze moga się az tak mylic, moga byc tacy
niefrasobliwi i niedokladni... Przez 7 miesiecy bylo wszystko dobrze,
rozwijalas sie podobno prawidlowo, a ztu nagle jak grom z jasnego nieba ta
wiadomosc, ze jezlei urodzisz sie zywa to bedziesz ciezko chora. Szok,
zalamka, placz, krzyk, lament - ze to niemozliwe, przeciez tydzien temu bylo
wszystko dobrze, a teraz juz takie zle wiesci.... Jak to mozliwe - JAK.
Niktnie potrafil mi tego wytlumaczyc, kazdy zwalal wine na tego drugiego, na
tego kogo akurat przy nas nie bylo...
Ok - postanowilam, ze im nie wierze i zaczelam szukac pomocy dalej, kolejne
badania i o malo nie zabili nas obu... w wyniku tego - musialas przyjsc na
swiat o 7 tygodni wczesniej.... Walczyli o ciebie i walczyli o mnie.... ale to
nei byl moj czas :( a szkoda :( moze wtedy Tobie los dalby szanse....
Walczylas dzielnie o NAS przez 15 dni, dalas mi szanse poczuc sie jak Matka,
mimo, ze nigdy nie moglam zabrac cie do domu bylam MAMA - mialam swoja mala
kruszynke... Mogal cie karmic sonda, przewijac w inkubatorku.. moglam z Toba
byc... Ogromne to szczescie... nie kazda mama ma tyle szczescia co ja mialam
prze ten krtoki czas :)
Odeszlas cichutko... czekalas az wyjdziemy, nie chcialas bysmy patrzeli na to
jak odchodzisz, balas sie pewno, ze bedziemy chcieli cie na sile zatrzymac...
Nie wiem czy tak by bylo, nie wiem b ojako matka zrobilabym wszystko by ciebie
ocalic...
teraz po roku wszsytko wraca jak zły sen... jak koszmar z ulicy wiazowej...
Nadal mam ogromne wyrzuty sumienia, ze mogalm jeszcze cos zrobic... ze moglam
walczyc dalej...
Coreczko oddalabym siebie, cale swoje zycie bys mogla tu byc... by zobaczyc
twojepierwsze kroki, usmiech, wyrzynajace sie zabki.. oddalabym wszystko... a
tak wszystko mi odebrala choroba i twoja smierc...
Ja i twoj tato nie przetrwalismy proby tak ciezkiej i kazde z nas poszlo w
swoja strone :( i tak bywa... ale wierze, ze oboje bardzo ale to bardzo ciebie
kochamy...
Wierze tez, ze czuwasz nad nami...
jestem teraz w fazie maksymalnego buntu, wypieram z siebie wszystko co zle,
idealizuje swiat, staram sie nei widziec zlych stron zycia... ale zamykam oczy
i widze CIEBIE - i nadal nie moge zrozumiec, dlaczego jezlei Bog istenieje
jest tak okrutny. Dlaczego pozwala umierac w meczarniach dzieciom, dlaczego
nei daje im szansy na zycie.

Twoja smierc nauczyla mnie jednej wazne sprawy - nigdy nie mow nigdy i zawsze
szanuj kazdy nowy dzien... bo nie wiesz ile tych dni jeszcze ci dano.
Tesknei za Toba okrutnie...


MAMA
Obserwuj wątek
    • agawyzga Re: List do T. 11.07.10, 21:07
      Mnie było dane 19 lat i 8 miesięcy... tylko tyle córeczko...
      tęsknię każdego dnia bardziej niż warte to wszystko...
      Agnieszka-mama Madzi
    • tilia7 Re: List do T. 11.07.10, 22:24
      Fiolinko,kiedy odchodzi ktoś,kogo tak bardzo kochamy,często na pocieszenie
      mówimy sobie,że teraz mamy swojego Anioła "po drugiej stronie tęczy" - i tak na
      pewno jest.Ale ja Ci chciałam dzisiaj napisać odwrotnie,że Twoja córeczka
      Tosia,gdziekolwiek teraz jest,ma swojego Anioła po tej stronie
      tęczy-Ciebie,która niezależnie od wszystkiego otaczasz swoją Kruszynkę
      skrzydłami matczynej miłości.
      • first.marionetka Re: List do T. 12.07.10, 11:25

        Fiolinko, miłośc do naszych ziemskich dzieci nie umiera, trwa
        wiecznie.
        Ja urodziłam się ok 6 lat po odejściu mojego braciszka Stasia.
        Aniołek żył parę dni. Jest wciąż obecny w naszych rodzinnych
        wspomnieniach.
        Jako dziecko nie ogarniałam, że muszą umierać dzieci.
        Dziś, gdy odeszło moje dorosłe dziecko, również nie ogarniam śmierci.
        Przytulam Cię kochana, do mojego równie obolałego matczynego serca z
        nadzieją, że z czasem uda nam się zrozumieć " o co chodzi... w
        przemijaniu".

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka