iwonak36
12.10.10, 23:11
Witam, jestem mamą Marcelki, która zginęła ponad 2 lata temu, rażona piorunem, wraz ze swym Przyjacielem. Mieli niespełna 20 lat. Obydwoje wspaniali- inteligentni ponad normę, piękni, zyczliwi i kochani...
Nie mogę się otrząsnąc po tej tragedii. Moje Dziecko wyszło z domu na imprezę coroczną ze Znajomymi, a następnego dnia otrzymuję wiadomośc, że już Jej NIE MA...
Żyjemy w miarę normalnie, mamy jeszcze dwóch Synów, ale przecież wiadomo, że nie można jednego Dziecka wymienic na drugie. To, co mnie najbardziej dobijało, to "pocieszenia" Znajomych, że przecież mamy jeszcze Synów. No i co z tego, skoro NIE MAMY Córeczki? Córeczki, która byał nie tylko Dzieckiem, ale Najlepszą Przyjaciółką? Która mimo swoich zaledwie 19 lat była wyjątkowo dojrzała, potrafiła doradzic, lepiej, niż niejeden doświadczony dorosły? Kóra potrfaiła cieszyc się życiem i czerpac z niego, ile się da? Którą zapamiętalażdy, kto Ją chocby odrobinę poznał?!
Dziś właśnie mi się śniła- wstała z trumny- była tka zimna, ale taka kochana. Nasze życie toczyło się normalnie. Teraz jets ciężko, ale wydaje mi się, że Ona czuwa nad nami, nasza wiara nam pomaga, bo jak inaczej przeżylibyśmy śmierc ukochanego Dziecka? Musi byc blisko, tuż obok. Ja tego nie czuję, ale mój Mąż twierdzi, że często czuje Jej obecnośc- jakby była tuż obok... Ja tego nie podczuwam, ale miałam i mam wiele dowodów na różna tzw zbiegi okoliczności- to Marcelka nam pomagała, wierze w to mocno.
Nie myślałam, nigdy wten sposób, dlaczego NAM się to przytrafiło, dlaczego Bóg Ją zabrał, nie miałam żalu do nikogo, ale jest mi tak bardzo ciężko.Wierzę, że Bóg chciał Ją przed czymś ochronic... Ale cóż może byc gorszego od śmierci? I dlaczego nie mogę myślec, ze w życiu mogło spotkac Ją coś dobrego, tylko "uciekła" przed złem?
Miała tyle planów na przyszłośc... Wszystko robiła w biegu- chciała jak najwięcej przeżyc, zobaczyc, dotknac. Była ciekawa świata. Bradzo dużo czytała.
Kilka lat temu miałam obsesję na punkcie trezciego Dziecka. Nie mogłam dośc długo zajśc w ciążę, w końcu udało się. Teraz WIEM,że to był PLAN. Musiłam urodzic Synka, bo miałam stracic Córkę. Może to źle sobie tłumaczę, ale tak to czuję. To Błażej mobilizował nas do normalnego życia. Poza tym jest odzwierciedlaniem Marcelki- wyjątkowo grzeczny, poukładany, super inteligenty, pracowity. Nie mogę narzekac na starszego Syna, nie ma z Nim kłopoów, ale jest inny, niż Ona. Nie wymagam zresztą, żeby była taki sam. Nigdy nie porównywałam Go z Marcelką nie dałam odczuc, że chciałabym aby był do Niej podobny.
Codziennie chodzimy na cmentarz, ale jakoś nie odbieram tego, ze Ona tam jest. To "tylko" ciało. Wierzę, ze dusza jest przy nas...
Zapalamy znicze, bo kochała świeczki. Jeździła do Taize...
Podaję linka do strony na NK. NK, które niegdyś krytykowałm teraz daje mi siłe, bo tyle tam wpisów od wspaniałych Ludzi...
nk.pl/profile/1607266
Wiele by jeszcze pisac, ale na to potrzeba czasu...
Pozdrawia serdecznie, Iwona.