Dodaj do ulubionych

Nie zdążyłem...

21.03.08, 10:20
Nie zdążyłem mojemu Tacie powiedzieć, jak bardzo się cieszę, że
zbliżył się do Pana Boga w ostatnich latach swojego życia... Zawsze
był osobą wierzącą (myślę, że nawet głęboko), ale przez długi czas
miał duże trudności, żeby przełamać się i korzystać z Sakramentów.
Jednak przez ostatnie lata stał się dla mnie wzorem, jak korzystać z
siły Eucharystii by dzielnie i z godnością znosić chorobę...
Obserwuj wątek
    • alicja2553 Re: Nie zdążyłem... 21.03.08, 11:16
      Zdążyłam jej powiedzieć wszystko.Moja najmłodsza 44 letnia siostra
      umierała w hospicjum. Nie sama. W otoczeniu rodziny. Ja z moją
      starszą siostrą byłyśmy zawsze - ona w nocy, ja w ciągu dnia. To
      mnie Jola zapytała "Alu, czy to jest ten moment?", a innym
      razem "Czy ja umieram?". Mnie też wybrała na czas umierania. Kiedy
      przyszedł ten Moment (poczułam, że do pokoju ktoś wkroczył,
      pociemniało, jakby słońce schowało się za chmury).Powiedziałam jej,
      że już nic nie mogę dla niej zrobić, mogę tylko być razem.
      Zapewniłam, że będę czuwać nad jej dziećmi.Trzymałam ją za rękę i w
      okolicy serca, patrzyłyśmy sobie w oczy. Nie mogła już mówić, więc
      za nią i za siebie zmówiłam Ojcze Nasz. W okresie Jej umierania
      byłyśmy jednością, przeżyłyśmy najpiękniejszy czas, czas
      miłości,niewyobrażalnego przywiązania.To dopiero w tym czasie
      mówiłam, że ją kocham. Przeżyłam misterium śmierci. Zrobiłam
      wszystko co było w mojej mocy. W dwa dni po pogrzebie miałam sen -
      Jola powiedziała, że mnie kocha, czego nigdy nie wypowiedziała
      głośno. To ona nie zdążyła. W maju będzie 3 rocznica jej śmierci.
      Wciąż jesteśmy razem. Ona jest. Ja wciąż trzymam ją za rękę i serce.
      Nie powróciłam z granicy, którą Ona przekroczyła.
      • nikol25 Re: Nie zdążyłem... 17.10.08, 14:23
        ja mialam podobna sytuacje, mój kochany tatuś zawsze powtarzał ze jak kiedyś
        bedzie umierał czy poważnie chory nikogo koło siebie niechce, w lutym 2008
        poważnie zachorował cały spóchł niechciał iść do szpitala mówił że pracował 12
        lat w pogotowiu ratunkowym i wie co sie tam dzieje i dlatego chce umrzeć w domu,
        ja strasznie płakałam mówiłam że ma dopiero 49 lat mówiłam tatuś ty musisz żyć
        jak ty umrzesz to ja umre razem z tobą dzieki moim namowom po tym jak wezwalam
        pogotowie zgodził sie poddac leczeniu pół roku w szpitalu codziennie chodziłam
        do szpitala z nadzieją że wyjdzie z tego bo przecież musi dożyc tych 50 urodzin
        tak bardzo tego chciał,miał plany na ten dzien. jaka byłam szczęsliwa jak lekarz
        powiedział że odciagneli wode z organizmu i może isc do domu jednak po dwóch
        tygodniach sytuacja sie powturzyła trafił do szpitala byłam tam codziennie 6
        sierpnia byłam u niego a on jak zwykle pełen energi i humoru 7 sierpnia nie
        odbierał telefonu odebrała pielegniarka mówiąc ze ojciec stracił przytomnosc i
        zebym przyjechala to był strzał jeszcze wczoraj było dobrze czy wiedział?
        niewiem byłam przy nim w sali trzymałam za chłodna reke a on strasznie sie
        meczył próbował cos powiedziec otwierał oczy trwało to kilka godzin serce mi
        pekało patrzac na jego meczarnie moj mąż powiedział mi idz do domu ja z nim
        zostane bo niepozwalasz mu odejsc przypomniał mi jak tato mówił ze w takiej
        chwili niechce zebym na niego patrzyła długo siedziałam twierdziłam ze niemoge
        go zostawic bo to moj ojciec kochany tatus ale w koncu wyszlam strasznie zle sie
        czulam w szpitalu pielegniarka dala mi jakies tabletki mąż wrocił za godzine do
        domu powiedzial ze w momencie jak ja wyszlam ze szpitala moj tatus przestał sie
        wiercic zapadł w sen a po pół godziny zmarł mimo iż wiem jaki byl moj tatus ze
        niechcial zebym tam byla mam ogromne wyrzuty sumienia ze mnie tam nie bylo
        niepotrafie sobie wybaczyc ze dalam sie namowic pielegniarkom i mezowi i ze maz
        byl z moim tatusiem do konca a nie ja . 11 listopada ma 50 urodziny zamowiłam
        msze mam nadzieje ze jesli niemogl tutaj z nami tak jak chcial przejsc tego
        dnia, to tam na gorze bedzie swietował wszyscy mowia ze najgorzej do pogrzebu a
        to nie prawda do pogrzebu sa emocje jest bol i cierpienie a póżniej przychodzi
        ogromna tesknota z ktora nieda sie w zaden sposób pogodzic
        • Gość: kuba Re: Nie zdążyłem... IP: *.malbork.mm.pl 19.02.09, 19:59
          nie zdążyłem powiedzieć jej że ją kocham...nie zdążyłem jej uratować...
          nie zdążyłem z niczym...mam 24 lata i osoba z którą byłem 5 lat (nigdy nie powiedziałem "KOCHAM CIE")zmarła w domu podczas pożaru...to koniec
    • Gość: ten zły Re: Nie zdążyłem... IP: *.proxnet.pl 13.09.09, 19:46
      Nie zdażyłem wykorzystać ostatniej sznasy która dała mi kobieta która tak bardzo KOCHAM :(

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka