lorek08
14.07.09, 23:44
20 czerwca zmarl moj narzeczony.bylismy razem 3 lata.
zmarl na nowotwor,mial 20 lat
pol roku temu urodzila nam sie coreczka,byl ze mna przy porodzie,plakal ze
szczescia.
to ze mna widzial pierwszy raz morze,ode mnie czul milosc.
na kazdym kroku mowil i pokazywal ze jestem dla niego najwazniejsza,kochal
mnie najbardziej na swiecie a ja nie potrafilam mu pomoc
minal juz prawie miesiac a ja nadal strasznie cierpie,nie jest lepiej.
wiem,ze musze zyc dla dziecka ale nie potrafie.
tak bardzo chcialabym z nim byc. to byla moja pierwsza milosc,tylko z nim sie
calowalam,tylko z nim tulilam,tylko z nim wspolrzylam.
moja wielka milosc.
tak bardzo chcialabym wiedziec czy jest obok nas,czy nadal mnie kocha, czy juz
jestem dla neigo obojetna.
czy po mojej smierci dalej bedziemy ze soba razem,jak na ziemi czy juz nigdy
nie bedziemy dla siebie tak bliscy
serce mi peka jak patrze na zdjecia,na nasza coreczke ktora od urodzenia jest
stak strasznie do niego podobna
sni mi sie prawie codziennie.sa roznego typu sny,w wiekszosci wiem ze on nie
zyje i z nim rozmawiam. ale nie wiem czy to jakis znak,jakis przekaz czy tylko
wytwor wyobrazni,tego o czym mysle w ciagu dnia.
dlaczego to tak boli :(
zastanawiaja mnie jeszcze przesady
DAWID przelezal niedziele,nie dalo mu sie do konca zamknac oczu.
mowi sie ze jak tak jest to kogos zabierze.
czy zabierze mnie do siebie? czy bedzie tak pieknie jak kiedys.
kiedys pytal mnie jak jest w niebie. powiedzialam mu ze niebo jest tak
piekne,ze bedzie mial tam wszystko czego zapragnie. powiedzial mi ze niebo
bedzie dla niego wtedy gdy ja bede obok,ze bedzie na mnie czekal.
poronilam jedna ciąże,wierze ze on jest w niebie z naszym dzieckiem,ze musi je
tam wychowac. a ja musze wychowac corke ktora jest na ziemi.. to wszystko jest
takie ciezkie,mam dopiero 21 lat a zycie juz tak bardzo mnie doswiadczylo.