Dodaj do ulubionych

jak pomoc sytnowi

03.08.09, 16:50
witam

mój syn spowodował wypadek, w którym zginęła jego ukochana dziewczyna. jest to tragedia przede wszystkim dla rodziny zmarłej alicji, ale również dla mojej rodziny, mlodzi snuli wspolne plany na przyszlosc, wspolne studia, wypady na wczasy no i oczywiscie wspolne zycie. wszystko pryslo jak banka mydlana.
syn od 3 tygodni prawie sie nie odzywa do mnie i do zony. jedyna osoba z ktyora utrzymuje kontakt to nasza corka. jezdzi codziennie na cmentaz i godzinami tam przesiaduje. bylismy u psychologa cala rodzina, rozmawial z synem, a potem z nami. powiedzial ze syn przyja najtrudniejsza forme zaloby ,, na sucho", z swiadomoscia ze to on jest sprawca tej tragedii, ze to przez niego zycie stracila ukochana osoba. jeszcze przez pierwsze dwa tygodnie wspominal ze nie chce zyc bez ali, bardzo sie z zona o niego balismy, ja spalem z nim (chlopak ma 20 lat) ale pan psycholog powiedzial ze to błąd, on musi sam sie z tym uporać.... latwo powiedziec, ale czy mozna bezczynnie patrzec jak cierbi ukochanan osoba i jej nie pomóc
prosze jezeli ktos byl w podobnej sytuacji o rady jak przejsc przez ten trudny okres zycia, jak pomoc synowi, zonie no i sobie...
Obserwuj wątek
    • tilia7 Re: jak pomoc sytnowi 03.08.09, 19:45
      Ja niedawno straciłam narzeczonego, w innych okolicznościach, ale rozumiem
      poniekąd poczucie winy, jakie odczuwa Pana syn, bo sama mam straszne wyrzuty
      sumienia, choć wszyscy twierdzą, że nic więcej nie mogłam zrobić ponadto, co
      zrobiłam.Nie ma tak naprawdę sposobu, żeby pomóc, przykro mi.Proszę być przy
      Nim, mówić, że Go kochacie, że jest dla Was ważny, że może na Was liczyć.Proszę
      bardzo wyraźnie powiedzieć Mu jaką byłoby dla Państwa tragedią, gdyby się zabił
      i że Jego dziewczyna na pewno też by tego nie chciała.Jeśli zgodzi się chodzić
      do psychologa to byłoby dobrze, ale nie należy zmuszać do tego na siłę(proponuję
      poszukać psychologa-kobiety, są jednak w tym zawodzie lepsze, bo mają więcej
      delikatności i empatii, a też chłopakowi może być trudno "otworzyć się" przed
      psychologiem mężczyzną).I powstrzymać się od komentarzy typu:będzie dobrze,
      wszystko się ułoży.Człowiek w takim stanie, w takiej żałobie nie chce tego
      słyszeć i nie potrafi przyjąć.Nie wiem, co więcej mogę napisać, sama ledwo sobie
      radzę i wiem, że muszę przejść przez to sama, bo choć mam ogromne wsparcie
      rodziny to nikt tego bólu za mnie nie przeżyje, nikt mi go nie zabierze.A jednak
      to dla rodziny i dzięki niej tu zostałam, bo tak jak Pana syn, nie chciałam żyć
      bez ukochanego człowieka.
      Życzę powodzenia i dużo siły
      • xxxkarolinkax Re: jak pomoc sytnowi 03.08.09, 22:10
        popieram to co napisała tilia7.
        uważam tez, że oprócz najbliższej rodziny, bardzo ważnym wsparciem byłaby
        rodzina zmarłej dziewczyny. nie wiem tylko jakie teraz łączą Państwa relacje...
        wydaje mi się, że Oni potrafiliby w jakiś sposób wytłumaczyć Pana synowi, że to
        to nie On ją zabił..że to wypadek, okrutny los..
        zapewne syn ma wrażenie, że wszyscy Go obwiniają..sam się obwinia..
        teraz będzie ten najtrudniejszy okres. ale jako rodzina, wspólnie musicie przez
        to przejść.
        Młodość ma to do siebie, że myślimy, że jestesmy nieśmiertelni, że nic złego się
        nie stanie... i zdarza się tragedia i wszystko czym żylismy przestaje istnieć..
        I własnie teraz spoczywa na państwu ogromna odpowiedzialność. trzeba być.
        próbować rozmawiać. o czymkolwiek. i nauczyć się milczeć. bo czasem to jest
        bardziej potrzebne. wciągać syna w normalne codzienne czynności (zakupy, jakieś
        weekendowe rodzinne wypady itp). żałoba zapewne potrwa.jak długo - tego nikt nie
        wie. ale to jest najważniejsze - żeby wiedział, że rozumiecie, że nie żądacie,
        żeby od razu przeszedł nad tym do porządku dziennego... trzeba pozwolić mu
        płakać po tej miłości.

        pisze z własnego doświadczenia - od ponad 2msc staram się otrząsnąć po śmierci
        ukochanego chłopaka. i mam w rodzicach ogromne wsparcie. i w mamie mojego
        słońca także.
    • andygrad Re: jak pomoc sytnowi 08.08.09, 14:23
      witam
      dzieki za wsparcie, milcze, nie pytam, nie naciskam, jezdze codziennie z nim na cmantarz, .........jestem przez caly czas obok, gdzies za drzwiami pokoju, na tarrasie, na podworku........syn nie chce narazie isc do psychologa.........nie chce wychodzic do znajomych i nie chce aby oni do niego przychodzili......siedzi przytula zdjecie i cichutko placze. prosilem aby poszedl i porozmawial z rodicami ali, moze by to cos dalo. ale on tez sie ich boi, chociach mysle ze oni mu przebaczyli na ile jest to na dzien dzisiejszy mozliwe.........moze da sie namowic na ryby. ja nie lubie lapac, ale on z kolegami zawsze jezdzil w soboty lub w wakacje........za 3 tygodnie szkola. mialy byc 2 studniowki, a niebedzie chyba zadnej, matura.???? chyba za daleko wybiegam w przyszłość......jaka bedzie??? kto to wie?!

      narazie dowidzenia
      • xxxkarolinkax Re: jak pomoc sytnowi 08.08.09, 16:09
        wydaje mi sie, że powrót do szkoły bardzo będzie wskazany. pomoże. przybędzie
        nowych obowiązków, dzień się nagle skróci, będą ludzie dookoła...i przede
        wszystkim - w natłoku dnia codziennego, mniej czasu na myślenie.

        ja też na początku nie chciałam, żeby ktokolwiek mnie odwiedzał, nie miałam
        ochoty rozmawiać..ale moi przyjaciele byli mimo moich protestów. wyciagali na
        spacery, a czasem gdy bardzo sie buntowałam po prostu siedzieli obok w pokoju,
        opowiadali o jakiś pierdołach lub milczeli. więc może jedank byłoby dobrze jakby
        Go odwiedzili (nawet gdy syn mówi NIE)... najwyżej ich wyrzuci za drzwi, a kto
        wie... może własnie wiedy zda sobie sprawę, że potrzebuje ich towarzystwa.
        Osoba pogrążona w żałobie nie wychodzi z inicjatywą..nie zadzwoni pierwsza, nie
        poprosi o spotkanie. dlatego trzeba tu w pewnym sensie być 'nachalnym' - czyli
        być mimo, że On tego nie chce.

        a co do psychologa...może to za wcześnie. a może będzie w stanie poradzić sobie
        bez niego.
        (ja od razu wiedziałam, że z zadnym psychologiem rozmawiać nie bede.rozmawialam
        raz i tylko mnie ta rozmowa dobiła zamiast pomóc).

        wszystko musi toczyc się wlasnym rytmem. nikt nie wie, jak długo bedzie to
        trwało. Tak naprawdę to On musi sam chcieć sobie pomóc. i nastąpią w końcu te
        dni, kiedy smutek będzie choć troche mniejszy...
        • tilia7 Re: jak pomoc sytnowi 08.08.09, 18:14
          A ja uważam, na podstawie własnych doświadczeń, że absolutnie nie można narzucać
          mu czyjejkolwiek obecności,jeśli nie chce odwiedzin, to trzeba to uszanować,o
          czym niby ma z nimi rozmawiać po takiej stracie? Ma prawo do milczenia,
          samotności, żałoby.Dobrze, że płacze, to bardzo, bardzo dobrze, bo najgorzej
          jest kiedy nie można tych uczuć w żaden sposób uzewnętrznić.Trzeba być przy nim
          i zostawić w spokoju.Nie wyciągać nigdzie na siłę, nie angażować w żadne rzeczy,
          których robić nie chce,uszanować po prostu jego ból.Ludzie reagują różnie, mnie
          do szału i histerii doprowadzały pocieszenia, a próby rozweselenia mnie nadal
          wywołują taką wściekłość, że nie liczę się ze słowami nawet wobec najbliższych,
          ukochanych osób.Szkoła...może zrobi mu dobrze.Ale proszę liczyć się z tym, że
          będzie miał problemy i faktycznie nie wybiegać myślą tak daleko, do matur.Matura
          jest ważna, ale to,co przeszedł to trauma na całe życie.Jeśli mu nie wyjdzie,
          nie miejcie Państwo do niego pretensji...
          • andygrad Re: jak pomoc sytnowi 25.10.09, 20:29
            witam ponownie
            minely juz 3 miesiace od tragedii. mysle ze pograzamy sie juz wszyscy w tej sytauacji bez wyjscia. syn co prawda poszedl do szkolyale nie uczy sie wogole, nie przemawiajazadne prosby, porownania stawianie zmarlej alicji za autorytet i mowienie ze ona na pewno by tego nie chciala zeby on tak postepowal. pare dni temu skonczyla by 18 lat. bylismy na mszy na cmentarzu(tam jezdze z syne codziennie)i on po tym wszystkim zakomunikował ze juz nie bedzie chodzil do szkoly, czeka az zakonczy sie sprawa w sadzie i wyjezdza z kraju, nie wie gdzie i co bedzie robil, ale nie moze dluzej sluchac jak koledzy rozmawiaja o studniowce i o planach na przyszlosc.dla nas rodzicow to prawdziwa porazka, zona bardzo to znosi, a ja juz nie wiem co mam robic, aby do niego dotrzec i przemowic mu do rozsadku. rozmawialem z nim wielokrotnie i wiem ze poczowa ogroma odpowiedzialnosc za to cosie stalo. wini siebie za to ze zawiodl wszystkich..... co robic, dalej go prosic o to aby chodzil do szkoly czy pozwolic na to aby wyjechal z kraju nie wiadomo dokad, czy moze zorganizowac mu jakas prace za granica. mysleze on tu w naszej malej miejscowosci bardzo sie zle czuje. prosze o pomoc i odpisanie co robic dalej
          • andygrad Re: jak pomoc sytnowi 25.10.09, 20:29
            witam ponownie
            minely juz 3 miesiace od tragedii. mysle ze pograzamy sie juz wszyscy w tej sytauacji bez wyjscia. syn co prawda poszedl do szkolyale nie uczy sie wogole, nie przemawiajazadne prosby, porownania stawianie zmarlej alicji za autorytet i mowienie ze ona na pewno by tego nie chciala zeby on tak postepowal. pare dni temu skonczyla by 18 lat. bylismy na mszy na cmentarzu(tam jezdze z syne codziennie)i on po tym wszystkim zakomunikował ze juz nie bedzie chodzil do szkoly, czeka az zakonczy sie sprawa w sadzie i wyjezdza z kraju, nie wie gdzie i co bedzie robil, ale nie moze dluzej sluchac jak koledzy rozmawiaja o studniowce i o planach na przyszlosc.dla nas rodzicow to prawdziwa porazka, zona bardzo to znosi, a ja juz nie wiem co mam robic, aby do niego dotrzec i przemowic mu do rozsadku. rozmawialem z nim wielokrotnie i wiem ze poczowa ogroma odpowiedzialnosc za to cosie stalo. wini siebie za to ze zawiodl wszystkich..... co robic, dalej go prosic o to aby chodzil do szkoly czy pozwolic na to aby wyjechal z kraju nie wiadomo dokad, czy moze zorganizowac mu jakas prace za granica. mysleze on tu w naszej malej miejscowosci bardzo sie zle czuje. prosze o pomoc i odpisanie co robic dalej
        • sarnowo Re: jak pomoc sytnowi 25.10.09, 21:53
          Wyjazd syna w tej sytuacji bylby najgorsza rzecza, bo czy bedziecie wiedziec co
          on tam robi? Wydaje mi sie, ze pierwszym posunieciem powinno byc odwiedzenie
          rodzicow dziewczyny nie on sam, ale obowiazkowo w Waszym tj rodzicow
          towarzystwie, bo Wy cierpicie, a co dopiero rodzice Ali, ktorzy stracili
          dziecko?Moze rozmowa z nimi cos da? Moze zblizy Was do siebie i razem 2 rodziny
          beda sie zmagac z cierpieniem. Nie podoba mi sie Twoja wypowiedz odnosnie ulgi w
          cierpieniu synowi, zonie i Tobie, Wy macie syna,z Waszej rodziny nikt nie
          odszedl, a co maja powiedziec rodzice Ali? o tym juz nie myslisz? Syna czeka
          sprawa karna, przed ktora nie ucieknie i widac poczuwa sie do odpowiedzialnosci
          ,chociaz z postu wynika, ze jest w dolku psychicznym. Trzeba z nim byc i
          zapewniac go, ze zawsze na Was moze liczyc.
          • tilia7 Re: jak pomoc sytnowi 25.10.09, 22:09
            Ponownie radzę pomoc psychologa i psychiatry.Jeśli syn nie wyraża zgody,aby iść
            na wizytę, niech Państwo sami pójdą,przedstawią sytuację, niech specjalista
            doradzi Wam co zrobić.To jest zbyt poważna sytuacja,żeby się sugerować naszymi
            radami z forum, bo możemy mieć dobre intencje a poradzić źle.
            • karnivora Re: jak pomoc sytnowi 25.10.09, 22:35
              Jak włazi nieuchronnośc 0 – pielęgnowanie poczucia winy
              daje alibi tej hecy dla zmysłów jako jest utrata
              A”wina” i tak NIEZAMIERZONA, ta tez -jak zazwyczaj

              Samo psycholog to zawątło. Antydepresyjne celowane/
              nowej generacji (nieuzależniające, efekt po ok. 2tyg.
              własciwy dobór/ dawka – tylko p. psychiatrę, neuropsychiatre
              pod scisła kontrolo do fazy az zatrybi. Ww opcji -cała familia.
              Modlitwa niezależnie i namaxa. Szkoła –obowiązkowo

              PS Niewyraza zgody? - żarty
            • andygrad Re: jak pomoc sytnowi 27.10.09, 22:48
              witami dziekuje za rady.niestety bylismy juz u psychologa z synem i razem z zona i ja bylem sam. namowilismy tez syna i bylismy u psychiatry, ktory stwierdzil ze widzi jedynie glebokie przezywanie zaloby u syna i kaze czekac..... w twj chwili syn nie chce slyszec o jakiejkolwiek wizycie u lekarza.... prosze napisac czy zmuszacgodochodzenia do szkoly(uczyc i taksie nie uczy chociaz to maturalnaklasa) czy lepiej niech siedzi w domu? w szkole slyszy o przygotowaniach do studniowkio plananch naprzyszlosc swoich kolegow, a on ich niema......

              pozdrawiam
          • andygrad Re: jak pomoc sytnowi 27.10.09, 22:36
            dzieki za rady, dobrze jest jak ktos potrafi doradzici,znajac te sprawy z autopsji. jezeli chodzi o rodzicow ali,to nie jest tak jak piszesz. my z zona mamy 100% swiadomosc ze najbardziej pokrzywdzona strana sa oni,i nie nasze cierpienie i problemy sa najwazniejsze, lecz ich. probowalismy juz pare razy sie z nimi spotkac i pogadac , spytac czy nie potrzebuja pomocy, ale za kazdym razem odmawiaja mowiac ze nic od nas nie chca. jestesmy wdzieczni ze spotkali sie z naszym synem ipowiedzieli ze mu wybaczają, teraz jest najwazniejsze aby on sam sobie wybaczył. mieszkamy w malej miejscowosci gdzie kazdy kazdego zna i wszystko jest na cenzurowanym, dlatego tez chcemy aby syn wyjechal i zacząl "nowe zycie" z dala od "zyczliwychludzi". pewnie ze sie bedziemy martwic i myslecco on porabia, ale czy jest jakies inne sensowne wyjscie z tej sytuacji?? todopiero czas pokaze
            jeszcze raz dzieki
            • elsebet Re: jak pomoc sytnowi 28.10.09, 08:47
              Moim zdaniem, zmuszanie do chodzenia do szkoły nie jest dobrym
              rozwiązaniem. Kiedy głowa (serce) zajęte są przeżywaniem głębokich,
              trudnych emocji, z procesu uczenia się i tak nic nie będzie.
              Z moich osobistych doświadczeń wynika, że na przeżywanie żałoby
              potrzeba dużo czasu. Więc można pomyśleć tak: na to, jak człowiek
              zdaje maturę składają się lata nauki. Więc nawet jeżeli człowiek w
              klasie maturalnej będzie miał zniżkę formy (w obszarze uczenia się)
              przez kilka miesięcy to jeszcze nie przekreśla szans na sukces
              maturalny.
              Ale warto dać osobie w żałobie dyskretną obecność, taką , która za
              dużo nie pyta, po prostu jest. Czasem człowiek krzyczy „ Chcę byś
              sam” , ale tak naprawdę bardzo potrzebuje ludzi do których będzie
              mógł ten krzyk skierować. Więc może warto ten krzyk (wyrażony tak
              czy inaczej) wytrzymać i po prostu być.
              Każdy żałobę przeżywa inaczej. Ja po stracie przez miesiąc nie
              chodziłam do pracy (bo byłam za słaba), potem przez następne
              miesiące chodziłam, ale nie byłam zbyt zaangażowana w pracę. A potem
              wszystko zaczęło normalnieć. Każdy ma swoje tempo. Czasem lepiej
              pozwolić komuś na sile przeżywanie żałoby bo z doświadczeń różnych
              ludzi wynika, że ci, którzy od razu po śmierci bliskich wracali do
              życia wiele lat później przeżywali różne trudności związane z
              nieprzeżytą żałobą.
              Ludzie z dalszego toczenia, także ci „życzliwi”, zapominają o
              różnych wydarzeniach i z czasem znajdują sobie inne tematy do
              plotek. Więc być może ucieczka nie będzie jedynym sensownym
              wyjściem.
              • tilia7 Re: jak pomoc sytnowi 28.10.09, 14:25
                Zgadzam się z Elsebet.Człowiek pochłonięty żałobą naprawde przez
                jakiś czas nie funkcjonuje normalnie.Nas tu w pewnym sensie nie
                ma.Jesteśmy fizycznie,jemy,śpimy itd. bo tego potrzebuje ciało do
                przezycia,ale psychicznie,emocjonalnie nas tu nie ma.I wszystko,
                wszystko o czym mamy myslec "tu" budzi zlośc,bunt,niechęc,jeszcze
                większą ucieczkę do "tam".Ja to odczuwam tak:z chwilą smierci
                otwarły się wrota między światami,brama przez którą On przeszedł.I
                mnie interesuje teraz tylko jedno:co jest po tamtej stronie,gdzie On
                w tym wszystkim jest.Wtedy nie da się uczyc, dobrze
                pracowac,planowac przyszłości.Trzeba na chwilę spokojnie stanąc i
                poświęcic na to czas.Zwykła żałoba trwa około roku, trudna-jak w tym
                wypadku-czasem nawet dłużej.Myślę,że trzeba spojrzec na syna jak na
                osobę chorą.Bo on ma terasz bardzo chrą duszę.I tak jak musi minąc
                czas,żeby się zrosły połamane nogi,tak musi minąc czas,żeby się
                zrosła popękana dusza.Otoczcie go miłością,ale nie nachalną, nie
                natrętną.Bądźcie,powiedzcie,że rozumiecie,nie zmuszajcie do
                nauki.Jak dojdzie do siebie, to może faktycznie będzie lepiej jak
                zmieni ototczenie.Ale może jeszcze nie teraz.
                • andygrad Re: jak pomoc sytnowi 30.10.09, 16:26
                  dzieki

                  sa to bardzo wazne wskazowki dla mnie. do tej pory nie mialem
                  bezposredniego kontaktu z utrata bliskiej mi osoby. widze ze sa jak
                  zwykle dwie szkoly co do tego przypadku. jedni mowia (nasza pani
                  psycholog i moja zona) zmuszac go do chodzenia, ododsobnienie nic
                  nie da, drudzy, do ktorych ty nalezysz i ja rowniez kaza cierpliwie
                  czekac, stac obok i obserwowac. nie ma zlotego srodka. mam tylko
                  nadzieje ze ciekawosc tego drugiego swiata nie bedzie wieksza niz
                  chec pozostania z nami. boje sie o niego i wielka szkoda tych 3 lat
                  nauki, fajnych kumpli i rownych nauczycieli ale widocznie tak musi
                  byc. jeszcze raz dzieki za rady.
                  • tilia7 Re: jak pomoc sytnowi 30.10.09, 22:29
                    Rozumiem Twoją żonę, bo na pewno chce dobrze.Natomiast jeśli pani psycholog tak
                    mówi, to trzeba zmienić psychologa.Ewentualnie poszukać takiego, który
                    specjalizuje się w pracy z procesem żałoby.W internecie można też znaleźć opisy
                    poszczególnych etapów żałoby.To może pomóc zrozumieć, bo choć każdy żałobę
                    przeżywa troszkę inaczej, to jednak ogólny mechanizm i kolejność tych etapów się
                    powtarza.Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego
                  • dorrita79 Re: jak pomoc sytnowi 31.10.09, 02:28
                    Witam.
                    To bardzo trudne czego Twój syn doświadcza, baaaardzooooo. Oprócz samej żałoby
                    jest silne poczucie winy...

                    Moim skromnym zdaniem nie zmuszałabym go do chodzenia do szkoły, zwłaszcza,
                    jesli do tej samej chodziła Ala, jeśli w tej szkole mieli wspólnych znajomych.
                    To nie pomoże, a natomiast może jątrzyć sprawę. On ma wystarczająco dużo na
                    głowie, na sercu.
                    Ja po tragedii próbowałam się przez prawie rok spinać i chodzić do pracy, ale po
                    roku przypłaciłam to baaardzo głęboką depresją.....(gdybym wcześniej dała sobie
                    na luz, pewnie nie doproaodziłabym się do tak poważnego stanu) Nie da się
                    oszukać siebie, swoich uczuć. Trzeba to przeżyć. Jednocześnie zawiesiłam studia
                    (mimo, że nie wiele mi zostało wtedy do końca), ponieważ mój umysł nie był w
                    stanie chłonąć nowej/ zadnej wiedzy. Zbyt dużo energii pochłaniało mu chronienie
                    mnie przed faktami. Wcale się nie dziwię, że twój syn nie chce iść do szkoły i
                    nie ma ochoty, energii ani sił do nauki. Mnie się wydaje wręcz to nie możliwe w
                    tej sytuacji.
                    Twój syn potrzebuuuje dużo czasu na przyjęcie do swojej świadomości, że to się
                    stało i na oswojenie się z tematem. To długi i bolesny proces może być i bardzo
                    indywidualny.
                    (nie ma czegoś takiego jak "normalna żałoba trwa rok". Zawsze jest to
                    indywidualny proces i czas)

                    Nie uważam za głupi pomysł wyjechanie za granicę, odcięcie się. Ja w pierwszym
                    roku po tragedii dużo wyjeżdzałam, potrzebowałam tego by odsapnąć, odpacząć od
                    uczuć i myśli. To musi być bardzo trudne przebywać w miejscach, gdzie się
                    wcześniej z Nią było (zwłaszcza w tej indywidualnej sytuacji).

                    To co możesz synowi dać, to czas, uwagę, jeśli jej zechce, troskę i świadomość,
                    że jeśli tylko będzie potrzebował może na wasze wsparcie liczyć. Taka świadomość
                    jest najważniejsza. Na nic nie naciskać.

                    Wszystko musi mieć swój czas. Wręcz dziwne by było, gdyby twój syn miał się
                    dobrze i zaraz wrócił do normalności - wtedy należałoby się mocno zastanowić. A
                    tak wydaje się być wszystko na miejscu. Musi boleć, innego wyjścia nie ma.

                    Tamta rodzina przeżywa swój dramat i myślę, że na tym etapie mogłoby być im
                    baaardzo trudno wspierać twojego syna, na to jest jeszcze za wcześnie. Dobrze,
                    że powiedzieli mu, że bo nie obwiniają, ale na nic więcej od nich teraz nie
                    można liczyć.

                    Pozdrawiam i życzę dużo siły
                    Dora
                    • andygrad Re: jak pomoc sytnowi 31.10.09, 07:58
                      dzieki dorita

                      to co napisalas ty i tailia7 utwierdza mnie w kierunku pomocy jakiej
                      potrzebuje moj syn. czytajac to co napisalyscie jestem pelen podziwu
                      dla niego, ze przez 2 miesiace chodzil i sluchal swoich kolegow jak
                      rozmawiaja o zblizajacej sie studniowce, o swoich dziewczynach,
                      widzial te miejsca w ktorych sie spotykali......... rozumiem
                      dlaczego jedyna zecza jaka robil po przyjsciu ze szkoly to byl sen.
                      byl po prostu tak zjechany tym udawanie ze jest ok przed swoimi
                      kumplami ze po prostu wysiadal.
                      jeszcze raz dzieki. odezwe sie za jakis czas
    • baabcia jak pomóc sobie i synowi 01.11.09, 20:02
      chyba jednak dobrze byłoby poradzić się fachowca;
      karnivora dobrze wie o czym pisze;
      każde z Was potrzebuje pomocy dla siebie i przewartościowania co jest najważniejsze;
      nie da się rozmawiać z synem kiedy nie wiecie czy najważniejsza szkoła, czy
      poczucie winy czy strach przed karą czy to żeby żył i był w miarę normalnym
      człowiekiem mimo tego co przeżył.
      Pytajcie psychologa jak Wy macie się odnaleźć w tym i jak towarzyszyć synowi;
      To jest bardzo trudna sytuacja i potrzeba dobrego psychologa a nie wiem czy nie
      psychiatry również.
      Moja znajoma po śmierci swojego dorosłego syna skorzystała z pomocy psychiatry -
      leżała w szpitalu psychiatrycznym i bardzo dobrze ocenia tę decyzję; nie wiem
      czy podobnie jest w innych szpitalach ale ona miała szczeście; oddział dla
      takich pacejentów jest bardzo przyjazny mają pomoc psychologiczną; ona wyszła
      oczywiście nie uleczona z bólu i poczucia winny ale z duza wiedzą jak ma nad
      sobą pracować, zeby żyć dalej.
      To nie jest tak, ze zawsze sobie mozna poradzić samemu.
      Tak na chłodno niech pan popatrzy co syn mysli kiedy pan mu mówi o chodzeniu do
      szkoły - on się zastanawia co zrobić żeby przezyć najbliższą godzinę bo ma już
      dość wszystkiego a pan o szkole jakby to miało jakiekolwiek znaczenie - tak się
      nie da pomóc.
      A co do rodziców dziewczyny to warto chyba im opowiedzieć o stanie syna - z
      czystego rozsądku - po pierwsze warto żeby wiedzieli że dla syna to jest
      tragedia, po drugie może będzie im lżej kiedy dowiedzą się ze z powodu smierci
      ich córki rozpaczacie również i po trzecie zeby w sadzie nie okazło się , że oni
      nie maja pojęcia o Waszych przezyciach i jedyne o czym mysla to zemsta.
      Nie koniecznie trzeba syna zabierać na rozmowę ale na pewno trzeba spróbować
      porozmawiać dla dobra rodziców dziewczyny po pierwsze ale i dla dobra Waszego.

    • andygrad Re: jak pomoc sytnowi 02.02.10, 13:02
      Witam ponownie szanownych forumowiczów

      od ostatniego mojego pisania minely 2 miesiace. dzieki za rady,wszystkie uwaznie przeczytalen, i wybralem ta najlepsza dla mojej rodziny. syn poszedl spowrotem do szkoly. z niektorych przedmiotow ma indywidualny tok nauczania. ferie tez mineły spokojnie i juz myslalem ze bedzie coraz lepiej, i sam nie wiem jak mocno sie mylilem. po feriach syn oznajmil ze nie konczy szkoly, i wyjezdza do legi cudzoziemskiej...... myslałem ze czas leczy rany, lecz,Czas nie leczy ran , potrafi po jakimś czasie być
      gorzej niż zaraz po odejściu bliskiej osoby. wynika to z tego ze coraz bardziej tęsknimy i coraz bardziej nam brak bliskiej osoby.
      Brak juz mi argumentow ktorymi moglbym go przekonac aby zostal i dokonczyl szkole, nie musi zdawac matury, na to bedzie czas pozniej, ale zostalo tak naprawde tylko 2 miesiace nauki i bedzie mial wyksztalcenie srednie. Sam jestem zwolennikiem tezy, ze wyksztalcenie to nie wszystko (choc mam wyzsze), najwazniejsze byc czlowiekiem. W tej chwili mam z nim kontakt tylko ja, zona sie odsuneła poniewaz on nie chcial wogole z nia rozmawiac, i chwilami stawal sie wulgarny, a ze mna chyba rozmawia tylko na odczepnego, wyslucha, poprzytakuje a i tak bedzie robil co chce.
      Nie wiem czy jest wyjsciem pozostawienie go samemu sobie i tylko dysktretna obserwacja, czy dalej wiercic dziure w brzuchu i probowac go przywrucic do na ile sie da noramlego trybu zycia.
      Prosze pomozcie.
      • elsebet Re: jak pomoc sytnowi 02.02.10, 13:58
        Takie mam skojarzenie że ferie to nie był dobry czas bo ferie
        oznaczają za dużo czasu na myślenie i brak obowiązków zmuszających
        do wstania z łóżka i wyjścia z domu. To nie jest dobre dla kogoś w
        żałobie (czasem kiedy nie zadbam o zaplanowanie weekendu w niedzielę
        wieczorem czuje się jak w czarnej depresji). Miewałam i miewam też
        nawroty żałoby, na przykład pamiętam, że po śmierci mamy każdy dzień
        który uważałam za rocznicę (najpierw każdy kolejny tydzień, potem
        każdy kolejny miesiąc, potem każde kolejne pół roku) to był
        kompletny nawrót żałoby, rozpacz, i ból i słabość i niechęć do
        robienia czegokolwiek. Być może Twój syn przeżywa coś w tym rodzaju?
        Dopóki się nie dowiesz czy przyczyną zachowania twojego syna jest
        tylko żałoba czy już jakieś pochodne kłopoty natury depresyjnej tak
        naprawdę nie będziesz wiedział co robić. Moim zdaniem najlepiej by
        było gdybyś umówił się na dłuższą rozmowę z psychologiem i z nim
        porozmawiał o tym co dzieje się z Twoim synem i jak można mu pomóc
        (psycholog będzie wiedział na jakie zachowania zwracać uwagę, jak je
        interpretować i jak reagować). Nie mam odwagi dawać żadnych rad,
        jednak wydaje mi się, że porzucenie szkoły i wyjazd za granicę to
        pomysły które raczej nie mogą pozostać bez reakcji.
        Przyszło mi do głowy że być może warto spytać syna co on myśli o
        takiej kwestii: Czy jego zdaniem, gdyby jego dziewczyna miała na to
        jakiś wpływ, czy chciałaby, żeby on do końca życia karał siebie za
        to co się stało i marnował swoje szanse życiowe? Czy on uważa, że
        zasługuje na karę?
        Ale tylko Ty wiesz czy takie pytanie można mu zadać.
      • andygrad Re: jak pomoc sytnowi 14.12.10, 16:09
        witam wszystkich po dosc dlugiej przerwie

        syn skonczył szkołe, bez matury. nie wyjechal do legii, ale wyjechal z naszej miejscowosci. nie chce tu wracac, nie chce chodxzic juz do psychologa, nie chce sie widiwac z kolegami, nie chce jezdzic na cmentaz, bo jak mowi tam nie ma jego ukochanej, ona gdzies jest i na niego czeka (chyba etap zaprzeczenia). prawde piszac w tej chwili bardziej pomocy potrzebuje mija zona, niz syn. To ona przez caly czs mowi ze zycie jest do d..py, niesprawiedliwe, nieuczciwe...itp
        Nigdzie nie wychodzimy do znajomych, znajomi nie przychodza do nas, po prostu jestesmy sami. proby rozmowy na temat przyszlosci koncza sie albo klotnia albo jej placzem. namawialem ja na pojscie do psychologa, ale tez nie chce. teraz zbilizaja sie swieta i juz zapowidziala ze nichce nigdzie chodzic do rodziny i rowniez nie chce widzie rodziny u nas ( do wypadku syna wszystkie swieta spedzalismy w gronir naszych rodzin), mi powoli zaczyna brakowac tych spotkan, kontaktu z innymi ludzmi, ale niestey musze sie dostosowac, czy nie musze, postawic sie i samemu pojsc, le czy nie zrobir jej tym samym przykrosci, albo ten jej stan sie jescze pogorszy?
        PROSE O PORADE
        • first.marionetka Re: jak pomoc sytnowi 15.12.10, 09:19
          Bo widzisz, po wielkiej tragedii jesteśmy na tej ziemi jakby z innej bajki.
          Ja doskonale rozumiem Twoją żonę, musi to wszystko co Ją spotkało " poukładać w głowie", a nie jest to proste, gdy odchodzi młode życie.
          Bądź z Nią, po prostu bądź.... daj Jej czas i zrozum, że dla kobiety, która przeżyła tragedię życie towarzyskie nie jawi się jako coś niezbednego. Ty jako mąż jesteś tą najważniejszą osobą, której można powiedzieć, że życie jest do d... Ona wie, że świat Ją nie zrozumie.
          Sama przeżywam chwilowe rozstanie z moim ukochanym Synem i stąd dobrze rozumiem ból wewnętrzny i takie a nie inne postrzeganie świata przez Twoją Małżonkę.

          A Syn ma racje, Oni są i czekają " gdzieś " na nas....... dzieli nas tylko czas.
          • andygrad Re: jak pomoc sytnowi 15.12.10, 14:48
            dzieki first.marionetka
            • elsebet Re: jak pomoc sytnowi 20.12.10, 12:42
              Moim zdaniem możesz iść sam do rodziny.
              Rodzinie po prostu możesz powiedzieć, że żona jeszcze źle czuje i jeszcze nie jest gotowa , żeby się z nimi spotykać.
              Przecież, jeśli masz żonie pomóc, musisz gdzieś znaleźć trochę energii i pogody ducha.
              Wspieranie osoby pogrążonej w przedłużającej się żałobie jest trudnym, wyczerpującym zadaniem i warto zadbać o siebie po to, żeby mieć siłę pomagać. Po prostu.
              • andygrad Re: jak pomoc sytnowi 21.12.10, 16:02
                dziekuje za rade

                i wszystkiego najlepszego z okazji swiat i nowego roku
              • agalt Re: jak pomoc sytnowi 21.12.10, 18:03
                Mnie się to wydaje nieco bardziej skomplikowane. Pewnie, że dobrze by było, żebyś albo poszedł do rodziny, albo żebyście jednak poszli tam wspólnie. Ale myslę, że potrzebna Wam szczera, prawdziwa rozmowa. Że powinieneś powiedzieć żonie o swoich potrzebach i zapytać o jej potrzeby. Czy ona chce po prostu pobyć sama, czy potrzebuje Twojego wsparcia (czytaj: obecności). Powinniście znać nawzajem swoje oczekiwania i potrzeby. W przeciwnym razie Wasz związek może tej próby nie przetrwać, bo albo Ty będziesz miał żal do żony, że chce się w nieskończoność umartwiać i oczekuje, że Ty będziesz się umartwiał z nią. Albo ona będzie mieć żal do Ciebie, że nie jesteś dla niej wsparciem w sytuacji, z którą sobie nie radzi.
                Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka