andygrad
03.08.09, 16:50
witam
mój syn spowodował wypadek, w którym zginęła jego ukochana dziewczyna. jest to tragedia przede wszystkim dla rodziny zmarłej alicji, ale również dla mojej rodziny, mlodzi snuli wspolne plany na przyszlosc, wspolne studia, wypady na wczasy no i oczywiscie wspolne zycie. wszystko pryslo jak banka mydlana.
syn od 3 tygodni prawie sie nie odzywa do mnie i do zony. jedyna osoba z ktyora utrzymuje kontakt to nasza corka. jezdzi codziennie na cmentaz i godzinami tam przesiaduje. bylismy u psychologa cala rodzina, rozmawial z synem, a potem z nami. powiedzial ze syn przyja najtrudniejsza forme zaloby ,, na sucho", z swiadomoscia ze to on jest sprawca tej tragedii, ze to przez niego zycie stracila ukochana osoba. jeszcze przez pierwsze dwa tygodnie wspominal ze nie chce zyc bez ali, bardzo sie z zona o niego balismy, ja spalem z nim (chlopak ma 20 lat) ale pan psycholog powiedzial ze to błąd, on musi sam sie z tym uporać.... latwo powiedziec, ale czy mozna bezczynnie patrzec jak cierbi ukochanan osoba i jej nie pomóc
prosze jezeli ktos byl w podobnej sytuacji o rady jak przejsc przez ten trudny okres zycia, jak pomoc synowi, zonie no i sobie...