Dodaj do ulubionych

cos za cos - do eksperta

14.05.10, 12:44
Mam taki problem z moim niespelna 5-latkiem...

Staramy sie wzmagac dobre zachowania i postawy, itp, itd, duzo
poczytalismy, praktykujemy, nagradzamy zamiast karac, wydawalo by
sie - sposoby mamy dobre i cele szlachetne. Do tej pory działało bez
zarzutu.

Od kilku miesięcy mały przechodzi jakiś okres buntu (może to być
odreagowywanie przedszkola, gdyz jest w grupie ze starszymi o rok
dziecmi) - chce stawiac na swoim, wykloca sie, ciezko z nim dojsc do
kompromisu, choc kiedys nie bylo problemem usiasc z nim spokojnie,
porozmawiac i dojsc do wspolnego rozwiazania. Teraz to, jak go
traktujemy (wydawaloby sie, pozytywnie) wraca do nas odwrocone do
gory nogami. Ale do rzeczy:

Sa sloneczka i chmurki, z przewaga sloneczek, jest chwalenie,
pozytywna motywacja. Maly zaczal to chyba odbierac na zasadzie "jak
bede grzeczny, to bede mial to i to". Barter. Teraz, w troche
trudnym dla niego okresie, chcac postawic na swoim (w naprawde
blahych sprawach) coraz czesciej zaczyna stawiac nam warunki "dobra,
zjem kotleta, posprzatam klocki, ubiore sie sam, JESLI Wy zrobicie
to i to..." Od paru dni slysze czasem tekst "Ty tu nie rzadzisz".
Agresji zadnej nie przejawia, jest spokojnym i bardzo zdolnym
dzieckiem. Oczywiscie, nie ustępujemy mu, po czym przychodzi
obrażony z tekstem "Nie będę Cię kochał do końca życia".

Nie wiem tak naprawdę, jak reagować. Staram się tłumaczyć, że to
jednak ja jestem rodzicem i liczę, że samo przejdzie;) Nie ma
jakiejś strasznej tragedii, ale zaczyna denerwować mnie jego
postawa...Szczególnie, że obok jest młodsza córka - istny anioł
ziemski ;)

Pani Justyno - jak powinnam reagować na jego "stawianie warunków"?
Jestem stanowcza, tłumaczę, obstaję przy swoim, ale to nie mija, a
wręcz się nasila... Czy może być tak, że on w przeszkolu jest tym
najmlodszym i najsłabszym emocjonalnie (jest bardzo wrażliwym
dzieckiem, wpływowym, uległym wobec innych dzieci) i na nim dzieci
wymuszają pewne zachowania, a w domu on to chce przełozyć na mnie?

Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • jotde3 Re: cos za cos - do eksperta 14.05.10, 14:55
      coraz czesciej zaczyna stawiac nam warunki "dobra,
      > zjem kotleta, posprzatam klocki, ubiore sie sam, JESLI Wy zrobicie
      > to i to..."

      fajnie :) targuj sie :) np.
      1)niezjem kotleta -kotlet trafia do lodówki lub zajmuje sie nim
      zaraz tata a zostanie Ci tylko kartofel :)sprawdzone :)))
      2)nieposprzątam klocków - wywale ci ulubioną zabawke ( wybieraj te
      durne ;)
      3)nieubiore sie sam - niewezme cie do parku następnym razem.
      ( jednak tu w krytycznej sytuacji (spieszycie sie gdzieś) może
      sie klapak przytrafić ,bo to moment na pokazanie kto tu rządzi ;)
      • jola_ep Re: cos za cos - do eksperta 15.05.10, 09:32
        > 2)nieposprzątam klocków - wywale ci ulubioną zabawke ( wybieraj te
        > durne ;)

        Bez sensu, związek żaden. Wystarczy zwyczajnie załadować rzeczy, które są nie posprzątane, z komentarzem na spokojnie: "rozumiem Cię, masz za dużo do sprzątania, schowam te klocki do pudła na szafę/wyniosę do piwnicy na tydzień/dwa". Albo - można z tego pudła wyciągnąć zabawkę raz na tydzień (lub rzadziej, wedle umowy), pod warunkiem, że odda tam inną. W ten sposób mniej zabawek do sprzątania i ogranięca.
        Albo - umożliwić łatwe sprzątania (pudła, pudełka), a dodatkowo szczególnie na początku uatrakcyjniać tę czynność, nawet zamieniając ją w zabawę :)
        Sprawdzone.

        > 3)nieubiore sie sam - niewezme cie do parku następnym razem.

        Dlaczego następnym? Nie ubierze się, nie idzie teraz. Zresztą świat się nie zawali, jeśli od czasu do czasu pomożemy pięciolatkowi się ubrać: na przykład jest ranek, dziecko jest jeszcze senne. W innym czasie zwykle nam się nie śpieszy i możemy poczekać. Przy odrobinie sprytu da się nawet tak zorganizować to pomagania, że dziecię będzie wolało samo ;) (np. wesołe łaskotki nieporadnej mamy ;) )
        Chyba, że dziecko notorycznie domaga się pomocy przy ubieraniu. Moje zwykle chętnie uczyły się samodzielności (co wymagało ogromniej cierpliwości na początku), ale potem od czasu do czasu chciały czuć się "zopiekownane", więc zwykle im w tym trochę pomagałam.

        Sprytem i odpowiednim podejściem można osiągnąć więcej niż karami. Albo inaczej - kary lepiej działają, gdy oprócz nich zadziałamy u podstaw dziecięcego problemu: jeśli nie lubi sprzątać - ułatwmy mu to itp.

        Pozdrawiam
        Jola
        > sie klapak przytrafić ,bo to moment na pokazanie kto tu rządzi ;)

        Moje bez klapsów wiedziały, kto rządzi.
        • jotde3 Re: cos za cos - do eksperta 18.05.10, 10:35
          jola_ep napisała:

          > > 2)nieposprzątam klocków - wywale ci ulubioną zabawke ( wybieraj
          te
          > > durne ;)
          >
          > Bez sensu, związek żaden. Wystarczy zwyczajnie załadować rzeczy,
          które są nie p
          > osprzątane, z komentarzem na spokojnie: "rozumiem Cię, masz za
          dużo do sprzątan
          > ia, schowam te klocki do pudła na szafę/wyniosę do piwnicy na
          tydzień/dwa". Alb
          > o - można z tego pudła wyciągnąć zabawkę raz na tydzień (lub
          rzadziej, wedle um
          > owy), pod warunkiem, że odda tam inną. W ten sposób mniej zabawek
          do sprzątania
          > i ogranięca.

          ma krutkie nogi ,bo na podłodze mogą sie znajdować zabawki które są
          bawione ;) aktualnie z przypadku i schowanie ich bedzie nieskuteczne
          i ubawi twoje dziecko .oczywiście jeśli znajdują sie tam jego
          ulubione ( trzeba kapować które to ;)) to super . do pudła :) (
          zapomniałem że "do pudła" a nie " wywalanie " bo to szkoda ale tak
          mi sie napisało.



          > > 3)nieubiore sie sam - niewezme cie do parku następnym razem.
          >
          > Dlaczego następnym? Nie ubierze się, nie idzie teraz.


          to oczywiste. miałem na myśli sytuacje że musimy gdzieś z dzeciem
          iść ( nie do parku a np. do lekarza)


          > > sie klapak przytrafić ,bo to moment na pokazanie kto tu rządzi ;)
          >
          > Moje bez klapsów wiedziały, kto rządzi.

          zażartowałem a Ty dyskutujesz ze zdaniem wyjętym z kontekstu ?
          bez sansu.
          • jotde3 Re: cos za cos - do eksperta 18.05.10, 10:41
            dodam jeszcze że często trzeba ustąpić np. jeśli niechce sprzątać
            TERAZ a bałagan może jeszcze troche potrwać -niech trwa. może nawet
            twórzmy takie sytuacje z których to przy targowaniu sie z nami
            dziecko wyjdzie zwycięsko.
          • jola_ep Re: cos za cos - do eksperta 18.05.10, 10:59
            > ma krutkie nogi ,bo na podłodze mogą sie znajdować zabawki które są
            > bawione ;) aktualnie z przypadku i schowanie ich bedzie nieskuteczne
            > i ubawi twoje dziecko

            Tym bardziej należy je schować. Dlaczego ubawi? Przecież ja nie robię tego z zemsty, tylko dbam o porządek.

            Pozdrawiam
            Jola
            • jotde3 Re: cos za cos - do eksperta 19.05.10, 08:51
              jola_ep napisała:

              > > ma krutkie nogi ,bo na podłodze mogą sie znajdować zabawki które

              > > bawione ;) aktualnie z przypadku i schowanie ich bedzie
              nieskuteczne
              > > i ubawi twoje dziecko
              >
              > Tym bardziej należy je schować. Dlaczego ubawi? Przecież ja nie
              robię tego z ze
              > msty, tylko dbam o porządek.

              w sumie racja :)
    • mskaiq Re: cos za cos - do eksperta 14.05.10, 15:03
      Mysle ze sama nauczylas go zasady "cos za cos", bo nagrodzanie to
      nic innego tylko "cos za cos".
      On sie rozwija i zaczyna rozumiec na jakiej zasadzie dziala swiat
      wokol niego. Probuje te zasady wdrazac w zycie a kiedy to nie dziala
      czuje sie pokrzywdzony i reaguje emocjonalnie.
      Napisalas ze oczywiscie nie ustepujemy mu, dzialajac w taki sposob
      uczysz go aby nie ustepowal wam rowniez.
      On nie jest w stanie sie przeciwstawic otwarcie ale moze pojawic sie
      wiele emocji, najpierw wyrazanych stwierdzeniem "nie bede cie kochal
      do konca zycia" a pozniej nie wyrazanych wcale albo wyrazanych
      bardzo gwaltownie prowadzacych do konfrontacji. Oba te zachowania
      moga prowadzic do wielu patologii.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • tylkotroche Re: cos za cos - do eksperta 14.05.10, 17:19
      Sa sloneczka i chmurki, z przewaga sloneczek, jest chwalenie,
      pozytywna motywacja.


      Osobiście zawsze byłam temu przeciwna. Nie stosowałam u siebie w
      domu. Raczej starałam się motywować na bieżąco.
      Np. "Wiesz co, po tej godzinnej awanturze o sprzątanie nie mam
      najmniejszej ochoty sie z toba bawić, bo chcę odpocząć w ciszy.
      Trzeba było posprzątac wcześniej, to byłby czas i checi na zabawe."

      "Lekcje już zrobiłeś? To super! No to biegem do samochodu, jeszcze
      po zakupach zdażymy na lody!"

      tak jak ktos napisał : takie słonka/chmurki uczą, że coś za
      coś. "Byłem grzeczny, są słoneczka - zarobiłem na lody i muszą
      być"




      • tylkotroche Re: cos za cos - do eksperta 14.05.10, 17:24
        Tak mi się przypomniało :
        Ja starałam się wykazywać nieuchronność pewnych rzeczy np:

        Słuchaj : doba ma 24 godziny i wiecej miec nie bedzie, moje siły tez
        maja swój limit. Bedziesz sprzatał zabawki 2 godziny w krzykami to
        nie bedzie czasu ani sił na przyjemności, zrobisz co trzeba szybko i
        sprawnie; zostanie wiecej czasu a rozrywki. A zabawki i tak muszą
        zostac sprzatniete. Ty wybierasz sposób.
        • aggu Re: cos za cos - do eksperta 16.05.10, 20:33
          dzieki, dziewczyny

          w sumie to chyba za duzo chcialam napisac w watku - sloneczka byly
          kiedys, jak dzieci byly mlodsze i bardziej rozumialy pismo
          obrazkowe, teraz juz tak nie dzialamy.

          Generalnie postepuje dokladnie tak, jak napisala tylkotroche i jola-
          ep, naprawde sie staram tego nie schrzanic... Ale tak czy siak, co
          rowniez wynika z Waszych rad, pojawia sie "jesli Ty, to ja...", to
          jest nie do unikniecia jesli dziecko ciagle sie stawia... Jesli sie
          nie ubierzesz, nie pojdziesz na spacer, jesli nie posprzatasz
          zabawek, to je schowam, itp... Dziwi mnie to o tyle, ze on wiedzial
          od dawna, gdzie sa granice i jakos nie przypuszczalam, ze bedzie je
          badal od nowa i to w taki sposob szantazysty, i to non stop...

          Przyklad z dzisiaj: wychodzimy z basenu, super byl poranek, super
          poplywalismy, przy wyjsciu z basenu jest kiosk.
          maly: mamo, prosze, kup mi lizaka
          ja: nie, kochanie, teraz jedziemy na obiad, ale jesli po obiedzie
          dalej bedziesz mial ochote na lizaka, to Ci dam, bo mamy w domu.
          maly: zjem obiad, jak mi kupisz lizaka TERAZ. jak nie, to nie zjem.
          ja: powtarzam to, co juz powiedzialam
          maly: nie lubie Cie! nie bede Cie kochal do konca zycia!
          No mozna sie posikac, nie?;) myslalam o tym ostatnio duzo i dochodze
          do wniosku, ze to po prostu kolejny etap testowania, bo juz dawno
          bylo spokojnie ;) Tylko najbardziej mnie denerwuje to "jesli Ty, to
          ja..." i odwrotnie oraz szantazowanie, kto tu bedzie kogo kochal, a
          kogo nie...

          mskaiq chyba kompletnie nie zrozumiala problemu... do patologii to
          moze prowadzic uleganie szantazom 5-latka, ktore pojawiaja sie na
          kazdym kroku. Nie lubie Cie, nie kocham Cie - to nie hasla wymawiane
          pod wplywem negatywnych emocji wzbudzonych przeze mnie, tylko
          wyrazenie wkurzenia, ze mama tanczy teraz do jego melodii, bo mu sie
          teraz tak uwidzialo. Owszem, on teraz uczy sie, na jakich zasadach
          dziala swiat, ale to rodzice ustalaja zasady w rodzinie, a nie
          dzieci.
          • Gość: tylkotroche Re: cos za cos - do eksperta IP: 195.74.134.* 17.05.10, 11:11
            jak mi kupisz lizaka TERAZ. jak nie, to nie zjem.

            No to nie zjesz. Jesz dla siebie a nie dla mnie .
            I obiadu nie dawać aż poprosi.
            Z pewnoscia bedzie ostatni raz kiedy bedzie probował zaszantażować
            jedzeniem.

            Dziecko bardzo zaprzyjaźnionej rodziny bylo pod moja opieką i
            usłyszałam , ze poniewaz kazałam posprzać razem z moim pokój, to ZA
            KARE ona nie zje obiadu.

            Oczywiście jakiekolwiek jedzenie dostała dopiero jak mnie
            przeprosiła - ale wtedy miała 10 lat a nie 5.
          • verdana Re: cos za cos - do eksperta 17.05.10, 11:19
            Niepotrzebnie wdajesz się w dyskusję i pozwalasz szantazowac. Na
            groxbe "Jak nie kupisz lizaka, to nie zjem obiadu" jedyna prawidłowa
            odpowiedź brzmi "A to nie jedz. Mnie nie zalezy, to nie ja będę
            głodna". Wydaje mi się, ze zbyt emocjonalnie reagujesz na "Nie
            kocham cię", przez co dziecko zyskało calkiem niezła broń - wie, jak
            Cie zmartwić. Na to najlepiej w ogóle nie reagować, a jeśli to nie
            możliwe odpowiadać "Aha", jakby Cie to kompletnie nie interesowało.
          • scher Re: cos za cos - do eksperta 17.05.10, 14:35
            aggu napisała:

            > mskaiq chyba kompletnie nie zrozumiala problemu...

            Mskaiq jest facetem, trollem, nie ma własnych dzieci i w znakomitej większości przypadków nie rozumie nic albo bardzo mało. :)
            • aggu Re: cos za cos - do eksperta 17.05.10, 21:08
              hehe, dzieki za wytlumaczenie :)
    • justyna_dabrowska Re: cos za cos - do eksperta 17.05.10, 21:27
      Radziłabym zachować troche doroslego dystansu i nie brać wszystkiego tak osobiście:)

      Jesli ktoś mówi że nie chce zjeśc obiadu, rozsądna reakcja jest - to zapraszam
      na kolację.

      Mam wrażenie, że chce Pani wymóc posluszeństwo. Ja bym odpusciła - zreszta tak
      jak Pani robi. A syn mówi, że nie kocha bo jest zły. Ma prawo byc zły. Mozna
      powiedzieć: o, widze że jesteś zły. I już. Tyle. (A to bardzo dużo). Syn poczuje
      sie widziany, zrozumiany, zaakceptowany i w dodatku nauczy się, że to coś co go
      trochę rozsadza od srodka to sa zwykle, ludzkie uczucia.
      pozdrawiam
      jd
      • aggu Re: cos za cos - do eksperta 19.05.10, 16:55
        ale fajny watek o targowaniu sie zrobil - mam nadzieje, ze troche
        potrwa ;)

        Pani Justyno - uswiadomila mi Pani chyba moj najwiekszy problem /
        blad i az poczulam sie lzejsza. Ja daze do posluszenstwa, co z gory
        jest bezsensowne, bezcelowe i prowadzace tylko do nerwow.
        Przedstawialam mu zawsze konsekwencje jego wyborow, ale chyba
        wyczuwal w tym moje nerwy i wszystko dawalo w leb. Od paru dni
        odpuscilam - przedstawiam konsekwencje bez zadnych emocji i reakcje
        sa niebywale!!! :)
      • ula-lo Re: cos za cos - do eksperta 19.05.10, 18:53
        Moja niespełna 5-latka zachowuje się tak samo jak opisany w tym wątku chłopiec.
        Toćka w toćkę. ;)
        Jak reagować na: "Ty nie rządzisz w tym domu!!!" (zaraz po tym leci albo
        "zrobiłaś mi przykrość" albo "nie będę cię kochać" - ale to nie problem, radzimy
        sobie z tym)?
        Tzn.: Jak nauczyć 5-letnie dziecko, dać mu do zrozumienia, że są sprawy, o
        których samo nie może decydować, a także, że są sprawy bezdyskusyjne i - co
        chyba najtrudniejsze - że rodzic może postawić warunek (to nieszczęsne "jeśli",
        czego unikam, raczej staram się tłumaczyć DLACZEGO np. nie może pić słodkiego
        soku jak grzeje się obiad, a po obiedzie - proszę bardzo etc.), ale nie będzie
        spełniał rozkazów (sic!) dziecka? TZn. - że 5-latek powinien być posłuszny
        (wcale nie ślepo), ale w drugą stronę nie ma symetrii? Moja mama mówi do wnuczki
        ostro: ty masz słuchać dorosłych, bo jesteś dzieckiem, a nawet, czego nie lubię
        "dzieci i ryby głosu nie mają" - ale nawet do mnie takie hasła nie trafiają,
        choć przecież rozumiem, o co chodzi...
        Jak nauczyć przedszkolaka, że to rodzic decyduje o większości spraw domowych, a
        nie dziecko?
        • ula-lo Re: cos za cos - do eksperta 20.05.10, 20:46
          Podniosę. Może ktoś wróci do tego wątku -?
          • mera73 Re: cos za cos - do eksperta 20.05.10, 23:14
            Mogę napisać Ci, jak wygląda to z mojej strony. Mam synka, który
            niebawem skończy pięć lat. I takich sformułowań też używa, raz
            częściej, raz rzadziej. Z tym, że to nie jest dla nas "problem"
            przez duże "P". Niech sobie mówi np. "ja tu rządzę" albo "nie będę
            cię kochał", przecież JA i tak wiem, kto tu rządzi i że będzie mnie
            kochał :)Traktuj to jako wyraz nagłej, nieopanowanej emocji, a nie
            stanu rzeczywistego, który czymś Tobie zagraża. Ja w ogóle nie
            kontynuuję dyskusji po takim "nie będę cię kochał, nigdy", ani nie
            każę się przepraszać. Jak mówi, że czegoś nie zrobi - to niech nie
            robi, ale za to ja nie zrobię czegoś tam dla niego... Jeśli kwestia
            jest baaardzo ważna i zwyczajnie musi coś zrobić - to go zmuszę.
        • mama303 Re: cos za cos - do eksperta 21.05.10, 20:05
          ula-lo napisała:

          > Jak nauczyć przedszkolaka, że to rodzic decyduje o większości
          spraw domowych, a nie dziecko?

          Swoim podejściem. Choćby nie wiem co mówiło moje /bardzo
          przemadrzałe i pyskate ;-) dziecko/ to w sprawach ważnych postawie
          na swoim i to bez zbednych dyskusji. Zdarza mi sie ucinać dyskusję
          która do niczego nie prowadzi, zdarza mi sie powiedziec ostro "Ty mi
          tu warunków stawiac nie będziesz moja droga". Poprostu w niektórych
          sprawach nie ma dyskusji z dzieckiem i już.


          • aggu Re: cos za cos - do eksperta 21.05.10, 20:45
            jak miło słyszeć, że inne niespełna 5-latki mają takie same problemy
            życiowe:)))

            mama303, oczywiście, że w niektórych sprawach nie ma dyskusji z
            dzieckiem, ja też ucinam temat, czasem ostro odpowiadam, ba, nawet
            czasem wybucham. Ale wątek zaczęłam dlatego, że mały nie stawia
            się "w niektórych sprawach", tylko non stop, po prostu 24 na dobę!;)
            Wydaje mi się, że pytanie ula-lo dotyczyło również właśnie takiej
            sytuacji - rodzic, który od rana do wieczora musi ucinać dyskusje,
            lub ostro odpowiadać, cały czas udawadniać, że to on jest rodzicem,
            w końcu ma tego dość, chciałby jakos miło i konstruktywnie z
            dzieckiem porozmawiać. A tu się nie da! Bo obraza, szantaż
            emocjonalny, itp, itd... Czasem czuję się jak ssman, który "odpiera
            każdy atak" począwszy od kwestii podstawowych po opisanego
            lizaczka...

            pozdrawiam ;)
            • mama303 Re: cos za cos - do eksperta 22.05.10, 09:16
              Moge poradzić tylko jedno. Swoje nerwy i emocje miec na
              postronku /meliska np./, nie wybuchac, nie denerwowac się, nie
              przejmować szantażami emocjonalnymi malucha. Ataki ignorować,
              bzdurme dyskusje ucinać. Dobrym sposobem jest obracanie fochow w
              żart, odwracanie zupełnie uwagi od sedna sprawy.
              I powtarzać sobie jedno: TO JEST MAŁE DZIECKO i nie wymagac zbyt
              wiele madrości i rozsądku lub konstruktywnych rozmów na poziomie.
              Czasem zbyt wiele naprawde wymagamy mądrości od maluchów!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka