Lisek chytrusek

13.01.08, 19:45
Dziś z okazji WOSP przekonałam się już po raz kolejny zresztą ,
jakiego wychowałam chytruska. Córka (5 lat) jadąc na Rynek na
orkiestrę po moich namowach wyjęła ze swojej skarbonki - 20
groszy !! Po moim półgodzinnym tłumaczeniu że to dla biednych
dzieci itd rozpłakała się , mówiąc że nie chce dać .
Ja naprawdę nie wychowuję jej w tym duchu , np co parę miesięcy
wozimy nieużywane zabawki i ubrania z których wyrosła córka do
schroniska dla matek z dziećmi, mi to sprawia przyjemność i dużo jej
tłumaczę - niestety bez efektu - za każdym razem płacz jak ma coś
oddać . I są to zawsze rzeczy którymi ona się nie bawi , nie tak że
zabieram jej ulubione zabawki.
Takich sytuacji jest mnóstwo , po prostu nie lubi się z kimś
dzielić .
Dziś to mi już ręce opadły . Co mam robić ?
    • verdana Re: Lisek chytrusek 13.01.08, 23:27
      Trudno sie dziecku dziwić - cóż to za dobroczynność oddawać cudze
      rzeczy! Tobie sprawia przyjemność oddawanie rzeczy, które należą do
      dziecka - a dziecko zamiast uczyć sie dobroczynności - czuje sie
      systematycznie okradane.
      Gdybyś wracajac do domu zastała męża oprózniającego szafy z rzeczy,
      ktorych juz nie nosisz, pólki z ksiązek, ktorych juz nie czytasz,
      płyt ,których juz dawno nie sluchasz - i prosiłabys, aby je
      zostawił - a mąż powiedziałby, że inni bardziej ich potrzebują,
      jesteś chytra i odda je i tak, bo czerpie z tego przyjemność -
      bylabys szczęśliwa? Czy przeciwnie - zaczęłabyś zazdrośnie strzec
      tego, co Ci pozostało i bac się, ze pewnego dnia i to zniknie bez
      śladu?
      Dysponujesz własnościa córki bez jej zgody, co praktycznie oznacza,
      ze corka nie ma nic swojego. Pieniądze dziecka tez faktycznie
      uznajesz za swoje - skoro córka nie chciala dać , nie miała takiego
      obowiazku. Zmuszanie jej jest naduzyciem. Wychowujesz dziecko -
      wbrew swoim intencjom - na człowieka, ktory zachłannie chce mieć i
      nie będzie się dzielił - bo nie wie, kiedy jego własność zostanie mu
      zabrana.
      Wcale się nie dziwię, ze nie chce sie dzielić, skoro jest do tego
      zmuszana. Dzielenie się albo jest dobrowolne, albo jest po prostu
      zabieraniem komus jego wlasnosci.

      Mops i kot

      img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
      • gacusia1 Re: Lisek chytrusek 14.01.08, 00:14
        Ja rowniez nie lubilam oddawac swoich zabawek.Moja corka tez nie
        lubi.Nie zmuszam jej do niczego.Ma 13 lat i dorasta powoli do
        tego,by oddac komus swoje ciuszki.
        Nie zapomne do konca swoich dni,gdy bylam mala i czesc moich zabawek
        rodzice spakowali w ogromny wor i powiedzieli,ze chowaja do
        garazu...Wierzylam,ze ONE tam sa.Jakaz rozpacz i zlamane serce bylo
        gdy pewnego razu,bedac na wakacjach u cioci,na strychu znalazlam
        swoje zabawki,popsute,polamane,brudne....moje lalki,ktore kochalam-
        bez oka,bez reki...Siedzialam na tym strychu i plakalam...Nie
        wybaczylam tego CZYNU rodzicom.Wiadomo,wyroslam juz naprawde DAWNO z
        lalek ale ciagle doskonale pamietam jak bolala UTRATA mojej
        wlasnosci...bez mojej zgody!
    • ma.malina Re: Lisek chytrusek 14.01.08, 10:01
      No dobra , przyznaję macie dużo racji . Ale to nie jest tak do
      końca , myślę że mimo wszystko powinno się jakoś dziecka uczyć
      dobroczynności, no tylko jak , jeśli robię źle .
      Dużo rozmawiam z nią na ten temat i naprawdę nie zabieram jej nic
      na siłę .Ona bardzo nie lubi się dzielić , ja odwrotnie i może
      dlatego mnie to tak boli.
      Jest jedyną wnuczką i córą wiec zabawek ma naprawdę MNÓSTWO, uważam
      że nie jest jej tyle potrzebne, niestety nie mam wpływu na ich
      kupowanie przez dziadków i nawet przez męża.
      Niektóre leżą dosłownie miesiącami nieużywane i bez widoków na
      zajęcie się nimi.Pomijając już brak miejsca na takie rzeczy .A córka
      nie da nic żeby oddać , ba ona nawet nie wyrzuca nic do śmieci -
      typu papierki , zniszczone kartki, kubki po serkach i jogurtach (te
      prosi żeby jej umyć )
      Radzicie mi zostawić to jej skąpstwo w spokoju ?
      ps a swoje rzeczy tez często oddaje i córka to widzi że to nie tylko
      jej rzeczy
      • verdana Re: Lisek chytrusek 14.01.08, 10:26
        Tak naprawdę, to Ty pogłębiasz jej skąpstwo. Bo uczysz ją, ze
        własnosci trzeba bronić, inaczej może zostać odebrana.
        Teraz "odkręcenie" tego bedzie długotrwałe - najpierw dziecko musi
        upewnić się , ze "moje" znaczy "moje", a dopiero potem będzie mogło
        coś oddać, samo, z własnej woli.
        Chcesz miec hojne dziecko - pokazuj, z jaka przyjemnością Ty
        oddajesz swoje rzeczy. Naucz dziecko dawać prezenty - nie z własnych
        rzeczy, ale zrobione przez siebie, kupowane w sklepie (nawet za
        Twoje pieniądze, ale wymyslone i wybrane przez dziecko). Niech daje
        prezenty domownikom pod choinkę (przecz z Mikolajem, ktory uczy
        tylko brać!) i na urodziny - i wszyscy powinni sie bardzo cieszyć -
        z prezenty, a nie z "dobrej córeczki". Wtedy zrozumie przyjemność
        dawania - bo na razie najwyraźniej jej nie zna. Poproś, by dała Ci
        kawałek czekolady, pomaranczy, kanapki, ktorą ma dla siebie i potem
        mow, jaka miałas na to ochotę i jak bardzo Ci smakowało. Ja bym nie
        chwaliła "jesteś dobra, bo dałas", tylko "ciesze się, ze dostałam" -
        to powoduje, ze dziecko czuje się samo, wewnetrznie nagrodzone.
      • paszczakowna1 Re: Lisek chytrusek 15.01.08, 00:04
        I Verdana, i Rycerzowa mają dobre pomysły. Na razie daj sobie spokój z
        oddawaniem zabawek i ubranek, bo widać, że mała urazu nabrało. (Nb, odnośnie
        tych 20 groszy, szczerze gratuluje dziecka, które w wieku lat 5-ciu zna się na
        wartości monet, to nieczęste.)

        Verdana:

        "Chcesz miec hojne dziecko - pokazuj, z jaka przyjemnością Ty
        oddajesz swoje rzeczy. Naucz dziecko dawać prezenty - nie z własnych
        rzeczy, ale zrobione przez siebie, kupowane w sklepie (nawet za
        Twoje pieniądze, ale wymyslone i wybrane przez dziecko)."

        Bardzo dobry pomysł - można włączyć dziecko również w wybieranie prezentów od
        rodziców dla kogoś innego z rodziny.

        Co do klasycznej dobroczynności, mogłabyś się włączyć do akcji typu paczki
        żywnościowe, paczki z prezentami dla dzieci, itp. Córka mogłaby Ci pomagać
        wybierać zawartość (zwłaszcza zabawki) i układać w paczce. Dzieci to na ogół
        lubią. (Tylko bez nacisków, żeby dokładała coś od siebie, na to przyjdzie czas
        za ładnych kilka lat.)

        "Ale mnie właśnie chodzi, by dziecko dawało, bo tak jest sensownie, a nie
        dlatego, by być "lepszym"."

        No właśnie. Co do ubranek, myślę, że nalezałoby to przedstawić w taki sposób
        (tyle, że za jakiś czas, niech problem przycichnie): wyprodukowanie ubranek dużo
        kosztuje, zużywają się surowce naturalne, więc trzeba, żeby służyły jak
        najwięcej dzieciom. A czy mała sama nosi używane ubranka? Jeśli tak, może, ze
        względów wychowawczych, powinna. (Wtedy oddawanie swoich wyrośniętych będzie
        bardziej naturalne.)

        To samo dotyczy zabawek (np wyprodukowanie plastiku zużywa dużo wody i energii).
        Lepiej, żeby nieużywana zabawka krążyła wśród dzieci, niż się marnowała. (Ale
        też dać jej czas.)

        > nie da nic żeby oddać , ba ona nawet nie wyrzuca nic do śmieci -
        > typu papierki , zniszczone kartki, kubki po serkach i jogurtach (te
        > prosi żeby jej umyć)

        Po pierwsze, upewnij się, czy to przypadkiem nie wynik edukacji ekologicznej w
        przedszkolu. (Czasem przez dzieci pojmowanej nieco zbyt radykalnie, znam takie,
        co odmawiało spuszczania wody w ubikacji ze względu na oszczędnośc wody.) Po
        drugie, niech sobie zbiera. Jak używa do czegoś (kubki po serkach i jogurtach
        mogą mieć rozliczne zastosowania - a może ona po prostu kolekcjonuje?), to niech
        używa. Jak tylko zbiera (nie w celach kolekcjonerskich), zaproponuj, że jak się
        dużo (np pełna torba) nazbiera makulatury czy plastiku, to "odkupisz" to od niej
        (za jakiś symboliczny drobiazg typu naklejka, czy powiedzmy 50 gr), i wrzucicie
        do odpowiedniego kontenera.

        Wiem, że pozornie to nie na temat, ale to się wiąże. W oszczędnym z natury
        dziecku łatwo wyrobić wrażliwość ekologiczną, a z czasem i przekonanie, że warto
        (opłaca się nam jako społeczności, więc długofalowo i jako jednostce) dbać i o
        "ekologię społeczną", i wspierać rozsądne inicjatywy charytatywne. Z naciskiem
        na a) konkrety - może lepiej nie dawać na "biedne dzieci", a na kupno konkretnej
        rzeczy dla konkretnego dziecka czy grupy dzieci, b) optymalizację stosunku
        efektu do wkładu (może lepiej dać nie fundacji a bezpośrednio - polecam forum
        "Pomocne emamy", tam bywają wartościowe inicjatywy).

        To może ci brzmieć bardzo zimno i wykalkulowanie, ale ludzie są różni. Sama
        byłam dzieckiem bardzo oszczednym, więc mogę się wczuć.
    • rycerzowa Re: Lisek chytrusek 14.01.08, 11:10
      Twoja córka jest super oszczędna, no i dobrze. Tacy też są w społeczeństwie bardzo potrzebni.
      Z drugiej strony nie można gromadzić dla samego gromadzenia, z innymi trzeba się dzielić, poza tym dobrze jest umieć czerpać radość z dawania.
      Jak tego nauczyć?

      Dziecko jest konkretne.
      Nie chwyta związku przyczynowo-skutkowego miedzy groszem wrzuconym do puszki WOSP, a lepszą opieką medyczną dla chorych dzieci.
      Dorośli też nie zawsze rozumieją zależność między płaconymi podatkami, a lepszym poziomem usług społecznych.
      Tłumaczenie nic nie da, dziecko jest za małe na coś, co i dla wielu dorosłych jest abstrakcją.
      Niechże dziewczynka pomaga konkretnym osobom, konkretnym dzieciom.
      Niech się uczy, że dana rzecz najpierw służy jednym, potem innym.
      Że się nie marnuje. Że ktoś ma z tego pożytek. Że się ucieszy z daru.
      To jest trudne, gdy nie ma w otoczeniu innych dzieci. Wtedy ewentualne obdarowane dziecko (np. ze schroniska) jest dzieckiem nieznanym, abstrakcyjnym, właściwie dla pięciolatki nie istnieje.
      Może poszukaj jakiejś rodziny w potrzebie w swoim otoczeniu, np. poprzez parafię. Ale uwaga - to powinna być rodzina w potrzebie, ale nie patologiczna, wszystko niszcząca - wiesz, o co chodzi.
      Gdy widzimy, że ktoś nie szanuje naszych darów, może to skutecznie zniszczyć wszelkie odruchy solidarności, niestety.



      • verdana Re: Lisek chytrusek 14.01.08, 11:17
        Hm... O ile z pierwszą częścią się zgadzam, wobec drugiej
        zaprotestuję.
        Uważam, ze dzieci nie powinny wspierać konkretnych osób. Daje to im
        poczucie wyższosci "ja, dobra pani, daje łaskawie biednemu dziecku,
        niech ma". To "biedne dziecko" będzie funkcjonowało juz nie jako
        rówieśnik, kolega do zabawy, tylko jako obiekt dobroczynności.
        Owszem, dziecko moze dac zabawke biednejszej (albo i zamożniejszej)
        kolezance, bo tamtej się podobała - dać jako prezent, nie jałmuznę.
        Jestem przekonana, ze zbyt wczesna dobroczynność nakierowana na
        konkretne osoby prędzej spaczy charakter, niż nauczy dziecko
        hojnosci. Bo ono bedzie dawało nie po to, by inni mieli, ale po to,
        by czuć się od innych lepsze.
        • rycerzowa Re: Lisek chytrusek 14.01.08, 12:10
          Ale mnie właśnie chodzi, by dziecko dawało, bo tak jest sensownie, a nie
          dlatego, by być "lepszym".
          Wcale nie musi być z tego powodu zarozumiałe, w tym sens.
          Tzw. oszczędne dzieci nie myślą "dobroczynnie", nie ma sensu tłumaczyć im, że
          powinny mieć "dobre serduszko",litować się nad innymi, raczej wykorzystać ich
          zmysł ekonomiczny.

          Ja przykładowo przez całe dzieciństwo miałam wszystkie ciuchy po kuzynce,
          jedynaczce, która miała dwie szyjące "artystycznie" babcie. Wiadomo było,że ona
          tego "nie wynosi". Ja sie wcale nie czułam gorsza, ani ona lepsza. Ja się czułam
          bardzo dobrze ubrana. Szanowałam te rzeczy, bo czekały już na nie następne kuzynki.
          • verdana Re: Lisek chytrusek 14.01.08, 14:22
            Oddawanie wyrośnietych ubrań w ramach rodziny czy znajomych,
            zazwyczaj wcale niebiednych, to zupełnie inna sytuacja, niż
            znalezienie obcego, ubogiego dziecka ( i jeszcze tak dobranego,
            żeby "szanowało" zabawki i ubrania po "dobrodziejach" )i
            zaprowadzenie dziecka, aby wręczylo dary.
            • rycerzowa Re: Lisek chytrusek 14.01.08, 19:13
              > znalezienie obcego, ubogiego dziecka ( i jeszcze tak dobranego,
              > żeby "szanowało" zabawki i ubrania po "dobrodziejach" )i
              > zaprowadzenie dziecka, aby wręczylo dary.

              .. a potem czekało,aż mu serduszko przykleją. ;-)
    • steffan Re: Lisek chytrusek 14.01.08, 13:33
      myślę, ze za wiele wymagasz od swojego dziecka. mysle, ze
      dobroczynnosc na duza skale to dla niej abstrakcja. ona tego nie
      rozumie. jak najbardziej natomiast dotyka ja zabieranie JEJ własnych
      zabawek. tu zgadzam się całkowicie z verdaną - to ona ma prawo do
      oddawania swoich zabawek, a nie ty. oczywiscie, ty powinnas nad nimi
      panowac w sensie porzadkowym.
      na nauczenie sie dobroczynnosci twoja córka ma jeszcze mnóstwo
      czasu. a ty powinnaś jej teraz tłumaczyć, pokazywac, dawać przykład.
      obawiam się, że na razie swoimi działaniami skutecznie ją
      zniehcęcasz.
      • justyna_dabrowska Re: Lisek chytrusek 15.01.08, 11:29
        To jest wymaganie źle zaadresowane. Pięciolatek nie ma potrzeby
        dobroczynności. Będzie - w przyszłości - szczodry jesli
        teraz "nasyci" swoje potrzeby. Wszystko po kolei.
        Najpierw dzieci sa egocentryczne - i nie ma w tym nic złego.
        Skupione na sobie domagają się by zaspokajac ich potrzeby. Także
        potrzebę własności, autonomii, odrębności. Dziecko ma prawo do tego
        by samemu dysponowac swoimi rzeczami. Niezależnie od tego czy ma ich
        duzo czy mało. To jest składowa autonomii ktora w tym wieku jest
        sprawą kluczową. Bo dziecko pozbawione poczucia autonomii nie umie
        budowac swoich granic, nie umie mówić NIE wtedy gdy trzeba, ma
        kłopoty z określeniem swojej tożsamości, uczy sie robic to czego od
        niego oczekuja inni a samo nie bardzo wie czego chce...
        Autonomiczne dziecko z czasem - około 8,9,10 roku zycia zaczyna
        ogarniac swój egocentryzm na tyle że zaczyna być gotowe do budowania
        moralności, do rozglądania sie dookoła i rozpoznawania że sa wokól
        ludzie potrzebujący. I wtedy bardzo często ma ochotę pomagać.

        Pozdrawiam
        JD
Pełna wersja