br-uno
08.08.09, 00:09
Ja i mój synek 4latka jesteśmy ze sobą bardzo zżyci. Ja nie pracuję i
praktycznie 24h na dobę jesteśmy razem. Lubimy bardzo się przytulać, często
mówimy sobie że się kochamy i mimo tego że cały czas jestem z synem co jakiś
czas syn pyta mnie czy nigdy go nie zostawię.Jak sięgam pamięcią pytał o to
jak tylko nauczył się mówić i nie wiem dlaczego?
Problem pojawia się gdy jesteśmy gdzieś u lekarza na badaniach, u dentysty, na
rehabilitacji (syn ma problemy neurologiczne) i ktoś gdy syn nie da się np.
zbadać czy nie chce ćwiczyć i współpracować z daną osobą mówi " bo mama będzie
musiała wyjść i zostaniesz tu sam". Syn należy do dzieci raczej nadpobudliwych
psychoruchowo, ma problemy z dostosowaniem się do zasad i są momenty że trzeba
robić "cuda" żeby zrobił to czego się od niego oczekuje. Osoba mówiąca że mama
wyjdzie oczekuje że syn się przestraszy i będzie posłuszny jednak wywołuje w
ten sposób odwrotny efekt. Syn do takiej osoby nastawia się wrogo,lekceważy ją
i jeszcze bardziej się buntuje, czasem dostaje napadu płaczu. Moja postawa
jest zawsze taka że każe mu robić to co dana osoba od niego oczekuje czyli np.
ćwiczyć na rehabilitacji jednocześnie zapewniając że go nie zostawię. Jednak
nie odnosi to za dobrych skutków bo syn jest już zdenerwowany, nie chce nic
robić lub wygłupia się, ucieka.
Czy ja robię źle nie wychodząc i nie zostawiając go? Wychodzę z założenia że
moja osoba daje mu poczucie bezpieczeństwa ale może źle to odbieram i moja
osoba daje mu poczucie że może być dalej nieposłuszny a ja nie wychodząc daję
mu na to jakby zgodę?
A przy okazji chciałabym się dowiedzieć czy ktoś może mnie wyprosić i kazać
zostawić dziecko tylko dlatego że nie współpracuje ono i nie radzi sobie z nim
gdy ja tam jestem?
Chodzi mi o dobro syna i jego zaufanie do mnie bo skoro obiecuję że go nigdy
nie zostawię i tu nagle mam wyjść mimo jego sprzeciwu, ale jednocześnie czy on
mną w ten sposób nie manipuluje?