Dodaj do ulubionych

Radzicie sobie?

15.02.10, 22:36
Może to pytanie jest nie właściwe, dla mnie mówi o prawie
niewyobrażalnym stanie. Wiem, że wszystkim jest ciężko i nie tylko
mnie świat spadł na głowę, ale mam wrażenie, że nawet tu na tym tak
cholernie smutnym forum wśród osób, które także przeżywają żałobę,
tylko ja sobie nie radzę. mam wrażenie, że wszystkie jakoś dajecie
radę, a tylo ja nie mam na to siły. Wiem dzieci to nasze szczęście i
mamy się nimi cieszyć, żyć dla nich. Mnie nawet moje dziecko nie
daje takiej siły. Jedyną funkcją, którą cały czas nieprzerywanie
spełnia moje dziecko jest zmuszanie mnie do życia, nie pozwala mi
dołączyć do mojego ukochnego bo nie mogę jej zostawić. Czasem nie
potrafię się nawet do niej uśmiechnąć. Ciagle pojawia się pytanie po
cholere ja mam się starać i żyć skoro nawet jak z nią jestem to nie
daję jej tego co powinnam. wiem, że to obrzydliwie egoistyczne, ale
nie mam siły.
Obserwuj wątek
    • agni-123 Re: Radzicie sobie? 15.02.10, 22:53
      mar-y88 radzimy sobie bo musimy.I ty też dasz radę.Masz chyba przy
      sobie rodziców,którzy Ci pomogą,bo jesteś młodą osobą.Masz się
      starać dla swojej córki.Pomyśl co ona by czuła jakby się
      dowiedziała,że poszłaś za mężem z własnej woli zostawiając ją
      samą.Czuła by do Ciebie złość,a tacie współczuła by.Tego chcesz,żeby
      Cię znienawidziła.Musisz żyć dla niej,dla niej walczyć,dla niej się
      uśmiechać i wierzyć,że nadejdzie dzień ,że i dla Ciebie zaświeci
      słońce.
    • biala999 Re: Radzicie sobie? 15.02.10, 22:55
      Mary, kochana, nie jesteś sama w tym, co czujesz... Mnie każdy
      kolejny dzień przynosi jeszcze więcej bólu, tęsknoty,
      niedowierzania. Z każdym kolejnym dniem czuję się coraz gorzej, mam
      coraz mniej sił... Nieustannie słyszę, że "czas leczy rany",
      że "potrzeba czasu", że "będzie lepiej" - a ja, im dłużej to
      wszystko trwa, tym mniej mam siły. Każda minuta oddala mnie od
      mojego Szczęścia, od najlepszego, co mnie w życiu spotkało. Dość już
      mam bólu, chcę umrzeć... Jak długo dam jeszcze tak radę - nie
      wiem... Nie mam dla kogo walczyć. On był całym moim światem, sensem
      mojego życia; dawał mi radość, miłość i chęć do życia. Tamtej nocy
      runął cały mój świat i ja nie potrafię go odbudować; nie potrafię
      nawet pozbierać tych zburzonych kawałków. Chciałabym zwariować - nie
      wiedziałabym wtedy, co się ze mną dzieje. Tak więc, Mary - nie
      jesteś sama. Ja też sobie nie radzę...

      "...bez Ciebie zginę... bez Ciebie nawet nie wiem, jak żyć..."
      • agni-123 Re: Radzicie sobie? 15.02.10, 23:19
        Czas nie leczy ran,on tylko przyzwyczaja do bólu.Dziewczyny musi
        trochę minąć czasu.Ten kto tego nie przeżył nie może Wam mówić jak
        będzie.Dlatego jest to forum,żeby się wspierać w tych trudnych
        chwilach.Mi to pisanie na nim dużo pomogło.Dało mi taki spokój.I
        chwała temu kto go założył.bo nie wiem czy bym dała rady.Teraz
        wiem,że w tym cierpieniu nie jestem sama i że są osoby,które
        naprawdę wiedzą co przeżywam.Więc jak macie doła to piszcie,piszci i
        jeszcze raz piszcie.Pozdrawiam.
        • madzik2-4 Re: Radzicie sobie? 17.02.10, 21:28
          Czas w niczym nie pomaga,kiedyś gdy byliśmy razem wydawało mi się ze mozemy góry
          przenosić chociaż bywało różnie i wzloty i upadki,ale ja pamiętam tylko te dobre
          chwile,a teraz boję się o kolejny nadchodzący dziennie planuję nie marzę....za
          kilka dni minie rok....i nic w pamięci nadal tkwią obrazy,i ten cholerny ból
          który przeszywa mi serce gdy pomyślę że już tak jak było nigdy nie wróci,ze
          nigdy nie wyjedziemy całą rodziną na wakacje.......że nigdy...nigdy.....Czy jest
          jakiś wymierzony czas na smutek?nie nie ma takiej miary......
    • beattrix120309 Re: Radzicie sobie? 16.02.10, 00:04
      Jesteśmy prawie na tej samej drodze...u mnie za miesiąc minie rok. Wiesz ja
      czasami tez nie potrafię sobie radzić...czasami mam napady płaczu bez powodu,
      stresuje się drobiazgami ( nie mogę czegos poszukać to zaczynam sie
      denerwować..(( ). Zamartwiam się co bedzie dalej...jak będe żyć....najbardziej
      boje się czy dam rade wychować naszą córeczkę....No i czy podołam
      finansowo....co zrobię jak mnie np zwolnią z pracy co wtedy będzie..??. Wiem że
      to takie zamartwianie na wyrost ale kiedyś dzieliliśmy takie problemy na dwie
      osoby ...a teraz nie mamy tego poczucia bezpieczeństwa.
      Jak żył mój mąż wszyscy zazdrościli że tak bardzo się kochamy ( chyba za bardzo
      nam zazdrościli..(( ) zawsze i wszędzie razem...a teraz...to ja mogę
      pozazdrościć innym wyjazdów rodzinnych, wspólnych spacerów i realizacji marzeń
      np budowa domu.....( moje marzenia o umarły wraz z nim) Teraz to tylko marze o
      przetrwaniu kolejnego dnia.
      mar-y88...tak że widzisz ...nie jesteś sama.....jesteśmy z Tobą....i czasami
      jest troszeczkę lepiej a czasami znów wpadamy w dół.
      • agni-123 Re: Radzicie sobie? 16.02.10, 19:38
        Gdy straciłam męża byłam załamana.Bałam się jak każda z nas.Co
        będzie dalej.jak sobie poradzę.Praca dom,dom praca.I tak w kółko.Ale
        jakoś szło.Gdy pomału dochodziłam do siebie kolejny cios.Zwolniono
        mnie z pracy.Myślałam,że zwariuję,że życie jest do kitu.Strach i
        panika.Bez Niego i bez pracy.Od trzech miesięcy szukam pracy,ale już
        jestem spokojna.Ludzie mówią twarda jesteś.Cholera,a jakie mam
        wyjście.Czy nie dość już się wydarzyło? Mam dzieci,które mnie
        potrzebują i dla nich chcę żyć i walczyć.Czasami mam poczucie,że
        moje życie jest nic nie warte i ja razem z nim.Bezrobotna
        wdowa.Ha.Czy może być coś gorszego? Myślę,że nie,ale nie chcę o tym
        myśleć.Chcę wierzyć,że w końcu los się do mnie uśmiechnie i będzie
        lepiej.
    • justynakm1 Re: Radzicie sobie? 17.02.10, 10:43
      Nie, dzis sobie nie radze. I tyle. Po kolejnych wiesciach, ze u
      innych jest pieknie (bo widze jak jest), teraz nie mam sily i ochoty
      na nic. A wczoraj mnie jeden zajomy wkurw.. bo stwierdzil, ze sie
      cofam, ze przeciez co sie stanie jak zaczne zycie na nowo i zamkne
      poprzedni rozdzial zycia - ze K i tak bede kochac, ze bedzie w moim
      sercu. Jka ludziom latwo mowic : pozegnaj sie, zacznij nowe zycie.
      K...!!!!! Wikszosc z nas chce miec "lekka glowe", nie budzic sie i
      nie myslec od razu, ze nie ma Jego/jej, ze nie wroci, ze jest teraz
      aniolkiem. Chcialaby nie czuc samotnosci, zyc pelnia zycia, nie
      plakac, nie patrzec ze zloscia na pary.. ale to k.. wymaga czasu,
      sily, odwagi - a tego brakuje, bo ciezar smierci ukochanej osoby
      odbiera nam nas samych, zmienia, spowalnia, oslabia. Znow jakis dol
      mnie dopadl.
      • tilia7 Re: Radzicie sobie? 17.02.10, 12:23
        Czy sobie radzę?Hmm,dobre pytanie.Trzeba by pewnie skonkretyzowac co
        oznacza "radzic sobie".

        Z zewnątrz tak to wygląda:Wstaję,chodzę do
        pracy,jem,śpię,czytam.Ha,nawet się czasem uśmiecham.Więc pewnie
        sobie radzę.

        A w środku?Nieustanne wycie,paraliżujący ból,mdłości,przeraźliwa
        samotnośc-taka najgorsza z możliwych,jeszcze gorszy,obezwładniający
        strach,koszmary w nocy i równie upiorne flashbacki w dzień,poczucie
        całkowitego bezsensu i braku nadziei i rozpacz,rozpacz,rozpacz.NIE
        RADZĘ SOBIE.Czuję się zmasakrowana tą śmiercią-własnie tak-nie
        poraniona,tylko zmasakrowana.Nie ma ran,które mogłyby się
        goic.Jestem ja zmasakrowana przez Jego śmierc.
        • mar-y88 Re: Radzicie sobie? 17.02.10, 14:16
          Znowu mówicie o zazdrości, myślę, że jest nieodłącznym elementem,
          choć to podłe uczucie to może trzeba przejść przez ten etap. Może z
          czasem przychodzi akceptacja(?) tego co się wydażyło(choć nie mogę
          na razie sobie tego wyobrazić) a zazdrość tak jak z mocą i siłą
          wybuchała, tak później stopniowo zanika... Cholernie źle się czuję z
          tą zazdrościa. tak ciężko zaakceptować tą sytuację pustkę, cholerną
          pustkę. Mam bałagan w głowie, gubie się w tym wszystkim, może
          dlatego że rozpaczliwie szukam pocieszenia i siły do walki, a ona
          ciągle się przede mną 'chowa' mobilizacja pojawia się na chwilę na
          parę godzin, żeby później przyszły kolejne trzy albo pięć dni
          nieustająego smutku...
          tilia7 tak trafnie to określiłaś, czuję się bardzo podobnie. mam
          wrażenie, że jestem w cholerniej pułapce, że gdy próbuję zrobić
          cokolwiek, to robie to wbrew sobie, wbrew temu co czuję, tak
          naprawdę nie mam ochoty nawet rano wstać z łózka.
          Ten chaotyczny post, w pewnym stopniu oddaj to jak się teraz czuję,
          nie umiem pozbierać myśli i napisać tego w sposób bardziej jasny.
          Małymi krokami do przodu (?) sama w to nie wierzę, ale z całego
          serca nam wszystkim tego życzę.
          • tilia7 Re: Radzicie sobie? 17.02.10, 14:57
            Ja też nam wszystkim tego życzę.
            I jeszcze jedno:spotkała nas straszna tragedia,żałoba jest stanem
            naprawdę wyjątkowym i w tym stanie MAMY PRAWO przeżywac różne
            uczucia,również takie jak zazdrośc,zawiśc,wściekłośc,gniew-nawet na
            naszych ukochanych,że odeszli itd.To nie jest nic złego,że to
            czujemy.Choc w ten sposób pomóżmy sobie - dając sobie prawo do
            przeżywania swoich prawdziwych uczuc,nawet jesli tych uczuc nie
            lubimy.Nie mamy się czego wstydzic-każdy na naszym miejscu z
            zazdrością i zawiścią patrzyłby na szczęście innych ludzi.
            • beattrix120309 Re: Radzicie sobie? 17.02.10, 15:42
              tilia7 napisała:
              ".Choc w ten sposób pomóżmy sobie - dając sobie prawo do
              przeżywania swoich prawdziwych uczuc,nawet jesli tych uczuc nie
              lubimy.Nie mamy się czego wstydzic-każdy na naszym miejscu z
              zazdrością i zawiścią patrzyłby na szczęście innych ludzi."

              Też nie czuje się dobrze z uczuciem zazdrości...chociaż to nie jest chora
              zazdrość.....tak zwana zawiść. Ale nie ukrywam że przykro mi jak słyszę że moje
              siostry jada z rodzinami w góry na narty. Stale coś nowego kupują, jedna z nich
              będzie się budowała ( bo jedna już mieszka w domu jednorodzinnym ) A ja nawet
              nie mam już takich marzeń bo umarły prawie rok temu. Nie życzę im źle ale trudno
              jet patrzeć jak inni są szczęśliwi ...być morze ja nie pojechała bym w góry ,
              być morze nie pojechałabym na zagraniczna wycieczkę i być może nie miała bym
              domu z ogrodem...ale miałam marzenia...i był ktoś z kim mogłam je dzielić.
              Zazdrość jest okropna...ale może dajmy innym się cieszyć szczęściem ( sama nie
              wiem dlaczego to pisze kiedy i mnie zjada zazdrość...ale to chyba takie moje
              przemyślenie...dyktowane przez serce ) bo przecież i my nie tak dawno byłyśmy
              szczęśliwe ale i nie świadome że to szczęście zostanie nam wkrótce zabrane..??
              Sobie i wam życzę wytrwałości....w tym trudnym dla nas stanie.
              • mar-y88 Re: Radzicie sobie? 17.02.10, 15:47
                beattrix120309 no właśnie nie sądziłyśmy, że tak szybko w jednej
                chwili może zawalić się cały świat i chyba dlatego jest mi tak
                trudno bo to stało się tak nagle... Ciężko dać innym się cieszyć,
                ale tak na prawdę nie mamy na to wpływu, a jeszcze ciężej cieszyć
                się razem z nimi...
            • mar-y88 Re: Radzicie sobie? 17.02.10, 15:43
              Tak to co napisałaś jest bardzo ważne dajmy sobie prawo do
              przeżywania swoich prawdziwych uczuć, nie powinniśmy ich tłumić i
              dusić tylko w sobie. Choć swoją zazdrością 'rozwalam przyjaźnie'
              kttóre trwają znacznie dłużej niż moja żałoba to świadczy tylko o
              tym, że nie były ona na tyle silne, żeby przetrwać. choć brzydze się
              tej zazdrości to nie mam siły walczyć z kolejnym uczuciem dość
              innych rzeczy powstrzymuję.
            • beattrix120309 Re: Radzicie sobie? 17.02.10, 15:45
              tilia7 napisała:
              ".Choc w ten sposób pomóżmy sobie - dając sobie prawo do
              przeżywania swoich prawdziwych uczuc,nawet jesli tych uczuc nie
              lubimy.Nie mamy się czego wstydzic-każdy na naszym miejscu z
              zazdrością i zawiścią patrzyłby na szczęście innych ludzi."

              Też nie czuje się dobrze z uczuciem zazdrości...chociaż to nie jest chora
              zazdrość.....tak zwana zawiść. Ale nie ukrywam że przykro mi jak słyszę że moje
              siostry jada z rodzinami w góry na narty. Stale coś nowego kupują, jedna z nich
              będzie się budowała ( bo jedna już mieszka w domu jednorodzinnym ) A ja nawet
              nie mam już takich marzeń bo umarły prawie rok temu. Nie życzę im źle ale trudno
              jet patrzeć jak inni są szczęśliwi ...być może ja nie pojechała bym w góry , być
              może nie pojechałabym na zagraniczna wycieczkę i być może nie miała bym domu z
              ogrodem...ale miałam marzenia...i był ktoś z kim mogłam je dzielić.
              Zazdrość jest okropna...ale może dajmy innym się cieszyć szczęściem ( sama nie
              wiem dlaczego to pisze kiedy i mnie zjada zazdrość...ale to chyba takie moje
              przemyślenie...dyktowane przez serce ) bo przecież i my nie tak dawno byłyśmy
              szczęśliwe ale i nie świadome że to szczęście zostanie nam wkrótce zabrane..??
              Sobie i wam życzę wytrwałości....w tym trudnym dla nas stanie.
              • agni-123 Re: Radzicie sobie? 17.02.10, 22:03
                Macie rację.Mamy prawo do naszych uczuć.Ja nawet chodziłam na
                cmentarz z wyrzutami,że nas zostawił.Wiem,że tego nie chciał,ale to
                było silniejsze ode mnie.Zresztą taką radę dostałam od siostry
                zakonnej,żeby swoje bolączki wykrzyczeć na cmentarzu i do dzieci
                wrócic uśmiechnięta.Trudno było,ale trochę pomogło.Bo jak to co
                czuję mówiłam śmiertelnikom to patrzyli jakbym zwariowała.Bo kto
                widział,żeby takie rzeczy mówić i mieć żal,że zmarł.Zgroza.Tylko co
                oni wiedzą.Oni mają swe podpory.
    • kasta4 Re: Radzicie sobie? 19.02.10, 20:01
      srednio obsesyjnie raz w tygodniu mysle o sznurku, na 3 noce przesypiam tylko
      jedna, mam wory pod oczami jak z horroru, placze tyle, ze czasem brakuje lez a
      szczeka boli od grymasu - jedynym pozornym dowodem na to ze sobie radze jest to
      ze dale zyje. Ale to nie dowod. Nie daje rady. uwierz
      • mar-y88 Re: Radzicie sobie? 19.02.10, 21:52
        Tak dobrze Cie rozumiem... dziś akurat mam mały przypływ energi, ale
        bo muszę, a nie bo chcę. to życie na siłę, mimo wszystko, bo
        dziecko, bo obowiązki doprowdza mnie do obłędu.
        • martuskad Re: Radzicie sobie? 19.02.10, 22:36
          Od wczoraj kompletnie nie.Mam dość życia, dzieci,wszystkich i wszystkiego
          dookoła.A szczęśliwych ludzi obok mnie najchętniej bym zabiła.I najgorsze jest
          to,że leki juz nie działają,a może to ja chce by przestały działać?
          • agni-123 Re: Radzicie sobie? 19.02.10, 23:18
            Radziłam sobie jakoś,ale od dwóch dni nie.Mam dół.Bo stwierdzam,że
            my wdowy to nie mamy już prawa głosu.Jak inni nam radzą to mamy
            słuchać,ale jak my coś mówimy to jest źle.Czemu? Nie wiem,ale może
            dlatego ,że nie mamy wsparcia w tej nierównej walce.Media
            nagłaśniają czasem śmierć jakiś osób.Ok.Niektórym się to
            należy.Tylko dlaczego im wszyscy oferują pomoc,a my musimy walczyć o
            każdy grosz dla naszych dzieci.Prawie,że żebrać.Czy nasze dzieci są
            gorsze?
            • zlotaewa Re: Radzicie sobie? 20.02.10, 00:43
              Dlatego, ze ojciec ,, tych ,, dzieci kazdego dnia wychodzil i nie
              wiedzial czy wroci , to samo jego rodzina ...
              "Ja, obywatel Rzeczypospolitej Polskiej, świadom podejmowanych
              obowiązków Policjanta, ślubuję: służyć wiernie Narodowi, chronić
              ustanowiony Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej porządek prawny,
              strzec bezpieczeństwa Państwa i jego obywateli, nawet z narażeniem
              życia.

              pozdr
              • agni-123 Re: Radzicie sobie? 20.02.10, 01:19
                Z całym szacunkiem.Podziwiam Go za odwagę.Nie ganię tego i też
                współczuję Jego rodzinie.Ale o taką troskę o rodzinę mi chodziło.Mój
                mąz nie zginął bohatersko,ale też nie wiedział,że do domu nie
                dotrze.A na rentę dla dzieci musiałam czekac pół roku.O to mi
                chodziło,że nikt się nie poczuwał do obowiązkużeby pomóc mi to
                szybko załatwić.Mąż zmarł za granicą i zero pomocy od tamtejszych
                jak i naszych przedstawicieli tam.
                • agni-123 Re: Radzicie sobie? 20.02.10, 01:28
                  Chwała takim bohaterom, bo takich jest mało.Zresztą ja nie miałam na
                  myśli konkretnie tego człowieka.Akurat się zbiegło,że pisząc to
                  takie wydarzenie miało miejsce.Są inni nie bohaterowie a też o nich
                  głośno i mają pomoc.Ale nie mi oceniać.Napisałam to co mnie
                  boli.Pozdrawiam.
                  • tilia7 Re: Radzicie sobie? 20.02.10, 11:34
                    Taka polityka prorodzinna.Trzeba rodzic,koniecznie rodzic,bo zus nie
                    wyrabia i nie ma kto na emerytury pracowac.A jak juz urodzisz to się
                    zajmij sama.Bo teraz to juz Twój problem - a Państwo i równie
                    prorodzinny Kościół mają to wszystko w d...Taki ten kraj.
    • mar-y88 Re: Radzicie sobie? 20.02.10, 16:37
      Jasne że bohaterą należy się chwała, za poświęcenie za odwagę. Ale
      śmierć to śmierć. Też nie wiedziałam, że nie wróci do domu- tak jak
      już napisała agni-123 wcześniej. Wielokrotnie śmierć nas zaskakuje i
      brutalnie nie tylko odbiera ukochaną osobę, ale też pozbawia środków
      do życia. Także uważam, że pomoc należy się wszystkim rodziną
      niezależnie od tego czy to śmierć bohaterska czy nie. Ból jest
      zawsze równie silny, a pomoc przeważnie tak samo rozpaczliwie
      potrzebna. Tylko w tym 'cudownym' kraju trudno na jakąkolwiek pomoc
      liczyć.
      • jucha32 Re: Radzicie sobie? 20.02.10, 20:34
        Ja sobie radzę, a przynajmniej takie mam wrażenie. Wypracowałam
        sobie schemat według, którego żyję. Zapisałam się do dwóch szkół,
        żeby czymś się zająć i nie mysleć, albo mysleć mniej.
        Ale tak naprawdę to wszystko jest do dupy.
        Prawdopodobnie, gdyby nie moi rodzice i ich pomoc na każdym kroku to
        już dawno bym się rozsypała.
        Wciąż nie wierzę, że Adam nie żyje i już nigdy nie wróci. Wciąż
        zadaje sobie jak to się wszystko mogło stać i bardzo żałuje, że nie
        zginęliśmy wszyscy w tym cholernym wypadku.
        Ja nie zazdroszczę szczęścia innym, bo staram się ze wszystkich sił
        tego nie zauważać. Fakt, nie lubię chodzić już na zakupy do
        hipermarketów. Gdy widzę te rodziny: mama, tata i dzieci
        uśmiechniętych robi mi się niedobrze. Obrzydliwy widok.
        • beattrix120309 Re: Radzicie sobie? 20.02.10, 20:58
          Ja tez staram się sobie jakoś radzić....czasami bywa gorzej i najchętniej
          zamknęła bym się w jakiejś ciemnicy i tam siedziała...no ale wiadomo ...życie
          toczy się dalej....mimo wszystko. Ja żyje praca , przedszkole ...dom....teraz
          myślę o kupnie mieszkania i przeprowadzce.... Trochę mi to nie bardzo się chce
          ale muszę się zmobilizować żeby poprawić sobie warunki mieszkaniowe. To trochę
          mi zajmuje głowę i nie mam czasu na rozmyślania. Wiem że będzie bardzo ciężko
          ...samotne wybieranie podłóg, farb i mebli do tego szukanie i pilnowanie
          fachowców.... robi mi się nie dobrze...ale nie mam innego wyjścia....tyle
          pokonałam już w życiu że i z tym dam radę.
          Mnie rodzina wspiera...ale w większości i tak jestem sama bo wszyscy daleko.
          A markety...tez staram się omijać wielkim łukiem...ale i tak jak zacznę chodzić
          na plac zabaw lub spacery wiosna ...widoki szczęśliwych rodzin mnie nie miną..(((
    • mar-y88 Re: Radzicie sobie? 28.02.10, 22:46
      Ta tęsknota doprowadza mnie do obłędu. Z tym wszystkim nie da się
      żyć po prostu nie można. Nie można sobie poradzić. dlaczego to
      wszystko jest takie nieodwracalne. ;(
      • gosiula74 Re: Radzicie sobie? 01.03.10, 12:23
        a ja nie wiem czy mam się śmiać ,czy zacząć bać .
        W piątek wyjęłam ze skrzynki na listy -kartkę ,list ,nie wiem jak to nazwać .

        W każdym bądź razie - wiadomość z prośbą o telefon lub sms-a od jakiegoś
        gościa.Pisze ,że ma 37 lat ,ze moje dzieci nie są przeszkodą ,że rozumie jak mi
        ciężko.
        podpisane imieniem i numer telefonu.
        • agni-123 Re: Radzicie sobie? 03.03.10, 00:32
          Nie wiem jaki masz staż? Ale jeżeli nie znasz go to napisz mu sms-a
          i zapytaj skąd Cie zna.A może to jakiś znak z góry? Ja z ciekawości
          napisałabym.Co Ci szkodzi?Bo tak to będziesz rozmyślać i nic Ci z
          tego nie przyjdzie.Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka