izunieczkas
11.09.10, 12:31
Witajcie...
Chciałabym sie podzielic z wami moim problemem.
Otoz gdy mialam 18 lat ponalam mojego meza,na poczatku bylo pieknie,wielka milosc,wspolne plany,zalozenie rodziny. Po roku wzielismy slub. Po dwoch latach urodzil nam sie syn.
Na poczatku mieszkalismy z moimi rodzicami ale po jakims czasie zamieszkalismy sami. I wtedy wszystko sie zaczelo,jak w kazdym zwiazku,musielismy sie dotrzec. Byly roznego typu awantury,ja wyciagalam do niego rece,wiele przykrych slow bylo wypowiedzainych. Po połtora roku mieszkania sami wszystko sie uspokoilo. Nie klucilismy sie juz az tak,byly male sprzeczki ale zaraz sie godzilismy.
W czerwcu tego roku mielismy wesele znajomych. 2 tygodnie przed weselem maz wyjechal na weekend kawalerski nad morze i wtedy wszystko sie zaczelo. Zaczelo sie psuc miedzy nami. Po weselu znow bylo idealnie. Moj maz ma taka prace ze pracuje 6 dni w tygodniu i pracuje od rano do nocy wiec caly dzien sie nie widywalismy.
W lipcu powiedzial zebym wyjechala na wakacje z synkiem. Wyjechalam na tydzien z mama i synkiem do cioci na mazurach. Maz zostal tutaj sam. Gdy wrocilam wszystko bylo inne. Nie rozmawialismy ze soba a nawet doszedl do wniosku ze nie chce juz ze mna byc. Nie jest ze mna szczesliwy. Mielismy brac juz rozwod ale dalismy sobie jeszcze jedna szanse. Znow bylo idealnie. Ale teraz znow to wszystko wrocilo. On sam z bratem ciotecznym wyjechal na wakacje za granice. Ja zostalam w warszawie. wiedzialam ze ten wyjazd to byl zly pomysl. Albo pojdzie w dobra strone albo zla i poszlo w ta zla. Mielismy ze soba jako taki kontatkt. Pisal mi ze tesknie,ze mysli caly czas o nas i ze brakuje mu nas. Ale to byly tylko puste slowa. Gdyby tak naprawde tesknil niezapomnial by odezwac sie do mnie wieczorem. Napisac glupiego smsa albo zadzwonic. Wiec zrobilam mu awanture. Powiedzialam mu wiele przykrych slow,ale potem tego zalowalam i go przeprosilam za wszystko. On mi napisal cos takiego " Szczerze mam na wszystko wyjeb*ne". nieodzywalismy sie do siebie do konca jego przyjazdu. Gdy wrocil w czwartek powiedzial ze nie chce ze mna byc ale zarazem nie chce mnie ranic. Kocha mnie ale nie czuje sie spelniony i szczesliwy.
Dodam zze ja mu niczzego nie bronie. Chodzi na silownie,gra w pilke,chodzi na roznego typu kursy i pracuje a dla nas praktycznie nie ma czasu. Ja go tak bardzo kocham,robie co moge zeby uratowac ten zwiazek ale boje sie ze mi sie nie uda ze juz nie ma co ratowac. Zalezy mi na nim bardzo,myslalam ze bedziemy ze soba do konca zycia. A co jest najbardziej przykre ze powiedzial mi ze tak naprawde nie ma mi nic do zarzucenia bo teraz jest wszystko idealne. Nie rozumiem go,mowi ze jest pieknie i ze mnie kocha a nie chce ze mna byc. Jesli sie rozstaniemy moje zycie dobiegnie konca,umre z milosci do niego.
Prosze pomozcie mi co mam robic.