liv78
28.09.10, 16:31
Mam problem: moi rodzice bez przerwy prosza mnie o pieniadze, srednio 2 razy na tydzien, chodzi o kwoty 200-1000 zl, zdarza sie ze i o 5000 zl (uzasadnienie: ojciec nie ma na wyplaty dla swoich pracownikow).
Ja mam 30 lat, mam od niedawna swoja malutka firme, nie mam nikogo na utrzymaniu, ale to nie znaczy ze mam tony pieniedzy. Zarabiam jak kazdy poczatkujacy przedsiebiorca - do pierwszego przezyje. Ale zaczyna mnie wkurzac, ze rodzice nabrali miliony pozyczek (i biora nadal, na tzw. latanie biezacych dziur), ktorych nie sa w stanie splacac. I podstawowa rzecz: wiedzac, ze maja klopoty nie robia nic, zeby to zmienic. Sa lekkomyslni i nieodpowiedzialni. Brak u nich jakiegokolwiek miesiecznego budzetu, planowania, zarzadzania wydatkami, dlatego nawet jesli firma ojca przyniesie jakis dochod, to wydaja go np. na plazme :/ a kiedy przychodzi wezwanie od komornika czy z sadu to do mnie biegna o pomoc.
Teksty typu "no, idzie jesien, wypadaloby zebys postawila nam coreczko jakas wycieczke, moze do Chorwacji" sa na porzadku dziennym.
Kocham moich rodzicow, z calego serca chce im pomoc, ale szczerze mowiac mam tego dosyc, bo postepuja po prostu jak niedojrzale dzieciaki. A ja nie jestem studnia bez dna. Moj budzet tez ma ograniczenia. Chce rozwijac firme, a na to tez potrzebne mi sa finanse. Narazie wszystkie te plany odkladam, bo kase pozyczam rodzicom na wieczne nieoddanie. No bo co mam zrobic jak mi ojciec staje w drzwiach z wezwaniem do sadu jesli do dzis do 14:00 nie zaplaci jakiejs tam kwoty?
Moge byc asertywna, powiedziec "nie" - z tym nie bede raczej miala problemu, mimo ze od razu z ich strony czekaja mnie "ciche dni", bo beda obrazeni i nie beda sie ze mna kontaktowac, szczegolnie moja mama (znam ja dobrze, uwielbia robic fochy jak nie dostanie tego co chce).
Pies jest gdzie indziej pogrzebany: jak im pomoc zeby problem rozwiazac dlugofalowo? tzn. nauczyc ich oszczednosci, zarzadzania budzetem domowym, a ojca zeby w koncu wzial sie do roboty i postawil swoja firme na nogi? Powiedzmy, ze firma trzyma sie sama, bo on sie nia prawie nie zajmuje (zaproponowalam mu pomoc w zarzadzaniu nia, ale on mnie wysmial).
Jesli rodzice natychmiast czegos nie zrobia, to czarno to widze. Ale mnie nie chca sluchac, mama zawsze konczy tekstem "tyle zarabiasz, ze moglabys nam pomoc, bo jak nie to zostanie mi tylko praca sprzataczki" - to chyba podchodzi pod szantaz emocjonalny, prawda?
Jakakolwiek proba rozmowy konczy sie stwierdzeniem, ze jestem materialistka, bo tylko o pieniadzach mysle i ze chce ich zdenerwowac, a przeciez oni sa takiego slabego zdrowia...
Rece opadaja.
Co ja mam do jasnej anielki zrobic?
liv78