kredka.live
07.03.11, 03:04
witam. mam problem z porozumieniem się z mężem w ważnych sprawach. rodzina jest łączona, ja mam córkę którą wychowujemy razem z mężem, on ma córkę która mieszka ze swoją mamą. nasze kontakty były burzliwe, ale od jakiegoś czasu, moim olbrzymim wysiłkiem i róznymi nakładami, całkiem ok, młoda rozmawiała ze mną, zwierzała mi się, słowem było normalnie i fajnie. niestety ostatnio coś jest niei tak, młoda się boczy i stosuje uniki oraz chłodny dystans, rozmawia ze mną oficjalnie. oczywiście spytałam co się stało i jak jest tego przyczyna, ale usłyszałam że nic się nie dzieje i ona nie widzi różnicy. sytuacja trwa, więc postanowiłam porozmawiać o tym z mężem i dopiero zaczęła się szopka. zaczął na mnie krzyczeć, że co mnie obchodzą jej fochy, dlaczego nie zajmuję sie swoimi sprawami i nie daję jej zyc tak jak chcesz oraz że wszystkie problemy sa przeze ,mnie bo ja je stwarzam. zrobiło mi się bardzo źle, i jakoś wcale nie czuję że jesteśmy jedną rodziną, tylko że mój mąż wprowadza podział na nas i jego i jego córkę, nie umiem się dogadać, nie rozumiem o co mu chodzi i co on do mnie mówi i generalnie taki układ mi za cholerę nie pasuje, tak jak nie pasuje mi to że można z dnia na dzień przestać się do mnie odzywać i ja mam nad tym przejśc do pozrądku dziennego i czekać az sie łaskawie odezwie. zła jestem jak nie wiem.
jak mam niby budowac z nimi rodzine jak sami stawiaja mury? chyba powinno być tak, że mojemu mężowi zalezy tak samo jak i mnie na dobrym klimacie w całej rodzinie? i jak mam teraz postępować?
czuję się kompletnie bezradna bo naprawdę nie wiem co młoda strzeliło i czemu ma do mnie taka niechęć nagle teraz. przeszkadza mi to tak jak przeszkadza mi niemożność porozumienia się z mężem w ważnej dla mnie sprawie. co radzicie?