Dodaj do ulubionych

chyba się rozwiodę .....

16.06.11, 10:26
Podejmowałam tę decyzję co dzień na nowo od kilku miesięcy, wczoraj rozmawiałam o tym z mężem (nie po raz pierwszy) i z teściową, która obecnie przebywa u nas w odwiedzinach. Nie daję już rady, bo mój mąż jest człowiekiem owszem, dobrym, ale niesamodzielnym. Do tego życiowy minimalista. Życie z nim polega na ciągłym wydawaniu mu poleceń, które w dodatku muszą być mocno sprecyzowane. Wstań, zrób to, wynieś tamto, zajmij się przez chwilę dzieckiem, uprzątnij, odstaw, przestaw. Potknie się o leżącą na środku pokoju zabawkę, ale jej nie sprzątnie. Na początku, kiedy jeszcze miałam cierpliwość to go prosiłam, ale doświadczenie nauczyło mnie, ze on reaguje tylko na krzyk, na prośby odpowiada "zaraz" "później""jutro". Nie wpadnie na to żeby wymienić dziecku piasek w piaskownicy albo napompować basen, a jak już mu o tym powiem, to się okazuje, że nie ma pompki. No to z głowy, można się położyć. Pracuje, ale po pracy ma w obowiązku tylko zjeść i poleżeć. Jak przyjdzie wcześniej z pracy to nie wpadnie na to, żeby zabrać dziecko od mojej mamy, która się nią zajmuje, tylko czeka na mnie. Po prostu jest moim drugim, wielkim dzieckiem (określenie wielki też do niego świetnie pasuje, bo ma dużą nadwagę, z którą po prostu nie chce mu się walczyć). I ja mam już dość.. Tak mnie denerwuje jego zachowanie, że mam wrażenie, że już dopadła mnie jakaś nerwica. Wracam do domu i jak na niego patrzę to mnie coś dusi. Zabieram dziecko i wychodzę z domu, byle gdzie, byle dalej..... I jak już tak w środku postanowiłam, że się z nim rozwiodę, to mi tak nagle jakoś ulżyło...Nie wiem, czy dam sobie radę sama, nie wiem, czy wtrwam, w tej decyzji i nie ugnę się przed prośbami i zapewnieniami, że się zmieni...
Obserwuj wątek
    • tab-ris Re: chyba się rozwiodę ..... 16.06.11, 12:25
      Skoro nie możesz na niego patrzeć, a decyzja o rozwodzie przyniosła ulgę, to chyba właśnie taką decyzję powinnaś podjąć.
      Być może powinniście iść do poradni małżeńskiej aby rowiązać codzienne problemy, Myślę też że ważne jest pytanie czy jeszcze go kochasz. Na to musisz sama sobie odpowiedzieć.
      Z postu zrozumiałam że w domu wszystko robisz ty a pracujecie zawodowo oboje, a może spróbuj zrzucić na niego te czynności które dotyczą jego, pranie jego ubrań na przykład, czy kwestię posiłków -jak jest głodny to niech sobie zrobi sam. Takie czynności które odczuje gdy nie zostaną zrobione.
      Jak to nie pomoże to przynajmniej będziesz miała troszeczkę mniej pracy.
      Powodzenia.
      • verdemargerita Re: chyba się rozwiodę ..... 16.06.11, 14:44
        Jedzenie akurat przygotuje sobie sam - dużo, tłusto i słono. Ale talerza ze stołu już nie sprzątnie. jak mu zwrócę uwagę to " o przepraszam, zapomniałem", po prostu nie ma takiego nawyku, bo nadopiekuńcza mama (materiał na osobny wątek) zawsze mu pod nos podstawiała i odstawiała.O praniu nie ma mowy, jak kiedyś nie włożyłam mu czystych gaci to szafki to kilka dni w kąpielówkach chodził. Trudno jest żyć z facetem, któremu wszystko trzeba podpowiedzieć, a często wręcz nakazać. Być może gdybym była babą z jajami, której odpowiada dyrygowanie małżonkiem to nasze małżeństwo miałoby sens. Ale ja chciałabym miec w facecie oparcie, świadomość, że część obowiązków przejmie on, że od czasu do czasu powie" ty się tym nie przejmuj, ja to załatwię". Moja teściowa mi "radzi" żebym po prostu planowała mu każdy następny dzień i wyznaczała zadania do wykonania - ona tak miała całe życie i jakoś to było. Tylko, że ja tak nie chcę... Jeszcze przed ślubem i tuż po mieliśmy w planach budowę domu (teraz mieszkamy u mojej mamy w osobno wydzielonej części domu)ale jak tu z nim budowę zaczynać? Kiedyś jak mu powiedziałam, ze trzeba na działce gruz posprzątać to mi odp" ty chyba żartujesz? ty wiesz ile to jest roboty??? Ostatecznie to zrobił, ale dopiero jak dostał porządne opierd...Przez trzy lata naszego małżeństwa namnożyło się bardzo wiele takich syt, które sprawiły, że chyba już go nie kocham, ale jest mi go szkoda....Nasze życie seksualne nie istnieje od ok 2 lat - ja po całym dniu strofowania go nie potrafię dostrzec w nim faceta, a on albo boi się odrzucenia albo zwyczajnie mu się nie chce. Jak tak o tym wszystkim myślę, to utwierdzam sie w przekonaniu, ze decyzja o rozwodzie jest słuszna, tylko potrzebuję jeszcze jakiegoś potwierdzenia ...
        • demonsbaby jakiego potwierdzenia? 16.06.11, 14:55
          czy też utwierdzenia się we WŁASNEJ decyzji potrzebujesz?
          Położyłaś wszystko na szali... i przeważyło chyba twoje poczucie bezsilności. Rozumiem, że boisz się żyć z poczuciem winy, że skrzywdziłaś drugiego człowieka ... no cóż - o tych wątkach trzeba było myśleć przed ślubem ... wcześniej tego kim jest twój mąż nie widziałaś czy nie chciałaś widzieć vel wierzyłaś, że się zmieni?
          Konsekwencje własnej decyzyjności ponosi każdy człowiek.
          Zatem, nie chcesz dalej tkwić w czymś, co ciebie przytłacza - zakończ to. Chcesz się w tym upewnić? Porozmawiaj z psychologiem o swoich obawach.
          Boisz się, że go skrzywdzisz? Czyt. wyżej - konsekwencje, po prostu je przyjmij i postaraj się sobie wytłumaczyć, że twój mąż ma duże szanse znaleźć w życiu kogoś kto będzie się chciał o niego troszczyć w sposób, który ty nie potrafisz.
    • blue_romka Re: chyba się rozwiodę ..... 16.06.11, 14:39
      Ale czy on zawsze taki był? A może dzieje się to od jakiegoś czasu? Może ma depresję albo jakieś problemy w pracy?
      Jak wyglądały Wasze rozmowy na ten temat? Czy było to takie babskie biadolenie "ty zawsze", "ty nigdy", w czasie którego facet po drugim zdaniu wyłącza słuchanie? Czy też sięgałaś do racjonalnych, a nie emocjonalnych argumentów? Może próbowaliście na kartce podzielić zakres obowiązków i odpowiedzialności za nie? Myślę, że cudów się zdziałać nie da, ale trochę Ci ulżyć powinno się dać. Nawet jeśli mąż nigdy nie będzie inicjatorem zajęć, to może uda się z nim wypracować wykonywanie Twoich poleceń.
      To oczywiście trudne mieć takie drugie dziecko w domu. Ale chyba Twój mąż ma też jakieś zalety? Z jakiegoś powodu za niego wyszłaś? Może warto i o tym pomyśleć?
      • verdemargerita Re: chyba się rozwiodę ..... 16.06.11, 15:04
        Nie ma problemów w pracy - lubi to co robi. Depresji też nie, ale... no właśnie i tu pojawia się chyba najwiękasza przyczyna naszych problemów. On jest chory na schizofrenię - kilka miesięcy po ślubie trafił do szpitala już w poważnie zaawansowanym stadium. Wtedy też dowiedziałam się, ze to jego drugi rzut choroby. Ale byłam wtedy jeszcze mocno zakochana, w dodatku już w ciąży, siedziałam przy jego łóżku i myślałam "damy radę". Ale prawie roczny okres wychodzenia z tej choroby, który u niego przebiegał na zasadzie naprzemiennego jedzenia, spania i apatii sprawił, że przestałam wierzyć, że będzie dobrze, zdałam sobie sprawę, że nagle mam dwoje dzieci. I choć na początku jego choroby myślałam, że mu wybaczam to z czasem zaczęłam mieć też żal do niego i do jego rodziny, że nie powiedzieli mi o tym wcześniej. No i chyba teraz właśnie dobrnęłam do końca swojej cierpliwości i chcę ostatecznie tą sprawę zakończyć. Bo obawiam się, że jak będziemy to na siłę ciągnąć to moje dziecko będzie miało oboje rodziców chorych psychicznie ...
        • zuzi.1 Re: chyba się rozwiodę ..... 16.06.11, 15:20
          To bardzo nieuczciwe, że ani On ani jego rodzice Ci o tak poważnej chorobie nie powiedzieli. Bardzo to przykre. Zachowali się kompletnie nieodpowiedzialnie...A teraz no cóż, rób co uważasz za słuszne. Jeżeli nie dajesz już rady, to się rozwiedź i zacznij zycie na nowo.
          • karigi Re: chyba się rozwiodę ..... 16.06.11, 16:02
            Ukrywanie przed przyszłym małżonkiem tak poważnej choroby stanowi, z tego co wiem, podstawę do unieważnienia małżeństwa. Nie wiem tylko, czy jest to możliwe po długim czasie trwania małżeństwa.
            • mamablazeja Re: chyba się rozwiodę ..... 23.06.11, 21:11
              Twoje małżeństwo jest z całą pewnością nieważne, zawarte w sposób nieważny, tzn - w sensie sakramentalnym ono nigdy nie zostało zawarte. Kościół bowiem nie unieważnia małżeństw, ale stwierdza ich nieważność. Myślę, ze stąd uczucie ulgi, gdy pomyślałaś o rozwodzie.
              • ivoncja Re: chyba się rozwiodę ..... 24.06.11, 15:03
                mamablazeja napisała:

                > Twoje małżeństwo jest z całą pewnością nieważne, zawarte w sposób nieważny, tzn
                > - w sensie sakramentalnym ono nigdy nie zostało zawarte. Kościół bowiem nie un
                > ieważnia małżeństw, ale stwierdza ich nieważność.

                A to przypadkiem nie to samo? Bo brzmi jak masło maślane...
                • radola1 Re: chyba się rozwiodę ..... 24.06.11, 19:25
                  Właśnie że nie to samo. Unieważnia się coś co było kiedyś wazne znaczy prawomocne, legalne. Żeby małżeństwo było wświetle prawa koscielnego zawarte muszą byc spełnione rożne warunki. "Rozwód kościelny" to nie unieważnienie "ważnego" małżeństwa tylko wykazanie że nie zostały spełnione jakieś warunki /przynajmniej jeden/ i małżenstwa nie było od samego początku. Kościół nie daje rozwodów bo małzonków połaczył Bóg, a człowiek, nawet papież nie może podważać jego woli.
                  • ivoncja Re: chyba się rozwiodę ..... 25.06.11, 13:56
                    radola1 napisała:

                    > Właśnie że nie to samo. Unieważnia się coś co było kiedyś wazne znaczy prawomoc
                    > ne, legalne. Żeby małżeństwo było wświetle prawa koscielnego zawarte muszą byc
                    > spełnione rożne warunki. "Rozwód kościelny" to nie unieważnienie "ważnego" małż
                    > eństwa tylko wykazanie że nie zostały spełnione jakieś warunki /przynajmniej je
                    > den/ i małżenstwa nie było od samego początku. Kościół nie daje rozwodów bo mał
                    > zonków połaczył Bóg, a człowiek, nawet papież nie może podważać jego woli.

                    Ale ja nie pytam o różnicę między rozwodem a unieważnieniem, bo to zrozumiałe, ale wcześniej pisałaś o różnicy między unieważnieniem a stwierdzeniem nieważności- moim zdaniem to jedno i to samo, bo czymże innym jest unieważnienie jak nie stwierdzeniem, że coś jest nieważne?
        • demonsbaby nie mam pytań 16.06.11, 17:08
          verdemargerita napisała:

          > Nie ma problemów w pracy - lubi to co robi. Depresji też nie, ale... no właśnie
          > i tu pojawia się chyba najwiękasza przyczyna naszych problemów. On jest chory
          > na schizofrenię - kilka miesięcy po ślubie trafił do szpitala już w poważnie za
          > awansowanym stadium. Wtedy też dowiedziałam się, ze to jego drugi rzut choroby

          W tym właśnie momencie - rzucasz kwitami nie o rozwód, a UNIEWAŻNIENIE MAŁŻEŃSTWA, ponieważ zaszły wszystkie przesłanki - TZN. CHOROBY PSYCHICZNEJ UTAJONEJ PRZED TOBĄ.

          Dziewczyno zważ o czym się rozpisuję - jeżeli teraz złożysz pozew o rozwód, a tam wyjdzie na jaw, że małżonek miał już 2 rzuty schizofrenii sąd ma prawo sam zadecydować o rencie alimentacyjnej, którą TO TY JAKO MAŁŻONKA - wchodząca w związek z osobą chorą - przejęłaś na siebie. . Nie są to przypadki nagminne, ale niestety te przypadki generują statystykę i z nich jasno wynika, że takie rozwiązanie jest realne i to bardziej niż ci się wydaje.

          Składając wniosek o unieważnienie małżeństwa automatycznie zwalniasz się z odpowiedzialności za męża. Na unieważnienie masz 3 lata od wykrycia faktu zatajenia istotnych przesłanek co do zawarcia związku, błędnego wyrażenia woli, itp.

          KRiO
          Art. 12. § 1. Nie może zawrzeć małżeństwa osoba dotknięta chorobą psychiczną albo niedorozwojem umysłowym. Jeżeli jednak stan zdrowia lub umysłu takiej osoby nie zagraża małżeństwu ani zdrowiu przyszłego potomstwa i jeżeli osoba ta nie została ubezwłasnowolniona całkowicie, sąd może jej zezwolić na zawarcie małżeństwa.

          § 2. Unieważnienia małżeństwa z powodu choroby psychicznej albo niedorozwoju umysłowego jednego z małżonków może żądać każdy z małżonków.
          § 3. Nie można unieważnić małżeństwa z powodu choroby psychicznej jednego z małżonków po ustaniu tej choroby.
    • sonia.x Re: chyba się rozwiodę ..... 16.06.11, 19:56
      Zanim złożysz pozew zastanów się....

      "(określenie wielki też do niego świetnie pasuje, bo ma dużą nadwagę, z którą po prostu nie chce mu się walczyć). I ja mam już dość.. Tak mnie denerwuje jego zachowanie, że mam wrażenie, że już dopadła mnie jakaś nerwica. Wracam do domu i jak na niego patrzę to mnie coś dusi. Zabieram dziecko i wychodzę z domu, byle gdzie, byle dalej....."

      to by oznaczało, że mój mąż także powinien zrobić to już dawno. Czyli zostawić mnie, bo jestem leniem, kobietą z objawami dużej depresji, nic-nierobem. Tyle, że zrobiłam badania i wyszło, co wyszło. Jestem chora, a wszelkie objawy nadwagi (przy wzroście 170 - 75 kg wagi) i totalne "olewactwo" zawdzięczam chorobie. Może razem popatrzcie w tym kierunku, chyba, że masz już "obce ciało" w głowie lub na oku. Wówczas i choroba nie pomoże.

      Może i mnie to czeka, u mnie to dopiero stadium od kilku m-cy intensywnie rozwojowe.
      Pozdrawiam i życzę mądrości oraz cierpliwości
      • triss_merigold6 Re: chyba się rozwiodę ..... 16.06.11, 20:03
        Facet ma schizofrenię o której dowiedziała się po ślubie. Zatajenie ciężkiej choroby psychicznej jest wystarczającym powodem, żeby unieważnić małżeństwo i odciąć się od faceta raz na zawsze.
        • sonia.x Re: chyba się rozwiodę ..... 16.06.11, 20:08
          przepraszam, nie przeczytałam wątku autorki o schizofrenii. Umknął mojej uwadze, to radykalnie zmienia postać rzeczy. Cofam swoją wypowiedź ...
          • karigi Re: chyba się rozwiodę ..... 16.06.11, 21:19
            Kochana, ja po nocach marzę o takiej wadze jak twoja... eh...:)
      • doctor.no.1 Re: chyba się rozwiodę ..... 16.06.11, 20:11
        Przy wzroście 170 - 75 kilo to wedlug Ciebie nadwaga??? :) a to dobre
        • sonia.x Re: chyba się rozwiodę ..... 16.06.11, 21:38
          nie sądziłam że ktoś "czepi" się mojej wagi. To nie jest mój post i nie mojej wagi dotyczyć powinien, więc uszanujcie założycielkę i tutaj piszcie do niej - mój problem jest w innym poście.
          Nie mniej wyjaśnię, że całe swoje życie (poza ciążą) ważyłam 60-max62 kg. Jeżeli w ogóle wiecie co to jest BMI "body mass index", to nie trudnym jest zauważyć że mam 5 kg nadwagi. Powinnam ważyć max 70 kg i to jest granica w normie.
          Podkreślam, że całe życie miałam 60 kg, więc jeśli nagle przytyłam 15 kg to chyba nie jest takie normalne...
          • imasumak Re: chyba się rozwiodę ..... 16.06.11, 22:50
            sonia.x napisała:

            Jeżeli w ogóle wiecie co to jest BMI "body mass index", to nie trudnym jest zauważyć
            że mam 5 kg nadwagi. Powinnam ważyć max 70 kg i to jest granica w normie.


            W ogóle wiemy, jednak według BMI owszem masz nadwagę, ale nie pięć kg, a niecałe 3.

            Podkreślam, że całe życie miałam 60 kg, więc jeśli nagle przytyłam 15 kg to chyba nie jest takie normalne...

            Tu się zgadzam
        • tully.makker Re: chyba się rozwiodę ..... 16.06.11, 22:08
          jako osoba o wzroscie 170 cm niestety musze powiedziec, ze owszem, tak.
      • kol.3 Re: chyba się rozwiodę ..... 16.06.11, 21:54
        Masz raptem 3 kg nadwagi, nie przesadzaj. Poza tym jak to co piszesz ma się do sytuacji autorki?
        • kklekss Re: chyba się rozwiodę ..... 16.06.11, 22:28
          Niestety , ludzie chorzy na schizofrenię tak mają , to cud że pracuje.Zazwyczaj z taką chorobą jest się na rencie.Mąż nic się nie zmieni , musisz poczytać o tej chorobie i jej objawach.Nie jest dobrze i nie będzie.
      • gemmi18 Re: chyba się rozwiodę ..... 20.06.11, 19:13
        Co ma piernik do wiatraka?!
        Z Twojego wpisu zrozumiałam tyle, że masz nadwagę i z tego powodu jesteś leniwa i nic Ci się nie chce. I to tłumaczy Twoje zachowanie? To weź się do roboty i schudnij, a sytuacja się zmieni.
    • kakuba Re: chyba się rozwiodę ..... 17.06.11, 14:04
      poczytaj sobie dokładnie o chorobie męża
      dużo Ci to wyjaśni
      prawdopodobnie bierze leki, które powodują senność, zwiększają apetyt, mogą obniżać libido
      opisane zachowanie jest dość typowe dla tej choroby

      zastanów się za co go pokochałaś i czy jeszcze wogóle go kochasz?
      z Tą chorobą można żyć... pytanie czy Ty chcesz... na dobre i na złe?
      • kol.3 Re: chyba się rozwiodę ..... 17.06.11, 15:17
        To jest paskudna manipulacja z Twojej strony." Na dobre i na złe" to co innego niż zatajenie choroby. Gdyby kobieta wyszła za faceta zdrowego a następnie on by się na cokolwiek rozchorował ciężko, co by wymagało z jej strony trudów i poświęceń , wówczas można powoływać się na przysięgę "na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie". Tu jednak mamy do czynienia z sytuacją łapania żony dla faceta chorego na schizofrenię, zatajenia tego faktu przed nią, na zasadzie, a nuż się uda pani wcisnąć chorego, a potem to już będzie zmartwienie tej głupiej, co się dała wrobić.Takie przypadki wcale do rzadkości nie należą. Winien jest zarówno facet jak i jego rodzina.Wina jest o tyle cięższa, że kobieta zafundowała sobie dziecko nieświadoma choroby .
      • imasumak Re: chyba się rozwiodę ..... 17.06.11, 18:13
        "Na dobre i na złe", to może być w przypadku gdy ktoś zachoruje po ślubie, albo przed ślubem otwarcie mówi o swojej chorobie narzeczonemu i ten godzi się na ślub świadom choroby partnera. W innym przypadku to jest po prostu paskudne oszustwo.
        • verdemargerita Re: chyba się rozwiodę ..... 19.06.11, 01:31
          Wiem, że mam podstawy do unieważnienia małżeństwa, ale chyba jeśli już, to złożę pozew o rozwód za porozumieniem stron. To będzie dla niego łatwiejsze do zniesienia...Pewnie napiszecie, że głupia jestem, ale jest mi go żal - on jest takim dużym, bezbronnym dzieckiem i choć uznaje swoją winę, to chciałby uniknąć konsekwencji. O chorobie czytałam już wiele i choć w tym momencie niby wszystko jest w porządku to boję się nawrotu. W przypadku mojego męża między jednym a drugim rzutem choroby minęło osiem lat, więc jest szansa, że się szybko nie powtórzy. I już sama nie wiem, czy jego codzienne zachowanie wynika z choroby, czy po prostu to kwestia charakteru. Po prostu typ faceta, któremu wszystko trzeba nakazać i za dużo od niego nie wymagać. Znamionami choroby są na pewno lęki - boi się sam spać, jak go budzę to zrywa się z krzykiem - nie czuję się przy nim bezpieczna pod żadnym względem. Rozumiem, że leki wpływają pobudzająco na apetyt, ale on w ten sposób po prostu usprawiedliwia swoje obżarstwo. Waży 105 kg przy wzroście 175 i wcale nie uważa tego za wielki problem. Ostatnie dwa dni upłynęły mi na rozmowach z teściową, mąż chodzi jak zbity pies i bez mrugnięcia okiem wypełnia wszystkie moje polecenia, a ja jestem tak strasznie skołowana...I chwilami zaczynam wierzyć, że ja faktycznie za dużo od niego wymagam, i że to przede wszystkim ja powinnam nad sobą popracować, bo po prostu jestem do niego uprzedzona...
          • demonsbaby humanitaryzm 19.06.11, 09:36
            dziewczyno, problem masz niebagatelny ... niestety "nic na siłę". Przede wszystkim ten układ zaczyna ciebie ciągnąć w dół i dobrze nie skończysz.
            Nie małżonek, ale jego rodzice - twoi teściowie, a z tego co piszesz głównie jego matka, wiodąca prym - jest podła. Na tej kobiecie - jako matce wisiał obowiązek powiadomienia ciebie o chorobie syna, dlaczego? Przyjmijmy, że twój małżonek nie do końca rozpoznaje rzeczywistość lub panicznie boi się / bał się twojego odrzucenia, ale do cholery ma matkę, która logicznego myślenia pozbawiona nie jest. Oczywiste, że przy pierwszym poznaniu człowiek nie jest w stanie podzielić się koszmarem swojego życia ... ale przy bliższym ten wątek powinien nastąpić - nie nastąpił. Jednak w czasie, kiedy oboje podjęliście decyzję o ślubie - skoro małżonek nie umiał - obowiązkiem moralnym (bo nie prawnym) matki było wyjawienie przeszkód co do zawarcia małżeństwa.
            Niestety, najwyraźniej matka szukała opiekunki dla syna - a ty dałaś się zwabić w pułapkę. Teraz jest jeszcze gorszą żmiją, bo tresuje syna, żeby służył tobie jak pies ... i służy, a ty czujesz się jak zwyrodnialec. Powiedz, ten układ jest normalny?
            Dramat polega na tym, że macie potomstwo ... choroba psychiczna nie zawsze jest dziedziczna, ale skłonność do zaburzeń psychicznych - już tak. Faktem jest, że ryzyko zachorowania średnio mieści się jedynie w 10% jeśli idzie o genetykę, a właściwym powodem tych zaburzeń są czynniki środowiskowe i biologiczne - warunkujące jej ujawnienie... Tak czy inaczej - to ty zostałaś pozbawiona decyzyjności na wstępie. Co do rzeczywistości zakładania rodziny i układu partnerskiego. To jasne, że rola opiekunki ciebie wykańcza ...

            Chcesz się wykazać humanitaryzmem? Teraz ty nie chcesz krzywdzić człowieka, bo ten jest chory i niezaradny, a przede wszystkim boi się ciebie stracić .. pytanie - kto zachował się w tym układzie humanitarnie wobec ciebie i waszych dzieci?
            Kozła ofiarnego z twojego męża - nie robisz ty ... zrobiła na wstępie jego matka.
            Staram się przemyśleć ... co gdybym ja była matką człowieka, którego zachowanie czy właśnie choroba psychiczna mogła być powodem cierpień dwojga ludzi ... dochodzę do wniosku, że wyjawiłabym tą cholerną prawdę - bo boję się mieć ludzi na sumieniu. A nigdy nie chciałabym skrzywdzić własnego dziecka i wybrałabym mniejsze zło.


            Jeżeli nie chcesz składać wniosku o unieważnienie ... a rozwód - miej na uwadze, że przy ujawnieniu okoliczności choroby psychicznej męża - zostaniesz bądź masz b. duże szanse zostać obciążona miesięczną rentą alimentacyjną na męża, do jego śmierci lub ponownej zmiany stanu cywilnego. Zatem skonstruuj pozew tak, aby udowodnić, że o chorobie psychicznej męża nie miałaś pojęcia do jej ujawnienia, a w czasie kolejnych lat próbowałaś ratować małżeństwo i podjąć się walki w sposób, który mógłby stanowić próby ratowania tego małżeństwa, jednak choroba i jej konsekwencje są główną przeszkodą. Zastanawiająca będzie opieka nad dziećmi. Musisz prawo mężowi ograniczyć, chyba, że wykażesz, że choroba nie ma szans ujawnienia się w postaci agresywnej- gwarantujesz? Tu masz duże szanse rozwód dostać nawet od ręki, bez uwzględnienia woli męża - natomiast problem może dotyczyć opieki nad dziećmi i kwestii alimentacji na męża i alimentacji na dzieci. Mąż ma orzeczoną rentę zdrowotną?

            Z drugiej strony - jeśli podczas pierwszej sprawy nie ujawnisz faktu choroby, a zgłosisz "różnice charakteru" - to przy postawie męża, wystarczy, że odpowie: "nadal kocham żonę" etc. - sąd wam nie da rozwodu a sprawę odroczy. Może was skierować na mediację, itp.

            Stąd bez konsekwencji dla ciebie pozostaje unieważnienie.
            • tully.makker Re: humanitaryzm 25.06.11, 08:17
              Na tej kobiecie - jako matce wisiał obowią
              > zek powiadomienia ciebie o chorobie syna, dlaczego?

              Moze zrobmy jakas liste obowiazkow matek? Tylko pewnie sie nie zmiesci nawet w kilku postach... Co jeszcze mamy robic, zeby usatysfakcjonowac roszczeniowa postawe otoczenia?

              Matka mojej kolezanki przeprowadzila z przyszla synowa taka rozmowe - syn mial epizody ciezkiej depresji. Osiagnela tyle, ze zrobila sobie z synowej wroga na cale zycie, na szczescie nie zawazylo to na malzenstwie syna - udanym od prawie 15 lat. Ja bym z tym facetem nie wytrzymala i 15 minut, ale oni sa dobrana para i to jest chyba najwazniejsze.
          • kol.3 Re: chyba się rozwiodę ..... 19.06.11, 11:21
            Zrozum, że rodzina męża wbija Cię w poczucie winy, żeby jak najwięcej ugrać, szantaż emocjonalny, nic więcej. Niestety w takich przypadkach matki robią najbardziej szkodliwą robotę.
            • triss_merigold6 Re: chyba się rozwiodę ..... 19.06.11, 11:41
              Mówiąc brutalnie, rodzice faceta zatajali jego chorobę, żeby znaleźć frajerkę, która przejmie opiekę i odpowiedzialność. Nie mają żadnego interesu w tym, żeby autorce wątku pomagać.
    • kakuba Re: chyba się rozwiodę ..... 21.06.11, 13:27
      a ja się nadal zastanawiam jak do tego małżeństwa wogóle doszło
      skoro autorka wątku widzi w mężu same wady to co widziała PRZED ŚLUBEM ???
      czyżby on ją kochał 'za-żarcie' a ona jego 'za-wzięcie' ?

      zgadzam się, że zatajenie choroby psychicznej jest karygodne, pytanie czy tak naprawdę mąż i teściowa tak do końca rozumieli chorobę
      dla starszego pokolenia (czyli teściowej) może to być choroba zupełnie niezrozumiała (fanaberia, 'globus' itd.) i mogła nie do końca sobie zdawać sprawę z powagi sytuacji
      pytanie czy przypadkiem teść nie miał podobnych skłonności (skoro teściowa 'tak miała całe życie i jakoś to było'?) a może mąż robi to co jego ojciec - czyli nic (powiela niedobre wzorce?) - no ale chyba nie było to tajemnicą przed ślubem?

      no i kolejne pytanie: skoro autorka wątku już wie 'na czym stoi' - to co dalej? czy MIMO WSZYSTKO 'na dobre i na złe' ?
      • falka32 Re: chyba się rozwiodę ..... 21.06.11, 13:57
        > pytanie czy przypadkiem teść nie miał podobnych skłonności (skoro teściowa 'tak
        > miała całe życie i jakoś to było'?) a może mąż robi to co jego ojciec - czyli
        > nic (powiela niedobre wzorce?) - no ale chyba nie było to tajemnicą przed ślube
        > m?

        Ja tylko wspomnę, że to wszystko się nie wyklucza. Tzn można mieć zarówno schizofrenię, jak i nadopiekuńczą matkę i oraz być totalnym leniem bez pomyślunku po tatusiu. Nie ma żadnego powodu, żeby schizofrenia wykluczała bycie zwykłym rozpuszczonym leniem, jak i żeby bycie zwykłym leniem wykluczało schizofrenię. Można być rozpuszczonym, leniwym schizofrenikiem, tak samo jak rozpuszczonym, leniwym cukrzykiem. Mogą wchodzić też w grę inne niemiłe cechy np. wolne kojarzenie lub bierność i one też się nie wykluczają z chorobą psychiczną.
      • kol.3 Re: chyba się rozwiodę ..... 21.06.11, 18:31
        Czy Ty naprawdę wierzysz w to co piszesz? Rodzice takich dzieci (tutaj dziecka dorosłego) doskonale wiedzą co to za choroba i ich celem jest zepchnięcie opieki na kogoś innego. Sama mam w otoczeniu przypadek, kiedy facet ożenił się z kobietą obarczoną genetycznie wieloma chorobami, w tym psychiczną. Matka doskonale wiedziała jakie choroby są w rodzinie i słowem nie pisnęła, a nawet usilnie zabiegała, aby facet się nie wycofał. Zona faceta i dziecko załapali się na te genetyczne choroby. I facet ma piekło a nie życie.
        • zuzi.1 Re: chyba się rozwiodę ..... 24.06.11, 21:07
          Za cos takiego, to siedziec powinna mamusia...niedopuszczalne po prostu
      • 22atena Re: chyba się rozwiodę ..... 24.06.11, 23:30
        bo "miłość jest ślepa"!
        Nie słyszałaś o tym?
        Poza tym przed ślubem zawsze jest inaczej, później życie wszystko zmienia. Dochodzą problemy i wszystko znika.
    • 22atena Re: chyba się rozwiodę ..... 24.06.11, 23:18
      Dziewczyno, nie załamuj się, dasz sobie radę. Skoro podjęłaś taką decyzję, to jej po prostu nie zmieniaj, bo będziesz żałować. Masz dziecko, oczywiście jakoś będziesz musiała pogodzić się z tym, że jego ojciec będzie musiał brać jako taki udział w jego wychowywaniu, choć myślę, że jako taki to dobre określenie, bo było tak dotychczas. Ja cały czas "walczę" z taką decyzją...
      Odeszłam, ale wróciłam, ze względu na synka, teraz tego żałuję. Powiedziałam sobie, że jeśli podejmę jakąś decyzję, to jej nie zmienię i nigdy nie będę słuchać innych w doradzaniu, bo wyszło, jak wyszło. Myśl o sobie również, bo Ty też jesteś w życiu ważna.
      Ps. ja np. z moim "mężem" boję się dziecko zostawić, bo to zawsze się źle kończy.
    • 22atena Re: chyba się rozwiodę ..... 24.06.11, 23:21
      Dzieci...
      Ale rozwód uzyskasz szybko ze względu na chorobę psychiczną męża, którą w dodatku przed Tobą ukryto. Unieważnienie ślubu kościelnego, jeśli masz takowy, też uzyskasz.
      Przepraszam, może to zła rada, ale ktoś postąpił wobec Ciebie nieuczciwie.
    • joanna.02.22 Re: chyba się rozwiodę ..... 27.06.11, 17:25
      Rozwód to trudna decyzja. Niedobrze byłoby gdybym doradzała Tobie rozwodu. Samej ciężko wychować dziecko . Wiem coś o tym bo sama wychowałam dwoje dzieci. Też kiedyś się rozwiodłam, ale zanim do tego doszlo dawałam kilka razy szansę mojemu mężowi. Robiłam to dla dobra dzieci. Nie udało się, rozwód stał się faktem. Czasem trzeba wybrać jak to określałam mniejsze zło. Moja rada jest taka: ustal z nim nowe zasady funkcjonowania w waszej rodzinie .Niech to będą wasze wspólne postanowienia i oboje musicie ich przestrzegać. Jeśli się nie zmieni , wtedy podejmiesz decyzje.
      www.przez-zycie-pozytywnie.blogspot.com
      • verdemargerita Re: chyba się rozwiodę ..... 28.06.11, 09:46
        Dzięki dziewczyny za porady i wsparcie. U mnie cały czas trwają rozmowy, mąż prosi o kolejną szansę, obiecuje, że będzie się starał, zrobi wszystko, co zechcę, żeby tylko znów było między nami nami dobrze, tak jak przed ślubem.. "Powiedz mi tylko, co mam zrobić ???"Ale ja czuję i wiem, że już nie znajdę w sobie takich uczuć, jakie kiedyś do niego żywiłam, nie jestem w stanie mu tak naprawdę zaufać, nie potrafię dostrzec w nim mężczyzny , na którym mogłabym polegać. Jak mam czuć się bezpiecznie przy facecie, który wieczorem boi się zostać sam w domu??? Nie jestem w stanie iść z nim do łóżka, ani nawet szczerze się przytulić, więc co to za małżeństwo???? Za bardzo się od siebie oddaliliśmy, za dużo jest we mnie żalu, złości, rozczarowania ...Najgorsze, że ja też jestem takim "ciepłym kluchem" i pewnych rzeczy nie potrafię powiedzieć mu wprost, dlatego te nasze rozmowy to takie przelewanie z pustego w próżne...No nic, mam nadzieję, że wreszcie zbiorę się na odwagę, zamknę oczy na jego błagalny wzrok i poproszę, żeby się wyprowadził... Trudne to bardzo, bo naprawdę jego w tym wszystkim też mi szkoda, ale jak to już któras z Was napisała, nie da się tego załatwić bezboleśnie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka