verdemargerita
16.06.11, 10:26
Podejmowałam tę decyzję co dzień na nowo od kilku miesięcy, wczoraj rozmawiałam o tym z mężem (nie po raz pierwszy) i z teściową, która obecnie przebywa u nas w odwiedzinach. Nie daję już rady, bo mój mąż jest człowiekiem owszem, dobrym, ale niesamodzielnym. Do tego życiowy minimalista. Życie z nim polega na ciągłym wydawaniu mu poleceń, które w dodatku muszą być mocno sprecyzowane. Wstań, zrób to, wynieś tamto, zajmij się przez chwilę dzieckiem, uprzątnij, odstaw, przestaw. Potknie się o leżącą na środku pokoju zabawkę, ale jej nie sprzątnie. Na początku, kiedy jeszcze miałam cierpliwość to go prosiłam, ale doświadczenie nauczyło mnie, ze on reaguje tylko na krzyk, na prośby odpowiada "zaraz" "później""jutro". Nie wpadnie na to żeby wymienić dziecku piasek w piaskownicy albo napompować basen, a jak już mu o tym powiem, to się okazuje, że nie ma pompki. No to z głowy, można się położyć. Pracuje, ale po pracy ma w obowiązku tylko zjeść i poleżeć. Jak przyjdzie wcześniej z pracy to nie wpadnie na to, żeby zabrać dziecko od mojej mamy, która się nią zajmuje, tylko czeka na mnie. Po prostu jest moim drugim, wielkim dzieckiem (określenie wielki też do niego świetnie pasuje, bo ma dużą nadwagę, z którą po prostu nie chce mu się walczyć). I ja mam już dość.. Tak mnie denerwuje jego zachowanie, że mam wrażenie, że już dopadła mnie jakaś nerwica. Wracam do domu i jak na niego patrzę to mnie coś dusi. Zabieram dziecko i wychodzę z domu, byle gdzie, byle dalej..... I jak już tak w środku postanowiłam, że się z nim rozwiodę, to mi tak nagle jakoś ulżyło...Nie wiem, czy dam sobie radę sama, nie wiem, czy wtrwam, w tej decyzji i nie ugnę się przed prośbami i zapewnieniami, że się zmieni...