mankell0
31.01.12, 13:59
Hej,
Sama nie wiem od czego zaczac. Moze najpierw opisze sytuacje a potem moj problem.
Moi rodzice sa rozwiedzeni od paru lat mimo, ze zwiazek pomiedzy nimi ustal juz dawno, ja sama nie pamietam aby kiedykolwiek zamienili dobre slowo. W domu byly awantury a z czasem gesta cisza pomiedzy rodzicami. Mam brata, starszego, ktory jest i byl bardzo zamkniety w sobie, na czas awantur zawsze zamykal sie u siebie. Moja matka jest osoba niezrownowazona, egoista, egocentrykiem, klamczucha i wszelkie inne epitety ktorymi mozna okreslic zla osobe. Upatrzyla mnie sobie, obwiniala za wszystko, za to, ze jej odebralam urode(jak to pisze to brzmi nawet komicznie) wszytsko robilam zle. Zawsze chodzilam na palcach aby nie zostac ukarana za to, ze np nie moze znalezc czegos tam. Jej wachlaz kar byl dosc szeroki od bicia, wyzucania z domu, wysmiewania, ponizania do osmieszania i robienia tylko ulubionych dan tylko dla mojego brata i zaznaczania, ze nie wolno mi ich jesc. Tata mial taka prace, ze wracal na weekendy i kiedy byl w domu zawsze dawala mi spokoj. Mowilam tacie co sie dzieje jak go nie ma, czasami jak juz mialam sine pregi na nogach od bicia trzepaczka do dywanow to stwierdzal, ze przesadzila. Ja z czasem przestalam mowic co sie dzieje, nie wiem dlaczego. Ogolnie z zwenatrz wygladalismy na normalna rodzine, ktorej sie nawet niezle powodzi a moja matka przed wszytskimi innymi udawala i do tej pory udaje swieta. Jezeli chodzi o tate zawsze czulam sie kochana, czekalam na niego jak wracal po tygodniu do domu, gralismy w karty i robilismy inne fajne rzeczy. Kontakt z bratem mialam pomimo duzej roznicy wieku, bardzo dobry. Czesto bronil mnie przed mama, przesiadywalam u niego w pokoju. Tak bylo do czasu jego slubu.
W trakcie studiow zaczelam wyjezdzac do pracy za granice, zarabialam wystarczajaco duzo aby zaczac sie sama utrzymywac i tak po 2 roku zamieszkalam w innym miescie. Tata pomagal mi finansowo w sprawach zwiazanych z edukacja a takze z praktyczna strona moich studiow. To bylo jego cale zainteresowanie bo juz np o egzaminach, przedmiotach nie mial pojecia, nie pytal. Moj brat natomiast w tym samym czasie ozenil sie i zamieszkal w naszym mieszkaniu ze swoja zona. Po studiach wyjechalam za granice, rodzice rozwiedli sie(po dlugiej batalii) mama wyprowadzila sie z naszego mieszkania a tata wybudowal dom mojemu bratu i jego zonie. Po paru latach wybudowal dom takze i sobie a ja dostalam mieszkanie, w ktorym dorastalam.
Temat mojej matki jest tematem tabu, zwyczajnie o tym nie rozmawiamy. Moj brat przez jakis czas utrzymywal luzny kontakt z nia ale sie urwal. Ja nie mam z nia zadnego kontaktu.
Bedac za granica poznalam swojego meza, zalozylismy firme. Przyszly na swiat nasze dzieci i postanowilismy wychowywac je w Polsce w dodatku ja bardzo tesknilam za tata. I tutaj zaczyna sie moj problem. Naszym marzeniem, jest wlasny dom, zakldad produkcyjny, chcemy rozwijac firme, ktora przynosi moze nie duzy ale wystarczajacy dochod i przetrwala kryzys na zachodzie. Przed przyjazdem zapytalismy sie mojemu tacie, czy udostepni nam jeden z pokoi w swoim domu, bo ma ich pare a na czas jak on jest w pracy to maz moglby uzywac jednego jako swojego biura. Tata powiedzial, ze pomoze. Moj moz polowe czasu spedza zagranica, kolejna jezdzac po Polsce i reszte na sprawy rachunkowe u mojego taty. Od poczatku byly problemy, ze za duzo wlaczonych swiatel, za duzo ogrzewania itp. Zaoferowalismy pieniadze, regularnie placimy mu za internet. Nie stac na wynajem biura, bo maz spedza stosunkowo malo czasu u niego w domu a te pieniadze odkladamy na wlasny dom, firme, starosc itp. Tata mimo swoich pretensjii o sposob uzytkowania domu nie chce przyjac pieniedzy. Ja wiekszosc czasu spedzam sama, pracuje w domu . Starsze dziecko w zlobku, mlodsze w domu ze mna. Pracuje jak mala idzie spac a takze wieczorami. Jezeli bedziemy czekac na miejsce w zlobku tak jak w przypadku starszego dziecka to bede musiala znowu wynajac nianie bo za chwile moja mala bedzie spala coraz mniej i nie bede mogla spokojnie pracowac.
Ogolnie ciezko jest, nie mamy pomocy. Tesciowa mieszka na durgim koncu Polski, jak chce nas odwiedzac to musi mieszkac w hotelu bo u nas zwyczajnie nie ma gdzie. Chetnie zajelaby sie dziecmi ale znowy brak miejsca , nie moze spac na materacu w pokoju dziecka.
Moj brat ma duzy dom(prezent od taty), zone, ktora nie pracuje, tesciowa, ktora u nich mieszka w tygodniu i pomaga przy dzieciach(jedno w 4 klasie drugie nie dostalo sie do przedszkola). Pracuje tylko moj brat i jest im ciezko finasowo. Moj tata pomaga im finansowo. A mi jest zwyczajnie przykro, ze tata tak tak zdecydowal w zwiazku z podarowaniem mojemu bratu domu a mi zniszczonego starego mieszkania, w ktorym nie ma miejsca aby spokojnie popracowac czy nawet zaprosic tesciowa. Zapytalam mu sie dlaczego brat dostal dom a ja mieszkanie. Taty tlumaczenia sa rozne, ze po jego smierci to ja dostane dom (o polowe mniejszy od domu brata) i mam oddac bratu polowe za mieszkanie, potem, ze mi da jeszcze pieniadze, potem zmienia zdanie, ze ja mam bratu oddac wieksza czesc za mieszkanie, ze tata swoej oszczednosci zostawi dla siebie na swoja starosc. Jak jestesmy w banku to chwali sie przed urzednikami, ze te pieniadze beda moje a potem mowi mi, ze mam dac polowe bratu, potem, ze mi da na wybudowanie polowy domu. Przed innymi znajomymi opowiada jeszcze cos innego. Po co on to robi? Powiedzial, ze w testamencie zapisze mi dom, ogolnie zawsze to powtarza ale wersje odnosnie mieszkania ,ktore jest moje i oszczednosci sa rozne. Ja szczerze mowiac do momentu powrotu do Polski nie chcialam niczego, chyba nie docieralo do mnie jak wiele dostal moj brat. Nie rozumiem, dlaczego nie dosc, ze moj zona mojego brata siedzi w domu, to maja dom i ziemie, pokoj dla tesciowej.
Nie rozumiem, dlaczego ja mialabym w przyszlosci splacac mojego brata, nie dosc, ze place czynsz, hotel dla tesciowej, nianie, zlobek no i sam komfort zycia w mieszkaniu jest inny niz w domu. W dodatku aby wybudowac sowj dom wezme kredyt a moj brat tego problemu nie ma. Abyscie nie mysleli, ze czekam na to az tata umrze i zalezy mi na pieniadzach. Uwazam, ze kazdy powinien pracowac na swoje, tata zyc z osczednosci a jezeli robic cos dla dzieci to po rowno.
Ale to jest mniejszym problemem, czuje, ze tata traktuje nas niesprawiedliwie, czuje sie w pewien sposob odrzucona. Jest mi zwyczajnie przykro. Tata czasmi pomaga nam w mniejszych sprawach np przywiezie starsza ze zlobka, pomoze przy remoncie, naprawie samochodu (rzadko finansowo) ale zawsze jest to dla niego problemem, zawsze marudzi i krytykuje. Z jakiegos powodu tata dal duzo mojemu bratu a mi o wiele mniej i to mnie boli. Nie chodzi mi do konca o pieniadze ale sama bedac mama nie rozumiem, jak mozna zafundowac jednemu dziecku tak wiele a drugiemu o tyle samo mniej. W dodatku tata teraz ma nowa partnerke, ktora przyjedza do niego z psem a ja mam astme i silna alergie, nie moge do niego przyjechac a jak on wpada to na 15 min i zawsze po wielkim marudzeniu. Cholernie mi przykro, tak bardzo chcialabym miec normalna rodzine, aby dzieci mialy dziadkow, mame ktora wpadnie do wnuczat. Mam zal do taty, ze zamykal oczy na to co wyprawiala moja matka, ze to ja ciagle musze o wysztsko walczyc. Tata uwaza nasze zyciowe wybory za glupie, nie lubi mojego meza i nie rozumie dlaczego mamy swoja firme, a my to uwielbiamy robimy ciekawe rzezcy pomimo, ze jest ciezko.
Do tych co przebrneli....co mam zrobic, bo czuje, ze zal mnie zaczyna przygniatac. Maz uwaza, ze powinnam isc na terapie w zwiazku z moja mama, ja nie chce ale widze tez ze zaczynam nosic w sobie duzo zlosci w stosunku do taty...