Dodaj do ulubionych

zal w stosunku do ojca

31.01.12, 13:59
Hej,

Sama nie wiem od czego zaczac. Moze najpierw opisze sytuacje a potem moj problem.
Moi rodzice sa rozwiedzeni od paru lat mimo, ze zwiazek pomiedzy nimi ustal juz dawno, ja sama nie pamietam aby kiedykolwiek zamienili dobre slowo. W domu byly awantury a z czasem gesta cisza pomiedzy rodzicami. Mam brata, starszego, ktory jest i byl bardzo zamkniety w sobie, na czas awantur zawsze zamykal sie u siebie. Moja matka jest osoba niezrownowazona, egoista, egocentrykiem, klamczucha i wszelkie inne epitety ktorymi mozna okreslic zla osobe. Upatrzyla mnie sobie, obwiniala za wszystko, za to, ze jej odebralam urode(jak to pisze to brzmi nawet komicznie) wszytsko robilam zle. Zawsze chodzilam na palcach aby nie zostac ukarana za to, ze np nie moze znalezc czegos tam. Jej wachlaz kar byl dosc szeroki od bicia, wyzucania z domu, wysmiewania, ponizania do osmieszania i robienia tylko ulubionych dan tylko dla mojego brata i zaznaczania, ze nie wolno mi ich jesc. Tata mial taka prace, ze wracal na weekendy i kiedy byl w domu zawsze dawala mi spokoj. Mowilam tacie co sie dzieje jak go nie ma, czasami jak juz mialam sine pregi na nogach od bicia trzepaczka do dywanow to stwierdzal, ze przesadzila. Ja z czasem przestalam mowic co sie dzieje, nie wiem dlaczego. Ogolnie z zwenatrz wygladalismy na normalna rodzine, ktorej sie nawet niezle powodzi a moja matka przed wszytskimi innymi udawala i do tej pory udaje swieta. Jezeli chodzi o tate zawsze czulam sie kochana, czekalam na niego jak wracal po tygodniu do domu, gralismy w karty i robilismy inne fajne rzeczy. Kontakt z bratem mialam pomimo duzej roznicy wieku, bardzo dobry. Czesto bronil mnie przed mama, przesiadywalam u niego w pokoju. Tak bylo do czasu jego slubu.
W trakcie studiow zaczelam wyjezdzac do pracy za granice, zarabialam wystarczajaco duzo aby zaczac sie sama utrzymywac i tak po 2 roku zamieszkalam w innym miescie. Tata pomagal mi finansowo w sprawach zwiazanych z edukacja a takze z praktyczna strona moich studiow. To bylo jego cale zainteresowanie bo juz np o egzaminach, przedmiotach nie mial pojecia, nie pytal. Moj brat natomiast w tym samym czasie ozenil sie i zamieszkal w naszym mieszkaniu ze swoja zona. Po studiach wyjechalam za granice, rodzice rozwiedli sie(po dlugiej batalii) mama wyprowadzila sie z naszego mieszkania a tata wybudowal dom mojemu bratu i jego zonie. Po paru latach wybudowal dom takze i sobie a ja dostalam mieszkanie, w ktorym dorastalam.
Temat mojej matki jest tematem tabu, zwyczajnie o tym nie rozmawiamy. Moj brat przez jakis czas utrzymywal luzny kontakt z nia ale sie urwal. Ja nie mam z nia zadnego kontaktu.
Bedac za granica poznalam swojego meza, zalozylismy firme. Przyszly na swiat nasze dzieci i postanowilismy wychowywac je w Polsce w dodatku ja bardzo tesknilam za tata. I tutaj zaczyna sie moj problem. Naszym marzeniem, jest wlasny dom, zakldad produkcyjny, chcemy rozwijac firme, ktora przynosi moze nie duzy ale wystarczajacy dochod i przetrwala kryzys na zachodzie. Przed przyjazdem zapytalismy sie mojemu tacie, czy udostepni nam jeden z pokoi w swoim domu, bo ma ich pare a na czas jak on jest w pracy to maz moglby uzywac jednego jako swojego biura. Tata powiedzial, ze pomoze. Moj moz polowe czasu spedza zagranica, kolejna jezdzac po Polsce i reszte na sprawy rachunkowe u mojego taty. Od poczatku byly problemy, ze za duzo wlaczonych swiatel, za duzo ogrzewania itp. Zaoferowalismy pieniadze, regularnie placimy mu za internet. Nie stac na wynajem biura, bo maz spedza stosunkowo malo czasu u niego w domu a te pieniadze odkladamy na wlasny dom, firme, starosc itp. Tata mimo swoich pretensjii o sposob uzytkowania domu nie chce przyjac pieniedzy. Ja wiekszosc czasu spedzam sama, pracuje w domu . Starsze dziecko w zlobku, mlodsze w domu ze mna. Pracuje jak mala idzie spac a takze wieczorami. Jezeli bedziemy czekac na miejsce w zlobku tak jak w przypadku starszego dziecka to bede musiala znowu wynajac nianie bo za chwile moja mala bedzie spala coraz mniej i nie bede mogla spokojnie pracowac.
Ogolnie ciezko jest, nie mamy pomocy. Tesciowa mieszka na durgim koncu Polski, jak chce nas odwiedzac to musi mieszkac w hotelu bo u nas zwyczajnie nie ma gdzie. Chetnie zajelaby sie dziecmi ale znowy brak miejsca , nie moze spac na materacu w pokoju dziecka.
Moj brat ma duzy dom(prezent od taty), zone, ktora nie pracuje, tesciowa, ktora u nich mieszka w tygodniu i pomaga przy dzieciach(jedno w 4 klasie drugie nie dostalo sie do przedszkola). Pracuje tylko moj brat i jest im ciezko finasowo. Moj tata pomaga im finansowo. A mi jest zwyczajnie przykro, ze tata tak tak zdecydowal w zwiazku z podarowaniem mojemu bratu domu a mi zniszczonego starego mieszkania, w ktorym nie ma miejsca aby spokojnie popracowac czy nawet zaprosic tesciowa. Zapytalam mu sie dlaczego brat dostal dom a ja mieszkanie. Taty tlumaczenia sa rozne, ze po jego smierci to ja dostane dom (o polowe mniejszy od domu brata) i mam oddac bratu polowe za mieszkanie, potem, ze mi da jeszcze pieniadze, potem zmienia zdanie, ze ja mam bratu oddac wieksza czesc za mieszkanie, ze tata swoej oszczednosci zostawi dla siebie na swoja starosc. Jak jestesmy w banku to chwali sie przed urzednikami, ze te pieniadze beda moje a potem mowi mi, ze mam dac polowe bratu, potem, ze mi da na wybudowanie polowy domu. Przed innymi znajomymi opowiada jeszcze cos innego. Po co on to robi? Powiedzial, ze w testamencie zapisze mi dom, ogolnie zawsze to powtarza ale wersje odnosnie mieszkania ,ktore jest moje i oszczednosci sa rozne. Ja szczerze mowiac do momentu powrotu do Polski nie chcialam niczego, chyba nie docieralo do mnie jak wiele dostal moj brat. Nie rozumiem, dlaczego nie dosc, ze moj zona mojego brata siedzi w domu, to maja dom i ziemie, pokoj dla tesciowej.
Nie rozumiem, dlaczego ja mialabym w przyszlosci splacac mojego brata, nie dosc, ze place czynsz, hotel dla tesciowej, nianie, zlobek no i sam komfort zycia w mieszkaniu jest inny niz w domu. W dodatku aby wybudowac sowj dom wezme kredyt a moj brat tego problemu nie ma. Abyscie nie mysleli, ze czekam na to az tata umrze i zalezy mi na pieniadzach. Uwazam, ze kazdy powinien pracowac na swoje, tata zyc z osczednosci a jezeli robic cos dla dzieci to po rowno.
Ale to jest mniejszym problemem, czuje, ze tata traktuje nas niesprawiedliwie, czuje sie w pewien sposob odrzucona. Jest mi zwyczajnie przykro. Tata czasmi pomaga nam w mniejszych sprawach np przywiezie starsza ze zlobka, pomoze przy remoncie, naprawie samochodu (rzadko finansowo) ale zawsze jest to dla niego problemem, zawsze marudzi i krytykuje. Z jakiegos powodu tata dal duzo mojemu bratu a mi o wiele mniej i to mnie boli. Nie chodzi mi do konca o pieniadze ale sama bedac mama nie rozumiem, jak mozna zafundowac jednemu dziecku tak wiele a drugiemu o tyle samo mniej. W dodatku tata teraz ma nowa partnerke, ktora przyjedza do niego z psem a ja mam astme i silna alergie, nie moge do niego przyjechac a jak on wpada to na 15 min i zawsze po wielkim marudzeniu. Cholernie mi przykro, tak bardzo chcialabym miec normalna rodzine, aby dzieci mialy dziadkow, mame ktora wpadnie do wnuczat. Mam zal do taty, ze zamykal oczy na to co wyprawiala moja matka, ze to ja ciagle musze o wysztsko walczyc. Tata uwaza nasze zyciowe wybory za glupie, nie lubi mojego meza i nie rozumie dlaczego mamy swoja firme, a my to uwielbiamy robimy ciekawe rzezcy pomimo, ze jest ciezko.

Do tych co przebrneli....co mam zrobic, bo czuje, ze zal mnie zaczyna przygniatac. Maz uwaza, ze powinnam isc na terapie w zwiazku z moja mama, ja nie chce ale widze tez ze zaczynam nosic w sobie duzo zlosci w stosunku do taty...

Obserwuj wątek
    • kropeczka455 Re: zal w stosunku do ojca 31.01.12, 14:16
      Jak nie masz na kogo liczyc to licz na siebie.

      • mankell0 Re: zal w stosunku do ojca 31.01.12, 14:25
        Tak wlasnie robie, ale ciezko mi ze swiadomoscia, ze to zawsze ja jestem odrzucana. Nie rozumiem postepowania taty, jako dziecko nie pamietam tego uczucia. A moze tak bardzo pragnelam byc kochana, ze wystarczylo mi pare gestow ze strony taty aby poczuc sie wazna.
    • kropeczka455 Re: zal w stosunku do ojca 31.01.12, 14:25
      Ppsioczysz na matke, OK
      Tata jest cacy, OK
      Brat był kochany, OK
      ....................
      ślub brata przewraca wszystko do góry nogami ???
      hm....
      Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniadze.




      • verdana Re: zal w stosunku do ojca 31.01.12, 14:28
        Dostałaś od ojca mieszkanie, możecie wykorzystywać pokój w jego domu - i jest źle - źle, bo brat dostał więcej.
        Cóż... Ojciec najwyraźniej zrobił błąd dajac dzieciom cokolwiek. Miałby dwa domy i meiszaknie i święty spokój.
      • mankell0 Re: zal w stosunku do ojca 31.01.12, 14:29
        Tak slub brata duzo zmienil w moim zyciu. Bratowa sie wprowadzila a ja bedac w domu na weekend mialam jazde z matko, wziela mnie za wlosy i walila glowa w sciane. Kiedys brat odciagnalby ja odemnie a tamtym razem zamknal drzwi do swojego pokoju i powiedzial, ze teraz ma rodzine. Tesciowa brata nas obgaduje bo nie jestesmy praktukujacymi katolikami. I tak chodzi o w pewnej mierze o pieniadze bo nie rozumiem decyzjii ojca. Sadzilam, ze kto pomoze mi to zrozumiec, wytlumaczy.
        • mankell0 Re: zal w stosunku do ojca 31.01.12, 14:32
          Tak Verdana, ja tez uwazam, ze kazdy powinien zarabiac na swoje ale teraz czuje sie oszukana, bo wystarczy udawaz, ze jest sie nieporadnym i dostaje sie duzo na start. A jak juz decyduje sie na podarowanie dzieciom czegoikolwiek toi uwazam, ze powinno byc w miare sprawiedliwie.
          • kropeczka455 Re: zal w stosunku do ojca 31.01.12, 14:43
            mankell0 napisała:
            > jak juz decyduje sie na podarowanie dzieciom czegoikolwiek toi uwaz
            > am, ze powinno byc w miare sprawiedliwie.

            Kiedyś dziwiłam sie ze w sądach toczą sie sprawy o przysłowowa miedze.
            Dlaczego czujesz sie oszukana??? Czy ktoś Cie okradł ??
            Czy ojciec nie ma prawa rozdysponować pieniądze i majatek według własnego uznania.
            Masz postawę roszczeniową (finansową) a to doprowadzi do zerwania rodzinnych kontaktów z bratem i ojcem.
        • kropeczka455 Re: zal w stosunku do ojca 31.01.12, 14:36
          Ojciec miał prawo dać swoje cięzko zarobione pieniadze komu chciał.
          Mogłaś to byc TY, brat lub zupełnie ktoś obcy.
          Dostałas mieszkanie i to nie cieszy cię. Chciałabyś wiiiiiięcej bo ma byc po równo.

        • mama_myszkina Re: zal w stosunku do ojca 31.01.12, 18:07
          Od odtraumienie się po matce-psychopatce jest psycholog. Naprawdę. Brat tez byłczęścią tego systemu i oczekiwanie od niego, że rozwiąże problemy, których siłą rzeczy rozwiązać nie potrafi jest nie na miejscu.

          Wybacz,ale to głównie wina Twojego ojca, bo to on był rodzicem, nie brat. I on powinien był przywołać swoją żonę do porządku a nie czekac z rozwodem aż dorośniecie.

          Gdyby to ojciec prał dzieci a matka udawała,ze nie widzi, też by była cacy?>
    • joanna35 Re: zal w stosunku do ojca 31.01.12, 14:34
      Twój mąż ma rację - dobrze by było gdybyś skorzystała z pomocy psychologa i przepracowala doświadczenia dzieciństwa. Twoja złość sięga dużo głębiej i ma ścisły związek z poczuciem krzywdy jakie towarzyszy Ci od dziecka. Powodzenia.
      • anula36 Re: zal w stosunku do ojca 31.01.12, 15:22
        podpisuje sie pod Joanna obiema rekami.
      • mayaalex Re: zal w stosunku do ojca 31.01.12, 16:36
        Zgadzam sie z joanna. To naprawde trudna sytuacja i wiele spietrzonych problemow i mysle ze wymaga porzadnego przepracowania z dobrym terapeuta. Wspolczuje Ci i rozumiem Twoje rozgoryczenie - i mysle ze specjalista bedzie w stanie Ci pomoc bo to tego typu sprawa a nie cos co da sie rozwiazac poradami na forum. I wydaje mi sie ze masz fajnego meza, a to tez bardzo wazne!
    • edw-ina Re: zal w stosunku do ojca 31.01.12, 15:33
      Przeżyłaś traumę, którą musisz przepracować, inaczej nigdy cię nie opuści. Wychowałaś się w rodzinie przemocowej, byłaś maltretowana zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Cała rodzina była przemocowa i każdy radził sobie z tym w inny sposób. Fakt, że teraz nikt cię nie bije, czy nie wyzywa, że nie masz kontaktu z matką, a rodzice nie są razem, zmienił coś jedynie doraźnie. Ty się wciąż postrzegasz, jako ofiara. Jak najszybciej poszukaj dobrego terapeuty i pomóż sobie, a dopiero później analizuj obecną sytuację. Istnieje duża szansa, że po już kilku miesiącach terapii spojrzysz na wszystko inaczej.
      powodzenia!
    • triss_merigold6 Re: zal w stosunku do ojca 31.01.12, 15:56
      I jeszcze baba do ojca z psem przychodzi, no skandal po prostu...
      Skorzystaj z profesjonalnej pomocy, idź na terapię, bo męża i dzieci zatrujesz swoją traumą i żalami.
      • ada16 Re: zal w stosunku do ojca 31.01.12, 15:58
        Czy ktoś obiecywał ,ze będzie sprawiedliwie?
        • monikate Re: zal w stosunku do ojca 31.01.12, 16:24
          Macie trochę racji, ale niepotrzebnie napadacie na dziewczynę i wywołujecie w niej poczucie winy! Owszem, pieniądze są ważne. Owszem, ojciec jak najbardziej miał prawo rozdysponować swoim majątkiem jak uważał za stosowne. Ale autorka wątku ma prawo czuć żal, gdyż z definicji uważamy, że rodzice powinni traktować dzieci sprawiedliwie. I konsekwentnie. I o to chodzi. W wielu rodzinach ktoś jest na prawach gwiazdy, ktoś inny gra rolę kopciuszka. Kiedy ten ostatni zaczyna mówić o swoich oczekiwaniach i potrzebach, to następuje konsternacja, że oto wyszedł z roli i huzia na Józia.
          • anula36 Re: zal w stosunku do ojca 31.01.12, 16:38
            Tylko ze co innego czucie zalu, a co innego pozwolic,zeby tez zal zdominowal czyjes zycie.
            swoja droga skad sie biora te nierownosci w traktowaniu czlonkow rodzin i to wielu roznych rodzin, skoro z definicji uwazamy ze rodzice powinni traktowac dzieci sprawiedliwie?
            • aqua48 Re: zal w stosunku do ojca 31.01.12, 16:55
              Autorka ma prawo czuć żal, ale o traumę, którą jej zgotowali rodzice w domu rodzinnym. I powinna iść na terapię, aby się z tym poczuciem krzywdy uporać i nie przenosić jej na swoją obecną rodzinę.
              Wszelkie pieniądze otrzymane od ojca nie zastąpią miłości, której najwyraźniej nie czuje do dzisiaj.
    • alpepe Re: zal w stosunku do ojca 31.01.12, 17:14
      słonko, najchętniej bym cię przytuliła. Jesteś szalenie dzielną osobą i potrafisz dawać innym miłość, choć u ciebie było różnie. Odpuść pretensje do ojca, ew. weź go na jedną jedyną przygotowaną rozmowę i wypowiedz pretensje co do dziedziczenia po nim. A potem do niego nie wracaj. Rany z dzieciństwa bolą całe życie, ale tak to właśnie wygląda, że nie zawsze mamy dobrych rodziców, nie zawsze kochają nas i rodzeństwo tak samo. Nic ci więcej nie doradzę, bo nie da się nikogo zmusić do kochania. Nie da się.
    • mama_myszkina Re: zal w stosunku do ojca 31.01.12, 18:04
      Mąż ma rację. Terapia to w Twojej sytuacji podstawa. Inaczej lęki z dzieciństwa i wieczna złość zniszczą i Twoje małżeństwo.

      Najlepiej będzie, jak wszystko to, co napisałas tutaj powiesz psychologowi.
      • mama_myszkina i jeszcze jedno 31.01.12, 18:10
        Terapia być moze uświadomi Ci, że to nie brat ale ojciec powinien był Cię chronić przed matką, bo to ojciec był twoim rodzicem.

        Pomyśl, gdyby jakiś mężczyzna prał swoje dzieci a kobieta stała z boku i udawała,że nic się nie dzieje, to też by była ok?

        Terapia będzie długa i momentami bolesna, ale warto. Inaczej to poczucie żalu i pretensji Cię zniszczy.
        • mankell0 Re: i jeszcze jedno 31.01.12, 21:50
          Dziekuje za wszystkie odpowiedzi.

          1.Odnosnie partnerki taty i jej psa. Moje dziecko uwielbia byc u dziadka i czesto do niego wpadamy. Mam silna alergie i po paru minutach mam atak astmy i puchne, nawet jak psa tam nie ma. Zaproponowalam tacie aby w tej sytuacjii to on nas odwiedzal. Wizyty zawsze sa krotkie i bardzo rzadkie. Rezultatem sa rzadsze kontakty a tego nie chce. Moje dziecko kocha dziadka i ja takze.

          Do tych co mysla, ze o partnerke tez jestem zazdrosna. Bardzo tate wspieram w jego wyborach, dopinguje. Pomagam bo czasami jest nieporadny np przy wyborze upominka, ostatnio przepakowywalam mu prezenty gwiazkowe bo uznalam, ze nie prezentuja sie wystarzczajaco dobrze. Kupuje mu ubrania, witaminy i kosmetyki aby dobrze wygladal.

          2. Nawiazujac do sprawiedliwosci. Ja dajac buziaka jednemu dziecku daje automatycznie i drugiemu, kupujac zabawke starszemu daje tez i mlodszemu. Kiedy mowie coreczce, ze ja kocham to mowie tez i mlodszej. Robie to bez zastanowienia.

          Poruszalam temat mojej matki wielkrotnie, tata twierdzi, ze i tak powinnam sie cieszyc bo on bedac w tak nieszczesliwym zwiazku mogl odejsc albo zaczac pic. Ogolnie to jak tylko weszlam w wiek nastoletni to troche role sie odwrocily, tata byl bardziej przyjacielem. Tata twierdzi, ze o czesci sytuacjii nie wiedzial a ja polowy nie potrafie opisac, nie chca mi slowa przejsc przez gardlo.

          Ja nie jestem pewna czy chce isc na terapie, napisanie tych postow zajelo mi caly dzien, mam kluche w gardle i lzy w oczach. Nie potrafie o tym mowic, nikomu sie nie zwierzam, wstydze sie. Co mialabym powiedziec, ja dorosla kobieta, matka, zona....ze matka mna pomiatala a tata olweal? Nie potrafie ubrac tego w slowa, siedziec przed kims i co, opowiadac? Jak wyglada rozmowa z psychologiem? Boje sie, ze sie rozplacze albo nie przyznam sie do wszystkiego.

          Moj sposob na radzenie sobie ze wszystkim to milczenie. Mam fajnego meza, to on mnie czasami ciagnie za jezyk i mowi, ze mu przykro i, ze mnie kocha. On twierdzi, ze na codzien widzi, ze mam problemy z bliskoscia. Tak jak w stosunku do dzieci jestem bardzo czula, duzo je przytulam, caluje tak doroslych trzymam na dystans, jego tez. To on mnie obejmuje, dotyka caluje. Ja szczerze mowiac nie czuje takiej potzreby. Jak mamy jakies problemy najchetniej bym odeszla, nie chce mi sie walczyc. Ja chce tylko spokoju. W naszym domu nie dajemy najmniejszych klapsow, nie obrazamy nikogo, nawet jak wyzywam starsza to zawsze odnosze sie do niej z szacunkiem.

          Latwiej mi bylo jak nie mieszkalismy w Polsce bylam od tego wszystkiego zdala. Aha, wazne ja sama nigdy nie myslalam o tym co mi tata zostawi. Moj tata ma tendencje do opowiadania roznym ludziom co to on mi nie zostawi. Czesto sa to przypadkowi ludzie jak np urzednik w banku. Uwazam, ze te komentarze sa niepotrzebne w dodatku w roznych wersjach. Powiedzialam mu o tym. Prosilam tez aby zamiast opowiadania napisal testament w taki sposob aby wszytsko bylo jasne bo znajac mojego brata, jego zone i tesciowa to jezeli beda jakiekolwiek niejasnosci to mnie zniszcza. Powiedzialam mu, ze po tym jak jego zabraknie chce miec przynajmniej brata.

          W calej tej sytuacjii moj brat ma wszytko gdzies, tate olewa, nawet nie poszedl mu zlozyc zyczen na Swieta nie wspominajac o mnie.

          Nie wiem co jeszcze dodac. Nigdy tak duzo na ten temat nie powiedzialam a jest to tylko wierzcholek gory.

          • edw-ina Re: i jeszcze jedno 31.01.12, 22:16
            rozmowa z psychologiem nie jest niczym strasznym, a to, że się rozkleisz i popłaczesz jak najbardziej normalne i wręcz wpisane w terapię. Jeśli nie uwolnisz tych uczuć, które masz, nie rozliczysz się ze swoją przeszłością, to będzie to miało zawsze wpływ na twoje życie. Moja kuzynka, która przeszła też poważne jazdy z matką, poszła na terapię ze względu na swoje dzieci, kiedy uświadomiła sobie, że całkiem nieświadomie może je krzywdzić tym, co w niej siedzi. W trakcie terapii otarła się o depresję, ale teraz, kilka lat później jest znacznie silniejszą, bardziej otwartą i ciepłą osobą. Uciekała przed terapią przez wiele lat, podobnie jak Ty nie wierząc w jej skuteczność i mając negatywne nastawienie do samej funkcji terapeuty. Dzisiaj żałuje, że tak długo zwlekała. Tobie również życzę, byś się przełamała.
            • mama_myszkina Re: i jeszcze jedno 31.01.12, 22:59
              Zgadzam się z edw-iną.

              Psycholog po to jest, żeby tam płakać. Nawet zazwyczaj jest pudełko chusteczek higienicznych pod ręką. :P

              Natomiast mąz wspiera Cię teraz, ale za 5, 10, 15 lat może stracić ochotę, bo nikt bez odpowiedniego przygotowania terapeutą być nie może, bo tego nie wytrzyma. A Tobie może się w tym czasie pogorszyć.

              Piszę z doświadczenia, też miałam cieżkie dzieciństwo. Dopiero terapia otorzyła mi oczy na wiele spraw, których wcześniej nie dostrzegałam.
          • joanna35 Re: i jeszcze jedno 31.01.12, 22:38
            Nie bój się rozmowy z psychologiem. Mądry terapeuta na pierwszym spotkaniu porozmawia z Tobą bardzo ogólnie o problemach, z którymi do niego przyszlaś, a nastepnie tak poprowadzi terapię, żebyś najpierw mu zaufała zanim przejdzie do spraw o cięższym gatunku emocjonalnym. Zdarza się, ze trzeba "zaliczyć" klka terapii zanim spotka się tego właściwego psychologa, któremu jesteśmy w stanie zaufać i przed którym możemy sie otworzyć. Ja tak miałam. Dobrze przeprowadzona terapia pomoga. Pozdrawiam Cię serdecznie.
        • konwalka Re: i jeszcze jedno 31.01.12, 22:02
          bardzo, bardzo smutny post

          ogromna wina ojca, ze nie bronił dziecka przed wariatką\
          i tak juz pewnie bedzie- żyłaś, zyjesz i pozostaniesz porozwalana, dopoki nie zgłosisz sie po profesjonalna pomoc

          cała rodzina diabła warta- i co, brat spokojnie żarł to jedzenie, które było TYLKO dla niego?
          znajdź siłe i idź na terapię- pewnie p Agnieszka powie Ci co i jak

          zabrakło matki, broniacego ojca, rodziny ogólnie
          doskonale rozumiem :(
          i ciagną sie jakieś zawiłości po tym wszytskim
          triss, zrozum\
          ta dziewczyna nie ma nic przeciwko babie, która przychodzi z psem
          ma prawdopodobnie duzy żal, że znowu ktoś jest ważniejszy dla ojca niz jej słabość, kłopot, takie tam
          kiedys ojcastac było tylko na krótkie:przesadziłaś do katujacej matki, teraz nie stac go na to, żeby WRESZCIE powiedzieć nowej kobicie: dzisiaj spotykam sie z córkąnie przychodz z psem, czyli: wreszcie jest dla mnie ważna
          tak to rozumiem
          bardzo, bardzo współczuję przezyc i zycze ci uporania sie ze zmorami przeszlosci
          moze jak to zrobisz to terazniejszość bedzie juz prosta
          • zuzi.1 Re: i jeszcze jedno 01.02.12, 23:10
            Ja też zgadzam się z konwalka, ojciec nie stanął na wysokości zadania, ale niestety wielu facetów tak postępuje, za wszelką cenę starają się unikac jakichkolwiek konfliktów, ale w przypadku matki psychopatki nie powinien tak się zachowywac, bardzo Ci współczuję autorko wątku takiej rodziny i takich traumatycznych przeżyc. Idź na terapię koniecznie, zobaczysz, że wyrzucisz z siebie tyle okropnych przeżyc i będzie Ci po prostu lżej na sercu, i łatwiej Ci się będzie żyło po terapii. A odnośnie ojca i kwestii podziału majątku, ja uważam, że mądrzy rodzice jeżeli mają co dzieciom przekazac, robia to w taki sposób, aby żadne z dzieci nie czuło się pokrzywdzone, czyli w miarę sprawiedliwie. Jeżeli nie zachowają zasady sprawiedliwości, wówczas prawdopodobnie wywołają konflikty pomiędzy dziecmi, nikt nie lubi byc traktowany niesprawiedliwie, a teksty pod tytułem ,że ojciec może ze swoim majątkiem zrobic co mu się tylko podoba, nie licząc się z dziecmi lub z jednym z dzieci uważam za zwykłe FARMAZONY, mające się nikaj do rzeczywistości...
          • mankell0 Re: i jeszcze jedno 01.02.12, 23:27
            Konwalko, nie wiem jak to zrobilas ale jest to kwintesensja tego co czuje.
            Tak, moj brat jadl jedzenie mamy, jak bylam mlodsza to mi zawsze przynosil jak zamieszkala jego zona to razem jedli. Boze jak to dziwnie brzmi jak sie to napisze.

            Nigdy nie patrzylam na ojca jako winnego choc moj maz uwaza, ze to jego wina, ja zawsze szukalam usprawiedliwienia dla niego. Ze nie wiedzial, nie bylo go. Jak mu to powiedzialam to odparl, ze byl zajety zarabaniem na wszystko co osiagnal...i dal o wiele wiecej mojemu bratu.

            Zaczelam rozgladac sie za terapeuta, nie wiem czy dam rade. Chyba wole udawac, ze nic sie nie stalo. Staram sie jak moge aby byc dobra mama, partnerka, czlowiekiem. Moj maz sie dziwi, ze jak to sie stalo, ze jestem absolutnym przeciwienstwem mojej matki, ze zaszlam w jego mniemaniu tak daleko bez niczyjego wsparcia. Jestem zdesperowana aby miec normalne zycie aby dzieci w przyszlosci dzwonily do mnie nie z obowiazku ale dlatego, ze tesknia. Tylko jakos zasnac spokojnie nie potrafie....
            • joanna35 Re: i jeszcze jedno 01.02.12, 23:44
              > Zaczelam rozgladac sie za terapeuta, nie wiem czy dam rade. Chyba wole udawac,
              > ze nic sie nie stalo. Staram sie jak moge aby byc dobra mama, partnerka, czlowi
              > ekiem. Moj maz sie dziwi, ze jak to sie stalo, ze jestem absolutnym przeciwiens
              > twem mojej matki, ze zaszlam w jego mniemaniu tak daleko bez niczyjego wsparcia
              > . Jestem zdesperowana aby miec normalne zycie aby dzieci w przyszlosci dzwonily
              > do mnie nie z obowiazku ale dlatego, ze tesknia. Tylko jakos zasnac spokojnie
              > nie potrafie....
              Kochana daj sobie czas, oswój się z myślą o terapii i skorzystaj z niej gdy będziesz gotowa. Obawiam się, ze to udawanie na dłuższą metę się nie sprawdzi. Wystarczy jakiś kryzys i misternie budowana przez lata konstrukcja może lec w gruzach. Miałam podobne dzieciństwo do Twojego i też uważałam ojca za kochającego i wspierającego, mimo, że nigdy nie stanął w mojej obronie. Pewnie dlatego, że sam mnie nie bił, nie czepiał się - przez lata uważałam, ze jest w porządku.
              • verdana Re: i jeszcze jedno 03.02.12, 13:38
                Koniecznie rozejrzyj sie za psychologiem. Potrzebny jest i Tobie i Twoim dzieciom - bo macierzyństwo też jest ciagle pod przemożnym wpływem domu - nie oderwałaś sie od niego, tylko czerpiesz z niego wzory - tyle,z ę robisz zawsze odwrotnie. To też nie jest dobry pomysł. Trochę przerazilo mnie to, co napisałaś o dzieciach - ze pilnujesz, aby zawsze miału to samo, w tej samej chwili. To takze nie jest dobre dla dzieci, niestety.
                • konwalka Re: i jeszcze jedno 05.02.12, 13:04
                  witam ponownie
                  jak sie czujesz, autorko watku?
                  pomyślałam, ze może dobrze bedzie jak przeczytasz to, co sama napisałas, stojac jakby z boku tematu, jak byś czytała czyjąś opowieść
                  i co?
                  co poradziłabyś tej osobie?
                  jeśli do głowy przychodzi Ci tylko i wyłącznie terapia, to pociagnij zabawe
                  idz po prostu jako ta osoba, jak bys patrzyła na film, gre, nie wiem
                  nie bój się
                  jak juz bedziesz w gabinecie, to pojdzie z górki
                  ale mam ponure wrażenie, że bez fachowca sobie nie dasz rady
                  pozdrawiam Cie serdecznie :)
                  • mankell0 Re: i jeszcze jedno 06.02.12, 10:25
                    Wlasciwie to jest jeszcze gorzej, jestem tak przyzwyczajona do trzymania wszystkiego w sobie, ze zwyczajnie czuje sie zle i psychicznie i fizycznie.
                    Czytalam caly watek wielokrotnie i jestem wdzieczna za kazda odpowiedz, bo pokazuje wiele aspektow sytuacjii. Nie wiem co bym poradzila komus, pewnie aby isc na terapie i starac sie utrzymywac poprawne kontakty z rodzina. To poprawne traktowanie ludzi siedzi bardzo gleboko we mnie, nie potrafie nikogo obrazic, nie potrafie sie zle do kogos odezwac nawet nie obgaduje jak ktos mi cos zrobi. Nie znaczy to, ze jestem pasywna zazwyczaj ograniczam kontakt. Ciesze sie, ze maz jest bardziej asertywny bo balam sie, ze corka bedzie taka „ grzeczna dziewczynka” jaka ja bylam ale mala pod tym wzgledem wdala sie w ojca.
                    Wczoraj byly 3 urodziny malej, dwie poprzednie imprezy urodzinowe byly u taty. Uzgodnilam z tata, ze jak nie bedzie u niego dziewczyny to i tym razem odbedzie sie ona u niego, mial to potwierdzic w piatek. Tata dawal wymijajace i niejasne odpowiedzi . Na wszelki wypadek zarezerwowalam stol w centrum zabaw dla dzieci. mimo wszystko w takich miejscach jest mniej kameralnie, glosno i jest wydatkiem. Mala byla przeszczesliwa kiedy dziadek przyszedl, zreszta codziennie opowiada pania w zlobku, ze dziadzius przyjdzie . Tata przyniosl prezent nie dosc, ze kupiony przeze mnie to zapakowany w paiper sniadaniowy. Po godzinie chcial wyjsc na co moja corka wpadla w placz. Siedzial obrazony....Wlasnie do mnie zadzwonil i wygarnelam mu to a on i tak nie rozumie.
                    Ogolnie jest cala masa takich sytuacjii, nie ma sensu opisywanie ich bo to ciagle to samo. Znalazlam terapeute teraz musze zorganizowac czas tak abym mogla isc do tej osoby. Jest to troche wyzwanie bo nie mam nikogo do popilnowania malej, ktora karmie piersia a w czasie kiedy mala spi ja pracuje. Postaram sie cos zorganizowac.
                    Prawda jest taka, ze chcialabym uslyszec przepraszam, od taty i od mamy. Na dzien dzisiejszy wyglada to tak, ze denerwuje mnie wszystko co ma zwiazek z tata, sposob w jaki sie zachowuje, mowi, pachnie.Wszystko. Z drugiej strony uderza mnie samotnosc. Nie chce obarczac meza i wczoraj powiedzialam mu, ze nie chce o tym rozmawiac, zreszta to zawsze on zaczyna temat nie ja. Obiecalam sobie, ze skupie sie na przyszlosci i swojej rodzinie.
                    Ten zal, ktory czuje przybiera niemal materialna postac, czuje ciezar na klatce piersiowej, kluche w gardle, oczy pieka. Nie podoba mi sie to i jest dla mnie duzym problemem to, ze bede siedziala przed kims i o tym rozmawiala.

                    A wlasciwie to jak wygladaja relacje np tak jak to jest u mnie z tata, po terapii, co terapia zmienia?
                    Wchodze do gabinetu i co, kto zaczyna rozmowe? Co sie dzieje w gabinecie? Boje sie konfrontacjii i wolalabym wiedziec zanim tam pojde.
                    • 71tosia Re: i jeszcze jedno 06.02.12, 11:15
                      psycholog glownie slucha, od czasu do czasu zadajac jakies pytanie. Ja jednak w przeciwienstwie do wielu Pan na tym forum nie robilabym sobie az takiej nadziej ze psychoterapia cos bardzo zmieni w twoim zyciu. Przede wszystkim bardzo trudno o madrego psychologa po drugie ty wydajesz sie calkiem swiadoma problemow i ich przyczyn nawet bez psychologa. Jedyne na co mozesz naprawde liczyc w takiej terapii to ze rozmowy z psychologiem naucza cie byc bardziej otwarta. Gotowych rozwiazan na zycie psycholog ci nie poda. No i wydaje sie ze sama doszlas juz do 'rozwiazania', potrzebna jest ci i fizyczna i emocjonalna izolacja od ojca, brata, piszesz ze najlepiej czulas sie bedac daleko od rodziny? Odpusc sobie troche, poczekaj az tata bedzie mial sam ochote i potrzebe zadzwonienia czy odwiedzin, nie zapraszaj na sile nie nalegaj...dzis to ty caly czas wychodzisz z inicjatywa a on odbiera jako 'nie chce ale musze' (np historia z urodzin dziecka). Troche szkoda wnuczek ale to dziadek kiedys bedzie kiedys bardziej zalowal tych straconych chwil z wnuczkami. Skupienie sie na wlasnej rodzinie, dzieciach i mezu i pracy wydaje sie dosc sensowne.
                      • marikaka25 Re: i jeszcze jedno 06.02.12, 19:55
                        Uważam, że po pierwsze powinnas udać sie na terapię a po drugie rozmawiac rozmaawiac i jeszcze raz rozmawiac. Tez miałam trudne dziecinstwo i troje rodzenstwa. Ja zawsze byłam otwarta, nigdy nie ukrywałam tego co dzieje sie w moim domu, moje otoczenie zawsze wiedzialo z jakiej rodziny pochodze i było mi z tym łatwiej, moja siostra z kolei wszystko trzymała w tajemnicy, zadna jej przyjaciólka nie wiedziala co sie u niej dzieje, efekt jest taki, że ja jestem silna psychicznie, założyłam własną rodzine, staram sie utrzymywać kontakty z ojcem ale on nie bardzo ma na to ochote i wreszcie sie z tym pogodziłam. Gdy urodziłam dziecko ojciec nie odwiedził mnie wszpitalu, kilka dni pozniej lezalam z zakarzeniem gronkowcem i tez nie przyszedł. U wnuka nie był ani razu. To my chodzimy do niego juz nie mówiąc o jakims prezencie, mogłabym pomarzyć. Nigdy nie dzwoni nie pomaga, wrecz przeciwnie to ja pomagam mu finansowo. Mieszkanie przepisał na siostre i brata pomimo tego, że oni nie pomagaja mu w niczym. Mimo tego usłyszałam od niego, że nie jestem dla niego córką i nie chce mnie znac. Owszem troche sobie popłakałam ale po kilku dnich mi przeszło. Odciełam sie od niego i jest o wiele latwiej, a wracajać do siostry, nie radzi sobie w zyciu, ciagle leci na lekach uspokajajacych, nie potrafi ułozyc sobie zycia, jest bardzozamknieta w sobie. Nie chce dac sobie pomóc.

                        A co do wizyty u psychologa, byłam kilkakrotnie gdy ojciez pozbawiał praw rodzicielskich matke, bardzo miło wspominam, czułam sie jakbym rozmawiała z ukochaną ciocia która wszystko o mnie wie i wszystko rozumie. Serdecznie polecam, nie ma sie czego bac :)
                        • mankell0 Re: i jeszcze jedno 07.02.12, 10:34
                          Moj tata tez nie przyjechal zobaczyc malej. Wytlumaczeniem bylo to, ze moj brat stracil prace i go to stresowalo.

                          Ja probuje zrozumiec jedna rzecz. Dlaczego tak jest? Nie rozumiem co powoduje, ze jedno dziecko jest wazniejszoe od drugiego.

                          Ja akurat w zyciu radze sobie calkiem niezle, jako, ze jestesmy na swoim to nigdy nie jest bardzo stabilnie i to jest stresujace. No i wiadomo wolny zawod to i wyplaty nieregularne. Mam ciekawa prace, ktora uwielbiam ale tak jak Twoja siostra nie mowie nikomu jak to bylo. Czesto jak mi sie ktos pyta czemu np babcia nie zajmuje sie wnuczkami to odpowiadam, ze mam tylko tate. Zazwyczaj to ucina dalsze pyt, ludzie nie lubia sluchac o smierci a to prawdopodobnie mysla, kiedy tak odpowiadam.
                          • marikaka25 Re: i jeszcze jedno 07.02.12, 12:19
                            Szczerze powiem, też nie rozumiem takich rodziców ale napewno nie jesteś w tym odosobniona, jest wiele takich przypadków. Mój mąż ma dwie siostry, którym rodzice rownież pomagają wg tylko sobie znanych hierarchi. Jednej wyprawili wesele, wyprawili kuchnie, podarowali wiele rzeczy na tzw początek. Drugiej siostrze nie dali nic, jest 5 lat po ślubie, do dzić obiecują prezent ślubny. Na chrzciny pierwszego dziecka rowniż nic nie dali. Siostra rownież ma żal. Mąż aby nie było jej przykro powiedział rodzicom, że na ślub nic od nich nie chce, długo przekonywać ich nie musiał.
                            Na Twoim miejscu odciełabym się od takiej rodziny o której kontakty czy zainteresowanie musisz wręcz walczyć. Przestań dzwonić, odwiedzac i obserwuj zachowanie rodziny, jeśli sami nie podejmą ontaktu tzn nie chcą go utrzymywać a na siłe nic nie zrobisz.
                            Ja jestem bardzo zzyta z rodzenstem. Odkąd tylko poszłam do pracy to im pomagałam, załatwiłam prace, zabierałam na wakację i wiele innych. Po dziś dzień nie usłyszałam nawet dziekuję. Gdy poznali partnerów przestali się kontaktowaćw ogole. Ja dzwoniła, namawiałam na wspólne spotkanie, wyjazdy do babci, odwiedziny u taty. Ale tylko ja! od nich nie wychodziło nic, uwierz mi sama nie stworzysz dużej szczesliwej rodziny. tego muszą chciec wszyscy a tak nie jest.
                          • 71tosia Re: i jeszcze jedno 07.02.12, 18:20
                            no coz pewnie wiekszosc rodzicow nigdy sie do tego nie przyzna ale dzieci wcale sie nie kocha jednakowo. Tylko ze madry rodzic nigdy nie da tego dzieciom odczuc.
                            • marikaka25 Re: i jeszcze jedno 07.02.12, 20:59
                              O i to może być prawda bo choć nie bire swojej matki za jakiś uniwersalny wzorzec matki to zanim nas zostawiła zawsze nam mówiła: "ja Was bardzo kocham ale Marcinka kocham najbardziej". Hehe o ironio jak sobie to przypomne to tylko chce mi sie smiac. Poprostu niektórzy rodzice nigdy nie powinni nimi byli zostać.
                            • joanna35 Re: i jeszcze jedno 07.02.12, 21:49
                              Dokładnie. Niestety, większość pójdzie w zaparte, ze kocha tak samo, chociaż ich zachowanie wcale tego nie potwierdza.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: zal w stosunku do ojca 08.02.12, 21:44
      Niestety, pisane przez Panią rozmaite uczucia kierowane do ojca i pewnie pośrednio do mamy, nie znajdą ukojenia poprzez zachowania tych osób. To smutna i rozczarowująca prawda. Dlatego pomysł terapii w tej sprawie jest dobry. Jeśli nie terapia, to choćby sukcesywne uświadamianie sobie, ze na zachowania rodziców nie ma Pani wpływu. Nie zna Pani ich motywacji. Musi też Pani wziąć pod uwagę fakt, że i oni się zmieniają. Inaczej funkcjonują jako rodzice małych dzieci, inaczej jako rodzice dorosłych.
      Myślę, że na ogląd całej sprawy wpływ może mieć Pani relacja z bratem, niezależnie od reakcji rodziców na Was.
      Rozumiem Pani rozżalenie, ale poza jego rozpoznaniem niewiele da się zrobić.
      Teraz sprawa należy do Pani i tylko Pani sama może ustawić swoje relacje z wewnętrznymi rodzicami, którzy z tymi realnymi tylko część mają wspólnego. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • mankell0 Re: zal w stosunku do ojca 09.02.12, 12:22
        Dziekuje za opowiedz.
        Moje relacje z bratem sa poprawne. Zawsze z mojej strony wychodzi inicjatywa jakiegokolwiek kontaktu. Nasze kontakty nadzorowane sa zawsze przez jego zone i tesciowa. Wiem, ze moj brat ma zal do taty o to, ze ja skonczylam studia a on nie. Nie dokonca to rozumiem, bo jezeli chodzi o edukacje to tata nigdy nie robil z tego powodu problemow o ile sama pamietam pomagal mu. Moj brat nie chcial podchodzic do matury i na egzamin nie poszedl. Miedzy nami jest ponad 7 lat roznicy takze detali sama nie pamietam. Odkad zaczelam wyjezdzac zagranice moj brat zrobil sie zazdrosny, moze nie zdaje sobie sprawy, ze ja sama na to wszystko zarabialam bo najpierw pracowalam a potem ewentualnie zwiedzalam.

        Chcialabym abysmy sie spotykali tak jak w innych rodzinach ale nie moge go zmusic. Problemem jest takze jego tesciowa, ktora tam praktycznie mieszka. Ja nie jestem praktykujaca katoliczka, mmoj maz jest innego wyznania, dzieci nieochrzczone, tata rozwiedziony. Powiedziala, ze jestesmy wcieleniem diabla. Staram sie utrzymywac kontakty z bratowa, ktora jest mila ale bardzo egocentyrczna osoba, bardzo zdominowana i ubezwlasnowolniona osoba przez swoja matke.

        Co powinnam zrobic z moim bratem. Chcialabym aby bylo normalnie. Ostatnio tata po pijanemu powiedzial bratu, ze ja splace czesc mieszkania, ktore dostalam i mimo, ze ja wiem, ze tata za chwile zmieni wersje jest to ta wersja, ktora slyszal moj brat i na to bedzie liczyl. Nie widze powodu dlaczego mialabym cokolwiek splacac i tego nie zrobie. Czy zmusic tate do wyprostowania sytuacji?Zaczyna robic sie naprawde niefajnie i wiem, ze nas to podzieli.

        Ciezko mi zaakceptowac to co Pani napisala, tak bardzo chcialabym aby bylo zwyczajnie, nudno ale rodzinnie.

        • agnieszka_iwaszkiewicz Re: zal w stosunku do ojca 10.02.12, 09:21
          mankell0 napisała: .
          >
          > Ciezko mi zaakceptowac to co Pani napisala, tak bardzo chcialabym aby bylo zwyc
          > zajnie, nudno ale rodzinnie.

          Ale na to chyba nie ma szans. Wasza rodzina od początku była rozproszona. Tworzyliście różne koalicje, był rozstania. Ma Pani do czynienia z ludźmi bliskimi , ale którzy się różnie wiążą.
          Rozumiem Pani pragnienia, ale rodzinność musi Pani zacząć tworzyć w swojej własnej rodzinie a nie oczekiwać jej od rodziny pochodzenia, bo Wy w tej konfiguracji nie umiecie ze sobą mieć takich więzi. Do tego cały czas przewija się wątek finansowy. Myślę, że w nim obsadzone są Wasze emocje. Krzywdy, korzystania z władzy, poczucia niesprawiedliwości. Ktoś do kogoś w tej sprawie ma wieczne pretensje, jak tu mieć udane życie rodzinne kiedy ma się nieustające poczucie niesprawiedliwości i do tego konkretnie się je adresuje, a następnie oczekuje, że właśnie od tej osoby spłynie miłość i bliskość.
          To jest rozczarowujące, ale taka jest Pani rzeczywistość. Lepiej się z nią godzić, a rozczarowanie zmaleje i będzie Pani mieć więcej energii na budowę tych więzi, które teraz warto budować. Agnieszka Iwaszkiewicz
          >
          • konwalka Re: zal w stosunku do ojca 10.02.12, 12:50
            mankell, moje gg gdybys miała potrzebę
            8771251
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka