28.01.04, 23:07
dziewczyny zuopełnie nie wiem co mam robic, musze podjac bardzo ważna dla
mnie decyzje, która bedzie rzutowala na dalsze moje zycie.
po któtce moja sytuacja: poznałam swojego obecnego męża, gdy był żonaty.
wiadomo, wielka miłość, zero dylematów natury moralnej. potem przyszło na
świat nasze dziecko. (podczas ciazy duzo kłociliśmy się, w wyniku czego
zamieszkałam sama). odkad jestem matka, bardzo żałuję tego, co zrobiłam
tamtej kobiecie. byc może w dużej mierze to poczcie winy zostało wywołane
przez presje najbliższego otoczenia.
z jednej strony dąże do tego, by mąż wrócił do tamtej kobiety (mają dziecko),
a z drugiej strony, kocham go. gdy rozmawiałam z nim na ten temat, on wogóle
takiej opcji nie przyjmuje do wiadomosci. czuję że nie kocha tamtej kobiety,
lecz ona nadal chce by on do niej wrócił, jest wstanie wybaczyc mu wszystko.
i teraz moje pytanie czy powinnam się wycofac, i spełnić jej marzenie, by
znów zamieszkali razem?
Obserwuj wątek
    • mmadzia1 Re: "oddać"? 28.01.04, 23:40
      delfino,
      a dlaczego chcesz zrezygnowac ze swojego szczescia - piszesz, ze kochasz meza,
      dla kogoś? w dodatku on nie chce wrócic do tamtej? chcesz kogos uszczesliwic na
      sile? nie sadze zeby sie udalo.
      masz "swoje" poczucie winy czy to inni ci wmówili, że powinnas je mieć? a
      szczescie i przyszlosc twojego dziecka nie licza sie?
      i nie do konca rozumiem.
      pozdrawiam goraco
      m.
      • naturella Re: "oddać"? 29.01.04, 08:39
        Już wielokrotnie dziewczyny mówiły co myślą o Twoim pomyśle, Delfino, więc może
        się powtórzę... ale dla mnie Twoje pomysły na życie są porażające. Traktujesz
        tego swojego faceta jak jakąś skradzioną zabawkę! Zachowujesz się jak dziecko,
        które ukradło misia na urodzinach koleżanki, a potem przemyślało sprawę, miś
        parzył w rączki, więc misia trzeba oddać. Tymczasem to nie miś, to mężczyzna,
        który nie chce być oddawany! Który jest żywą, myślącą istotą i sam odpowiada za
        swoje czyny. To on odszedł od tamtej kobiety, to on jest z Tobą i to on nie
        chce być z nią, ale z Tobą. Delfino, może nie epatuj tutaj swoją dobrocią i
        wielkodusznością, ale zastanów się nad tym, jakie piekło chcesz zgotować
        wszystkim zainteresowanym, o ile szalony pomysł się w jakiś sposób powiedzie. A
        jeśli im się nie ułoży, to co? Będziesz przenosić swojego faceta do innej
        kobiety? To chore... Zajmij się sobą i waszym związkiem, a tej kobiecie daj już
        spokój. Na pewno wycierpiała już swoje, więc daj jej szansę na ułożenie sobie
        życia tak jak chce.
        • delfina6 Re: "oddać"? 29.01.04, 08:53
          naturello, ale tamta kobieta nie chce ukladac sobie zycia na nowo, on chce by
          do niej wrocił, chce mu przebaczyc.
          jesli ja sie wycofam, to on napewno zamieszka z nia.
          • naturella Re: "oddać"? 29.01.04, 09:34
            Delfino, ale skąd ta pewność, że 1)on do niej wróci 2)ona go chce? Czasem można
            wyciągać taki wniosek, a w rzeczywistości jest zupełnie inaczej... Delfino,
            myślę, że stworzyłaś sobie problem... i że go teraz dopieszczasz. Gdyby Twój
            facet tak bardzop chciał do niej wrócić, to by wrócił. I już...
        • jayin Re: "oddać"? 30.01.04, 16:28
          no, właśnie. JAK MISIA.
          ale halo...!!!smile co to za "oddawanie", "zabieranie", "przekazywanie" - jak
          zabawkę, albo pałeczkę w sztafecie big_grin

          facet nie jest bezwolny. niech on SAM podejmie decyzje. i ty mu na to pozwól,
          Delfino. na siłę, wbrew czyjejś woli, chęciom - nikogo się nie zmusi zwykle i
          nie przekona, żeby od kogoś odszedł, albo do kogoś wrócił.

          jak będzie chciał iść - to sam pójdzie, nie martw się smilea ty sobie tym głowy
          nie zawracaj i nie roztrząsaj "po fakcie" wszystkiego.

          pozdr. ciepło

          Joanna
    • delecta Re: "oddać"? 29.01.04, 09:46
      Ja nie wierzę w tak bezinteresowne kobiety, które chcą oddać męża, bo kiedyś
      go "zabrały".
      Moja wersja jest taka:
      1) masz faceta dosyć i na zapas szykujesz odpowiedź dla Waszego dziecka, gdy
      Cię kiedyś spyta, dlaczego nie ma Tatusia,
      2) wyczuwasz, że mąż myśli o powrcie do poprzedniej rodziny i ze względów
      ambicjonalnych chcesz być tą, która pierwsza rzuciła, a nie tą porzuconą.
      Być może mylę się - jeśli tak jest, to wymyślasz problemy, których nie ma.

    • justus100 Re: "oddać"? 29.01.04, 09:49
      Jak to???!!! Kochasz faceta i masz z nim dziecko i w głowie Ci zabawianie się w
      instytucję charytatywną? Kompletnie nie rozumiem Twoich motywów. Proszę
      wyjaśnij, dlaczego myślisz o tym, żeby on wrócił do tamtej kobiety.
    • asiek25 Re: "oddać"? 29.01.04, 10:02
      Delfino, ja mam ten sam problem wyrzutów sumienia, co Ty. Ja też rozbiłam
      małżeństwo, mój facet też zostawił dla mnie żone i dwójkę dzieci. Wyrzuty
      sumienia mnie gryzą i pewnie zostanie tak do końca życia, ale co się już stało,
      to się nie odstanie. Nie wierzę, że można byłej żonie "zwrócić" męża, choć był
      kiedyś taki moment (bardzo krótki zresztą) w moim życiu, że chciałam, aby mój
      M. wrócił do domu. Bo tak byłoby lepiej dla niego i dla jego rodziny. Ale on
      nie chciał, żona zresztą też nie. Chyba już Ci kiedyś o tym pisałam.
      Z poczuciem winy za krzywdy, które się komuś kiedyś wyrządziło należy się z
      czasem pogodzić. Przemyśleć, wyciągnąć wnioski na przyszość z własnego
      postępowania w przeszłości i żyć dalej. To co się już stało, to się nie
      odstanie. Poza tym Wy macie dziecko. Pomyśl o nim. Chcesz świadomie pozbawić
      swoje dziecko ojca, chcesz aby wychowywało się w rozbitej rodzinie?
      Jeśli "zwrócisz" męża tamtej kobiecie, to może ona będzie szczęśliwa, ale
      będzie cierpieć Twoje dziecko. I znowu kogoś skrzywdzisz - a tym razem osobę
      przecież Ci najbliższą. Tamta kobieta w końcu ułoży sobie życie, a Ty powinnaś
      walczyć o swoje. Bo masz dla kogo - masz męża, którego kochasz, masz dziecko.
      A jeśli tak bardzo nie radzisz sobie z własnym poczuciem winy, to może
      należałoby poszukać pomocy u psychoterapeuty?
    • pysia-2 Re: "oddać"? 29.01.04, 10:59
      nie rozumiem takiej postawy.
      Przeciez wizac sie znim wiedzialas ze ma rodzine? On takze wiedzial? I
      najwyrazniej nie chcial z nia byc, skoro odszedl. Jeszcze zrozumialabym
      gdybyscie nie mieli dziecka. Ale teraz??? I co, juz cale zycie bedziesz
      oddawac? I cale zycie bedziesz chciala na sile wszystkich uszczesliwiac? Zostaw
      to tak jak jest. Jesli on by ci powiedzial, ze chce wroocic, to zrozumialabym.
      Takiej sytuacji nie rozumiem. TY tez jestes wazna. Wlasciwie to dla siebie
      powinnas byc najwazniejsza. I twoje dziecko rzecz jasna.
      Powtoorz sobie 100 razy: JA jestem najwazniejsza. smile
    • femalespirit Re: "oddać"? 29.01.04, 16:21
      Jesli Ci wyrzuty sumienia na tyle zatruwaja zycie, ze nie mozesz byc z tym
      mezczyzna, to odejdz. Niestety tak bywa, jak zrobimy cos, co jest w naszym
      odczuciu wyjatkowo paskudne. Wyrzuty sumienia sa niematerialne, ale maja
      niebagatelny wplyw na zycie. Nie sadz jednak, ze uda sie w jakis sposob wrocic
      do punktu wyjscia. To juz przepadlo i nie od Ciebie, ale od Twojego M. i jego
      bylej zony zalezy czy sie zejda. Ty masz na to wplyw znikomy.
      A co do presji otoczenia, to nie wywarlaby na Ciebie znaczacego wplywu jesli
      bys sama nie czula, ze to co zrobilas jest nie w porzadku. Wiec nikt inny tylko
      Ty sama w glebi serca musisz sobie odpowiedziec na pytanie, czy mozesz z nim
      byc.
    • mumin_ek Re: "oddać"? 29.01.04, 20:28
      Witaj,

      Pewnie jak zawsze czeka mnie lincz za moje wypowiedziwink Z gory zaznaczam, ze
      to osobiste Muminowe poglady.

      Postapilas niefajnie, bardzo niefajnie, ale nie musze Ci tego mowic. I jestem w
      stanie zrozumiec jak sie czujesz, szczegolnie teraz, gdy wychowujesz dziecko,
      ktoremu kiedys trzeba bedzie odpowiedziec na pewne pytania. Tylko Twoja
      sytuacja i problem nie polega na tym, zeby oddac czy wziac. Zlo sie juz stalo.
      Niestety, tamta kobieta i jej dziecki swoje odcierpieli i pewnie cierpia wciaz.

      Ale ludzie to nie rzeczy, nie mozna ich brac i zabierac, chyba do tego juz
      doszlas. Teraz musisz przyjac do wiadomosci, ze co sie stalo, sie nie odstanie.
      Nikt nie bedzie Ci wdzieczny za 'oddanie' Twojego mezczyzny. Tak jak pewnie nie
      uslyszysz, ze Ci wybacza. Na pewno warto sprobowac powiedziec, ze jest Ci
      przykro, moze to Ci pomoze.

      Inna sprawa deklarowac chec przyjecia niewiernego, a inna prawdziwe wybaczenie
      w sytuacji, gdy ma dziecko pozamalzenskie, na ktore trzeba bedzie lozyc i
      wychowywac.

      Strasznie trudna sytuacja i jeszcze Twoje wyrzuty, to ze je masz to nie takie
      zle, wbrew pozorom, bo to znaczy ze czujesz.

      Jednak jeden blad juz popelnilas - rozbilas rodzine, nie rob drugiego i traktuj
      ojca swojego dziecka jak zabawki, ktora wzielas i chcesz oddac. Mozesz swojemu
      dziecku powiedziec, ze rozbilas rodzine jego taty, z czasem bedzie latwiej
      przyznac sie do bledu przed dzieckiem, ale raczej nie wybaczy, ze 'oddalas'
      tate.

      Lepiej chyba w tej sytuacji poukladac sobie zycie, jak sie da. Nie ma
      gwarancji, ze Wy bedziecie ze soba szczesliwi, nie ma rowniez gwarancji, ze
      jesli Twoj partner wroci do zony to beda szczesliwi. Nie wiadomo, wiec mysle,
      ze zostaw te decyzje jemu. I tak jak ma do niej wrocic, to wroci, a jak bedzie
      chcial byc z Toba, to bedziesz miala pewnosc ze to jego suwerenna decyzja.
      Mysle, ze tak bedzie Ci latwiej, ale moge sie mylic.

      I wiesz, to jest wlasnie milosc, choc slepa i okrutna dla innych, ale jesli
      potrafisz pozwolic odejsc komus, choc Cie to boli, to wlasnie jest milosc.

      Jak chcesz pogadac na priva - pisz na gazetowy.

      To pisalam ja - Kasia Mumin znana rowniez jako zly duch tego forum wink
      • delfina6 Re: "oddać"? 29.01.04, 21:48
        dziewczyny, sprawa wygląda tak:
        ONA - jasno powiedziała mojemu mezowi, ze chciałaby, by znów zamieszkali razem
        ON - nie kocha jej, mówi,ze chce byc ze mna. na moje pomysły, by wrócił do niej
        krzywi sie, i dodaje, ze nie wyobraza sobie zycia beze mnie (wiem, ze brzmi to
        tak jakbysmy jeszcze byli na etapie zauroczenia, ale tak nie jest. bardzo duzo
        przeszlismy, nawet nasze rozstanie, wskutek czego obecnie nie mieszkamy razem).
        w wyniku ogromu doswiadczen moj maz przemienił sie z chłopczyka w mezczyzne, i
        dlatego wiem, ze jesli odejde, on zamieszka z nia dla dobra ich dziecka.
        rozmawialismy hipotetycznie na ten temat. poza tym oni wybudowali dom, wiec
        male pradwopodobienstwo by miał ochote mieszkac w wynajmowanym mieszkaniu.
        JA - wiem ze wydaje wam sie smieszna z moimi wyrzutami sumienia w takim
        momencie, ale co mam zrobic skoro teraz on przychodza, jak zmory i gnebią,
        gnębią...moim celem nie jest "oddanie" rzeczy - mężczyzny, jak mi to
        zarzucacie, bo sie znudziłam (jest to raczej okreslenie ironiczne, bo cesto
        słtysze takie komentarze, ze ukradłam meża innej), ale próba naprawienia
        krzywdy jaka tej kobiecie wyrzadziłam, bo ona przeciez go znow chce..
        • chalsia Re: "oddać"? 29.01.04, 22:16
          Delfina,

          Ja to postaram się przedstawić "matematycznie", bo widzę (= czytam), że nie
          trafia do Ciebie chyba juz ze 100 postów (wszystkie wątki łącznie) w tym
          temacie.

          Dzieci są szczęśliwe na tyle, na ile szczęśliwi są ich rodzice, nie ma tu
          znaczenia czy są razem (abstrahując od samego rozumienia co to jest szczęście i
          jak trudno jednoznacznie stwierdzić, że jest się szczęśliwym, dla ułatwienia
          przyjmijmy, że rodzice NIE czują się nieszczęśliwi).

          Eks - kocha Twojego męża = 1
          Twój mąż - kocha Ciebie = 1
          Twój mąż - nie kocha eks = 0
          Ty - kochasz męża = 1

          Ty + mąż = 1+1 = 2
          Mąż + eks = 0+1 = 1

          Jasno wynika, który z dwóch układów, jakie zakładasz, ma większy potencjał.

          Jeśli on, z powodów, które podałaś, wrócił by do eks, to:
          - Ty nie byłabyś szczęsliwa (choć miałabys spokojne sumienie wzgledem innej
          kobiety, ALE nie wobec własnego dziecka),
          - On nie byłby szczęśliwy będąc w związku tylko z poczucia obowiązku,
          - Eks nie byłaby szczęśliwa, bo miała by martwy związek dla pozorów, byłaby
          jakby z współlokatorem, a nie partnerem,
          - Twoje dziecko nie było by szczęśliwe, bo ani Ty, ani ojciec nie bylibyście
          szczęśliwi (patrz wyżej),
          - Dziecko eks nie byłoby szczęśliwe, bo w "rodzinie" jest martwa cisza, chłód
          uczuciowy, etc, oraz oboje rodzice również nieszczęśliwi.

          Ergo - w takiej sytuacji nie ma szans by KTOKOLWIEK był szczęśliwy (wyszło pięć
          ZER czyli totalne zero).

          Jeśli zostaniecie razem:
          - Ty, on i Wasze dziecko - szczęśliwi
          - eks - nieszczęśliwa
          - dziecko eks - przynajmniej połowicznie "szczęśliwe", bo ojciec szczęśliwy

          Wynik = jakieś 3,5 punktu. Nie pięć ale przynajmniej tyle.

          I nie jest w tym momencie ważne, czy Wy ze sobą mieszkacie, czy nie w tej
          chwili. Może znowu będziecie, skoro widzisz, że on stał się odpowiedzialnym
          mężczyzną.

          A po za wszystkim, jak radzi Femalespirit, idź do psychoterapeuty, by pomógł Ci
          uporać się z poczuciem winy (tzn. bys nauczyła się z nim żyć).

          Dawno się tyle nie naliczyłam bez kalkulatora wink)

          Pozdrawiam,
          Chalsia
          • asiek25 Re: "oddać"? 30.01.04, 10:10
            Chalsia, brawo!!!!!!!
            • jayin Re: "oddać"? 30.01.04, 16:34
              smile)))

              chalsiu, zostaniesz chyba "forumową księgową" w rozliczeniach wszelkich smile

              pozdr.

              Joanna
          • femalespirit Re: "oddać"? 31.01.04, 15:11
            chalsia napisała:


            > A po za wszystkim, jak radzi Femalespirit, idź do psychoterapeuty, by pomógł
            Ci
            >
            > uporać się z poczuciem winy (tzn. bys nauczyła się z nim żyć).
            Chalsiu, ja nic takiego nie napisalam. Zaden psychoterapeuta z poczucia winy
            nie uwolni. Co najwyzej pozwoli sie lepiej przyjrzec roznym motywacjom, ale za
            nic nie chcialabym, zeby ktokolwiek myslal, ze to uwolni od poczucia winy.
            • chalsia Re: "oddać"? 31.01.04, 17:18
              Femalespirit,

              łatewer - głównie mi chodzi o to co napisałam w nawiasie - by nauczyć się z tym
              poczuciem winy żyć.

              Pozdrówko,
              Chalsia
      • jayin Re: "oddać"? 30.01.04, 16:32
        Muminkusmile
        dobrze i sensownie napisane.

        pozdr.
        Joanna

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka