sengas
28.02.12, 07:24
Witam
Mam 30 lat, roczne dziecko, moja mama za kilka lat przejdzie na emeryturę. Widujemy się co 2-3 tygodnie, mama mieszka ok 20 km od nas. Ostatnio zaczęła ciągle narzucać się ze swoją pomocą, może coś potrzebujesz, może do was przyjadę, może posiedzę przy dziecku a wy gdzieś wyjdziecie (zaznaczam, że gdy pracuję dzieckiem na stałe zajmuje się druga babcia, która mieszka blisko i jest na emeryturze, a dziecko jest na takim etapie, że tylko mama, tata i babcia-niania a rzadziej widziane osoby toleruje ale raczej z dystansem i jak są goście to tuli się do mnie i nie odstępuje na krok). Padają też propozycje wspólnego wyjścia na zakupy i teatru. Teraz sytuacja z mojej strony. Wiadomo że przy roczniaku jest mnóstwo zajęć i są one dość wyczerpujące, na koniec dnia mam ochotę położyć się, poczytać, posiedzieć w ciszy, pobyć chwilę z mężem. Do tego prowadzę firmę i próbuję to łączyć z opieką nad dzieckiem (gdy jest bardzo dużo pracy mała zostaje u drugiej babci). Szczerze mówiąc spotkania co 2-3 tygodnie mi odpowiadają i nie chcę nic zmieniać. Dziecko jest nauczone jednej opiekunki, ma tam swój pokój, łóżeczko. Ja marzę o czasie tylko dla siebie, gdy mam trochę wolnego to chcę iść do fryzjera, na zakupy. Chcę się spotkać z przyjaciółmi których bardzo rzadko widuję, do teatru wyjść z mężem. Ten czas tylko dla siebie/dla nas jest deficytowy i nie mam ochoty go spędzać z matką. Może to brzmi okrutnie albo egoistycznie ale tak jest. Całymi dniami poświęcam się dziecku, obowiązkom domowym i pracy i jestem zmęczona. Czy to dziwne że zamiast iść do teatru z matką wolę z mężem, a na kawę z przyjaciółką? Moja doba nie trwa 48 godzin... Może jak dziecko będzie starsze to będzie chciało zostawać z moją mamą. Na razie ewidentnie trzyma ją na dystans, pobawi się ale jak tylko wyjdę to leci za mną. Z drugą babcią zostaje bez żadnych problemów, bez płaczów, ładnie u niej je i śpi - nie chcę tego psuć. Poza tym moja mama mieszka dość daleko i nie wchodzi w grę żeby zostawała z dzieckiem wieczorem, żebyśmy mogli z sobą wyjść, tym bardziej że pod nosem jest opieka i widać że dziecko nie ma tam problemów. Nie chciałabym psuć tego przez zostawienie dziecka z kimś do kogo się nie garnie. Ostatnio matka wspomina że zwolni się z pracy i jakoś doczeka do emerytury, będzie miała więcej czasu. A ja jestem przerażona bo i tak wygospodarowanie chwili raz na te dwa-trzy tygodnie to dla mnie dużo. Nie chcę i nie będę mogła spotykać się z nią częściej. Bardzo mnie męczy ta sytuacja i staram się subtelnie rozmawiać ale już nie wiem co robić i jak się zachować. Wyczerpuje mnie to wszystko. Mam swoje życie, swoją rodzinę, swój związek i swoich przyjaciół i to z nimi chcę spędzać ten deficytowy czas, który naprawdę rzadko mam, a nie z matką. Czy to tak dziwne?
Dodam jeszcze, że mój ojciec jest alkoholikiem, bardzo wredną i problematyczną osobą. Wyprowadziłam się wcześnie z domu i odetchnęłam z ulgą. Nie utrzymuję z nim żadnych kontaktów, on nie interesuje się wnukiem nie dzwoni. A matka nie zdecydowała się na rozwód z nim i dalej z nim mieszka. Z tego powodu wizyta w tamtym domu jest dla mnie stresem i unikam jej jak mogę. Powiedziałam to matce ale ona i tak ciągle - kiedy do mnie przyjedziecie? A ja nie chcę :( i zmuszam się do tych wizyt. Nie chce tam zawozić mojego dziecka żeby widziało pijanego dziadka. Z musu jeżdżę raz na jakiś czas gdy ojca nie ma, ale on lada moment przestanie pracować. Najchętniej w ogóle odcięłabym się od tego wszystkiego:( Proszę o podpowiedź jak się zachować, bo bardzo mnie to wszystko męczy i jestem przerażona wizją co będzie gdy matka zwolni się z pracy