differentview
12.06.17, 12:39
Opowiem krotko historie a potem zadam pytanie. Moj kolega popelnil klasyczny bład czyli po latach tlamszenia w sobie zalow do swoich porabanych rodzicow, ktorzy dopoki mogli niszczyli mu zycie, poczucie wartosci itd postanowil ich skonfrontowac i w ostrych i emocjonalnych slowach powiedzial im co o nich mysli, co mu zrobili. Tzn. moze nie tyle samo powiedzenie bylo bledem tylko oczekiwanie, ktore sie pod tym krylo. Ze choc minimalnie zrozumieja, przeprosza. No i bylo klasycznie- rodzice zaprzeczyli dokladnie wszystkiemu, tak jakby cale jego zycie, ktore pamietał, wszystko z czym sie zmagał latami- w ogole nie mialo miejsca. Tak jakby jego rzeczywistosc i ich rzeczywistosc to byly rownolegle swiaty, ktore nigdy nawet o siebie nie zahaczyly. Znam jego historie i wiem, ze byl bardzo skrzywdzony w dziecinstwie i pozniej- ale to mialo miejsce tylko w jego swiecie. W ich swiecie danych o jakimkolwiek skrzywdzeniu brak. Wykasowane albo nawet nigdy nie zarejestrowane.
I teraz moje pytanie- czy ludzie na rozne sposoby zaburzeni psychicznie stosujac mechanizmy obronne naprawde sa w 100% odcieci od konsekwencji swoich czynow? Czy jednak swidomosc, ze krzywdza jest tylko, ze jest zbyt trudna do zniesienia wiec jest to aktywnie wypierane. Czy gdy konfrontowany rodzic mowi, ze on absolutnie, ze on by nigdy, ze przeciez chcial jak najlepiej, ze jak tak mozna oskarzac, za co etc- to mowi szczerze czy łże?