Dodaj do ulubionych

Zacznę pierwsza

20.07.06, 10:41
Z moim mężem układało się wspaniale. Kochaliśmy się, szanowali, byliśmy
przyjaciółmi, kochankami a jednocześnie rodzicami. Pobraliśmy się sześć lat
temu. W 2005 roku wprowadziliśmy się do domu, który był owocem naszej
wspólnej pracy, kupiliśmy samochód. Dzieci rosły, czas płynął wydawałoby się,
że zycie jest bajką. Oboje pochodziliśmy ze skromnych biednych rodzin ale
mieliśmy marzenia, wiarę i chęć do życia. Nagle bańka prysła. 26 lutego
dzwoni teleon i dowiaduje się, że mąż miał ciężki wypadek samochodowy, leży
nieprzytomny w szpitalu i nie wiadomo czy przeżyje. Pojechałam do niego aby
trzymać go za rękę, dać mu siłę ale niestety obrażenia były tak liczne i
rozległe że nie dało się go uratować. Umiera 1 marca 2006 pozostawiając mnie
i dwie córki: 6 lat i 2 lata. Zycie zamienia się w szkołe przetrwania. Jeden
dzień smutku jest dłuższy od miesiąca radości.
Czy jest ktoś na forum kto przechodził przez podobne piekło , z kim
mogłabym porozmawiać?

Obserwuj wątek
    • edyta.g.25 Re: Zacznę pierwsza 20.07.06, 16:28
      Przeczytalam maila od Ciebie- poplakalam sie, gdyz tak bardzo potrafie sie
      wczuc w Twoja sytuacje.
      Musimy byc silne choc to nie takie proste.
    • inquisitive Re: Zacznę pierwsza 12.08.06, 18:13
      Ja stracilam meza w wypadku motocyklowym. Zywsze bylam przeciwna kupnie motoru,
      ale on sie uparl. Mowil, ze przeciez uwaza, ze nie jezdzi jak wariat. I
      faktycznie nie jezdzil, ale pewnego lipcowego poranka przekonalam sie, ze wcale
      nie trzeba...
      Pamietam ten dzien jak dzis, wstal rano, ubral sie, wypil kawe, ucalowal mnie i
      naszego 10 miesiecznego synka, powiedzial ze nas kocha i wyszedl do pracy. To
      byl ostatni raz kiedy widzialam go zywego. Godzine pozniej zadzwonil telefon od
      zony jednego z meza wspolpracownikow, patajaca czy maz sie ze mna kontaktowal,
      bo na drodze do pracy zdarzyl sie wypadek w ktorym uczestniczyly motor i
      samochod i podejrzewaja, ze to mogl byc moj maz. Powiedziala jeszcze tylko,
      zeby sie nie martwic i ze ona dowie sie wszystkiego i oddzwoni. Czekalam na
      telefon ponad godzine. To byla najdluzsza godzina w moim zyciu. Nawet nie
      wyobrazalam sobie najgorszego. Myslalam, ze w najgorszym wypadku znajdzie sie w
      szpitalu. Przeciez nigdy szybko nie jezdzil... Godzine pozniej zadzwonil ktos z
      policji, informujac mnie lamana angielszczyzna ( mieszkalismy wtedy we Franci),
      ze moj maz mial wypadek i niestety zginal na miejscu. Do teraz nie wiem jakim
      cudem nie wpadlam w histerie. Nie bede opowiadac jak sie czulam, bo wszystkie
      wiecie..czulyscie sie tak samo.Najgorsze bylo to, ze bylam w obcym kraju, z
      daleka od rodziny, nie znalam jezyka, nie znalam nikogo i mialam male dziecko,
      ktorym musialam sie zajac. To chyba dla niego nie zwariowalam.
      Bylo bardzo ciezko. Maz nie mial ubezpieczenia, nie mielismy wielu oszczednosci
      a to co bylo poszlo na przeprowadzke. Niedawno dostalam list z banku, ze maz
      zaciagnal pozyczke, ktorej nie zdazyl splacic... no comments. Nie splace, bo
      nie mam za co. Ale to nie o pieniadze chodzi. Tesknie za nim coraz bardziej,
      mimo ze minelo juz ponad rok od wypadku, mi wciaz jest ciezko. Fakt, zycie
      toczy sie dalej i czas leczy rany. Nie ma reguly na to ile czasu sie teskni,
      kiedy jest czas na nowy zwiazek, to kazdego indywidualna sprawa.
      Wspolczje wam dziewczyny, bo wiem przez co przeszlyscie. Bogusiu, przynajmniej
      mialas szanse pozegnac sie ze swoim mezem, potrzymac go za reke, mi niestety to
      nie bylo dane. Jak masz ochote i czas to napisz do mnie. Przechodzilam przez
      takie pieklo, ze moglabym ksiazke napisac.
      Pozdrawiam Was wszystkie cieplutko

      Edyta mama Sama

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka