Dodaj do ulubionych

Rodzice - problem

10.09.07, 11:17
Witam serdecznie i chciałabym podzielic się swoimi problemami związanymi z
rodzicami.
Chyba musze sięgnąć do dzieciństwa, bo i ja i moja siostra obie widzimy że to
jakie jesteśmy to (na pewno częsciowo)wynik sytuacji w dzieciństwie. Mój
ojciec chorował, a moja mama była osobą której zdanie zawsze musi byc
ostatnie, i z czasem tak właśnie sie stało. Mój ojciec w zasadzie przestał sie
juz nawet odzywać, moja matka zawsze była wrzeszcząca, używająca wyzwisk w
stosunku do ojca głównie, ale niestety czasem i do nas. Poza tym potrafiła być
miła, ale zawsze była niezadowolona ze swojego zycia, za wszystko obwiniała
ojca. Dodatkowo przesadzała na punkcie chorób, ale póki miała inne zajęcia (my
miszkałyśmy z nimi, chodziła do pracy) to było do zniesienia. Z innych spraw
które nam przeszkadzały z siostrą, to to że na nic nam nie pozwalała : nawet
jak miałyśmy 20 - 23 lata, musiałyśmy wracać z imprezy najpozniej o 22 (co
było już wręcz śmieszne - koledzy i kolezanki ze studiów wręcz się z nas
śmiali) nie wolno nam było nigdzie samym wyjechać. Nas też nie bardzo wolno
było odwiedzać, gdyż mieszkaliśmy w ciasnocie i każda wizyta mamie
przeszkadzała. Stąd wspomnienia z dzieciństwa mamy raczej kiepskie, siostra
chyba mniej, ale ja do dziś mam traumę. Jedyną możliwością wyjścia z domu było
wyjście za mąż - więc dość szybko jak na dzisiejsze czasy założyłyśmy własne
rodziny.
Czego dotyczy problem ? Głównie tego, ze jak można się domyślić po wyjściu z
domu nie było sielanki. Matka krytykowała zawsze mojego męża i nastawiała mnie
przeciwko niemu i jego rodzinie. Na szczęscie udało się mi to w pore zauważyć,
ale cóż z tego. A największy problem mam teraz : przeszła na emeryturę i od
tej pory ciągle choruje na około 10 chorób. Na każdej imprezie rodzinnej
(nawet na roczku czy chrzcinach córki)opowiada o swoich chorobach i tak przez
5 godzin bez przerwy. Ilez można :( Jest wiecznie niezadowolona ze swojego
życia a ojciec oczywiście nie odzywa się już nawet słowem. Opowiada że jej
życie jest bezsensu, że wolałaby już wrócić do pracy (jak pracowała,
opowiadała jaka to będzie szczęśliwa jak pojdzie na emeryturę).
Najgorsze jest to, ze ja mam ciągłe poczucie winy że nie jestem dość dobrą
córką. Ciągle się miotam i nie wiem co zrobić żeby mieć się cieszyć się życiem
- bo tego własnie bym chciała, ale nawet gdy u mnie w domu jest sielanka, to
wtedy wystarczy że mama opowie mi jaka to jest chora i nieszczęśliwa i zaraz
wszystkiego mi się odechciewa.
Proszę o pomoc i radę - jak pomoc mamie i jak sprawić żeby odciąc moją rodzinę
od jej wpływu.
Obserwuj wątek
    • rycerzowa Re: Rodzice - problem 10.09.07, 11:20
      Dołożyć jej jedenastą chorobę - depresję - i kazać się leczyć.
      • mrowkojad2 Re: Rodzice - problem 10.09.07, 11:29
        Wiem, jak to jest, bo moja matka właściwie jest taka sama (z
        wyjatkiem tych wyimagiowanych chorób). Wiecznie niezadowolona,
        krytykująca, jako nastolatka nie słyszałam nic miłego, tylko ciagła
        krytyka i żale. Moim sposobem było praktycznie całkowite odcięcie
        się od matki, utrzymuję z nia kontakt sporadyczny, jak zaczyna
        wchodzić na swoje ulubione tematy do narzekań (ma stałe teksty,
        takie same od lat), ucinam rozmowę. Byc może nie jestem wzorem do
        nasladowania, ale mam jedno - święty spokój, a wcześniej tylko nerwy
        i szarpanie.
        • roza30 Re: Rodzice - problem 10.09.07, 11:59
          Problem w tym, że przynajmniej częśc tych chorób jest prawdziwa, np. cukrzyca.
          Tyle że np. moja babcia która ma cukrzycę, jest szcześliwą kobietą, ma
          koleżanki, spotyka się w klubie seniora, ma radośc życia w sobie. Moja matka z
          choroby robi katastrofę, o której musi ze sczegółami opowiedziec wszystkim wokół
          - nawet obcym, nawet jeśli nie sa tym w ogóle zainteresowani.
          A jeśli chodzi o depresję, to nie wiem, wiem tylko że leczyła się na nerwicę.
          • burza4 Re: Rodzice - problem 10.09.07, 12:08
            Róża, ty nie jesteś odpowiedzialna za stan i nastroje matki - i
            czego byś nie zrobiła - nic to nie zmieni. Oprócz naturalnie tego,
            że zniszczysz SOBIE i swojej rodzinie nerwy.

            Ona uwielbia taplać się w oparach nieszczęścia (realnego czy
            wyimaginowanego)- i nie zmienisz tego w żaden sposób. Takie osoby są
            jak wampiry energetyczne - i niestety nie ma na to innej rady jak
            się odciąć. Ona nie oczekuje realnej pomocy, ona chce żeby się nad
            nią poużalać, żeby być w centrum uwagi. Skoro taka była całe życie -
            żadna terapia już tego nie zmieni. Zniszczyła życie ojcu, teraz
            brakuje jej audytorium, swoją pozycję, "ważność" upatruje w chorobie.
            Niczym innym nie może zabłysnąć w towarzystwie...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka
Wersja mobilna