1953joanna
27.02.08, 13:50
Przeglądam to forum już jakiś czas, dziś jednak zdecydowałam się
założyć konto i napisać i chociaż nie ze wszystkim się zgadzam mam
nadzieję, że Pani Psycholog wypowie się w mojej sprawie i doradzi mi
w moim problemie.
Szalę goryczy przelało zachowanie syna w zeszłą sobotę. Mąż był
chory a ja potrzebowałam bardzo naszej kosiarki. Zadzwoniłam do syna
i powiedziałam, żeby pojechał po kosiarkę na naszą działkę.
Oczywiście nie chciał, a kiedyś tak uwielbiał jeździć na naszą
działkę, spędzaliśmy tam wakacje i soboty i wszystkie inne okazje.
Jak zwykle syn nieprzytomnie się obraził, że z dnia na dzień dzwonię
i on ma inne plany. Jakbym mogła podejrzewać, że mi ta kosiarka
będzie teraz potrzebna a muszę ją oddać do naprawy i koniecznie
teraz. A działka wcale nie jest daleko, tylko 60 kilometrów od
naszego domu. W końcu się zgodził i powiedział, że pojedzie. Syn od
dawna sam nie zadzowni i nie przyjedzie i jakbym nie dzwoniła to by
o nas zupełnie zapomniał. Tak się złożyło, że sama też pojechałam
na działkę. czekałam na niego, ugotowałam obiad, posprzątałam nasz
domek działkowy. Myślałam, że chociaż trochę sobie posiedzimy.
Nie dość, że przyjechał z tą swoją kobietą to jeszcze na mój widok
znowu się obraził. Znowu krzyczał i naprawdę nie mam już siły. Czuję
się jak śmieć, niepotrzebna, wyrzucony na śmietnik. Dlaczego on się
tak zachowuje?
Wszystko się zachęło jak poznał tą swoją Asię. Najpierw się z nią
spotykał, nawet byłam zadowolona, ale coraz mniej spędzał czasu w
domu, teraz to nawet się wyprowadził. Najpierw to się wyprowadził i
miałam nadzieję, że tylko tak na chwilę, że zrozumie, że ten
ich "związek" to nie ma zadnego sensu, że zrozumie, że to nie jest
dziewczyna dla niego, że ona jest zupełnie nieprzyzwoita, że to jest
pasożyt, głupia, gruba dziewucha ze wsi.Można by pomyśleć, że ja
przesadzam, ale wiele się dowiedziałam od jej sąsiadek i innych
osób. Ae teraz jak dwa lata oni mieszkają razem, pokój na niego
czeka i mam nadzieję, że w końcu wróci. Powinien wrócić bo mąż
choruje i ja też powinnam mieć oparcie w jedynym synu. Tyle mu
poświęciłam, zawsze o niego dbałam, tyle się nachodziłam jak mój
kochany synek chorował. Tak o niego dbałam. Jak o tym myślę o tym to
mi się chce płakać. Co ja mam zrobić?
Najorsze jest to że oni planują ślub, syn się nie chce opamiętać,
nie chce zrozumieć, że zmarnuje życie. Wszystko robię z miłości do
niego, tak go kocham, tak bym chciała, żeby był szczęśliwy.