nullik
03.07.08, 10:03
Mój mąż od pół roku szuka pracy. Ja pracuję i utrzymuję rodzinę, a
że nie zarabiam kokosów, nie jest nam lekko. Mój mąż jest
człowiekiem bardzo towarzyskim. W swojej rodzinnej miejscowości ma
wielu znajomych. Zawsze obracał się między ludźmi. A teraz siedzi w
domu i więdnie. Powoli traci motywację do jakiegokolwiek działania.
Patrzę na niego i widzę, jak marnieje. Coraz częściej nie ma ochoty,
żeby wyjść gdzieś z domu…
Zaczęłam z nim rozmawiać. Zapytałam, jak się czuje w tej sytuacji.
Najpierw na mnie wyskoczył, że jak on się może czuć. Ale potem przez
godzinę wylewał swoje żale. Kilka dni później byliśmy u znajomych (
sposób, w jaki udało mi się go wyciągnąć z domu, to temat na
oddzielną historię ). Tam trochę wypił. Alkohol rozwiązał mu język.
Dowiedziałam się, że jest nieszczęśliwy, że to nie tak miało być, że
on chce zarabiać na rodzinę, że czuje się niepotrzebny. Powiedział
tez coś, co mnie bardzo zabolało… , że mnie KOCHAŁ, ale teraz jest
nasz synek. Zrozumiałam to w jedyny możliwy dla mnie sposób: nie
kocha mnie, a jest ze mną tylko ze względu na synka. Pytałam go
później, czy pamięta, co do mnie mówił. Nie pamięta. Był zbyt
pijany. Już przemyślałam gruntownie i przepłakałam całą sytuację.
Właściwie przyszło mi do głowy tylko jedno rozwiązanie. Chcę mu
zaproponować, żeby na jakiś czas wyprowadził się do swoich
rodziców. Tam ma znajomych, pomogą mu znaleźć pracę. Stanie na
nogi. W międzyczasie dalej będziemy szukać pracy dla niego w moim
mieście … Jeśli się uda i jeśli będzie chciał, będzie mógł wrócić …
Waham się jednak, bo wiem, że dla naszej rodziny to będzie
wstrząs... no i synuś...
Proszę podtrzymajcie mnie na duchu. Poradżcie coś. Jak mam mu pomóc
skoro najwyraźniej popada w depresje.
Pozdrawiam