Dodaj do ulubionych

Depresja po śmierci męża

03.09.08, 23:26
Czy jest to możliwe żebym miała depresje po śmierci męża. Jestem
strasznir nerwowa płacze mam kłopoty ze snem ikoncetracją poprostu
wszystko mnie denerwóje .Czy ktoś ma takie objawy po śmierci
męża.Pozdrawiam Iwona
Obserwuj wątek
    • basia2012 Re: Depresja po śmierci męża 04.09.08, 06:05
      to są tak trudne chwile że depresja jest możliwa,śmierc b.osoby to
      taka trauma że organizm nie potrafi w wielu wypadkach sobie poradzic
      ja walczę sama ze sobą już 2 lata po śmierci jedynej córki i ta
      walka dalej trwa raz jest lepiej raz gorzej ale nie idzie się tak
      szybko pozbierac jak człowiek by tego chciał,mimo że jestem
      teraupeutą z zawodu to i tak walczę sama ze sobą ,to trudne,ale nie
      poddawaj się. POZDR. BASIA
    • trelka10 Re: Depresja po śmierci męża 04.09.08, 08:18
      Oczywiście, ze jest to możliwe i chyba każda z nas przeżywa lub przeżywała w ten
      sam sposób. wraz z upływem czasu (przynajmniej u mnie) wszystko staje się
      obojętne, a ja robię pewne rzeczy machinalnie. Dzisiaj po ośmiu miesiącach jest
      na pewno inaczej. Skupiam sie na dzieciakach aczkolwiek brakuje mi kogoś z kim
      mogłabym pogadać a czasem się przytulić. Wyszłam ze swojej traumy dzięki pomocy
      innej osoby i będę tej osobie wdzięczna do końca swych dni. Jest to osoba, która
      mnie wyciągnęła gdy chciałam przekroczyć tą kruchą granicę pomiędzy życiem a
      śmiercią.
      Pozdrawiam
      Ela
      gg 5888336
    • jucha32 Re: Depresja po śmierci męża 04.09.08, 12:58
      To jest możliwe. Ja miałam te same objawy. Od poczatku lipca biorę lek przeciw depresyjny STIMULOTON. To mnie trzyma. Rzadziej się rozklejam, troche lepiej śpię(choć godzina 3 w nocy to moja"ulubiona", budzę się i nie śpię ok.2,5 godziny). Kiedyś się budziłam co 2 godziny i nie spałam 3 godziny. Tak mi upływała cała noc.Gonitwa myślowa była istną torturą. Ten lek mi pomógł, choć oczywiście nie rozwiązał problemu. Zastanawiam się jak będę i czy będę mogła żyć bez tych tabletek. Najważniejsze, że nie uzależniają.
      • karnivora Re: Depresja po śmierci męża 04.09.08, 13:38
        Stimuloton -
        po ponad 1,5 roku brania 75mg/d zarzuciłam eksperymentalnie
        (od razu całość - nie wolno!! )na 3 dni.
        Nic specjalnego się nia działo, żadnego delirium, trochę tylko taki
        kac. Będę na tym dopóki cierpienie się nie wypali (kiedyś musi!!)
        Wyjdę ze stopniowym redukowaniem dawki.
        Ambitny plan na przyszłośc, co nie?!

        PS. Potwierdzam - rozpaczy nie uleczy, ale b pomocne, żeby trwać.
        • mariola008 Re: Depresja po śmierci męża 04.09.08, 18:02
          Depresja ma chyba różne oblicza. Ja nie brałam psychotropowych. Nie wierzyłam,
          że mogą pomóc. Dzięki Bogu byłam śpiąca i zmęczona taka na wpół żywa. Praca
          powrót do domu i spanie. Leki mam wykupione i czekam na dzień, w którym jak
          pisała Eliza nawet anioły odwrócą się plecami. Wiem już, że może tak być. To już
          prawie 4 miesiące jak odszedł a ja nadal czekam i czekam........
          • corka.bossa Re: Depresja po śmierci męża 04.09.08, 21:44
            Nie wiem czy mam depresję?chyba nie...Mój lekarz mówi że mam po prostu bardzo
            silny"odruch zaprzeczania" czy jakoś tam..I dlatego nie wierzę że to prawda.Po
            prostu wypieram to z siebie..Łykam te swoje"tableteczki szczęścia"-bo w końcu
            będzie taki dzień że zaskoczę i wtedy nie wiadomo...Ja wiem że się odwracają mój
            już(tylko?)dwa razy się zagapił-podobno do trzech sztuka :(
          • karnivora Re: Depresja po śmierci męża 17.09.08, 20:53
            Nie inaczej:
            DEPRESJA po utracie Ukochanego, i to nie żadne dołowanie, fanaberie,
            smutki czy inny syndrom.........
            5 lat (zarost2). 14 lat (ewu.sia)………..???. Sory, mam przywilej i
            obowiązek
            się ratować jak po 16 miesiącach mam jak mam. I to żadne ćpanie,
            branie,
            wilcza wiśnia, wdychawki czy chlanie, tylko świadomie dawkowane pod
            kontrolą psychiatry.
            Daję sobie szansę mimo MILOŚCI, ŻALU, ROZPACZY TĘSKNOTY –
            Mam Qrwa obowiązek pedałować dalej, czy odpuścić i dołączyć?
            Ale to ostatnie się zawsze zdąży. Więc próbuję trwać.
            Ze wspomaganiem pod kontrolą.
            Innym może łatwiej bez.... tylko pozazdrościć tej łaski
            • mariola008 Re: Depresja po śmierci męża 17.09.08, 21:43
              Cały czas myślę o tym dołączeniu. Całe moje trwanie w tej chwili jest
              nastawione na koniec podróży. Może dzięki temu potrafię dalej żyć.
              Najważniejsze, że cały czas mam w sobie pewność, że śmierć nie unicestwia ale
              jest początkiem czegoś nowego. Wiem , że się jeszcze spotkamy.
              • kasik2222 Re: Depresja po śmierci męża 18.09.08, 08:29
                dołączyć...to byłoby takie proste...tylko co wtedy z Dominisią, moją
                malutką córeczką? nie, ja muszę tu zostać i opiekować się nią, choć
                boli bardzo. chcę wierzyć w to, że jeszcze gdzieś czeka na mnie
                szczęście, tylko nie bardzo mi się to udaje. A skąd Wy macie taką
                pewność że spotkamy ich kiedyś, jakie macie teorie na ten temat? Ja
                jestem osobą wierzącą, ale muszę się przyznać, że moja wiara bardzo
                się zachwiała, czasem przeklinam do Boga, złoszczę się krzyczę
                dlaczego? dlaczego mi go zabrał? i tak ciężko mi wierzyć że go
                jeszcze kiedyś zobaczę, choć niczego więcej nie pragnę. Dodajcie mi
                wiary jak umiecie. Kasia
        • kasik2222 Re: Depresja po śmierci męża 08.09.08, 11:46
          czy te leki to są na receptę? bo chyba dojrzałam do tego, że sobie
          jednak bez pomocników nie poradzę... po 9 misiącach 13 dniach boli
          odromnie...
          • mariola008 Re: Depresja po śmierci męża 08.09.08, 19:31
            Mi lekarka powiedziała, że bólu i tęsknoty nie odbiorą. Mogą tylko przytłumić
            emocje. Ja się na nie nie zdecydowałam , może dlatego, że byłam tak ogłupiona
            bólem, że było mi wszystko jedno co dalej będzie ale innym jednak chyba pomogły.
            Kasiu byłaś pierwszą osobą, który mnie przywitała na tym smutnym forum. Czytałam
            Twoje posty z nadzieją, że można to wszystko jakoś przetrwać ale widzę, że
            niestety nie łatwo się jest pogodzić z tym , że już NIGDY........
            • kasik2222 Re: Depresja po śmierci męża 08.09.08, 20:16
              Mariolu to nie tak, ja nie chcę swoim bólem odbierać Ci nadziei na
              lepszą przyszłość. Boli bardzo, staż mam dłuższy niż Ty, ale jedno
              Ci powiem, boli już w inny sposób. Bardzo ale inaczej. wszystko się
              zmiena, uczymy się żyć od nowa, tak jakbyśmy stawiały pierwsze
              kroki, ale jak to się mówi "najtrudniejszy pierwszy krok". Następne
              będą też trudne, czasem będą to kroki do tyłu, ale z czasem tych do
              tyłu jest mnie, więcej jest tych do przodu. Cierpię, nie będę
              ukrywać, ale cały czas mam nadzieję, że moje życie, a przede
              wszystkim życie mojej córki będzie szczęśliwe. Przynajmniej jej
              życie, moje wystarczy że będzie dobre. Sciskam Cię mocno i pamiętaj
              że życie toczy się dalej, my pośrodku gdzieś samotne, ale żywe. Kasia
              • nuxxx Re: Depresja po śmierci męża 08.09.08, 21:03
                to jest właśnie to, nadal jesteśmy "żywe"
                pozdrawiam cieplutko
          • corka.bossa Re: Depresja po śmierci męża 14.09.08, 21:40
            kasik2222 napisała:

            > czy te leki to są na receptę? bo chyba dojrzałam do tego, że sobie
            > jednak bez pomocników nie poradzę... po 9 misiącach 13 dniach boli
            > odromnie...Tak Kasiu,na receptę,ale czasem wypisuje mi je lekarz rodzinny,ale
            zmienia już tylko psychiatra,podobno wie lepiej co mi potrzebne.Ja w to
            wątpię,bo nie pomagają "aż"tak bardzo!!! Fakt zagłuszają trochę ból-trochę :(
    • hope13 Re: Depresja po śmierci męża 04.09.08, 22:54
      Zachowujesz się zupełnie normalnie w zaistniałej sytuacji. Jest to
      depresja reaktywna (w odróżnieniu od tej endogennej, nie mającej
      przyczyny zewnętrznej).
      Ta odmiana depresji jest najprostsza w diagnozie - depresja
      reaktywna jest reakcją na konkretne traumatyczne wydarzenie życiowe,
      np. śmierć bliskiej osoby, zerwanie związku. Objawy są typowe dla
      epizodu depresji, ale pozbawione niektórych składowych depresji
      endogennej - poczucia winy, urojeń.
      Nietypowa, przedłużona reakcja żałoby trwa na ogół do kilku
      miesięcy, po czym stan emocjonalny powoli wraca do normy. Choć
      depresja reaktywna nie wymaga leczenia, jej bardzo dotkliwe o
      bolesne objawy można (często powinno się) łagodzić psychoterapią, a
      nawet typowymi lekami przeciwdepresyjnymi.
      W moim przypadku taki stan trwał chyba 1,5 roku, później powoli
      dochodziłam do siebie. Dziś po prawie 3,5 roku od śmierci męża czuję
      się całkiem dobrze, podejmuję nowe wyzwania zawodowe a nawet
      rozważam możliwość związku z innym mężczyzną.
      • corka.bossa Re: Depresja po śmierci męża 04.09.08, 23:31
        Objawy są typowe dla
        > epizodu depresji, ale pozbawione niektórych składowych depresji
        > endogennej - poczucia winy, urojeń. Hymmm-poczucie winy mam ogromne,czemu?za to wszystko co zrobiłam zle(kiedyś tam)ze każdy dzień z "fochem"za to wszystko co robiłam nie tak ,a mogłam inaczej.Urojenia?- na porządku dziennym-np.oglądam się za siebie bo wydaje mi się że mnie woła,czasem widzę go w kuchni,często w nocy się budzę bo puka(był wysoki i pukał w inne miejsce niż wszyscy-mniejsi :)itp.itd.Czy to już urojenia?jeśli tak-to sama stawiam diagnozę,depresja jak nic!!!
        • i_kozuch Re: Depresja po śmierci męża 05.09.08, 20:06
          Dzęki za wpisy myśle że my wszystkie przeżywamy trałme po stracie
          męża.Potrzebujemu czasu .Dzewczyn musi dlanas zaświecić cłońce
          przeciesz tak cierpimy bardzosię ciesze ze niektórym już błysneło
          słoneczko.Mam nadzeje że dlamnie idla mojego syna też zaświeci
          słońce.Pozdrawim Iwona
          • nuxxx Re: Depresja po śmierci męża 05.09.08, 21:23
            dla mojej córeczki świecą gwiazdki :)... wymyśleliśmy teorię... no
            bo Tatko jest w niebie i coś musi robić :) więc produkuje gwiazdki i
            jak tylko małej się przypomni to szukamy gwiazd na niebie (nawet
            zaczęłam uczyć się rozpoznawać różne konstelacje ale kiepsko mi to
            idzie), a jak są chmurki i gwiazd nie widać, to widocznie Bóg chciał
            by Tatko przygonił trochę chmurek, bo z chmurek jest deszcz, a
            deszcz potrzebny jest roślinkom by rosły.
            pozdrawiam Was kochane
            jutro mija 9 miesięcy ....... strasznie boli
            • nuxxx Re: Depresja po śmierci męża 06.09.08, 22:49
              jak przekonać dziecko że będzie wszystko dobrze, jak człowiek sam w
              to nie wierzy?
    • samela_0 Re: Depresja po śmierci męża 07.09.08, 12:55
      Niedługo minie 2 lata kiedy odszedłna zawsze.Do tej pory nie moge
      żyć normalnie. Ciągle się wzruszam,ciągle przyglądam się szczęśliwym
      młodym ludziom,ciągle płacze za byle co. Wystarczy zapach,czyjaś
      podobna do męża postura w sklepie lub pytanie nie wiedzących -a
      gdzie jest?.... i co powiedzieć NIE MA PROSZE NIE PYTAJ!!!!!.
      Jestem pewna że jestem rozbita psychicznie,ale wiem ze nie moge tego
      pokazać bliskim nie chce żeby wiedzieli jak mi jest ciężko. Ciągle
      odpowiadam-Jakos sobie radzę i duszę to w sobie. Wieczorami gdy mam
      okazję to placze i mam pretensje i wielki żal. DO KOGO ?....Do niego
      że odszedł ?..... Czy do Boga że pozwolił ?..... Nawet tego nie wiem.
      • i_kozuch Re: Depresja po śmierci męża 07.09.08, 19:46
        Samela ja też ledwie się trzymam , Mam pretensje do Boga ale i do
        męża .Mój mąż nieżyje od 8 miesięcy .Myślałam czym dalej to lepiej
        ale jak widze to chyba się myle .Ale wierze że dlamnie i mojego syna
        zaświeci cłońce bo inaczej chyba bym zwariowała . Pozdrawiam Iwona
    • anula123-0 Re: Depresja po śmierci męża 08.09.08, 21:47
      Dziewczyny u mnie minęło 14 miesięcy,ja tych 14 miesięcy nie pamiętam co się działo co robiłam,tak jakby mnie też nie było,Ja sobie zamknęłam to wszystko gdzieś głęboko w głowie i nie myślę o tym nie potrafię,a mówią mi że powinnam to wszystko w sobie przetrawić,ale tak jest mi lepiej i łatwiej.Wracam do normalnego życia,choć ,życzliwi,mają różne zdanie na ten temat,ale nauczyłam się jednego,że nie przejmuję się opinią innych,mam to w nosie,ważne jest to co ja czuję,a nie to co kto sobie pomyśli,bo ludzie są bardzo zazdrośni i złośliwi,niestety
      • nuxxx Re: Depresja po śmierci męża 08.09.08, 21:53
        podziwiam anula123-0 Twoją determinację, trzymam za Ciebie kciuki...
        może kiedyś ja też tak napiszę.
        pozdrawiam
        • anula123-0 Re: Depresja po śmierci męża 08.09.08, 22:04
          Wiesz mam juz dosyc wegetacji,zmieniłam się przez ten czas i to bardzo,może nie do końca na lepsze ale nauczyłam się walczyć o swoje.Kiedyś jak szłam coś załatwić i mi powiedzieli że nie da rady to wychodziłam,mówiąc jeszcez dziękuję,a teraz wypchną mnie jednymi drzwiami,a drugimi wejdę i już nie ze spokojem.Czasami sama się zastanawiam skąd ja biorę siły na to wszystko,nigdy o nic się nie martwiłam,bo o wszystko dbał Adam,a nawet finansowo sobie jakoś daję radę,wiadomo jest różnie ale nie jest żle.Muszę żyć bo jak ja bęę szczęśliwa to moje dzieci też.
      • fajnyduska Re: Depresja po śmierci męża 18.09.08, 14:39
        Podziwiam Was wszystkie!Trzymacie się i jeszcze walczycie o to, by dzieci miały "normalne" dzieciństwo.Jak jedna chwila może zmienić całe życie.Ja pomagam osobom,których bliscy zginęli w wypadkach, bądź mają uszczerbek na zdrowiu,jest to bezpłatna pomoc prawna,także jestem trochę z boku,ale próbuję pomóc,bo mało kto wie że jeśli się nie jest sprawcą wypadku ,to nalęży się odszkodowanie z OC nawet do 10 lat wstecz dla np.żony,dzieci!Wiem,że to nie wróci życia ukochanej osobie,lecz może zapewnić jakąś pomoc finansową w trudnych chwilach.Czy ktoś Wam o tym mówił?Byłam świadkiem wielu dramatów ludzi,którym pomagałam.Ale wierzę,że dacie sobie radę.Gdybyście chciały zasięgnąć porady,to chętnie odpowiem,pomogę.Ściskam Was!Bądźcie silne.
    • karnivora Re: Depresja po śmierci męża 10.09.08, 11:55
      Antydepresant to nie po to, żeby zdusić żal, cierpienie, tęsknotę,
      bo te i tak same z siebie muszą się wypalić. Po to warto, żeby dać
      szansę im się wypalić, żeby móc trochę zjeść, trochę pospać nie
      krzycząc w nocy, po prostu móc „żyć” małymi krokami, z minuty na
      minutę, bez szkody dla organizmu. Przy dobrze dobranej dawce
      cierpienie trochę mniej paraliżuje, nie ma omdleń,arytmii,
      bezdechów, zawrotów głowy, halucynacji, wymiotów, zaburzeń cyklu
      i tym podobnych somatycznych hec (które jak są – to zwrotnie
      nakręcają doła). Warto.
      • zarost2 Re: Depresja po śmierci męża 14.09.08, 20:14
        Drogie dziewczcyny,
        mojej żony nie ma już pięć lat. Jest gdzie indziej. Sześć lat temu
        dowiedziałem się, że umrze. Okłamywałem Ją do ostatniego dnia Jej
        życia. Tak chciała. Wciąż Ją kocham. Może będę kochał inną kobietę.
        Może moje dzieci nie będą bały się mojego nowego związku. Do tej
        pory się boją. Nie ćpajcie, nie bieżcie, pijcie umiarkowanie.
    • karnivora Re: Depresja po śmierci męża 18.09.08, 10:12
      Ja wiem na 100%, że kiedyś będzie to wieczne współistnienie TAM.
      Że życie, odchodzenie, cierpienie nie jest dla hecy i bez powodu.

      Ale mając tę świadomość jestem coraz bardziej niecierpliwa,
      aż nieraz przebieram nogami,
      (stąd obsługa farmokologiczna, żeby nie doszło do zmęczenia
      materiału i falstartu, bo obawiam własnej pomysłowości i kulawej
      logiki).
      A to od tego, że tęsknię, rozpaczam krwawiącym sercem TU i TERAZ.
      Od niczego innego. No i nie można od TEGO na krótką choćby chwilę
      odpocząć.

      PS. Coś jest naodwrotnie – rok temu było łatwiej....
      • anaveronika Re: Depresja po śmierci męża 21.09.08, 00:49
        od smierci Konrada miną niedługo 3 miesiące. Zaraz po Jego smierci było mi chyba łatwiej. Musiałam załatwic formalnosci pogrzebowe itp. Teraz czuje ogromna pustke i żal. Myslałam, ze poradze sobie sama, ale chyba sie to nie uda. Za kilka dni ide do psychologa. Nikt mi zadnych lekow nie przepisze bo jestem w ciązy. Pewnie sie tylko u niego wypłacze...
        • ika.66 Re: Depresja po śmierci męża 21.09.08, 09:53
          bardzo przykro czytać post nowej osoby,,która cierpi,placze i musi sobie radzic
          sama.Zycze Ci wytrwalosci,sciskam mocno pozdrawiam monika
        • jo39 Re: Depresja po śmierci męża 21.09.08, 10:53
          bardzo dobrze robisz, ze idziesz do psychologa juz teraz, zwlaszcza,
          ze czekaja Cie wahania nastroju zwiazane z ciaza i porodem, nawet
          gdybys teraz miala wrazenie, ze Ci to nie pomaga, to nie rezygnuj,
          bo potem bedzie potrzebne. Ja tego nie zrobilam, zaluje. Trzymaj sie.
        • dakota28 Re: Depresja po śmierci męża 21.09.08, 11:11
          trzymaj sie dzielnie, wiem jak sie czujesz ja bylam w 5 miesiacu jak
          zginal moj maz, nie bede klamala najgorzej bedzie przed porodem i
          tuz po nim wtedy bedzie najwieksza pustka i zal wiec chodz do
          psychologa ja nie bylam i zaluje moze lepiej bym sie czula. Mi
          lekarz po wypadku kazal brac persen forte na uspokojenie, wzielam
          tylko w dzien wypadku i w dzien pogrzebu nie chcialam szkodzic
          dziecku chociaz lekarz powiedzial ze to mniej szkodliwe niz moj
          stres, bo dziecko tez sie uspokoi i bedzie spalo poprostu. Trzymam
          kciuki, a tak ogolnie to spotykamy sie nieraz w warszawie z
          dziewczynami wiec jak bys chciala pogadac to ja jestem w kazdy
          weekend w wawie bo tam mam meza pochowanego- jak by co to pisz na gg
          5261001
          • i_kozuch Re: Depresja po śmierci męża 21.09.08, 18:48
            Cześć anaveronika trzymam kciuki za Ciebie i maleństwo.Co chodzi o psychologów
            to na cuda nie licz ja pszerobiłam 3 i tak naprawde pomogło mi forum chociasz
            nadal strasznie cierpie .JA mieszkam koło warszawy jeśli będzesz potrzebowała
            pomocy dzwon 609857072.gg 1346899. Pozdrawiam Iwona
            • mattildanotre Re: Depresja po śmierci męża 22.09.08, 22:29
              kasik napisala gdzie na innym forum, ze to dobre miejsce. dzieki kasik!! siedze tu i rycze, bo ja nie mam dzidziusia i nie jestem z nim w ciazy. przeczytalam wszystkie posty i zazdroszcze tym, ktore zostaly z malenstwem. nie wiem, chyba tez zazdroszcze wiary w jakies tam kiedys gdzies spotkanie. ja nie wierzylam i nie wierze, nie mam wiec nawet alternatywy w postaci tego falstartu, bo i po co. pisalam juz do kasi na tym innym forum, ze zamiast prochow i picia plywam i biegam, a tabletki lykam tylko na spanie, bo po tygodniach bez snu fiksowalam. teraz pracuje wiecej i wiecej, bo jest ciezej i ciezej. jestem zmeczona, wyczerpana i ciagle mi sie on sni. jak moglam wtedy nie chciec tego dziecka. nigdy sobie tego nie wybacze. brakuje mi tych miliona malych rzeczy i calowania. mam obsesje, zeby nikt nie dotknal moich ust, bo on calowal mnie ostatni. to wszystko jest jakos zle pomyslane, nie? duzo sil dziewczyny!!
              • malgosiamarcin Re: Depresja po śmierci męża 23.09.08, 15:44
                mattildanotre - BARDZO MNEI WZRUSZYLA TWOJA WYPOWIEDZ.... zeby nikt
                nie dotknal moich ust, bo on calowal mnie ostatni- SERCE MI PEKA JAK
                TO CZYTAM! NO TAK ZYCIE NAS BRUTALNIE TRAKTUJE!
    • statek63 Re: Depresja po śmierci męża 23.09.08, 19:29
      Myślę, że depresję po śmierci żony lub męża to przechodzi chyba sporo osób. Nie
      chodzi mi o "doła" czy "normalną żałobę" ( cokolwiek by to znaczyło ), czy o
      huśtawki nastrojów albo o poczucie że to chyba zły film albo sen - bo przez to
      (chyba) wszyscy tutaj przechodzimy.

      Myslę tu o depresji z klinicznymi objawami spośród m.in. takich:

      poczucie kompletnej beznadziejności,
      poczucie braku przyszłości i sensu życia czy nawet robienia czegogolwiek,
      uczucie jakby bycia martwym, oderwanym od swiata/otoczenia,
      znaczna utrata albo wzrost wagi ciała,
      ciągłe zmęczenie i senność albo uporczywa bezsenność i niepokój,
      powolność umysłu,
      problemy z pamięcią,
      niemożliwość skupienia się na czymś,
      zaniedbywanie nawet podstawowych obowiązków,
      spędzanie całych godzin/dni w łóżku lub bezmyślnie przed telewizorem,
      realne pragnienie śmierci i myślenie jak to zrobić (to już alarm!) itd.

      wszystko to trwające dłużej niż dwa-trzy tygodnie bez przerwy.

      Takie coś chyba do niektórych z nas przychodzi, często dopiero po jakimś czasie
      po stracie najbiższej osoby, szczególnie jak się było już przedtem wyczerpanym
      przez ciągły stres i poczucie zagrożenie, beznadziejności czy braku żadnego
      wyjścia z sytuacji.

      Wiele osóby potrafi jakoś przez to jakoś przejść samemu, ale jak się już nie
      daje rady, to chyba trzeba świadomie zacząć się ratować i poszukać pomocy - bo
      inaczej nie dość, że już się straciło najbliższą osobę, to jeszce można stracić
      pracę, firmę, popaść w niewypłacalność, narazić dzieci na jeszcze jeden stres -
      chyba wielu z nas zna takie klimaty z własnego doświadczenia. Tak jak pisała
      "hope13", jest to raczej o depresja reaktywna, wywołana czynnikami zewnętrznymi
      i może dotknąć zupełnie zdrową osobę. Depresja engogenna czy choroba
      dwubiegunowa to zupełnie inne bajki...
      • statek63 Re: Depresja po śmierci męża 23.09.08, 19:32
        Chyba w takiej sytuacji warto poszukać pomocy u lekarza, żeby chociaż porozmawiać z kimś kto ma doświadczenie w zmaganiu się z takimi sytuacjami - nawet tylko żeby wysłuchać co można zrobić. Często lekarz zaleci leki, coś na szybkie uspokojenie - często pochodne benzodiazepiny ( typu Oxazepam itd. ) albo coś dla stopniowej poprawy nastroju ( leki z grupy SSRI - prozacu, zoloftu i podobnych ).

        Z tymi i innymi lekami psychoaktywnymi są też problemy - benzodiazepiny szybko pomagają ale też i szybko uzależniają, są dobre na krótki czas ale nie dłużej kilkanaście dni, potem same stają się problemem. Z kolei na efekty leków SSRI z grupy Prozacu i podobnych trzeba na ogół sporo czekać. Wszystkie leki psychoaktywne są problemem dla osób które muszą zachować maksymalną sprawność umysłową ( szybkość reakcji, sprawność intelektualna itd. , np. w pracy wymagającej skupienia, szybkiej reakcji, analizowania czegoś, dobrej pamięci, przyswajania nowej wiedzy itp. ).

        Mnie specjalista polecał inny lek, oparty na trazodonie ( np. Trazolane ). Jest to lek znany od lat i patenty na niego już wygasły, wiec firmy farmaceutyczne nie bardzo są zainteresowane jego promowaniem. Często też skutecznie pomaga w chorobie dwubiegunowej ( dlaczego dopiero teraz sie dowiedziałem, jak jest za późno ?! ). W odróżnieniu od Prozacu, Zoloftu (Stimuloton), itp - działa niemal od razu. Poza tym nie powoduje bezsenności - raczej przeciwnie - po zażyciu szybko powoduje uczucie uspokojenie i senność, więć można brać np. przed zaśnięciem i śpi się jak niedźwiedź. Często na początku powoduje ból głowy następnego dnia, ale to mija po paru dniach. W Polsce chyba dopiero niedawno (2003?) wpisany do rejestru leków. Sam nie jestem lekarzem więc to tylko z własnych doświadczen, ale zapytac lekarza zawsze można - kto pyta ten czasami rzadziej błądzi ;-)

        Skąd wiem i dlaczego się zdecydowałem, zamiast probować tzw. "wziąć się w garść" - ano bo musiałem szybko stawać z powrotem na nogi, z uwagi na obowiazki i pracę. Nie chodziło o tzw. 'problemy w pracy' tylko o to żeby i jej po prostu nie stracić ( firma to cała osobna historia ), więc nie było przebacz..
      • statek63 Re: Depresja po śmierci męża 23.09.08, 19:33
        Mówi się też o psychoterapii, ale ja w to za bardzo nie wierzę ( moze kwestia psychiki ) - że psycholog ( który nb. nie jest lekarzem ) za 'x' złotych za godzine pomoże mi znaleźć wyjście z sytuacji i chęć do życia tylko poprzez rozmowę, gdy ja takiego wyjscia i takiej chęci sam nie potrafię znaleźć ? Może to lepiej działa dla ludzi z mniejszymi problemami, natury psychologicznej itd. - ale jak mi ktoś dla mnie najbliższy nagle zmarł i teraz jeszcze muszę stawić czoła nowym i bardzo realnym zagrożeniom to chyba raczej jeśli rozmawiać to wolę z kimś bliskim, rodziną, przyjacielem - lub zajrzeć tutaj na forum...
        • statek63 Re: Depresja po śmierci męża 23.09.08, 19:34
          Przepraszam za rozpisywanie się, ale ten temat depresji jakoś mnie też dotknął,
          na wiele sposobów - nie tylko teraz, w obecnej sytuacji, więc może kiedyś coś
          sie komuś przyda z tej mojej tutaj pisaniny... na pewno mnie to forum pomaga,
          tak czytanie jak i czasem pisanie ...
        • statek63 Re: Depresja po śmierci męża 23.09.08, 20:01
          A tak w ogóle to dla mnie ratunkiem przed załamaniem się i moim sposobem na jakąś szansę na wyjście z tego czarnego doła okazuje się regularny wysiłek fizyczny ( czego normalnie mi brakuje, bo praca siedząca, samochód, windy itd ).

          Brzmi to może głupio i naiwnie, jak tzw. "dobre rady cioci Zosi", czy też jak gadanie "życzliwych" - w rodzaju rad typu "weź się w garść, idź się przewietrzyć.." ale po sobie wiem że to naprawdę pomaga. Nie chodzi mi tutaj o spacer w parku czy o pięć minut truchtu raz na dwa tygodnie albo o wyjście ze smieciami ;-)

          Żeby to było skuteczne, to specjalisci mówią, że trzeba jakieś dwa-trzy razy w tygodniu porządnie się zmęczyć, przez około pół godziny, tak żeby tętno i oddech było mocno przyspieszone i żeby się porządnie spocić - a nastepnego dnia żeby to "czuć w kościach". Ja po prostu biegam, po kilka km, trzy razy w tygodniu. Pewnie dobre jest też pływanie, aerobik, jakaś gra taka jak tenis i podobne. Bardzo dobra jest też skakanka. Chyba lepszy jest sport na dworze, w plenerze.. Pewnie wybór zależy od tego co jest dla kogo możliwe i dostepne w pobliżu. Zależy też od zdrowia - lepiej zaczynać powoli i stopniowo próbować więcej. Warto też zapytać lekarza, czy nie ma przeciwwskazań zdrowotnych. Moje dzieci już wyrosły z zabaw na podwórku, ale pewnie jak ktoś ma młodsze, to można iść pograć w piłkę czy kometkę z dzieckiem na podwórko, pobiegac z psem i przynajmniej nie będzie głupich spojrzeń sąsiadów, a efekt ten sam - byle się rzeczywiście porządnie zmęczyć.

          Tak w ogóle ostatnio też psychiatrzy zaczynają polecać regularny sport w przypadkach depresji klinicznej.

          Sporo się też o tym pisze, tak w prasie medycznej, jak i codziennej ( np. na BBC ):

          news.bbc.co.uk/2/hi/health/7234303.stm

          Ostatnio wpadł mi w ręce taki raport z badań medycznych zrobionych w Duke Univerity
          "Długotrwały wpływ ćwiczeń fizycznych na depresję" :

          "Po uprzednim wykazaniu, że 30 minut energicznego ćwiczenia trzy razy w tygodniu jest podobnie skuteczne w łagodzeniu objawów dużej depresji w perspektywie krótkoterminowej, jak leczenie lekami przeciwdepresyjnymi, teraz naukowcy z centrum medycznego potwierdzają w badaniach na grupie pacjentów, że kontynuowanie uprawiania sportu znacznie zmniejsza szanse na powrót do depresji...."

          dukenews.duke.edu/2000/09/exercise922.html
          ( próbowałem tłumaczyć cały artykuł na polski przez translate.google.pl ale wyszły jakieś głupoty.. )



          Na początku to się musiałem zmuszać zeby w ogóle zacząć, bo jak ktoś jest na takim dnie to nie ma najmniejszej ochoty się nigdzie ruszać, to jest zwykle największy hamulec. Poza tym wiele osób myśli - co ma piernik do wiatraka, co ma bieganie do braku chęci życia. Mnie przekonały opinie lekarzy, którzy mówią że przecież mózg to też organ, jak wątroba i też może być biologicznie zaburzony i że wysiłek inicjuje przemiany które pomagają w powrocie do równowagi, na podobnej zasadzie jak robią to leki przeciwdepresyjne, tylko jest mniej skutków ubocznych a więcej ogólnych korzyści dla organizmu.

          Pamiętam też, że jak żona chodziła na ćwiczenia do szkoły rodzenia i potem jak zaczęła trochę ćwiczyć jakisz czas po porodzie - to dobrze się czuła psychicznie i szybko doszła do siebie. Zaraz po porodzie miała doła ale miesiąc potem już dała radę śmigać na nartach i psychicznie czuła się o wiele lepiej.
    • karnivora Re: Depresja po śmierci męża 24.09.08, 00:14
      To pozornie logiczne niestety.
      Bo jak "w zdrowym ciele zdrowy duch" to czemu epizod
      napadu migotania przy podjęciu sugerowanej w dobrej wierze
      próby powrotu do aktywności(a od zawsze był sport)????
      - Niestety, nie da się zmęczeniem fizycznym obrobić
      autentycznej utraty. To jest ból i koniec. I treningi
      mają się nijak, tak jak upraszcając np. przy zapalonej
      ślepej kiszce - też nie wyjdzie. To jest dodatkowe obciążenie
      dla fizjologii, która i tak ledwo w równowadze.
      • statek63 Re: Depresja po śmierci męża 28.09.08, 11:07
        ... z tym że ruch albo sport jest dodatkowym obciązeniem dla kogoś w stresie lub
        depresji to się zupełnie nie zgadzam, dla większości ludzi jest chyba odwrotnie ?

        Co innego dla osób z problemami ze zdrowiem fizycznym. Migotanie ( przedsionków
        serca ? ) to chyba bardzo poważna sprawa i wymagająca zrobienia jak najszybciej
        badań EKG, łącznie z badaniem po wysiłku albo EKG metodą Holtera. Może warto
        sprawdzić u kardiologa czy to rzeczywiście migotanie, a może to raczej
        palpitacje - w wyniku długotrwałego stresu i po długim braku wysiłku i nie
        wymagają zupełnej rezygnacji z ruchu ?

        Ja się teraz bardziej staram troszczyć o zdrowie i swoje bezpieczeństwo - bo
        dzieci teraz mają tylko mnie - więc jak coś mi dolega to staram się zrobić
        badania, sprawdzić z lekarzem żeby nie było jakichś niespodzianek. Dlatego też
        do biegania kupiłem zegarek z monitorem pracy serca i pilnuję żeby zawsze biegać
        poniżej maksymalnej wydolności/tętna, od śp. teścia mam też aparat do mierzenia
        ciśnienia i czasem sprawdzam ( a kawę to lubię ;-)

        Tak czy inaczej wydaje się że do powrotu do ruchu / sportu dobrze jest podejść
        stopniowo i z umiarem, niż "załatwić się" w tydzień i potem odpuścić ?

        Moja mama, dobrze po sześćdziesiątce, po niedawnej stracie męża codziennie
        chodzi na kilkukilometrowe spacery ( 1-2 godziny ) i mówi że to najbardziej
        pomaga jej nie zwariować. Ja się zabrałem za bieganie - ponownie po latach -
        chyba za jej przykładem.

        Piszą też o tym dzisiaj w Rzeczpospolitej:

        www.rp.pl/artykul/61991,196571.html
        Mnie sport, ruch za świeżym powietrzu bardzo pomógł, a próbowałem bardzo różnych
        rzeczy. Może pomoże jeszcze komuś,

        pozdrawiam,
    • karnivora Re: Depresja po śmierci męża 24.09.08, 00:20
      Ale może to kwetsia wydolności mitochondriów.
      • i_kozuch Re: Depresja po śmierci męża 24.09.08, 16:46
        Czy ktoś z was cwicz joge .Pszecaytałam że to pomaga.Pozdrawiam Iwona
    • ls48 Re: Depresja po śmierci męża 28.09.08, 15:23
      Minęly 3 miesiące od śmierci mojego ukochanego męża. Nie śpie, nie
      jem a tylko ciągle strasznie tęsknię. Jest to mój drugi zmarly mąż.
      Pierwszy zmarl 16 lat temu, a teraz...On.Jak dalej życ? Czy to
      jakieś fatum mnie nawiedzilo? Zazdroszczę ludziom idącym na ulicy,
      że mąż idzie obok nich. A ja?
      • anka9092 Re: Depresja po śmierci męża 29.09.08, 03:58
        śpij, jedz itp. bo innego wyjścia nie masz. Ogólnie jesteśmy takie
        nieszczęśliwe jednostki, ale musimy sobie dać radę.Nie ma innej
        możliwości.
      • anka9092 Re: Depresja po śmierci męża 29.09.08, 03:59
        Też zazdroszczę jak ide ulicą..
        • jakowniebietakinaziemi00 Re: Depresja po śmierci męża 16.06.13, 22:33
          Ja straciłam narzeczonego 27 lat temu. Tak jak było wtedy tak jest i teraz. Ból, depresja, mentalne zawieszenie. Udaję że żyję.
          • agni-123 Re: Depresja po śmierci męża 21.06.13, 09:39
            Do roku było kiepsko,potem w miarę okej.Myślałam,że wychodzę na prostą.Ale nie jest.
            W tym roku będzie 5 lat a ja mam poczucie, że jestem w punkcie wyjścia. Zastanawiam się czy ze mną jest coś nie tak czy otoczenie mnie nie rozumie.Mam poczucie że swoim buntem
            i niezależnością odstraszyłam ludzi.Zostałam sama jak ten kołek w płocie bo każdy ma swoją rodzinę-męża, żonę. Nikt Cę nie rozumie i każdy myśli,że po takim czasie to już powinnaś sie otrząsnąc i zacząć żyć a ja czasem nie widzę sensu życia.Ale wtedy mówie sobie jeszcze trochę, dasz radę,masz córki,jak nie dla siebie to dla nich warto.Może kiedyś znowu bedzie dobrze?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka