Dodaj do ulubionych

pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym życiu

30.01.09, 18:24
czy rodzice powinnni czuć się zobowiązani do pomocy swoim dorosłym
dzieciom w stanięciu na nogi? Zakładam, że rodzice mają możliwości
ku temu.

Czy Waszym zdaniem dorosłe dziecko może czuć "zawód" jeżeli rodzice
nie wykazują chęci do pomocy w uzyskaniu przez nie stabilizacji.

Pewnie trudne pytanie bo bardzo ogólne.
Jestem ciekawa opini.
Obserwuj wątek
    • marzeka1 Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 30.01.09, 19:34
      Co dzieci rozumieją przez stabilizację? Oczekują,że na start dostaną mieszkanie,
      samochód i doładowanie konta? tylko dlatego,że rodzice mają?
      Wiesz, uważam, że dzieci powinny dostać ode mnie wędkę (czyli dobre
      wykształcenie), a nie rybę.
      • verdana Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 30.01.09, 20:41
        Nie jest to pytanie, na ktore można odpowiedziec "ogolnie". Wszystko
        zalezy tu od konkretnej sytuacji, od kontaktow w rodzinie, od
        sytuacji rodzicow i dzieci.
        Z jednej strony widze tu bezczelne żądania typu "mama ma duże
        mieszkanie, to niech nam odda i kupi sobie kawalerkę", z drugiej
        dzieci bardzo zamożnych rodzicow, ktore nie moga zalozyć rodziny, bo
        nie stac ich na wynajecie kawalerki - i to nie dlatego, ze nie chce
        im się pracować...
        • burza4 Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 02.02.09, 12:38
          verdana napisała:

          > Nie jest to pytanie, na ktore można odpowiedziec "ogolnie".
          Wszystko
          > zalezy tu od konkretnej sytuacji, od kontaktow w rodzinie, od
          > sytuacji rodzicow i dzieci.
          > Z jednej strony widze tu bezczelne żądania typu "mama ma duże
          > mieszkanie, to niech nam odda i kupi sobie kawalerkę", z drugiej
          > dzieci bardzo zamożnych rodzicow, ktore nie moga zalozyć rodziny,
          bo > nie stac ich na wynajecie kawalerki - i to nie dlatego, ze nie
          chce > im się pracować...

          nie bardzo rozumiem - uważasz, że rodzice powinni pomóc założyć
          rodzinę komuś, kogo nie stać na jej utrzymanie? bo sami wytężoną
          pracą coś osiągnęli?

          bo do tego rzecz się sprowadza. Nie przesadzajmy, że 2 pracujące
          osoby nie stać na wynajęcie kawalerki, bo młodzież z bogatych domów
          raczej edukacji na podstawówce nie skończyła, a skoro na wynajęcie
          stać np. recepcjonistkę z salonu kosmetycznego, to ich tym
          bardziej.

          według mnie jak najbardziej można odpowiedzieć ogólnie - nie,
          rodzice nie muszą dzieciom pomagać stanąć na nogi. Moja córka może
          dostać mieszkanie, ale nie dam go jej póki się nie przekonam, że
          poradziłaby sobie i bez mojej pomocy. Jeśli ma ochotę zaprzepaścić
          swoje szanse na godziwe życie albo związać się z nieudacznikiem -
          niech na pomoc nie liczy.


          • verdana Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 04.02.09, 21:05
            tak. Jesli mają przyzwoite, porzadne, pracowite dziecko, ktore np.
            marzy o tym, by byc wybitnym chirurgiem i zarabia grosze na stazu,
            albo jest poczatkującym naukowcem i robi doktorat( miesiędznie ok.
            1000 zł, w humanistyce moze dorobić jeszcze z 700 na pół etatu - bo
            calego miec nie wolno). Slabo się orientujesz w zarobkach w
            niektorych zawodach.
            I to nie dlatego, ze "trzeba', ale dlatego,że niektorzy rodzice -
            wyobrax sobie - jakos nie potrafia cieszyć sie z nowego samochodu i
            wycieczek zagranicznych do Brazylii, wiedzac, ze cięzko pracujace
            dziecko ma do wyboru albo przestac jeść, albo zrezygnować z
            ukochanej pracy, albo np. zrobić skrobankę. Jesli potrafia w tej
            sytuacji cieszyć sie z tego, ze ich stać na luksusy - prosze bardzo.
            Mnie by to jakoś nie cieszyło... cieszyłoby mnie bardziej szczęście
            dziecka - ale co kto lubi.
            Rozumiem, ze Ty decydujesz, kto jest odpowiednim mężem dla corki i
            przy pomocy pieniedzy zamierzasz regulować jej życie - dostaniesz
            córko mieszkanie - tylko wtedy jesli zrobisz to, co mamusi się
            spodoba i wyjedzesz za faceta, ktorego mamusia uzna za odpowiedniego.
            Wiesz, rozumiem jeszcze, ze można dzieciom w ogóle nie pomagac. Ale
            Ty po prostu usilujesz przy pomocy kasy szantazować corke i kierować
            jej doroslym życiem. Dla mnie - najgorszy możliwy wariant, skrajnie
            toksyczny. lepiej już nic jej nie dawaj i daj zyc jak chce...
      • anbull Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 30.01.09, 21:36
        Dajesz dziecku wędkę, ale mimo wszystko sobie samodzielnie nie radzi
        w życiu. I co, na sfinasowaniu studiów Twoja pomoc się kończy, czy
        np. jesteś w stanie pojeździć jeszcze 3-4- lata swoim starym autem i
        dać dziecku nieoprpcentowaną pożyczką i pewne bezpieczeństwo, że jak
        straci prace odroczysz mu spłatę udzielonej pożyczki, a nie będziesz
        ślepo egzekwować jak komornik?

        • miacasa Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 30.01.09, 21:46
          My skorzystaliśmy podczas budowy domu z takiej właśnie pomocy i faktycznie w
          ciągu 5 lat spłacania pożyczki jeden raz nie mogliśmy oddać miesięcznej raty ale
          na to rodzice się zgodzili wychodząc z propozycją udzielenia pożyczki i nie było
          problemu (gdy mieliśmy dodatkowe dochody spłacaliśmy większe raty). Dla
          niektórych pieniądze są narzędziem kontroli, podajesz mało szczegółów, trudno
          ocenić z czym mamy do czynienia.
          • anbull Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 30.01.09, 22:07
            miacasa napisała:

            > My skorzystaliśmy podczas budowy domu z takiej właśnie pomocy i
            faktycznie w
            > ciągu 5 lat spłacania pożyczki jeden raz nie mogliśmy oddać
            miesięcznej raty al
            > e
            > na to rodzice się zgodzili wychodząc z propozycją udzielenia
            pożyczki i nie był
            > o
            > problemu (gdy mieliśmy dodatkowe dochody spłacaliśmy większe
            raty). Dla
            > niektórych pieniądze są narzędziem kontroli,

            oj niestety, smutna prawda!!

            > podajesz mało szczegółów, trudno
            > ocenić z czym mamy do czynienia.

            akuratnie scenariusz z pożyczką wyśymliłam. Nie chce pisać i odnosić
            się bezpośrednio do swojej sytuacji, tylko tak ogólnie myślę nad
            sprawą, czy rodzice powinni czuć się zobowiązani do pomocy dorosłym
            dzieciom?
            • miacasa Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 30.01.09, 22:11
              no chyba nie powinni czuć się winni, litości dla biednych rodziców, idealnie
              jest gdy pomoc wychodzi z potrzeby serca rodziców ale w życiu różnie to bywa
              (bywają dzieci - krwiopijcy i rodzice - kukułki)
    • anbull zmieniam pytanie-jakie wyrzeczenia dla dorosłychDz 30.01.09, 21:42
      Jakie wyrzeczenia dla dorosłych dzieci jesteście w stanie ponieść?
      czy postawicie na szali, obniżycie częściowo, swój komfort życia, by
      podnieść komfort życia swoich dzieci?

      • verdana Re: zmieniam pytanie-jakie wyrzeczenia dla dorosł 30.01.09, 22:01
        Obniżę nawet dramatycznie. Bo to wolę.
        Spłacam dlug zaciągniety u swych rodziców.
        • verdana Re: zmieniam pytanie-jakie wyrzeczenia dla dorosł 30.01.09, 22:08
          Precyzujac dokładnie.
          Nie zamienilam wlasnego mieszkania na wieksze, tylko kupilam synowi
          kawalerkę.
          Nie bede wydawala kupy kasy na ubrania czy wycieczki zagraniczne,
          skoro corka nie bedzie przyzwoicie zarabiała jeszcze przez pare lat,
          bo chce pisac doktorat.
          Nie zadlużę sie jednakze po uszy, by jej także kupić mieszkanie...
      • burza4 Re: zmieniam pytanie-jakie wyrzeczenia dla dorosł 02.02.09, 12:48
        anbull napisała:

        > Jakie wyrzeczenia dla dorosłych dzieci jesteście w stanie ponieść?

        zależy od sytuacji i od tego jakiego rodzaju jest to potrzeba, z
        czego wynika.

        > czy postawicie na szali, obniżycie częściowo, swój komfort życia,
        by > podnieść komfort życia swoich dzieci?

        nie, chyba że obniżenie mojego standardu życia byłoby w minimalnym
        stopniu. Nie widzę powodu, co więcej - uwazam to za niewychowawcze.
        Przykładowo - mogę dołożyć do kupna samochodu, jesli będę widzieć że
        moja córka na to ciężko pracuje i oszczędza. Ale nadal - dołożę, a
        nie kupię, choć to żaden problem.

        Tego, co się dostało na pstryknięcie palców się nie szanuje.
    • jagoja Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 30.01.09, 22:14
      Uważam, że rodzice powinni pomóc - jeśli mogą. Ja dostałam od moich
      Rodziców mieszkanie, jestem im za to dozgonnie wdzięczna. Dzięki
      temu dziś mam swój dom - kupiony bez kredytu, bo miałam od czego
      zacząć. Byc może dzięki temu - po 11 latach wciąz dobrze układa mi
      się w małżeństwe ;-). Nigdy nie musiałam mieszkać z teściami,
      zamieszkałam z przyszłym mężem przed ślubem (bo miałam gdzie).
      • marionaud_1 Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 01.02.09, 15:25
        Przyznaję, że to dziwnie postawione pytanie. Co to znaczy "czuć się
        zobowiązanym" w relacjach z najbliższymi osobami. Albo jest
        wspólnota rodzinna, kochasz swe dzieci i wtedy po prostu chcesz się
        dzielić z nimi wszyskim, cokolwiek masz i sprawia ci to radość i
        satysfakcję. To nie ma nic wspólnego ze zobowiązaniem, raczej z
        radością dzielenia się. Albo też wspolnoty rodzinnej nie ma i
        związki z dziemi regulujesz "zobowiązaniami" pytając siebie, jak
        daleko chcesz się posunąć w ewentualnych wyrzeczeniach. Jeśli to ta
        druga sytuacja, to nikt ci nie poradzi, bo tylko ty ocenisz co
        warto, a co nie. I chyba stan posiadania ani wiek dzieci nie mają
        tu wiele do rzeczy - to raczej stan uczuć rozstrzyga.
    • kicia031 Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 01.02.09, 18:08
      ja otrzymalam wiele omocy od swojej rodziny, podobnie jak moja matka od swojej
      matki...
      Teraz moj 16-letni syn ma juz zapewnione mieszkanie, podejmuje kroki by rowniez
      zapewnic mlodszemu lokum na start zyciowy...

      Dla mnie to normalka - pay it forward - tak sie robi w mojej rodzinie.
      • kajda28 Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 01.02.09, 18:35
        ja otrzymuje dużo pomcy od rodziców, przede wszystkim zawsze wiem że
        mogę na nich liczyć finansowo- od dwóch lat jestem sama z 2 dzieci,
        ostatnio po raz pierwszy pożyczyłam od nich pieniądze, pralka mi
        padła. Ale pewność że gdyby coś to mogę liczyć jest b. ważna.
        Dołożyli się na mieszkanie w którym mieszkam, obecnie pilnują dzieci
        jak jestem w pracy. Na tą chwilę uważam że mogę na nich liczyć- a z
        mojej strony próbuje jak najmniej od nich wymagać i chcieć.

        To wszystko zależy od tego czy rodzice chcą pomagać, i jeżeli dzieci
        nie żyją w skrajnej nędzy to w sumie nie mają takiego obowiązku .
        Ale niektórzy sami z siebie czują taką potrzebę, czasami krzywdząc
        swoje dzieci :(
        • izabeladrozd Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 02.02.09, 00:24
          mysle ze pomagac powinni jesli dziecko nie jest leserem pokaluje ze warto pomoc
          bo wsumie to co to za radosc z zyia jezdzic drogim autem wycieczi restauracje a
          dziecko nie ma np. gdzie mieszkac lub za co sie uczyc yak to chyba postepuja
          egoisci
      • marianka_marianka Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 02.02.09, 10:02
        kicia031 napisała:

        > ja otrzymalam wiele omocy od swojej rodziny>

        Ja również. I jestem moim rodzicom wdzięczna. Dzięki ich pomocy mogłam przejść na tzw "swoje" bez jakichkolwiek kredytów.
        Myślę, że w kochającej rodzinie na porządku dziennym jest chęć pomagania sobie wzajemnie, bez licytowania.
        Łatwiej jest żyć wiedząc, że są ludzie na których zawsze możesz polegać, ale taka jest chyba "rola" najbliższej rodziny...
    • aiczka Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 02.02.09, 14:21
      Myślę, że w każdym wypadku jest to kwestia indywidualnych odczuć i filozofii
      rodziców. Niektórzy mają bardzo surowe poglądy na temat "dochodzenia do
      wszystkiego samemu", inni sami skorzystali swego czasu z pomocy rodziców i źle
      by się czuli nie wyposażając w zamian swoich dzieci. Myślę, że nie ma powodu do
      deprecjonowania żadnej z tych postaw.
      Oczekiwania dzieci to trudny temat. Wszyscy się zgodzą, że niewłaściwe jest
      występowanie wobec rodziców z roszczeniami, zwłaszcza nie przystającymi do ich
      sytuacji finansowej, pretensje typu "wszystkim kolegom rodzice kupili mieszkania
      a wy mnie nie kupicie?" albo "moi rodzice kupili nam samochód a jego rodzice
      tylko jakieś badziewne garnki".

      W niektórych sytuacjach jednak odczucia tego rodzjau mogą po prostu powstać,
      jeśli pozostaną niewypowiedziane, to trudno ludzi za nie potępiać - jeśli z
      czyichś obserwacji wynika, że ludzie w podobnej sytuacji finansowej wspomagają
      dzieci w jakimś-tam stopniu, to może mimo woli oczekiwać tego samego od swoich
      rodziców. Mogą być także skutkiem błędu rodziców, którzy np. zawsze zapowiadali
      dziecku przekazanie mu połowy gospodarstwa, mieszkania po babci, starego
      samochodu przy zakupie nowego itp. a potem zmienili zdanie albo zmusiły ich do
      tego okoliczności.

      Samo proszenie o pomoc nie jest niczym dziwnym/nagannym - to raczej normalna
      rzecz w rodzinie. Powinno się jednak prosić/pytać w sposób umożliwiający odmowę,
      brać pod uwagę możliwości i chęci rodziny.
      Jest różnica pomiędzy prośbą o zajęcie się dziećmi jeden dzień, pożyczkę,
      odsprzedanie wymienianego samochodu po cenie trochę niższej niż rynkowa itd. a
      oczekiwaniem stałego dokładania się do czynszu, kosztownych prezentów, stałego
      pełnienia roli opiekunki, sfinansowania połowy mieszkania.
      • moreno68 Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 02.02.09, 15:11
        A co myślicie o sytuacji w której rodzice pomagają tylko jednemu
        dziecku?
        Dotyczy to mojej przyjaciółki.W momencie ,kiedy wyprowadziła się z
        domu do swojego chłopaka ,obecnie już męża,rodzice nigdy nie
        pomagali jej finansowo.Dodam,że jej rodzice nie akceptowali partnera.
        Wiele razy sami proponowali sami,ze kupią jej do mieszkania
        np.kuchnie czy obrączki ślubne,ale nigdy nie dotrzymywali słowa.
        Przyjaciółka sama też ich o pomoc nie prosiła.I w zasadzie nie było
        tematu.
        Inaczej wygląda sprawa z jej 6 lat młodszą siostrą.Rodzice w
        tajemnicy dołożyli jej 3/4 do mieszkania, do samochodu,do mebli.
        Akceptują siostry męża , na zasadzie- dokładamy i wymagamy.Czyli
        musicie robic tak jak chcemy.
        Tak sobie czasami plotkujemy czy to jest w porządku?Oczywiście każdy
        ma wolną wolę i może robic z własną gotówką co chce.Dodam,że jej
        siostra nie jest bezrobotna czy w złej sytuacji finansowej.
        Moja przyjaciółka mieszka w mieszkaniu męża , otrzymanym od jego
        rodziców .Jej Rodzice zawsze powtarzają ,że może na nich
        liczyc.Czasami śmieje się ,że na dobre rady do szybkiego wykoania
        napewno;)A najdziwniejsze jest to ,że w Rodzinie opowiadają ile to
        im zawdziecza zarówno ona jak i jej siostra.
        Co o tym myślicie?Nie mówimy tu o sytuacji kiedy rodzice nie mają
        ale właśnie o takim różnym traktowaniu rodzeństwa.

        A u mnie sytuacja wyglądała tak,że otrzymałam od rodziców
        mieszkanie, za co jestem im dozgonnie wdzięczna.Swojemu dziecku też
        kupiliśmy.Na dobry początek.


        • aiczka Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 02.02.09, 16:40
          Myślę, że w "normalnej" sytuacji, rodzice czuliby się "nie w porządku"
          wspomagając jedno z dzieci nieproporcjonalnie w porównaniu z drugim. Ale jest
          szereg sytuacji życiowych, które czynią to naturalnym. Jedno z dzieci może być
          bardziej niezależne i samodzielne, dużo lepiej zarabiać, mieć szczęście w
          interesach itd. - po prostu mniej potrzebować pomocy albo sprawiać wrażenie, że
          pomocy nie potrzebuje lub nie chce. Poza tym dzieci miewają różne potrzeby i
          czasem mimo chęci trudno jest zrównoważyć "wykładane" środki. Pomiędzy
          "wyprawianiem z domu" kolejnych dzieci mija też zwykle trochę czasu i sytuacja i
          możliwości rodziców ulegają zmianie.

          Myślę, że siostra Twojej przyjaciółki pozostała w bliższych związkach z
          rodziną, co zresztą niekoniecznie jest dla niej komfortowe (piszesz o kontroli
          rodziców). Zakładam, że wychodziła z domu rodzinnego do mieszkania kupionego
          przy okazji ślubu itd. To dało taką naturalną okazję do włączania się w różne
          koszta, wspólnego planowania itd.
          Tymczasem Twoja przyjaciółka "wyprowadziła się do swojego chłopaka", czyli jak
          się domyślam do urządzonego już mieszkania. To taki trochę manifest
          niezależności jednak. Trochę dziwne się wydaje występowanie z pomocą dorosłej
          osobie, która już "wyszła z domu", jak rozumiem ma się z czego utrzymać itd.
          Może nie wygląda to wszystko na "fajne i w porządku", ale też nie jest jakieś
          niezrozumiałe i godne potępienia.
          • moreno68 Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 02.02.09, 16:46
            Oczywiście w pełni się z Tobą zgadzam.Mieszkanie jej faceta było w
            stanie surowym i przez dłuższy czas spali na materacu z castoramy
            tak na marginesie.
            Sytuacja rodziców raczej się pogorszyła niż polepszyła, bo jedno z
            nich przeszło na emeryturę.
            Bardziej chodziło mi o zwrócenie uwagi,że niektórzy rodzice chcą
            kontrolowac życie swoich dzieci za pośrednictwem przekazywanych
            finansów.Mam też takie przykłady wśród znajomych.
            I tu już jest kwestiw wyboru czy lepiej skromie a niezależnie
            czy ,,złota klatka ,,.
        • anbull Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 03.02.09, 13:06
          moreno68 napisał:

          > A co myślicie o sytuacji w której rodzice pomagają tylko jednemu
          > dziecku?
          > Dotyczy to mojej przyjaciółki.W momencie ,kiedy wyprowadziła się z
          > domu do swojego chłopaka ,obecnie już męża,rodzice nigdy nie
          > pomagali jej finansowo.Dodam,że jej rodzice nie akceptowali
          partnera.
          > Wiele razy sami proponowali sami,ze kupią jej do mieszkania
          > np.kuchnie czy obrączki ślubne,ale nigdy nie dotrzymywali słowa.
          > Przyjaciółka sama też ich o pomoc nie prosiła.I w zasadzie nie
          było
          > tematu.
          > Inaczej wygląda sprawa z jej 6 lat młodszą siostrą.Rodzice w
          > tajemnicy dołożyli jej 3/4 do mieszkania, do samochodu,do mebli.
          > Akceptują siostry męża , na zasadzie- dokładamy i wymagamy.Czyli
          > musicie robic tak jak chcemy.
          > Tak sobie czasami plotkujemy czy to jest w porządku?Oczywiście
          każdy
          > ma wolną wolę i może robic z własną gotówką co chce.Dodam,że jej
          > siostra nie jest bezrobotna czy w złej sytuacji finansowej.
          > Moja przyjaciółka mieszka w mieszkaniu męża , otrzymanym od jego
          > rodziców .Jej Rodzice zawsze powtarzają ,że może na nich
          > liczyc.Czasami śmieje się ,że na dobre rady do szybkiego wykoania
          > napewno;)A najdziwniejsze jest to ,że w Rodzinie opowiadają ile to
          > im zawdziecza zarówno ona jak i jej siostra.
          > Co o tym myślicie?Nie mówimy tu o sytuacji kiedy rodzice nie mają
          > ale właśnie o takim różnym traktowaniu rodzeństwa.
          >
          > A u mnie sytuacja wyglądała tak,że otrzymałam od rodziców
          > mieszkanie, za co jestem im dozgonnie wdzięczna.Swojemu dziecku
          też
          > kupiliśmy.Na dobry początek.
          >



          Znam bardzo podobny przykład, braku pomocy córce ze względu na brak
          akceptacji jej męża. Ciekawe czy ci rodzice będą oczekiwać na
          starość pomocy od starszej córki i jej męża.

          • moreno68 Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 03.02.09, 16:19
            Też się nad tym zastanawiałyśmy przy babskich plotach.Ja uważam ,że
            tak.Młodsza siostra ma super układ z rodzicami ponieważ pozwala im
            kierować życiem swoim i męża.W odczuciu rodziców mojej przyjaciółki
            (mówią jej o tym wielokrotnie wprost) to z nią a szczególnie z jej
            mężem jest coś nie tak.Rodzice nie mają sobie nic do zarzucenia
            ponieważ z młodszą siostrą mają super układ.Wogóle wyznają zasade,że
            rodzina powinna trzymać się razem.Ale na ich warunkach;)
            I w moim odczuciu pieniądze są dla nich świetnym narzędziem
            kontroli .Przykre takie rodzinne piekiełko.
            • kavainca Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 03.02.09, 17:47
              Tak, znam takich. Moi tesciowe tak próbują manipulować moim mężem:(
              W ostatnim Twoim Stylu jest świetny reportarz na ten temat.
              Generalnie to obrzydliwa manipulacja i wystawianie wekslów
              emocjonalnych:((((
    • kavainca Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 02.02.09, 14:35
      Odpowiem na podstawie własnego doswiadczenia.
      Moi rodzice zabezpieczyli mnie i moją siostrę w nastepujacy spośób -
      dostałyśmy wykształcenie,mieszkania i określoną ilość gotówki.
      Dodatkowo, kiedy któreś z nas lub nasi mężowie mieli problemy
      zawodowe zawsze pomagali - nie finansowo:)
      Nie widzę w tym nic nadzwyczajniego. Jesli ma sie dzieci i ma sie
      możliwości, to zapewnienie im godziwego startu jest czymś
      najnormalniejszym na świecie.
      Dodam jeszcze,że od wielu lat obie jesteśmy samodzielne finansowo i
      nie wisimy na rodzicach:)
      • kavainca Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 02.02.09, 14:43
        I jeszcze...
        jak juz nas spłacili (tak to słodko nazwali:)) to powiedzieli,że na
        spadek mamy nie liczyć, bo oni zamierząją wszystko przejeździć - i
        za to ich kocham:)
    • karolina.chonly Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 02.02.09, 17:07
      Jesli to faktycznie tylko staniecie na nogi i sa takie mozliwosci to
      jaknajbardziej - no chyba, ze pociecha sama nie chce.

    • nataliak9 Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 02.02.09, 17:43
      dla mnie normalne jest, że zamozni rodzice ułatwiają start w
      dorosłość swoim dzieciom, w zależności od możliwości jak również to,
      że zamożne dzieci ułatwiają trudne zycie emeryta swoim starym
      rodzicom też na miarę swoich mozliwosci.
      wyjatkiem byłoby jakieś rażące, chamskie zachowanie się względem
      siebie.
    • zefirekk Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 03.02.09, 19:29
      moi rodzice kupili mi działkę, wspomagają finansowo jak jest dołek, i pozwalają u siebie mieszkać podczas gdy nasz dom się buduje - moi rodzice uważają, że skoro mają jakieś pieniądze i mogą sobie pozwolić na pomoc, to logiczne, że to zrobią. Rodzice mojego męża uważają, że skoro wyprowadził się z domu, to tak jakby nie istniał (w sensie pomagania) i ok. Tak się do nich odnosili ich rodzice, i tak teraz oni do mojego męża. Czasem mu przykro, że moi rodzice nam pomagają, a jego mają to gdzieś (mimo, że są zamożniejsi od moich), ale ja uważam, że widocznie mają inne poglądy i tyle.
      Dom budujemy taki, żeby jak moi rodzice będą już (odpukać) zniedołężniali, mogli z nami mieszkać i nie martwić się o nic. Tak to chyba działa w normalnych rodzinach. Troszczą się wszyscy nawzajem.
    • burza4 konsekwencje 04.02.09, 12:41
      w kilku wątkach przewinął się motyw kontrolowania, szantażu i
      wywierania wpływu na decyzje dzieci.

      i tak się zastanawiam - jeśli ktoś chce być niezależny, to nie
      oczekuje wsparcia. Dlaczego rodzic musi wspierać dorosłe dzieci,
      przecież to jest właśnie przejmowanie odpowiedzialności za ich życie
      i ich decyzje?

      nie pałam żądzą kontrolowania życia córki, ale z kolei jeśli w moim
      mniemaniu dokonuje ona błędnych wyborów - to dlaczego JA mam ponosić
      ich konsekwencje (bo "powinnam" pomagać)?

      na przykład - wybiera nierokujący finansowo zawód, bardzo pięknie że
      ma pasję, ale z mało którego hobby da się żyć. Nie będę tępić jej
      wyborów, ale dlaczego miałaby liczyć, że jesli np. ma chęć zostać
      nauczycielką i wyjść za kolegę nauczyciela, to ja będę wspierać do
      śmierci finansowo ich rodzinę? Ja nie narzucam jej swojego zdania,
      nie każę zmienić pracy, męża, ale nie mam też ochoty ponosić
      konsekwencji jej życiowych wyborów.

      nawiasem mówiąc - lansowanie tezy, że tylko rodzice wypruwający z
      siebie flaki do późnej starości zasługują na opiekę dzieci na stare
      lata jest znacznie większym przegięciem.

      • kavainca Re: konsekwencje 04.02.09, 13:04
        > i tak się zastanawiam - jeśli ktoś chce być niezależny, to nie
        > oczekuje wsparcia. Dlaczego rodzic musi wspierać dorosłe dzieci,
        > przecież to jest właśnie przejmowanie odpowiedzialności za ich
        życie
        > i ich decyzje?
        naprawdę nie widzisz róznicy pomiedzy wspieraniam a przejmowaniem
        odpowiedzialności?
        Uważasz, że ok jest powiedzieć: "pomogę Ci, ale na moich warunkach"?
        • burza4 Re: konsekwencje 04.02.09, 16:37
          Widzę różnicę, tylko z obserwacji otoczenia i setek przeczytanych
          postów wynika, że "dzieci" nie bardzo widzą.

          pomogę jesli widzę sens, przede wszystkim NIE NA STAŁE; moje prawo.
          Tylko do tego sprowadza się "na moich warunkach".

          Pomogę jeśli ta pomoc będzie miała ręce i nogi i da jakiś wymierny
          efekt. Nie mam tylko ochoty ponosić do końca życia konsekwencji
          wyborów życiowych mojej córki. PRZYKŁAD - jeśli wybierze sobie
          zawód, który praktycznie uniemożliwia godziwe utrzymanie
          siebie/rodziny - to ja tego nie neguję, jej święte prawo, tylko
          niech mi nie jojczy później że się w ciucholandzie musi ubierać.

          Czy powinnam w takiej sytuacji czuć wyrzuty sumienia jadąc na Kubę?
          bo mam wrażenie, że część respondentek wyraża jednak pogląd, że
          jeśli rodziców stać, to egoizmem jest niepomaganie dzieciom.

          Czy do końca życia mam rezygnować z tego, co mi sprawia radość,
          wyjazdów, czy dobrego samochodu, bo mojemu dziecku zachciało się
          wybrać sobie zawód, w którym pensja przypomina kieszonkowe?

          ja jej nie zmuszam do zmiany zawodu, ale niech ONA ponosi
          konsekwencje swoich wyborów, nie ja. Niby to oczywiste, ale myślicie
          że nie będzie miała żalu np. że rodzice na Karaiby pojechali, a jej
          nie stać na wczasy w Ustce?
          • verdana Re: konsekwencje 04.02.09, 17:15
            Nie musisz dziecku pomagac. pod warunkeim, ze bedziesz w stanie
            patrzec, jak Twoje dziecko pracuje cale zycie w zawodzie, ktorego
            nienawidzi i jest z facetem, ktorego nie znosi. I bedziesz umiala
            jednoczesnie cieszyc się przyjemnosciami wlasnego zycia, samochodem
            i Karaibami.
      • moreno68 Re: konsekwencje 04.02.09, 14:47
        Masz racje.Ja akuratb podałam przykład szantażu emocjonalnego
        pt.pomogę Ci na określonych warynkach.Akurat u mojej znajomej tak
        było.Nigdy rodziców nie prosiła o pomoc finansową , sami mówili
        wprost,że np.pomogą jej finansowo jak zerwie z narzeczonym.Przykra
        sytuacja.
        Nie zerwała, nie chce pomocy , o nic nie prosi a i tak kontakty ma
        delikatnie mówiąc odbiegające od standardów-bo nie podporządkowała
        się woli rodziców.
        I warto tu wspomniec ,że taka pomoc powinna działac w obie strony .
        Nie uszczęśliwiam córki na siłę , nie macham książeczką przed
        nosem , nie wypominam danych prezentów i odwrotnie.
        Jak w którymś z postów nie szantażuje mamy,że po śmierci ojca chce
        ułożyc sobie życie.
        Tolerancja dla odmienności to podstawa.
      • verdana Re: konsekwencje 04.02.09, 15:06
        Czyli nawet jesli rodzice maja kasę i mogliby pomoc dziecku - i maja
        na to chęć - powinni powiedzieć - wybierz nie taki zawod, jaki
        lubisz, ale taki, zebyś miał z tego pieniądze. Bo tylko to się
        liczy.
        Jest sporo zawodów, ktore daja nawet kasę, ale po pewnym czasie. Nie
        rozumiem, dlaczego dla zasady moje dziecko mialoby wybrac zawod
        tylko pod kątem tego, ile bedzie zarabiac na poczatku swojej
        kariery... No i oczywiscie raczej wyjśc za chama z kasą niz za
        ukochanego nauczyciela.
        • moreno68 Re: konsekwencje 04.02.09, 15:49
          swięta słowa verdana:)
          I czy odracając sytuacje na starośc mamy Rodziców wspierac tylko
          emocjonalnie czy też finansowo.Bo jeżeli nie wybrali zawodu
          zapewniającego im godziwej emertury ,nie mają określonych
          oszczędności na opiekunkę czy lekarstwa to przecież nie wina
          dzieci.Mogli lepiej sobie życie ułożyc, może byc bardziej
          przedsiębiorczy albo miec lepszego parnera życiowego.
          Dla mnie abstrakcja.Ale jeżeli sama postępuje w taki sposób to nie
          oczekuje innego postępowania od dziecka.
        • burza4 Re: konsekwencje 04.02.09, 16:53
          niech sobie wybiera kogo chce - tylko niech ONA ponosi tego
          konsekwencje. Chce być nauczycielem - ależ proszę bardzo. Tylko nie
          wiem czemu ja mam za to płacić obniżeniem standardu mojego życia?
          akurat zawód nauczyciela nie daje oszałamiających perspektyw, tym
          bardziej znając predyspozycje własnego dziecka (wiem, ze wybitną
          jednostką nie będzie).

          bardzo fajnie mieć dziecko z pasją, takiego zapaleńca. Tylko
          chciałam zwrócić uwagę, że na te jego życiowe pasje ktoś inny musi
          zarobić... i wg mnie egoizmem jest realizacja swoich pasji kosztem
          rodziny, ale co kto lubi.

          ja np. wolałabym spędzać czas malując krajobrazy. No ale ktoś musi
          zarobić na chleb i dach nad głową, na taki luksus nie mogę sobie
          pozwolić. Za x lat chciałabym móc jeździć po świecie, będzie mnie na
          to stać, bo latami na to zapracowałam, ale ... uuuups, moje dziecko
          wybrało sobie piękny zawód, tylko nie ma co do gara włożyć....

          nie mam ochoty żyć w rozdarciu i w poczuciu że tak źle i tak
          niedobrze - albo pomogę kosztem własnych marzeń, albo będę żyć w
          odium potępienia, bo robię swoje a mojemu dziecku/wnukom przydałaby
          się pomoc.

          Wybrała - cudownie, moje gratulacje, jak sobie pościele tak się
          wyśpi. ONA, NIE JA.
          • moreno68 Re: konsekwencje 04.02.09, 17:04
            W pełni się z Tobą zgadzam.Ty wyznaczasz jasne granice i Twoja córka
            też ma do tego prawo.
            Nie wymagasz od niej więcej niż dajesz.
            Nie narzekasz na własną niską emeryturę ,podczas gdy córka zwiedza
            Kubę;).I nie oczekujesz pomocy materialnej tylko dlatego,że ją
            urodziłaś i wychowałaś.
            Wyprowadza się z domu i każdy gra do własnej bramki.I takie
            postawienie sprawy jest uczciwe.
            • verdana Re: konsekwencje 04.02.09, 17:14
              Oczywiscie - to jest uczciwe. Chorujesz, nie stac Cie na pomoc
              dochodzacą - nie jesz. Bo nie zgromadzilas oszczędnosci, a corka
              woli zdecydowanie po wielu chudych latach kupic sobie luksusowe buty
              i iść do teatru, niz przynosić Ci zupę. Nie narzekasz też, że z
              emerytury nie możesz wykupic lekarstw, a corka kupuje sobie trzeci
              samochod.
              każdy w rodzinie bowiem powinien wszystko co ma przeznaczać
              wyłacznie na siebie i nieletnie dzieci, i nikomu opocz siebie nie
              pomagać i nie robic przysług. Tak jest naprawde sprawiedliwie i nie
              ma w tym nic zlego.
              Milosci tez w tym nie ma.
              • moreno68 Re: konsekwencje 04.02.09, 17:32
                Oczywiście ,że nie ma w tym miłości.Ale przynajmniej burza
                wyznaczyła jasne granice.Pewnie nie tylko na forum ale i w
                życiu.Można się nie zgadzac z definicją takiej rodzinności ale
                przynajmniej nie ma nieporozumień.
                A wracając do opisanej przeze mnie historii to Rodzice mojej
                przyjaciółce nic nie dali(mimo możliwoąci) natomiast mają
                oczekiwania,że ponieważ dobrze zarabia powinna pomagac siostrze i na
                starośc im .Bo na tym polega rodzinnośc w ich pojęciu.
                Tyle,że jak na starcie pomagali finansowo jednej córce a drugiej
                nie,to już o rodzinności zapomnieli.Fakt ,że drugiej pomagali
                finansowo z tzw.ukrycia;),oficjalnie nigdy nie powiedzieli,że kupili
                siostrze mieszkanie.
                Nieoficjalnie się wydało kiedy od znajomych chcieli pożyczyc pewną
                kwotę ponieważ brakuje im do całej sumy na zakup mieszkania.Ich
                pieniądze , ich prawo dysponowania.Tylko uczciwości i jasnego
                postawienia sprawy zabrakło.
                I dlatego chociaż wybory życiowe burzy nie mają nic wspólnego z
                moimi to szanuje ludzi,którzy potrafią jasno określic granice i na
                starośc lub w innych trudnych sytuacjach pozostają wierni włąsnym
                poglądom.I nie są pijawkami na głowie własnych dzieci;)
              • burza4 Re: konsekwencje 05.02.09, 13:56
                to jest właśnie potwierdzenie absolutnie chorego podejścia, które
                zakłada, że rodzicowi należy się opieka tylko wtedy jeśli DO KOŃCA
                ŻYCIA wypruwa z siebie flaki dla dzieci.

                i to jest dla mnie nie do przyjęcia.

                rodzicom należy się opieka/wsparcie NIEZALEŻNIE od tego, czy
                pomagali DOROSŁYM dzieciom. I moralnie, i prawnie dodam.

                Czy wg ciebie rodzic kocha tylko wówczas, jeśli wszystko oddaje
                dzieciom, zwalnia je z odpowiedzialności za własne życie, wspiera
                finansowo? Oczekiwanie że dziecko samo poniesie konsekwencje swoich
                życiowych wyborów jest przejawem znieczulicy rodziców? ciekawe
                podejście, zaiste....
                • moreno68 Re: konsekwencje 05.02.09, 14:09
                  co jesteś w stanie burza w sferze emocjonalnej zaoferowac własnemu
                  dziecku?
                  Co jesteś dobrowolnie w sferze materialnej?Bez przymusu z potrzeby
                  serca.
                  Czy oczekujesz wsparcia od dorosłego dziecka NIEZALEŻNIE od tego czy
                  Ty to wsparcie od siebie jako RODZIC dorosłego dziecka dajesz?
                  Czy to wsparcie jest Ci należne tylko z tego tytułu że dziecko
                  urodziłaś i wychowałaś?
                • verdana Re: konsekwencje 05.02.09, 16:18
                  Czyli dziecko ma ci byc wdzięczne, ze je urodzilas i dalaś jeść? Juz
                  rozumiem tych mlodych, co mowia, ze sie na swiat nie prosili.
                  Najpierw chcesz miec dziecko, a potem chcesz, aby Ci sie za to
                  wywdzieczyli.
                  Nie maja za co.
                  • burza4 Re: konsekwencje 06.02.09, 10:42
                    Ja niczego od dziecka nie oczekuję, poza tym że wykorzysta swój
                    potencjał do tego żeby nie wisieć na mnie do końca życia.

                    ja nie uważam, że jesli rodzice nie pomagają finansowo, niech nie
                    oczekują na starość pomocy, to ty prezentujesz takie stanowisko.

                    zwracam jedynie uprzejmą uwagę, że pomoc/opieka rodzicom się nalezy
                    po prostu dlatego że są rodzicami, tak samo jak dzieckiem trzeba się
                    opiekować tylko dlatego ze jest dzieckiem. Nie bez powodu
                    ustawodawcy właśnie tak na to patrzą.

                    I owszem, dziecko powinno być wdzięczne - za wychowanie/wykstałcenie
                    i z to co rodzice mu poświęcili przez 20 parę lat. Twoje nie mają za
                    co być wdzięczne, bo uważają, że im się to należy jak psu buda?
                    • kavainca Re: konsekwencje 06.02.09, 12:27
                      I owszem, dziecko powinno być wdzięczne - za
                      wychowanie/wykstałcenie
                      > i z to co rodzice mu poświęcili przez 20 parę lat. Twoje nie mają
                      za
                      > co być wdzięczne, bo uważają, że im się to należy jak psu buda?

                      Bardzo Cię przepraszam, ale nie chciałabym być córką rodziców,
                      którzy uwazają, żę "mnie poświęcili!!!!" 20 lat życia.
                      Idąc Twoim tokiem rozumowania, to Ty uwarzasz, że każdy ponosi
                      odpowiedzialność za swoje decyzje. Skoro zdecydowałaś sie na
                      dziecko, to dlaczego uważasz, że powinno byc Ci wdzięcznę????
                      • verdana Re: konsekwencje 06.02.09, 16:28
                        Oczywiscie - kazdy powinien wiedziec, ze chcac miec dziecko decyduje
                        się na "poswięcenie" mu wielu lat. To tylko jego decyzja - w dodatku
                        na ogół podyktowana wlasnymi checiami. Nie ma więc żadnego powodu by
                        w jakikolwiek sposób odwdzięczać się rodzicom, za to ze chceli mieć
                        dziecko i zrobili sobie przyjemność powolujac je do życia.
                        rodzenie dzieci nie jest obowiazkowe.
                        Dziecko nie ma za co byc wdzięczne - podjecie decyzji o dziecku jest
                        podjeciem decyzji o obowiazkach wzgledem niego. Podejmuje się je
                        wyłacznie na wlasne życzenie, nie na zyczenie dziecka.
                    • verdana Re: konsekwencje 06.02.09, 16:31
                      Opieka nad rodzicami nalezy się tylko, o ile rodzice nie posiadaja
                      środkow do zycia - wtedy należą im się alimenty. Wg. Twojego
                      rozumiwania, to rodzice-nieudacznicy, ktorzy nie potrafili zapewnić
                      sobie srodków i chcą wykorzystać wlasne dzieci.
                      Opieka polega także na umieszczeniu w Domu Starców.
      • kicia031 Re: konsekwencje 05.02.09, 15:01
        . Dlaczego rodzic musi wspierać dorosłe dzieci,

        Nie musi. Ale czesto chce i czesto dawanie daje mu duzo wieksza
        frajde niz konsumpcja. Kwestia wartosci jakie sie wyznaje w zyciu.

        Ja bym bardzo chetnie wspierala dziecko, ktore wybralo nieintratny
        za to spolecznie pozyteczny zawod, jak wlasnie nauczyciel.
        • burza4 Re: konsekwencje 05.02.09, 17:10
          kicia031 napisała:

          > Nie musi. Ale czesto chce i czesto dawanie daje mu duzo wieksza
          > frajde niz konsumpcja. Kwestia wartosci jakie sie wyznaje w zyciu.

          Kiciu, dawanie daje frajdę, ale wtedy jeśli jest wynikiem chęci a
          nie przymusu. Z miłą chęcią zabiorę kiedyś wnuki do Paryża, ale
          wątpliwą przyjemność sprawi mi coroczne opłacanie im kolonii ze
          świadomością, że jeśli tego nie zrobię, to będą siedziały w domu
          całe lato, bo ich rodzice bujają w obłokach zamiast zapewnić byt
          dzieciom.

          sorry, ale uważam, że jesli się zakłada rodzinę, to trzeba w
          pierwszym rzędzie zapewnić jej byt, a jeśli wykonywany zawód tego
          nie umożliwia, to cóż - pozostaje realizację własnych zawodowych
          pasji odwiesić na kołek.

          Babcia ma się poświęcać, a rodzice nie muszą?

          • kicia031 Re: konsekwencje 06.02.09, 13:46
            wątpliwą przyjemność sprawi mi coroczne opłacanie im kolonii ze
            > świadomością, że jeśli tego nie zrobię, to będą siedziały w domu
            > całe lato, bo ich rodzice bujają w obłokach zamiast zapewnić byt
            > dzieciom.
            >
            A ja nie pozwolilabym zeby MOJE wnuki gnily w miescie w imie
            pokazywania ich rodzicom, ze maja ponosic konsekwencje swoich
            wyborow.
            • aiczka Re: konsekwencje 06.02.09, 16:52
              Wiesz, jest różnica pomiędzy "nie zrobię tak" a "sprawi mi to wątpliwą
              przyjemność".
              Popieram burzę w twierdzeniu, że sytuacja "mogę pomóc, chcę pomóc, widzę, że
              pomoc ma sens" jest zupełnie inna niż "no i znowu muszę pomóc, bo inaczej..., no
              i znowu proszą i jak mam odmówić...".
              Rodzina powinna sobie pomagać, ale jednocześnie dążyć do nienadużywania
              życzliwości krewnych. Wtedy kształtują się zdrowe i sympatyczne stosunki.
    • amb25 Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 04.02.09, 13:34
      Witaj
      Ja mysle, ze nie powinni. Dziecko, ktore chce stabilizacji jest juz
      dorosle i odpowiedzialne za wlasne czyny.
      Wazne jest aby dziecko wiedzialo, ze w razie klopotow ktos wyciagnie
      do niego pomocna dlon, ale to nie znaczy ze da mu pieniadze czy kupi
      mieszkanie. Najwazniejszy jest dobry kontakt z dzieckiem.
      Czy moze czuc zawod? Pewnie, ze moze, ale to zalezy od otoczenia i
      od oczekiwan, ktore wpoili mu rodzice.
      Ostatecznie, jesli rodzice wszystkiego nie przepija przed smiercia,
      to i tak dostanie spadek :).
      • anbull Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 04.02.09, 21:46
        Ja mam inne niż burza podejście do hobby i pasji. Z moich obserwacji
        wynika,że nawet nie popłatne zajęcie z czasam daje dobre pieniądze i
        godziwe życie, a przy tym żyje się w zgodzie ze sobą.

        Rozumiem, że można mieć problem z pomocą osobie, której sie w
        jakiejś części nie akceptuje, ale przecież to nie wyklucza, że córka
        burzy będzie szczęśliwa z mężem o innym światopodlądzie niż matka.
        Więc może warto pomóc szczęściu córki...?

        czy z powodu, nie trafnego wyboru męża, odrzucać swoje własne
        dziecko? uprzykrzać mu maksymalnie start bo jest szczęśliwe z osobą
        mi niepasującą? Tu może problem wynika z przekazaniem dziecku innych
        wartości niż chcieliśmy i z poczuciem porażki.
        • moreno68 Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 04.02.09, 22:43
          Chyba burza nie uprzykrza życia dziecka tylko poprostu nie ułatwia.A
          jeżeli ułatwi materialnie to tylko ,jeśli to życie córki będzie
          zgodne z jej wizją i zasadami.
          • burza4 Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 05.02.09, 15:23
            To nie jest kwestia dyktowania swoich warunków - po prostu
            niesmakiem napawa mnie lansowany model że rodziców stać to MUSZĄ
            pomagać. Czyli pośrednio - brać na siebie odpowiedzialność za
            decyzje i wybory dorosłych dzieci.

            Pomogę na starcie, jeśli będę widziała, że jest to faktycznie WSTĘP
            do samodzielnego życia, ale nie chcę MUSIEĆ pomagać STALE.

            Poprę każdy wybór dziecka, jeśli ten wybór nie będzie MNIE zmuszał
            do wieloletnich wyrzeczeń. Jeśli moje dziecko zapragnie paść barany
            na bieszczadzkich połoninach - w porządku, ale niech dokona tego
            wyboru ze świadomością konsekwencji, czyli tego na jakie życie
            będzie sobie mogła z takiej pracy pozwolić. I jeśli stwierdzi, że
            pasuje jej wersja biednie, ale zgodnie z naturą - ok. Ale jeśli
            dokona takiego wyboru ale potem będzie mieć pretensje, bo nie
            dofinansuję jej wczasów, czy samochodu mimo że mnie stać - to jest
            to mocno nie fair.

            skoro uważa się, że rodzice powinni pomóc na starcie to kiedy
            ten "start" się kończy, bo z obserwacji choćby wpisów na forum
            wynika, że na święte nigdy?
            • aiczka Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 06.02.09, 12:58
              Chciałam tylko napisać, że zgadzam się z burza4. Na razie piszę tylko z pozycji
              >dziecka<. Przyjęłam pomoc rodziców przy urządzaniu mieszkania, ale odkąd
              mieszkam już osobno, uważam, że powinnam radzić sobie sama (czy też, jak w moim
              przypadku, z ukochanym mężczyzną).
    • weronika.3 Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 05.02.09, 15:16
      Kiedy byłam mała, Babcia opowiadała mi bajki. Jedna z nich mówiła o matce
      staruszce, która miała 3 synów. Pierwszy był młynarzem , drugi-kupcem ,
      trzeci-ubogim rolnikiem. Pierwszemu wiodło się doskonale, drugiemu -różnie, a
      trzeci- klepał biedę. Matka pomagała trzeciemu. Aż pewnego razu synowie zapytali
      ją dlaczego pomaga tylko trzeciemu. Ona odpowiedziała: "Mam trzech synów.
      Wszystkich was kocham jednakowo. Ale mój trzeci syn głoduje, marznie, biedę
      klepie. On jeden wymaga mojej pomocy."

      Myślę, że podobnie jak w tej bajce. Tak więc nie jest to kwestia powinności.
      Raczej sprawa trudnej sytuacji i możliwości pomocy.
      • burza4 Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 06.02.09, 10:53
        życie to nie bajka.

        mnie np. mierzi takie podejście, niestety typowe w tym państwie.
        bo jest to karanie za to, że ktoś jest bardziej pracowity, bardziej
        się stara. Wspiera się lenia, lesera i obiboka.

        rolnik z bajki zamiast ruszyć głową jak wyjść na prostą i zakasać
        rękawy będzie żył z renty babci, bo po cóż się wysilać, skoro ma
        podane na tacy.

        Oczywista jest chęć pomocy w chwili kryzysu, choroby, utraty pracy.
        Tylko czy tak samo oczywista ma być bo ktoś wybrał taką a nie inną
        drogę życiową?

        nie rozumiem dlaczego rodzic powinien czuć sie zobligowany do stałej
        pomocy jeśli dziecko np. "nie chce brać udziału w wyścigu szczurów"
        w związku z tym olało studia i robi karierę prowadząc stoisko rybne
        w realu, no i oczywiście ma problem skąd wziąć na czynsz?
        • kawka74 Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 06.02.09, 14:16
          > życie to nie bajka.

          Jak to nie? Wszystko się zrobi samo, jakoś to będzie, operatywność zostanie
          ukarana, wyuczona bezradność nagrodzona, a wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie
          mit Luft und Liebe.
          • chicarica Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 08.02.09, 13:30
            Tak tak, i patrzcie na ptaka, nie orze, nie sieje, a je. I prędzej wielbłąd
            przejdzie przez ucho igielne...
        • weronika.3 Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 06.02.09, 16:01
          Życie , to nie bajka. Ale bajki właśnie powstawały na podstawie doświadczeń
          życiowych ludzi. Zawierają wiele prawd i nauk przydatnych w życiu. Trzeba umieć
          dostrzec morał. Ta bajka, wspaniale ilustruje przysłowia "Jak sobie pościelesz,
          tak się wyśpisz", "Przyjaciół poznaje się w biedzie" i powiedzenie "Z rodziną
          dobrze wychodzi się tylko na zdjęciach". Moim zdaniem morał tej bajki powiada,
          że na osiągnięcie własnej stabilizacji w dorosłym życiu pracujemy od wczesnych
          lat młodości, że lepiej liczyć na siebie, bo a nóż zostanie nam tylko "matka
          staruszka". Ta bajka wbrew pozorom nie mówi, że rodzic powinien się czuć
          zobligowany do niesienia pomocy.
        • verdana Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 06.02.09, 16:35
          Rodzice nie sa do niczego zobligowani i jest dla mnie jasne, ze nie
          ma żadnej potrzeby pomocy, o ile dziecku po prostu się nie chce
          pracować i liczy na datki od rodziny.
          Inna sprawa jest wtedy, gdy ma się dziecko, ktore bardzo chce
          pracować, ale w dziedzinie nie przynoszacej poczatkowo dużych
          dochodów. Albo woli wyjść za maż za przyzwoitego, niezaradnego
          faceta niz za zaradnego, ktorego nie znosi.
          W tym pierwszym wypadku rozumiem wrecz, ze nie nalezy pomagac, bo
          pomoc jest demoralizująca. W tym drugim brak pomocy ze strony
          zamożnych rodziców z komentarzem " nie pomogę, bo źle według mnie
          wybrałas drogę zyciową i z przyjemnoscia popatrzę jak ponosisz
          konsekwencje" jest takze dopuszczalne, oczywiście.
          Tyle, ze nie swiadczy o jakimkolwiek uczuciu do dziecka - tylko o
          żądzy wladzy nad dzieckiem.
          • ane16 Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 06.02.09, 20:29
            Rodzice mogą pomóc - jeżeli chcą,
            a nie powinni - jeżeli mają.
            Ja myśle ,że to "idzie " z pokolenia na pokolenie:
            Ja nie dostałam od moich rodziców to i nie dam swoim dzieciom,niech dorabiają
            się sami jak my i tak samo w drugą stronę.
            Moi rodzice nigdy nie odmówili mi pomocy zarówno finansowej jak i zwyczajnej od
            serca.
            Nie wyobrażam sobie ,abym moim dzieciom nie pomogła.
            Wiadomo,że to musi być pomoc rozsądna.
          • burza4 Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 07.02.09, 14:04
            nie widzę żadnej żądzy kontroli w tym, że oczekuję KONSEKWENCJI.
            Chcę pomagać dlatego że sprawi mi to przyjemność, a nie dlatego że
            muszę, bo moje dziecko jest mniej lub bardziej nieodpowiedzialne.

            Nieodpowiedzialnością jest dla mnie nie tylko zaprzepaszczenie szans
            życiowych ale również wybór zajęcia, choćby najbardziej ulubionego,
            które nie umożliwia utrzymania rodziny. Dla mnie potrzeby rodziny są
            bezwzględnym priorytetem. Jeśli nie da się pogodzić pasji i
            zarobienia na rodzinę, to się z pasji rezygnuje; a nie wyciąga rękę.
            Sorry, taki lajf.

            Jeśli moje dziecko sobie wybierze ukochany acz niepłatny zawód, to
            niech będzie konsekwentna. Jeśli jej priorytetem jest realizacja
            zawodowa to wówczas dostosowuje się poziom życia do możliwości
            zarobkowych. Jeśli to potrafi i nie przeszkadza jej mizeria życia -
            ukłony. Mogę szanować osoby pokroju taty Borejko, bo one są
            konsekwentne w swoich wyborach. Nie mam szacunku dla osób które
            świadomie dokonują wyboru a potem całe życie jęczą na wybrane
            zajęcie.

            Jeśli dziecię oczekuje od rodziców polepszenia swojego standardu, to
            znaczy że ten standard na który jest w stanie zarobić jej NIE
            ODPOWIADA, czyli pośrednio wybrana praca również. A skoro tak -
            niech się ździebko wysili i pogłówkuje co zrobić żeby wilk był syty
            i owca cała. Dlaczego mam ją z tego zwalniać na dzień dobry?

            świat nie jest czarno-biały, przypominam. Nie dokonuje się wyboru
            JEDYNIE między pracą ukochaną a znienawidzoną, są jeszcze możliwości
            pośrednie. To samo dotyczy facetów, choć osobiście uważam, że
            niezaradnego safandułę i tak z czasem znienawidzi, więc żadna strata.

            To nie jest akcja odwetowa, to zdrowy rozsądek. Cholera,
            kilkadziesiąt lat pracowałam na to żeby móc realizować swoje
            marzenia. Mam z tego rezygnować bo mojemu dziecku nie chce się
            bardziej wysilić? kto powiedział, że młodzi muszą mieć wszystko od
            razu na starcie? ja własnego mieszkania, samochodu itp dorobiłam się
            znacznie później, i jest to o niebo bardziej cenne przez to, że na
            własnej skórze dostrzegam różnicę mieć-nie mieć. Pomogę dziecku
            zawsze kiedy będzie ważny powód (i kiedy będę miała ułańską
            fantazję), dostanie na start spore mieszkanie. Ale nie będę jej
            stale pomagać opłacać rachunków czy dokładać kasy, żeby jakoś
            związała koniec z końcem. To jest demoralizujące, czy raczej
            dezaktywujące niezależnie od pobudek.

            Właśnie stała pomoc to przejmowanie kontroli nad dzieckiem, a raczej
            odpowiedzialności za jego życie. Mam wielu znajomych, których dzieci
            są już dorosłe i widzę zatrzęsienie bardzo negatywnych przykładów do
            czego prowadzi STAŁA pomoc. Nie widzę żadnego pozytywnego.
            • triss_merigold6 Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 07.02.09, 15:10
              Wiesz Burza, tak czytam i się zastanawiam. Z jednej strony dostałam
              od starszego pokolenia potworny kod inteligenta ideowca z którego
              otrząsnęłam się dopiero koło 30-tki, z drugiej wyposażono mnie
              materialnie na start bardzo przywoicie. Mój ojciec należy do
              kategorii mężczyzn mało walczących w życiu o swoje, chociaż zawodowo
              w swojej branży osiągnął maksa ale... gdyby był bardziej operatywny
              finansowo miałby "bosko" zamiast "bardzo dobrze". I to dopiero w
              ostatnich latach.
              Mam syna a więc IMO obowiązek wychowania go na mężczyznę, który
              potrafi utrzymać rodzinęi będzie miał ku temu ambicje. Opcja wyboru
              np. filozofii jako kierunku studiów byłaby zwalczana ostro, to już
              wolę, żeby był spawaczem, hydraulikiem czy parkieciarzem - konkretne
              to i kasę daje. KOnieczność utrzymania rodziny - priorytet
              bezwzględny. Realizować w niedochodowej pasji to się można jako
              singiel, jak są dzieci to do roboty. I nie ma opcji, że dzieciom
              wystarczy mortadela zamiast szynki czy życie w kawalerce zamiast w
              przyzwoitych warunkach.
              Tata Borejko jest dla mnie osobiście typem do odstrzału, w życiu nie
              zainteresowałam się podobnym facetem, konkret preferuję.
              • kicia031 Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 07.02.09, 15:29
                Opcja wyboru
                > np. filozofii jako kierunku studiów byłaby zwalczana ostro, to już
                > wolę, żeby był spawaczem, hydraulikiem czy parkieciarzem

                Noi popatrz, ja skonczylam filozofie i moj ex tez, ja jestem przynajmniej
                zamozna, a on po prostu nadziany jak prosie kasa... zareczam ci, ze wiecej
                zarabiamy od hydraulikow, a i prace mamy duzo przyjemniejsza.
                • triss_merigold6 Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 07.02.09, 15:33
                  Możliwe. Ale to wyjątki, paru absolwentów filozofii znam, są
                  kompletnie oderwani od reala i klepią biedę. Dobra, szowinistycznie
                  napiszę, że filozofia to dla mnie skrajnie niemęskie studia, coś
                  totalnie abstrakcyjnego.
                  • verdana Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 07.02.09, 15:41
                    czyli najlepsza opcja to mafia.
                    Wolę męża bez kasy niz faceta, ktorego celem w zyciu jest jedynie
                    robienie pieniedzy. A przy tym wszystkim, jak rozumiem, Triss
                    kobieta moze miec zainteresowania, bo ja ten hydraulik utrzyma?
                    Tylko ciekawe, o czym z nim pogada.
                    I zaczynam szczerze współczuc Twemu synowi, ktoremu wyznaczylas już
                    cel zyciowy - zbijac pieniądze da dziumdzię, ktora sama nie potrafi
                    na siebie zarobić.
                    Tacy prawdziwi "faceci" na ogół tafiaja na tego typu kobiety - o
                    takiej wlasnie marzysz dla syna?
                    • triss_merigold6 Po zaraz co tak drastycznie 07.02.09, 21:14
                      Nie widzę potrzeby ustawiania wyborów na zasadzie czarne - białe;
                      pracoholik - leser; mafia - ideały.
                      Współczesny rynek edukacyjny i pracy wymaga elastyczności i właśnie
                      zaradności. Łatwiej następnemu pokoleniu nie będzie wręcz
                      przeciwnie. I z tego powodu zakładam, że potomek musi umieć różne
                      rzeczy robić i dostosowywać się do sytuacji w miarę potrzeb.
                      Wymarzone acz nierentowne studia? Super ale z braniem pod uwagę, że
                      może pracować w różnych zawodach i niekoniecznie zgodnie z
                      wykształceniem.
                      Zaradny facet nie kwęka, że coś mu nie pasi tylko w razie wyższej
                      • triss_merigold6 ucięło mi 07.02.09, 21:22
                        tylko w razie wyższej konieczności idzie do fizycznej roboty na
                        budowę albo robi coś innego poniżej ambicji i oczekiwań a w
                        międzyczasie szuka lepszego zatrudnienia.
                        Kobieta zresztą też. Moja przyjaciółka skończyła archeologię,
                        bawiała się bosko przez całe studia, uczyła czegoś co ją
                        interesowało. Po czym realistycznie oceniła sytuację i pracuje jako
                        księgowo-kadrowa.
                        Moje dziecko ma klarowny przekaz - ludzie naokoło pracują - matka,
                        ojciec, partner matki, dziadek, ciotki etc. - pracują bez szajby
                        pracoholizmu ale też nikt sie nie opieprza za 1500 zł miesięcznie.
                        Wie, że praca = zarobki = możliwość nabywania dóbr i atrakcyjnego
                        spędzania czasu. Praca to tylko element życia, nie służy do kochania
                        czy fascynacji, aczkolwiek można ją wykonywać z przyjemnością.
                      • verdana Re: Po zaraz co tak drastycznie 07.02.09, 22:29
                        Ale Ty uwazasz, ze głównym zadaniem twojego syna ma być zarabianie
                        na rodzinę.
                        Poza tym to nie Ty - mam nadzieje - będziesz decydowała, kim
                        zostanie Twoj syn. Możesz najwyzej wychowywac go tak, by wyzej cenił
                        pieniądz niż rozwój intelektualny. I tlumaczyć mu, ze nic oprócz
                        pieniędzy w zyciu się nie liczy.
                        Tylko nie wiem, czy jak dorosnie, to będziesz tak bardzo z tego
                        zadowolona.
                        Poaz tym twoje widzenie roli facetow mnie poraza - wychowujesz syna
                        na "macho" , co to kasę tlucze, nie kwęka, jest zawsze zaradny - bo
                        facet. Nie bedzie taki - znaczy się mieczak.
                        Zaczynam powaznie mysleć, ze To co robisz to już toksyczne
                        rodzicielstwo. masz wyobrazenie swojego syna, i będziesz go tak
                        dlugo ociosywała, aż spelni wyobrazenia mamusi o "prawdziwym
                        facecie".
                        Brrr...
                        • burza4 Re: Po zaraz co tak drastycznie 07.02.09, 23:23
                          verdana napisała:

                          > Ale Ty uwazasz, ze głównym zadaniem twojego syna ma być zarabianie
                          > na rodzinę.

                          a sorry - czyim to ma być zadaniem? mamusi?

                          > Poza tym to nie Ty - mam nadzieje - będziesz decydowała, kim
                          > zostanie Twoj syn. Możesz najwyzej wychowywac go tak, by wyzej
                          cenił > pieniądz niż rozwój intelektualny. I tlumaczyć mu, ze nic
                          oprócz > pieniędzy w zyciu się nie liczy.

                          Verdana, daruj sobie ten romantyczny patos. Można świetnie się
                          rozwijać intelektualnie zarabiając jednocześnie na potrzeby rodziny,
                          studiowanie starocerkiewnosłowiańskiego zostawiając na długie zimowe
                          wieczory.

                          Osobiście bardziej szanuję intelektualnych praktyków; ktoś kto nie
                          potrafi wysilić szarych komórek na tyle żeby zarobić kwotę
                          wystarczajacą do końca miesiąca, niespecjalne świadectwo wystawia
                          swojemu intelektowi.
                          • aiczka Re: Po zaraz co tak drastycznie 09.02.09, 18:49
                            > > Ale Ty uwazasz, ze głównym zadaniem twojego syna ma być zarabianie
                            > > na rodzinę.
                            > a sorry - czyim to ma być zadaniem? mamusi?

                            Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach na ogół obojga partnerów. Oczywiście
                            idealnie by było, żeby każde mogło jednocześnie dobrze zarabiać i "realizować
                            się". Obecnie jednak mamy jakieś takie dziwne normy, które na mężczyzn wywierają
                            presję zarabiania a kobietom pozwalają "się realizować". Mówię o wrażeniach,
                            jakie wynosi się z codziennych rozmów, artykułów prasowych kierowanych do
                            pań/panów, lektury forów internetowych itp. Fajnie by było juz zrezygnować z
                            tego archaicznego podejścia.
                            Rozumiem, że Verdanie chodzi tylko o zachowanie pewnego rozsądku - nie o to,
                            żeby rzeczonego syna utrzymywać przez całe życie, tylko żeby nie mieć do niego
                            pretensji, jeśli jednak wybierze sposób życia nieodpowiadający wizji rodziców
                            (np. będzie wolał mieć wolne wieczory niż nowy samochód). Żadne _skrajne_
                            podejście (bardzo nam się zaczęła polaryzowac dyskusja) nie jest dobre.
                  • ledzeppelin3 Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 07.02.09, 22:22
                    Miasłam znajomego po filozofii
                    Filozofował, a żona pracowała
                    W końcu, jak się dziecko pojawiło, znudziło jej się utrzymyawać
                    trutnia
                    • verdana Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 07.02.09, 22:34
                      Miałam znajomego po historii. Aby zarobic, zaczął pracować jako
                      fizyczny za granicą. Potem w jakimś warsztacie w Polsce.
                      Żona wytrzymała pare lat, po czym go rzuciła. Wyszla za faceta, z
                      ktoym miala o czym rozmawiać, ktory miał zblizone do niej
                      zainteresowanie, a nie za tlukacego pieniadze robotnika, ktory mowil
                      tylko, ile udało mu się zarobić i co za to kupił.
                      Sa kobiety, ktorym bardziej zalezy na wspólnych zainteresowaniach,
                      niz na tym, aby maż je utrzymywał.
                      (Nie dotyczy to osób, ktorym nie chce się pracowac, niezleznie od
                      płci i zawodu).
                      • burza4 Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 07.02.09, 23:40
                        Verdno, skąd u ciebie taka pogarda dla ludzi pracy, co to bydło
                        jakieś? piszesz w duchu, że tylko ludzie po studiach, pracujący na
                        uniwersytecie mają jakieś zainteresowania, robotnik ich mieć nie
                        może? kompleksy masz jakieś, że tak się wywyższasz?

                        mam kolegę, edukację skończył na zawodówce, pracuje jako konwojent a
                        o historii możesz z nim dyskutować godzinami. Skąd założenie, że ten
                        sam znajomy pracujący na uniwersytecie miałby ciekawszą osobowość?
                        może zamiast mówić o tym co kupił gadałby w kółko jak to na nic mu
                        nie starcza?

                        zapewniam cię, że żadne wspólne zainteresowania nie ocalą rodziny
                        jeśli stale jej podstawowy byt będzie zagrożony. Dopiero mając pełny
                        żołądek kieruje się uwagę na mniej ważne problemy. Jeśli nie masz co
                        do gara włożyć tylko o tym myślisz przed zaśnięciem, a nie o
                        porozumieniu dusz.

                        P.S. gdyby twoja córka zechciała rzucić studia i zostać szczęśliwą
                        stylistką paznokci równie ochoczo zaakceptowałabyś jej wybór?
                        • kosheen4 Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 08.02.09, 02:29
                          a bo to moim zdaniem to jest takie pie...nie kotka
                          bo tak:
                          z obserwacji moich wynika, że doskonale da się pogodzić karierę naukawa z
                          pieniądzem. grupa obserwowana - od doktora wzwyż na polonistyce. na KU...
                          POLONISTYCE.
                          z przemyśleń wynika, że można położyć lachę na pieniądzach na rzecz kariery
                          naukawej. no pewnie że można
                          z pobieżnej analizy postów verdany wynika, że kobieta momentami już robi bokami,
                          a szlachetny, he he, etos naukawca wychodzi jej nosem. co więcej, jakaś intuicja
                          mi podpowiada, chociaż oczywiście może się mylić, że ona ma świadomość
                          otaczającego gówna, albo raczej - nonieno, jakaśtam zapyziała średnia krajowa
                          może być to finansowo, nie jest patologią - no żyją, zwyczajnie, a ta moja
                          intuicja mi mówi, że ją może krew zalewać po prostu. i może, wklepując krem
                          soraya w twarz (metafiura prawie mi wyszła, hie hie) zastanawia się - 'żeszku...
                          (może i po łacinie czy w jakimśtam innym naukawym bełkocie), dlaczego nie wiszi?
                          nie zasłużyłam wysiłkiem umysłowym?'
                          no cusz
                          nie brnąc dalej w takie uliczki:
                          dokonała jakiegoś wyboru
                          i teraz ma go wyraźnie dość
                          powód - nie wnikam. znudziło jej się, ma klimakterium, cokolwiek
                          na moje stylistyczne oko wyłazi jej jakiś zawód z postów ostatnimi czasy. i nie
                          umie go zasztukować.


                          • verdana Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 08.02.09, 15:06
                            Rzadko kiedy chwal e się kasą, ale zareczam Ci, ze należę do grupy
                            10% najlepiej zarabiajacch Polakow. To nie jest wiele, bo dolna
                            częśc tej grupy to jakas trzykrotna średnia krajowa -
                            niekilkadziesiąt tysiecy miesiecznie - ale naprawde, mnie wystarczy.
                            poroblem jednak w tym, ze aby osiągac takie dochody w pracy naukowej
                            trzeba pierwsze lata raczej przebiedować. Tyle, ze w efekcie później
                            dochodzi się czesto do większej kasy niz ci, ktorzy musza zarabiac
                            dobrze juz , zaraz i natychmiast.
                            • kicia031 Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 08.02.09, 15:25
                              Otoz to. Moj Exio ma taka maksyme: dobry wszedzie sie przebije - i wiecie co, ma
                              racje. Gdybym spelnila marzenie mojej matki i zostala dentystka - bo to byl
                              wtedy intratny zawod, wiodlabym, nudne i obrzydliwe zycie grzebiac ludziom w
                              zebach.

                              Skonczylam niepraktyczne studia, mam prace, ktora daje mi spelnienie i niezle
                              dochody, i dodatkowo jeszcze te otwartosc intelektualna, ktorej nie dadza studia
                              zawodowe ;-))
                      • triss_merigold6 Jeszcze raz 08.02.09, 10:56
                        Czy gdziekolwiek napisałam, że moim celem jest stworzenie mężczyzny
                        macho, który weźmie sobie na utrzymanie pannę? Jakim cudem skoro
                        potomek na co dzień widzi pracującą i niezależną finansowo od
                        mężczyzn matkę? Pracoholika także nie wygeneruję skoro mój stosunek
                        do pracy opiera się na założeniu "8-16 i spadać, fabryka nie jest
                        moim domkiem".
                        Paru sensownie pracujących kolegów mam, mają żony również pracujące
                        albo chwilowo na urlopach macierzyńskich/wychowawczych - normalni
                        ludzie po studiach, tworzą związki z kobietami również po studiach,
                        żadnymi blacharami co w głowie tipsy, mtv i bmw.

                        Studia, zwłaszcza humanistyczne, dają pewien zasób wiedzy ogólnej,
                        obycie intelektualne, umiejętność szukania i analizy informacji
                        właśnie po to, żeby człowiek znalazł sobie fajną niszę rynkową i z
                        puli dostępnych zajęć wybrał takie, które jest i w miarę
                        interesujące i efektywne.

                        Niemniej zostaje kwestia odpowiedzialności za rodzinę. Gadanie o
                        wspólnych zainteresowaniach jak w lodówce światło a dzieciom trzeba
                        kupić leki i buty nie jest odpowiedzialne tylko patologiczne. Miałam
                        już etap życia (na szczęście bezdzietnego) z ołówkiem w ręku i nigdy
                        więcej, bo poziom nerwów i frustracji był nie do zniesienia.
                        I znowu - odpowiedzialność słowo klucz. Gdyby mój syn wisiał na
                        kobiecie i pozwalał się utrzymywać, bo on ma ambicje naukowe,
                        artystyczne czy pasję pochłaniającą bez reszty to uznałabym to za
                        swoją wychowawczą porażkę. BTW rozumiem sytuacje, kiedy etap nauki
                        niskodochodowej jest niezbędny do uzyskania prawa do wykonywania
                        zawodu - aplikacje prawnicze, staże dla inżynierów etc.
                        • anndelumester Re: Jeszcze raz 10.02.09, 14:19
                          triss_merigold6 napisała:

                          > I znowu - odpowiedzialność słowo klucz. Gdyby mój syn wisiał na
                          > kobiecie i pozwalał się utrzymywać, bo on ma ambicje naukowe,
                          > artystyczne czy pasję pochłaniającą bez reszty to uznałabym to za
                          > swoją wychowawczą porażkę.
                          ja też
                          Na pasje trzeba zarobić. Taki lajf.
                          A zalożenie rodziny wymaga odpowiedzialnosci mentalnej i
                          materialnej.
                          Nie akceptuje męskiej sprawnosci inaczej i pierdołowatości a'la
                          Ignac Borejko, tak samo jak nie akceptuje matkopolko umęczenia i
                          martyrologii.
                          Zdrowy rozsądek i tyle.
                  • kicia031 Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 08.02.09, 09:35
                    filozofia to dla mnie skrajnie niemęskie studia, coś
                    > totalnie abstrakcyjnego.

                    Rzeczywiscie filozofia uczy myslenia abstrakcyjnego, czego, co jest niezbedne w
                    osiagnieciu sukcesu zyciowego. Studiuja ja w wiekszosci mezczyzni, albo tak ja,
                    kobiety o meskim umysle, bo odwoluje sie ona do zdolnosci umyslowych tradycyjnie
                    (choc niekoniecznie slusznie) uwazanych za meskie.
                    • triss_merigold6 Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 08.02.09, 10:38
                      Świetnie. Mój wydział sąsiadował z filozofią, panowie wyróżniali się
                      totalną abnegacją wizerunkową i oderwaniem od reala jak wspomniałam.
                      Za duża koncentracja na abstrakcie utrudnia tak prozaiczne czynności
                      jak pamiętanie o rachunku za gaz czy naprawie kranu i niekoniecznie
                      sprzyja osiągnięciu sukcesu. Chyba, że filozof potrafi wypośrodkować
                      i wykorzystać ową umiejętność myślenia w bardziej konkretnej pracy
                      np. w firmie PR-owskiej czy reklamowej (kiedyś chętnie brały
                      filozofów na copywriterów).
                      • verdana Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 08.02.09, 16:05
                        Wiesz, Triss- spodziewalam się, ze myslisz, a nie tylko jedziesz
                        stereotypami.
                        No i naprawde, mam wrazenie, ze starsz sie wychowac swojego syna na
                        faceta, jakiego Ty bys chciala mieć. A zareczam Ci, ze jest wiele
                        kobiet o nieco odmiennych upodobaniach - ani lepzych, ani gorszych.
                        Tymczasem Ty już wyznaczylaś swojemu malemu dziecku przyszlość. Albo
                        Ty se nim zawiedziesz, albo wychowasz go na bezwolnego faceta, ktory
                        nie robi tego, co chce robic, tylko jest posluszny wizji mamusi.
                        bardzo męskie, zaiste.
                        I ja w ogóle zię zdziwię, jesli Twoj syn - o ile konsekwentnie
                        będziesz mu tlumaczyla to co nam - zaloży rodzinę. Bo od dzieciństwa
                        wie, ze rodzina to beznadziejna impreza - jedyne co przynosi, to
                        cięzką harowkę, rezygnację z wlasnych zainteresowań, a i tak żona
                        moze wyrzucić męza w kazdej chwili, bo jej nie odpowiada w łóżku.
                        Lepiej nie ryzykować.
                        • annb Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 08.02.09, 17:02
                          jedno pytanie
                          Co złego jest w tym ze matka uczy syna ze powinien sam zarobic na
                          swoje utrzymanie?
                          co złego jest w tym że dzieciak wejdzie w doroslosc z komunikatem-
                          jesteś odpowiedzialny za to co powołasz na ten świat,
                          a wracając do tematu wątku
                          rodzice MOGĄ pomagac swoim dorosłym dzieciom
                          Mogą

                          ale jeśli muszą pomagac , bo jeśli nie pomogą
                          to ich dziecko dorosłe wraz ze swoją rodziną musi, w porze kolacji
                          ruszyc w obchód pozostałych członków rodziny, bo mu na chleb nie
                          starcza,
                          no to już nie jest fajnie.

                          Rodzice dorosłych dzieci mają prawo wydawac swoje pieniadze na co
                          chcą
                          i dobrze by było gdyby wydawali je na swoje przyjemnosci.
                          Bo odchowali dzieci, bo ich dzieci są już dorosłe.

                          Nic nie jest ani czarne ani białe
                          czytając tę dyskusję mogłabym (gdyby mnie w jakikolwiek sposob
                          dotykały opinie ludzi których nie znam) wiec mogłabym czuc się
                          obrazona, ja i moi rodzice
                          - bo oni na jesieni zycia jezdzą sobie na zagraniczne wycieczki,
                          - bo wychowali swoje dzieci na zaradnych ludzi.
                          - bo nie musimy korzystac z ich pomocy
                          a czytając te dysusje wynika ze jestem prymitywem
                          bo nie ciągnę kasy od rodziow
                          i pewnie nie mam pasji

                          Ale ze nic nie jest ani czarne ani białe wiec pomiedzy uwieszoną na
                          karku tipsiarą, a klepiącym biedę filozofem z multum pasji jest cala
                          masa stanów posrednich.
                          jakie to szczęście ;) nieprawdaż?
                • burza4 Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 07.02.09, 23:06
                  z ciekawości, Kiciu - gdzie się dobrze zarabia pracując JAKO
                  FILOZOF? w zasadzie w ogłoszeniach o rekrutacji nie zdarzyło mi się
                  widzieć firm poszukujących do pracy filozofów:)

                  pisząc o niepłatnym zawodzie mam na myśli zawód wykonywany. Sporo
                  osób studiuje dla samej wiedzy a pracuje w zupełnie innych branżach,
                  ale to inna bajka.
                  • kicia031 Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 08.02.09, 09:37
                    jakbys sie skupila na czytaniu ze zrozumieniem, to bys zauwazyla, ze odpowiadam
                    na post Triss dotyczacy STUDIOW
                    • burza4 Re: pomoc dzieciom w ustabilizowaniu i dorosłym ż 10.02.09, 12:47
                      Ja wiem, że odpowiadasz Triss tyle że nie wiem po co, skoro ominęłaś
                      starannie meritum.

                      powoływanie się na przykłady i pisanie o zawodzie wyuczonym a nie
                      wykonywanym w kontekście dyskusji o możliwościach zarobkowych jest
                      mocno chybione.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka