Dodaj do ulubionych

Rodzice...Długie.

18.05.09, 14:43
Długo się zastanawiałam, czy napisać, ale potrzebuję fachowej porady.
Mam 37 lat, od 5 lat w małżeństwie, z dwójką dzieci. Małżeństwie wyjątkowo udanym.
Mój mąż od zawsze był właścicielem firmy (nie lubi, jak mówi, pracować dla
kogoś). A z własną firmą, jak wiadomo, różnie bywa - akurat jego branżę
dotknął kryzys i niestety, jesteśmy obecnie w dość poważnym dołku finansowym,
z którego szukamy intensywnie wyjścia. I wiem, że w końcu wyjdziemy. Teściowie
na ile mogą, służą nam wsparciem, choćby radą. Natomiast moi rodzice, matka
szczególnie...zerwali z nami stosunki.
Moja mama zawsze uważała mnie za to bardziej nieudane dziecko: zawsze byłam
gruba, nieatrakcyjna, a zatem skazana na porażkę w życiu. Skończyłam z bardzo
dobrym wynikiem studia (nie te odpowiednie, oczywiście, bo ona chciała
medycynę), zaczęłam pracować jeszcze podczas studiów w szkole: cały czas
wrzeszczała na mnie przez telefon (wyprowadziłam się do innego miasta), że mam
rzucić pracę w szkole, bo będę całe życie dziadować. Jak jednak (niesamowite!)
poznałam jakiegoś faceta, to też był beznadziejny i do odstrzału. Krótko
mówiąc, co nie zrobiłam, było źle. Zawsze. Wszystkie moje koleżanki "lepiej
potrafiły się ustawić w życiu, są atrakcyjniejsze, mają domy/mieszkania itp."
W końcu poznałam mego męża. Na początku super - ktoś mnie zechciał, fajny
jest, ma firmę, dom, kasę. (To, że jest super człowiekiem miało chyba mniejsze
znaczenie.)
W momencie, gdy zaczęły się kłopoty finansowe, wyszło szydło z worka. Od kilku
miesięcy ciągłe krytykowanie naszego życia, wszystkiego. W Wielkanoc
pojechaliśmy do nich, także po to, by się poradzić. Skończyło się to
dramatycznie. Moi rodzice nie chcieli z mężem rozmawiać, na rozmowę zostałam
wezwana (sic!) ja. I mama powiedziała, że jedynym akceptowalnym rozwiązaniem
jest rozwód!!! Mam wziąć rozwód, bo mój mąż jest do niczego. Mam
wziąć dzieci, wrócić do rodziców i iść pracować do szkoły (obecnie wykonuję
wolny zawód). Inne rady czy rozwiązania są nie do przyjęcia. Mój mąż został
zdyskwalifikowany, bo powinęła mu się noga w interesach!:/
(Nawiasem mówiąc, mój ojciec sprzeniewierzył cały majątek odziedziczony po
swoich rodzicach i jakoś to im umyka.)
Wyjechaliśmy w ciągu 15 minut po tym dictum, bo poczuliśmy się strasznie. Po 4
tygodniach milczenia otrzymałam maila od ojca zatytułowanego "Pożegnanie", w
którym stwierdził, że może mama przegięła z tym rozwodem, ale chciała dobrze,
a tak to przez nasze zachowanie rozpadła się rodzina...
Parę dni matka nagle zadzwoniła. Odebrałam telefon, myśląc, że może sobie
przemyślała, że przeprosi... A ona na moje "halo" powiedziała "I co?",
imputując, że czeka na przeprosiny z mojej strony, powiedziała też, że zdanie
podtrzymuje, to nie było żadne "chlapnięcie", mam się rozwieść i koniec.
Odłozyłam słuchawkę.
Przepraszam za epistołę, chciałam nakreślić sytuację.
Moje pytanie brzmi: czy szukać kontaktu z rodzicami? Z matką szczególnie. Tyle
razy usiłowałam jej wyjaśnić, że bądź co bądź to moje życie, że jestem
bardziej, niż dorosła, że jestem szczęśliwa...
Nie chce mi się z nią teraz rozmawiać. Mam żal. Z drugiej strony mój mąż i
dzieci stanowią dla mnie najbliższą i najważniejszą rodzinę, więc jakoś nie
odczuwam palącej potrzeby kontaktu z rodzicami, ale niesmak pozostaje.
Obserwuj wątek
    • uli Re: Rodzice...Długie. 18.05.09, 14:58
      Uważam, że bardzo mądrze postąpiłaś. Nareszcie!
      Jeśli cokolwiek jesteś winna rodzicom, to powiedzieć im, że ich postepowanie
      jest (i było) okrutne i niedopuszczalne.

      Mam nadzieję, że szybko się podniesiecie po kryzysie. Powodzenia, gratuluję tego
      odważnego kroku.
      • verdana Re: Rodzice...Długie. 18.05.09, 15:27
        Dobrze robisz. Gdyby Twojej mamie zalezało na Tobie, a nie na
        rzadzeniu, juz dawno zadzwonilaby do Ciebie, jak nie z
        przeprosinami, to po prostu pogadać.
        Trzymaj się!
        • sebalda Re: Rodzice...Długie. 18.05.09, 16:01
          Postawa i postępowanie Twoich rodziców (jeśli jest dokładnie, tak jak piszesz)
          są nie do przyjęcia i zaakceptowania. Jest pewien gatunek ludzi, dla których
          jedynym wyznacznikiem wartości człowieka jest jego zdolność do robienia
          pieniędzy i tak zwana zaradność życiowa. Na szczęście rodzicom nie udało się
          zaszczepić Ci takich wartości, wyrosłaś na normalną, czującą osobę i niestety
          nie możesz poddać się dyktatowi rodziców.
          Ja wiem, że to może Ciebie jednak bardzo boleć, w końcu rodziców ma się tylko
          jednych, ale naprawdę nie do Ciebie teraz należy łagodzenie sytuacji, bo wina
          jest bezsprzecznie po ich stronie. Obawiam się, że oni się nie zmienią, nie
          zmądrzeją, na pewno nie w tym wieku, ale może, jak znowu wyjdziecie na prostą,
          przyjdą po rozum do głowy i wyciągną do Ciebie znowu rękę. Nie będę Ci radzila,
          żebyś wtedy tę rękę odtrąciła, trzeba być wyrozumiałym w stosunku do rodziców,
          ale też nie radzę Ci padania w ich ramiona ze łzami szczęścia z pojednania.
          Twoje dzieci mają dziadków, są jacy są, ale są. Moje dzieci już dziadków nie
          mają i to jest naprawdę
          smutniejsze.
          Bądź dzielna, nie daj się zwariować, skup się na najbliższych, czas wyleczy rany:)
          • mrozonka82 Re: Rodzice...Długie. 18.05.09, 16:49
            Twoja smutna historia żywcem przypomina mi rozdział z
            książki "Toksyczni rodzice".
            Koniecznie przeczytaj, zobaczysz wasze relacje w innym świetle.
            Pozdrawiam

            merlin.pl/Toksyczni-rodzice_Susan-Forward,images_big,21,978-83-60207-52-9.jpg
    • triss_merigold6 Re: Rodzice...Długie. 18.05.09, 17:11
      Masz toksycznych rodziców. Z czystym sumieniem możesz ograniczyć się
      do wysyłania im kartki świątecznej raz do roku.
      • marzeka1 Re: Rodzice...Długie. 18.05.09, 21:33
        "Z drugiej strony mój mąż i
        dzieci stanowią dla mnie najbliższą i najważniejszą rodzinę,"- i tak powinno
        być, gdybym miała taką matkę, ograniczyłabym się do kartki na święta i urodziny-
        wystarczy. Aha, o poparcie i zrozumienie nie masz co zabiegać, oan pewnie z
        tych, które "wiedzą lepiej". Masz toksycznych rodziców, więc tym bardziej ciesz
        się, że masz udane małżeństwo i dobrą rodzinę (tę własną).
    • burza4 Re: Rodzice...Długie. 18.05.09, 21:34
      szczerze? twoja matka to wyjątkowej klasy suka... a potrzebuje
      ciebie, żeby się na kimś wyżyć, więc łatwo nie odpuści

      zmień numer telefonu, bo będzie cię nękać (nie wypuszcza się tak
      łatwo zdobyczy z łap), a ty - szarpać sobie niepotrzebnie nerwy.
      Kontakt z nimi jedynie cię niszczy, nie daj się, mimo że to rodzice -
      trzymaj się jak najdalej.
      • joasia33 Re: Rodzice...Długie. 18.05.09, 22:11
        Wiem, że macie rację.
        Matka była toksyczna, odkąd pamiętam i odkąd nawet nie znałam jeszcze tego
        terminu:-). Zawsze się jej bałam, jej wrzasków (a jest to cholernie wybuchowa
        osoba, do tego pamiętliwa do wypęku i przy każdej awanturze wywlekająca historie
        sprzed 30 lat), krytyki. Nie potrafiłam się nigdy bronić, wykłócać. Stosowałam
        jedynie bierny opór, czyli wysłuchiwałam wszystkiego potulnie, a potem robiłam
        swoje.
        Odkąd wyszłam za mąż, stałam się odporna na jej wytyki i tym podobne, spływało
        to po mnie, bo wiedziałam, że teraz mam już swoją rodzinę. Męża, który mnie
        kocha i akceptuje MIMO tego, że nie jestem szczupła (utuczona w niemowlęctwie i
        całe życie za to obwiniana). Męża, który nie pije, nie pali, nie chodzi na
        dziwki, jest najbardziej rodzinnym człowiekiem, jakiego znam,a jednak którego
        muszę zostawić, bo matka uważa go za zero z powodu kłopotów finansowych. Który
        ma porzucić uwielbiające go dzieci, bo ona tak chce. Hyhy.
        Ech, nawet nie umiem tego teraz składnie opisać. Za 10 dni mój syn kończy rok. I
        chyba uczci te pierwsze urodziny bez jednych dziadków. Na ich własne życzenie.
        Szkoda mi córki, ona kocha dziadków, miała jechać do nich na wakacje. A teraz
        cóż... Wprawdzie mój mąż twierdzi, że mam poczekać i nie przejmować się, bo
        matka w końcu "dojrzeje umysłowo" i przemyśli swe zachowanie. Ja w to jednak
        wątpię - zbyt dobrze ją znam. Cholera, czasem miewam takie myśli, że wolałabym
        chyba, żeby umarła.:-( Okropne to, ale wydaje mi się, że wtedy bym odetchnęła.
        Ech...
        • burza4 Re: Rodzice...Długie. 19.05.09, 20:23
          Joasiu, nigdy nie zostawiłabym dziecka z kimś, kto tak odnosi się do
          mnie. Nie chodzi nawet o złe wspomnienia, bałabym się, że będzie
          sączyć w nią jad, bo tego pokroju osoby robią to tak jak oddychają -
          mimowolnie. Nie wierzę, że tak toksyczna osoba jest dobrą babcią -
          bałabym się że będzie równie toksyczna dla wnuczki (choć w zupełnie
          inny sposób). Może nią manipulować, a za jej pośrednictwem - tobą.

          ona nigdy niczego nie przemyśli, zbyt jest zwichrowana i zbyt
          skupiona na sobie, po cóż miałaby się zmieniać jesli to wszyscy
          dookoła są źli? Matka szuka sposobu, żeby cię dotknąć - wnuczka może
          być tylko narzędziem, przez które ma na ciebie wpływ.
          • joasia33 Re: Rodzice...Długie. 19.05.09, 21:29
            No, ale akurat w tym miejscu moi rodzice wypadają jakby ze schematu. Wnuki
            uwielbiają (choć druga ciąża żadnego entuzjazmu w nich nie wzbudziła - teraz już
            wiem, dlaczego) i córka spędziła u nich ponad 3 tygodnie rok temu w wakacje,
            wróciła zachwycona. Tutaj jakoś się sprawdzili, jakimś cudem. No, ale to se ne
            vrati w obecnej sytuacji.
    • weronika.3 Re: Rodzice...Długie. 18.05.09, 21:51
      Jeśli Twoi rodzice wiedzą, że jesteś szczęśliwa, jeśli choć raz powiedziałaś im,
      że sama będziesz decydować o własnym życiu, jeśli wiedzą, że nie oczekujesz od
      nich rady czy "pomocy"...jeśli tak, daj spokój. Nie zabiegaj o kontakt.
      Uśmiechnij się, jesteś wolnym, samodzielnym człowiekiem. Rozwinęłaś skrzydła i
      potrafisz doskonale latać, szybować, pokonywać przeszkody.
    • dagger01 Re: Rodzice...Długie. 18.05.09, 22:09
      mysle, ze juz sama sobie odpowiedzialas :-))
      • igge Re: Rodzice...Długie. 18.05.09, 22:40
        Nie oczekuj nigdy żadnej formy pomocy od matki, nie tlko materialnej
        ale też emocjonalnej, wsparcia, zrozumienia, akceptacji. Ty tylko
        podejmujesz decyzje, niech ci w niczym nie doradza, nie wyraża
        swoich opinii, ewentualnie nie słuchaj, myśl o czymś innym, nie
        zwracaj uwago, co ona tam myśli o Twoich sprawach. Na początek:
        nigdy nie przepraszaj i nigdy nie dzwoń pierwsza. Pewnie odpoczywasz
        nawet jak jest obrażona i nie wtrąca swoich trzech groszy do Waszego
        życia. Nie jesteś zmęczona kontaktami z nia. Utnij je na razie, na
        kilka miesięcy np Przede wszystkim oducz się liczyć na nią w
        jakiejkolwiek sprawie. Po co ci kolejne rozczarowania.
        • joasia33 Re: Rodzice...Długie. 18.05.09, 22:50
          Nie oczekuję od niej żadnej pomocy. Nigdy od rodziców nic nie dostałam. (W
          przeciwieństwie do brata.) Nigdy też na nią nie liczyłam.
          Po głębszym przemyśleniu stwierdzam, że na chwilę obecną szkoda mi tylko tego,
          że dzieci z tymi dziadkami nie będą się już widywać. No i wiem, że zrobię
          wszystko, by dla swej córki nie być taką matką w przyszłości.
          • joasia33 Re: Rodzice...Długie. 18.05.09, 22:55
            I rozwala mnie, jak bardzo oboje z ojcem potrafią wykręcić kota ogonem, usiłując
            wzbudzić we mnie poczucie winy, że "rozwaliłam" rodzinę, że oni chcą tylko
            mojego dobra. Ojciec pisał, że dokonali analizy i nigdy mnie niczym nie
            skrzywdzili, więc dlaczego jestem taka podła, że na pewno mąż mnie przekabacił.
            A ja mam tyle złych wspomnień:-(.
            • weronika.3 Re: Rodzice...Długie. 19.05.09, 04:50
              Napisałaś o nich:"usiłują wzbudzić we mnie poczucie winy" I to jest sedno
              sprawy. Jesteś tego świadoma. Więc zdajesz sobie sprawę, że nie jest prawdą, ze
              to Ty "rozwaliłaś" rodzinę. Wiesz że oni chcą tylko manipulować. Tak widzą Twoje
              dobro. Jest to oczywiście złe widzenie sprawy, jakieś chore. Ale Ty na to nic
              nie poradzisz. Tak wybrali oni. Są zaborczy, chcą manipulować.
              " Ojciec pisał, że dokonali analizy i nigdy mnie niczym nie skrzywdzili, więc
              dlaczego jestem taka podła, że na pewno mąż mnie przekabacił". Jesteś dla nich i
              /tylko/wg. nich "podła", bo nie chcesz być niewolnicą. Chcesz być samodzielna,
              żyć własnym życiem. I to Ty masz rację!Bądź dalej "podła". Wszystkim
              wokół życzę takiej "podłości". Niech każdy żyje sam za siebie, we własnym
              imieniu i niech nikt nie będzie własnością drugiego człowieka.
              Rozumiem Twoje uczucia. Fakt, ze mieszkasz osobno, bardzo Ci sprzyja. Bądź
              twarda i niezłomna. Nie wdawaj się w żadne dyskusje. Jeśli trzeba naucz się
              przerywać ewentualne rozmowy w pół słowa. Nie skazuj się na wysłuchiwanie
              jakichkolwiek dywagacji. Ja tak robiłam po odzyskaniu wolności. Gdy Mama
              zaczynała coś mówić na mojego Męża, przerywałam i stwierdzałam, że to nie mi
              powinna to mówić tylko Jemu. Gdy próbowała krytykować Go dalej, po prostu
              wstawałam i bez wyjaśnień stwierdzałam, że muszę iść. I wychodziłam. Tak
              zwyczajnie, w pół Jej zdania.
              Również wychodziłam, przerywałam rozmowę, gdy próbowała mówić mi co mam robić.
              Bardzo szybko zorientowała się, że musi wybrać między utrzymywaniem kontaktów ze
              mną i rezygnacją z pewnych wpływów, lub próbą dyrygowania mną ale beze mnie.
              Wiem, to jest przykre. To boli. Ale warto było wytrwać. I Ty wytrwaj.
              • ullena2 Re: Rodzice...Długie. 20.05.09, 11:13
                Daj sobie luz z rodzicami. Idź swoją drogą, może kiedyś poprawią się
                stosunki między wami poki co nie przejmuj się nimi. Ogranicz kontakt
                ile się da.

                Problemy finansowe jakoś rozwiążecie bez ich pomocy, której z resztą
                nie oferują. Nie popadaj w niemawiść i żal ale myśl przede wszystkim
                o swoim szcześciu i szcześciu swojej rodziny.
    • eastern-strix daj spokoj 21.05.09, 14:50
      przeczytaj sama, co napisalas i zastanow sie, czy naprawde chcesz sie rozwiesc z
      mezem, ktory Cie kocha i mieszkac z tymi ludzmi na codzien.

      Moim zdaniem oni mysla,ze jestes ich wlasnoscia i ze to normalne,ze bedziesz
      mieszkac z nimi,a na starosc sie nimi opiekowac. Wydaje im sie,ze fakt,ze Cie
      splodzili oznacza,ze maja glejt wlasnosci.

      Znam to z wlasnego doswiadczenia - zeby sie wyrwac z toksycznej rodziny musialam
      zmienic kraj zamieszkania - Tobie udalo sie to zrobic inaczej i stworzyc
      kochajacy sie Dom.

      Rodzicom nic do tego, jak zyjesz, czy masz wolny zawod czy nie. Twoja prosbe o
      rade odebrali jako pozwolenie na kontrolowanie Cie.

      Rodzice niech sobie znajda hobby albo kupia psa do tresowania (chociaz moze nie
      powinni skoro wlasna corke traktuja jak smiecia). A Ty sie ciesz wolnym zawodem,
      mezem i dziecmi.

      Mysle,ze matka Ci zwyczajnie zazdrosci. Nie moze patrzec na to,ze chociaz jej
      nie sluchalas to Ci sie udalo - traktuje to jak policzek.

      A co do meza to wspieraj go w trudnych chwilach, to najlepszy dowod na to, ze
      widzisz w nim czlowieka, a nie jak Twoja matka- portfel (swoja droga az
      niedobrze mi sie zrobilo jak przeczytalam, jak zareagowala).

      Rodzicow sie nie wybiera,wiec nie rob sobie wyrzutow.

      I nie szukaj kontaktu bo sama sie przekonalas, ze uprzejmosc biora za slabosc a
      pytanie o porade za dowod na to, ze moga Cie kontrolowac.
    • kicia031 Re: Rodzice...Długie. 23.05.09, 15:50
      Masz 37 lat, znasz swoich rodzicow od 37 lat - i po co przepraszam pojechalas do
      nich po rade? Dlaczego tak cie szokuje, ze goryl je kolejnego banana - czego sie
      po nich spodziewalas?

      Olac cieplym sikiem.
      • liliankaa joasiu 07.06.09, 08:03
        ja mam podobna sytuacje,tacy sa ludzie,niejednokrotnie zadawałam
        matce pytanie dlaczego mi to robisz,to smiała sie,wyzywała
        mnie,wypominała mi przyszłosc podczas gdy swojego synusia,złdozieja
        ktory okradł mnie wychwala,jemu pomaga bo on biedny itp,nami sie nie
        interesuje,a to ze mnie,mojemu mezowi zrobił krzywde okradajac nas
        to przeleciało po niej jak po masle,przekonałam sie jacy sa ludzie,i
        jak bardzo trzeba uwazac,pamietaj kiedys oni beda potrzebowac
        pomocy,tylko nam skrzywdzonym dzieciom ciezko jest wyciagnac do nich
        pomocna dłon,po tym co nam robia,uraz zawsze pozostaje w
        pamieci,moja matka powiedziała ze gdyby wiedziała ze bede sie jej
        przeciwstawiac to by mnie oddała do domu dziecka zaraz po
        urodzeniu,to jest matka,a za chwile pojdzie i bedzie sie gorliwie
        modlic w kosciele,nierozumiem takich ludzi,dla mnie najwazniejsze
        jest moje dzieko,i zrobie wszystko aby nigdy nie musiało przechodzic
        przez to co ja przeszłam,jest ciezko tym bardziej jak widzisz na
        około siebie jak rodzice wspieraja swoje dzieci,niejednokrotnie lza
        w oku sie kreci widzac szczesliwe pokoleniowe rodziny a my niestety
        musimy sami na siebie liczyc,takie to nasze zycie,najwazniejsze ze
        mamy dzieci,dla nich warto zmienic wiele rzeczy,jestes w dobrej
        sytuacji masz dom,ja niestety po raz kolejny, szukam mieszkania do
        wynajecia,mam meza ktory ciagle ma do mnie pretensje ze to moja
        wina,nie mam w nikim oparcia,
    • stefcia31 Re: Rodzice...Długie. 07.06.09, 10:12
      ale masz strasznie toksycznych rodziców, a szczególnie matkę.Nie wiem dlaczego
      są tacy"wredni" i dlaczego robią Ci taka krzywdę, widocznie są egoistami i myślą
      o sobie tylko.Moim zdaniem stój przy mężu i dzieciach, to jest teraz Twoja
      najbliższa rodzina.Nie słuchaj nikogo!!! Nie rozwodź się!!!
    • kol.3 Re: Rodzice...Długie. 07.06.09, 11:47
      Niesmak pozostał? A nie przyszło Ci do głowy, żeby się na nich
      wydrzeć? Nic nie straciłaś na trym rodzinnym zerwaniu. Ręczę Ci że
      kiedy rodzice będą potrzebiować pomocy, przyklecą do
      Ciebie, "najbardziej nieudanej córki" pierwsi. Nie wpuszczaj za
      próg.
      • pipsia5 Re: Rodzice...Długie. 07.06.09, 21:47
        Nie mogę tego zrozumieć, jak własna matka mogła Ci powiedzieć abyś rozstała się
        z mężem (na dodatek kochającym mężem). To rodzice pierwsi powinni dążyć do zgody
        w rodzinie, unikać jej a u Ciebie jest odwrotnie. Bardzo to przykre. Dobrze by
        było jakbyś sama na spokojnie powiedziała im co czujesz. Niech wiedzą, że
        zrobili Ci krzywdę, że nie akceptując Twojego męża nie akceptują również Ciebie.
        Jeśli tego nie zrozumieją to nie ma innego wyjścia jak zerwanie z nimi
        stosunków. Nie musisz trzaskać drzwiami, krzyczeć ale po prostu powiedzieć
        własne zdanie. Rodzice chyba dalej chcą Tobą kierować. Myślą, że jak powiedzą
        Ci, że masz męża nieudacznika to wrócisz do nich z podkulonym ogonem. Udowodnij
        im, że tak nie będzie. To są Twoi rodzice i zawsze nimi będą, ale to nie znaczy,
        że mogą mówić Ci jak masz żyć. Nie pozwól sobie na to. Może wtedy docenią Cię i
        zobaczą, że świetnie dajesz sobie radę. Jeśli chodzi o sprawy finansowe to raz
        jest lepiej a raz gorzej. Najważniejsze, że jesteś w małżeństwie szczęśliwa.
        Jeśli się kochacie to pokonacie ten kryzys.
        I nie daj sobie wmówić mamie, że to Twoja wina. Wiedz jedno z mężem a będzie
        dobrze. Jeśli przeprosiłabyś rodziców i byloby między Wami "dobrze" to jak
        zniosłabyś to, że własna matka i ojciec nie szanują Twojego męża? Nie pozwól im
        na to. Pozdrawiam.
    • black_tangens Ciesz sie - dowiedzialas sie w koncu prawdy 01.07.09, 17:37
      joasia33 napisała:

      > (...) Mam 37 lat, od 5 lat w małżeństwie, z dwójką dzieci. Małżeństwie
      wyjątkowo udanym.
      > Mój mąż od zawsze był właścicielem firmy (...) A z własną firmą, jak wiadomo,
      różnie bywa - akurat jego branżę dotknął kryzys i niestety, jesteśmy obecnie w
      dość poważnym dołku finansowym,
      > z którego szukamy intensywnie wyjścia. (...) Natomiast moi rodzice, matka
      szczególnie...zerwali z nami stosunki.
      > Moja mama zawsze uważała mnie za to bardziej nieudane dziecko: zawsze byłam
      > gruba, nieatrakcyjna, a zatem skazana na porażkę w życiu. Skończyłam z bardzo
      dobrym wynikiem studia (...), zaczęłam pracować jeszcze podczas studiów w
      szkole: cały czas
      > wrzeszczała na mnie przez telefon (wyprowadziłam się do innego miasta), że mam
      > rzucić pracę w szkole, bo będę całe życie dziadować. Jak jednak (niesamowite!)
      > poznałam jakiegoś faceta, to też był beznadziejny i do odstrzału. Krótko
      > mówiąc, co nie zrobiłam, było źle. Zawsze. (...)
      > W końcu poznałam mego męża. Na początku super - ktoś mnie zechciał, fajny
      > jest, ma firmę, dom, kasę. (To, że jest super człowiekiem miało chyba mniejsze
      > znaczenie.)
      > W momencie, gdy zaczęły się kłopoty finansowe, wyszło szydło z worka. Od kilku
      > miesięcy ciągłe krytykowanie naszego życia, wszystkiego. W Wielkanoc
      > pojechaliśmy do nich, także po to, by się poradzić. (...)I mama powiedziała,
      że jedynym akceptowalnym rozwiązaniem
      > jest rozwód!!! Mam wziąć rozwód, bo mój mąż jest do niczego. Mam
      > wziąć dzieci, wrócić do rodziców i iść pracować do szkoły (obecnie wykonuję
      > wolny zawód). (...) Po 4
      > tygodniach milczenia otrzymałam maila od ojca zatytułowanego "Pożegnanie", w
      > którym stwierdził, że może mama przegięła z tym rozwodem, ale chciała dobrze,
      > a tak to przez nasze zachowanie rozpadła się rodzina...
      > Parę dni matka nagle zadzwoniła. (...)A ona na moje "halo" powiedziała "I co?",
      > imputując, że czeka na przeprosiny z mojej strony, powiedziała też, że zdanie
      > podtrzymuje, to nie było żadne "chlapnięcie", mam się rozwieść i koniec.
      > Odłozyłam słuchawkę. (...)Mam żal. Z drugiej strony mój mąż i
      > dzieci stanowią dla mnie najbliższą i najważniejszą rodzinę, więc jakoś nie
      > odczuwam palącej potrzeby kontaktu z rodzicami, ale niesmak pozostaje.
      >
      Bardzo dobrze sie stalo, bo w koncu dowiedzialas sie prawdy o swoich
      rodzicach i ta bolesna prawda powoli dociera do ciebie.
      A prawda jest taka,
      ze twoi rodzice sa manipulatorami, ktorzy ci bardzo zle zycza. Byc moze
      twoi rodzice cie nienawidza, ale nie dlatego ze ty jestes nie w porzadku, tylko
      dlatego ze maja chora psychike:-( Tacy ludzie potrafia zniszczyc zycie,
      totez dobrze sie stalo, ze nie odczuwasz palacej potrzeby kontaktu z rodzicami.
      Najlepiej by bylo, gdybys zerwala z nimi calkowicie kontakty i traktowala
      ich jak obcych ludzi, bo oni tez nie traktuja cie jak wlasne dziecko (sorrry)
      :-( Ludzie, ktorzy kochaja wlasne dziecko zycza mu dobrze, a oni robia
      wszystko, by zniszczyc twoje szczescie, z ktorego jestes dumna, czyli wspaniala
      rodzine
      . Zerwij z nimi! Ja doradzam ci takie drastyczne rozwiazanie, bo u
      mnie w rodzinie tez jest taka toksyczna ciotka, ktora zniszczyla wlasna corke.
      Nie zycze ci jej losu:-(
    • cegielka612 Re: Rodzice...Długie. 02.07.09, 09:30
      Tak jak ktoś tutaj mądrze napisał, nie ma się co dziwić że goryl je
      kolejnego banana. Znasz swoich rodziców już dość długo, więc nie
      spodziewaj się po nich zachowania, do którego nie byli zdolni przez
      ostatnie 20 lat.
      Znam Twój problem i znalazłam jedno wyjście, które od kilku lat
      działa znakomicie - z matką mam stosunki powierzchowno-uprzejme,
      znaczy się nie opowiadam jej o niczym istotnym, a już na pewno o
      żadnych problemach, o sukcesach też broń boże. Generalnie nie proszę
      jej o nic, jak coś chce to robi, ale się do tego nie przywiązuje.
      Jak słyszę uwagi na temat mojego męża szybko ucinam temat, względnie
      wstaje i wychodzę. Potrafię się nie odzywać parę tygodni, nawet
      miesięcy, nie odbieram telefonów, nie odpisuje na smsy. Z rodzicami
      proponuje postąpić tak samo - skoro i tak Ci nie pomagają ani
      finansowo, ani wsparciem, a tylko próbują rozwalić Twoją rodzinę -
      po prostu ich olej. Nie odbieraj telefonów, nie dzwoń, jak przyjadą
      zapytaj czy przeprosić jak nie - nie ma o czym mówić. Skoro brat
      jest taki super to niech się upajają jego obecnością. Może dotrze do
      nich że dziecku należy się szacunek, a Ty jesteś dorosłą osobą.
      Z Twojego opisu wygląda tak jakby cały czas uważali że jesteś do
      niczego, no ale jak było ok, to nie było się czego czepiać, a teraz
      mają ich zdaniem sprzyjające okoliczności do udowodnienia Ci że do
      niczego się nie nadajesz.
      Pamiętaj, że to Twoja rodzina jest najważniejsza, mąż i dzieci a nie
      rodzice do tego tacy, którzy nie bardzo zasługują na takie miano.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka