laband
03.08.04, 11:21
30 lipca 1994 r. o godz. 17.11 odebrałem telefon od znajomego ze Śląska.
Powiedział, że zmarł Rysiek Riedel. Byłem w szoku, ale chciałem jeszcze
przekazać tę informację widzom "Teleexpressu". Gdy zbiegłem do studia, było
już za późno. Maciek Orłoś właśnie opowiadał tradycyjną wesołą historyjkę na
zakończenie programu...
Wracając, spotkałem na korytarzu wydawcę dwójkowej "Panoramy". Spytał,
dlaczego jestem tak przygnębiony. Odpowiedziałem. Reakcja była
natychmiastowa: "Może zrobisz dla nas materiał o Riedlu?". Ze łzami w oczach
pisałem tekst, a później montowałem obraz. Przed oczami miałem wszystkie
spotkania z Ryśkiem i jego grupą. To pierwsze, w 1986 r., w lubelskiej Chatce
Żaka. Dżem dawał w klubie koncert, a ja, pracując wówczas w Studenckim Radiu
Centrum, poprosiłem ich o wywiad. I to ostatnie, gdy zespół grał w
warszawskim Remoncie ze Sławkiem Wierzcholskim, a Rysiek przyjechał
posłuchać. Tylko posłuchać. Odsunięcie od mikrofonu charyzmatycznego lidera
wydaje się posunięciem nienormalnym. Ale było konieczne, chodziło o
ostrzeżenie.
Rysiek od zawsze był niespokojnym duchem. Dorastając w Tychach, marzył o
innym świecie. O wolności. Fascynowała go kultura Indian Ameryki Północnej:
postaci Winnetou, Geronimo, Ostatniego Mohikanina... Do ostatnich dni lubił
oglądać na wideo westerny. Jego nastoletnie lata przypadły na rozkwit epoki
dzieci-kwiatów. Postanowił wcielić w życie hippisowskie ideały. Zrezygnował z
nauki, nie mógł zagrzać miejsca w pracy, nie pojawiał się w domu. Śpiewał o
tym okresie w piosence "Wehikuł czasu": Pracować nie chciałem, włóczyłem
się/Za to do puszki zamykano mnie/Po knajpach grywałem za piwko i chleb...
Zamiłowanie do muzyki zaprowadziło go w 1973 r. do zespołu, który wkrótce
miał się stać Dżemem.
Ale była też ciemna strona hippisowania. Używki. Na początku duże ilości
alkoholu. Potem narkotyki, polski kompot... To było w stanie wojennym -
opowiadał basista grupy Beno Otręba. - Smutny czas. Chciał rozjaśnić szarość
dnia i zaczął się bawić nie tymi klockami, którymi powinien. Poza tym chciał
pomóc wyjść swojemu przyjacielowi. I poszło... "Poszło" do tego stopnia, że
pod koniec lat 80. liderowi zdarzało się nie docierać na koncerty. Trudno też
uznać za szczytową jego formę wokalną (dowodem choćby płyta "Lunatycy czyli
tzw. przeboje - całkiem Live"). To wtedy zespół postanowił grać z innymi. Dać
Ryśkowi czas na dojście do siebie.
Skutecznie - efektem był świetny album pod znamiennym tytułem "Detox". Zespół
dał też w tym okresie swój najwspanialszy chyba występ, podczas
imprezy "Niech świat się do nich uśmiechnie". Organizowałem ten koncert
wspólnie z Markiem Kotańskim i Adamem Galasem, dochód został przeznaczony dla
dzieci chorych na AIDS. Był sierpień 1992 r. Miałem zaszczyt prowadzić
imprezę. Na scenie obok Czesława Niemena, reaktywowanej Budki Suflera,
gwiazdy Uriah Heep, pojawili się politycy i społecznicy z Jackiem Kuroniem na
czele. Jednak najbardziej przejmującym momentem był występ Dżemu. Gdy Ryszard
Riedel śpiewał wspólnie z 60 tys. ludzi "w życiu ważne są tylko chwile",
ciarki chodziły mi po plecach i miałem wrażenie, że jestem świadkiem czegoś
ważnego.
Niestety, chwilę później sytuacja zaczęła wracać do normy. Smutnej normy. W
którymś z wywiadów przyznał, że wciąż bierze. I dodał ostrzeżenie dla fanów,
by nie szli w jego ślady: Nie lubię mówić o tych sprawach, bo co mogę
powiedzieć? Chyba tylko tyle, że nie warto brać. Nic więcej. Potem była
równia pochyła. Wyrok w zawieszeniu (za udział w produkcji narkotyków), coraz
większa niedyspozycja, zniechęcenie do pracy. 16 kwietnia 1994 r. Dżem zagrał
z nim w Krakowie ostatni koncert. Miesiąc później Rysiek został usunięty z
zespołu. Potem - wiadomo... Bezpośrednią przyczyną zgonu była niewydolność
serca.
Grób Riedla w Tychach jest miejscem prawdziwych pielgrzymek fanów.
Szczególnie podczas kolejnych rocznic śmierci. Nic dziwnego, że w 1999 r.
postanowiono zorganizować festiwal, który skupi energię przybyłych w
pozytywny sposób. Od początku przyświecało imprezie hasło: "Ku przestrodze".
Chodzi o zażywanie narkotyków - podczas festiwalu oświatowe działania
prowadzili stowarzyszenie Trzeźwość życia i Monar.
W tym roku Festiwal Muzyczny im. Ryśka Riedla odbędzie się po raz szósty - 31
lipca i 1 sierpnia. I jak zwykle będzie zawierał część konkursową, występy
gwiazd (m.in. Voo Voo, Oddział Zamknięty, TSA) oraz finałowy występ samego
Dżemu. Grupa z powodzeniem kontynuuje bowiem działalność, na jesień szykuje
nową płytę. Przy mikrofonie stoi teraz Maciej Balcar i nie udaje, że nie miał
słynnego poprzednika... Legenda żyje.