Dodaj do ulubionych

Bunt Psztymucla

IP: *.dip.t-dialin.net 07.09.02, 21:07

Psztymucle należą do tak zwanych zwierzątek autotematycznych. Oznacza to, że
głównym tematem ich rozmów są zamieszkiwane przez nie auta.
W każdej fabryce doskonale wiedzą, że zanim jeszcze auto zejdzie z taśmy
produkcyjnej, już wslizguje się do niego rodzina Pztymucli i chowa się w
różnych zakamarkach świeżo wyprodukowanego samochodu.
Zdarza się, że Psztymulce przywiązują się do zamieszkiwanego przez siebie
wozu, ale bywa też, że zamieniają się co jakiś czas z inną rodziną.
Niezależnie jednak od tego, czy Psztymucle trzymają się jednego miejsca, czy
kręcą się z wozu do wozu, bez przerwy rozmawiają o samochodach.
Ględzą i nudzą, bredzą i plotkują, gawędzą, narzekają, opowiadają i
wymieniają doświadczenia wyłącznie na ten temat.
A oto jak wygląda typowa rozmowa Psztymucli:
- Cicho, zdaje się, że silnik źle pracuje! - woła tata Psztymucel.
- Cicho, dzieci - strofuje mama.
- Cicho, ty Psztymuclu - mówi mały Psztymucel do brata.
Cała rodzina zaczyna nasłuchiwać, bacznie wpatrzona w tatę.
- Zdawało mi się - decyduje tata - to tylko zmiana biegów.
- Tyle lat tu mieszkasz i jeszcze nie wiesz, kiedy się zmienia biegi -
awanturuje się mama.
- Tato - woła najmłodszy synek - co to za marka?
Ojciec wychyla się z samochodu przez rurę wydechową i patrzy w dal za
odjeżdżającym w przeciwną stronę wozem.
- To były angielskie Psztymucle - oświadcza z zazdrością - wóz
marki "Jagular".
- "Jagulary" są dobre, prawda? - dopytują się synowie.
- Prawda, prawda - mówi ze złością ojciec i przełazi na akumulator.
- A my się musimy męczyć z tym gruchotem - dokucza tacie mama.
- Cicho! - krzyczy tata - zdaje mi się, że woda kapie z chłodnicy!
- Cicho! - pomaga mu mama.
- Cicho! - szturcha brat brata.
Po dłuższej chwili tata udaje się w kierunku chłodnicy i wraca stamtąd z
zatroskaną miną.
- Nie kapie, ale za to chlupie - mówi - chlupie i chlupie.
- Pewnie za mało nalane - pociesza żona.
- Tato! - woła drugi syn - co to za marka?
Więc ojciec zzów idzie na koniec rury wydechowej, żeby popatrzeć i dać
odpowiedź.
Rozmowy takie prowadzą przez całą podróż, na postoju i w garażu, choć
oczywiście są różne odmiany Psztymuclów. Ta rodzina, której rozmowę opisałem,
jest najmniej sympatycza, ale są inne, nieco milsze, jedne specjalizują się w
samochodach rajdowych, inne w ciężarowych, ale łączącą je cechą jest to, że
nigdy nie opuszczają swoich aut, chyba że w celu zamiany na inne.
Zdarzyło się jednak w pewnej rodzinie, i to właśnie w takiej tradycyjnej
rodzinie, jak opisywana przed chwilą, że pewien młody Psztymucel o imieniu
Nulek, zamiast zawołać któregoś dnia na widok mijanego samochodu: - Tato, co
to za marka? - zawołał:
- Tato, co tam jest za tym samochodem?
Ojciec zdziwił się bardzo, ale poszedł popatrzeć, a kiedy wrócił, powiedział:
- Tam jest wielki zbiornik wody. Woda jest potrzbna do chłodnic i do mycia
szyb. Cicho, zdaje się, że piszczą opony!
Ale Nulek, zamiast nasłuchiwać w skupieniu, sam pobiegł spojrzeć na
znajdujące się po przeciwnej stronie szosy jezioro. Patrzył, patrzył, patrzył
(w tym czasie reszta rodziny sprawdziła opony i zdążyła się martwić pracą
gaźnika, kierownicy oraz prądnicy), patrzył, dopóki nie znikły mu z oczu
ostatnie kępy tataraku wokół jeziora.
Od tego dnia zmienił się nie do poznania. Zamiast razem z resztą rodziny
interesować się stanem technicznym swojego auta i markami cudzych, zadawał
pytania tak odległe od tematu, że ani rodzice, ani rodzeństwo nie potrafili
mu odpowiedzieć. Wreszcie zdecydował się na krok, który dla każdego
normalnego Psztymucla jest nie do pomyślenia: poprosił rodzicow, aby
pozwolili mu wysiąść na środku drogi! Wywołało to w nich straszliwe
zakłopotanie.
Kiedy wreszcie uwierzyli, że Nulek nie żartuje i że chce ot, tak sobie,
powędrować w świat bez samochodu, usiłowali mu wytłumaczyć, że to wstyd przed
wszystkimi Psztymuclami. Ale Nulek się uparł, więc co mieli zrobić, pożegnali
go ze smutkiem i przerażeniem i pozwolili wysiąść.
Ruszył Nulek w inny, nie automatyczny świat, gdzie wszystko było obce, nowe i
nieznane. Zaraz na początku spotkał jadącą na rowerze Brombę, która
podrzuciła go kawałek i wskazała krótszą drogę do jeziora. Przez las
przeprowadziła go pewna wiewiórka, a dalej szedł już sam, aż doszedł do
jeziora, które kiedyś widział z końca rury wydechowej.
Kiedy patrzyło się na nie z bliska - było tak piękne, ciche i spokojne, że
Nulek zapragnął zostać tam na zawsze. Zamieszkał na przystanii i wysłał
pożegnalny list do swego samochodu. List brzmiał tak:
Kochani!
Ten zbiornik wody nazywa się "jezioro". Dostałem tu auto, które nazywa
się "tratwa". Pracuje ciszej od najcichszego znanego Wam motoru; chociaż
jeździ trochę wolniej i odrobinę chlupie. Niczego nie trzeba kontrolować, bo
porusza się bez kół, bez kierownicy i bez szosy. Wiem, że Wy lubicie bardzo
szybką jazdę, więc nie zapraszam, ale ja chyba tu zostanę.
Wasz kochający syn Nulek
Kiedy mama Nulka przeczytała list, była bardzo wzruszona.
- A widzisz - powiedziałą do męża - nasz Nulek też sobie znalazł
specjalizację. Może nie rajdową, ale zawsze...
- Cicho! - wrzasnął tata - chyba błotnik się telepie!
Rodzina Psztymuclów nastawiła czujnie uszy.

Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka