Gość: mesco
IP: *.ub.uni-leipzig.de
02.11.01, 16:04
z postów slonzackich nadawanych z ojczyzny (Stuttgart, Frankurt/Main, Hamburg) czesto wynika ze
slazacy za strasznie zakompleksieni i nadrabiaja to noblistami ("mamy wiecej noblistów niz rasa
polska").
Ale co jest z muzyka? Slazacy nie pisza nic o muzyce, chociaz ich lider Kroll podjal ten temat w
kampanii przedwyborczej zadajac filharmonii niemieckiej w Opolu.
Wedlug mnie, glupawego Polaka, muzyki sie slucha! Interpreci typu Pavarotii reprezentuja mzyke
swiatowa i maja w swoim repertuarze kompozycje z calego swiata.
Kroll chce niemieckiej filharmonii. Przypomina mi to Goebbelsa który we wszystkich swoich
przemówieniach podkreslal niemieckosc niemieckiej kultury.
Bylem dzisiaj w domu towarowym, kupowalem CD - nie mam pewnosci czy byly one tloczone w
Niemczech. Wieczorem puszcze te CD - jaka mam pewnosc ze tranzystor w odtwarzaczu nie jest z
Inonezji?
Wiadomo ze jak puszczam niemiecka muzyke (uwielbiam kapele dete) to chce ja sluchac na
niemieckim odtwarzaczu i z niemieckiego plastiku, z niemieckim trynzystorem, wtedy jakosc jest o
wiele lepsza.
Byc moze ludzie typu Ballest czy Andy mogli by np. sluzyc noclegiem kole gospodyn z Krapkowic, które
by wtedy przyjechaly do opery we Frankurcie czy tez do filharmonii w Stuttgarcie, by zaznajomic sie z
ojczystym dziedzictwem kulturalnym?
(Zaznaczam ze przychodzac do opery w chustkach na glowie wzbudzilyby one znaczna sensacje).