sss9
03.01.08, 10:35
Przez pół roku od zarejestrowania Górnośląskiego Związku Metropolitalnego
prezydenci nie zrobili nic, by na Śląsku powstało jedno wielkie miasto.
Dopiero wczoraj zaczęło działać biuro GZM-u. - Metropolia będzie powstawała
przez wiele lat - zapowiada jego szef.
(...)
Póki co powołanie GZM-u było jedynie okazją do promocji Rudy Śląskiej, gdzie
wybrano władze związku oraz sporów o nazwę. Jedni chcą Katowic, inni Silesii,
a najnowszy pomysł to Metropolia Śląsko-Dąbrowska, a przecież wiadomo, że to
nie jest kluczowy problem przyszłej aglomeracji.
W zapale dyskusji umyka nam rzecz najważniejsza: prezydenci nie zrobili nic,
by na Śląsku naprawdę powstała prawdziwa metropolia. Dopiero w środę zaczęło
działać biuro GZM-u, które będzie realizowało wytyczne prezydentów. Jego
dyrektor nie będzie nadprezydentem czy superburmistrzem. Jego realna władza
jest znikoma.
Co gorsza prezydenci potraktowali GZM jak kolejną instytucję, którą trzeba
obsadzić swoimi współpracownikami, którzy raczej nie odważą się mieć innego
zdania niż oni sami. Wystarczy spojrzeć na skład Zgromadzenia GZM-u. To
prezydenci, ich zastępcy i popierający ich radni. Chlubny wyjątek stanowią
tylko Tychy. Przedstawicielem tego miasta, oprócz prezydenta, jest prof. Marek
Szczepański, wybitny socjolog, który od lat ma własną wizję nowego Śląska,
który stawia na kulturę i edukację. Jego głos w gronie prezydentów, może się
okazać wołaniem na puszczy.
Piotr Popiel, dyrektor biura GZM-u, już dziś rozwiewa nadzieję na to, że
metropolia, czy jak kto woli jedno miasto, powstanie szybko. - To potrwa
kilkanaście lat - mówi.
Śląsk nie ma jednak na to czasu. Wystarczy popatrzeć, co zrobili nasi sąsiedzi
w staraniach o integrację i rozwiązywanie codziennych problemów mieszkańców.
Spójrzmy na odległy o godzinę drogi Kraków. Powstał tu już Krakowski Obszar
Metropolitalny (tworzą go 52 gminy), a miasto i PKP dogadały się w sprawie
wspólnego biletu na pociąg i autobus na najpopularniejszej trasie między
Krakowem a Krzeszowicami.
Mieszkańcy naszej aglomeracji o krakowskich rozwiązaniach mogą dziś tylko
pomarzyć. Na taki bilet przyjdzie nam jeszcze poczekać, choć komunikacja ma
być jednym z priorytetów GZM-u. Pewnie z czasem zajmie się też zarządzaniem
wspólnymi drogami, kanalizacją i wysypiskami śmieci.
Tak jednak metropolii nie zbudujemy. Potrzebujemy rewolucji i wizjonerów.
Ścieki i drogi to nie wszystko. Na ich budowę, dzięki unijnym pieniądzom, stać
dziś nawet niewielkie gminy. Metropolia, jeśli chce zmienić wizerunek Śląska,
musi się też zająć chociażby kulturą. Nie widzę powodu, by nie była
gospodarzem Opery Śląskiej, Filharmonii Śląskiej, Teatru Śląskiego, Muzeum
Śląskiego, Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku czy podobnych miejsc,
rozrzuconych po aglomeracji. Już teraz są wizytówkami miast, a przy odrobinie
odwagi mogą stać się ambasadorami i znakami firmowymi całej metropolii. Przy
okazji prezydenci z Zagłębia odetchną z ulgą, bo okaże się, że nie będą już
musieli prosić co roku władz województwa o pieniądze na swoje muzea i teatry.
Nie można także zapominać o naciskach na posłów, by jak najszybciej uchwalili
obiecywaną ustawę o metropolii. Bez niej prezydentów może być trudno zmusić do
szybkiego działania. Dziś wolą mówić tak, jak prezydent Gliwic Zygmunt
Frankiewicz, że metropolia musi powstawać metodą małych kroków i zajmować się
tylko tym, czego lepiej nie mogą zrobić same gminy.
Jest jednak nadzieja, że GZM nie będzie tylko fasadą, służącą do zarządzania
DTŚ-ką i autobusami. Dyrektor Popiel chce powołać forum dyskusyjne, na którym
fachowcy powiedzą prezydentom, czym i jak powinni się zająć. Czy nazwiemy to
okrągłym stołem metropolii, radą mędrców czy komitetem doradczym, nie jest
ważne. Ważne, by ktoś wreszcie wziął prezydentów za rękę i pokazał im, czym
naprawdę ma być metropolia.
miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,4805491.html
Gdzie nie spojrzeć, wszędzie chwalą gliwickich ludzi z wizją sołtysa.
Ale łatwo zrozumieć ich wąskie horyzonty i opieszałość w działaniu na rzecz
poprawy życia mieszkańców - nie można przecież tak po prostu zrobić czegoś
konkretnego, trzeba o tym międlić latami i pozorować działania, przecież taka
fucha nie trafia się co dzień.
"Na początek" (po kilku-kilkunastu latach rządów) zrobi się "społeczne
konsultacje" czyli odwlecze realizację oczywistych spraw, którymi powinno się
zajmować już wczoraj i wydrukuje kolejny "plan rozwoju", który będzie można
pokazywać jak skończone dzieło.
Grunt, to żółwie tempo w żółwiej skorupie.