Dodaj do ulubionych

Psychuszka za bluźnierstwo

17.05.15, 19:09
Pobudzony religijnie Jerzy Drewnowski* w grudniu 2012 r. rzucił żarówkami z farbą w obraz Matki Boskiej na Jasnej Górze, został zamknięty w zakładzie psychiatrycznym z najgroźniejszymi przestępcami. Adwokatka: - Od początku sprawy ani jedna opinia psychiatryczna nie zawiera zdania, że mój klient może komukolwiek zagrozić
- Nie jestem szaleńcem, musiałem to zrobić, by otworzyć ludziom oczy, by odkryli prawdę Ewangelii - mówił w grudniu 2012 r. do dziennikarzy zebranych przed siedzibą częstochowskiej prokuratury Jerzy Drewnowski.

Polska cudzołoży gipsem

Urodził się przed 61 laty na Dolnym Śląsku. Ojciec alkoholik szybko porzucił rodzinę, Jerzego wychowała matka. Skończył zawodówkę jako mechanik, potem nieprzerwanie pracował - ostatnio na pół etatu w jednej z państwowych instytucji w Świdnicy. Dorabiał, organizując imprezy rozrywkowe dla dzieci w przedszkolach. Ożenił się 37 lat temu. Z Barbarą mają dwoje dorosłych dzieci. Swe małżeństwo określa jako "średnio udane". Zwłaszcza w ostatnich latach. Wszystko popsuło się przez jego studia nad religią. Gdy dzieci dorosły, a syn wyprowadził się z rodzinnego domu, zgłębianiu tajemnic Ewangelii poświęcał niemal cały wolny czas.

Żona: - Od kilku lat należał do adwentystów albo zielonoświątkowców.

Jerzy bywał w świdnickim zborze. Uczestniczył nieregularnie w nabożeństwach. W śledztwie zeznał: "Adwentyści i zielonoświątkowcy nie modlą się do figur, ni obrazów. (...) 35 lat zgłębiałem Pismo Święte, a tam jest napisane, że nie wolno czcić figur i obrazów".

Postanowił otworzyć oczy katolikom. Pięć lat temu napisał pierwszy list ze swymi przemyśleniami. Adresatami byli duchowni. W śledztwie rzekł: - Woziłem te listy po parafiach, wrzucałem do skrzynek albo dawałem proboszczom lub ich gospodyniom do rąk. Starałem się wykazać kłamstwa, którymi się karmi ludzi wierzących, że przez bezwartościowe obrzędy odsuwa się ludzi od Ewangelii.

"Dzisiejszy Bóg by powiedział: Polska cudzołoży gipsem i plastikiem" - pisał do księży.

Troska z serca płynąca

W 2010 roku po katastrofie pod Smoleńskiem Drewnowski napisał do generała zakonu paulinów na Jasnej Górze "List przepełniony miłością".

Według niego wojny, obozy koncentracyjne, wielkie powodzie, katastrofy z udziałem pielgrzymów, prostytucja, alkoholizm, pedofilia i homoseksualizm, także wśród duchownych, czy wreszcie tragedia pod Smoleńskiem, to nie przypadek: "Bóg napomina nas wszelkimi plagami i zaklina, byśmy odstąpili od kultu figur i obrazów" - ostrzegał paulinów. I przepraszał, że miał śmiałość, by wszystko przelać na papier, "ale to troska z głębi serca płynąca".

Odpowiedzi nie dostał, podobnie jak na inne listy pisane do duchownych.

Idę zburzyć bałwana

Milczenie kościelnych hierarchów go przygnębiało, postanowił zrobić coś głośnego. Żonie powiedział, że jedzie do Poznania organizować imprezę dla przedszkolaków.

- Nie chciałem, by się martwiła - tłumaczył potem w śledztwie. W sobotę, 7 grudnia 2012 roku, przyjechał do Częstochowy. W torbie miał trzy żarówki, puszkę czarnego lakieru nitro, butelkę rozpuszczalnika, wycinki z Pisma Świętego, list do przeora. "Mój czyn nie został popełniony z nienawiści do Matki Boskiej, ale z miłości" - napisał.

Wynajął pokój w pensjonacie, w sąsiedztwie klasztoru. - Pamiętam go, to wysoki, szczupły, siwy mężczyzna. Wyglądał trochę na dziwaka, na łóżku w pokoju od razy położył otwarte Pismo Święte. Był grzeczny - wspominała później właścicielka pensjonatu.

W niedzielę Drewnowski wyszedł z pensjonatu nad ranem. Wcześniej odciął metalowe części żarówek. Za pomocą strzykawki wypełnił szklane bańki czarnym lakierem. I wysłał SMS-a do znajomego spod Opola: "Idę zburzyć bałwana paulinów".

W Kaplicy Cudownego Obrazu odczekał, aż skończy się poranna msza. Potem podszedł jak najbliżej Madonny. - Przepraszam - szepnął do stojącej przed nim kobiety. Gdy ta się odsunęła, rzucił żarówkami. Czarna maź popłynęła po pancernej szybie, którą parę lat wcześniej podarowali niemieccy protestanci. Farba prysnęła na hebanowy ołtarz i ochlapała wota Jana Pawła II, m.in. złotą różę. Jerzy krzyknął do ludzi w kaplicy: - Jesteście oszukiwani, bo matka Jezusa nie ma nic wspólnego z tym obrazem!

Z zakrystii wybiegli paulini i strażnicy jasnogórscy. Sprawca profanacji spokojnie dał się zakuć w kajdanki. I czekał na przyjazd policji.

Metropolita częstochowski arcybiskup Wacław Depo wydał oświadczenie, że to, co stało się na Jasnej Górze, jest "skutkiem trwającej od dłuższego czasu antykościelnej i antychrześcijańskiej nagonki niektórych ugrupowań politycznych i mediów".

Trzy miesiące aresztu

Prokurator Prokuratury Okręgowej w Częstochowie Adam Mielczarek przedstawił Drewnowskiemu zarzuty obrazy uczuć religijnych. Wnioski o ściganie złożyło kilku paulinów, w tym podprzeor, i czworo świadków czynu. Za "obrazę" grożą dwa lata więzienia, za "zniszczenie dobra o szczególnym znaczeniu dla kultury" ustawa o ochronie zabytków przewiduje nawet dziesięć lat. Zniszczenia nie były jednak trwałe. Oczyszczenie ołtarza wyceniono potem na 1500 zł.

Wniosek o trzymiesięczny areszt prokurator uzasadnił wielką szkodliwością społeczną czynu. Sugerował, że śledczy muszą mieć czas na zbadanie, czy Drewnowski działał sam, czy może miał mocodawców. A na wolności mógłby mataczyć. Na rozprawie aresztowej Jerzy przyznał się do winy. Działał sam, wiedział o pancernej szybie na ikonie, obrazu nie chciał popsuć. Wybrał moment po mszy, gdy przed obrazem było niewiele osób, bo "nie chciał urazić niczyich uczuć religijnych, a tylko przebudzić Polaków, ponieważ Kościół katolicki to przedsiębiorstwo finansowe, a hierarchowie doprowadzili do zerwania z Bogiem".

Sąd w Częstochowie uznał wyjaśnienia za niespójne i nielogiczne. Z zaleceniem specjalnego traktowania jako potencjalnie niebezpieczny dla otoczenia Jerzy wylądował w częstochowskim areszcie. W styczniu 2013 roku przewieziono go na oddział psychiatryczny więzienia w Krakowie. To miejsce odosobnienia morderców i członków zorganizowanych grup przestępczych. Po kilku tygodniach biegli psychiatrzy uznali, że Drewnowski jest niepoczytalny. Wykryli "przewlekłe psychotyczne zaburzenia z uporczywymi zaburzeniami urojeniowymi o charakterze religijnym". Zdaniem psychiatrów badany może na wolności powtórzyć czyny o znacznej szkodliwości poprzez "godzenie w dobra o wyjątkowym znaczeniu dla historii i kultury RP".

Prokuratura umorzyła postępowanie karne i wystąpiła do sądu o przymusowe leczenie. W maju 2013 roku na sali sądowej Drewnowski przekonywał, że osiągnął już to, co chciał, czyli rozgłos: - Daleki jestem od tego, aby popełnić taki czyn po raz wtóry. Ja jestem bardzo wrażliwy na zło.

Poprosił, by nie zamykać go w psychiatryku, i obiecał kontynuować leczenie po powrocie do domu. - Moim szczerym pragnieniem jest powrót do normalnego życia, zatroszczenie się o rodzinę, urodził mi się wnuk, którego nie widziałem. Jak po raz pierwszy odwiedziła mnie żona w areszcie, to myślałem, że przywiozła pozew rozwodowy. A ona mnie wsparła.

Biegli z Krakowa przyznali, że podczas obserwacji pacjent był spokojny, nikogo nie przekonywał do swych religijnych motywacji, nie zagrażał innym osobom.

cdn
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Psychuszka za bluźnierstwo 17.05.15, 19:11
      wyborcza.pl/1,87648,17906857,Mezczyzna__ktory_oblal_farba_obraz_jasnogorski__od.html?pelna=tak

      Łagodny i grzeczny, ale musi siedzieć dalej

      Sąd orzekł przymusowe umieszczenie Drewnowskiego w szpitalu psychiatrycznym. 23 lipca 2013 roku Jerzy został pacjentem szpitala w Lublińcu na Śląsku. Razem z nim siedzą tam niepoczytalni sprawcy najokrutniejszych czynów - tacy jak podpalacz mieszkania w Częstochowie, gdzie zginęła w ogniu pięcioosobowa rodzina muzyków filharmonii.

      W styczniu 2014 roku sąd, który umieścił świętokradcę w Lublińcu, dostał opinię psychologów i psychiatrów: są postępy w leczeniu, pacjent spokojny, nie stwarza sytuacji konfliktowych, jest nieco spowolniony, bo dostaje leki dla schizofreników. Nie otwiera się na terapiach grupowych. Może zostać przeniesiony na oddział o podstawowym zabezpieczeniu, ale o wypuszczeniu go na wolność mowy nie ma, bo "nadal istnieje wysokie prawdopodobieństwo ponownego pojawienia się czynów o znacznej szkodliwości".

      Sytuacja się powtórzyła po pół roku. Biegli: "nadal bezkonfliktowy, ale niebezpieczny społecznie". Sąd przedłużył pobyt w zamknięciu. W lutym 2015 roku lekarze z Lublińca w kolejnym sprawozdaniu napisali: "...leczenie nie przyniosło wystarczającej poprawy stanu zdrowia (...) pojawił się natłok myśli dotyczących problemów rodzinnych z tendencją do zamartwiania się".

      - Nie sposób twego spokojnie komentować - mówi mecenas Joanna Kurowska, adwokatka Drewnowskiego z urzędu. - Jeszcze w ubiegłym roku żona odwiedzała go w szpitalu praktycznie w każdy weekend. Ona nie ma prawa jazdy, więc pociąg, autobus, potem trzeba było znaleźć nocleg. Finansowo, ale i psychicznie tego nie wytrzymała i przyjeżdża rzadziej. Od początku tej sprawy ani jedna opinia psychiatryczna nie zawiera zdania, że mój klient może komukolwiek fizycznie zagrozić. Wprost przeciwnie. Wszyscy podkreślają, że jest łagodny i grzeczny. Nigdy wcześniej nie leczył się psychiatrycznie, nie nadużywał alkoholu, nie miał konfliktu z prawem. Jeśli rodzina zobowiązała się, że na wolności dopilnuje jego leczenia, to czemu nie dano im takiej szansy?

      9 maja tego roku Sąd Okręgowy w Częstochowie po raz kolejny rozpatrywał zażalenie mecenaski na przedłużenie przymusowego pobytu w lecznicy. I po raz kolejny zażalenie odrzucił. Drewnowski siedzi dziś w pięcioosobowej celi. Od roku wolno mu wychodzić z oddziału na spacer do szpitalnego parku i sklepiku. Pod opieką terapeuty i w grupie.

      *Nazwisko bohatera zostało zmienione
    • diabollo A pan Depo... 17.05.15, 19:15

      ...jak to klecha okłamał opinię publiczną.

      Kłaniam się nisko

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka