gaika
08.12.15, 19:52
Na początek krótko:
1) Do początku listopada dziewięcioro z 15 sędziów TK to były osoby, za którymi PiS głosował w Sejmie.
2) Sporna "trójka", wybrana w październiku, to nie kandydaci "partyjni", tylko znakomici prawnicy (na czele z prezesem Naczelnego Sądu Administracyjnego), bez żadnych związków z Platformą.
3) Obsadzenie całej aktualnie spornej "trójki" przez PiS oznacza, że za 1,5 roku Trybunał zostanie w większości obsadzony przez osoby ściśle politycznie związane z PiS i TK zostanie praktycznie "zdezaktywowany" na okres rządów PiS (w tej i ewentualnej kolejnej kadencji, aż do 2024 r.).
A teraz dłużej:
Ad. 1. PiS w latach 2005-07 przegłosował obsadę sześciu stanowisk w TK (wspólnie z LPR i Samoobroną). W większości byli to znakomici prawnicy (prof. Mirosław Granat i dr hab. Teresa Liszcz zostali poparci także przez PO). Podobnie było za czasów rządów PO, w czasie których PiS poparł w Sejmie trójkę spośród wybranych wtedy kandydatów:
1) prof. Sławomirę Wronkowską-Jaśkiewicz, która była przewodniczącą podczas rozprawy w Trybunale 3 grudnia - w 2010 głosował na nią prawie cały PiS, łącznie z prezesem Kaczyńskim,
2) prof. Piotra Tuleję - wybrany w 2010, głosowała za nim większość PiS, łącznie z Jarosławem Kaczyńskim,
3) i nawet prof. Leona Kieresa - w 2012 poparła większość PiS, łącznie z Jarosławem Kaczyńskim. Piszę "nawet", bo poparto go, choć wcześniej był senatorem PO (ale w 2000 był wybrany wspólnie przez obie partie na szefa IPN).
Tak więc przez ponad trzy lata, do 6 listopada br., wśród 15 sędziów Trybunału:
- 4 było wybranych z poparciem PiS, bez PO,
- 6 było wybranych z poparciem PO, bez PiS,
- 5 było wybranych z poparciem zarówno PO, jak i PiS.
Tabela z kadencjami sędziów
Ale najważniejsze jest nie to, kto kogo zgłosił i na kogo głosował, ale to, że zdecydowana większość osób wybieranych przez ostatnie 10 lat (zarówno przez PiS, jak i PO) to były osoby rzeczywiście wyróżniające się wiedzą prawniczą i apolitycznością. Wspomnieć tu można między innymi o zgłoszonej przez PiS dr hab. Marii Gintowt-Jankowicz (przez 15 lat pierwsza dyrektor Krajowej Szkoły Administracji Publicznej, 10 lat członkini Rady Legislacyjnej przy premierze), zgłoszonej przez PO i popartej przez PiS prof. Sławomirze Wronkowskiej-Jaśkiewicz (przez 18 lat członkini wspomnianej Rady, a później przewodnicząca Komitetu Nauk Prawnych PAN) czy prof. Marku Zubiku (przewodniczącym wspomnianej Rady, a wcześniej przez trzy lata zastępcy wybranego przez PiS rzecznika praw obywatelskich prof. Janusza Kochanowskiego).
Ad. 2. W latach 2013-15 toczyły się w Sejmie prace nad nową ustawą o TK. Nie jest prawdą, że w tym czasie nic się nie działo i prace nagle "przyśpieszyły" po wyborach prezydenckich. Przez 1,5 roku odbyło się 17 posiedzeń podkomisji , jej sprawozdanie przyjęto 9 kwietnia, miesiąc przed I turą wyborów.
W maju i czerwcu PO przegłosowała tę ustawę, wprowadzając do niej poprawkę pozwalającą wybrać dwóch sędziów "awansem". Autorem niekonstytucyjnego przepisu był poseł PO Robert Kropiwnicki. Nie było jej w pierwotnym projekcie, więc to nie sędziowie TK są jej autorami.
Już wtedy choćby Helsińska Fundacja Praw Człowieka alarmowała o jej niekonstytucyjności. Kwestią czasu było tylko, kto pierwszy (z uprawnionych) zgłosi ją do TK. Mógł to zrobić prezydent Duda już 8 sierpnia, a TK by to zapewne rozstrzygnął jeszcze przed wyborem sędziów. Jednak prezydent z tego prawa nie skorzystał.
Zatem PO (wspólnie z PSL i SLD) 8 października wybrała piątkę nowych sędziów (robiąc niekonstytucyjny "skok" na dwa stanowiska, w wyniku czego tylko 4 z 15 sędziów TK to byłyby osoby wybrane z poparciem PiS, w tym jedna za rządów PiS). Ale czy byli to kandydaci "partyjni"? Bynajmniej. Skupię się tu na obecnej spornej "trójce" (a jednocześnie tych, którzy w ramach tej piątki byli kandydatami PO):
1) Prof. Roman Hauser - prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego. Pełnił tę funkcję 17 lat (od 1992 z jedną przerwą), 4 lata był wiceprezesem. Jeden z najwybitniejszych administratywistów w Polsce, redaktor i współautor komentarza do kodeksu postępowania administracyjnego.
2) Prof. Andrzej Jakubecki - od 2002 powoływany w skład Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego przez kolejnych ministrów sprawiedliwości. Redaktor i współautor komentarza do kodeksu postępowania cywilnego.
3) Prof. UAM dr hab. Krzysztof Ślebzak - od 2006 dyrektor Biura Studiów i Analiz Sądu Najwyższego.
Podsumowując: świetni prawnicy i bynajmniej nie "partyjni" (co łatwo sprawdzić, przeszukując prawicowe portale, które żadnych śladów ich związków z PO nie znalazły). Gdyby nie wywołana przez Platformę wojna o Trybunał i okres przedwyborczy, jest bardzo prawdopodobne, że któryś z nich (lub paru) byłby poparty przez PiS.
Ad. 3. A do czego dąży obecnie PiS? Dokładnie opisano upolitycznienie nowych sędziów, więc nie będę tego tu robił szerzej (pierwszy prawnik SKOK, osoby z "komitetu smoleńskiego", aktualny poseł itd.). Są to osoby ściśle politycznie związane z PiS i niekoniecznie "wyróżniające się wiedzą prawniczą" (a to wymóg konstytucyjny). Np. jedyne publikacje mec. Piotra Pszczółkowskiego, które są wymienione w jego biogramie, to dwa artykuły w materiałach z Konferencji Smoleńskich (biogramie sprzed roku do Trybunału Stanu, bo w tym do TK to zmilczano). W wypadku sędzi Julii Przyłębskiej nie są wspomniane żadne publikacje.
Jaki byłby efekt doprowadzeniu składu Trybunału do stanu zgodnego z wyrokiem TK (trzech sędziów z października, dwóch z grudnia)? Dałoby to w sumie już teraz sześć osób popartych w głosowaniach przez PiS (w tym trzy osoby wybrane w czasie rządów PiS), i kolejne w trakcie kolejnych lat. Ten stan zapewniłby PiS-owi, że już za półtora roku (czerwiec 2017) większość osób w TK to byliby sędziowie wybrani ich głosami.
PiS, robiąc niekonstytucyjny "skok" na trzech prawidłowo wybranych sędziów, idzie dalej. Do czerwca 2017 r. zwolnią się w TK w sumie jeszcze trzy miejsca, które będzie można obsadzić, nie zachowując nawet pozorów bezstronności. W sumie będzie więc w TK 11 osób wybranych głosami PiS (z czego dwie całkowicie apolityczne), ale aż 8 z 15 to będą osoby wybrane w tej kadencji, ściśle polityczne. Dzięki temu bezprecedensowemu zdominowaniu Trybunału w półtora roku od objęcia rządów PiS zapewni sobie całkowity spokój w TK do końca tej kadencji, a w wypadku wygranej - także do końca następnej kadencji (w sumie aż do grudnia 2024).
Post scriptum. W komentarzach do mojego tekstu na Facebooku spotkałem się z opiniami zwolenników obecnego rządu, zadowolonych z szybkiego zdobycia w Trybunale większości głosów przez przedstawicieli aktualnego suwerena (zwolenników często też, bezpodstawnie, uważających mnie za sympatyka Platformy i jej rządów).
Chodzi o to, że bardzo niebezpieczną sytuacją jest, gdy aktualnie rządzący mają w sądzie konstytucyjnym większość, którą sami wybrali i to jeszcze w trakcie pierwszego roku-dwóch swych rządów. Bez niezależnego sądu konstytucyjnego nie ma gwarancji przestrzegania konstytucji, a bez niej - ochrony praw obywatelskich (kto inny niż sąd konstytucyjny może rozstrzygnąć, że zwykłą większością przyjęto ustawę niezgodną z konstytucją?). Każdy Sejm co roku uchwala kilkanaście-kilkadziesiąt ustaw uznawanych później przez Trybunał za niekonstytucyjne. Czy na pewno bezpieczny może czuć się obywatel po wyłączeniu takiego "bezpiecznika" naszych praw, jakim jest sąd konstytucyjny? Czy można tak zaufać rządzącym i czy ufność powinna być cnotą obywatelską? "Niczyje zdrowie, wolność ani mienie nie jest bezpieczne, kiedy obraduje parlament". Nawet gdyby to był parlament, w którym większość ma partia, której sprzyjamy.
wyborcza.pl/1,75968,19313538,pis-wylacza-trybunal-do-2024-r-a-jeszcze-niedawno-zgodnie-wybieral.html#ixzz3tkxgc5jU